Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Między zwrotkami wierszy
zasnął Elf
słowa toczą się, gadają
przemija czas
w bajkach dla dzieci

W bajkach dla dorosłych
resztki poezji się dzieją
puk, puk… nieśmiało
może jednak
ktoś ją przypomni, wskrzesi?

Na świecie jest zwyczajnie
las rośnie, płyną rzeki
dzień na zmianę z nocą trwa
ludzie się rodzą, umierają
zwykła rzecz.

Obudź się Elfie białowłosy
różdżkę weź
tchnij w tę codzienność
duszę, ożyw się
niech smutek będzie smutny
a złość zła
radość radosna, a nie mdła
zdjęta z matrycy identycznych.
Odkryj raz jeszcze zwykły świat
pozmieniaj plastik w rzeczywistość

Opublikowano

Hej Rusałko Złotousta!
Piękne słowa dziś złożyłaś.
Z leśnych kniei tajemniczych,
Tyś się wierszem wyłoniła.

To nie bajka, to piosenka
Wdzięcznym głosem zaśpiewana...

Tchnęłaś życie w elfie serce,
Jego duszę poruszyłaś.
Teraz sam radośnie pląsa,
Tyś go mocą obdarzyła.

puk, puk... to ja!
Składam pokłon, do nóg padam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Już ktoś Ci, Janku, niedawno napisał, że Twoje komentarze bywają lepsze niż komentowane wiersze. Mam wrażenie, że tu jest podobnie. Padanie do nóg w takim przypadku nie należy się! Absolutnie. Ściskam Gryfika. E.
Opublikowano

Elfy i Rusałki, baśniowy światek odkrywany przez małe i duże dzieci. Przypomniałaś Elu, o jego istnieniu... Pozdrawiam elfa Baltazara i rusałkę Eleonorę. Eugi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...