Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rok 2045, przemytnicy serii taniej książki zatrzymani na granicy w brawurowej akcji celników i oddziału komandosów urzędu skarbowego. Pozycje naukowe szmuglowane z innego kraju miały wzmocnić podupadający blok polskiej inteligencji. Pakiet książek został jednak przechwycony i spalony publicznie. Polakom zostaje pożywka z papy serwisów internetowych, skrócone wersje dzieł przesyłane przez komunikatory i wspomnienia tych, którzy mieli do czynienia z przyjemnością czytania na papierze. Tak, zdecydowanie demonizuję wizję przyszłości, ale właśnie w tym kierunku podążają moje wyobrażenia związane z tragicznym obecnie poziomem czytelnictwem, sprawą podwyżki podatku VAT i strategią książkową rządu. A może raczej: brakiem strategii.

Dobrze wspominam akcję, którą zorganizowałem niegdyś ze znajomą malarką z Olsztyna. Podobało nam się, że w stolicy często widywaliśmy ludzi z książkami. W tramwajach, autobusach, w metrze, na ławkach w parku. W naszym Olsztynie było to widok rzadki, wielu ludzi nie było stać na nowości. Zebraliśmy wtedy w Warszawie kolekcję starych książek - wiele znaleźliśmy w kartonach przy śmietnikach, choć były w całkiem dobrym stanie. Te skarby zawieźliśmy do Olsztyna i kładliśmy je na wycieraczkach pod drzwiami. Aby obdarowany miał pewność, że ta niespodzianka jest dla niego, na karcie tytułowej książki pisaliśmy jego adres. Na niektórych książkach umieszczaliśmy prośby - np. by zanieść je do biblioteki czy zostawić w kawiarni.

Kto wie, może dzięki tym książkom nawiązała się wówczas jakaś znajomość, która istnieje do dziś? A może ktoś wciągnął się w jakąś powieść i potem szukał w księgarniach podobnych? Nie wiem. Jestem jednak przekonany, że wojna z czytelnictwem w Polsce nie wniesie nic dobrego. Pokolenie bez książki będzie po prostu trwać, przyjmując kolejne zastrzyki konsumpcjonizmu.

Takim komentarzem dołączyłem do apelu dotyczącego VAT-u w dzienniku "Metro". W tymże temacie Jacek Dehnel wspomniał o "bezrefleksyjnym życiu" i podsumował, że "niższa cena książek nikogo nie zmusi do sięgnięcia po nie, ale cena wyższa z pewnością jeszcze pogorszy sytuację". Inny nominowany do Nagrody Nike 2010 - Janusz Rudnicki - stwierdził, że gdyby książki leżały na ulicy, za darmo, poziom czytelnictwa nie podskoczyłby wcale ze szczęścia". Akcja, w którą kiedyś zaangażowałem się w Olsztynie miała na celu sprawdzenie tej teorii. Książki nie leżały na ulicach, lecz na wycieraczkach, przed drzwiami przypadkowych osób. Wyniki badań nie zostały zebrane w sposób precyzyjny, oparte były bowiem jedynie na obserwacjach. I rzeczywiście sprawdziło się - tylu spacerowiczów z książkami nie widziałem od dawna. Osiedle książkowe na drugi dzień wróciło do swojej pierwotnej formy. Poprzez ten dziwny rodzaj popularyzacji literatury wielce prawdopodobne jest, że kilka osób zaraziło się czytaniem. Podatek VAT na książki to społeczne szczepienie przeciwko pewnej infekcji. Infekcją w tym przypadku jest czytelnictwo. Pamiętajmy jednak, że eliminując tę infekcję pozbawimy się przeciwciał, które potwierdzają nasz status istot myślących.

__________________
mechanizmsekundy.blogspot.com
petycje.pl/5749

Opublikowano

Ale ja nie wiem, o co chodzi... tzn wydaje mi się, że wiem ogólnie, ale nie wiem, na co narzekają przedmówcy.

Jest tylko drobna różnica pomiędzy tym, co mamy teraz w społeczeństwie, a tym co było, powiedzmy, 100 lat temu - zdemokratyzowało się, co oznacza, że chłopiec "z bloku" może pójść do jednej szkoły z dziedzicem Potockich. Więc teraz ci "uduchowieni" na własne oczy widzą to, o czym jakiś czas temu mogli tylko poczytać np w "Lalce". Rozwój technologiczny i masowość spowodowały, że czytamy i widzimy to w TV, gazetach, internecie.

Większość ludzi woli "coś łatwiejszego". Jest to bardzo ludzki mechanizm. Rzadkie są przypadki dziwaków, którzy wolą sobie życie utrudniać.

A co do tego konsumpcjonizmu - zanim człowiek będzie się zastanawiał nad swoimi potrzebami duchowymi i samorealizacją, to musi się najeść, mieć gdzie mieszkać, mieć wygody i poziom życia. Nic nie da edukacja publiczna. Ja nie wiem, dlaczego wszyscy się tak zżymają na konsumpcję, skoro to naturalne w człowieku. Może zróbmy akcję przeciw spożywaniu pokarmu, wydalaniu, o seksie nie napiszę, bo na to już jest kampania.

Są takie przypadki jak ledwo głupi, czyli ludzie, którzy nic nie muszą mieć, jadają raz dziennie i i tak im dobrze, bo są biblioteki. ;) Ale to bardzo pojedyncze przypadki, poza tym podejrzewam, że większość z nich nie spotkało na swojej drodze zdeterminowanej kobiety, która zazwyczaj potrafi przywrócić pewne kwestie na tory, że tak powiem, właściwe.

Na koniec apel do wszystkich - zajmujcie się swoimi dziećmi, bo od tego się zaczyna. Nie zostawiajmy ich samych i nie będzie źle. Największym problemem jest to, że dziecko dzisiaj jest czymś na co się łoży i nic poza tym.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A tobie, drogi rozmówco, nigdy nie przyszło do głowy, że kwitowanie złożonej problematyki próbą skondensowania jej w paru lakonicznych w dodatku nic nowego nie wnoszących oczywistościach to metoda spłycania i wypaczania tematu w sposób absolutnie beznadziejnie płytki?

Ja tam swojej wyższości nie dostrzegam, natomiast widzę twoją uciechę, że mądrala z ciebie niebywały, bo żeś nas tym swoim wywodem wszystkich przekonał i oczarował niemożebnie. Zaprawdę, uznam, że twoja ucieszność wynika z poczucia niższości.
Być może "spłycam w sposób absolutnie beznadziejnnie płytki" (boskie!), lecz na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że to samo larum słyszałem jako dziecko wchodzące w wiek szkolny (nie czytają! biada!), chociaż o trzecim programie tv myśleli wtedy nieliczni, a komputery Atari albo Commodore gościły u bardzo nielicznych (najczęściej mających rodziców "saksujących" za granicą). Od ponad 20 lat słyszę to samo na ten temat, tylko "preteksty", żeby nie czytać nieco się zmieniają.

Masz do czynienia z lakonicznym kwitowaniem, bo ten temat to wyważanie otwartych drzwi, to mówienie o problemie wtórnym i dość pobocznym, biorąc pod uwagę skalę i konsekwencje kwestii leżących u źródła. Zresztą sam widzisz, z jakim szalonym odzewem spotkały się twoje diagnozy.

W ogóle twoje wypowiedzi dają do zrozumienia, że rozejrzałeś się i dopiero zacząłeś zauważać, co się dookoła dzieje. Smutne jest to, że mieszasz pojęcia - informatyzację i masowość z rodzinami patologicznymi mają związek bardzo luźny. Weźmy taki alkoholizm - wydaje się, że już w czasach I RP był chorobą społeczną. A co do informatyzacji, to nie wiem, dlaczego łatwy dostęp do informacji ma być czymś złym. Mój niezwykle zinformatyzowany młodszy brat większość książek czyta w formie e-booków. Że nie czuje "magii papieru" to już jest zdegenerowany? Ja rozumiem, że osoby starsze mają problem ze zmianami technologicznymi, ale że młodzi ludzie też, to nie do końca rozumiem.

A tak na koniec to ci powiem, że nie można poważnie potraktować takiej "diagnozy" jak twoja, bo przejechałeś się bardzo po wierzchu po niektórych poważniejszych problematach współczesnej społeczności, posiłkując się przy tym subiektywną obserwacją (jak mniemam, bo brak odnośników do badań, poza nieokreślonym ekspertem wypowiadającym się w kwestii patologii rodzinnej), która niestety nie odbiega od obiegowych w pewnych sferach opinii na poruszone tematy.

Aha, i jeszcze:

Najbardziej mi się spodobało "żyjemy w świecie, który traci tożsamość" - to tak pięknie, charakterystycznie dla dzisiejszych czasów, napuszone zdanie, które nie znaczy nic. Na czym polega "tożsamość świata"? Co to w ogóle znaczy? I w jaki sposób przeszkadza tej tożsamości świata wynalazek w postaci telefonu komórkowego?

No a napomknę też, że dość zabawnie jest dostać "mądralą" od kogoś takiego jak ty... ;)
Opublikowano

Kiedyś były czasy, że wykształcone elity nie dopuszczały do siebie myśli, aby "prosty człowiek" czytał książki. Potem był druk i został on uznany za dzieło diabła. Potem atakowano prasę, a odcinkowe powieści uznane zostały za koniec literatury. Wreszcie narzekano na zalew powieści sensacyjnej, na szlachetczyznę i że nikt w Polsce nie czyta książek. Krzyczano, że uczniowie czytają "Słówka" Boya pod ławką i że propaguje on antyklerykalną pornografię :) Teraz nadszedł czas internetu i pojawiają się nowe problemy, które tak naprawdę są te same co kiedyś.
Aczkolwiek nie zgadzam się z tezą zanikania "tożsamości", bo uważam wręcz przeciwnie - że ta tożsamość wręcz robi się niebezpieczna. Bezstresowe wychowanie, kary za klapsy, nauczyciel bojący się chwycić ucznia za ucho, bo momentalnie zostają uznani za pedofila - to jest problem. W tym momencie twórca jest nieograniczony - pisze i wydaje, ma pieniądze - drukuje tomiki i wynajmuje sale za wieczory autorskie, koncertów jest bez liku, bez żadnej cenzury (ja pamiętam czasy, jak koncert był raz lub dwa w miesiącu) - czyli: żyć nie umierać.
A co do książek - ja mam ten problem, że czytam ich zbyt dużo i gdybym miał je kupować, chodziłbym bez butów. Polska "powieść współczesna" charakteryzuje się tym, że jest drukowana ogromną czcionką ładnie wyglądającą na szerokich marginesach i czyta się taką "powieść" w 2 godziny (vide sławetny "Gnój" Kurczoka, dobrze pamiętam?), a płaci jak za 2 doby czytania. Może stąd niechęć do kupowania książek i szukanie łatwiejszego źródła?

Opublikowano

"Bezstresowe wychowanie, kary za klapsy, nauczyciel bojący się chwycić ucznia za ucho, bo momentalnie zostają uznani za pedofila - to jest problem."

To jest problem bo to jest ułuda. Bezstresowe wychowanie to jest raczej utopijny społeczny program pedagogiczny który reguluje zapewne kodeks karny, ale to, że dziecko lub młody człowiek nie jest katowany fizycznie nie oznacza, że nie ma on stresów. Druga rzecz, że to iż nauczyciel nie ma prawie żadnych atrybutów aby naprostować niepokornego młodego człowieka tylko potęguję w nim poczucie bezkarności; dlatego swawoli sobie do woli, zupełnie nie bacząc na autorytet nauczyciela, którego chyba w ogóle nikt tak na serio już nie uznaje. A po lekcjach, bezstresowo wychowani, siuuup do internetu, na komunikatory...a tam...hulaj dusza; cała paleta możliwości, pokazowych pyskówek poza kontrolą i wzajemnego dokazywania. Nie jest tak? Raczej wychowani na stresie niż odwrotnie, bo ich stresy są spotęgowane ciągłym obserwowaniem wypaczonych wzorców zagnieżdżonych w internecie i ciągłą rywalizacją wewnętrzną... Młodzi ludzie w internecie aby przypodobać się bądź zaimponować kolegom eksponują wymuszaną na siobie wzajemnie coraz ostrzejszą brutalność przekazu, zainteresowań, ciekawostek...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma złotego środka. Ja młodość spędziłem bez internetu, bo go nie było i przyznam, że gatunkowej różnicy w zachowaniu nie widzę - i były bijatyki i były worki z klejem i były narkotyki mimo większych rygorów w szkole. Nawet teraz mam wrażenie, że część potencjalnych agresorów spędza czas właśnie przy internecie, przez co nie wychodzi na ulicę i jest spokój. A zresztą pewne mity trzeba obalać. Jak ktoś mi mówi, że kiedyś ZOMO było skuteczne, bo się nie certoliło, to muszę się śmiać wiedząc, że jeszcze w latach 1980-tych były w Hucie knajpy, gdzie Zomo wchodziło z odbezpieczoną bronią. Jak ktoś twierdzi, że internet to zło, to mam wrażenie, że należy do osób, które zamykają oczy na ulicy, a potakują temu, co usłyszą w telewizorze. Naturalnie, że pojawiła się tzw. "cyberprzemoc", aczkolwiek chciałbym wiedzieć, jaką granicę wyznaczamy dla tego "kiedyś", kiedy to było lepiej i bezpieczniej - czasy komuny, czasy II wojny światowej, a może I ?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma złotego środka. Ja młodość spędziłem bez internetu, bo go nie było i przyznam, że gatunkowej różnicy w zachowaniu nie widzę - i były bijatyki i były worki z klejem i były narkotyki mimo większych rygorów w szkole. Nawet teraz mam wrażenie, że część potencjalnych
agresorów spędza czas właśnie przy internecie, przez co nie wychodzi na ulicę i jest spokój. A zresztą pewne mity trzeba obalać. Jak ktoś mi mówi, że kiedyś ZOMO było skuteczne, bo się nie certoliło, to muszę się śmiać wiedząc, że jeszcze w latach 1980-tych były w Hucie knajpy, gdzie Zomo wchodziło z odbezpieczoną bronią. Jak ktoś twierdzi, że internet to zło, to mam wrażenie, że należy do osób, które zamykają oczy na ulicy, a potakują temu, co usłyszą w telewizorze. Naturalnie, że pojawiła się tzw. "cyberprzemoc", aczkolwiek chciałbym wiedzieć, jaką granicę wyznaczamy dla tego "kiedyś", kiedy to było lepiej i bezpieczniej - czasy komuny, czasy II wojny światowej, a może I ?

Grunt, to zdrowie psychiczne, a nie bezpieczeństwo jakoweś; druga czy pierwsza wojna, wskutek zagrożenia i osobistych dramatów, jeszcze cementowały relacje rodzinne, gdzie obecnie internet jest narzędziem rozprężenia tych więzi. Dzisiaj rzekomo wszystko jest cacy: demokratycznie jest, wolność jest, prawa obywatelskie, ZOMO nie lata z pukawkami... Kiedyś też zapewne widział Pan jak Pan się tak przechadzał, dzieci które grały sobie w piłkę, biegały, szukały się po kątach - tu jest, akurat gruntem, zdrowie fizyczne akurat - a teraz niezbyt to widać, bo po co się organizować w grupy podwórkowe, jak można w internetowe się organizować. Jedno co ja widzę to to, że młodość dawno macie za sobą. Nie wszystkie rodziny są perfekcyjne pod względem wychowania, a faktem oczywistym jest to, że internet sprzyja domowym seperacjom; i nawet nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby owe separacje nie skutkowały rozprężeniem relacji rodzinnych na rzecz relacji koleżeńsko-internetowych; zorganizowanych pod względem panujących tam uproszczonych i wygodnych wartości. Co modne jest i wymyka się spod kontroli, bo internet uzależnia, a dostęp mają do niego młodzi, nastoletni ludzie etc.etc.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma złotego środka. Ja młodość spędziłem bez internetu, bo go nie było i przyznam, że gatunkowej różnicy w zachowaniu nie widzę - i były bijatyki i były worki z klejem i były narkotyki mimo większych rygorów w szkole. Nawet teraz mam wrażenie, że część potencjalnych
agresorów spędza czas właśnie przy internecie, przez co nie wychodzi na ulicę i jest spokój. A zresztą pewne mity trzeba obalać. Jak ktoś mi mówi, że kiedyś ZOMO było skuteczne, bo się nie certoliło, to muszę się śmiać wiedząc, że jeszcze w latach 1980-tych były w Hucie knajpy, gdzie Zomo wchodziło z odbezpieczoną bronią. Jak ktoś twierdzi, że internet to zło, to mam wrażenie, że należy do osób, które zamykają oczy na ulicy, a potakują temu, co usłyszą w telewizorze. Naturalnie, że pojawiła się tzw. "cyberprzemoc", aczkolwiek chciałbym wiedzieć, jaką granicę wyznaczamy dla tego "kiedyś", kiedy to było lepiej i bezpieczniej - czasy komuny, czasy II wojny światowej, a może I ?

Grunt, to zdrowie psychiczne, a nie bezpieczeństwo jakoweś; druga czy pierwsza wojna, wskutek zagrożenia i osobistych dramatów, jeszcze cementowały relacje rodzinne, gdzie obecnie internet jest narzędziem rozprężenia tych więzi. Dzisiaj rzekomo wszystko jest cacy: demokratycznie jest, wolność jest, prawa obywatelskie, ZOMO nie lata z pukawkami... Kiedyś też zapewne widział Pan jak Pan się tak przechadzał, dzieci które grały sobie w piłkę, biegały, szukały się po kątach - tu jest, akurat gruntem, zdrowie fizyczne akurat - a teraz niezbyt to widać, bo po co się organizować w grupy podwórkowe, jak można w internetowe się organizować. Jedno co ja widzę to to, że młodość dawno macie za sobą. Nie wszystkie rodziny są perfekcyjne pod względem wychowania, a faktem oczywistym jest to, że internet sprzyja domowym seperacjom; i nawet nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby owe separacje nie skutkowały rozprężeniem relacji rodzinnych na rzecz relacji koleżeńsko-internetowych; zorganizowanych pod względem panujących tam uproszczonych i wygodnych wartości. Co modne jest i wymyka się spod kontroli, bo internet uzależnia, a dostęp mają do niego młodzi, nastoletni ludzie etc.etc.

Rodzinnej separacji sprzyja jak od dawien dawna alkohol, narkotyki, z nowszych zjawisk pracoholizm, zakupoholizm. Brak samoakceptacji wpędza dzieciaki w różne choroby - przemoc, złodziejstwo, anoreksje - i każdy psycholog odpowie, że ludzie, którzy czują się odrzucani, powinni szukać pomocy. A tam, gdzie pokutuje zaśniedziała dulszczyzna, dzieciaki szukają pomocy właśnie w internecie - możesz to traktować jako drugą stronę medalu. Zresztą separacje powoduje nie rzecz, a mentalność człowieka w związku. A przecież tak wygodnie zawsze mieć wymówkę - to nie ja, to internet...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Grunt, to zdrowie psychiczne, a nie bezpieczeństwo jakoweś; druga czy pierwsza wojna, wskutek zagrożenia i osobistych dramatów, jeszcze cementowały relacje rodzinne, gdzie obecnie internet jest narzędziem rozprężenia tych więzi. Dzisiaj rzekomo wszystko jest cacy: demokratycznie jest, wolność jest, prawa obywatelskie, ZOMO nie lata z pukawkami... Kiedyś też zapewne widział Pan jak Pan się tak przechadzał, dzieci które grały sobie w piłkę, biegały, szukały się po kątach - tu jest, akurat gruntem, zdrowie fizyczne akurat - a teraz niezbyt to widać, bo po co się organizować w grupy podwórkowe, jak można w internetowe się organizować. Jedno co ja widzę to to, że młodość dawno macie za sobą. Nie wszystkie rodziny są perfekcyjne pod względem wychowania, a faktem oczywistym jest to, że internet sprzyja domowym seperacjom; i nawet nie byłoby w tym niczego strasznego, gdyby owe separacje nie skutkowały rozprężeniem relacji rodzinnych na rzecz relacji koleżeńsko-internetowych; zorganizowanych pod względem panujących tam uproszczonych i wygodnych wartości. Co modne jest i wymyka się spod kontroli, bo internet uzależnia, a dostęp mają do niego młodzi, nastoletni ludzie etc.etc.

Rodzinnej separacji sprzyja jak od dawien dawna alkohol, narkotyki, z nowszych zjawisk pracoholizm, zakupoholizm. Brak samoakceptacji wpędza dzieciaki w różne choroby - przemoc, złodziejstwo, anoreksje - i każdy psycholog odpowie, że ludzie, którzy czują się odrzucani, powinni szukać pomocy. A tam, gdzie pokutuje zaśniedziała dulszczyzna, dzieciaki szukają pomocy właśnie w internecie - możesz to traktować jako drugą stronę medalu. Zresztą separacje powoduje nie rzecz, a mentalność człowieka w związku. A przecież tak wygodnie zawsze mieć wymówkę - to nie ja, to internet...

Nie nie, to nie tak. Pracoholizm skoro już to nawet jesli jest zjawiskiem mającym korzenie w epoce kamienia łupanego, to jednak swoje apogeum przeżywa teraz - w świecie szybkiego pędu, błyskawicznych przelotów lotniczych, prędkiej komunikacji, telefonii komórkowej, internetu, globalizacji. Poza tym nie mowa tylko o dzieciach, ale także o ludziach dorastających. Narkotyki, alkohol - to są kontreakcje na absurdalne oczekiwania społecznych wzorców i modeli "szczęścliwego życia" krzewionych za pomocą internetu chyba w sposób najprzystępniejszy jednak dla młodzieży, która to młodzież jednocześnie najłatwiej się w tym odnajduję, mają przy tym najbardziej chłonne mózgi. Rzecz jednak w tym, że w wielu rodzinach relacje są niedobre, i tam gdzie dzieciak siedzi z kapturem na głowie z nosem w monitorze od rana do wieczora nikt nie powinien zwalać winy na sieć; tylko że w sieci tworzy się kontrofensywa takich młodocianych patologicznych internautów, którzy łączą się w wirtualne grupy pokrzywdzonych, silnie utwierdzających się w przekonaniach, że nadrzędne emocje potrzebne do przetrwania to opór, gniew, bunt i siła. Internet nie integruję tylko pseudo literatów o szczytnych ambicjach, ale także, jak nie przede wszystkim, jest narzędziem i sposobem za pomocą którego przemoc rozprzestrzenia się jak wirus. W Polsce ponoć około 8% rodzin to rodziny niepatologiczne; internet jest przyczółkiem...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rodzinnej separacji sprzyja jak od dawien dawna alkohol, narkotyki, z nowszych zjawisk pracoholizm, zakupoholizm. Brak samoakceptacji wpędza dzieciaki w różne choroby - przemoc, złodziejstwo, anoreksje - i każdy psycholog odpowie, że ludzie, którzy czują się odrzucani, powinni szukać pomocy. A tam, gdzie pokutuje zaśniedziała dulszczyzna, dzieciaki szukają pomocy właśnie w internecie - możesz to traktować jako drugą stronę medalu. Zresztą separacje powoduje nie rzecz, a mentalność człowieka w związku. A przecież tak wygodnie zawsze mieć wymówkę - to nie ja, to internet...

Nie nie, to nie tak. Pracoholizm skoro już to nawet jesli jest zjawiskiem mającym korzenie w epoce kamienia łupanego, to jednak swoje apogeum przeżywa teraz - w świecie szybkiego pędu, błyskawicznych przelotów lotniczych, prędkiej komunikacji, telefonii komórkowej, internetu, globalizacji. Poza tym nie mowa tylko o dzieciach, ale także o ludziach dorastających. Narkotyki, alkohol - to są kontreakcje na absurdalne oczekiwania społecznych wzorców i modeli "szczęścliwego życia" krzewionych za pomocą internetu chyba w sposób najprzystępniejszy jednak dla młodzieży, która to młodzież jednocześnie najłatwiej się w tym odnajduję, mają przy tym najbardziej chłonne mózgi. Rzecz jednak w tym, że w wielu rodzinach relacje są niedobre, i tam gdzie dzieciak siedzi z kapturem na głowie z nosem w monitorze od rana do wieczora nikt nie powinien zwalać winy na sieć; tylko że w sieci tworzy się kontrofensywa takich młodocianych patologicznych internautów, którzy łączą się w wirtualne grupy pokrzywdzonych, silnie utwierdzających się w przekonaniach, że nadrzędne emocje potrzebne do przetrwania to opór, gniew, bunt i siła. Internet nie integruję tylko pseudo literatów o szczytnych ambicjach, ale także, jak nie przede wszystkim, jest narzędziem i sposobem za pomocą którego przemoc rozprzestrzenia się jak wirus. W Polsce ponoć około 8% rodzin to rodziny niepatologiczne; internet jest przyczółkiem...

Na pewno jakiś procent tonie w internecie, aczkolwiek idąc tym tropem wrócimy do samobiczowania się. Znajomy ostatnio mi powiedział - "no popatrz, Zachód niby taki dziki, bandycki, bo technologia, bo cuda i dziwy, a to na Wschodzie dzieciaki ganiają z kałasznikowami a kobiety kastruje się w imię religii". Zresztą i tak Wschód to jest temat tabu, z chwilą gdy to Zachód dorósł do w miarę rozsądnej tolerancji. Nawet ewolucja Kościoła jest widoczna. Ostatnio byłem w Niepokalanowie i zapytałem księdza, jak teraz Kościół, które jeszcze 15 lat temu gromił pornografię i miłość damsko-męską, radzi sobie z miłością lesbijską, z gejostwem i wzorem rodziny: dwie matki, dwóch ojców? Kiedyś całowanie się w parku uważano za rozpustę, w tym momencie w centrum miast ogląda się cyrk (co mnie osobiście wkurza, bo ja z gołą dupą po mieście nie latam) pseudoanarchistów, feministek, feministów i kij wie, co tam jeszcze poupychali. I jak myślisz, czy te dawniejsze "pornografie" nie są poczciwsze niż te dzisiejsze? Są, szczególnie, że wrodzony homoseksualizm to 3% całości. Reszta to nuda, ciekawość, moda. Ale gdzie tutaj internet? Internet to taka szybsza gazeta, ale nie gniazdo szatana!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie nie, to nie tak. Pracoholizm skoro już to nawet jesli jest zjawiskiem mającym korzenie w epoce kamienia łupanego, to jednak swoje apogeum przeżywa teraz - w świecie szybkiego pędu, błyskawicznych przelotów lotniczych, prędkiej komunikacji, telefonii komórkowej, internetu, globalizacji. Poza tym nie mowa tylko o dzieciach, ale także o ludziach dorastających. Narkotyki, alkohol - to są kontreakcje na absurdalne oczekiwania społecznych wzorców i modeli "szczęścliwego życia" krzewionych za pomocą internetu chyba w sposób najprzystępniejszy jednak dla młodzieży, która to młodzież jednocześnie najłatwiej się w tym odnajduję, mają przy tym najbardziej chłonne mózgi. Rzecz jednak w tym, że w wielu rodzinach relacje są niedobre, i tam gdzie dzieciak siedzi z kapturem na głowie z nosem w monitorze od rana do wieczora nikt nie powinien zwalać winy na sieć; tylko że w sieci tworzy się kontrofensywa takich młodocianych patologicznych internautów, którzy łączą się w wirtualne grupy pokrzywdzonych, silnie utwierdzających się w przekonaniach, że nadrzędne emocje potrzebne do przetrwania to opór, gniew, bunt i siła. Internet nie integruję tylko pseudo literatów o szczytnych ambicjach, ale także, jak nie przede wszystkim, jest narzędziem i sposobem za pomocą którego przemoc rozprzestrzenia się jak wirus. W Polsce ponoć około 8% rodzin to rodziny niepatologiczne; internet jest przyczółkiem...

Na pewno jakiś procent tonie w internecie, aczkolwiek idąc tym tropem wrócimy do samobiczowania się. Znajomy ostatnio mi powiedział - "no popatrz, Zachód niby taki dziki, bandycki, bo technologia, bo cuda i dziwy, a to na Wschodzie dzieciaki ganiają z kałasznikowami a kobiety kastruje się w imię religii". Zresztą i tak Wschód to jest temat tabu, z chwilą gdy to Zachód dorósł do w miarę rozsądnej tolerancji. Nawet ewolucja Kościoła jest widoczna. Ostatnio byłem w Niepokalanowie i zapytałem księdza, jak teraz Kościół, które jeszcze 15 lat temu gromił pornografię i miłość damsko-męską, radzi sobie z miłością lesbijską, z gejostwem i wzorem rodziny: dwie matki, dwóch ojców? Kiedyś całowanie się w parku uważano za rozpustę, w tym momencie w centrum miast ogląda się cyrk (co mnie osobiście wkurza, bo ja z gołą dupą po mieście nie latam) pseudoanarchistów, feministek, feministów i kij wie, co tam jeszcze poupychali. I jak myślisz, czy te dawniejsze "pornografie" nie są poczciwsze niż te dzisiejsze? Są, szczególnie, że wrodzony homoseksualizm to 3% całości. Reszta to nuda, ciekawość, moda. Ale gdzie tutaj internet? Internet to taka szybsza gazeta, ale nie gniazdo szatana!

No to jest akurat ciekawe co to znaczy "rozsądna tolerancja"; niektórzy mówią że tolerancja to jest mniejsza bądź większa obojętność, a mnie się wydaję że ta obojętność wobec niektórych zachowań i praktyk w tak zwanym Zachodnim Świecie przekracza granice absurdu. Na Wschodzie tak jest jak jest, bo tam ludzie są uciśnieni politycznie albo zaszufladkowani wyznaniowo, i to bezpośrednio dotyka ich swobód obywatelskich, więc powstają organizacje zbrojnego oporu - to jest naturalne przeciwstawianie się złu w zgodzie z poczuciem niesprawiedliwości; natomiast na Zachodzie jest tak, że wszelkie granice zła są mocno rozmyte i podskórne: niby jest tolerancja i demokratyczne społeczeństwo, ale jest mnóstwo przyzwolenia na niegodziwe i zdemoralizowane treści szerzone bez najmniejszej odpowiedzialności przez autorów tych treści, a wszystko pod szyldem swobody i wolności słowa a także swobody wypowiedzi; więc rzecz jasna, nie ma się czemu przeciwstawiać, gdyż osiągnęliśmy już cywilizacyjne apogeum rozsądku, dlatego wszyscy są na tyle zobojętniali, że wpieprzają prozak garściami. A co do pornografii niegdysiejszej to rzecz jasna ona nie była aż tak ordynarna i bezecna; nie była tak bezpośrednia i chroniona w ramach bzdurnie - jako się rzekło - postrzeganej tak zwanej "godności jednostki i wolności wyrazu", hehe (i tu internet bije wszelkie rekordy obnażania cielesności i jej splugawiania). No dobra, może jestem moralnym ekstremistą który robi z igły widły, aczkolwiek nie jestem na tyle radykalny, aby internet był dla mnie jeno siedliskiem szatana - bardziej jawi mi się jako narzędzie w jego ręku - narzędzie wyjątkowo sprawne i szczególnie skuteczne.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Na pewno jakiś procent tonie w internecie, aczkolwiek idąc tym tropem wrócimy do samobiczowania się. Znajomy ostatnio mi powiedział - "no popatrz, Zachód niby taki dziki, bandycki, bo technologia, bo cuda i dziwy, a to na Wschodzie dzieciaki ganiają z kałasznikowami a kobiety kastruje się w imię religii". Zresztą i tak Wschód to jest temat tabu, z chwilą gdy to Zachód dorósł do w miarę rozsądnej tolerancji. Nawet ewolucja Kościoła jest widoczna. Ostatnio byłem w Niepokalanowie i zapytałem księdza, jak teraz Kościół, które jeszcze 15 lat temu gromił pornografię i miłość damsko-męską, radzi sobie z miłością lesbijską, z gejostwem i wzorem rodziny: dwie matki, dwóch ojców? Kiedyś całowanie się w parku uważano za rozpustę, w tym momencie w centrum miast ogląda się cyrk (co mnie osobiście wkurza, bo ja z gołą dupą po mieście nie latam) pseudoanarchistów, feministek, feministów i kij wie, co tam jeszcze poupychali. I jak myślisz, czy te dawniejsze "pornografie" nie są poczciwsze niż te dzisiejsze? Są, szczególnie, że wrodzony homoseksualizm to 3% całości. Reszta to nuda, ciekawość, moda. Ale gdzie tutaj internet? Internet to taka szybsza gazeta, ale nie gniazdo szatana!

No to jest akurat ciekawe co to znaczy "rozsądna tolerancja"; niektórzy mówią że tolerancja to jest mniejsza bądź większa obojętność, a mnie się wydaję że ta obojętność wobec niektórych zachowań i praktyk w tak zwanym Zachodnim Świecie przekracza granice absurdu. Na Wschodzie tak jest jak jest, bo tam ludzie są uciśnieni politycznie albo zaszufladkowani wyznaniowo, i to bezpośrednio dotyka ich swobód obywatelskich, więc powstają organizacje zbrojnego oporu - to jest naturalne przeciwstawianie się złu w zgodzie z poczuciem niesprawiedliwości; natomiast na Zachodzie jest tak, że wszelkie granice zła są mocno rozmyte i podskórne: niby jest tolerancja i demokratyczne społeczeństwo, ale jest mnóstwo przyzwolenia na niegodziwe i zdemoralizowane treści szerzone bez najmniejszej odpowiedzialności przez autorów tych treści, a wszystko pod szyldem swobody i wolności słowa a także swobody wypowiedzi; więc rzecz jasna, nie ma się czemu przeciwstawiać, gdyż osiągnęliśmy już cywilizacyjne apogeum rozsądku, dlatego wszyscy są na tyle zobojętniali, że wpieprzają prozak garściami. A co do pornografii niegdysiejszej to rzecz jasna ona nie była aż tak ordynarna i bezecna; nie była tak bezpośrednia i chroniona w ramach bzdurnie - jako się rzekło - postrzeganej tak zwanej "godności jednostki i wolności wyrazu", hehe (i tu internet bije wszelkie rekordy obnażania cielesności i jej splugawiania). No dobra, może jestem moralnym ekstremistą który robi z igły widły, aczkolwiek nie jestem na tyle radykalny, aby internet był dla mnie jeno siedliskiem szatana - bardziej jawi mi się jako narzędzie w jego ręku - narzędzie wyjątkowo sprawne i szczególnie skuteczne.

Nie do końca wyczuwam intencji - bo w sumie rozumuje tak, że skoro świat jest uciskany i się broni, to jest dobro walczące ze złem. Ale to jest uproszczenie i nieprawda (tak tak). Jeżeli piszemy o współczesnym Wschodzie, to musimy opierać się na tamtejszym fanatyzmie, fundamentalizmie i wojnie z niewiernymi (m. in dżihad). Jeżeli terroryzm, czyli zabijanie cywili uznamy za walkę o dobro, to ja wolę pozostać przy tym absurdalnym złu, jakie by ono nie było.
Na to "wszyscy" też się nie zgadzam, bo ja np. nigdy prozacu nie zażywałem. Kurde, nie brałem nawet dopalaczy :)
A co do pornografii dzisiejszej, przypomnijmy sobie o dawniejszej - ot, Markiz de Sade, Masoch, Kamasutra - przecież to jest dokładnie to samo. Dalsze kwestie to już moje domysły - czyli sugerujesz system totalitarny, gdzie wszelka godność ludzka będzie na równym poziomie. Był już taki - "bolszewizm" i całkowicie się nie sprawdził. Co gorsza, "splugawił" człowieka po dziś dzień. Ale przez moment wydawało się, że wszyscy będą kolektywnie równi i każdemu wg potrzeb. A tu jeb... :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No to jest akurat ciekawe co to znaczy "rozsądna tolerancja"; niektórzy mówią że tolerancja to jest mniejsza bądź większa obojętność, a mnie się wydaję że ta obojętność wobec niektórych zachowań i praktyk w tak zwanym Zachodnim Świecie przekracza granice absurdu. Na Wschodzie tak jest jak jest, bo tam ludzie są uciśnieni politycznie albo zaszufladkowani wyznaniowo, i to bezpośrednio dotyka ich swobód obywatelskich, więc powstają organizacje zbrojnego oporu - to jest naturalne przeciwstawianie się złu w zgodzie z poczuciem niesprawiedliwości; natomiast na Zachodzie jest tak, że wszelkie granice zła są mocno rozmyte i podskórne: niby jest tolerancja i demokratyczne społeczeństwo, ale jest mnóstwo przyzwolenia na niegodziwe i zdemoralizowane treści szerzone bez najmniejszej odpowiedzialności przez autorów tych treści, a wszystko pod szyldem swobody i wolności słowa a także swobody wypowiedzi; więc rzecz jasna, nie ma się czemu przeciwstawiać, gdyż osiągnęliśmy już cywilizacyjne apogeum rozsądku, dlatego wszyscy są na tyle zobojętniali, że wpieprzają prozak garściami. A co do pornografii niegdysiejszej to rzecz jasna ona nie była aż tak ordynarna i bezecna; nie była tak bezpośrednia i chroniona w ramach bzdurnie - jako się rzekło - postrzeganej tak zwanej "godności jednostki i wolności wyrazu", hehe (i tu internet bije wszelkie rekordy obnażania cielesności i jej splugawiania). No dobra, może jestem moralnym ekstremistą który robi z igły widły, aczkolwiek nie jestem na tyle radykalny, aby internet był dla mnie jeno siedliskiem szatana - bardziej jawi mi się jako narzędzie w jego ręku - narzędzie wyjątkowo sprawne i szczególnie skuteczne.

Nie do końca wyczuwam intencji - bo w sumie rozumuje tak, że skoro świat jest uciskany i się broni, to jest dobro walczące ze złem. Ale to jest uproszczenie i nieprawda (tak tak). Jeżeli piszemy o współczesnym Wschodzie, to musimy opierać się na tamtejszym fanatyzmie, fundamentalizmie i wojnie z niewiernymi (m. in dżihad). Jeżeli terroryzm, czyli zabijanie cywili uznamy za walkę o dobro, to ja wolę pozostać przy tym absurdalnym złu, jakie by ono nie było.
Na to "wszyscy" też się nie zgadzam, bo ja np. nigdy prozacu nie zażywałem. Kurde, nie brałem nawet dopalaczy :)
A co do pornografii dzisiejszej, przypomnijmy sobie o dawniejszej - ot, Markiz de Sade, Masoch, Kamasutra - przecież to jest dokładnie to samo. Dalsze kwestie to już moje domysły - czyli sugerujesz system totalitarny, gdzie wszelka godność ludzka będzie na równym poziomie. Był już taki - "bolszewizm" i całkowicie się nie sprawdził. Co gorsza, "splugawił" człowieka po dziś dzień. Ale przez moment wydawało się, że wszyscy będą kolektywnie równi i każdemu wg potrzeb. A tu jeb... :)

No ale nie cały Wschód usiany jest fanatyzmem i ekstremizmami religijnymi, i ja bym nie zachęcał do postrzegania całego tamtejszego konglomeratu społecznego przez pryzmat skrajnych ortodoksyjnych i fanatycznych zachowań, bo to jest zacieśnianie spektrum spojrzenia do jednej zwartej grupy pseudo religijnych idiotów. Ten dżihad na przykład to jest akurat efekt wypaczonego rozumienia Koranu; a sławetny terroryzm gdybyśmy spojrzeli na to głębiej jest formą kontrreakcji wobec Zachodniego świata, który dopuszcza się wycieńczających tamtejsze społeczeństwo eksploatacji złóż naturalnych i innych dóbr występujących w tamtym regionie. Nie usprawiedliwiam terroryzmu, ale mam wrażenie, że gdyby nie krótkowzroczna filozofia cywilizacji Zachodu, nie byłoby skrajnych działań ze strony Wschodniej; bo akurat z twojego komentarza wynika mi - choć może mam krzywe spojrzenie na sens przekazu - że zjawisko terroryzmu wynika z tego, iż Koran nakazuje dżihad: a to jest sprowadzenie problemu do bardzo, za przeproszeniem, zawężonego, trywializującego sprawę oglądu.
A co do prozaku to wiadomo że nie wszyscy, ale wyliczenia statystyczne są takie, że 40% dorosłych Amerykanów. A pornografia o której wspominasz mimo wszystko wówczas zawarta była w przekazach literackich, a nie obrazkowych - dzisiaj żyjemy w epoce wizualnych doznań, które nie wymagają od odbiorcy użycia wyobraźni na takim poziomie jak podczas czytania; dlatego moim zdaniem obecna ordynarność seksualna jest groźniejsza aniżeli literackie przekazy epok minionych. A co do totalitaryzmów to nie są moje sugestie; ja wcale nie muszę być szczególnie konstruktywny jeśli chodzi o przedkładanie alternatyw, więc wcale tego nie robię, natomiast jest w tym jakaś zasadnicza ślepota, iż w regionach Bliskiego Wschodu, zachłyśnięty demokratyzmem Amerykanin czy inny Europejczyk stara się doprowadzić do ogólnego ładu społecznego, wciskając wartości demokratyczne tam, gdzie nikt takich wartości nie chce i gdzie one - jak wiemy - niespecjalnie się sprawdzają ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie do końca wyczuwam intencji - bo w sumie rozumuje tak, że skoro świat jest uciskany i się broni, to jest dobro walczące ze złem. Ale to jest uproszczenie i nieprawda (tak tak). Jeżeli piszemy o współczesnym Wschodzie, to musimy opierać się na tamtejszym fanatyzmie, fundamentalizmie i wojnie z niewiernymi (m. in dżihad). Jeżeli terroryzm, czyli zabijanie cywili uznamy za walkę o dobro, to ja wolę pozostać przy tym absurdalnym złu, jakie by ono nie było.
Na to "wszyscy" też się nie zgadzam, bo ja np. nigdy prozacu nie zażywałem. Kurde, nie brałem nawet dopalaczy :)
A co do pornografii dzisiejszej, przypomnijmy sobie o dawniejszej - ot, Markiz de Sade, Masoch, Kamasutra - przecież to jest dokładnie to samo. Dalsze kwestie to już moje domysły - czyli sugerujesz system totalitarny, gdzie wszelka godność ludzka będzie na równym poziomie. Był już taki - "bolszewizm" i całkowicie się nie sprawdził. Co gorsza, "splugawił" człowieka po dziś dzień. Ale przez moment wydawało się, że wszyscy będą kolektywnie równi i każdemu wg potrzeb. A tu jeb... :)

No ale nie cały Wschód usiany jest fanatyzmem i ekstremizmami religijnymi, i ja bym nie zachęcał do postrzegania całego tamtejszego konglomeratu społecznego przez pryzmat skrajnych ortodoksyjnych i fanatycznych zachowań, bo to jest zacieśnianie spektrum spojrzenia do jednej zwartej grupy pseudo religijnych idiotów. Ten dżihad na przykład to jest akurat efekt wypaczonego rozumienia Koranu; a sławetny terroryzm gdybyśmy spojrzeli na to głębiej jest formą kontrreakcji wobec Zachodniego świata, który dopuszcza się wycieńczających tamtejsze społeczeństwo eksploatacji złóż naturalnych i innych dóbr występujących w tamtym regionie. Nie usprawiedliwiam terroryzmu, ale mam wrażenie, że gdyby nie krótkowzroczna filozofia cywilizacji Zachodu, nie byłoby skrajnych działań ze strony Wschodniej; bo akurat z twojego komentarza wynika mi - choć może mam krzywe spojrzenie na sens przekazu - że zjawisko terroryzmu wynika z tego, iż Koran nakazuje dżihad: a to jest sprowadzenie problemu do bardzo, za przeproszeniem, zawężonego, trywializującego sprawę oglądu.
A co do prozaku to wiadomo że nie wszyscy, ale wyliczenia statystyczne są takie, że 40% dorosłych Amerykanów. A pornografia o której wspominasz mimo wszystko wówczas zawarta była w przekazach literackich, a nie obrazkowych - dzisiaj żyjemy w epoce wizualnych doznań, które nie wymagają od odbiorcy użycia wyobraźni na takim poziomie jak podczas czytania; dlatego moim zdaniem obecna ordynarność seksualna jest groźniejsza aniżeli literackie przekazy epok minionych. A co do totalitaryzmów to nie są moje sugestie; ja wcale nie muszę być szczególnie konstruktywny jeśli chodzi o przedkładanie alternatyw, więc wcale tego nie robię, natomiast jest w tym jakaś zasadnicza ślepota, iż w regionach Bliskiego Wschodu, zachłyśnięty demokratyzmem Amerykanin czy inny Europejczyk stara się doprowadzić do ogólnego ładu społecznego, wciskając wartości demokratyczne tam, gdzie nikt takich wartości nie chce i gdzie one - jak wiemy - niespecjalnie się sprawdzają ;)

Czy ja wiem, czy zawężam? Akurat pod względem tolerancji chrześcijanizm jest bardzo do przodu - zresztą jego korzenie wywodzą się właśnie z takich, a nie innych myśli. To, że potem to wypaczono, nie powinno rzucać cienia na dzień dzisiejszy, gdzie na dobrą sprawę kultura Zachodu bardziej jednak stoi po stronie pokoju (chociaż to obrzydliwie trywialnie brzmi, ale jak już dzielimy problemy na Wschód/Zachód, niech tak zostanie. Po prostu nie podoba mi się wmuszanie w ludzi wiary, poglądów i takich tam fanaberii myślowych.
Skoro jesteśmy przy ordynarności seksualnej, proszę zapoznać się z postacią: Irma Grese - jestem na milion procent przekonany, że świat dzisiejszy, w dobie internetu, nie pozwoliłby na coś takiego.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No ale nie cały Wschód usiany jest fanatyzmem i ekstremizmami religijnymi, i ja bym nie zachęcał do postrzegania całego tamtejszego konglomeratu społecznego przez pryzmat skrajnych ortodoksyjnych i fanatycznych zachowań, bo to jest zacieśnianie spektrum spojrzenia do jednej zwartej grupy pseudo religijnych idiotów. Ten dżihad na przykład to jest akurat efekt wypaczonego rozumienia Koranu; a sławetny terroryzm gdybyśmy spojrzeli na to głębiej jest formą kontrreakcji wobec Zachodniego świata, który dopuszcza się wycieńczających tamtejsze społeczeństwo eksploatacji złóż naturalnych i innych dóbr występujących w tamtym regionie. Nie usprawiedliwiam terroryzmu, ale mam wrażenie, że gdyby nie krótkowzroczna filozofia cywilizacji Zachodu, nie byłoby skrajnych działań ze strony Wschodniej; bo akurat z twojego komentarza wynika mi - choć może mam krzywe spojrzenie na sens przekazu - że zjawisko terroryzmu wynika z tego, iż Koran nakazuje dżihad: a to jest sprowadzenie problemu do bardzo, za przeproszeniem, zawężonego, trywializującego sprawę oglądu.
A co do prozaku to wiadomo że nie wszyscy, ale wyliczenia statystyczne są takie, że 40% dorosłych Amerykanów. A pornografia o której wspominasz mimo wszystko wówczas zawarta była w przekazach literackich, a nie obrazkowych - dzisiaj żyjemy w epoce wizualnych doznań, które nie wymagają od odbiorcy użycia wyobraźni na takim poziomie jak podczas czytania; dlatego moim zdaniem obecna ordynarność seksualna jest groźniejsza aniżeli literackie przekazy epok minionych. A co do totalitaryzmów to nie są moje sugestie; ja wcale nie muszę być szczególnie konstruktywny jeśli chodzi o przedkładanie alternatyw, więc wcale tego nie robię, natomiast jest w tym jakaś zasadnicza ślepota, iż w regionach Bliskiego Wschodu, zachłyśnięty demokratyzmem Amerykanin czy inny Europejczyk stara się doprowadzić do ogólnego ładu społecznego, wciskając wartości demokratyczne tam, gdzie nikt takich wartości nie chce i gdzie one - jak wiemy - niespecjalnie się sprawdzają ;)

Czy ja wiem, czy zawężam? Akurat pod względem tolerancji chrześcijanizm jest bardzo do przodu - zresztą jego korzenie wywodzą się właśnie z takich, a nie innych myśli. To, że potem to wypaczono, nie powinno rzucać cienia na dzień dzisiejszy, gdzie na dobrą sprawę kultura Zachodu bardziej jednak stoi po stronie pokoju (chociaż to obrzydliwie trywialnie brzmi, ale jak już dzielimy problemy na Wschód/Zachód, niech tak zostanie. Po prostu nie podoba mi się wmuszanie w ludzi wiary, poglądów i takich tam fanaberii myślowych.
Skoro jesteśmy przy ordynarności seksualnej, proszę zapoznać się z postacią: Irma Grese - jestem na milion procent przekonany, że świat dzisiejszy, w dobie internetu, nie pozwoliłby na coś takiego.

Proszę wybaczyć proszę łaskawego rozmówcę, ale generalnie niezbyt rozumiem. A ta Irma, wie Pan, ja bym tu Panu podrzucił takie linki, o takim ładunku brutalności, że można by podskoczyć i nabić sobie guza o sufit z przerażenia. Są niektóre strony tak dalece zdemoralizowane, o takim ładunku sadyzmu - który się sprzedaję - że nawet szkoda gadać o tym. Ogólnie mówi się na takie coś: "skurwysyństwo które może cię rozbawić"; w kręgach ludzi młodych, którzy sobie na to coś patrzą, i reagujących komentarzami "to jest chore", ale jednak, wie Pan, "warto to skurwysyństwo obejrzeć", bo "to jest takie chore, że aż śmieszne; hehehehe. pojeby".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czy ja wiem, czy zawężam? Akurat pod względem tolerancji chrześcijanizm jest bardzo do przodu - zresztą jego korzenie wywodzą się właśnie z takich, a nie innych myśli. To, że potem to wypaczono, nie powinno rzucać cienia na dzień dzisiejszy, gdzie na dobrą sprawę kultura Zachodu bardziej jednak stoi po stronie pokoju (chociaż to obrzydliwie trywialnie brzmi, ale jak już dzielimy problemy na Wschód/Zachód, niech tak zostanie. Po prostu nie podoba mi się wmuszanie w ludzi wiary, poglądów i takich tam fanaberii myślowych.
Skoro jesteśmy przy ordynarności seksualnej, proszę zapoznać się z postacią: Irma Grese - jestem na milion procent przekonany, że świat dzisiejszy, w dobie internetu, nie pozwoliłby na coś takiego.

Proszę wybaczyć proszę łaskawego rozmówcę, ale generalnie niezbyt rozumiem. A ta Irma, wie Pan, ja bym tu Panu podrzucił takie linki, o takim ładunku brutalności, że można by podskoczyć i nabić sobie guza o sufit z przerażenia. Są niektóre strony tak dalece zdemoralizowane, o takim ładunku sadyzmu - który się sprzedaję - że nawet szkoda gadać o tym. Ogólnie mówi się na takie coś: "skurwysyństwo które może cię rozbawić"; w kręgach ludzi młodych, którzy sobie na to coś patrzą, i reagujących komentarzami "to jest chore", ale jednak, wie Pan, "warto to skurwysyństwo obejrzeć", bo "to jest takie chore, że aż śmieszne; hehehehe. pojeby".

Tutaj nie rozumiesz (albo ja źle tłumaczę :) - od jakiegoś czasu mamy chyba najbardziej spokojny okres w dziejach świata (właśnie dzięki mediom, które węszą, tak wpadli owi strażnicy Guantanamo), więc Bogu dziękować za to. Poczytaj stymulacji agresji właśnie przez filmy, czy gry, czy insze takie, a z ciekawości zajrzyj, jak sobie radzi Japonia, która ma najmniej przestępstw seksualnych na świecie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Proszę wybaczyć proszę łaskawego rozmówcę, ale generalnie niezbyt rozumiem. A ta Irma, wie Pan, ja bym tu Panu podrzucił takie linki, o takim ładunku brutalności, że można by podskoczyć i nabić sobie guza o sufit z przerażenia. Są niektóre strony tak dalece zdemoralizowane, o takim ładunku sadyzmu - który się sprzedaję - że nawet szkoda gadać o tym. Ogólnie mówi się na takie coś: "skurwysyństwo które może cię rozbawić"; w kręgach ludzi młodych, którzy sobie na to coś patrzą, i reagujących komentarzami "to jest chore", ale jednak, wie Pan, "warto to skurwysyństwo obejrzeć", bo "to jest takie chore, że aż śmieszne; hehehehe. pojeby".

Tutaj nie rozumiesz (albo ja źle tłumaczę :) - od jakiegoś czasu mamy chyba najbardziej spokojny okres w dziejach świata (właśnie dzięki mediom, które węszą, tak wpadli owi strażnicy Guantanamo), więc Bogu dziękować za to. Poczytaj stymulacji agresji właśnie przez filmy, czy gry, czy insze takie, a z ciekawości zajrzyj, jak sobie radzi Japonia, która ma najmniej przestępstw seksualnych na świecie.

Dziękuję, ale podziękuje. Nie dlatego, ażebym był przekorny, lecz dlatego, iż niekoniecznie dowierzam pańskiemu rozeznaniu czytelniczemu. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tutaj nie rozumiesz (albo ja źle tłumaczę :) - od jakiegoś czasu mamy chyba najbardziej spokojny okres w dziejach świata (właśnie dzięki mediom, które węszą, tak wpadli owi strażnicy Guantanamo), więc Bogu dziękować za to. Poczytaj stymulacji agresji właśnie przez filmy, czy gry, czy insze takie, a z ciekawości zajrzyj, jak sobie radzi Japonia, która ma najmniej przestępstw seksualnych na świecie.

Dziękuję, ale podziękuje. Nie dlatego, ażebym był przekorny, lecz dlatego, iż niekoniecznie dowierzam pańskiemu rozeznaniu czytelniczemu. Pozdrawiam.

No nic nie poradzę na to. Tak to jest, jak się czerpie z internetu chlapiąc w ekran wodą święconą.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję, ale podziękuje. Nie dlatego, ażebym był przekorny, lecz dlatego, iż niekoniecznie dowierzam pańskiemu rozeznaniu czytelniczemu. Pozdrawiam.

No nic nie poradzę na to. Tak to jest, jak się czerpie z internetu chlapiąc w ekran wodą święconą.

No tak, faktycznie, zapomniałem, że Pan jest Omnibusem - moja wina. Ale za to lubię Pana błyskotliwą przenikliwość i całą resztę pozy orgowego karierowicza: od siedmiu lat dzień w dzień na orgu, a tak mało w internecie...

Hehehehehehehe
/niezmiennie zawsze uzasadniony/

Miłego
psze Krzywak

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Marek.zak1 Oj tak i zastanawia mnie czasem czy i ja nie walczę w takiej właśnie kategorii :) Pozdrawiam.
    • Jest takie miejsce, gdzie nie ma nadziei. Jeśli w nim mieszkasz to planów też nie ma. Zamknięty w bunkrze własnej przestrzeni odrzucasz piękno na oścież nieba. Jak przebić beton, jak się otworzyć? Jak spojrzeć słońcu twarzą w twarz - dumnie. Jak zacząć ufać, jak się nie korzyć, gdy klucz do wyjścia złamał się we mnie.    
    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Zobaczymy, albo nie, jak piszesz. Pozdrawiam. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.   @Michał Pawica5Oto propozycja literackiego wstępu napisanego w stylu Jean Paula (Jean Paula Friedricha Richtera) – wybitnego niemieckiego pisarza epoki przełomu klasyzmu i romantyzmu, mistrza ironii, groteski, humoru melancholijnego oraz kosmicznych wizji sennych (to on stworzył słynną poezję nihilizmu, m.in. mowę umarłego Chrystusa o tym, że Boga nie ma). Ten wstęp idealnie łączy Twoje motywy: podglądanie przez ścianę w hotelu, upadek wielkich planów, cyniczną wojnę i ucieczkę w nieskończoność kosmosu. ------------------------------ ## Przedmowa i Proroctwo Szalonego Kantora autorstwa Jean Paula Mój łaskawy, ziemski Czytelniku! Kto choć raz nie przyłożył ucha do wątłego przepierzenia tego wielkiego, kosmicznego burdelu, który dla niepoznaki nazywamy Światem, ten nie wie nic o muzyce sfer. Przez dziurkę od klucza podglądamy tam wieczność, a przez cienkie jak drut ściany naszych śmiertelnych hoteli słuchamy, jak miłość – ta wieczna, święta klacz – galopuje prosto w objęcia nicości, dysząc nam prosto w twarz ponurym rytmem klas X. Oto kronika naszych kapitańskich planów, które od dawna pisane były na dno, nim jeszcze jakikolwiek Titanic zdołał w ogóle podnieść kotwicę. Jesteśmy tylko zbiegami z tonących liniowców, ukrytymi w mrocznych gąszczach naszych własnych neuroz, uciekającymi przed potężnym prawem kobiety, która z dumnym uśmiechem i metalową szpatułką w dłoni urządza nam lekcję tęsknoty. Każdy z nas, twardych żołnierzyków, prędzej czy później klęka w cieniu jej stóp, patrząc, jak dymiący odbyt historii połyka nasze cnoty i ordery. Nie bój się tego śpiewu, choćby świat miał się zaraz skończyć! Nawet jeśli Profesorowie dosiedli już wszystkich tez, a z jądra prawdy pozostał tylko bluesowy kram, my wciąż wznosimy nasz głos pełen łat na najniższe piętra Wieży Pieśni. Wojna bogatych z biednymi, wojna mężczyzny z kobietą – to tylko nachalny wtręt w ten czarno-biały film, z którego na końcu, po wielkim i strzaskanym Alleluja, pozostanie jedynie minimalistyczna kropla. Wejdź więc z butami w to tango, zrzuć z duszy brzemienny ból i leć za darmochę na któryś z Księżyców Księżyca. Kosmos wiernie czeka. Płacz, śmiej się i sunij... prosto w deszcz. ------------------------------    
    • czemu się smucisz zapytał poeta malarza którego spotkał przekraczając próg bardzo  późnej jesieni spójrz na Łąki i pola i lasy - widzisz szarość zamazała ich wielobarwność więc jak mam namalować miły obraz skoro zniknęły motyle kwiaty i zieleń poeta uśmiechnął się i rzekł do niego nie martw się - ja taki obraz namalowałem słowami więc wystarczy byś go przeczytał a potem przeniósł pędzlem na swe płótno po jakimś czasie - na wystawie zwiedzających zachwycił piękny obraz pod którym jego autor dziękował poecie za wiersz który ożywił szare barwy późnej jesieni
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...