Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Spojrzał pies na świnię, która ziemię orze,
ryjkiem swoim brzydkim uparcie na dworze,
szukając w niej czegoś uwagi godnego,
pomiędzy posiłkiem na ząb wykwintnego,
zaszczekał więc głośno z wielką odrazą;
głodny, bo w trzewiach już mu burczało,
o czym zwykle marzysz co dzień, Świno tłusta;
może, że o świcie czujesz się zbyt pusta,
pragniesz żeby mądrość wlał ci ktoś do głowy,
wraz z cholesterolem przez żołądek zdrowy
i czy dadzą proso plus jakieś ziemniaki,
potrawę potrzebną do budowy masy,
by ciepły posiłek przekąsić ze smakiem,
jak senator z brzuszkiem z klasą i we fraku,
byś mogła się poczuć niby baronową,
co spogląda w chmury uniesioną głową.

Nic by się tobie chyba nie stało, jak byś mniej jadła
i mniej masywne miała ciało,
nie można jeść przecież tyle co krowa,
co mieli ozorem, lecz nie wie czym jest poprawna wymowa,
i musi się udać do logopedy, a jak coś powie to plecie od rzeczy,
i przeczy wciąż prawdzie, bo krzewi poglądy,
że pies uczepiony nawet do budy
jest w stanie czuć się prawdziwie wolny,
znosiła w życiu już większe udręki
niż przymus jedzenia z niemytej ręki;
ludzi pastwienie się ciągłe nad bydłem
jest w jej mniemaniu zła bandytyzmem,
bo gdy na pastwisku jest spragniona,
usycha na słońcu jak morwy korona,
muchy kąsają ją wszędzie natrętnie,
aż myśl w rozumie od nerwów jej blednie,
lecz nie dostrzega ta krowa ślepa, że wiejski mieszaniec,
cierpi zazwyczaj zapchlony cały,
czasem ma brudną i pustą miskę, cuchnącą parszywie
jak by dostawał w niej stale zgniliznę,
choć bardziej śmierdzi na polskiej miedzy,
na której diabeł z miarką zawsze siedzi.
ale wracając do psiego tematu, każdy kundel podwórkowy
uwielbia dostawać kości z obiadu, najlepiej kurze,
albo z królika, bo lubi z nich bardzo szpik dobry wysysać.

zaraza zwykle kocha potwory,
jak od niej zdechniesz,
to tylko dlatego,
że tryb życia co dzień prowadzisz chory,
a cień życia złego
pragnie schematu istnienia nieładu,
by niszczyć harmonię, byś mogła spisać siebie
na straty.
Tylko byś w błocie się ciągle tarzała
i pysk w łajno własne śmierdzące wpychała,
rodzice wychować cię pewnie nie chcieli,
bo również w swym smrodzie zapewne siedzieli,
poza tym cuchniesz lenistwem cała,
kwiczysz nieznośnie i hałasujesz
jak byś szacunku do innych nie miała.

Może już nie jedz więcej jedzenia
zaraz pod płotem zabraknie ci cienia,
dostaniesz udaru tam albo zawału,
serce nie znosi przekąsek nadmiaru
i zdechniesz tam marnie, jak stara kwoka,
co kiedyś gdakała na naszych płotach,
i chociaż jajka rzadko znosiła,
to była chociaż zabawna jak żyła;
wpadała w amok czasem niezwykły,
twierdziła, że orle ma zwykle pomysły,
i kiedyś jak Bielik się wzniesie do nieba,
bo jej ambicji uniesień potrzeba,
poza tym inne kury nie wiedzą,
że tylko dziobią ziarno i ślepną,
nie mają pojęcia co sensem jest życia,
bo brak im na co dzień twórczego odkrycia
więc niech cicho siedzą i dzioby umyją,
bo tylko kłótniami drobnymi się żywią,
a na przystawkę pszenicznym ziarnem,
które pazerność w nich trawi koszmarnie,
mogły by przestać się kłócić o grzędy,
bo polityczne mają zapędy,
myślą, że dom ich kurnik jest sejmem,
niech zaczną traktować siebie uprzejmiej,

a z ciebie nie długo zrobią schabowe,
albo mielone kotlety niezdrowe,
poza tym biedna twoja wątroba
otłuszcza się chyba byś mogła chorować,
więc po co z obżarstwem chcesz się afiszować,
nie spalasz przecież żadnych kalorii,
nie biegasz po lesie jak dzik, zwierz odporny
który na swoim terenie jest wolny.

Tylko nie zachwalaj zaraz dobrobytu;
gospodarki dobrej pana, pełnego koryta,
zawsze przecież mogą zrobić świniobicie,
dać obuchem w głowę, pchnąć nożem o świcie.

a Świnia, łypie okiem zgniewana i
odpowiada; to chyba mania
szczekać jak kundel, wyliczać dania
komuś i kęsy bez wychowania,
przecież mam dietę i się odchudzam,
tracę na masie, już jestem chudsza,
jem nieustannie ale z umiarem,
posiłki małe niezbędne stale
i wiem czym jest skromność, bo pościć umiem,
przecież nic nie mam wspólnego ze szczurem,
i chociaż ktoś powie, że brak mi kultury,
to nie wie, że pięknem się czuję natury,
poza tym charcie ćwiczysz bez przerwy,
a ja nie mam takiej kondycji i chęci,
by ciągle biegać i wszędzie węszyć,
narzucać się stale i robić kabaret,
kłótniami zadręczać zwierzęta wytrwale.

Pies słysząc te słowa, uszy nastroszył,
i rzekł; ta przemowa jest dość szablonowa,
wszystkie żarłoki mówią podobnie,
bo lubią życie prowadzić wygodne,
żadne grubasy nie lubią się męczyć,
na wiatr rzucają słowa bez przerwy,
że ciągle muszą pracować dla zdrowia,
w tym świecie wyrzeczeń, by w nim funkcjonować,
by życie płynęło jak biel w cudów postać,
nie tworząc zaprzeczeń dla własnego dobra,
ale to tylko świńskie są słowa,
których obżartuch nie będzie szanował,
i będzie pożerał codziennie potrawy,
aż będzie otyły i trochę niemrawy,
jak wielki wieloryb, lub stary słoń morski,
co dziwnym jest ssakiem i trochę powolnym.

I będzie jak gryzoń zła Kapibara,
dziw tego świata i losu ofiara,
pękata, podobna do zwykłej baryłki
co lubi pożerać darmowe posiłki,
z chciwości kradnie i szkodzi plantacją,
by stać się w końcu człowieka kolacją.

albo jak zwinny łakomy pelikan,
który w nadmiarze ryby połyka,
nie rozdrabniając tego co zjada,
aż ma niestrawność i męczy go zgaga.

a ty świnio wracaj natychmiast do chlewu,
bo dajesz mi tylko powody do gniewu,
podwórko zaczyna mi śmierdzieć jak pole,
nawozisz tu ciągle i orzesz z mozołem,
i tak dziczyzną nie będziesz na stole,
przez ciebie tylko głodny się staję,
aż myślę o dobrym wieprzowym rosole,
i resztkach z golonki i dobrych kopytek,
które jak bestia bym pożarł z zachwytem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To nie miała być przesadnie krótka bajka, dla tego nie uwarzam, by dziełko było przegadane, poza tym jest napisane przejrzyście i nie sądzę, że trzeba je skracać lub coś w nim zmieniać. Co do rymu nierozumiem zarzutu, że jest rymem prowadzącym, w końcu to bajka rymowana i od początku prowadzi jej fabuła rymowana do zakończenia, więc nie widzę w tym nic dziwnego, a jeśli chodzi o formę istnieje, bo tekst nie musi być równy, by miał formę werbalną.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @aniat. ...
    • Nadszedł dzień, w którym słowo wreszcie zamarzło - „znużenie” było tylko przeciągiem, „kres” - pierwszym, twardym kryształem lodu. Zaczęło się od drobinki szronu na języku, która zamiast tajać, zaczęła narastać, powoli wypełniając sklepienie mowy. Obracasz ten chłód - gładką kostkę, czując, jak przyjemnie znieczula podniebienie, jak odbiera smak wszystkim innym sprawom. Przyglądasz się jej z bliska - nie jest już ostra, nie rani krawędzią. Matowieje, gęstnieje, traci przejrzystość, staje się doskonale obła od ciągłych powrotów. I coraz bardziej podoba ci się ten mróz, który nosisz pod językiem. Myśl o końcu staje się czysta, wybielona z lęku - tak sterylna, że aż piękna.     inspiracja - książka Anny Ciarkowskiej, "Pestki".  
    • "Zbroja godności"   Nie chcę być biedny. Znam zapach tego strachu, więc gryzę beton, by wyrwać mu swoje. Pomoc? Tak, gdy krew cieknie albo braknie dachu – ale nie karm mnie tak, bym odrzucił zbroję. Jałmużna to smycz: miękka, jedwabna, złudna, która oswaja wilka, aż stanie się psem. Prawdziwa wartość jest szorstka i brudna, mierzona łokciem i harówki dniem.   Szanuj staranie, ale broń swej godności: darmowe ziarno to tylko głód w ratach. Człowiek się rodzi w procesie kreacji, a nie w kolejce po resztki od świata. Stałem kiedyś i ja w takim rzędzie, czując ten chłód od spodu, ale pięt nie wbiłem w grunt. Nie dla mnie była ta kolejka.   Wybrałem ból w dłoniach zamiast ucisku w żołądku, bo wolność ma zapach potu, a nie zasiłku w rubelkach. Więc nie proś o lekkość, lecz o twardą skórę, bo łatwy chleb smakuje jak glina. Tylko to, co sam wyrwiesz, buduje strukturę – reszta to rdza, co od środka nas ścina.   — Leszek Piotr Laskowski
    • opisany stan ducha peela która ma wręcz zaborczego partnera   najwyższa pora zrzucić pancerz wszelką toksyczność za drzwi wywalić bo zgniecie ciebie jak marną kartę zrobić to szybko siebie ocalić   pozdrawiam
    • super lapidarne tak jak powinno być   wzruszeniem ramion strącasz smutek z oczu spłynęły spowiedzi łzy doganiasz siebie może uśmiech lecz drzazga w sercu jak tkwi tak tkwi   pozdrawiam 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...