Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czy chodzi Ci o tą przebrzmiałą pieśń?

Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy.
Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.

Marsz, marsz Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami.
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz...

Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze.

Marsz, marsz...

Już tam ojciec do swej BASI
Mówi zapłakany —
Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany.

--
pozdrawiam

P.S.
WiJa - jeśli Ci się nie podoba, jak wynika z komentarza, to bardzo proszę wal minus, zamiast plusa, ok? Inaczej odbieram to jakoś niezręcznie..
  • Odpowiedzi 42
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Komu automatycznie temu automatycznie, nie jestem zwolennikiem teorii człowieka jako automatu. Są różne filmy oniryczne. Przytoczenie pierwszego z brzegu dowodzi pewnej nieporadności w tym "skojarzeniowym automatyzmie".
Pan sam przerzuca pewne argumenty - w innym wątku (pod wierszem p. Doroty Jabłońskiej), na który tam Pana ostatni komentarz odpowiem w następnej kolejności.
Komentarze do "dzieł" to sprawa stara. Tak jak fikcyjne recenzje, fikcyjne książki itp.
Kierkegaard, którego Pan zna jak widzę, napisał np. Przedmowy (same przedmowy do czegoś; tego czegoś, co do którego pisał przedmowy nie napisał; dlaczego ograniczał się do przedmów, uzasadniał).
Dziękuję za uwagi.

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ech Panie Marat;)
Sam tytuł wiersza juz go z gory skazuje na niepowodzenie-to po pierwsze;)Zauwazyłam,że ma Pan tendencje nie tylko do obszernych wierszy, ale i wątków które Pan zaklada.Ja proponuje ten wiersz,, wycisnąć'' i zastanowić się nad sensem przekazu...
Wyszła z tego jakaś obrazkowa historyjka.A ten autokomentarz?Jest zupełnie zbędny,poprzez coś takiego narzuca Pan czytelnikowi drogę ,która ma podążać...to jakas autointerpretacja...pozdr.
Opublikowano

Bernadetta1.

Dziękuję za opinię, zapewne słuszną, gdyż w większości.

Co do historyjek obrazkowych, proszę nie podążać tą drogą:

www.oceansbridge.com/paintings/artists/masters/big/b/bruegel/pieter_e/11/01parabl_painting.jpg

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oj, hermetycznie - źle. "Kawa na ławę" - też źle.
To bardziej impresja niż myśl.

Proszę płakać tylko ze szczęścia !

pozdrawiam :)

tak, tak, rodzaj połezji o przestrzeni iście onirycznej! :))))))))

Maracie, jesteś jak Teatr Rozmaitości! Rozmowa z Tobą to urzekające przeżycie. Nie mam wątpliwości, że gdybyś włożył nieco pracy w pisanie wiersza - byłby świetny. Zachęcam do większego zaangażowania, ostrożności w żonglerce słowem, precyzji i oszczędności w wypowiedzi.

Pozdrawiam najserdeczniej :)
Opublikowano

całuję ją w pąsowe usta.
Trwa to wieczność i nie mogę się oderwać,
trwa to chwilę, w jej połowie jestem już daleko.

brak mi czasu, ale wrócę.
wiersz ciekawy, lubię wojenkę, ale to przecież tylko sen :)

serdecznie pozdrawiam - Jola.

p.s.

wybieram obóz dla uchodźców... czyli wyprawa na grzybki - będę wieczorem, przejrzę linki.

Opublikowano

Tylko sen albo aż sen..

A słyszała Pani o OBE?

Pod koniec tego fragmentu filmu

www.youtube.com/watch?v=5Ni4_XAZ-as

chłopak wypowiada się o wizji wojennej podczas świadomego snu (lucid dream)/Obe
(Out of Body experience)
Chociaż..już nie pamiętam - czy to wspomnienie czy podczas LD (w każdym razie film dotyczy generalnie zjawiska OBE)

(jakość słaba, bo sieciowa..)

Opublikowano

"Komu automatycznie temu automatycznie, nie jestem zwolennikiem teorii człowieka jako automatu. Są różne filmy oniryczne. Przytoczenie pierwszego z brzegu dowodzi pewnej nieporadności w tym "skojarzeniowym automatyzmie".

Marat Dakunin

- w pańskiej wypowiedzi jest wyraźna chęć dyskredytowania rozmówcy, dorobienia mu gęby co jest odwracaniem kota ogonem, bo to pańska gęba literacka nosi znamiona nieporadności, gdyż zdradza usilną chęć promowania się nie własną twórczością literacką lecz nagannym intencjonalnie rezonowaniem i punktowaniem rozmówców. Skutkiem jest - jak widać po komentarzach pod pańskimi wystąpieniami - właśnie punktowanie pana. Kto mieczem wojuje...Jeśli ma pan swojego rozmówcę za zimiora, prymitywa i daje mu to pan odczuć - to czego się pan spodziewa? Albo pan zrezygnuje w wykazania swojej wyższości, co zdradza jakieś kompleksy i niedojrzałość - albo doceni pan chęć pochylenia się nad jego propozycjami artystycznymi i przyjmie w dobrej wierze uwagi czytelnika, odnosząc się do samych uwag, nie do Osoby, na którą przerzuca pan własne wady. Cóż, czasem sytuacja zmusza nas do wychowywania się, aby tym przyjemniej można było ze sobą sąsiadować, nawet na forum wirtualnym.

ps.; z czego pan wywnioskował, że jestem zwolennikiem teorii człowieka jako automatu? Nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek teorii o człowieku i nie tworzę własnych; choć zapoznaję się z teoriami innych - nie przypisuję też nikomu, na podstawie jego luźnych refleksji poglądów, które tylko mi się narzucają jako słuchaczowi czy czytelnikowi, jeśli wypowiadający się czy piszący sam się nie opowie za zwolennika tych poglądów; rzetelność obowiązuje wszędzie, a zwłaszcza we wnioskowaniu - logikę zalicza się na pierwszym roku studiów jako podstawę poprawnego rozumowania, inaczej cała nauka idzie w las a para w gwizdek...jak na rzeczonym przykładzie;
J.S

Opublikowano

Cieszę się, że odwołuje się Pan do rzetelności. I proszę się tego trzymać.
Ma Pan prawo widzieć to tak jak Pan opisał, ja mam prawo widzieć to dokładnie odwrotnie.
Dalsze przepychanki tego typu uważam za przelewanie z pustego w próżne.
Obaj jak widzę lubimy się - nawzajem - pouczać. Kto ma do tego większe prawo i komu to lepiej wychodzi, nie mam już oceniać. Myślę, że jak powsciągnie Pan troszkę emocje, które przebijają z tego co Pan pisze dość wyraźnie jednak, będzie ok. Dziękuję za komentarz.

pozdrawiam

P.S.
Ja przynajmniej nie kieruję moich rozmówców do psychiatrów chwaląc się jednocześnie
dystansem i poczuciem humoru

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=109625#dol

No i jak z tą Pana dojrzałością? :)

I proszę mnie nie uczyć logiki, jeśli uczył się pan jej z Aleksandra Bocheńskiego miast z JM Bocheńskiego, świetnego logika, to ...

Opublikowano

P.S.

Normalnie bym tego nie zrobił, czyli nie przytoczył (bo to argument ad hominem) tego co , gdzieś, kiedyś Pan pisał.
Ale - ponieważ to Pan stosuje ad personam i ad hominem do mnie - i co ciekawe, odwraca - pisząc że ja to czynię - to rzetelność nakazuje mi wypunktować Pana w ten, mało jednak szlachetny, sposób. Mam nadzieję, że to ostatni raz gdy muszę dać Panu po łapkach, bo polubiłem Pana.

pozdrawiam

Opublikowano

Pan Marat Dakunin.;
ach!
jakąż pan czerpie szkolniacką, bo płaską satysfakcję w przyłapaniu mnie na rzeczowym błędzie, a przecież w dyskusji pod wierszem Doroty Jabłońskiej napisałem był:
"ps.
- co samych lektur...hmmm, w moim wieku mam ich za sobą tysiące, ale nigdy nie mam pewności, czy czytając doczytałem się i gubią mi się wątki, terminy, osoby, nie z racji sklerozy, raczej z nadmiaru lektury, więc ciągle na nowo sprawdzam własną na ten temat wiedzę i tak w kółko Macieju...
";
więcej - mój profesor z gramatyki opisowej na UJ, Strutyński, od wielu lat już na emeryturze (autor merytorycznych podręczników) sam przyznawał się, że choć uczy gramatyki - sam jest skołowany i bezradny i często zagląda do słownika ortograficznego, wykazując tym samym, że ma świadomość o własnej omylności -
- kiedy Pan to zrozumie i oswoi, to znaczy nauczy się dawać samemu sobie "po łapkach" za zadufanie, stanie się Pan normalny, zwyczajny i strawny jako rozmówca;
kiedyś popisy przed ciociami się kończą - zaczyna się odpowiedzialność za słowa i opinie, na własny rachunek, wyłącznie na własny....
J.S

Opublikowano

Ps 2.;

- wracając do meritum, czyli samego wiersza - jestem przekonany że ma Pan świadomość schematyzmu w obrazowaniu, więcej - że świadomie zastosował Pan taką a nie inną kompozycję wiersza a ta świadomość w realizacji utworu nie pozwala mi na minusowanie, gdyż postawa artystyczna w zasadzie na tym się zasadza - na świadomym narzuceniu ram i srodków dla realizacji celów;
tej świadomości na orgu jest niewiele, a ten element wybija się pozytywnie na tle kompozycyjnego chaosu sporej ilości zamieszczonych na portalu tekstów;
szkoda jedynie, że rozpoczął pan tak banalnie (od truskawek) i tak nijako zawiesił - bez pointy - swój utwór;
dlatego potraktowałbym go, na pana miejscu, warsztatowo - i poczekał na jakiś pomysł i konkretyzację refleksyjną, aby same obrazy zawisły we właściwym intelligibilnie miejscu;

J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czy chodzi Ci o tą przebrzmiałą pieśń?

Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy.
Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.

Marsz, marsz Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski.
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami.
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz...

Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze.

Marsz, marsz...

Już tam ojciec do swej BASI
Mówi zapłakany —
Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany.

--
pozdrawiam

P.S.
WiJa - jeśli Ci się nie podoba, jak wynika z komentarza, to bardzo proszę wal minus, zamiast plusa, ok? Inaczej odbieram to jakoś niezręcznie..
Nie ma idealnego człowieka, i nie ma idealnego wiersza, przynajmniej dla wszystkich ludzi. I wiersz ten więc, jak najbardziej nie zasługuje na przeniesienie z Zetki, dlatego to wyraziłem plusem. Zresztą, jak się tak bardzo uprzeć, to jakiemu to wierszowi nie można zarzucić, jak nie jedno, to drugie. Mogę tylko powiedzieć, że ja się wcale tak bardzo nie upieram (przynajmniej jak sam mniemam).
Oczywiście, że przebrzmiałą pieśnią jest pieśń, ale tylko, jako wykorzystanie tego, co nienowe, acz jak mówiłem, przynajmniej w tym wypadku wielowymiarowo uzasadnione, a choćby dla porównania właśnie z hymnem.
Nie mówię, o tym jak dobrze, czy źle, z czegoś po części się korzysta (i zawsze chyba będzie korzystało, bo ciągłość /przynajmniej z dobrym/ zobowiązuje /nawet jeżeli człowiek na błędach też się uczy/). Ale niebezpieczeństwo, tkwi w tym, że (co sam chyba ostatnio, Maracie przytaczałeś) „pierwszy, który porównał kobietę do kwiatu, był…”, ale tak daleko nie ma chyba co sięgać. Bo gdybym w ogóle kwestionował stare pomysły i formy, musiałbym wtedy zakwestionować np. używanie dziś sonetu, czy trawestacje wierszy, itp., itd. Chodzi po prostu o to, żeby z wiersza przebijały się - autentyczność i artyzm, żeby wiersz był jak najbardziej wymowny, a jak najmniej wtórny. Nic więcej, tzn. reszta (czyli wszystko) jest kwestią umiejętności i talentu (nie ujmując nic pracowitości). Czego, jak nie jednego, to drugiego, na pewno Ci, Maracie nie brakuje, a kto wie, czy nie jednego i drugiego, ale nie od razu Kraków zbudowano. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie czerpię satysfakcji, ale nie jestem też idealny. Nie wróciłbym do tego, gdyby nie chciał Pan uczyć mnie logiki.
Po łapach daję sobie bardzo często, czasem jednak mam za szybki refleks i nie trafiam.
Co do popisów przed ciociami - mam to odnieść do siebie?
A niech tam już będzie..
Tylko kogo Pan tutaj nazywa ciocią?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie zależy mi na pozytywnych komentarzach, zależy mi na zrozumieniu i widzę, że teraz jest trochę lepiej. Dziękuję za to.

1. Tak więc zgadzamy się, że świadomość wyklucza w pewnym sensie naiwność.
2. Rozpocząłem od truskawek, bo jadłem wtedy (w nocy) truskawki. Nic nie poradzę na ten smutny i banalny fakt :)
3. Wg mnie tam nie potrzeba pointy bo to jest w jakimś sensie historyczne koło,
mówiąc inaczej: pointa musiałaby wyjść poza koło. Chciałbym żebyśmy, jako naród,
dorobili się jakiś poważnych point, ale jak wiadomo z historii, różnie z tym bywa..

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...