Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie ma mnie! Nie ma mnie!

Radośnie tańczę, wiruję szczęśliwa,
odwracam się...
Moris... to dziwne....

Leżeliśmy obok siebie na naszej łące

Kiedy to? Ile to już? Miesiące...
minęły zanim przyszedłeś do mnie
dogorywającej...
Pokazywałeś mi znów piękne rzeczy...
ach... zdroje piękne zdroje
górskie potoki zalane złotem słońca

pamiętam to słońce muskające
delikatnie me szkaradne oblicze

Morisie... Szaleńcze, głupcze
mędrcu nad mędrcami...

czuję spokój.... śmiertelny
gdy kończę umierać
gdy zaczynam żyć
pojawiasz się Ty
Ty.. Ty... Ty... Ty...
szepcę

ach... to pięknie brzmi: TY!
w moim urojonym świecie
Tylko Ty... TY TY! TY!!!!!
i ja

Bracie Mój... jakże Cię kocham
aż mi niedobrze
wyrzygam Ci tą moją miłość
świat sobie zostawię
a Ty Ty Ty Ty
będziesz błąkał się
ufajdany mą miłością
szczęśliwością

czujesz? zawroty głowy? to ja!
ja tańczę, wiruję
przyprawiam o mdłości
ach.... miłosne mdłości
nie posiadasz się pewnie z radości
na myśl o skutkach tej bezradności
w tańcu..

w tańcu mym pogrążamy się we dwoje
brak mi było brak tej
szkaradnej
kolorowej
rzeczywistości...

Opublikowano

Szczerze mówiąc po przeczytaniu mam obraz maślanych oczu peelki ;) Nic w tym zdrożnego, niemniej UWAGA! Licho nie śpi ;)
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
    • Ma to cały szarak: kara - zsyła - co tam.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...