Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

to nie jest takie proste
mówisz
że jesteś doskonały
-liczą się tylko twoje niedoskonałości
to one są przyjmowane gdy ubogi

słuchasz lub nie chcesz
swojego krzyża ale nie chodzi o kręgosłup
a o codzienne umieranie i czyny własne
przebite gwoździami na całą ja

bez licytacji o świętość jeśli

droga
ptak odlatuje jak dusza ulatnia się
pośród zgiełku wyczerpania nitki
i już się nie bronisz owocem

wybrakowanym

Opublikowano

Ach ten tytuł... niby wiadomo, w czym rzecz, a jednak mi nie pasuje, ale nie przejmuj się Judysia.
Nikt nie jest doskonały, może i dobrze, to jednak daje możliwość pracy nas samym sobą...
Narracja wiersza mówi o niedoskonałości jakiejś osoby oraz wątpliwej chęci poprawienia się, tak najogólniej...
co prowadzi do codziennego umierania, być może staczania się na dno...
Dziwnie brzmi mi fragment:
(.........................) i czyny własne
przebite gwoździami na całą ja... nie miało być.. przybite..?.. chyba nie, bo "e" od "y" daleko
Słowa Twoich ostatnich wierszy "prześwietlają" ego człowieczeństwa na wskroś.
Pozdrawiam... :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zdaję sobie sprawę- tytuł na tym forum i nie tylko odstrasza
i wydaje się być nieosiągalnym, aż tak że nie warto czytać(:wcale się nie przejmuję)
nihil novi(: J. dziękuję za sugestie(pomyślę) i czytanie ze wzajemnością
umieranie-przebit-e, może być i tak jak mówisz;serdecznie,
(cieszą takie słowa)
Opublikowano

pamiętam z Warsztatu, a jakże. dobrze, ze tutaj. hm. nie za bardzo rozumiem Judyto stwierdzenia o odstraszeniu tytułem utworu. pisać warto o wszystkim, o niczym już nie bardzo, a Tobie raczej to nie grozi ;)
przy dzisiejszym odbiorze koniec mnie uchwycił: "i już się nie bronisz owocem wybrakowanym"... hm. ten brak obrony może wynikać z braku sił, kresu, końcówki żywota. liczne są nawrócenia na łożu albo tuż przed, i od razu mi się jawi przypowieść o darowaniu długów...
do refleksji Twój wiersz, kto chce niech czyta, kto nie chce niech ogląda, wolność ma różne imiona przecież :)
pozdrawiam Judyto.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Krzysiu jak zwykle serdecznie Cię witam i jak zwykle dziękuję za Twoje dogłębne czytania...
pochlebiasz mi, aż łaskocze w podniebieniu(;, o niczym też się zdarza(:
hm..tej przypowieści chyba jeszcze nie znam, ale z pewnością słuszna.
Zgadzam się z Tobą, tak sobie ponarzekałam tylko;) Pisać może i tak,
ale prawdą jest, że nie wszystko zarówno jest dla wszystkich smaczne,
a o tej wolności- naturalnie.
J. serdecznie dziękuję i cieplutko za obecność Twoją, która sprawia radość
( a dwa razy dodawałam, bo za pierwszym wykasowałam z powodu złego tytułu
omyłkowego i musiał sobie poczekać na swoje )
Opublikowano

Podobają mi się niektóre szczegóły (przede wszystkim przerzutnie), ale całość do mnie nie trafia.
Zawsze przy tego rodzaju wierszach mam ponure wrażenie, że czytałem już milion takich, tylko z wykorzystaniem innych słów.
Ale kim jestem, żeby krytykować ? Pan Zdzisław Beksiński powiedział, że sztukę czuje się organicznie. Ja Tej nie poczułem.

Pozdrawiam serdecznie
---

Opublikowano

Judytko,
Ty jesteś specjalistka od uwzniośleń,
ale robisz to ze smakiem
i w głębie różne patrzysz,
a ja lubię Twoje pisanie,
takie Judytkowe pisanie,
apetyczne i mądre,
cieplutkie pozdrowienia,
jacek.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tomku- najważniejsze, że pobyłeś - dziękuję bardzo!
ja też się zastanawiam nad wieloma sprawami w życiu,
J. serdeczności i uśmiech przesyłam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Możliwe, że czytałeś(: wyszło jak wyszło,
niemniej dziękuję za Twoje zdanie, chyba człowiekiem(;
Być może, a za tym Panem to akturat nie przepadam,
ale są różne gusta i szanuję, dzięki za czytanie
J. serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jacku..nie wiem czy...ale bardzo Ci dziękuję za te cukierki
i jaśmionowe..-widziałam ususzony(fiolet), pięknie wygląda,
natura jest cudowna. Dziękuję bardzo. Staram się jak umiem,
może nie wychodzi po swojemu całkiem(i dobrze)J. serdeczności
po same wnętrzności( i za tą pamięć, Ty wiesz)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dorotko dziękuję za amatorską ocenę- piękna.I wejrzenie!
Ja też jestem amatorką(:to źle? Dziękuję pięknie,
staram się...jak umiem, J. serdeczności
Opublikowano

Judytko, ja to czytam dobrze i tak rozumiem, że
PL(ka) kochał(a) nieszczęśliwie
ale szczerze
nawet wszystkie wady i braki
wiedział(a) że z drugiej strony brak szczerości / miłości
i cierpiał(a)
aż z tego cierpienia i świadomości brzemiennej
pękła lina
codziennie przecinana po jednej nitce
i uczucie jak uwolniony balonik
uleciało w niebyt...

Tak mi się to układa, może niekoniecznie z intencją autora, ale dla mnie ważniejsze co ja odbieram.
Technicznie troszkę dla mnie zbyt "przekombinowane", urwane niektóre wersy, może to kwestia łamania czy przenoszenia.
Pozdrawiam, Piotr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję bardzo Piotrze - szczególnie za pobycie- poczytanie(:
Twój odbiór jakże indywidualny. Nie ma tu żadnej peelki, nie uznaję.
Zawsze szczerze: Braki i wady posiada każdy człowiek. To tak- dobrze,
że z tekstu chociaż to wyłoniłeś, po swojemu.
Hmm..nie jestem poetką, więc może połamane to składniowo wyszło,
ale coż..jest jak jest,choć urywanie z kolei traktuję jako pozytyw- nie
wszystko jest jasne, a wręcz przeciwnie wiele spraw jest tajemnicą życia
która od nas wiele wymaga. Tekst napisałam dla ludzi wątpiących, którym
brak wiary w siebie,uważających się za doskonałych itp., próbując odkrywać
człowieka, J. serdecznie i cieplutko

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      Narodziły się z człowiekiem, dopasowywały się do niego w różnych fasonach i krojach. Pierwsze organiczne wdzianka, skóry zwierząt i włókna roślin.
      Rozwijały kulturę farbowania, czyszczenia i z czasem ozdabiania, wszelakimi wzorami. Rosły w potęgę a przy nim dwunożny twórca. Jednooki Yuke przejął panowanie na przylądku wysypiska śmieci "Tennaszmaty" już jako weteran krawiec na miarę nowej cywilizacji. Nawet Diabeł ubierałby się na wybiegi i nie od parady, gdyby nie jeden incydent.

      Podania głoszą o nadprzyrodzonych mocach łachów. Widziano je w różnych dziwnych miejscach jak gacie w krzakach w upalny dzień, czy spodnie z bluzką przy plaży na ręczniku.
      Co to były za widoki, aż sam krawiec mrugał w zachwycie pod szmacianą opaską na oku.

      Ale nie zawsze miały takie superaśne lajfy. Raz kiedyś, tak ze kilka latorośli wstecz, kiedy jeszcze szyły je igły w rękach elfów jeden z najmłodszych pociął je nożykiem do strugania drewna. Przyszły obrońca natury, miał na imię Gimzielony z Lasu wieczności.

      Władca szmaciany kiedy zobaczył strzępy obdarusów wpadł w ogromną dolinę złości i zemsty. Przesiąkł do ostatniej nitki żywym kwasem o zgrozo czarnej magii.
      Wyszedł z tego nie do końca cały. Yuke zmienił oblicze na agresywną reklamę. Gdziekolwiek nie spojrzał wyskakiwały oferty, kup teraz! Płać za nas śpiewem ptaków. Najwyższa jakość!

      Nadał imiona swojej nowej armii, z produkcji maszynowej. Ciuszki i łaszki, cnotliwe stringi i gryzące wełniane kalesony. Swetry duszące golfy. Skarpetki jadowite węże i nasączył je magicznymi barwnikami.
      Rzucił wyzwanie Elfom, zadał pierwszy cios w ich rękodzieła.

      Skrzydlatym istotom zaczęły odpadać uszy, zmieniały wygląd bliski homo sapiącemu. Drapały się i traciły włosy. Nie potrafili chodzić nadzy, atakujące coraz silniej ich jasne ciała paskudnie inwazyjne substancje, wchłaniane przez rozdrapane rany pogłębiały proces przemiany.



      Pewnego letniego popołudnia, a było to kilkanaście Gimgroszka latorośli później, kiedy dorósł do roli Elfa, pozbawiony praw natury, przez Yuki, postanowił odwrócić zaklęcie.
      Uszyte samodzielnie ubrania z eko bawełny rozrastały się na polach uprawnych w pobliżu elfiego dawnego imperium.

      Yuki włóczył się po wysypisku przyglądając mozaice poddanych, nie zauważył, że wszystko to pochodzi z szaf Śmierci. Rozrzutna zakupoholiczka nabywała coraz więcej i wyrzucała, niewygodne przemodniałe z jednodniową datą do użytku lumpy.

      Świat urósł jak kolorowa dynia i napęczniał do granic możliwości.
      W ten jeden jedyny dzień raz na 99 lat, spotykali się łachonieumarli Elfy z Yukim.
      Sala była wyposażona w środki do zabijania pluskiew i wszy.
      Te przydomowe zwierzęta, namnażały się zbędnie szybko.
      Na tronie z lisiej skóry siedział stwórca, z zasłoniętymi oczami. Koniec reklam.

      Obrady zostały przerwane, do sali wszedł Gimgroszek z przytupem.
      – Czas na rozejm! – krzyknął wymachując kartonikiem z magicznym proszkiem.
      Yuke uniósł się czarną dumą i rzucił w młodego o pyszałka stertą dawniej pociętych zwłok swojego ludu.
      – Jak zdołasz im przywrócić dawną klasę, ty zarozumiały jeszcze elfi smarku. – Największy szmaciarz opadł z sił zagniewany. Na czarno purpurowych licach wyskoczyły ropuchowate pory.
      Czar czarnej farby, przedostawał się do jego zalterowanego ciała coraz głębiej.
      – Oto nowość, mydło szary osioł z mleka siarczystego jak obłok po piorunie! – wykąp się w nim, a ja zaceruję i ożywię te skrawki kultu.

       


      – Zakład stoi! – oddasz mi połowę twoich nieskazitelnych podwładnych, ja uczynię z nich zrównoważoną rasę. – Gimgroszek zastanawiał się przez chwilę.
      – Pod warunkiem, że użyjesz ekologicznych środków do zabarwiania ich umysłów. Muszą być dobrzy i żyć kolorowo.

      I tak się stało, strumieniem świadomości, wysypisko zamieniło się w raj turystyczny nudystów.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Owo samo to pani wynika, jak Iny wina po to - masowo.        
    • @Alicja_Wysocka   Komu ?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      dziękuję! Pozdrawiam Ciebie Alicjo @Waldemar_Talar_Talar   dziękuję! Również pozdrawiam Ciebie
    • @Annna2 Powiem tak, wolę próbować niż być próbowanym :) @Marek.zak1 No jak to - rodziny i komfortu z tego nie będzie :) Nie ma zadośćuczynienia światu nie rokuje to zbyt dobrze :) @Poet Ka Który zwrot irytuje? Chodzi o któryś ze zwrotów językowych, czy o zwrot podejścia, czy o coś jeszcze innego? :) @iwonaroma Bywa, oj bywa i tak, zdaje się to sprawdziłem.  @Berenika97 Tak, można podsumować, a wielce dziękuję za i czytelnictwo i pochwałę, że życie najlepiej pisze scenariusze. Bo to prawda, gdyż ten akurat tekst zaczerpnięty jednak został z reala. Też mniej więcej oddaje co na ten moment chciałem zwyczajnie powiedzieć, więc napisałem, taki psikus losu :) Gdyby mi akurat realia się inaczej układały nie napisałbym tego tekstu, albo, ewentualnie, w innej formie i innej treści i w inny wydźwięk. Bywa, bywa i tak. 
    • " ja tutaj"                                            -  SOS :)    
    • Narodziły się z człowiekiem, dopasowywały się do niego w różnych fasonach i krojach. Pierwsze organiczne wdzianka, skóry zwierząt i włókna roślin. Rozwijały kulturę farbowania, czyszczenia i z czasem ozdabiania, wszelakimi wzorami. Rosły w potęgę a przy nim dwunożny twórca. Jednooki Yuke przejął panowanie na przylądku wysypiska śmieci "Tennaszmaty" już jako weteran krawiec na miarę nowej cywilizacji. Nawet Diabeł ubierałby się na wybiegi i nie od parady, gdyby nie jeden incydent. Podania głoszą o nadprzyrodzonych mocach łachów. Widziano je w różnych dziwnych miejscach jak gacie w krzakach w upalny dzień, czy spodnie z bluzką przy plaży na ręczniku. Co to były za widoki, aż sam krawiec mrugał w zachwycie pod szmacianą opaską na oku. Ale nie zawsze miały takie superaśne lajfy. Raz kiedyś, tak ze kilka latorośli wstecz, kiedy jeszcze szyły je igły w rękach elfów jeden z najmłodszych pociął je nożykiem do strugania drewna. Przyszły obrońca natury, miał na imię Gimzielony z Lasu wieczności. Władca szmaciany kiedy zobaczył strzępy obdarusów wpadł w ogromną dolinę złości i zemsty. Przesiąkł do ostatniej nitki żywym kwasem o zgrozo czarnej magii. Wyszedł z tego nie do końca cały. Yuke zmienił oblicze na agresywną reklamę. Gdziekolwiek nie spojrzał wyskakiwały oferty, kup teraz! Płać za nas śpiewem ptaków. Najwyższa jakość! Nadał imiona swojej nowej armii, z produkcji maszynowej. Ciuszki i łaszki, cnotliwe stringi i gryzące wełniane kalesony. Swetry duszące golfy. Skarpetki jadowite węże i nasączył je magicznymi barwnikami. Rzucił wyzwanie Elfom, zadał pierwszy cios w ich rękodzieła. Skrzydlatym istotom zaczęły odpadać uszy, zmieniały wygląd bliski homo sapiącemu. Drapały się i traciły włosy. Nie potrafili chodzić nadzy, atakujące coraz silniej ich jasne ciała paskudnie inwazyjne substancje, wchłaniane przez rozdrapane rany pogłębiały proces przemiany. Pewnego letniego popołudnia, a było to kilkanaście Gimgroszka latorośli później, kiedy dorósł do roli Elfa, pozbawiony praw natury, przez Yuki, postanowił odwrócić zaklęcie. Uszyte samodzielnie ubrania z eko bawełny rozrastały się na polach uprawnych w pobliżu elfiego dawnego imperium. Yuki włóczył się po wysypisku przyglądając mozaice poddanych, nie zauważył, że wszystko to pochodzi z szaf Śmierci. Rozrzutna zakupoholiczka nabywała coraz więcej i wyrzucała, niewygodne przemodniałe z jednodniową datą do użytku lumpy. Świat urósł jak kolorowa dynia i napęczniał do granic możliwości. W ten jeden jedyny dzień raz na 99 lat, spotykali się łachonieumarli Elfy z Yukim. Sala była wyposażona w środki do zabijania pluskiew i wszy. Te przydomowe zwierzęta, namnażały się zbędnie szybko. Na tronie z lisiej skóry siedział stwórca, z zasłoniętymi oczami. Koniec reklam. Obrady zostały przerwane, do sali wszedł Gimgroszek z przytupem. – Czas na rozejm! – krzyknął wymachując kartonikiem z magicznym proszkiem. Yuke uniósł się czarną dumą i rzucił w młodego o pyszałka stertą dawniej pociętych zwłok swojego ludu. – Jak zdołasz im przywrócić dawną klasę, ty zarozumiały jeszcze elfi smarku. – Największy szmaciarz opadł z sił zagniewany. Na czarno purpurowych licach wyskoczyły ropuchowate pory. Czar czarnej farby, przedostawał się do jego zalterowanego ciała coraz głębiej. – Oto nowość, mydło szary osioł z mleka siarczystego jak obłok po piorunie! – wykąp się w nim, a ja zaceruję i ożywię te skrawki kultu.   – Zakład stoi! – oddasz mi połowę twoich nieskazitelnych podwładnych, ja uczynię z nich zrównoważoną rasę. – Gimgroszek zastanawiał się przez chwilę. – Pod warunkiem, że użyjesz ekologicznych środków do zabarwiania ich umysłów. Muszą być dobrzy i żyć kolorowo. I tak się stało, strumieniem świadomości, wysypisko zamieniło się w raj turystyczny nudystów.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...