Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

możesz czytać moje teksty lecz i tak nie poznasz ich głębi
nie zrozumiesz tego co mnie gnębi bo nie masz przed oczyma tego co ja
staram się Ci przekazać wszystkie moje uczucia lecz nie potne ich
utożsamiam się z przeszłością by przewidzieć przyszłość i nie popełniać błędów
uwierz mi na słowo, kłótnia niszczy. czasem trzeba użyć siły
zrozum ten ból, kiedy musisz zniszczyć cząstkę czegoś, co kochasz
jeśli nie wyjdzie, całość przepadnie. jednak trzymasz w dłoni światełko nadzieji
ta nadzieja wykiełkuje musisz tylko dać z siebie wszystko.
i ponad wszystko zaufać przyjaciołom, bo razem możecie wszystko


mam swoje zasady. mam wartości i ideały. jeden z nich jest zapomniany
pamiętasz jeszcze matkę? dała Ci dom i bezpieczeństwo.
obdarzyła miłością a w zamian tylko chciała trochę zainteresowania
i jak ty jej dziękujesz? meczą Cie uroczystości ludzi, którzy ją kochają
nudzą Cie przemówienia które mają pokrzepić Twoje serce
Ona Cię Kocha rozumiesz? płacze dzień w dzień bo jej rany wciąż krwawią
nie interesuje Cię jej przyszłość, ale to jest nasza wspólna przyszłość!

"Patriotyzm" pamiętasz co to znaczy?
gdy wymawiam to słowo patrzysz na mnie z otwartymi szeroko ustami
pozwolisz sprzedać Polskę? Twoje dzieci będą musiały o nią walczyć!
chcesz by ginęły tak jak nasi przodkowie? wyobraź sobie teraz kolejną wojnę
ale tym razem umrze w miej nie tylko Twój syn, ale również to za co walczył
chcesz by jego ofiara była bezsensowna? zastanów się nad tym co robisz
przemyśl jeszcze raz każde swoje słowo. zrozum, kolejnej szansy nie będzie.
Kochasz swoje dzieci? daj im dom, zadbaj o Polskę

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • "WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

       

      (...)

       

      Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
      I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
      To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
      Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

      Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
      A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
      Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
      I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

      A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
      Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
      I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
      Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

      Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
      Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
      Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
      I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

      Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
      A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
      Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
      Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

      I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
      Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
      Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
      Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

      A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
      Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
      Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
      Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

      A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
      Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to postrachaja,
      A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
      I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

      Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
      Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
      Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
      I tak bracina jej oddany został pochwytany.

      A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
      Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
      To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
      Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

      Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
      "Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
      Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
      Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

      Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
      Jak popy makowe górskiego rolnika,
      Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
      I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

      Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
      Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
      Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
      I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

       

      (...)


       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...