Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

już nie wrócimy
nie ma sprawiedliwości tu
nie będzie tam
jest za to jeszcze więcej masek
nie ma o co walczyć
ważniejsza próżność
i widowisko
życie prawda i miłość
jak najmniej

nie płacz
jak Syrenka
stracisz zdrowie życie
żyły wyprujesz za wartość
honor to nie to co dawniej
dziś kradzież
jutro podsłuch
pojutrze strach

na uczciwą kobietę
zwalą co chcą
czyli wszystko

radość z miłością
tylko może coś zmienić
warto było uwierzyć
kiedy więc to nastąpi

Opublikowano

nie wiem kim jesteś ale dziękuję za miłe słowa i mam taką propozycję nie odchodz , nie poddawaj się tutaj wielu życzliwych, nie lubię takich scenariuszy jak pożegnanie lepiej się witać

serdecznie

13

Opublikowano

dziękuję Sfinksie za dobre słowo,
jednak powinnam bo trochę choruję,
może dlatego, że słowo napisane
i opublikowane jest dla mnie ważne
i w nie równie jak uczucie bardzo się
angażuję, a tu to nie pomaga nikomu
i mnie też jednak,
Ţaka nasza uroda psychiczna :))

pozdrawiam ciepło

Opublikowano

Kasiu,
zostań!!!
czasami są sztormy, dokuczliwe i wymiotne,
ale z czasem te złe emocję odchodzą,
człowiek spojrzy na niegodziwców
słonecznym spojrzenie,
i trwamy dalej bo taki jest świat,
nie odchodź,
zostań,
milutko,
jacek.

Opublikowano

no tak jak mówisz i robi się nieprzyjemnie,
mimo wszystko obrażanie daje trochę tego
dla siebie tego oczekiwanego spokoju
na tym przykładzie to
odwracanie plecami, wybacz
reszta zależy od nastroju i nastawienia,
dlatego bądź ciepło blisko
...
dziękuję
Jacuś

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...