Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


iesz Pancolku, kochany, że zgadzam się z Tobą w całej pełni,
stajemy się nieczuli nawet na tragedię wielu ludzi, bo to co się wydarzyło BYŁO STRASZNE, a przeżycia w samolocie , kiedy wiedzieli, że zginą...
w tym czasie leciałam do Londynu, gdy samolot wylądował wszyscy bili brawo , pierwszy raz dziwiłam siĘ takiej reakcji publiczności pasażerskiej, teraz już NIE!!!!!!!
Jaki by to nie był człowiek, był CZŁOWIEKIEM, tylko ludzie bez sumienia nie potrafią współczuć
ech, co ja tam będę...
ściskam Cię za te mądre słowa

My się rozumiemy, fajnie ;)
  • Odpowiedzi 68
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ehe. Więc wszyscy złapmy się za ręce, wyjdźmy na ulicę i wspólnie wznośmy modły, by zjednoczyć się w obliczu katastrofy. Tak, kochajmy się!
Jak długo to ma trwać? Tyle, ile po śmierci papieża? Dłużej, krócej? Ile?

Pokażmy wszystkim, jak głęboko wstrząsnęła nami tragedia!
Pokażmy, że ta katastrofa zmieni na zawsze Polskę!
A jak zmieni? Tak jak i zmieniła po śmierci papieża. Za miesiąc wszyscy znów zaczną kłamać, kraść, nienawidzić. Po miesiącu wszyscy założymy na powrót (a może ściągniemy?) maski i wrócimy do trywialnych cykli dobowych.

Ciekawe ile z tych ludzi, którzy stali x godzin, by zobaczyć grób prezydenta i darli koszule z żalu, okaże się prawdziwymi patriotami i rzeczywiście zrobi coś dla Polski, cokolwiek?
Ilu z nich za dwa miesiące pójdzie na wybory?

Ps. Nie twierdzę, że to co się stało nie jest prawdziwą tragedią i że cynizm mnie irytuje. Ale smutku nie chcę podkreślać; nie chcę wokół siebie zasmuconej Warszawy. To nie o to chodzi.

Gdzie ja mówiłem o modłach? Jestem zwolennikiem środka, nie skrajności. Piszę o tym od pierwszego postu
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tzn. trochę się zgadzam, trochę się nie zgadzam. Trzeba pamiętać, że sporo ludzi po prostu krytykowało Kaczyńskiego, bez chamstwa Palikotowego oraz tych bazarowych ;) Co do Kwaśniewskiego, lubię go, więc w sumie nie jestem obiektywny, ale np. wywiad z Cejrowskim słyszałeś jak mówi o "tłustym aparatczyku, alkoholiku" itd.?

A prania tu nie widzę, zresztą obwinianie mediów jest za wygodnym tłumaczeniem. Każdy ma prawo sądzić inaczej i filtrować każdą informację. Jako prezydent, Kaczyński mnie nie rajcował, ale jeśli chodzi o Kaczyńskiego jako człowieka zawsze mówiłem, że to naprawdę porządny facet. Miesiąc temu miałem o tym rozmowę z moją mamą.

Dlatego napisałem, że to tylko część społeczeństwa. Ja rozumiem, że można było nie lubić Kaczyńskiego, nie zgadzać się z nim, mieć inne poglądy. Według mnie nie był wybitnym prezydentem (choć i tak najlepszym w historii III RP ), ale tego że był patriotą i człowiekiem niezwykle rzetelnym i obiektywnym w sprawach dotyczących polskiej historii odmówić mu nie można.
Wywiad z Cejrowskim widziałem, zgadzam się z nim. Kwaśniewski aparatczykiem był, alkoholikiem nie wiem czy jest, ale pijakiem owszem, jako że kilkukrotnie pokazywał się publicznie w stanie upojenia alkoholowego. Wybaczyłbym mu konwencję LiD-u, ale Charkowa już nie. Telewizje na całym świecie pokazywały jak pijany wchodzi do bagażnika samochodu, więc w czym problem? Czyżby Cejrowski powiedział nieprawdę?
Oczywiście każdy ma prawo oceniać prawdziwość informacji, które do niego docierają, ale nie czarujmy się: generalnie rzecz biorąc ludzie nie prezentują zbyt wysokiego poziomu intelektualnego, są podatni i łykają większość tego co im się podaje jak pelikany.

Cejrowskiemu komuna z tego, co mnie pamięć nie myli, połamała palce u rąk przed maturą, więc jego nienawiść jest zrozumiała i uzasadniona.

A mnie od generalnego oceniania prezydentów daleko. Do pojedynczych zachowań jednak mogę się ustosunkować, więc oczywiście bycie pijanym nad grobami w Charkowie jest, było i będzie pamiętane jako wydarzenie naganne
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słońce zaszło, żałoba minęła, więc zaczynamy... Pancolek, po kiego...zabierasz głos kiedy o ciszę zabiegać należy? To tak, jakbyś na cmentarzu, podczas pogrzebu rozmawiał przez telefon komórkowy ze znajomym o dupie maryni! Krótko mówiąc, należało przez te parę dni stulić pysk, język zagryźć, pokazać się z tej lepszej strony olbrzyma ( dagome iudex Nienackiego się kłania) ewentualnie wziąć przykład ze mnie, błazna, który jednak potrafił zamknąć mordę w sam czas. A tak? Pobite gary! Napisałeś słowa - puste, nic nie znaczące, ulatujące w górę i pękające jak bańki mydlane. Mądrości w nich tyle, co cukru w soli. Teby, płaczki, no ja rozumiem, dziewiąty rozdział każdego z tomów ( taka dziwna prawidłowośc, że na czasie akuratnio) faraona Prusa, też, ale Ciebie nie pojmuję... po co mielić począłeś ozorkiem, kiedy milczeć się powinno?

Pysk to może Ty masz :)
Może...ale w przeciwieństwie do Twojego wypasionego pyszczka, wiem, kiedy go stulić! Nie wytrzymałeś nawet tygodnia! Buuu...!
Opublikowano

Ostatnie dziesięć postów można chyba zadedykować wszystkim tym, którzy zastanawiali się "Czy ta tragedia zmieni Polaków?" Nie zmieni, bo agresja nie jest w politykach, ale w zwykłych ludziach, którzy potrzebują się kłócić, choćby przez internet:) W ogóle tego typu nadzieje są zawsze bardziej niż płonne i chyba nawet media niepotrzebnie je rozniecają.

@ Wilcza Jagoda: zgodnie z informacjami, piloci wiedzieli że się rozbiją na ok. 3 sekund przed katastrofą. Podejrzewam, że pasażerowie mieli tą świadomość jeszcze później. Szczęśliwie więc zginęli niemal od razu, nie męcząc się. Jest to jakieś, marne bo marne, ale pocieszenie w tym nieszczęściu.

@ Tova Brink: Czego przejawem ma być wieszanie flag i oddawanie czci zmarłemu prezydentowi - jeśli nie patriotyzmu? Bądźmy rozsądni: ludzie wywieszają flagi i idą oddać cześć nie z powodu mody, a raczej dlatego, że czują, że ich kraj spotyka coś złego i odczuwają w tym momencie potrzebę narodowej, obywatelskiej wspólnoty. A jako że gromadzą się wokół symboli państwowych i wokół zmarłego prezydenta będącego tej państwowości instytucjonalnym uosobieniem - to jest to, logicznie rozumując, przejaw patriotyzmu. Oczywiście, nie powinien być to JEDYNY przejaw patriotyzmu - ale jest to JEDNA Z WIELU form jego okazywania. Co do uczestniczeniu w nabożeństwach to można dyskutować, moim zdaniem patriotyczne nastawienie jest tu zmieszanie z nastawieniem religijnym i oba są naraz obecne.

Cejrowskiemu komuna z tego, co mnie pamięć nie myli, połamała palce u rąk przed maturą, więc jego nienawiść jest zrozumiała i uzasadniona.

Nienawiść do systemu jest zrozumiała; wydaje mi się jednak, że nienawiść do przedstawicieli systemu - np. Kwaśniewskiego - jest nie do pogodzenia z chrześcijańskim systemem wartości, który Cejrowski ponoć wyznaje. Ekspertem w sprawach teologii nie jestem, ale osobiście wypowiedzi Cejrowskiego wydają mi się raczej opierać na starotestamentowej zemście a nie nowotestamentowym pojednaniu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tylko ostatnie dziesięć? Cały temat można zadedykować tym, którzy zadają sobie pytanie: Czy my, Polacy potrafimy milczeć, chociaż przez chwilę pozostając w zadumie? Odpowiedź brzmi: Ni cholery. Wmieszaliście w dyskusję Cejrowskieg, Kwaśniewskiego, siebie i worek bzdur ( jam ci sam wszedł w to bagno z własnej, nieprzymuszonej woli, ale po czasie). Daliście świadectwo miałkości, malenkości i wiecznego pędu do gdakania, byleby swoje kokoko usłyszeć. Apel do Autora tego wątku: Weź to gościu niedzielny usuń, nie rób z poezji folwarku! Takie dyskusje powinny miec miejsce w swoim czasie, a nie przed pochówkiem! Przedwczesne wybuchy należy leczyć, a nie się tym chwalić i popisywać! Cytując AA: Mierzi mnie Pańskie zachowanie!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tylko ostatnie dziesięć? Cały temat można zadedykować tym, którzy zadają sobie pytanie: Czy my, Polacy potrafimy milczeć, chociaż przez chwilę pozostając w zadumie? Odpowiedź brzmi: Ni cholery. Wmieszaliście w dyskusję Cejrowskieg, Kwaśniewskiego, siebie i worek bzdur ( jam ci sam wszedł w to bagno z własnej, nieprzymuszonej woli, ale po czasie). Daliście świadectwo miałkości, malenkości i wiecznego pędu do gdakania, byleby swoje kokoko usłyszeć. Apel do Autora tego wątku: Weź to gościu niedzielny usuń, nie rób z poezji folwarku! Takie dyskusje powinny miec miejsce w swoim czasie, a nie przed pochówkiem! Przedwczesne wybuchy należy leczyć, a nie się tym chwalić i popisywać! Cytując AA: Mierzi mnie Pańskie zachowanie!

To ja mam milczeć, a dziesięć osób z mojego otoczenia, które sobie z tego jaja robiło - nie? To do nich Pan poleć z płaczem i utyskiwaniem, a nie do mnie. W życiu z nikim się nie kłócę i akceptowałem głupie gadki, jak mi to Pan tutaj każesz robić. Ale chyba mogę przyjść do domu i podzielić się refleksją wirtualną.

Nie rób Pan ze mnie zarzewia konfliktu, bo to żałosne. Jestem facetem środka: Wawel, nie-Wawel - każda decyzja byłaby przeze mnie zaakceptowana etc.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tylko ostatnie dziesięć? Cały temat można zadedykować tym, którzy zadają sobie pytanie: Czy my, Polacy potrafimy milczeć, chociaż przez chwilę pozostając w zadumie? Odpowiedź brzmi: Ni cholery. Wmieszaliście w dyskusję Cejrowskieg, Kwaśniewskiego, siebie i worek bzdur ( jam ci sam wszedł w to bagno z własnej, nieprzymuszonej woli, ale po czasie). Daliście świadectwo miałkości, malenkości i wiecznego pędu do gdakania, byleby swoje kokoko usłyszeć. Apel do Autora tego wątku: Weź to gościu niedzielny usuń, nie rób z poezji folwarku! Takie dyskusje powinny miec miejsce w swoim czasie, a nie przed pochówkiem! Przedwczesne wybuchy należy leczyć, a nie się tym chwalić i popisywać! Cytując AA: Mierzi mnie Pańskie zachowanie!

To ja mam milczeć, a dziesięć osób z mojego otoczenia, które sobie z tego jaja robiło - nie? To do nich Pan poleć z płaczem i utyskiwaniem, a nie do mnie. W życiu z nikim się nie kłócę i akceptowałem głupie gadki, jak mi to Pan tutaj każesz robić. Ale chyba mogę przyjść do domu i podzielić się refleksją wirtualną.

Nie rób Pan ze mnie zarzewia konfliktu, bo to żałosne. Jestem facetem środka: Wawel, nie-Wawel - każda decyzja byłaby przeze mnie zaakceptowana etc.
Panie! jak Pan jesteś człowiekiem środka, to ja jestem człowiekiem prawym! Żałosnym jest utyskiwanie pańskie, któreś Pan rozpoczął, zaraz po Panu Żybrze, z kolejnym pochlastanym wątkiem, w takich okolicznościach drukowanym! Dajecie obaj przykład " nowym", że inteligencja ustępuje w okreslonych okolicznościach zaćmieniu, nie zawsze księżyca! Wstyd mi za was obu! Mnie nie chodzi o dyskusję, ale o czas jej rozpoczęcia! Kruki też kraczą nad trumną, ale przynajmniej to zastanawia, a to tylko ptaki!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To ja mam milczeć, a dziesięć osób z mojego otoczenia, które sobie z tego jaja robiło - nie? To do nich Pan poleć z płaczem i utyskiwaniem, a nie do mnie. W życiu z nikim się nie kłócę i akceptowałem głupie gadki, jak mi to Pan tutaj każesz robić. Ale chyba mogę przyjść do domu i podzielić się refleksją wirtualną.

Nie rób Pan ze mnie zarzewia konfliktu, bo to żałosne. Jestem facetem środka: Wawel, nie-Wawel - każda decyzja byłaby przeze mnie zaakceptowana etc.
Panie! jak Pan jesteś człowiekiem środka, to ja jestem człowiekiem prawym! Żałosnym jest utyskiwanie pańskie, któreś Pan rozpoczął, zaraz po Panu Żybrze, z kolejnym pochlastanym wątkiem, w takich okolicznościach drukowanym! Dajecie obaj przykład " nowym", że inteligencja ustępuje w okreslonych okolicznościach zaćmieniu, nie zawsze księżyca! Wstyd mi za was obu! Mnie nie chodzi o dyskusję, ale o czas jej rozpoczęcia! Kruki też kraczą nad trumną, ale przynajmniej to zastanawia, a to tylko ptaki!

No tak, widzę, że z Panem to jednak lepiej na żarty, bo powaga pęka jak bąbelki śliny dziecka ;)

Cóż pozdrawiam życzliwie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Panie! jak Pan jesteś człowiekiem środka, to ja jestem człowiekiem prawym! Żałosnym jest utyskiwanie pańskie, któreś Pan rozpoczął, zaraz po Panu Żybrze, z kolejnym pochlastanym wątkiem, w takich okolicznościach drukowanym! Dajecie obaj przykład " nowym", że inteligencja ustępuje w okreslonych okolicznościach zaćmieniu, nie zawsze księżyca! Wstyd mi za was obu! Mnie nie chodzi o dyskusję, ale o czas jej rozpoczęcia! Kruki też kraczą nad trumną, ale przynajmniej to zastanawia, a to tylko ptaki!

No tak, widzę, że z Panem to jednak lepiej na żarty, bo powaga pęka jak bąbelki śliny dziecka ;)

Cóż pozdrawiam życzliwie
Pan nic nie widzisz, czemu dowód dałeś. Zmierziło mnie to już do tego stopnia, że zmierżony jestem do szpiku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No tak, widzę, że z Panem to jednak lepiej na żarty, bo powaga pęka jak bąbelki śliny dziecka ;)

Cóż pozdrawiam życzliwie
Pan nic nie widzisz, czemu dowód dałeś. Zmierziło mnie to już do tego stopnia, że zmierżony jestem do szpiku.

Rozumiem, proszę z tym uważać, bo najpierw zmierżony, potem wymizerowany, ochoczej krwi coraz mniej w żyłach, seks - coraz mniej udany. Nie warto tak się zadręczać
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pan nic nie widzisz, czemu dowód dałeś. Zmierziło mnie to już do tego stopnia, że zmierżony jestem do szpiku.

Rozumiem, proszę z tym uważać, bo najpierw zmierżony, potem wymizerowany, ochoczej krwi coraz mniej w żyłach, seks - coraz mniej udany. Nie warto tak się zadręczać
O, pięknie. Widzę, że Pańskie porażenie po tragedii już minęło, rozpłynęło się i nastąpil powrót do korzeni. Od tego tu jestem. Czuje się Pan uleczony? Dwa tysiące za poradę się należy ( i tak tysiąc taniej niż za hotelową dobę z widokiem na ceremonię).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rozumiem, proszę z tym uważać, bo najpierw zmierżony, potem wymizerowany, ochoczej krwi coraz mniej w żyłach, seks - coraz mniej udany. Nie warto tak się zadręczać
O, pięknie. Widzę, że Pańskie porażenie po tragedii już minęło, rozpłynęło się i nastąpil powrót do korzeni. Od tego tu jestem. Czuje się Pan uleczony? Dwa tysiące za poradę się należy ( i tak tysiąc taniej niż za hotelową dobę z widokiem na ceremonię).

;) na jakie podstawie sądzi Pan, że minęło? Żartuję sobie z Pana, nie z tragedii.
Ile Pan bierze i za co - to Pana sprawa. Ja tam się nie mieszam w kupczenie. W ogóle ma Pan zgodę moderatora na reklamowanie usług?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O, pięknie. Widzę, że Pańskie porażenie po tragedii już minęło, rozpłynęło się i nastąpil powrót do korzeni. Od tego tu jestem. Czuje się Pan uleczony? Dwa tysiące za poradę się należy ( i tak tysiąc taniej niż za hotelową dobę z widokiem na ceremonię).

;) na jakie podstawie sądzi Pan, że minęło? Żartuję sobie z Pana, nie z tragedii.
Ile Pan bierze i za co - to Pana sprawa. Ja tam się nie mieszam w kupczenie. W ogóle ma Pan zgodę moderatora na reklamowanie usług?
Reklamowanie!? Panie! Ratowanie zdrowia jest bezcenne! Gdzie wdzięczność? Hę? Przed kilkoma dniami poraziło Pana robienie sobie jaj przez otoczenie, teraz sam Pan ze mnie robisz, witajcie w zagrodzie! ( Bez rachunku będzie taniej o dwie stówy).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



;) na jakie podstawie sądzi Pan, że minęło? Żartuję sobie z Pana, nie z tragedii.
Ile Pan bierze i za co - to Pana sprawa. Ja tam się nie mieszam w kupczenie. W ogóle ma Pan zgodę moderatora na reklamowanie usług?
Reklamowanie!? Panie! Ratowanie zdrowia jest bezcenne! Gdzie wdzięczność? Hę? Przed kilkoma dniami poraziło Pana robienie sobie jaj przez otoczenie, teraz sam Pan ze mnie robisz, witajcie w zagrodzie! ( Bez rachunku będzie taniej o dwie stówy).

No w każdym razie wszystkiego dobrego życzę Panu i szanownej Pana rodzinie! Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Reklamowanie!? Panie! Ratowanie zdrowia jest bezcenne! Gdzie wdzięczność? Hę? Przed kilkoma dniami poraziło Pana robienie sobie jaj przez otoczenie, teraz sam Pan ze mnie robisz, witajcie w zagrodzie! ( Bez rachunku będzie taniej o dwie stówy).

No w każdym razie wszystkiego dobrego życzę Panu i szanownej Pana rodzinie! Pozdrawiam
Pan popełniłeś jeden zasadniczy błąd. Wdałeś się Pan ze mną w bełkocik, a to uzależnia...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No w każdym razie wszystkiego dobrego życzę Panu i szanownej Pana rodzinie! Pozdrawiam
Pan popełniłeś jeden zasadniczy błąd. Wdałeś się Pan ze mną w bełkocik, a to uzależnia...

Mnie nie uzależniło ;)
Do wieczora, grabula

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...