Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zanim czas porozgniata owoce tarniny
w zimnych palcach
nim się w pył zamienimy
w rytmie walca
tak mnie prowadź by ostre krawędzie przestrzeni
nie szarpały tkaniny powłoki

hen na niebie wariata wysoko wyśnimy
w rytmie walca
na trzy pas pantomimy
w białych palcach
a zapewnij że nic się na chwilę nie zmieni
krajobrazie po brzeg czarnooki

Opublikowano

Ty też nadal czerpiesz temat, i to nie jeden z cudzego wiersza do swojej grafomanii,
żeby go tak dla zabawy namieszać, nie wiedząc o czym naprawdę
jest, o jakich faktach z czyjegoś życia itp.
Bawi cię to, myślisz że to poezja ?.
Wiesz jakie są szczegóły tych wydarzeń,
co na nie wpływa, jakie mają znaczenie,
wiesz z czego wynikają te konkretne zaistniałe
fakty i z jakich emocji w tamtych wierszach,
że zostały tak napisane?

Nie umiesz pisać od siebie, co dyktuje ci twoje
życie. Dlaczego podobnie, jak inne tu
robisz właśnie ten małpi gaj???

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nie zgadzam się z Twoją tezą a dlaczego ? dlatego że to bezpodstawne wnioski tak samo jak pod wierszem Magdy Tary / zamieszczasz kontrowersyjne komentarze chcesz obudzić wojnę na forum ? to forum i tak wisi ciągle na nitce która łączy pochmurne niebo z błotnistą ziemią / a tę nitkę tworzysz między innymi Ty / zmień trochę nastawienie nitka ma być piorunochronem i tak to nie nastąpi ale przynajmniej opanuj swoją chęć złamania zdrobnień w komentarzach bo jeśli ktoś czuje że wiersz się podoba że jest wart jakiejś refleksji to pisze o tym poza tym zadajesz bezpodstawne pytania Twoja krytyka jest płytka i nie prowadzi do niczego innego niżeli do zgorzkniałego podziękowania lub milczenia / znam takie i inne jeszcze mocniejsze komentarze / sam takich kiedyś używałem ale nie w geście wzbudzenia sensacyjnej burzy słów tylko w geście prowokacji / teraz prowokują mnie jedynie bezpodstawne oceny / a zastanawiałaś się jak sama piszesz i o czym piszesz i w jaki sposób piszesz i skąd czerpiesz inspiracje czy dodajesz cytaty czy ich nie dodajesz / nie można wyrzynać sznyt na słowach innych tylko dlatego że masz zły dzień albo Ciebie krytykują i nie mogą zrozumieć / a przynajmniej nie powinno się / więc puenta i rada na przyszłość żeby trochę pokory i przede wszystkim wyrozumiałości nabrać w garść i nie biczować wszystkich po kolei bo to nic dobrego nie wróży / a zrobisz jak uważasz /

tomek
Opublikowano

Przykro mi bardzo..
Może nie czytałeś moich wierszy, nie znasz mnie i nie znasz innych szczegółów.
Nie zgadzam się z twoim zdaniem Tomaszu co do mnie w ani jednym słowie.
To właśnie tego typu postawa pisania wierszy j.w. z samych wierszy, jest
prowokacyjna dla wywoływania wojny na forum nie tylko tutaj.
Nie mam ochoty na dalsze tłumaczenie.
Ponieważ przestaje mnie to cokolwiek juz interesować, by tu o tym pisać,
i wywoływać spory, skoro tego typu zachowania nie mają, ani nie czują w sobie,
żadnej, ale to żadnej odpowiedzialności za napisane słowo, jak i pokory
w nieustającym płytkim i próżnym pisaniu komentarzy i wierszy na temat
ciągle tych samych zaledwie kilkunastu opublikowanych wierszy kogoś.
Niestety, ja tego nie pochwalam, a nawet się brzydzę, ponieważ to dziwną
pachnie prowokacją. Takie moje ostatnie słowo tutaj. Nie mam ochoty więcej
tego tłumaczyć, ani dochodzić tutaj, jaki kto ma tym cel.
fly

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




czytałem i są osoby które mają o wiele dojrzalsze teksty między innymi Anna Para albo Magda Tara nie mówiąc już o M.Krzywaku i nic tutaj do rozumienia Twoich ani do rozumienia sytuacji w których znajdowałeś się pisząc wiersz nie broń się w ten sposób bo i tak się nie obronisz poza tym nie rób z siebie ofiary/ ale i tak nie rozumiem i nie zrozumiem Twojej upartej tezy odnośnie cytatów i tego co Ci się nie podoba wielu ludzi tutaj coś gryzie i starają się to przegryźć/ to w takim razie nie można cytatów wpajać w swoje słowa ? inni tego nie robią ? zastanów się tylko / mi też nie jest potrzebne wojowanie na głupiej linii / skoro przestaje Cię cokolwiek interesować to na początku nie trzeba było komentować wiersza w ten sposób / musisz się tego nauczyć musisz się nauczyć tego forum jak ktoś kiedyś uczył Cię jedzenia widelcem / bo twierdzę i będę twierdził że Twoje sugestie zarzuty i pytania nie mają uzasadnienia / ja też korzystam niekiedy z cytatów podpierąjacych moje frazy i co ? to jest grafomaństwo / a sławni pisarze robią to samo / może zależy w jaki sposób i w jakim stylu ktoś podpiera się cytatem ale ja myślę że po to aby wiersz miał więcej obrazu przestrzeni i inspiracji a nie po to żeby był nieautorski płytki i żeby tylko ten cytat budował cały wiersz / jestem dłużej o wiele dłużej niż Ty na tym forum i znam jego 'życie' i od tej prowokacyjnej i od tej mniej strony a ludzie tutaj nowosiępojawiający nie wszyscy oczywiście liczą na poparcie wszem i wobec nie liczą się z krytyką nie liczą się z tym że wiersze które wg nich są wspaniałe mogą być kiczem / moje wiersze też były kiczem teraz jest lepiej i ciągle się uczę skoro chcę pisać to piszę a nie zatruwam przy okazji komu innemu jego gustu fanaberii czy maniery słowa / więc dobrze by było gdyby niektóre osoby zelżały z wulkanem rzygowin które i tak nic nie dają bo albo ośmieszają albo jedynie denerwują / a Twoje odpryski wobec wiersza Anny Pary i Magdy Tary i pewnie wielu innych są niepotrzebne/ albo konstruktywnie krytykujesz albo krótko reasumujesz albo nie pojawiasz się wcale i tyle /
the end


tomek
Opublikowano

Przeczytałam aż sześć razy, według mojego odczucia
wiersz ładny, melodyjny, z sensem, mnie się bardzo podoba.
Przeczytałam również komentarze i prawdę mówiąc,
to nie wiem o co Fly chodzi. Czuję się głupio, jak analfabetka.
Teraz poczytam Tarę, może coś się wyjaśni.
Najerdeczniej pozdrawiam
- baba

Opublikowano

oj, mi też już się dziś dostało, ale przejmować się raczej tym nie będę...

wiersz mi się osobiście podoba, trafia i przyjemnie się czyta. ot, tyle z mojego znania się - nie przekraczam poziomu przedszkola :)

pozdrawiam autorkę :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




czytałem i są osoby które mają o wiele dojrzalsze teksty między innymi Anna Para albo Magda Tara nie mówiąc już o M.Krzywaku i nic tutaj do rozumienia Twoich ani do rozumienia sytuacji w których znajdowałeś się pisząc wiersz nie broń się w ten sposób bo i tak się nie obronisz poza tym nie rób z siebie ofiary/ ale i tak nie rozumiem i nie zrozumiem Twojej upartej tezy odnośnie cytatów i tego co Ci się nie podoba wielu ludzi tutaj coś gryzie i starają się to przegryźć/ to w takim razie nie można cytatów wpajać w swoje słowa ? inni tego nie robią ? zastanów się tylko / mi też nie jest potrzebne wojowanie na głupiej linii / skoro przestaje Cię cokolwiek interesować to na początku nie trzeba było komentować wiersza w ten sposób / musisz się tego nauczyć musisz się nauczyć tego forum jak ktoś kiedyś uczył Cię jedzenie widelcem / bo twierdzę i będę twierdził że Twoje sugestie zarzuty i pytania nie mają uzasadnienia / ja też korzystam niekiedy z cytatów podpierąjacych moje frazy i co ? to jest grafomaństwo / a sławni pisarze robią to samo / może zależy w jaki sposób i w jakim stylu ktoś podpiera się cytatem ale ja myślę że po to aby wiersz miał więcej obrazu przestrzeni i inspiracji a nie po to żeby był nieautorski płytki i żeby tylko ten cytat budował cały wiersz / jestem dłużej o wiele dłużej niż Ty na tym forum i znam jego 'życie' i od tej prowokacyjnej i od tej mniej strony a ludzie tutaj nowosiępojawiający nie wszyscy oczywiście liczą na poparcie wszem i wobec nie liczą się z krytyką nie liczą się z tym że wiersze które wg nich są wspaniałe mogą być kiczem / moje wiersze też były kiczem teraz jest lepiej i ciągle się uczę skoro chcę pisać to piszę a nie zatruwam przy okazji komu innemu jego gustu fanaberii czy maniery słowa / więc dobrze by było gdyby niektóre osoby zelżały z wulkanem rzygowin które i tak nic nie dają bo albo ośmieszają albo jedynie denerwują / a Twoje odpryski wobec wiersza Anny Pary i Magdy Tary i pewnie wielu innych są niepotrzebne/ albo konstruktywnie krytykujesz albo krótko reasumujesz albo nie pojawiasz się wcale i tyle /
the end


tomek

Zbędne było czytanie, twojego komentarza Tomaszu. Nic nie wnosi. Jest pro Anna Para
i twoja sprawa. Nie robię z siebie ofiary, a ty przeinaczasz mój komentarz, wkładając słowa typu rzygowiny itp. Nie liczę na to, żeby Anna Para miała cokolwiek odwagi cywilnej
i się przyznała do czerpania treści z moich wierszy itp. Ponieważ, jak widać sama nie
umie się wypowiedzieć samodzielnie, a jej wykrzykniki w komentarzach nie świadczą,
jak dla mnie o jakiejkolwiek dojrzałości, a już cokolwiek porównywania do mojej.
Kiedyś miałam na to przykład odwracania "kota ogonem".
I to był fakt co najmniej żenujący, gdyż nie zaprzyjaźniałam się z nią,
aby podsumowywała moje uczucia czy emocje w niedojrzały wyraz komentarza.
Czegoś nie zauważasz, to nie. Inne drogi są też na podobne wyjaśnienia.
To tylko świadczy o postawie niektórych i wcale nie chodzi tu o inspiracje,
bo jeśli nawet, to chyba inspiracje bierze się z życia, a nie z forum, po to by
tylko za pomocą zbieżnych słów wymyślać gnioty.
Dla mnie akurat większość wierszy Anny Pary oraz niektórych Magdy Tary
jest tylko nic nie znaczącą grafomanią, która niewiele ma związek z rzeczywistością,
tylko wymyślanie, podczas siedzenia na forum. Tak więc to nie poezja,
a zrzynanie dla byle nieznanego tematu.
Podsumowując, ten twój komentarz nic nie wnosi, jedynie daje daje zielone światło
na kontynuowanie podobnych praktyk.
To nie poezja, ale pogłębianie cyrku grafomanii.
Napychanie nie wierszami a gniotami.

Zatem kłaniam się i dziękuję
oraz życzę powodzenia dla zrzynania w celu grafomanii.
Nie mam nic tu dodania więcej, ani nie oczekuję
odpowiedzi, to zbędne czytanie w tej materii.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




podobno tylko winny się tłumaczy, więc jak nie ściągasz to tego nie rób :)
Opublikowano

Tomaszu: Jeszcze raz dziękuję za głos w dyskusji. Przypomniała mi się nasza niedawna "zbieżność" tematyczna w wierszach! Jakże wtedy powinniśmy sobie skoczyć do gardeł!!! Jeszcze raz dziękuję za odwagę. Jestem wdzięczna, Para:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...