Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siedzę przy stole
Jak królik na kole.
Dumam i dumam
Ale i tak nie skumam.

To ja poeta
Często bez peta
Z dużą twarzą,
O jakiej górnicy marzą.

Połykam kotlety
Mówiąc, że to omlety.
Biorę do ręki widelec
Mówiąc, że to chudzielec.

Czasami dyryguje uczniami
Jak afrykańskimi banami.
Ludzi często denerwuje
A od czasu do czasu kuje.

To ja poeta
Często bez peta
Z dużą twarzą,
O jakiej górnicy marzą.

Trudno nie zauważyć
Pryszczy, których nie da się zasmażyć
Uwierzcie! Próbowałem…
A potem się kołysałem…
Przez dni kilka,
Jak żona wilka.

Najgorsze, długie włosy
Obciąłbym, ale nie ma kosy.
Ani toporka, czy piły.
Nawet nie ma siły.

A więc, dowidzenia
Wiem, bez duszenia
Ale później będzie
Może nawet w urzędzie…

To ja poeta
Często bez peta
Z dużą twarzą,
O jakiej górnicy marzą.


03.01.2009 roku

Opublikowano

Faktycznie zza firanki Jędrku ;-)
W poezji chyba nie chodzi tylko o rym ortograficzny.
Powodzenia i pozdrawiam
Jolanta

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Po tym, jak z hukiem rzuciłem na podłogę Bajkę o krasnoludkach i zaspanej królewnie, A Kopciuszek przestał mi się śnić po nocach. Wilk zjadający babcię, okazał się ofiarą losu,   Otrzymałem urodzinowy prezent ciężki niczym Cegłówka, co wielkim słownikiem się okazał, Z milionem liter, znaczeń i wyjaśnień. Tomiszcze kurzyło się długo, zapomniane,   Bo straszne tkwiły w nim dziwactwa. Razu pewnego porwałem je pod kołdrę I przy latarce, okiem detektywa, rozgryzałem Znaczenie słów brzmiących po eskimosku.   Jakby marsjanie wymyślili je dla hecy, A słoń Felek, mój przyjaciel do poduchy, Razem ze mną nabijał się z tych wygibasów. „Ambaras” – ej, cwaniaku, jak to rozumiesz?   A ten się uszami zakrył, trąbę w supeł zawiązał I kwita, taki z ciebie mądrala?, no to poczekaj. „Behawioryzm” – o, to będzie niespodzianka Dla taty przy śniadaniu, bo uważa się za filozofa.   Nosi muszkę i chwali się łatami na łokciach. „Cynizm” – brzmi jak jakaś przyprawa z Azji. Mama będzie wiedzieć, bo lubi chińskie zupki. „Dualizm” to pewnie jazda rowerem w tandemie.   „Eeekwiwalent” – nie da się tego nawet przeczytać! Słoń otworzył jedno oko i powiedział cicho: „Zostało ci, biedaku, jeszcze 427 stron do przebycia. Wiesz, prawdziwe słowa są prostsze, zwyczajne,   Jak zapach świeżego chleba, owoc do zerwania, Albo nasza przyjaźń, choćbyś wydłubał mi oko. Powinieneś zacząć od: Ala ma kota, co jej zwiał. Śpij, jutro zaczniemy od literki T – T jak trąba!”  
    • @Charismafilos Pozdrawiam! :D   @Rafael Marius Słowem zabawa to fajna sprawa!   @Berenika97 Dobrze ujęte. Właściwie to dwie z trzech rzeczy wyszły, nie ma źle :P   
    • Kroić na żywca głupotę.   
    • @bazyl_prost Ironicznie nic nie odpowiem.  @Amber Sweter, najlepszy przyjaciel na uspokojenie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...