Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ruch, krzątanina,
uśmiechnięte twarze,
biały śnieg pod butami;
poszukiwanie wrażeń,
których już nie znamy.

Światła, światełka
i dziecięce oczy...
Nie potrafimy cofnąć się w czasie,
aby się znów zauroczyć.

Świętujemy ten wieczór tradycyjny, stary.
Robimy wszystko, aby było raźniej,
ale na starość brakuje nam wiary
i tej dziecinnej wyobraźni.

Godzino wspomnień,
radości i smutku,
w tę cichą noc
odwiedzasz mnie co roku
i łzy mi z oczu wyciskasz -
przy opłatku, o zmroku.

Opublikowano

Ładny wiersz i na czasie.
Niesie z sobą Świąteczny nastrój, przenosi do
czasów młodości, dzieciństwa. Przypomina tę
szczególną atmosferę, zapachy, ludzi, których
to czasami tak bardzo nam brakuje.
Niesie również nadzieję: musimy tylko popatrzeć
na świat oczyma dziecka, dać się ponieść wyobraźni.
Serdecznie pozdrawiam
- baba

Opublikowano

'Światła, światełka
i dziecięce oczy...
Nie potrafimy cofnąć się w czasie,
aby się znów zauroczyć.'
a myślałam, ze tylko JA tak mam
czyli jest nas wiecej, takich,których święta malo cieszą,wina jest tej bieganiny i zmartwień- co dac pod choinkę
i zamiast cieszyć sie świętami człek narzeka na...
no właśnie
czyżby to w genach było ?
cmook Orku, fajnie czytać :)

Opublikowano

Drodzy i szanowni komentatorzy:
Oxyvio, Fly Eliko, Babo Izbo, Zak Stanisławo, Kikusie Dzikusie,

dziękuję za wpadnięcie, poczytanie i podzielenie się refleksjami. Nie w każde święta jestem aż tak okropnie smutny, ale bywa w nich ostatnio smutny element, krótka refleksja, wspomnienie tego co już bezpowrotnie minęło - ten czar, dzieciństwo, osoby bliskie sercu.

Zyczę Wam wszystkim radosnych dni świątecznych.

Kłaniam się i pozdrawiam
Janusz

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...