Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano



bohater w czasach pokoju
pali trawkę rucha co się nawinie
a spłoszony szmerem skacze przez okno
z X-tego
i nigdy nie wyda nie przyzna się
do dziecka szefa

język zastąpił mu ciężki karabin maszynowy
kutas szablę nie od parady
a czas pieniądz

bohater w czasach pokoju
umiera długo i niecierpliwie
dla tego samego co zawsze

św. Spokoju

Opublikowano

Całkiem ciekawe, chociaż ciężko zgodzić mi się z takim poglądem. Trochę przeczących sobie nawzajem stwierdzeń które moim zdaniem pojawiają się w miejscu gdzie myśli już nie było za to słowo samo się pchało. Spodobało mi się "św. Spokoju", chociaż (z całym szacunkiem), nie wiem czy to pomysł autorski.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ciekawe gdzie tych myśli nie było, a jeśli to... u kogo? :) św. Spokój jest tu bardziej metaforą, niż świętym spokojem: skoro w czasach ciężkich mamy zatrzęsienie różnych cierpiętników to w "czasach pokoju" ich rolę przejmują ci pozornie źli. powiedzmy ktoś mówi kurwa, kiedy innym nie wypada - stąd np. te wulgaryzmy w wierszu, jak widać też przemyślane :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


o przewrotność chodziło :) załóżmy świat, w którym wszyscy są już święci - kto wtedy grałby rolę Odkupiciela? pozwolę sobie to wyjaśnić na przykładzie poezji:


do Umierającej

Poezjo: w czasach łatwych - sama nie poddawaj się łatwo.
Brzydy będą chciały cię umniejszyć, przeliczyć nieuczciwie według własnych taryf.
Ich szamani założą ci szarą sukienkę prozy do kostek, a na głowę
wdzieją diadem z łusek zasłaniających oczy ślepcom. Do źródła
w którym kąpiesz się naga o świcie, powylewają farby z płócien Picassa i wmówią ci,
że masz biodra ostre niczym kąty ścian remizy z ich wiosek, gdzie na zabawach
siadają niekochane przez nikogo dziewuchy. Wezwą na pomoc teologów
aby wykazali, że twoje słowa nie mają nic wspólnego z ich religią a ci
przeklną cię, dodadzą twój język do płomieni ognisk rozpalanych w równonoc
niememu Bogowi Brzydzie. Mów tym więcej, im mniej ci na to zezwolą.
Bądź tym bardziej, im szybciej pozbędą się twojego ciała!
Zapisz się jak raz widziana konwalia przez dziecko,
jeszcze oszołomiona od rosy i słońca tak samo pozostań w pamięci do końca życia,
niezniszczalna i tym bardziej świeża, im starsze będą oczy które cię widziały.
Nie przysłonią twojego widoku sprzedawcy sztucznych kwiatów Brzydów,
choćby zrobili najdoskonalsza imitację. W konwalii i w twoich słowach
jest jeszcze zapach leśnego świtu i wysoki, czysty ton majowego nieba po burzy.
I jest jeszcze coś, to co sprawia, że umierająca od miesięcy w cierpieniach
uśmiecha się nagle na koniec, a na jej twarzy pojawia się ulga. Jest to wolne
już od wszelkich podejrzeń słowo: kurwa.

Opublikowano

W pierwszym momencie - przyznam się - wiersz mnie zmroził wulgaryzmami, których ogólnie rzecz biorąc nie cierpię i których słyszę wokół siebie coraz więcej, na każdym kroku. Ale kiedy doczytałam do końca, stwierdziłam, że bez tych wulgaryzmów wiersz nie oddawałby atmosfery tego dzisiejszego "bohaterstwa" uliczników i ulicznic.
A ciekawam w takim razie, co byś powiedział na to?

dziewczęcość przełomu

jest w tych nagich pępkach
w tych dekoltach od latarni po pas
w miniówach, w małych czarnych
w zapleśniałych przekleństwach
w wykrzyknikach oczu i barw
jest w tym jakaś udręka

w spodniach poniżej pasa
koronkowych stringów na biodrach
w niespełnieniu, w wulgarnych ochotach
w szokowaniu kwikach i wrzaskach
w całonocnych pod oknami rechotach
jest rozpaczliwość jakaś
i goła męka


Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zgoda! prawdziwy więc przerażający i dlatego, że się do tego przyznajesz - będziesz zbawiony :) albowiem chodzi tak naprawdę o to, żeby człowiek przyznał się szczerze w duchu: nie jestem w stanie sam stworzyć Raju... przebacz, myliłem się kiedyś, Panie.
reszta to ściema - zwłaszcza grzechy innych ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co bym powiedział? to, co już powiedzieli moi poprzednicy :))



co czai się w ukrywaniu
w stanikach od świtu po mrok
w torebkach kredensach szafach
i w moherowych beretach
co pamiętają dwie wojny
a teraz lęgnie się trzecia
w tych sukniach poniżej kostek
z materii wydartej naturze
jak gdyby nawet eskimos
nie przyszedł na świat w ludzkiej skórze
w modlitwach o pomstę do nieba
gdy padnie tu tam złe słowo
o armagedon lub potop
by znów jak ja na nowo
ktoś kiedyś napisał:


co czai się w ukrywaniu
w stanikach od świtu po mrok
w torebkach kredensach szafach
i w moherowych beretach
co pamiętają dwie wojny
a teraz lęgnie się trzecia
w tych sukniach poniżej kostek
z materii wydartej naturze
jak gdyby nawet eskimos
nie przyszedł na świat w ludzkiej skórze
w modlitwach o pomstę do nieba
gdy padnie tu tam złe słowo
o armagedon lub potop
by znów jak ja na nowo
ktoś kiedyś napisał:


co czai się w ukrywaniu
w stanikach od świtu po mrok
w torebkach kredensach szafach
i w moherowych beretach
co pamiętają dwie wojny
a teraz lęgnie się trzecia
w tych sukniach poniżej kostek
z materii wydartej naturze
jak gdyby nawet eskimos
nie przyszedł na świat w ludzkiej skórze
w modlitwach o pomstę do nieba
gdy padnie tu tam złe słowo
o armagedon lub potop
by znów jak ja na nowo
ktoś kiedyś napisał:

co czai się w ukrywaniu
w stanikach od świtu po mrok
itd.

Opublikowano

No teraz to już nic nie rozumiem. A czym się różni twój "bohater w czasach pokoju" od moich dziewuch, ryczących po nocach w spodniach do półtyłków?
A "moherów" też nie toleruję. Tak samo jak Ty. Też nie potrafię.
Czegoś tu nie kapiszę.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wydaje się, jakby to golizna była jakaś ważna. kiedy Kolumb odkrył Amerykę witali go nadzy ludzie i nie było męki na ich twarzach, wręcz przeciwnie, skoro żeglarze myśleli, że trafili do Raju.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale nie zaprzeczysz, że takowa nie istnieje poza Twoją?
[quote]Tematyka też nie poruszyła szczególnie.
przecież to jasne: dlatego, że wykracza poza Twoje poczucie estetyki! :)
pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale nie zaprzeczysz, że takowa nie istnieje poza Twoją?



"Rozdałam już Testamentem
Pamiątki po sobie - tę całą
Porcję Mnie - którą mogłam Zapisać"

Emily Dickinson



widzieć to znaczy nie patrzeć przez okno
na drzewa pod którymi ten sam dealer narkotyków
co wczoraj choć twarz ma inną
sprzedaje przechodniom działki lepszego świata

gdybym włożyła teraz płaszcz idąc na dół
byłabym jak ludzie którzy schodzą nagle
i jutro mąż mógłby zaczepić którąś z moich przyjaciółek
- taka młoda a takie sparciałe miała serce -
by potem długo i sprawiedliwie
dzielić się z nią wydzielinami słów
gaszącymi nagły niepokój o siebie

gdybym założyła teraz pantofelki zbiegając po schodach
byłabym niczym schodząca lawina
spowodowana tupotem własnych nóg
tam na dole myśli gasłyby z każdym dniem
nie mogąc się uwolnić
czekając
kiedy ciało zadusi je na amen

patrzeć to znaczy nie patrzeć w okno
- czekając na bernardyna śmierci
z pojemnikiem jasnego światła na szyi
widzę pod powiekami to wszystko co tyle razy
umknęło otwartym oczom

pod drzewem ten sam co zawsze dealer
z twarzą zmienioną nowym dniem
podnosi mój zgubiony na schodach czarny pantofelek
i przymierza go cierpliwie do nogi córki
urodzonej mojemu mężowi
przez którąś z moich serdecznych przyjaciółek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wydaje się, jakby to golizna była jakaś ważna. kiedy Kolumb odkrył Amerykę witali go nadzy ludzie i nie było męki na ich twarzach, wręcz przeciwnie, skoro żeglarze myśleli, że trafili do Raju.
Wcale nie chodzi o goliznę. Ja na ten przykład bardzo lubię chodzić sobie nago, jeśli Cię to satysfakcjonuje. ;-)
To tak samo, jakby powiedzieć o Twoim wierszu, że tutaj chodzi o przeklinanie - że jest to krytyka przekleństw. A przecież wiem, że sam klniesz jak szewc w swoich wierszach.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wydaje się, jakby to golizna była jakaś ważna. kiedy Kolumb odkrył Amerykę witali go nadzy ludzie i nie było męki na ich twarzach, wręcz przeciwnie, skoro żeglarze myśleli, że trafili do Raju.
Wcale nie chodzi o goliznę. Ja na ten przykład bardzo lubię chodzić sobie nago, jeśli Cię to satysfakcjonuje. ;-)
To tak samo, jakby powiedzieć o Twoim wierszu, że tutaj chodzi o przeklinanie - że jest to krytyka przekleństw. A przecież wiem, że sam klniesz jak szewc w swoich wierszach.
jeśli klnę, to na tyle ile trzeba :) procentowo i tak odstaje to od tego, ile klnie się na co dzień w naszym (i nie tylko) języku, więc mimo wszystko - kłamię i wypaczam świat (np. na Nieszufladzie jest to u wielu zwykła rzecz)
co do golizny - wiem, że nie chodzi o nią, tylko o to co ma wyrażać. jednak w czasach złych (nawet wojennych) golizna też nie chowa się pod ziemię, natomiast bohater zmienia się wtedy z czarnego na biały charakter. kiedyś nawet napisałem coś takiego, że: "każdy widzi takie czasy na jakie zasługuje".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a zresztą, zauważył to nawet Tuwim, który po wojnie oddał honory tym, którzy przed nią uważani byli powszechnie za szumowiny i społeczne męty. jednak jak się okazało, to oni najdzielniej walczyli, gdy przyszło co do czego:



"Znam - przypadkowo - i opowiem
Los taksówkowych tych "frajerów"...
Ach, jacy z pańskich bohaterów
Wyrośli nad-bohaterowie!...
Nie poematu - lecz piosenki
Godni ulicznej, a to więcej...
Policjant leży na Grochowie,
Tam mu urwało nogi obie.
Zostały ręce - i są w grobie.
Walercia jest bez prawej ręki:
Kiedy na Śliskiej, numer trzeci,
Wyrżnęło w spód szczytowej ściany,
Ona z piwnicy zasypanej
Żydowskie ratowała dzieci
Dwa razy przez nieduże okno
Ze sterczącymi szkła resztkami,
O które się krwawiła [...]
Właziła wewnątrz na czworakach,
Przez gruzy brnąc i dym gryzący.
Pod trzaskiem spadających belek,
W ciemnościach, oświetlonych tylko
Odblaskiem płonącego domu;
Dwa razy, groźna i zacięta,
Wdzierała się w podziemia duszne
Przy mocnym i nieustającym
Łoskocie celnej artylerii
I huku bomb, rzucanych z góry,
Dwa razy pełzła i wracała,
Zacięta, groźna i milcząca,
I wydostała: martwą Surcię,
Mośka garbuska i Icunia
(Obu we krwi i osmalonych,
Ale źyjących); dalej: Dwosię,
Wrzeszczącą tylko przeraźliwie,
Lecz cudem, nawet bez draśnięcia.
Za trzecim razem, kiedy chciała
Wydobyć czteroletnią Balcię,
Ostro trzepnęło coś nad łokciem
I aż pod bramę odrzuciło.
Zemdlała. Gdy się obudziła,
Była w Warszawie martwa cisza.
Leżała w izbie pod schodami,
Z oczyma zamkniętymi ciężko
I głową rozgorączkowaną
Na obie strony wciąż miotała.
Raz, gdy miotnęła nią na prawo,
Na chwilę oczy otworzyła
I zobaczyła, że w tym miejscu,
Gdzie dawniej miała łokieć, wisi
Kula bandaża skrwawionego,
Czarną agrafką zapiętego.
Kikut jej został. I agrafką
Podpina rękaw swojej bluzki,
Rękaw częściowo niepotrzebny.
Prócz tego, brwi ma wypalone,
Więc oczy jej tak wyglądają,
Jakby zdziwione były ciągle...
Burakowskiego znaleziono
Na Pradze, z głową przestrzeloną;
Widziano go ósmego września
Przy karabinie maszynowym,
W górę bijącym beznadziejnie.
Krzyczał: "Te, Adolf, taka twoja,
W ząbek czesany. Prosiem niżej,
Bo tak wysoko to nie sztuka!"
Leży ów młody Polak prawy,
Dobry robotnik, dzielny pijak,
Podmajstrzy cechu warszawskiego,
Kazimierz Adam Burakowski,
Na skwerku przed Florianem Świętym."

Julian Tuwim, fragment "Kwiatów Polskich"
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale nie zaprzeczysz, że takowa nie istnieje poza Twoją?

Troszkę mną te zaprzeczenia zakręciły. Każdy ma własną wizję poezji i własne narzędzia do jej realizacji ;)


[quote]Tematyka też nie poruszyła szczególnie.
przecież to jasne: dlatego, że wykracza poza Twoje poczucie estetyki! :)
pozdrawiam.

Pewnie jakoś to się wiąże, pisałem na szybko, a chciałem jasno się wyrazić. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


w każdym razie, wypowiedziałem się, dlaczego uważam, że bohater w czasach pokoju jest taki a nie inny. opisałem go jego słowami, tak jak Tuwim pisał o swoim: "Leży ów młody Polak prawy, dobry robotnik, dzielny pijak" albo "Krzyczał: "Te, Adolf, taka twoja".
i gdyby miał być to wiersz o dostojnym mężu, na pewno inaczej dobrałbym słowa. powiedzmy:



Jan Paweł Drugi
więc kiedyś ktoś zapyta
po kim?

Rzymianie powiedzą po Piotrze
Żydzi po ich Pawle
a ci co go znali - po ludziach




pozdrawiam
Opublikowano

Jesteś w dwóch osobach ?
Po komentarzach poznaję, że tak. Wiersz, rozumiem, należy czytać jako "czarne credo". Podoba mi się oprócz zakończenia

bohater w czasach pokoju
umiera długo i niecierpliwie
dla tego samego co zawsze

św. Spokoju


Wydaje mi się za miękkie w porównaniu z początkiem. Spodziewałam się czegoś innego.

Za to w dyskusji ciekawie. Szczególnie "dla Umierającej" oraz wiersz Oxyvii, a także to "każdy widzi takie czasy na jakie zasługuje". Pewnie jestem naiwna (zresztą, fakt, nie wychylam się za bardzo do środka świata), naiwna, bo wydaje mi się, że nie jest aż tak źle jak piszesz. Uwaga, użyję brzydkiego słowa - świat się zawsze kurwił miejscami, teraz może jest to odważniej eksponowane. Co do wulgaryzmów - uważam za Norwidem, że należy odpowiednie dać rzeczy słowo. Czyli nazywać po imieniu, bez infantylizmów.

Czy dzielisz wiersze atmosferą dla Boskiego i Wstrentnego ? Bo ten jakby ze wstrętności wychodził.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...