Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zepsute do naprawienia
takie nasze zwyczajne
przewleka się jak życia
myśli ,jak długo jeszcze

domniemamy oj wiek
oj rok tyle czasu
a tu niespodzianka
umowa rozwiązana

zapominamy w amnezji
że zależy nie od nas
to spontaniczność niebios
tak bardzo wyjątkowa

jak żagiel na spokojnej tafli
a tu niespodziewany szkwał

*

zepsute do naprawienia
takie nasze zwyczajne
przewleka życia myśli

jak długo jeszcze
domniemamy
oj wiek
oj rok
tyle czasu

a tu niespodzianka
umowa rozwiązana
w amnezji

nie zależy od nas
spontaniczność niebiosów
tak bardzo wyjątkowa

Opublikowano

Aniu, znów zamieszałam, wybacz

zepsute do naprawienia
takie nasze zwyczajne
przewleka życia myśli

jak długo jeszcze
domniemamy
oj wiek
oj rok
tyle czasu

a tu niespodzianka
umowa rozwiązana
w amnezji

nie zależy od nas
spontaniczność niebiosów
tak bardzo wyjątkowa

jak żagiel na spokojnej tafli
a tu niespodziewany szkwał

Mam mieszane uczucia, co do "oj wiek. oj rok", ale co tam ja ...

Wytrwałości!
Serdecznie pozdrawiam :)
Krysia

Opublikowano

Każdy szkwał jest do przetrwania. Zawsze wszystko się układa. Nasza postawa (walki, oporu) jest przykładem dla naszych bliskich i prowadzi ich dodaje im odwagi. Walczmy i trwajmy pomimo szkwału a niezależnie gdzie nasze porty- wygrywamy. Pozdrawiam.

Opublikowano

Alunko: zdecydowanie drugi zapis, poprawiłabym jednak "niebiosów" na "niebios". Zrezygnuj z inwersji: "myśli życia" zabrzmi lepiej :)) Ale rób, jak uważasz. Sugeruję jedynie, bo to jest warsztat. W innym miejscu tego nie robię, jak wiesz. Pozdrawiam, Para

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


czy to jest o przeznaczeniu?
pozdrawiam

Szacowny Panie Biały ,żeby Pan wiedział tak do końca co przesyłam wierszem...chmmmm!
Dziękuję za czytanie wiem że że może błędy może ......!
Sama wlaczę z samą sobą ,,,a trudniejsze od byc lub nie!
Serdecznie !
Ania


r

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...