l'amour wszystko tłumaczy ale ile makabrycznych szermierczych perypetii, I'm fed up ,granie na nerwach na 6-stke
wiersz ładny, tylko czy rzeczywisty? rzeczywistość czasami skrzeczy
jasne blaski uderzające
ukryta broń w miłosnym świetle
nie warto, - choroba
bestia daje mdłości
blask co przyćmiewa czucie
prosi w kolorze bordo
-cichym bo nie głośnym
chroń swe światło
ten święty i ukryty promień
to niebo prapoczątku
czekające na dojrzałość
odrodzi się
wszędzie
bez czerwieni...w pierwszym świetle
okiem pszczoły zneutralizować napięcia
znaleźć idealny spin
bez czerwieni
zbierać kwiatowy pyłek
ale to przecież banał
gromy śmierci - czy ciekawsze?
w zamkniętej kapsule własnego ja
uniewinniać się ze wszystkiego?
karmić się cierpieniem
drążyć rany?
w poszukiwaniu wielkich wrażeń-niszczyć?
łkać teatralnie w samotnej schizofrenii?
nieświadomie gasnąć...
gdzie ona i jej szept?
tęsknię za tobą już długo
by poczuć wielkie spełnienie
trujące noce strychniną
pot zimny, cię nie ma
ja nie wiem
i wśród zieleni przepychu
bez kręgów piekieł wszelakich
spotkajmy się kiedyś -już pragnę
by życiem nie byle jakim
snuć swą opowieść z Tobą
jaką jesteś osobą?
nie w nadmiarze
chęci słodkie
szleństw skoki
i przewroty
smaki różne
nęcą ciagle
wielkie chęci
smak głęboki
i choć zęby już zepsute
od chemicznych w dal wycieczek
nęci nałóg do słodyczy
by na drugim brzegu rzeki
znaleźć znowu cukiereczek
co ukoi każdy ból
cukier krzepi
wiertła ból
odnajdziemy nasz kawałek
czystej ziemii
sterylnie wydestylujemy zło
niech złych straszy
zbudujemy otoczenie
nasze miejsce
bez wygnań i krzywdy
sielsko wreszcie
bez cierpienia kręgów
piekielnych- nie będzie w ciemnościach potworów
światło zamieszka wszędzie
i stanie się jedność
w wielości
żywe miejsce
jak piana morska
rozprasza się jedno
gdzie indziej wzrasta drugie
substancjalna równowaga
pamięta niebyłość blaknącą w suche spojrzenia
szala wagi znika powoli...jak uśmiech kota z Cheshair
czas zaciera ślady zła
jak piana morska
rozprasza się jedno
gdzie indziej wzrasta drugie
substancjalna równowaga
pamięta niebyłość blaknącą w suche spojrzenia
szala wagi znika powoli...jak uśmiech kota z Cheshair
czas zaciera ślady zła
od małych szczegółów
zbieram wnioski
jak kwiaty na łące
kręgi piekieł błache na papierze
pływamy w szklanej zupie
byt trzeba otrzeć miotełką
z nielegalnego kurzu złych wspomnień
niechciane napięcia zneutralizować
kto zna liczby rządzące kwarkami
a kto ma dobre serce?