Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'marazm' .
-
Budzi się o dziesiątej nad ranem do dwunastej przewraca się na boki o trzynastej otwiera oczy Izba burdel zadymiony w kubeczku przy łóżeczku leżą papieroski wkłady przepalone czarny tytonik Oczy przekrwione samotność wyzwala łzy choć on wcale nie pragnie kobiety ani mężczyzny ani tego ani tego nie chce Całowania stosunków gębowo-gębowych dotyku słów mocy niemocy nie żąda Uwagi mu brakuje i to przyznaje otwarcie w wypowiedziach nosowo-ustno-gardłowych on bez ludzi umiera a to tylko kolejny dzień bezrobocia Godzina piętnasta po rekonesansie wstępnym ocenie otoczenia przestrzeni czasoprzestrzeni artysta wstaje z łoża Filantrop wieku dwudziestego pierwszego ponadwymiarowe wsparcie jednostek śmiertelnych inteligencka siła moc tworzenie Przed lustrem staje pragnie poczuć się wieszczem narodowym zbawicielem Ja mistrz, ja mistrz wyciągam dłonie wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie… Prysznica klamkę srebrzystą pociąga woda gorąca chłodną wyprzedza poeta się kąpie – sprawa ludzka ręcznikiem oczy wyciera po czym zakręca kurek Kap kap kap Ostatnie krople padają na ziemię fiflak skacze kręci się na lewo prawo w górę w dół całe ciało mokrym długim ręcznikiem ociera Szzzzzzz Suszarkę do włosów z szuflady wyciąga W głowie mu się kręci – upada temperatur zmiana grzebień w dłoń jak szable w rozboju Włosy na daszek układa w lustereczko patrząc zalotnie mrugnął oczkiem do samego siebie ego podnosząc i samoocenę Ubrał się w końcu zaraz siedemnasta Artysta filantrop wieku dwudziestego pierwszego do barłogu powraca zasypia i apiat… jutro kolejny dzień bezrobocia…
- 3 odpowiedzi
-
2
-
- dekadentyzm
- groteska
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Rozrywasz pajęczyn wstęgi, byle zostawić popiół. Jakąś chorą cząstkę głowy, jakąś chorą zdobycz dnia. Wiersz obfity w zdania, bez wyrazu, snujący się od delikatnego koloru, do delikatnego koloru. Dni są bez, dni gorzkiego chleba, Krwawi drzewo, krwawią kartki, rozkopane doły dawne. Przy listach siedziałem długo, by pamiętać, że pamiętam. Zakuty w kajdanki ścian, odbijam się od nich i wklejam. I tylko dom, dom, dom, okien drży rozmazana kreska, I tylko pajęczyn wstęgi, śnić na jawie kilka lat.
-
wracając stamtąd żegnałam rdzawe zagony przerośnięte gdzieniegdzie konopiami starą chatę z wilgoci zmurszałą na czarno czubki buków żarzyły się jasno wyblakłą purpurą denaturat wylewał się z nieba i za wstęgą asfaltu ujrzałam nadwiślaną krawędź lasu która w ocznej mgiełce spłynęła po ciemnej materii pustki prześwietlonej promieniami X
- 23 odpowiedzi
-
10
-
- jałowienie
- sterylizacja
-
(i 8 więcej)
Oznaczone tagami: