-
Postów
659 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Simon Tracy
-
@Lenore Grey Pięknie poetycki ogród
-
@Lenore Grey Aniołki i ja we własnej osobie jesteśmy zachwyceni i uradowani z treści utworu i dedykacji :)
-
Akademiczka sztuk wyklętych II
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Lenore Grey Niby zwykłe zdanie ale jednak ocieka bluźnierstwem po tym jak przychodzi jej osiągnięcie tej doskonałości :)- 6 odpowiedzi
-
1
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Akademiczka sztuk wyklętych II
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Lenore Grey Bardzo podobny cel przyświeca temu poematowi. Dekadencka sztuka ma prowokować, szokować, gorszyć i być w opozycji do stagnacyjnej, skostniałej moralności. W tej części pada proste zdanie. Cel uświęca wszelkie środki. A w części pierwszej pada na końcu stwierdzenie o Akademiczce ale i poezji modernistycznej "Czuła się przy nim, brudna, upadła i wyklęta. I było jej z tym błogo. Taka była. I taka miała pozostać." Dla wyklętych nie ma tabu, którego nie można złamać. Nie ma serc których nie można zgorszyć. I nie ma dusz którym grozi jeszcze większy upadek ponad to co doświadczyli. Sztuka jest omnipotentnym Bogiem, który jest brutalny, szczery i prawdziwy. Wszystkie zasady należy złamać i cieszyć się wolnością umysłu, nawet jeśli tworzy on sceny bluźnierczym tuszem.- 6 odpowiedzi
-
2
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Padlinożercy - Uczucie do marności
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Alicja_Wysocka I na tym mi zależy. By spełniał wszystkie przymioty jakie wymieniłaś a dodatkowo sortował grono czytelnicze. Mimo wszystko dziękuję za przeczytanie i komentarz.- 4 odpowiedzi
-
- turpizm
- dekadencja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Akademiczka sztuk wyklętych II
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
"Bluźnierstwo jest tuszem, którym spisuję legendę wyklętych" Na słodki szpik z dziecięcych kostek, przysięgam, że jej tutaj nie było. Choć to zaiste dziwne bo jest środek, parnego lata i ona sama wie o tym doskonale, że w trakcie nocnych, potężnych burz musi nam oddawać swe młode i dorodne wdzięki by zachować kunszt swoich prac. Ale nie widzieliśmy jej już kilka dni. A nie możemy opuszczać tej piwnicznej kryjówki. Nie żebyśmy bali się spotkania z ludzkimi sąsiadami, ale w niektórych mieszkaniach, czatują u progu psy. Ghule są sprytne, pomysłowe, chytre na złoto i wdzięki niewieście, ale słabo u nas z fizycznością. Garby, artretyzm i wystające z głodu żebra, nie dają nam szans w walce. Nawet niewielka psina to dla nas wielki problem. Chciałbym pomóc przyjacielu ale nie jestem w stanie. Ukłonił się grzecznie i zniknął w kratce odpływowej do kanału. Człapanie mokrych łap, poniosło się echem w głąb labiryntu ścieków. Nawet ghule wystrychują mnie na dudka. Wiedzą co się stało. Ale bez złota niczego nie wskóram. A nie mam już zbyt wiele czasu na pytania. Bo nie mam na nie odpowiedzi. Wyszedłem z ciemni, zatęchłej piwnicy i skierowałem swe kroki na ostatnie piętro, do jej niewielkiego mieszkania. Wychodząc ledwie przymknąłem słabo zamykający się zamek, teraz pchnąłem drzwi i wreszcie mogłem odetchnąć pełna piersią, wolną od smrodu, wilgoci i brudu królestwa ghuli. Mieszkanie było jasne, zadbane i wysprzątane. Pachniało jej gorącym ciałem i lawendowym ogonem perfum. W sypialni łóżko było starannie zaścielone. Żółta pościel w czerwone tulipany, wprowadzała kontrast dla reszty wystroju. Prace wisiały jak zawsze prawie wszędzie. Nie zaspokajało ich miejsce na ścianach czy suficie. Zostawiła otwarte okna. Wiatr strącił ołówki i kartki. Przewertował bezwstydnie strony jej pamiętników. Widział ją w pozach i czynnościach nie przystających do młodej damy a gorszącej, lubieżnej wiedźmy. Jej akty i sceny nocnych orgii, gorszyły wyobrażenie o stateczności kobiet. Te kartki żyły dzięki erotycznej magii, przyciągania męskich oczu. Obrzydzenie było na tyle wulgarne, że rodziło niezdrowe podniecenie tej szczególnej dewiacji zmysłów. Bronił się teraz z całych sił by odwrócić wzrok od nabrzmiałych piersi, ciała wygiętego w łuk spełnienia. Wręcz słyszał jej przeciągły jęk a potem krótki krzyk. Łapy demonów oplotły ją szczelnie. Języki spijały wilgoć a szczęki szukały najdelikatniejszych obszarów szyi oraz wewnętrznej strony, kształtnych ud. Kochał ten widok a zarazem nienawidził. Oddawała się im a potem rzucała się w jego ramiona. Wiedział od początku, że maluje te obrazy nie ze snu a z jawy. Przyznała mu się od razu. O dziwo zrozumiał a nawet budziło to w nim coś więcej. Widział nieraz jej kochanków. Te wszystkie demony. Wpuszczał do sypialni, rozradowane i spragnione ghule. A potem siadał przy kominku w salonie i spokojnie słuchał. Jak jej śmiech, przeradza się w serię jęków a one w krzyki spełnienia. Ostatnio pozwalała mu patrzeć. Być częścią jej tajemnego świata. I patrzył na każdy szczegół. I wiedział tylko tyle, że ją kocha. Bo tylko ona pozwoliła mu być sobą. Też był martwy jak jej kochankowie. Tyle że w środku. Nie miał serca, które cierpiało by na taki widok. Nie miał duszy, która uznałaby to za grzech. Był takim samym potworem. Dlatego korzystał z jej ciała na takich samych warunkach. A to dawało mu siłę by być coraz doskonalszym poetą mroku. Cel uświęca wszelkie środki. Ostatnio wspominała, że skoro ja zaakceptowałem i poznałem jej świat mroku to ona musi zrobić to samo dla mnie. Może i ghule nie wiedzą gdzie jest ale ja już chyba wiem i tylko oni mogą mi pomóc. Kolejne wejście do najniższych piwnic. Cegły były tu lodowate i mokre, pokryte mchem i grzybem. Posadzka była ubitym klepiskiem, autostradą dla szczurów i myszy uciekających przed szponami ghuli. Z absolutu mroku, dochodziły ciche zwodnicze szepty. Krople wody z uszkodzonych rur, uderzały o tafle błotnistych kałuż jak wystrzały. Poszczególne pomieszczenia zdawały się lochami na zamku. Pełno w nich było zapomnianych po wieki skrzyń, beczek czy worów. Gdzieniegdzie chrupnęła pod butem kość lub mała czaszka. Rozwleczone jelita, gniły spokojnie, znacząc drogę do mojego celu. Kilka razy zza zaułków posłyszałem warkot z zaciśniętej gardzieli. Ghule patrzyły z mrocznym zapadlisk i szczelin. Znali mnie, tylko dlatego nadal żyłem. Przeczuwali, że idę ku studni. Przepuszczali kogoś, kogo uważali za swojego. W pomieszczeniu ze studnią nie było nikogo a właz był dokładnie założony. Odkręciłem pokrywę i zajrzałem w głąb tunelu. Powietrze było ciężkie od gazów, fosforyzowało od nich delikatnie a jego woń nie miała dość ohydnego odpowiednika w świecie ludzkiej powierzchni. Już miałem zejść po niewielkiej linowej drabince osadzonej w osypującej się lekko ściance, gdy przestraszył mnie warkotliwy głos zza pleców. Pan widać chcę udać się do naszego świata, czyżby na jedną w nekropolii? Ghul miał lekko podejrzaną minę i ręce założone na piersi, jak nauczyciel, który przyłapuję uczniów na paleniu w szkolnej toalecie. Ubrany był jak to przedstawiciel tego gatunku. Fantazyjnie i groteskowo. Czarna marynarka pełna była dziur i zabrudzeń z krwi i ziemi. Była też o trzy numery za duża na jego skarlałą postać i chude barki. Do niej wybrał krótkie białe szorty pływackie, obnażające jego krzywe nogi Ghule nie nosiły butów. Miały nieproporcjonalnie wielkie stopy do reszty ciała i ludzkie buty były na nie zbyt małe i wąskie. Uwieńczeniem zatem był tweedowy melonik o fioletowym rondzie Równie wygnieciony i brudny co marynarka. Który z korytarzy zaprowadzi mnie przyjacielu na stary anglikański cmentarz na obrzeżach miasta? Mogę wskazać drogę. Idź za mną. Wskoczył szybko do tunelu i zaczekał na dole aż niepewnie postawię te kilka kroków po drabinie. Gdy byłem na dole, uśmiechnął się i ruszył w najdalej na lewo położoną odnogę korytarza. Powędrowałem za nim. Po niespełna godzinie spędzonej w tunelu. I wielu jego zakrętach oraz odnogach. Mogłem uczuć na twarzy uderzenie chłodnego acz świeżego powietrza z powierzchni. Ghul idący na przedzie na chwilę przystanął, podskoczył po czym zniknął mi z oczu. Skulony pełzłem do miejsca w którym zniknął i tym samym odnalazłem małą wyrwę w sklepieniu tunelu. Spłynęła z niej szponiasta dłoń i uchwyciłem się niej. Pociągnął mocno i zdecydowanie i już po chwili leżałem w bujnej, niekoszonej od wieków trawie, opodal grobu jakiegoś starszego jegomościa nazwiskiem Bryant. Nekropolia była zupełnie odludna, zapuszczona i zapomniana. Nie dziwne. Byłem chyba jedyną żywą istotą, która jeszcze pamiętała o tym miejscu. Był na tym cmentarzu grobowiec szczególny, który był mi natchnieniem w godzinach całkowitego wykluczenia i dotkliwej samotni serca. Spoczywało w jego marmurowej bryle o strzelistych ściankach i żeliwnych odrzwiach. Ciało przedwcześnie zmarłej córki pastora. Zmarła spadając z konia. Skręciła kark a zwierzę spłoszone przez ukrytą w krzakach zwierzynę jeszcze dodatkowo poturbowało jej ciało kopytami. Zgasła mając lat osiemnaście. W roku tysiąc osiemset siódmym. Czytałem jej swoje wiersze, czasami tworzyłem dla niej i zostawiałem rękopis wsunięty pod drzwi. Była mi bliska. Była mi natchnieniem. Jak rzekłem cmentarz był pusty, jeśli nie liczyć ghuli, dziwnie zebranych w zwartym skupisku, właśnie pod grobowcem dziewczyny. Patrzyli na coś w milczeniu, lecz nawet z tej odległości dało się wyczuć, że byli czymś mocno poruszeni. Drzwi grobowca były uchylone dość szeroko a ghuli było dwunastu. Mój kompan ruszył do swych braci, zerknął do środka grobowca i zamarł jak reszta. Omotany zwykłą ludzką ciekawością ruszyłem w ich stronę. Przepchnąłem ich lekko by zrobić sobie miejsce i spojrzałem w stronę kamiennego katafalku z trumną. Odnalazłem ją, gubiąc gdzieś po drodze swój rozum. Trumna była otwarta. Wieko zrzucono u podnóża schodków. Na czerwonym materiale leżał kościotrup dziewczyny. W objęciach nagiej zupełnie i rozpalonej pożądaniem akademiczki. Tuliła się do zmarłej. Ocierała o nią subtelnie. Jej dłoń baraszkowała między udami, pieszcząc się mocno. Jęczała głośno. Spazmy rozkoszy przechodziły przez jej zaczerwienione erotyczną gorączką ciało. Piersi pokryte potem o idealnie nabrzmiałych sutkach błagały o silny dotyk. Łono było mokre i śliskie. Oczy szły w górę czaszki ilekroć dotknęła najdelikatniejszej części swego łona. Drżała coraz mocniej i mocniej aż wreszcie przeszedł przez nią prąd spełnienia i padła z głośnym jękiem na wypełnienie trumny. Wtedy uniosła się delikatnie na łokciach i zaprosiła lubieżnie palcem całe grono podziwiające ją z progu. Ghule ruszyły z dzikim wyciem ku kochance. A ja odetchnąłem, zamknąłem drzwi i ruszyłem do niej. Tym razem decydując się na to by nie być tylko obserwatorem.- 6 odpowiedzi
-
4
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Padlinożercy - Uczucie do marności
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
"Wiersz jest najpiękniejszą formą, późniejszego gnicia" Użyj wobec mnie serca a Cię wyśmieję i obrócę w niewolnika. Użyj wobec mnie siły a Cię zabiję i będę drwił z Twej głupoty. Użyj wobec mnie języka romantyków a Ci go utnę i wsadzę do gardła. Lecz gdy pokażesz mi w trakcie wiosennego spaceru z dala od zgiełku cywilizacji, padlinę sczerniałą zgnilizną, much i czerwi otoczoną, krwawym wirem. Bielejącą czystością rozprutych, od gazów rozkładu kości. Cuchnącą słodkim afrodyzjakiem śmierci, porzuconą pod mostkiem drewnianym, w trzcinie strugi leniwej. Wtedy Cię schwycę w ramiona i podrzucę w niebiosa błękitne nad ziemi skalanej połacią. I ucałuję gorąco Twe pełne nektaru życia usta, którymi dusza pewnego dnia, ku bramom zaświatów wyruszy. I wypowiem z radością te słowa, żeś mi szczęściem największym i lubym. Połowicą bliźniaczą, pośród plemienia ślepego, ludzkiego wybrana. Twarda jak trumna. Zimna jak onyksowy nagrobek. Z duszą straconą dla świata, lecz dla mnie świętą, dziękczynną. Pójdę z Tobą ku śmierci, co wszędzie wokół króluje. I pisać chociaż spróbuję o sztuce, która też na kartkach tych zgnije. Szczeźnie jak my zapomniana, w czerni anonimowego grobu. Rozłożeni przez larwy i muchy, złączeni w uczuciu wiecznym do wzdętej od gazów rozkładu, słodkiej, jedynej marności.- 4 odpowiedzi
-
4
-
- turpizm
- dekadencja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Portret dziewczyny
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Cudowna estetyzacja i ten język poetycki. Coś cudownego. -
Dziewczyna z jeziora
Simon Tracy odpowiedział(a) na monon utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@monon Ostatnie zdanie zazwyczaj jest główną przyczyną wielu problemów w życiu -
Zakochałem się w tej frazie
-
@Lenore Grey Nikt głośno nie mówi o tym że jest mu wstyd za takie życie.
- 4 odpowiedzi
-
1
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 7 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Świat uciekł o całe mile naprzód. Nie zamierzam go gonić. Wróci. Kiedy skończą mu się opcje. To niewiarygodne, że mają tyle możliwych dróg, ścieżek i ścieżyn. Tyle znajomości, kontaktów i palet rozwoju. A potem widzę ich jak wracają ze świata. Pod rękę z biedą i chorobami. Uciekli bez słowa. Bez pożegnania a teraz mogliby rozmawiać bez końca. Ostrzegałeś nas. Zawsze byłeś najmądrzejszy. Jestem lepszy jedynie dlatego, że widzę początek końca. I czekam na definitywny koniec. Rozumiem go. Pragnę. Choć przecież mogę żyć nawet w rezerwacie dla obcych. Teraz i tak wszystko zaczęło się układać. Mógłbym spróbować ale szkoda mi niszczyć taki piękny nagrobek. Wszyscy już dorośli. Starzy kompani mają dzieci, domy i kobiety. Wielu pokonał nałóg. A Ty? Wstyd się przyznać ale chyba jedynie wiersze. Ach tak! I miejsce na cmentarzu. Obok starego, lekko wyschniętego świerka. Kolekcję białych zniczy. Przekleństwo istnienia. A przecież jest już lepiej. Bez serca. Bez duszy. Piekło przygasiło swe kotły, lecz diabły nie wyprowadziły się z głowy. Wypędziłbym je, ale po co mają krzątać się za mną w cieniu. Skoro mogą iść w mych nogach. Zresztą próbowałem. Szkoda zachodu. Nie mam sił. Świat nie zaczeka. Ale ja nie biegnę. Za sławą czy pieniądzem. Ja wykuwam nową pietę. By choć anioły miały po mnie pamiątkę. Dzwony grają nokturn. Sala pożegnań otoczona kręgiem fałszywej ludzkiej żałoby. Wszedłem ostatni. Starannie ubrany, ogolony i ostały w drgającej pustce ciszy. Pierwsza łza. Stanąłem nad białą trumną. Druga. Otworzyłem wieko. Robak dekadencji nie wypełzł na spotkanie. Leżał w zimnym stężeniu śmierci. Słowo stało się ciałem. Ciałem trupa. Włożyłem sobie do trumny, książki, płyty, harmonijkę i szablę. Zamknąłem wieko, trochę zbyt mocno, aż trup obudził się a przynajmniej otworzył puste oczy. Zagrali mu jego ukochane piosenki, które sam wybrał. Najpierw The End. To już jest koniec. Mój jedyny przyjacielu. To już jest koniec tych wszystkich nocy w trakcie których próbowaliśmy umrzeć. A potem nad wykopanym dołem. Nutshell, by dobić swoje nieruchome serce i rozbić dusze żałobników. Słuchajcie. Jeśli nie mogę być sobą… to wolę być martwy. Możliwe, że zrozumieli, gdy zasypywali sprowadzoną do grobu trumnę, potokiem białych róż.
- 4 odpowiedzi
-
5
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 7 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Urodziny. Opowiadanie
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Jesteś damskim wcieleniem Schulza. To musi być cały zbiór opowiadań z czasem. Jesteś genialną twórczynią. -
Z kroniki Krain Snu
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Christine Bardzo dziękuję. Teksty z uniwersum Lovecrafta są dla mnie zawsze priorytetem i staram się przy nich jak nigdy. -
Z kroniki Krain Snu
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Szczerze to i ja sam jakoś nie mogę się dziś od tej historii oderwać :) Wszystko bym oddał by już nie wracać do rzeczywistości z moich krain snu -
Z kroniki Krain Snu
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Jeśli chodzi o te z Krainy Snów zacznij od "Celephais". -
Z kroniki Krain Snu
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Oj tak. Kraina Snu u Lovecrafta jest bardzo rozbudowana. Jest tam mnóstwo miast, miasteczek, rzek i królestw. Płaskowyż Leng zwany też posępnym płaskowyżem żalu lub mroźnym płaskowyżem to miejsce występujące zarazem w Krainie Snów jak i świecie realnym na Antarktydzie pomiędzy Górami Szaleństwa a Prastarym Klasztorem Nyarlathotepa i Kadath w zimnej, samotnej postaci. Zamieszkują go dzikie, pierwotne ludy oddające cześć Przedwiecznym jak i Bóstwom znanym np. z Necronomiconu. I oczywiście wymyślił go Lovecraft choć i ja mam kilka autorskich miejsc z Krainy Snu. -
W krainie snu dobre wieści rozchodzą się znacznie szybciej niż te złe. I moje pojawienie się nad brzegiem płynącej leniwie Skai uznano za dobry omen a wręcz długo wyczekiwane święto. Cztery ziemskie noce błądziłem po znajomych mi krainach. Tak tych przyjaźnie nastawionych jak i tych położonych na rubieżach jak Thraa czy Kadatheron. Do Ultharu jednak zagoniły mnie koszmary powstałe w wyniku kolejnej poważnej infekcji i gorączki. Leczyłem się przez jakiś czas w krainie ghouli. Nigdy by mnie nie wypuścili, gdybym wyjawił im prawdziwy cel mojej podróży. Koty Ultharu. Ich rycerze i zagończycy, od zawsze zwalczają ghoule. Polują na nie dla zabawy i treningu lub po prostu z nudy. A nuda w Ultharze potrafi trwać całą ziemską wieczność. Dlatego ghoule gardzą snem i jego marzeniami. Wolą mgielne, posunięte rozkładem nekropolie o dusznym wyziewie moru. Rozkwitłe, krzywo zbitymi krzyżami na połaciach zapomnianego ugoru pogranicza. Odprawiają tam czarnomagiczne sabaty, harcują wesoło po wnętrznościach mogił, z odgryzionymi dłońmi lub całymi nogami trupów w ostrych lecz krzywych zębach. Ghoule słyną z gościnności dla mistrzów snu. Lecz nie warto posilać się u nich czymś więcej niż wodą. Na szczęście ziemskie ograniczenia tutaj nie sięgają. Człowiek jest jedynie spragniony przygód i zabawy a także plotek i wieści. Nie było mnie przez cztery noce lecz tu minęło wieleset lat. Choć czas o jakim zwykle mówimy i do stosowania jakiego, się dostosowaliśmy, nie ma tu zastosowania. Można powiedzieć, że wszystko żyje lecz stoi w miejscu. Nikt się nie rodzi ani nie umiera. Postaci dzieci i starców zdarzają się na ulicach. Lecz są to mistrzowie snu, odwiedzający jak ja tę krainę. Ulthar, Celephais czy nawet Kadath, zawsze wyglądają tak samo. Zaproszono mnie do sali tronowej. Byłem w niej setki razy. Wysokie, marmurowe sklepienie o żebrowym wzorze, pokryte było freskami historii królestwa. Były tam walki w Zaczarowanym Lesie, wojny z ghoulami a także podróż kociego króla za Bazaltowe Słupy Zachodu ku księżycowi. Na pokładzie kryształowego galeonu bez żagli a o anielskich skrzydłach. Były tam księżycowe istoty oraz postać Randolpha Cartera w niewoli u Mi-Go. Wszędzie tak wokół tronu jak i w kątach, krzątała się kocia arystokracja i służba a także uzbrojeni w rapiery strażnicy. Byli tam persowie, koty brytyjskie, egipskie, zwykłe dachowce i syberyjskie o jasnych, przenikliwych oczach. Tron był wydawać by się mogło, prostym fotelem o puchowych obiciach, pełnym wełnistych frędzli i gałganów. Zaściełał go stos długowłosych kocy i miękkich poduszek. A na ich szczycie dumnie wypoczywał koci król, w otoczeniu swego haremu. Był persem w sile wieku i umysłu. Ciemną, połyskującą zdrowo sierść ukrył pod zbroją ze złota a na łebku spoczywał mu niewielki, zdobiony najprawdziwszym rubinem turban o barwie najczystszej bieli. Panie Tracy, Ulthar czekał na Pana z utęsknieniem i można rzec, że niby czarodziej, zjawia się Pan idealnie w czas. Nigdy zbyt wcześnie i nigdy zbyt późno. Ukłoniłem się przed królewskim majestatem. Koty Ultharu tak samo jak ich ziemscy krewniacy, są dumni, pyszni i przekonani o wyższości swej rasy ponad wszelkie inne a w szczególności ludzi. Tylko osoba o wyjątkowych cechach charakteru i woli, może pozwolić sobie na to by stanąć przed obliczem kociego króla w sali tronowej. Koty lubią postaci inteligentne. Naukowców, wynalazców, artystów czy poetów i bardów. Uwielbiają ziemskie opowieści o swoich kuzynach. Choć trzeba przyznać, że koty Ultharu są od nich znacznie większe, silniejsze, mądrzejsze no i potrafią pisać i czytać a nawet malować i rysować. Koci król podobnie do mnie jest poetą. Dodatkowo również miał zaszczyt spisać kronikę swego ludu od dnia pierwszego marzenia sennego o Ultharze aż po finał wędrówki kotów na rubieże krainy snu do ruin miasta cyklopów. Gdzie zginął jego chwalebny ojciec, w walce z nocnymi zmorami. Śnię o Ultharze bardzo często królu, bo nie ma dla mnie jako prostego człowieka, większej nagrody ponad tą która daje możliwość spędzania wśród Was, doskonałych istot, czasu jaki oferuje mi mój niespokojny ostatnio sen. Tym razem wieleset lat błądziłem po prastarych borach i krainach. Górach Pierwszych Bogów, śnieżnym i bijącym piorunami Hateg-Kla. Śniłem tak głęboko, że wypadłem prawie poza płaskowyż żalu… nie karz mi królu mówić o nim i samotnej górze w zimnej postaci ostałej nad jego grozą przeżartym jestestwem. Król spuszył swe wspaniałe futro na wspomnienie Kadath a wzrok jego na mgnienie wręcz osnuła mgła lęku. Miast tego dał znak straży a ci rozwarli wrota. Wprowadzono o dziwo kilku ludzkich więźniów, w kajdanach i brudnych przepaskach. Jednym z więźniów bezsprzecznie była kobieta. Ją rozkazano zakryć szczelnie od stóp do głów, a to dlatego, że ziemskie kobiety są w Ultharze postrzegane jako synonim niesamowitego piękna i seksualnych pragnień. Wojownicy gdy tylko spotkają ziemską kobietę tracą zupełnie głowę i rozsądek. Zakochują się bez pamięci, piorą między sobą a czasami nawet porywają je wywołując zbędne wojny i zatargi. Słowem, kobieta w Ultharze przynosi ogromnego pecha. Więźniowie nie wyglądali mi na mistrzów snu. I z pewnością nimi nie byli. Zdarza się, że niektórych we śnie prowadzi wspaniała i barwna wyobraźnia. Wtedy czasami trafiają przypadkiem do którejś z krain snu. Są w niej jednak zupełnie zagubieni. Nie znają miast, wiosek, postaci. Trafiają wiedzeni jedynie strachem do miejsc z których już nie dane im będzie się obudzić. Nie potrafią kontrolować snu. Płyną z falą postępującego marzenia, raz lądując w bezpiecznym porcie łóżka, innym razem rozbijając się o skały koszmaru. Więźniów postawiono naprzeciw tronu. Zaiste prześmiewczy wydawałby się Wam ten widok. Koty w zbrojach i z szablami w dłoniach prowadzą spętanych, półnagich ludzi przed oblicze króla kotów. Dwóch z nich krzycząc, błagało mnie o łaskę i wstawiennictwo. Zostali szybko uciszeni ostrymi pazurami, które u kotów miejscowych bardziej przypominały pazury lwa niż dachowca. Panie Tracy, sądzę po pana mimice, dokładnie tak samo jak ja, uważa Pan, że nie ma wśród nich mistrzów snu. Lecz czy wobec tylu mileniów spędzonych w krainie, rozpoznaje Pan kogoś z tego grona? Widział Pan ich kiedykolwiek na szlaku, w którymś z cudownych miast wybrzeża lub w osadach i miastach poza Morzem Południowym? Jeśli nie to proszę się nie obawiać, nie zostaną straceni, samica również. Sprzedam ich górnikom, lub wymienię na rubiny w Kadatheronie. Ale wolałem zaczekać z tym do pańskiego przyjazdu. Nie chciałbym być winny tak okrutnej zbrodni i zniewagi jak sprzedaż przyjaciela, własnego przyjaciela. A więc czy rozpoznaje Pan w choć jednym przyjaciela? Długo patrzyłem w ich umęczone oblicza. Wychudzone postury. Na bose stopy i spętane linami dłonie. Zatrzymałem się i przy kobiecie. Czułem podświadomie, że jest inna niż reszta więźniów. Nie odzywała się, nie szlochała nie ruszała się nawet. Dumnie wyprostowana i ciskająca gromy oczyma tak doskonale zielonymi i dużymi, że można by wziąć ją za kuzynkę kotów. Długo na nią patrzyłem. Aż wreszcie… Samicy nie znam ale odkupię ją mości królu i zapłacę sowicie w lepszej walucie niż plugawi górnicy. Zapłacę informacją dla Ciebie i rycerskiej świty, odnośnie tego gdzie wasi zajadli wrogowie ghoule, trzymają klejnoty zrabowane z ciał cmentarnych. A jest to skarb, który widziałem nie dalej jak kilkanaście dni temu, przekraczając bramę głębszego snu. I rozpali on wręcz Wasze wyobrażenie. Cały Ulthar będzie iskrzył blaskiem drogocennych kamieni. A więc ziemska samica za informację? Szedłem z nią do kryształowego nabrzeża. Mój statek o diamentowych żaglach cumował w doku. Weszła niepewnie po trapie. Nie bój się. Już nikt Cię nie skrzywdzi. Odstawię Cię bezpiecznie za granicę snu. Obudzisz się i już nigdy tu nie wrócisz. To sen. Wręcz zdaje się być jawą. Lecz to sen. Podróż przez jego nieskończenie rozległe krainy. Ufasz mi? Przytaknęła głową bez słowa. Była piękna. Jak sen. Jak wieżyczki i zamki Celephais. Jak tajemnicze i senne Ilek-Vad, ukryte w wiecznym półmroku zmierzchu. Jak kamienny, wyniosły i nęcący Thalarion. Jej oczy jak jego bramy za które wejdziesz ochoczo lecz nigdy już nie powrócisz. Ulecieliśmy w gwiazdy. Rozsiane po pogodnym nieboskłonie. Galery pływały w tę i z powrotem wokół nas na szlaku ku księżycowi i Bazaltowym Słupom Zachodu. Wreszcie po wielu miesiącach żeglugi, przekroczyliśmy je. Chwilę przed tym, pocałowałem ją czule, zanim brzask który rodził się nad falami, zabrał mi jej postać do jawy. A ja zostałem znów sam w ukochanej krainie snu. Obudziła się nagle w swoim łóżku. Świt czerwienił się w oknie. Przetarła sen z zielonych, dużych oczu. Czuła się jak gdyby spała miesiącami a nawet latami. Błądziła we śnie tak realnym, że przebudzenie było wręcz zbrodnią. Pamiętała każdy szczegół. Zaczarowany Las, Ulthar, niewolę, ratunek, podróż przez krainy wybrzeża. Swego wybawiciela. Mistrza snu i poetę. Pocałunek na pokładzie jego statku. A potem ciemność i przebudzenie. Obróciła się na drugi bok, przeklinając swoją wybujałą wyobraźnię. Zasnęła tym razem spokojniej. Lecz już zawsze błądziła w jego niekończącym się śnie.
-
Wspomnienie. Opowiadanie
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Aż się uśmiechnąłem pod nosem na widok ostatniej frazy. Genialne. -
Między światami
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Bardzo dziękuję za komentarz.- 5 odpowiedzi
-
1
-
- fantastyka
- dekadencja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wyspy szczęśliwe
Simon Tracy odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Twój wiersz Bereniko wpisuję się dziś idealnie w nastrój i mojej poezji, dlatego tak bardzo mnie urzekł. -
Między światami
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Długo myślałem nad jego fabułą i gdyby nie Ty i Twoje miniaturki to pewnie nigdy by nie powstał a już na pewno nie w tej formie.- 5 odpowiedzi
-
1
-
- fantastyka
- dekadencja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wyspy szczęśliwe
Simon Tracy odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Po prostu jest cudowny. Jeden z najlepszych wierszy jakie dane mi było czytać w swoim życiu. -
Wracam do miejsc do których nie da się już wrócić. Spędzam czas w miejscach w których ten czas bezpowrotnie minął. Czekam na ławce przeszłości na ludzi, którzy rozmyli się we mgle zapomnienia. Tylko ból trawi serce z tą samą zawziętością. Tylko łzy wysychają na policzkach tak samo szybko. Straciłem dobrą duszę. Straciłem swoje imię. Pseudonim pozostał, spisany w rogach, skrwawionych atramentem kartek. Stałem się anonimem. Tak bardzo tego potrzebowałem. Kiedyś mówiono, zmieniłeś się. Dlaczego? Bo moje oczy wygasły? Twarz stała się maską chronicznego cierpienia. Skołtuniona, siwa broda jak kamuflaż zakryła blizny zmarszczek. Nie zmieniłem się. Nadal jestem sobą. Awangardą. Cyganerią. Bezdomnym duchem. Wierszem co wyszedł z grobu i zapomniał drogi powrotnej. Zgasłym, zalanym deszczem słotnym, szklanym zniczem nagrobnym. Wiatr mnie może strącić, mróz spękać a człowiek podejść i bez żalu wyrzucić do śmieci. Dokąd idę i skąd przyszedłem? Nie interesuje mnie to. Co będę robił jutro? Niewiadomo. Celem moim jest, nie dać się wyrzucić dalej niż poza okręg człowieczeństwa. Niedzielny, pchli targ już powoli zamykał swe kramy. Kamienice pięknie iskrzyły w świetle zachodzącego wcześnie słońca. Tu kupiono obraz, tam srebrną zastawę. Uśmiechały się drogocenne kamienie pierścionków. Lalki i kukiełki siedziały grzecznie, patrząc szklanymi oczkami w ludzkie postacie klientów. Stare meble. Kredensy, szafy, toaletki i stoły. Zdobione w zamorskie ornamenty, rozmawiały ze szlachecką wyższością w tonie o tym gnuśnym wydarzeniu dla plebsu. Ich nigdy nie kupowano. Podziwiano jedynie z milczącym uznaniem dawnego szlifu i kunsztu. Wyższości formy nad treścią. Nie oddałyby się zresztą byle komu. Do mnie jednak od lat, zwracały się per pan. Kłaniały się grzecznie, życząc miłego dnia lub wieczoru. Czasami podchodziłem do nich by zamienić kilka słów. Przecież też byłem przedstawicielem inteligenckiego salonu. Handlarz zawsze mówił to samo. Pan się napatrzy i tak pana nie stać. Wybuchał tym rubasznym, wiejskim śmiechem. Jak uradowane, taplające się we własnym błocie prosię. Nie muszę kupić by zrozumieć i poczuć… ale co wy możecie o tym wiedzieć. Gwarno tu było zawsze i wesoło. Bruk rynku kochał dzień targowy. Z kubkiem kawy w ręku, spacerowałem i oddychałem chociaż tym samym powietrzem co inni. Czując się wtedy choć trochę mniej obco. Aż pewnego razu przy jarmarku. Jedna z szaf zawołała mnie już z daleka po imieniu. Zapytała czy może tym razem bym chciał? Stwierdziłem, że oczywiście o niczym innym nie marzę ale tam już nie da się pójść. Puściła mi oko i uchyliła dyskretnie swe drzwi. No to co, w drogę do przeszłości. Oczywiście wszedłem. Nikt nie widział już więcej, miłego, starszego pana z siwą brodą, który od lat co niedziela pojawiał się na pchlim targu przy placu zamkowym. Nikt nie słyszał o tym by umarł. Nikt nie zauważył by gdzieś wyjeżdżał. Nie miał rodziny, przyjaciół i w ogóle nikogo. Meble od jego zniknięcia ucichły. Nie rozmawiały. Nie patrzyły. Nie oceniały z wyższością. Stały na rozgrzanym bruku. Czasami ktoś podchodził i oglądał z bliska starą szafę. Otwierał jej skrzypiące lekko drzwi i zaglądał do środka. Wtedy zdawało się jakby przez moment, że uchodził z jej wnętrza ludzki, męski cień. Ukłonił się zawsze salonowej, dębowej śmietance. Po czym wtapiał się w tłum. Dokąd wędrował? Czy w przeszłość, czy w przyszłość? Nie wiadomo. Dla Lenore Grey za niesamowite inspirację z pogranicza jawy i snu oraz w hołdzie dla naszego ulubionego Bruno Schulza, bez którego przeszłość z moich wierszy byłaby niema.
- 5 odpowiedzi
-
8
-
- fantastyka
- dekadencja
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@Lenore Grey Miniaturka z szelmowskim humorem.