-
Postów
3 096 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
31
Treść opublikowana przez Migrena
-
dom spokojnej starości "zlota jesień"
Migrena odpowiedział(a) na Migrena utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Christine a ciepły wiosenny wiatr niechaj unosi Twoją duszę wysoko ponad świat :) tam gdzie aniolowie uśmiechną się do Ciebie, i na swych aksamitnych skrzydlach zniosą na ukwiecone łąki ziemi. jesteś super świetna :) dzięki :) -
@Christine Twoje slowa..... tak, prawdziwe ! najprawdziwsze ! bardzo Ci dziękuję :) jestem wdzięczny :)
-
@Christine bardzo dziękuję. wiesz, że mi bardzo miło :) albo jeszcze bardziej :) @iwonaroma świat odpowiada na inny świat swoim światem. albo jakoś tak. dziękuję. @Andrzej P. Zajączkowski bardzo dziękuję. pozdrawiam.
-
dom spokojnej starości "zlota jesień"
Migrena odpowiedział(a) na Migrena utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Christine ale Ciebie niech tuli najmocniej :) -
@Annie i to jest przepiękna i esencjonalna ocena :) milo mi :) bardzo dziękuję :)
-
@Berenika97 Bereniko miła. pod kazdym Twoim komentarzem powinienem pisać pieśni pochwalne. bo są tego warte !!! a dziś napiszę tylko, że bardzo dziękuję za tak uważne i przenikliwe odczytanie. to przecież dla mnie ogromna wartosć, kiedy widzisz w tym tekście nie tylko namiętnosć, ale proces przemiany i narodzin czegoś większego niż "ja” i "ty”. Twoje słowa są dla mnie jak lustro, w którym wiersz zobaczył własną głębię !!!!!! najmilsze myśli dla Ciebie ;)
-
@Le-sław skąd tytuł "osobliwość" ? bo chcę nim podkreślić punkt, w którym czas, przestrzeń i ciało przestają istniec według znanych praw, a zostaje jedynie intensywnosć doswiadczenia, absolutna koncentracja energii i światła . bardzo dziękuję za dobre słowa. pozdrawiam. @Anastazja1 najpiękniej dziękuję za obecność i ocenę :) @Alicja_Wysocka Alu. a ja lubię kazde Twoje słowo bo Ty piszesz komentarze ktore mają sens i zawsze odzwierciedlają Twoje prawdziwe odczucia. dlatego bardzo Cię szanuję :) i lubię :)
-
@vioara stelelor wiesz co ? nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że jest tutaj ktos taki jak Ty, ktoś jak architekt sensów, z niezwykłą intelektualną wnikliwoscią, analityczny anioł rozumienia........jednym słowem, najpiękniej jak umiem - dziękuję :)
-
@iwonaroma Twoje słowa zostawiają mosty w ciszy. ktoś kto je czyta, wchodzi w świat Twojego ognia . z apetytem.
-
gdy księżyc jest w kształcie serca
Migrena odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Alicja_Wysocka Alicjo. Ty nosisz własne niepodległe wszechświaty w swoim ciele gdzie prawda jest pierwotna, a świat nie istnieje poza jej dzikością . Twój wiersz uderzyl mnie poetyckim blaskiem !!! -
@Nata_Kruk Nata ! sankcjonujesz swoją "tycią” niezależnosć jak prywatne państwo pod skórą . bez hymnu, bez zgody świata. i w tej cichej, upartej dzikosci jest więcej prawdy niż w całych rejestrach wielkich słów !!! wiosenne.......
-
@vioara stelelor to nie jest wiersz o łące !!! to nie jest liryka natury !!! lecz moment ontologicznego pęknięcia: "ja” traci swoją suwerennosć i zostaje wchłonięte przez puls istnienia. tam, gdzie byt jeszcze migocze między snem a materią, tutaj dokonuje się radykalna afirmacja bo człowiek nie stoi wobec świata lecz staje się jego krążeniem. "jestem” nie znaczy tu, że myslę, więc istnieję, ale że oddycham razem z tym, co większe ode mnie. to filozofia zanurzenia, w której sens rodzi się dopiero wtedy, gdy znika granica . każda granica. świetny wiersz.
-
@Rrr bezlitośnie obnażasz mechanizm ontologicznego wymazywania . pokazujesz, jak drugi człowiek potrafi odebrać Ci istnienie samym spojrzeniem . jakby "mnie tu nie ma” było wyrokiem metafizycznym, a nie zdaniem. a jednak właśnie w tej krwi na kafelkach, w sparzonych dłoniach i w piersiach pełnych "mlecznych słow” rodzi się najtwardsze "jestem” !!! najtwardsze jakie można wypowiedzieć . i za tę odwagę bycia mimo wszystko, należą Ci się słowa najwyższego uznania.
-
Rozrywam ciszę twoim imieniem - cierniem, który świeci od środka gardła. Nie dotykam cię. Wydobywam cię z nicości jak ogień, który przypomina sobie kamień. Iskra po iskrze uczysz się istnieć pod moimi ustami. Jesteś mapą płynnego złota, czytaną wargami w sekundzie rozdartej na bezczas, tam, gdzie ciało znosi konstytucję formy i ogłasza własne przykazania pulsowania. Twoje biodra - przypływ, który podmywa fundamenty mojego "powinienem”. Moje dłonie - ptaki głodne wysokości, zakładają gniazda w łuku twoich kręgów. Nie ma skóry. Jest prąd. Magma pod cienką skorupą imienia. Dwa słońca zderzone zbyt blisko - światło przestaje być światłem, staje się raną jasności. Wgryzam się w twoją duszę przez mięśnie, przez drżenie, przez pot, aż każdy jęk staje się księgą ognia, którą zapisuję paznokciem powietrza, oddechem, krwią krążącą jak wspólny alfabet. To nie miłość. To piec hutniczy istnienia. Biały żar, w którym "ja” i "ty” są tylko rudą, a zostaje stop, bezimienny, nierozdzielny, cięższy od gwiazd. Piję twój oddech jak ostatni tlen przed narodzinami kosmosu. Jesteś katedrą z kości. Ja - herezją, która modli się płomieniem. Klęczę. Płonę. Rozpadam się w świetlistą winę. Każdy ruch - zniesienie granicy. Każdy dreszcz - triumf nad formą. Każde zbliżenie - dowód, że granica była tylko wspomnieniem lęku. Niech pękną niebiosa. Niech czas rozsypie się w popiół sekund. Stajemy się osobliwością - punktem, w którym grawitacja traci pamięć, a wszechświat zapada się w jeden spazm światła. Zostaje tylko litera. Naga. Oślepiająca. Jednia. Biel, która nie ma już przeciwieństwa.
-
@Berenika97 Bereniko. bardzo mocny wiersz w którym pokazujesz , jak wspólnota pod pozorem troski potrafi zatopic kły w czyimś bólu jak wadera w mięsie sarny, rozszarpać miłość na "błąd”, "ulgę”, "nowe życie ”, a Ty z niezwykłą czułoscią demaskujesz ten moment, w którym cudze głosy probują pożreć czyjąś prawdę, lecz ona wciąż pulsuje pod skórą . bardzo mi się podoba Twoj wiersz Nika.
-
@Alicja_Wysocka Alu. a tak ! nie boję się bo wiem, że są tutaj ludzie, Poeci, którzy potrafią zrozumieć intencje autora i "rozszarpać"tekst w świetnych analizach. myślę o Tobie Alu :) serdeczne dzięki :)
-
@Berenika97 Bereniko. metafizyczny obraz zawieszenia chwili !!!! Twój cudowny wiersz jest jak cichy most między byłam a wiecznoscią, gdzie światło i ból spotykają się w jednym oddechu. pokazujesz mi , jak dusza, wobec przemijania i nieuchronności zmian , szuka schronienia w tym, co ulotne i nieoswojone, przypominając, że kaxda chwila jest zarówno obecna, jak i wieczna . to jest utwór w którym ja odnajduję swój dom między Twoimi wersami. to dziwne uczucie ale wiersz jest mi bardzo bliski. jego piekno leży w Twoim kunszcie poetyckim, ale też w subtelnej jego głębi. serdecznosci Nika :)
-
@Berenika97 Bereniko. cóż mam powiedzieć ? fascynujesz mnie intelektualną głębia swoich analiz. jesteś wspaniałą interpretatorką dusz wierszy. to co robisz jest genialne. a to, że jesteś tak serdecznie życzliwa do moich tekstów...... uśmiecham się z wdziecznością do Ciebie :))) przepraszam za kolokwializm ale uśmiecham się pełnym pyskiem :) dzięki Nika :) ściskam :)
-
Schodzę do gabinetu wenerologa jak do piwnicy pod sumieniem. Niżej już tylko rury kanalizacyjne, które prowadzą prywatne rozmowy z wiecznością i co jakiś czas płaczą rdzawą łzą. Światło jarzeniówek skonfiskowano tu za długi wobec słońca, więc świeci połowicznie, jak prawda po badaniu histopatologicznym. To nie jest budynek. To punkt skupu zużytej bliskości. Sortownia ciał, gdzie „kocham” zostaje przemielone na procedurę zakaźną nr 4. Ściany obite ceratą w kolorze wyblakłego mięsa pamiętają więcej niż ja. Wszystko da się tu zmyć: krew, pot, złudzenia, metafizykę. Zostaje tylko zapach - chlor, formalina, stara krew i monety trzymane zbyt długo w ustach nieboszczyka. Tak pachnie syfilis. Tak pachnie miłość, kiedy ktoś wreszcie ją wycenił. Siedzę na krześle, które wygląda jak zeznanie wymuszone torturą. Lekarz przede mną nie ma twarzy. Ma maskę przeciwgazową i spokój księgowego Apokalipsy. Jego dłonie są żółte od jodu, palce sękate jak kłącza winorośli, które zbyt często grzebały w cudzej winie. Nie patrzy mi w oczy - oczy są zbyt czystym formatem, nierefundowanym przez NFZ. Patrzy tam, gdzie „ja” przechodzi w „to”, gdzie człowiek staje się dokumentacją zdjęciową. - Proszę to rozpakować, mówi głosem, jakby przełykał żwir zmieszany z wazeliną techniczną. - Ten egzemplarz miłości ma wadę fabryczną. Rozpakowuję się jak paczka z Allegro: ostrożnie, z nadzieją, że może jednak to nie to. Wyciąga wziernik. Zimny, stalowy dziób ptaka padlinożercy, wykuty w hucie imienia "Nieodwołalnego Błędu." Narzędzie rozchyla mnie jak akta sprawy o kradzież tlenu. Moja godność zgrzyta, ale podpisuje zgodę. - O, proszę, mruczy z zachwytem kolekcjonera. - Syfilis. Wersja deluxe. Krętek blady tańczy tu menueta. Każde „tęsknię” to jeden pasażer więcej. To nie choroba. To pieczęć własności. System wreszcie znalazł punkt zaczepienia w mięsie. Słucham i czuję ulgę. Wreszcie coś działa. Wreszcie coś mnie chce. Na biurku leży piła. Nie do ciała - do sensu. Mentalny brzeszczot do amputacji wspomnień, do rżnięcia połączeń synaptycznych odpowiedzialnych za „dlaczego”. - Musimy przeprowadzić amputację ontologiczną, cedzi, dolewając mi do rany kwasu z logo NFZ. - Dusza jest siedliskiem bakterii metafizycznych. Nie przejdzie przez sito normy. Za dużo treści niecenzuralnych. Tu już nie chodzi o zdrowie. Tu chodzi o formatowanie dysku. Kiwam głową jak dobry pacjent, jak dobry obywatel. Dusza brudziła czymś gęstym, smarem do zawiasów w bramach piekła, żeby nie zgrzytały, gdy wchodzą potulni. Wypisuje receptę na papierze ściernym. Atrament z wywaru z pogardy. Dawkowanie: realizm trzy razy dziennie, dożylnie. Zakaz marzeń o dotyku. Dotyk generuje koszty, powikłania i nieestetyczne skoki w statystykach zgonów. Mam się nie przywiązywać. Przywiązanie sprzyja mutacjom. Za nim archiwum. Słoje z formaliną. W każdym pływa sine „na zawsze” i zdeformowane „obiecuję”. Eksponaty w muzeum wielkiego rozczarowania. Każdy opisany numerem sprawy i ceną biletu: chwila zapomnienia w bramie za trzy złote. - Następny! ryczy, zanim zdążyłem się ubrać. Wychodzę. Moja skóra szeleści jak zużyty papier wartościowy. Jestem numerem PESEL z przypisaną infekcją, chodzącą ulotką o szkodliwości istnienia, użytkownikiem systemu TRUP+ w wersji stabilnej. Na korytarzu cienie trzymają się za krocza i patrzą na mnie z zazdrością. Serce bije mi w rytmie urzędowego zaklęcia: Sy-fi-lis. Sy-fi-lis. Sy-fi-lis. Uśmiecham się bezwargowo. Bo wiem, że teraz jestem kompletny. Jedną, wielką, ropiejącą prawdą. Taką, której żaden system nie dotknie bez gumowej rękawiczki, formularza ZL-17 i krótkiej modlitwy do rejestru zgonów, okienko numer trzy.
-
@Leszczym dzięki Michał. a ja bym chciał pisac tak dobrze jak Ty. ale już wiem. nie dla psa......,,:) pozdrawiam.
-
@Berenika97 w Twoim wierszu nie chodzi o dwa ciała, lecz dwa byty pragnące przekroczyć własne granice. "ja” chce stac się czystym żywiołem, siłą bez pamieci i bez miary, 'ty” zaś odpowiada nie dominacją, lecz dopełnieniem przestrzenią, która przyjmuje, podtrzymuje, pozwala wybrzmiec . jest to dialog ognia i wiatru, morza i brzegu, światła i cienia ale w sensie ontologicznym to rozmowa między wolą a formą, między nienasyceniem a spokojem . namiętność nie jest tu chaosem, lecz ruchem ku jednosci, w której przeciwieństwa nie znoszą się, lecz współistnieją. filozoficznie powiedziałbym może, że eros w tym utworze nie jest tylko pragnieniem ciała, lecz tęsknotą bytu za przekroczeniem samotnosci !!! a Twoje " nienasycenie " okazuje się paradoksalnie nie brakiem lecz siłą napędową istnienia . a calkowite spełnienie to normalny koniec życia. tak Twój Nika wiersz widzę. do głębi swoich wierszy juz mnie przyzwyczaiłaś, ale zaskakujace przesunięcia metafizyczne. bardzo subtelne, przyznaję. super wiersz. radości dużo dla Ciebie :)
-
Co jest warta moja spolegliwość
Migrena odpowiedział(a) na Robert Witold Gorzkowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Robert Witold Gorzkowski dotykasz tutaj klasycznego napięcia między naturą a autokreacja i pokazujesz, że człowiek może przywdziać maskę wilka, może nauczyć się gestów drapieznika, lecz jeśli jego świadomosć pozostaje "barania”, to egzystencja rozpada się na pozór i prawdę !!! a spolegliwosć staje się nie cnotą, lecz ontologicznym pęknięciem między tym, kim się jest, a kim chciałoby się byc . wiersz napisany z poetycką ironią i oczywistą odwagą. bardzo dobry. -
@Robert Witold Gorzkowski raczej nie. starałem się przedstawić odwrócony proces kreacji. anty-geneza tradycyjnych opisów stworzenia. nie prowokacyjny wobec teorii Boskiego stworzenia świata, tylko ukazujacy stworzenie z przesuniecia perspektywy. to jest anty-geneza, ale w znaczeniu twórczego namysłu, nie negacji. to kosmogonia bez kazania . @andrew Twój głos to świetne forum do rozmyslań. do poszerzenia widzenia poza horyzontalnego wobec teorii zaprzeczeń Boskiemu ładowi. dzięki wielkie :)
-
Zanim światło popełniło siebie, nicość była doskonała. Nie czarna. Nie pusta. Bezbłędna. Milczenie nie było brakiem dźwięku - było pełnią bez potrzeby odbicia. Czas? Czas jest wiecznością która zaczęła się zużywać. Nieskończoność przegryzła się na sekundy. Pierwsze pęknięcie nie było wybuchem. Było wahaniem absolutu. Nicość spojrzała w siebie i zobaczyła zarys twarzy. Równowaga nie utrzymała się sama. Powstał Błąd. Nie słowo. Nie myśl. Rozszczelnienie. Z niego wyciekła przestrzeń. Skończoność - zmarszczka, której nie da się wygładzić. Z tej zmarszczki zapaliły się gwiazdy. Nie świecą. One się spalają, żeby trwać chwilę dłużej. Materia jest opóźnieniem rozpadu. Energia - jego przyspieszeniem. A potem otworzyło oczy coś, co nie powinno mieć oczu. Człowiek. Hipoteza sensu w świecie bez pytania. Przypadek, który nauczył się mówić "jestem” w próżni bez odpowiedzi. Patrzy w niebo. Niebo milczy, bo milczenie jest jego naturą, nie okrucieństwem. Oddycha. Ciało odmawia nicości posłuszeństwa. Kocha. Świadomość próbuje przeciec wolniej. Pisze, żeby w nieskończoności powstała rysa. Każde zdanie - zakłócenie w idealnej ciszy. Każde "ja” - bunt pyłu, który zrozumiał, że spada. Wszechświat nie jest świątynią. Jest procesem. Światło komplikuje się, żeby dłużej umierać. A jednak w tej maszynie przemian pojawia się coś, czego nie przewidziała żadna stała. Czułość. Dwie skończoności uznają się za konieczne. I w tej sekundzie nicość traci symetrię. Cofa się nie o przestrzeń - o możliwość. To nie zbawia kosmosu. Ale zmienia jego rachunek. Jesteśmy jedynymi bogami, których stać na luksus umierania. Bo wieczność niczego nie ryzykuje. My - wszystko. Może więc Bóg nie jest początkiem. Może jest skutkiem. Drżeniem materii, która zbyt długo patrzyła w siebie. Jestem. Nie wiem. Świat we mnie spala się, bo tylko spalanie daje światło. Nie szukaj sensu w neuronach. Tam są reakcje, które nie wiedzą, że coś znaczą. Sens powstaje między jednym lękiem a drugim oddechem. Między dłońmi. Tam, gdzie dwie kruche formy zgadzają się umrzeć wzajemnie rozpoznane. I wtedy nicość musi się cofnąć. Nie dlatego, że przegrała. Dlatego, że po raz pierwszy nie jest sama.
-
@Rrr bardzo subtelny, zmysłowy zapis miłości, która poprzez dotyk i znak nieskończonosci probuje ocalić kruchosć serca pokazując, że wieczność istnieje tylko w czułym, powtarzalnym geście bycia coraz bliżej . piekny.