-
Postów
2 878 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Dekaos Dondi
-
@Justyna Adamczewska Justyna Adamczewska↔Dzięki:)↔No fakt. Cały tekst, to metafora/ metafory czegoś. Bo gdyby rozumieć dosłownie↔ to np. tego typu skuteczne ratowanie, byłoby raczej mało prawdopodobne:)↔Pozdrawiam i bez ''korony'' ↔Roku 2021 życzę:))
-
Nazywano go: Poduszeczką, gdyż nosił sprężysty materac. Jegomość posiadał umiejętność, która dawała czas, by zdążyć położyć w odpowiednim miejscu i zapobiec nieszczęściu. Wielu dorosłych i dzieci uratował, co wypadły z okienka. Kiedyś napotkał człowieka, a ten materac z zawiści spalił, gdyż nie potrafił być takim dobrym, jak on. Pewnego razu wyżej omówiony i tak podreptał tam, gdzie go zmysł poniósł. Zdążył bez materaca, lecz był tłusty. Facet spadł i przeżył. – Miał pan szczęście. – Hmm. – Zgubił materac, to podłożył siebie. – Nie rozumiem. – Czego? – Wiedział kto leci? – Co? On ratował wszystkich. – Akurat. A niby taki dobry. Będę ponawiać próby do usranej śmierci.
-
Cicha Noc Prezentów
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Wieslaw_J._Korzeniowski Wiesławie_J_Korzeniowski↔Dzięki:)↔Czasami lubię w takim ''czarnym humorze" Rożnie to bywa:)↔Pozdrawiam:)) -
A gdyby tak...
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@opal Opal↔Dzięki:)↔I bardzo dobrze, że nie zasmuci:))↔Pozdrawiam:) -
Lśnienie Łzy
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Justyna Adamczewska Justyna Adamczewska↔Dzięki:)↔Szczerze mówiąc, nie lubię tłumaczyć, co miałem na myśli. Chyba ciekawiej, gdy każdy rozumie po swojemu↔zdaniem mym rzecz jasna. Tekst nieco do linii melodycznej↔Epitaph↔King Crimson↔ten klimat mi pasował:)↔Pozdrawiam:) I też miłego wieczoru życzę:)) -
przy grobie tu w umyśle jest toni obecny długi czas napis ten co tak boli zasłania realny świat w skrawek barw trudno tak niedawno jeszcze był wspólne dni twarze też czy wróci do nich znów a gdyby rozśmieszyć nagle śmierć mówiąc jej za chwilę zabiję cię twoją kosą przetnę rozłąki dar może chociaż spróbować ją pokonać napis ten diamentu biel przemienia w lśnienie łzy szybuje w błękit poza czas jak kiedyś w czasie snu blisko nieba imię nazwisko to przenika tajemna moc może tam życie lepsze jest wietrze co o tym wiesz przy grobie tu myślą ciałem jest obecny długi czas czy wierzyć ma że spotka ciebie znów gdzie jesteś któż to wie a jeśli tam gdzie umarł czas nie wracaj do cierpień swych czy warto znów na takim świecie umierać drugi raz a gdyby rozśmieszyć nagle śmierć mówiąc jej za chwilę zabiję cię twoją kosą przetnę rozłąki dar uwierz nigdy nie wygrasz z nią tej gry
-
Śnieżne lśnienie emanuje z migoczących, ozdobnych sań. Wraz z zaprzęgiem reniferów i kierowcą na koźle, zawisły nad celem. Gdyby spojrzeć z dołu, można by ujrzeć księżyc, między rogami pierwszej i drugiej pary zwierzaków. Jest cicha noc. Nie ma kto zakłócać rozdawania prezentów. Ofiarodawca z tobołkiem na plecach, dobrodusznie sapiąc, schodzi po drabince utkanej z małych gwiazdek. Obraca kilka razy, lecz nie narzeka. Dobry z niego gwiazdorek. Skrupulatnie wykonuje polecenie, usłyszane od Szefa: „Pamiętaj! Masz zostawiać prezenty, wyłącznie przed tymi chatkami, w których wnętrzach są zupełnie grzeczne dzieci’’ Odlatującym saniom, macha skrzydełkiem na pożegnanie, kamienny aniołek, stojący na jednym z nagrobków.
-
a gdyby tak z koloru modraka kawałek nieba na łące położyć podeprzeć kłosem złocistym jak słońce a dmuchawcem tak delikatnym jak chmurką białą błękit ozdobić krople rosy zebrać na listkach jak diamenty zawiesić o brzasku złotą jutrzenkę wyrzeźbić z pragnienia oraz nuty samotnej harmonii by na płatkach szarych kwiatów zagrały światłu kolce róży przytulić do dłoni krew wypłynie lecz wnet powróci zasklepi ranę balsam oddany a ślad czerwieni w cieniu białym choć boleć będzie nie zasmuci
-
@Gosława Gosława↔Dzięki:)↔Przede wszystkim, za ''szczególnie'' Z resztę komentarza, zresztą też:)) Pozdrawiam:)
-
miłość jak kryształ mą duszę ozdabia nacieki szamba zdarzają się też pycha nienawiść no i pogarda a z drugiej strony przeciwnie śnię uśmiech na twarzy i dobre słowo a momentami pomocy chęć lecz ciału koszula jednak bliższa może nie zawsze no cóż przeważnie raczej zazwyczaj hamuje nagle zapał ten jestem znów sobą mieszam po ludzku dobre nijakie średnie złe czy coś zaradzę hmm… możliwe... a bo ja wiem sprawdzam jak zwykle tak szczerze codziennie w hybrydę zaklęty głupcy gadają że niby jestem
-
wiszę na tobie choinko kaleczę zieloność z każdą chwilką cukrowy aniołek z ostrą krawędzią po odłamanym skrzydle szpecę ozdoby cudne nie chcę byś przez mnie żywicą płakała będzie ci trudniej dlatego proszę żegnaj powiedz zrzuć cierpienie na podłogę bo kocham ciebie mocno choć nigdy nie przytulisz gałązką
-
O! Co za śliczna kołderka na mchu! – pomyślał Lisek Gwiazdorek. – Tylko hmm… to by była kradzież. No chyba że, ktoś mi ofiaruje. O! Dziewczynka sama w chatce. – O! Gwiazdorek! Co masz dla mnie? – Piękną kołderkę. – Po diabła! Leżę pod pierzynką. – Niewątpliwie. – Weź ją sobie. Mówiąc to, wyskoczyła z łóżeczka i obdarła liska ze skórki. – A łaj! Czemu? – Podarunek byłby bez sensu, gdybyś został bez zmian. Nie mogłabym dać. Rozumiesz? – Zimno. – Załóż kołderkę. Będzie grzać gołego, jak moją szyjkę lisi kołnierzyk. Każdy ma o czym marzył. – Hmm… Gwiazdorek wyszedł. Został z gęsią skórką. – Ukradłeś prezent, który zgubiłam. *** – Weź ją sobie...
-
dwa pierniczki lukrowane mają dziś kłopoty grzybki psotne z nich zlizały słodycz co do joty pan makowiec zakręcony kocha się w makówce chociaż jest od lukru siwy myśli o jej główce barszcz uszkami płacz tu słyszy małego ciasteczka karp utulił je płetwami włożył do łóżeczka w białej misie gwiazdkowanej kluski tańczą z makiem na widelcu srebrnym siedzi śliweczka okrakiem cukier puder patrzy smutny nie przestaje łypać nikt nie zechciał słodkim pyłem ciasteczek posypać grzybki śmieją się w kapuście garnek podskakuje ciepło zewsząd je ogrzewa parą je piastuje taca gości na swym grzbiecie owoce suszone lecz za szybko stąd znikają przez to są wnerwione poleweczka z maku szumi nawet chce tu śpiewać talerz senny wciąż ją kusi we mnie tu polewać sernik jakiś pognieciony nie gada z rodzynką nawet z pulchną i żółciutką uroczą cytrynką kiełbasa dziś surowa jeszcze nie sparzona patrzy groźnie na kaszankę nie pachnie jak ona polędwica z dupki świnki spogląda wyniośle co tam piszesz ty głuptasku nie powiem że ośle oj tatara na obiedzie nieszczęście spotkało przed chwileczką miał dwa jajka jedno mu zostało bigos wierci się w garnuszku mięska małe płoszy ucho garnka mu wytknęło że tak się panoszy chrzan jest ostry jak brzytewka chce wszystkich omamić na to rzekła mu musztarda przestań wreszcie chrzanić w piekarniku siedzi kaczka trochę jej tu ciepło wyskoczyła i tym razem kaczce się upiekło
-
1
-
Mister Sorry Już po raz kolejny puka do drzwi sąsiada. Chce go przeprosić. Zrzucić z siebie ten ciężar. Problem w tym, że sąsiad nigdy nie otwiera. Dzisiaj – o dziwo – szczęście dopisało. Otworzył. –– Cześć. Chciałbym ciebie... Pech chce, że zdania nie kończy, gdyż umiera. Zgodnie z zasadą: „Nie znasz dnia ani godziny.” Gospodarz domu jest wzburzony. Nie dosyć, że na pewno pragnął mnie wyzwać, to jeszcze mi wykitował przed drzwiami. Miałem z palantem problem kiedy żył i mam problem po jego śmierci. Na pogrzeb nie poszedł. A co. Czy muszę iść? – pomyślał wtedy. * Słyszy pukanie do drzwi. Chyba nie on? Przecież nie żyje. Tym bardziej otwiera, uspokojony. Widzi małą sąsiadkę. Ośmioletnią Zuzię. Córkę nieboszczyka. –– Za co mnie przepraszasz? Dziecko kochane. Co z tobą? Jadłaś dziś śniadanko? –– Jeszcze nic nie mówiłam, proszę pana, ale mama kazała przekazać… –– Mam gdzieś, co kazała przekazać. Sąsiad niecierpliwie wzburzony zamyka drzwi. * Kolejne pukanie. Ocipieli z tym waleniem? Czubek jakiś? No tak. Listonosz. –– Człowieku! Za co ty mnie przepraszasz? –– Przecież nic nie powiedziałem. * Rześki poranek w zakładzie psychiatrycznym. Słychać wciąż to samo. –– Za co ty mnie przepraszasz? To ja ciebie przepraszam. — Za co ty mnie przepraszasz? To ja ciebie przepraszam… * Wśród personelu ma ksywę→Mister Sorry. Portret –– Tatusiu! Mogę wejść do pokoju, zobaczyć co robisz? –– Coś ci kiedyś powiedziałem. Nie słyszałaś? –– No dobrze. Idę sobie. Postanowiłem, że namaluję portret. Coś w rodzaju namacalnego wspomnienia. Może będzie mi łatwiej. Talentu nie mam, ale chociaż ołówkiem. Miesiąc z przerwami tak rysowałem. I nagle szok! Tylko strzępki w ramie zostały. Siedzi na łóżku w kawałkach portretu. –– Chciałam, żeby mamusia była przy mnie, skoro ty nie jesteś. Musiałam po kawałku. Duża była. Przejrzałem na oczy. –– Widocznie chciała mi przekazać, że jesteś ważniejsza od mojej tęsknoty. –– Jakoś ją naprawię. –– To tylko papier. Chodźmy na huśtawki. –– A wiesz tato? –– Co? –– Znowu jesteś fajny.
-
1
-
Ławka w lesie •*• Sensowny pech •*• Szambi
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Annie Annie↔Dzięki:)↔skoro skaza zostawała uporczywie w nim, to sączyła swój śmierdzący charakter na zewnątrz, w nosy społeczeństwa. Gdyby uwierzyli, to by się wypadało odwdzięczyć. Pozwolić chodzić blisko, a nie w górach spacerować:)) Choć przyznaję, że czasami piszę dziwnie:))↔Pozdrawiam:)0 -
Pierwsze Skrzypce Koncertu
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Gocha Wierzba Gocha Wierzba↔Dzięki:)↔Różnie to bywa z tekstami mymi:))↔Pozdrawiam:) -
Ławka w lesie •*• Sensowny pech •*• Szambi
Dekaos Dondi opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Ławka w lesie Jestem w lesie. Nagle z tyłu czuję drgania. Jakby czasoprzestrzeń na harfie zagrała. Odwracam się. Na ławce siedzi cud dziewczyna. Nawet anioł byłby brzydalem, gdyby siedział obok. Nie siedzi. Dlatego siadam ja. Chce pogadać. Doznaję szoku. Piękność jest kamiennym posągiem. Wstaję. Znowu jest żywa. Lecz teraz patrzy inaczej. Zamykam oczy. Gdy otwieram, ławka jest pusta. Siadam. Powtórnie odczuwam drgania. Stoi przy mnie. –– Dlaczego mnie nie pocałowałeś? –– Miałem całować kamień? –– Gdybyś wyszedł poza swoje… Nie wiem dlaczego, ale zaczynam płakać. Słyszę słowa: –– Widzę łzy. Na pewno ci zawadzają. Nie mogę odpowiedzieć. –– Nie martw się. Mam dłuto i młotek. Zaraz je odrąbię. Sensowny pech Jednorazowe, łatwe w montażu szubienice, stały się główną atrakcja turystyczną naszego miasteczka. Szczególnie dla przyjezdnych, pragnących w tym uroczym zakątku popełnić samobójstwo. Niestety, pewien incydent zakłócił dochodowy proceder. –– To wybrakowany towar. Chwilkę podyndałem i spadłem. Na domiar złego, doznałem awarii członków, przygnieciony konstrukcją co złamała mi żebro. Myślałem, że spokojnie na łonie natury ulegnę powieszeniu, a tu masz ci los: bubel – szajs, który uniemożliwił działanie zgodnie z instrukcją, z wytęsknionym skutkiem. Ponadto, co woła o pomstę do nieba, zlekceważono podstawowe zasady bezpieczeństwa. ~~~ Życie nabrało sensu. Przestało mu wszystko zwisać. Ma jasno wytyczony cel. Włóczyć się po sądach, wygrać i dostać odszkodowanie. Szambi U podnóża góry leży niewielkie miasteczko. Tubylcy wiedli spokojne życie, ale nie całkiem. Egzystencje zakłócał wieczny smród dobiegający z Szambiego. Miał pseudonim pasujący do skazy. Nawet po wielokrotnych kąpielach w olejkach wonnych, zostawała uporczywie w nim. Pewnego razu, społeczność nawiedził tajemniczy morderca. Niby każdy wiedział jak wygląda, ale żadne służby oraz obywatelski komitet, nie zdołali go schwytać. Zarówno na gorącym uczynku, jak i po. Liczebność mieszkańców niepokojąco malała. Kiedyś o świtaniu, cuchnący spacerował szlakiem górskim. Napotkał mordercę, a ten odruchowo cofnął ciało, porażony odorem. Deczko za daleko. Poza krawędź przepaści. Zdecydowano nie uwierzyć Szambiemu. Wdzięczność zobowiązuje. A przecież nadal śmierdział. -
uśmiechów przecież wiele rodzajów a zatem podam trochę przykładów ciche nieśmiałe takie półgębkiem bliźnich obdarza deczko niechętnie albo też cwanie wykrzywia pyska choć niewesoły to chce coś zyskać są też cudowne jasne jak słońce żeby w przyszłości dostać majątek bywa też uśmiech wredny fałszywy co cham takiego nawet się wstydzi choć bywa w duszy cholernie smutno uśmiech dla drugich bo też im trudno bywają także zupełnie szczere takich to nigdy nie jest za wiele dystyngowane i elitarne znaczą uśmiechem całkiem poważnie bywają sztuczne i przyklejone póki potrzebne a później koniec albo też głośne jak rechot żabi żeby przygłuchym uciechę sprawić czasami trzeba aż lico zatkać gdy człeka najdzie śmieszna głupawka lub pobłażliwe pełne pogardy jam z wyższej półki a tyś ćwok marny a duch diabełka uśmiechem płonie by człek zmartwychwstał we wrzącej smole swojskie poczciwe nawet rubaszne bywa że takie najlepsze właśnie czemu tak jakoś się już utarło z samego siebie chichramy rzadko przestań mi autor smęcić marudzić fajniej się pośmiać z tych przywar cudzych albo też w szoku człek się zapętla chichocze głośno bo dostał kręćka lub gdy coś minie co przytłaczało płyną łzy szczęścia nerwy puszczają zalotne słodkie w miłosnych celach lub trochę innych zdarza się nieraz widok ów cieszy choć lata późne to wciąż rozkwita ten młody uśmiech a nawet wariat ze śmiechu kona bo normalnego zrobił dziś w konia gdy los człowieczy durny garbaty śmiech pozostaje i nic poza tym są też przydatne nie tyle dla mnie tylko by bliźni poczuł się fajniej albo frywolne takie fikuśne kiedy to wdzięki popieści uśmiech a ten to taki niepewny chyba gdyż pożyczony jest od covida i jeszcze inne bo są przeróżne na przykład tylko jedynie słuszne lub gdy w kibelku wewnątrz nie trzyma coś tam wydusza ma śmieszny grymas bywają także spirytystyczne rechocze w duchu nie całym pyskiem lub jak te liski przebiegłe chytre kitą omami smyrnie z dobytkiem albo spocone dziwnych kochanków chociaż zmęczone są o poranku znieruchomiałe jak ten karawan taki na zwłokach też się pojawia różnych uśmiechów są jeszcze stada długo by trzeba tu opowiadać bywają inne fajne dodatki takie z uśmiechów pyszne roladki a zatem spoko jest taka mowa odcinać krążki bliźnich częstować :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
-
rozbity kawałki nut wiolinowych kluczy wydarty z orkiestry dyrygent wyrzucił na pięciolinii krwawej ostatnie takty w agonii prawie dziwnie pusto w sali koncertowej tylko echo ścianom coś powie brak oklasków bisów też nie ma * poczekaj przemienia lśnieniem w oktawie zagościł dźwięk w muzyki krysztale
-
Zwłoki Marzeń
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@ais Aisiu↔No Kto to, Kto to tu zawitał:) Mnie też się trochę podoba:))↔Pozdrawiam:)) Nie wiem czemu, ale ten obrazek, mnie się jarzy z tekstem. Może przez dół i górę? -
@Annie Annie↔Dzięki:)↔To taki krótki tekst o zawiści człowieczej, w ''białych rękawiczkach" Bo niby skruszony, pragnie wybaczenia... a niech to. Nie tłumaczę swoich tekstów:))↔Pozdrawiam:)
-
postaraj się zrozumieć fruwać nie umiem wyrwałem skrzydełka tobie skruszony we krwi klękam wybaczysz mi prawda powiedz znośniejsza każda chwila gdy widzę że i ty się nie wzbijasz
-
Zwłoki Marzeń
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Antoine W Antoine W↔Dzięki:)↔Pozdrawiam:) -
Inny Anioł Stróż
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Gocha Wierzba Gocha Wierzba↔Dzięki:)↔Cieszy mnie to:))↔Pozdrawiam:) -
pamiętasz dawno temu pochowałeś marzenia i co no właśnie nic nawet nie dbasz o grób żyjesz na krawędziach dni i obrzeżach nocy jedno co potrafisz to być a może byś zaczął coś więcej nie bądź wrednym egoistą rusz chociaż tyłek na początek nie zaczniesz wędrówki od drugiego kroku już tyle czasu czekają na zmartwychwstanie