Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 877
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. czy pamiętasz swego papierka on na ulicy śmieciem się stał odebrał tobie część słodkiej duszy swym odlepieniem nadzieję skradł wiatr nim szeleści na ciemnej ulicy wichura zniewala zimno i deszcz w pamięci kryje wspólne lepkości kokardki na bokach wspomina też zmęczony smutkiem czeka wytrwale słodkość przetrwała przez wiele lat papierek wrócił by znowu przylgnąć lecz człowiek właśnie cukierka zjadł
  2. budzi się znowu w miękkiej kołysce z wosku złotego wypełza zło uśpiona złudą lękiem spowita jak pająk muchę chce pożreć ją światło księżyca widoczną stroną słowa cichutkie tuli całunem ledwo słyszalne o pomoc proszą lecz wiatr zza oknem szumi wciąż czule lalko kochana tak to już jest że w ciszy krzykiem potrafi być szept
  3. Tekst powtórkowy co tam takiego błyszczy w zakątku w świetle księżyca przy pniu wilgotnym od nocnej rosy – A gdzie? a tam w oddali na mchu zielonym czyżby duszek leśny zbłąkany – Duszek? a może to wróżka zbiera na wianek złociste kłosy – Wianek? no sam już nie wiem co myśleć o tym czyżby podejść nie lękać się bardzo – Lękać? sprawy przedziwnej tajemniczej co ciekawość naszą wzmaga – Ciekawość? a tak twoją i moją w kniejach tajemnych – Moją i twoją? w rzeczy samej przestań wątpić udam się w drogę nawet zakrzyknąć mogę lecz nie wierszem jak przed chwilą – Jam proza. Miej to na uwadze. przyszło mi wiedzieć co wzrokiem sięgam żałość w mej duszy oblicze swe chowa na gorycz rozłąki nam się szykować – Czyż mam słowa pociechy dodać? wierszem kończysz cieszy mnie bardzo lecz łzy mam w oczach – Choć duszę masz hardą dzięki za rym stapiamy się w jedno wszak za późno nawet wspomnienie zniknie nie jedno – Powtórzyłeś: jedno jest mi wszystko jedno – Mówże wreszcie co to? ależ mi smutno mówić trudno gardło pętlą żałości ściśnięte ty jeszcze nie wiesz na co patrzeć w udręce muszę – Proszę powiedz. Pozostań wierszem. co twoją duszę raczy roztrzęsieniem? – Tak... nie kryj się w ciszę... choć z tego co mówisz... – Nie chciałbym powiedzieć, a ty nie chcesz usłyszeć. – Ojejku, dzięki za prozę, lecz powiedz, cóż z tego, że nie chcę. No mówże wreszcie. tu tekstu naszego spoczywa zakończenie
  4. – Czy pan wierzy w istnienie Krasnoludka? – Coś pan. W Krasnoludka? – Tylko grzecznie pytam. – Krasnoludek nie istnieje. To wredna bestia. Nie zapobiegł nieszczęściu. – No przecież nie mógł zapobiec, skoro go nie ma. – Myśli skubany, że jak nie istnieje, to wszystko może. Nie cierpię go. – Widzę, że nie jest panu obojętny. I to bardzo. – Coś pan! Mam go tam, gdzie słońce nie dochodzi. – To dlaczego pan ciągle nawija na ten sam temat i przeczy sam sobie? – Na jaki temat? – Na temat Krasnoludka? – Mam powód. To wredny typ, z wrednej bajki. – Ale przyzna pan, że nielogicznym i psu na budę jest, mieć pretensje i obwiniać o wszystko, Krasnoludka, który nie istnieje. – Bo nawet dupek istnieć nie chcę, robiąc mi na złość. – To w końcu pan wierzy w istnienie Krasnoludka, mając do niego pretensje, czy pan nie wierzy i też ma? – Też mam i proszę mi więcej nie zadawać bezsensownych pytań. Na pewno pana, Krasnoludek na mnie nasłał. Już ja swoje wiem. – Widzę, że ma pan ładną, żółtą koszulę na sobie. – Dziękuję. Rzadko ją piorę, żeby kolor nie zmatowiał. – No tak. Rozumiem.
  5. @Gosława→Dzięki:)↔Jaka tam zboczona? To jeno niewinny wierszyk o ptaszku, co przeżył słodką przygodę w dziupli:)→Pozdrawiam :~) * @Berenika97→Dzięki:)↔Nie bój żaba bociana! Po prostu na wszelki wypadek, miej nieprzemakalną tytkę przy kasie→Pozdrawiam :~)
  6. do dziupli zajrzał ptaszek oj ścianki tu wilgotne szybciutko trzeba zwiewać bo mam już piórka mokre lecz zwierzak to ciekawy zagląda coraz śmielej uczciwie trzeba przyznać tych zajrzeń ma już wiele zmęczony jest biedaczek facjatę ma niepewną bo właśnie zauważył raz jasno a raz ciemno choć z drugiej strony ćwierka szczęśliwość go rozpiera on zmężniał wydoroślał już nie jest mały teraz ponadto słyszy z dali mruczenie i wzdychania to pewnie las w euforii ptaszkami śpiewa z rana wtem wewnątrz coś buzuje powstrzymać może ledwo aż nagle sru trysnęło mu z dziobka ptasie mleczko
  7. @aff↔Dzięki:)→O coś w ten deseń mi właśnie chodziło, ale nie do końca wyjaśnione:)→Pozdrawiam :~)
  8. @Jacek_Suchowicz ↔Dzięki za zwyczajowo wierszowane rozwinięcie tematu:)→Pozdrawiam :~) * @Wiechu J. K.→Dzięki:)→Same sobie winne. Po co wylazły nieroztropnie :) Z drugiej strony, roztopione, ale wolne:)→Pozdrawiam :~)
  9. @Łukasz Wiesław Jasiński→Dzięki:)↔To tak przeważnie. Gdy rytmicznie, to śpiewnie:)↔Pozdrawiam :~) * @karenka→Dzięki:)↔O! Nie wiedziałem, że napisałem super i aż tak poetycko:)↔Pozdrawiam :~)
  10. @Poet Ka→Dzięki:)→Skoro tak, to zaprzeczać nie będę:)↔Pozdrawiam :~) * @Alicja_Wysocka↔Dzięki:)↔Miło mi, iż mogłem rozpieścić wierszem:)↔Pozdrawiam :~)
  11. lody w kubeczku smęcą od rana ale nam zimno w durnej lodówce wypuść nas jędzo wypuść nas zaraz to że nas więzisz jakże okrutne to wasza wola wedle życzenia właśnie otwarłam drzwiczki schłodzone lecz pamiętajcie powrotu nie ma to będzie naszej współpracy koniec wyszły na wolność w promieniach całe żeby rozkoszne poczuć ciepełko lecz nagle co to my rozciapciane gdzie nasze cudne lodowe piękno wnet roztopione smęcą od rana ów jak gorąco my bardzo smutne wpuść nas lodówko wpuść ty nas zaraz tak nie postępuj z nami okrutnie czekają nadal w wielkim upale o mroźnych czasach myślą zapewne chociaż kubeczków słychać stukanie drzwi pozostają dla nich zamknięte
  12. Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką. Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi. * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód. * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona. A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione. Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść. Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami. Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi. Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera. * Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką. * Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.
  13. kołysz w cieniu zwątpień tęsknoty w pamięci kołysce przerwaną struna pozoru wspomnienia ożywia czyste tam złudzenie wygładza rany zabliźnia mami osłabia na krawędzi kryształu obraz łez zbłąkanych niech wykapią tęsknotę za brylantem drewnianym gdzie w zranionej poświacie cień drogę wyznaczył by w bezczasie podążyć spróbować wybaczyć
  14. Właśnie wypełzło ze sporych rozmiarów Dostrzegalnej na rozległej powierzchni O barwie zgniłego Ma niecodzienny wygląd, jakby coś w rodzaju Gdyby spojrzeć od strony Na przodzie zwisają lepkie, długie Z tyłu, krótkie, okrągłe Po bokach, bardzo ostre Niczym doczepione do drgającego Wtem dostrzega w oddali słysząc przeraźliwy Podobny do wielkiego, skrzeczącego Jest zmuszony do odwrotu w kierunku Pomimo szybkiej ucieczki i przeskakiwania czuje na sobie, wstrętnie cuchnące Jednak po jakimś czasie, przestaje być takim Obraca przód do tyłu i apetycznie atakuje Ma teraz ciało, większe od największego Widzi jasne wyjście, z tego durnego Właśnie wypełza, ze sporych rozmiarów Dostrzegalnej na rozległej powierzchni
  15. w ciepłej słodyczy promieni słońca ciastko wiosenne polukrowane nutami kwiatów miodem złocistym muzyką łąki smakuje całe drzewa jak co dzień liście wciąż liczą czy doczepione są wszystkie nadal wtem gałąź płacze jednego braknie wierzy że wróci choć teraz spada skrzydłem przytula świt o poranku motyl co nynał we śnie różanym ślimaczek żwawo biegnie zielono pragnie na różki serek kochany strumyczek rześko dzionek obmywa szmerem srebrzystym rozbudza śpiących aż pasikonik ku niebu skoczył kwiatuszek ziewnął niby niechcący żabka zielona gdzieś na kamieniu pod pajęczynką przysiadła pewno rechoce dumnie do lilii wodnej ty nawet nie wiesz jam jest królewną *~* w poświacie jasnej migoczą w wodzie złote diamenty co blask pieściły razem z chmurkami z błękitu szepcą by nie zmarnować tu każdej chwili
  16. diabeł w piekiełku marzy dziś rzewnie choć pod kociołkiem płomienie smęcą on w anielicy kocha się pięknej rogi kopytka miłością dźwięczą zbulwersowany łypie lucyfer nawet grzeszniki są dziś zgorszone amorem dostał choć ledwo zipie uczuciem chwaścik szatańsko płonie mając gdzieś szefa z piekła pospiesza tam luba skrzydłem rusza powabnie namiętność wrząca ich ciała zlepia niebo ni piekło nie zerwie żadne jasność i ciemność w tańcu złączone lecz narzekają bo wciąż im mało aż nagle postać ogłasza koniec by zakochanych zrobić na szaro
  17. Drabble Smutek ogarnął miasteczko. Został zastrzelony ukochany szeryf. Nawet zamknięci w więzieniu, łezki uronili na pryczę. Nic dziwnego, gdyż trzeba uczciwie przyznać, iż św. pamięci, był przyzwoitym człowiekiem. Starał się każdego sprawiedliwie osądzać, bez względu na jakiekolwiek aspekty przynależne. Czy można domniemać, że w czasie pogrzebu na parkingu przed cmentarzem, była kupa przyjezdnych dyliżansów i pustych koni. Można. Ponadto niejeden w tym dniu, z uwagi na szacunek dla zmarłego, nie strzelił bliźniemu w plecy. ? –– Spójrz synku. Widać sens twojego taty. –– Gdzie? –– Tam wysoko. Gwiazda z nieba wystaje. Symbol tego jakim był człowiekiem. –– A z ciebie mamusiu, co będzie wystawać, gdy umrzesz?
  18. zjadacz znowu jojczy płacze zwłoki jakieś dziwne takie niezły obiad lecz od dzisiaj zobojętniał mu ten smaczek kiedyś plamy go kusiły tym odorem ślicznie słodkim teraz zerka jakoś smętnie niedojada gryzą troski skóra mięsko sztucznie zgniłe ciekawego nic nie strawię gdzie te pyszne dawne trzewia chyba siebie zjem niebawem rozmarzony siedzi w kącie chociaż członki bardziej liche nagle wstaje łypie żwawo podskakuje nawet z życiem idzie nowe inne danie chociaż obiad jest niecały bo od dzisiaj kremowanie człowiek w urnie usypany zjadacz strasznie wychudzony a ta nowość bardzo kusi wtem w przełyku popiół suchy ciało swoje wnet zakrztusił oddech prawie w nim zamiera aż bez zwłoki drgawek dostał zanim skonał chociaż wspomniał kiedyś to był smaczny rozkład
  19. Tekst powtórkowy nie wiem czy zdołam wybaczyć zwierciadła tafli srebrzystej obrazem fałszu mnie zwiodła miłości twojej tak czystej przytul mnie swoimi łzami na łące gdzie lustro jest inne tam zapach kwiatów powrócił w odbiciu twe serce niewinne przytul mnie swoim uśmiechem gdzie serce serca nie rani cierpienie w nas pozostanie lecz nie jesteśmy tu sami
  20. Zmieniłem tytuł Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń. Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść. Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop. Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie. W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł. Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem. Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni. Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie. Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
  21. w odłamkach zwierciadła łąkę zrodziłeś ziemia czarna i strumyk płonie że niby co że to już koniec kwiaty zwiędłe i złote kłosy białe motyle złem nieskalane trup skowronka lecz pieśń została czy miłość powróci przez lustro całe
  22. nawet słodkie te kostki cukrowe lecz cóż z tego skoro tyle złości każda ma w sobie przepychają jedne drugie prostokątnością tudzież kantami każda sobą inną rani przed nimi kostka miodu potężna złotem zabłysła słodyczą nieskazitelna pachnie nią jak cud rozkwita cząsteczki cukru swym blaskiem nasyca pragną dotknąć lub chociażby musnąć by wybrać drogę jedynie słuszną lecz nagle dłoń z wysoka objawienie obraca punkt widzenia inny wyznacza po drugiej stronie piołun gówno i cytryna wiele kostek kryształków nie zgina
  23. @Wiechu J. K.→Dzięki:)↔Z czasem nawet bardziej :~) Tylko szybkość przemijania czasu, jest sprawiedliwa. Niezmienna dla wszystkich:) Pozdrawiam :~)
  24. @Alicja_Wysocka→Dzięki:)↔Tak sobie pomyślałem (czasami tak mam) że "jednym rymem", , będzie bardziej śpiewnie i uroczo:) Pozdrawiam :~)
  25. @violetta→Dzięki:)→ Nawet żar czasami:)↔Pozdrawiam:~) * @Poet Ka→Dzięki:)↔Ładne określenie. Takie liryczne:)↔Pozdrawiam :~)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...