Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 878
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. Dared↔Dzięki:)↔Nie przeczę, żeby można podrasować, aczkolwiek w sensie sylab, to pasuje. Powtarzalne↔6/6/9/6/6/8↔Jeżeli czegoś nie pokręciłem, przy liczeniu. Aczkolwiek, nie zawsze zgodność sylab, daje oczekiwany rytm:)↔Pozdrawiam:) *~* Bajaga1↔Dzięki:)↔W sumie masz rację:)↔Jaskółka bardziej współgra z szybowaniem, lecz... fruwająca szkatułka, bardziej swoim "zwariowaniem" pasuje do tekstu. Serce – także – bo jest, coś jeszcze:)↔Gdyby nie to, to bym zmienił:)↔Pozdrawiam:) *~* TylkoJestemOna↔Dzięki:)↔Mnie też się kojarzy. Miło. Nie przeczę. W sumie, to pozytywna Postać. Może wnosić wiele dobra i żywotności, choć jest, jak jest:)↔Pozdrawiam:)
  2. W tym świecie, Zuzia jeździła na inwalidzkim wózku. A to dlatego, że nie mogła chodzić. Rączkami usilnie pchała boczne kółka. Tutaj wszystko było jakby inne, lecz jakie, to wypowiedzieć nie sposób, więc dajmy sobie spokój. Ni stąd ni zowąd przybiegł mały piesek. W pierwszej chwili pojawienia, wesoło merdał ogonkiem, lecz w drugiej zobaczył smutny widok i też zrobiło mu się smutno. Dlaczego ona nie może biegać tak jak ja – zaszczekał cichutko w pieskowym umyśle. W tym samym momencie ujrzał piękną wróżkę, z białą różą w dłoni. Niestety. To był tylko obraz na czymś, co można by nazwać migotliwą ścianą. Piesek cały czas słyszał skrzypienie kół oraz dziecięcy śmiech, gdy go ujrzała. Biegał wesoło wokół wózka, a ona jeździła wokół łaciatej smugi. Lecz nagle „smuga” przystanęła i ponownie cicho zaszczekała: Ona chociaż na pozór wesoła, to na pewno w myślach smutna, że nie może chodzić I nagle spojrzał na obraz wróżki. Nie wiele myśląc zaszczekał życzenie: Kochana wróżko, spraw, żeby ona mogła biegać tak jak ja Usłyszał słowa: Jeżeli sprawię, że ty przestaniesz, to wtedy ona zacznie. Jak jest twoja decyzja Piesek odszczeknął prawie od razu: Spraw, by chodziła W tym samym momencie padł na ziemię i już nie mógł się ruszyć. Szczerze powiedziawszy, dwa i pół raza zwątpił w słuszność swojej decyzji, gdyż zobaczył, że dziewczynki chce wstać, ale nie może. Coś jakby ją trzymało. Po jakimś czasie piesek uwierzył, że postąpił słusznie, lecz łatwo naprawdę nie było. Oj nie. Tym bardziej, że go pchły podgryzały oraz inne wredne stworki. I nagle, ni stąd ni zowąd, mógł wstać. Podbiegł do Zuzi i wskoczył na kolana. Dojrzał w oczach łzy, gdyż sprawił jej paskudny ból w nogach. Pomimo tego, nie zepchnęła pieska na ziemię. Jeździła z nim dłuższy czas, aż w końcu cierpienie minęło i zajaśniały łzy jakże inne. Wstała i zaczęli wspólnie wariacko i szaleńczo, biegać. Radości, śmiechów i szczekania, nie było końca. Świat wokół trochę się zmienił, lecz znowu trudno byłoby określić, na czym ta zmiana konkretnie polegała. Wtem zobaczyli niewielką rzeczkę i mostek. Woda płynęła w przód i w tył, na zasadzie wahadła zegara. Jakby czas też przestał płynąć. Gdy przeszli na drugą stronę, ujrzeli dziwny widok. W cieplej, migoczącej poświacie, pośród kwiatów zielonej łąki, na wózku inwalidzkim, jeździł piesek, pchając łapkami boczne kółka, a mała dziewczynka, chodziła na czworakach, szczekając rezolutnie. Trwało to jednak chwilę. Obraz znikł. Zaczęli biegać wesoło na zielonej trawie, radując się niecodzienną sytuacją, pod całunem nieokreślonego lśnienia. Nagle przystanęli. Piesek cicho szczeknął. Zrobiło się ciszej od ciszy. Spojrzeli do tyłu. Na mostku ujrzeli ślicznego anioła. Uśmiechał się do nich, lecz srebrzyste skrzydła, drgały ciężko, a białe dłonie kurczowo ściskały poręcz. Czerwone krople krwi kapały spomiędzy palców, niknąc w bezczasowej rzece.
  3. zbudziłaś się dziewczę zanucę ci śpiewkę bo przecież to chyba już rano los w tyłek cię kopnie na deszczu znów zmokniesz a krople duszę ci zranią ~ spozieraj z uśmiechem co daje pociechę lecz nie wiem czy to ci pomoże bądź silna gdy płaczesz podumaj inaczej że zawsze może być gorzej ~ niełatwo jest tobie gdyż bunt masz ty w sobie bo los ciebie nieźle pogonił i może tyś przez to tak słodką dzieweczką choć z sercem także na dłoni ~ szkatułką poszybuj wśród kwiatów i przygód wirując w niebieskich migdałach świetlistym promieniem pomaluj ty ziemię w myślach go przecież zabrałaś ~ nie przejmuj się jednak tyś spoko choć wredna gdy zaśniesz niech znów ci się przyśni że jesteś aniołem nie jakimś potworem pomarzyć można o wszystkim
  4. NNN↔Dzięki:)↔Czasami coś mnie dziwnego najdzie:)↔To miało być w zamyśle, dłuższe opko. ale jakoś nie miałem pomyślunku, po temu:)↔Pozdrawiam:) ± GrumpyElf↔Dzięki:)↔Ano w sumie - nie o rybę chodzi – faktycznie coś z zagadki ma:) Jakby jeno niedopowiedziany, aczkolwiek... ostateczny szkic:)↔Pozdrawiam:)
  5. O dnia, kiedy to spożył pierwszy kęs, już nie mógł przestać. Jego obecność bardzo mu zasmakowała. Zjadał ją coraz bardziej łapczywie, a przez to, z każdym dniem, mniej ludzi go rozpoznawało. Nawet stojące wokół, rodzinne członki. Odczuwał przykrość z tego powodu, ale nałóg spożywania obecności, odczuwał silniej. W końcu, po ostatnim kęsie, nawet własny pies go nie poznał. Na drugi dzień, znalazł paczkę przed drzwiami. W środku było antydotum, oraz informacja, by używać z umiarem, po trochu. Po pierwszym kęsie, pies go rozpoznał. Zatem spożył łapczywie wszystko... wyszedł na ulicę… i nagle umarł. Zjadł swoją rozpoznaną obecność, raz na zawsze.
  6. Jestem Świstakiem. Wołali na mnie: Słupek, lecz od dzisiaj: Dupek. Wędruję od jakiegoś czasu, bardzo zdyszany i wnerwiony. A czym? Ano Wilkiem. Na niego, to wołają: Niecnota. A czemu? Bo nią jest. A czemu jeszcze? Bo ukradł mi ladaco, mój własny świst. Dlatego jestem Dupkiem. Pozwoliłem na ten niecny precedens. Tak mi grono współbraci i współsióstr ubliżało świszczącym śmiechem, że w końcu sprowokowali do działania. Jeno świstać melodyjki marszowej nie mogę. A jak próbuję mruczeć, to marsz żałobny, tyłkiem wylatuje. Co prawda jakiś odrzut jest, lecz nieprzydatny. Tak po prawdzie, ten cały złodziej kłaczaty, to raczej poczciwa bestia, ale pełno ma figli durnych w głowie. Tak samo, jak świrnięty odjechany autor, co pisze ów tekst. Przyspiesz wreszcie akcje, pacanie jeden grafomański, gdyż chce spotkać Niecnotę. Dzięki! Dostrzegam go w dali. Śpi jak nieżywe zwłoki. Podchodzę słupka, dając ciche kroki. Stoję przy nim. Wstrętnym kradzieju. Tylko mam w mordę świstaka, problem. Przecież nie mogę wsadzić łapę w ten nieogolony pysk i mój świst stamtąd wyjąć. A niech się przebudzi i wysięgnik zostanie w środku. Nagle widzę rzecz niebywałą. Przecież on ma skórę owieczki na sobie. To chociaż figlarzowi, płaszczyk ukradnę, skoro nie mogę, co moje. Staram się jak najdelikatniej. Mam szczęście. Gołemu marznie dupa, a ja wyciągam przenośne laboratorium chemiczne i jak te afrykańskie główki, wdzianko zmniejszam. Wracam do swoich, elegancko ubrany. Może docenią i zapomną, żym ułomny z własnej winy. Do jasnej ciasnej. Autorze przyspiesz akcję. Nużyć zaczyna. Dzięki! — Coś ty za szkarada – wrzeszczą na mnie. – Mini owieczka, stojąca słupka. Normalnie boki zrywać. –– To ja. Słupek. –– Dupek tak nie wyglądał. Tyś nie tyś. Wypad stąd. –– Zdejmę wdzianko do gołego. Wtedy mnie poznacie. –– Wypad! Mini baranie! Autorze! Ratuj! Przyspiesz! Dzięki. Niecnota biegnie prosto na nas. Głośny świst, błyszczy donośnym dźwiękiem, w otwartej groźnie paszczy, a w krwawych ślepiach, tańczą ogniki pożogi, zniszczenia i rozszarpywania. Co ja Słupek Dupek, najlepszego zrobiłem. Mogłem mu tej owczej skóry nie zdejmować. Nagle bestia staje słupka i wypluwa mój świst. Podnoszę go z ziemi, kładę do ryjka i świszczę puentę bez puenty.
  7. TylkoJestemOna↔Nie wiem, co kieruje. A nie mam kogo zapytać:) Coto, coto, coto↔Trójka dwusylabiczna. Aż polubiłem→takie,tego, tam... Pozdrawiam:))
  8. Deonix_↔Dzięki:)↔Ech... można potraktować metaforycznie, przecież:) Pozdrawiam:) * TylkoJestemOna↔Dzięki:)↔No fakt. Można by rzec, że misia spotkała kara, ale cóż z tego... :)↔Pozdrawiam:)
  9. muzyka zimy śniegiem przygrywa w białych ubrankach liczne gałązki matka z córeczką spacer zaczyna nie są świadome bliskiej rozłąki niedźwiedzica co dzieci swe kocha rozdrabnia matkę na części miękkie na białym puchu lśni krwi posoka karczek córeczki za chwilę pęknie dziecko stoi przed całą tą zgrozą głowę matuli w rączętach ściska paszcze niedźwiedzia ma tuż przed sobą ręka zwisa na krwawych zębiskach nie smuć się mamo droga kochana za chwilę misiu mnie też rozszarpie na drugim świecie nie będziesz sama moje serduszko też cię przygarnie niedźwiedzica na dziecko wciąż patrzy dziki swój instynkt wzruszona skryła czy ta dziewczynka mi kiedyś wybaczy głodne mam dzieci dlatego zabiłam sierotka łezki płoszy rękawem bierze do rączek ciężkie drewienko wali zwierzaka z wielkim zapałem a masz za matkę choć tłuc mi ciężko niedźwiedzica wiadomą jest rzeczą mogła by zabić muśnięciem łapy pozwala się młócić aż kłaki lecą sumienie ją gryzie zębem szczerbatym z zapałem bije przez skórę trzewia swe uderzenia zemstą nasącza lecz jednocześnie choć wciąż się gniewa nić przebaczenia w duszy zakątkach prawda że matkę mi rozszarpałaś pociechy zjadły ciepłe wnętrzności przez to że dzieciom swą miłość dałaś nie dostrzegłaś dwóch innych miłości i tak została w dziwnej rodzinie często brykając z dwoma misiami wierzy że miłość w niebie wciąż żyje choć serce płacze tęsknotą krwawi niedźwiedzica dla niej jak matka lecz musi jadać surowe mięso tulą ją często włochate łapska nie chcą udusić więc nie za często * idzie do lasu bo wiosna ciepła pragnie nazbierać jagódek świeżych słyszy trzy strzały bardzo się zlękła patrzy z oddali musi uwierzyć biegnie przed siebie płacząc wciąż rzewnie kolizja uczuć jej nie zatrzyma myśli nie każdy zyska tu szczęście nawet dziewczynka co przebaczyła
  10. posłuchaj bicia dzwonów byłeś taki pewien mam jeszcze czas naprawię wybaczę one komuś aż niespodzianie co twoje lico teraz powie nic one tobie
  11. Rafael Marius↔Hmm... :))↔Pozdrawiam:)
  12. ludki z karmelu rzeźbię wam wioskę zielony lukier niech będzie trawką wafel niebieski nad wami kończę przykleję słonko bo przecież warto czekoladową piosnkę skowronka z waty cukrowej baranki białe domki z pierników ozdobię w kątach wesoło mieszam zaczynam szaleć boga dam z ciasta by się nie troskać a nie mówiłam cudny zakalec
  13. TylkoJestemOna↔Dzięki:)↔Uff... a mnie avkoryb, znowu życie darował. Dał kolejną szansę:)↔Pozdrawiam:))
  14. Musiałem zamilknąć, by usłyszeć własne słowa. Krzyczą do mnie z czeluści umysłu. Ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Ponaglają do ucieczki, bym jeszcze bardziej przyspieszył. To cholerstwo biegnie z tyłu. Zapewne chce mnie dopaść i wyszarpać całe pokręcone życie, razem z wnętrznościami. Mam wrażenie, że widzę ciemny drgający cień przed sobą, tego czegoś co biegnie za mną. Na końcu podwija się, jakby chciał wytworzyć ścianę, która zakończy bieg a zacznie game over. Chociaż zaczynam mieć wątpliwości. Wciąż te same. Dlaczego w ogóle mnie ściga? Widuje go codziennie, ale nie zawsze jest taki napastliwy. Na wszelki wypadek, zbaczam pod sklepienie czaszki. Biegam w kółko, aż kręci mi się głowie. Jakiej cholera głowie, skoro mam głowę na karku, w której biegam. A gdzie mózg. Skąd tu tyle wolnego miejsca. Coś nie tak ze mną z tego strachu. Wybiegam z powrotem na ulicę. Uciekam wśród ludzi. Patrzą na mnie jak na wariata. Zamiast patrzeć, mogli by bestię zatrzymać. Nikt mi nie pomaga, bo jestem nikim, w świecie nicości. Jakiej nicości? Raczej samotności. No nie bardzo. Ktoś się jednak mną interesuje. Mój prześladowca. Mam wrażenie, że za chwile rozszarpie wszystko co posiadam. No nic. Muszę odpocząć. Póki co, go nie widzę. Dyszę strasznie. Obcieram pot z czoła. Przerwa jest zbawienna. W przeciwnym wypadku, musiałbym płuca wypluć i by się kulały na pęcherzykach płucnych. Mimo wszystko nerwy nadal buzują, we wrzątku rozgotowanej psychiki. Postanawiam coś kupić do zjedzenia. Zgłodniałem od tego biegu. Ciekawie, gdzie się łajdak podział. A może obserwuje z ukrycia. W tej chwili mam go gdzieś. To znaczy chce mieć. To nie takie proste. Mózg pragnie powtórki zdarzeń. Tłumaczę mu wolno, że to dla mnie bardzo męczące. Kiwa fałdami, że zrozumiał. Oby. No nic. Jak już mówiłem, zgłodniałem. Wchodzę do piekarni. Kupuję dwie bułki. Niedopieczone. Takie jakich nie cierpię. Ten głupi sprzedawca, sprzedał jakiś niechrupiący szajs. Przecież widzi, że jestem zdenerwowany, a mimo wszystko wciska coś takiego, co zapewne uważa za smakowite jedzenie. Nie dosyć, że mnie wariat jakiś ściga, to jeszcze ta pokraka, dokłada zmartwień. Jakbym miał ich mało. Dobrze, że nie ma żadnych świadków. Przewracam go na podłogę. Wkładam bułkę do przestraszonej gęby. Dociskam ręką. Drugą zatykam nos. Kiedy przestaje wierzgać, wychodzę. Odreagowałem emocje, myślę racjonalnie. Czuję się o wiele lepiej, lecz jeszcze bardziej samotny. Czy aby na pewno? A jednak zabiłem człowieka, którego dobrze znałem. Dlatego poszło tak łatwo. Nie przypuszczał przecież, że akurat mam zły dzień, bo mnie jakiś czubek goni. –– Tatusiu. Dlaczego jesteś taki spocony? Znowu biegałeś po ulicy? Mama się martwiła. Poszła cię szukać. Chyba wiesz, że to już nie pierwszy raz tak z tobą jest? –– Posłuchaj ty mój aniołku. Tatuś czasami musi uciekać, bo coś go ściga. –– A powiesz mi co? Proszę. Może będę mogła pomóc. Lalce też pomogłam, bo umiałam. –– Jesteś kochana, ale nie możesz pomóc. Tatuś musi sam coś zaradzić. –– A wiesz, że ktoś zabił naszego piekarza, od którego kupowałam bułki. Bardzo je lubiłam. –– To musiał być bardzo zły człowiek. –– Też tak myślę, tatusiu. I chyba nie lubił bułek. Dzisiaj mój szczęśliwy dzień. Jestem taki podminowany emocjami, że aż się boję, że za chwilę wybuchnę. Dzisiaj też mnie ścigał, ale tym razem, wykazałem się cwaniactwem. Chyba pierwszy raz go przechytrzyłem. Byłem dobrze schowany, więc łajdak przebiegł obok, chwiejąc się na boki. Przecież wyraźnie widziałem. Byłem chwilę w jego cieniu, ale tym razem, bardzo mnie ucieszył taki stan. * Stoi nieruchomo. Jakby na mnie czekał. Na moją zemstę. Tak mi słodko na duszy. Aż bym chciał polizać, bo lubię słodycze. Szczególnie napoleonki i kruche ciastka. On też jakiś kruchy. Cholera jasna. Słyszę grzmoty. Idzie na burzę. Zaczyna padać. Dostrzegam go nadal z daleka. Może dlatego taki słabowity się wydaje. Znowu nachodzi mnie myśl, w jaki sposób mógł mnie ścigać. Jednak nie kombinuję za bardzo. Jestem już bardzo blisko niego. Wyciągam z obszernej torby siekierę. Szczęście dopisuje mi znowu, niezakłóconą możliwość działania. Nagle słyszę głośny huk. Burza przybiera na sile. Z ostrza zamiast krwi, kapią strugi wody. Tak samo jak ze mnie. Prawie zrobiło się ciemno. Co chwile widzę go w świetle błyskawicy. Nadal stoi nieruchomo. Może sumienie go gryzie i czeka na sprawiedliwość. O tak. Doczeka się. Jestem bardzo blisko. Zupełnie przy nim. Pierwsze uderzenie siekiery. Niedługo odzyskam spokój. Drugie uderzenie siekiery… * „Dzisiaj w naszym miasteczku, pewien mężczyzna zginął od uderzenia pioruna. Stał za blisko. Miał w ręku siekierę. Nie wiadomo dlaczego, chciał ściąć drzewo. Najładniejszy klon w mieście. Został nim przygnieciony.’’
  15. TylkoJestemOna↔Tak ze mną jest, że bywam natchniety:)↔Jeszcz jedno skojarzenie, z czołówką wytwórni filmowej. Jeno tam, jest lew ryczący:))↔Pozdrawiam:)
  16. Zainspirował mnie wtedy, zmyślny avek↔TylkoJestemOna ---------------------------------------------------------- avkorybek wciąż pulsuje zdrowo groźnie żwawo całkiem kto przechodzi pełen strachu że wyskoczy i go capnie a gdzie capnę to rzecz pewna avkorybek myśli sobie tam gdzie słonko nie dochodzi chcecie wiedzieć lecz nie powiem jednakowoż o poranku tam gdzie morze huczy słone ślady w piasku człek zostawił już niedługo bajki koniec avkorybek hyc wyskoczył żeby wreszcie mieć uciechę i pod czapkę wnet się schował odgryzając kłaków wiecheć
  17. TylkoJestemOna↔Ano zdrowo i żywo. Słusznie rzekłaś. Ale muszę muszę brać w troki, bom się avkoryba zląkł:))↔Też żywotny:)↔Pozdrawiam
  18. Nata_Kruk ↔ Nie chcę się rozkminiać na trzy portale, gdyż bym nie podołał z czytaniem i komciami. Nie komentuję, nie z racji tego, że ludzi nie szanuję, jeno z przyczyny, którą słownie ziściłem w przeszłości tego kometa. Sprawiedliwie, kogokolwiek. Natomiast nie ignoruję umysłowo, komentarzy, bo to nie uchodzi, nie odpowiadać. No może trochę, gdy człek zapomni, z racji np: piątej klepki odbitej:) Taki stan na dzisiaj jest... Que sera sera... Za to mam wszędzie ten sam nick. Jeden jedyny:)) Pozdrawiam:))
  19. Olgierd Jaksztas↔Gdybym był aż taki genialny, jaki nie jestem, to byłbym genialny. Pozdrawiam🙂:)
  20. Dekaos Dondi

    Dla Ciebie

    JWF↔Dzięki:)↔Wszystko jest dla wszystkich, tylko zależy czy owe wszystko, pasuje do wszystkiego i nie niszczy wszystko, jeno tworzy. Podobne jest z weną. W końcu dopadnie:)↔Pozdrawiam:))
  21. W słonecznej osadzie, życie upływało sielankowo i w istocie takim było. A to dlatego, że raz na pół roku nawiedzał ową, poczciwy drapieżca. Doprawdy do rany przyłóż. Szczególnie do tej, którą własnymi pazurami zadawał. Trzeba jednak przyznać, że empatii mu nie brakowało. Męczenie ludzi przed śmiercią, nie wchodziło w rachubę. Ze swoistą gracją i wrodzoną elegancją, najpierw głowę odgryzał, czopował, by z wierzchołka tułowia nie sikało czerwienią, a następnie brał resztę pod pazuchę, zanosił do pobliskiego lasu, by tubylcom nie brało się na wymioty i zjadał godnie, z należytym szacunkiem dla posiłku. Kości zakopywał, żeby któryś z tubylców, się nie potknął i nie nadział na ostrą kość. W zamian za ten co półroczny rytuał, bronił tubylców od wszelkich paskudnych drapieżników. Im jednak głów nie odgryzał. Inaczej to załatwiał. Mieszkańcy dobroczyńcy zabić nie mogli, gdyż był nieśmiertelny. Aż kiedyś trafił na takiego samego, lecz większego od siebie. Tenże charakteryzował się tym, że miał w zadzie jego nieśmiertelność. Po prostu go wziął i rozszarpał, z których rozszarpany, już się w całość nie pozbierał i takim rozszarpanym pozostał. O dziwo, wbrew obawom społeczności, zaczął postępować dokładnie tak samo, jak poprzednik. Nie torturował, odgryzając po kawałku żywe ciało, jeno najpierw, głowę odgryzał. Lecz kiedyś mieszkańcy popełnili błąd. Chociaż pewności nie było. Mógł to być, zwykły zbieg okoliczności. Buszował w osadzie, też poczciwota, ale głupi jak but bez sznurowadeł i wszystkim życie uprzykrzał, na swój upierdliwy sposób. Wspólnie jednomyślnie, oprócz wspomnianego, podjęto decyzję, że do odgryzienia głowy, nie będzie przeznaczony tubylec, jak zwykle w drodze losowania, tylko zostanie podstawiony głupek, by mieć święty spokój, raz na zawsze. Załatwić problem, szponami drapieżcy. Wszystko poszło jak po przysłowiowym maśle. Odgryzł mu głowę i resztę zaniósł do lasu. Minęło wiele, wiele lat. Wymarły poprzednie pokolenia. Lecz kiedyś, słonecznego popołudnia, drapieżca 2, zupełnie nagle oznajmił, że należą mu się, wszystkie zaległe desery, łącznie z odsetkami i zadośćuczynieniem, z uwagi na zakłócenie rytuału, które nastąpiło w przeszłości. Jakie desery, jakie zakłócenie? – pytali ze zgrozą w umysłach, teraźniejsi.
  22. jestem drapieżcą łagodnym jestem co niejednego pozmieniał pewnie odpocznę deczko poleżę w rowie gdzie nawet niebo przygniata głowę moja gitaro brzdęknę ci w strunę a ty mi powiedz dźwiękiem jak umiesz jesteś drapieżcą łagodnym przecież choć porąbanym to wciąż człowiekiem słoneczna wiosko moja ty przystań gdzie mnie matula z łona wycisła właśnie tam idę zaśpiewać piosnkę żeby wiedzieli jaki wyrosłem w miejscu dzieciństwa zaśpiewam koncert o krwawym ptaku co zagryzł wiosnę miałem ja w życiu cele przeróżne została jedna czy inne później z matką przygłupów wspomnienia kończę widząc przez okno wschodzące słońce
  23. TylkoJestemOna↔Dzięki:)↔Ale co to za szyfr?↔Jam nie kumaty we wszystkim, jeno błędnym ludziem :~)↔Pozdrawiam:) Nata_Kruk↔Dzięki:)↔Hmm... nie bardzo wiem, jak zrozumieć drugą część komcia, by nie wlecieć w otchłań niezrozumienia :~)↔Chyba?↔Pozdrawiam:)
  24. tajemnym drzewem jesteś lubię spozierać na twoje gałęzie lecz szumisz do mnie jednym owocem górą kilkoma tak trzeba inaczej mógłbyś poznać nazwę drzewa
  25. Na białej kartce, koślawy szkic, tylko. Ktoś narysował. Kiedy? Jak dla mnie, przed chwilką. A kto? Siedziałem, przy małej rączce z kredką. Rysowało. Lecz na błękitnej kartce dokończy całość. Dziwnie prawisz. Jakbyś śnił. Daj już spokój mi. Mam mętlik w głowie. Nic więcej nie wiem, nie powiem. Jestem tylko, przytulanką na grobie. ∞ Wersja 1 Na białej kartce, koślawy szkic został, tylko. Ktoś narysował. Kiedy? Jak dla mnie, przed chwilką. A kto? Widziałeś? Tak. Siedziałem obok, żwawej rączki z kredką. Rysowało, lecz już na wietrznej kartce dokończy całość. Dziwnie prawisz. Na wietrznej przez: er zet, czy przez czy? Daj spokój mi. Mam mętlik w głowie. Nie wiem, nie powiem. Jestem tylko, przytulanką na grobie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...