-
Postów
2 810 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
3
Treść opublikowana przez Dekaos Dondi
-
*~Uwierzyć w skowronka~* zatańcz skowronku w błękitnej piosnce póki wzlatywać możesz pod niebem fruwaj wysoko później odpoczniesz tak jakoś raźniej gdy słychać ciebie słońca promienie zaczaruj trelem jak w struny harfy muskaj skrzydłami wszak jeszcze kwiatów zostanie wiele gdy podmuch wiatru barwy ocali w strumieniu ryby nie spłycą słowa śniegi zakwitną wnet na zielono a zatem warto chociaż spróbować choć krew zostanie zawsze czerwoną
-
3
-
Malowane Echa
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ana↔Dzięki:)↔Zaiste wierzę, w nieśmiertelność:)↔ Miałem jednak na myśli "ziemski czas" Przykładowo: wiesz, że ma Cię nie być za powiedzmy↔pól roku, a za pół roku→klepsydra odwrócona i sobie nadal żyjesz jeszcze.... i cieszysz się:)) Oczywiście w Wieczności czas nie istnieje. Bo bez względu ile minie i tak zostanie nieskończenie wiele. A czas jest od→do:)↔Pozdrawiam:) * Kwiatuszek↔Dzięki:)↔Za bardzo ładną wizję czasu. Czas jak rzeka. Płynie i płynie. Raz lepiej, raz gorzej. I wodospady bywają. Ale na drugim brzegu, czas umiera, a my żyjemy nadal. Tak jak wyżej rzekłem. Jeno to są moje odczucia. inni człeki, mogą mieć inne:) Pozdrawiam:)) -
wewnątrz stukają ziarenka drobinki czasu na szklanych ściankach malują echa kap kap sączą się chwile jak wrzące skrawki szkła na dnie zastygłe puk puk coraz więcej spadają nieczułe obojętne tam bliżej nieba wciąż nieprzerwanie dół górę zmienia i nie wiadomo czy los śmierci wyrwie by jeszcze darować odwrócić klepsydrę
-
Na cmentarzu o zmierzchu, panuje zazwyczaj grobowa cisza. Ma to zapewne związek z faktem, iż z krtani nieboszczyków, plecionek kości lub kupek prochu, raczej żadne dźwięki między grobami, rozkładać się nie mogą. A jednak dzisiaj, w ten ciepły, przytulny podwieczorek, jest deczko inaczej. Może nie tyle dotyczy to dźwięków, lecz dziwnej, błękitnej poświaty, prześwitującej od jakiegoś czasu, przez niewielkie okna kostnicy, oraz trzepotu czarnych skrzydeł, dźwigających ciała kruków. Nadlatują ze wszystkich stron, siadają w ciężkiej bezgłośni, na zarośniętym mchem dachu, oraz okolicznych drzewach i żaden nawet dzioba nie otworzy, by zakrakać. Jakby zlęknione na coś czekały, przyklejone póki co, musowym zaproszeniem na tajemne spotkanie, przez biesiadników wpół drogi, pomiędzy światami. Którzy będą się przeciskać, na drugą stronę cmentarnej rzeki, gdzie czas już nie płynie, chociaż piranie owszem. Niektórych nie przepuszczą, by rozszarpać szczęśliwe zmartwychwstanie. Nagle okna kostnicy, samoczynnie otwierają szklane okowy. Czarne smugi w poświacie księżyca, obleczone w skrzydła, noszone podmuchem wiatru, zaczynają wlatywać do środka. Tłoczą się niemiłosiernie, czarnym kłębowiskiem ocierając ściany. Ranią siebie nawzajem, lecz i tak nie wszystkim ptakom jest dane wlecieć. Wiele ciał, jako obłoki pierzastego pyłu, osiada na gałęziach, tworząc podłużne całuny mrocznego śniegu, przyozdobione strzępkami skrzepłej krwi, przez które gdzieniegdzie prześwituje zieloność. Na obrzeżu cmentarza, starzec wyplata koszyki, lecz wiatr je nieustannie rozwiewa. Wtapia w gałęzie drzew, nierozpoznane. Niewielka dziewczynka w białej sukience, pojawia się jak spod ziemi. Każdy mijany przez nią grób, zmienia swoją strukturę. Niektóre migoczą ciepłym blaskiem, inne płoną jak pochodnie lub pozostają bez zmian. Z kostnicy wychodzi inna postać, w czerwono zielonej szacie. Jako że błękitne światło pada od tyłu, widać wielki cień, na kurtynie z mgły, która sama siebie zaistniała. Lecz postać nie idzie w tym kierunku, tylko w przeciwnym. Patrzy w stronę Księżyca. Z żółtej pełni zwisa kropla krwi. Zaczyna spadać w kierunku ziemi. W tym samym czasie, dziewczynka wchodzi do wnętrza budynku. Zamyka za sobą drzwi. Z okien wylatują biało szare motyle. Szybują nad cmentarzem. Siadają na grobach. Wiele na tych co płoną. Jakby musiały. Ogień ich jednak nie spala, tylko zwęgla skrzydła. Spadająca kropla tworzy okrągły cień. Większy i większy. W końcu pochłania cały cmentarz, gęstą, pachnącą czerwienią... ... o brzasku, na oszronionej łące, spowitej migoczącą, wielobarwną mgłą, po drugiej stronie pryzmatu, dziecko przytula pąk białej róży. Rozkwita w trzymających dłoniach, nieskończonością płatków. Gdy pierwszy promień słońca, opromienia jej twarz, rzuca go w kierunku nieba.
-
Na podstawie fragmentu nieukończonego, dawnego opka. ------------------------------------------------------------------- idę nad przepaścią po zielonym promieniu dostrzegam kołyskę jest ogromna stoję blisko słyszę głośne chlupotanie i gęsty szum krew przelewa się przez brzegi ścieka po nieruchomej łodydze cienkie pasemka ciepłej czerwieni znikają na dole we mgle bez żadnego echa bo martwe patrzę na zakrwawione dłonie w końcu jestem przedstawicielem homo – nie zawsze – sapiens z wnętrza wystaje czarny sztylet na nim postrzępione początki kwiatów przyklejone do ostrza zamordowaną szansą mimo wszystko pragną uciec by dalej rosnąć nic z tego srebrna krawędź ostatnich chwil jest przeszkodą nie do przejścia nie zaglądam do środka brakuje odwagi i możliwości wejścia ostre pasemka świadomości przenikają do czeluści umysłu a właściwie jaka to różnica rzeczywistość czy halucynacja tak samo boli a jednak pod prześwitującą drogą przelatuje zielona kukułka kołuje w dół szybuje nisko nad zwiędłymi przebiśniegami
-
3
-
丂长尺乙丫尸工 𠘨卂 刀卂匚卄凵
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Waldemar_Talar_Talar↔Dzięki:)↔To miło mi. Nie przeczę:))↔Pozdrawiam:) -
[Prolog] Gdy byłem małym chłopcem, rodzice często powtarzali, żebym pamiętał to co ważne, a to co nieważne, odrzucał. Teraz gdy jestem dorosłym, nadal nie wiem, o czym warto, a o czym nie. Na szczęście istnieje Pałac Pamięci. Paradoksalnie żaden z nas nie pamięta, kiedy go wybudowano i z czyjej inicjatywy. Mogłem o wiele wcześniej odwiedzić to miejsce, ale krążyły – i nadal krążą – pogłoski, że jego mury, skrywają pewną tajemnicę. Kolejnym paradoksem jest fakt, że wielu tych, co stamtąd wróciło, niewiele pamięta ze swoich przeżyć, a jednocześnie zachowują się jakoś dziwnie. Niby ci sami, lecz trochę inni. Wiele razy spoglądałem na ten Pałac z daleka, aż wreszcie ciekawość, osiągnęła punkt kulminacyjny. Postanowiłem tam się wybrać i obadać sprawę, a moje spostrzeżenia zapisywać. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Pałac znajduje się na tle pustego horyzontu. Pozostałą część ogromnej łąki, która go otacza, zajmuje las, z przerwą na nasze niewielkie miasteczko. Nie zabieram ze sobą prowiantu na drogę. Niby po co? To w końcu nie aż tak daleko. Ziemia dźwiga ślady początku wędrówki. Nie dostrzegam go dokładnie. Zakryty woalką z mgły, wygląda jak przyczajone zwierzę, szykujące się do skoku. Szczerze mówiąc, boję się trochę. Wiem dokąd zmierzam, ale nie wiem, co tam zastanę. Właściwie nie jest to żaden Pałac. Niewielka budowla o nieokreślonym kształcie, z jednym oknem, z którego wydobywa się nikłe światło. Skąd o tym wiem? Przecież jestem jeszcze daleko od niego. No właśnie. Od ''niego''. Dlaczego tak pomyślałem Przecież to nie jest żywa istota. Smuga światła, niczym zorza snująca się przy ziemi, zbliża się do mnie. Zaczynam sobie przypominać sytuacje z życia, o których już dawno zapomniałem lub chciałem zapomnieć. Rozumiem wiele spraw, których nie rozumiałem. Co zrobiłem źle, a co dobrze. Ile wyrządziłem krzywd, a ile dałem radości. Im jestem bliżej, tym więcej tego we mnie. Uświadamiam sobie relacje z ludźmi... tylko z mojej strony, bez uwzględnienia.. jej odczuć i pragnień... gdy mój egoizm, był mieczem obusiecznym. Dziwne. Pałac jest mniej widoczny. A przecież zbliżam się do celu. Powinienem widzieć wyraźniej i dokładniej. Jakby się rozmywał... jakby go ubywało. Czyżby wnikał we mnie... zbudowany z myśli, których starałem się pozbyć, jeżeli nie mogłem zapomnieć. Jedno jest pewne. Odmienia mnie. Mam nadzieję, że na lepsze, a nie na gorsze. Kawałek po kawałku, jednocześnie płacąc za to, swoim znikaniem. Zorza nadal krąży wokół mnie. Jestem już bardzo blisko. Mgła dawno zniknęła. Mimo to, niewiele widzę z tego, co chciałem ujrzeć. Widocznie już teraz mam spojrzeć w zakamarki umysłu. Tam jest większa część Pałacu. Stoję przed prawie przezroczystą ścianą. Nadal nie potrafię określić wyglądu. Zresztą niewiele z niego zostało. Czyżbym aż od tylu spraw... aż tak uciekał? Z okna jeszcze się wylewa mały strumyczek przytłumionego światła. Obmywa moje stopy. Dziwnie się czuję. Nie chcę tego. Nie jestem tego godny. Inni tak, ale nie ja. Dotykam resztki ściany. Znika pod moją dłonią. Widzę pustkę przed sobą, lecz nie w sobie. Odchodzę z tego miejsca. Nie wiem, jaki jestem. Muszę to wszystko przemyśleć. Z jednej strony czuję się... podbudowany, a z drugiej mam wrażenie... jakby część mnie zniknęła na zawsze. Jestem blisko miasteczka. Spoglądam do tyłu. Pałac powrócił. Znajduje się dokładnie w tym samym miejscu, co na początku wędrówki. Cierpliwie oczekuje następnego wędrowca. Cicho, skromnie, na uboczu. Nikogo nie przywołuje na siłę. Daje wybór. Skąd o tym wiem? Nie wiem. Teraz rozumiem tych wszystkich, którzy wrócili... i byli jacyś inni. Wiele zlekceważyli lub chcieli zapomnieć, lecz pałac im o tym przypomniał. Chcę wierzyć, że zmienił lub będzie zmieniał nas na lepsze. Ile jest takich budowli na świecie oraz ilu podejmie taką podróż? Tylko jak długo będą się pojawiać na nowo? A może w końcu znikną na dobre?
-
1
-
丂长尺乙丫尸工 𠘨卂 刀卂匚卄凵
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Sylwester Lasota↔Dzięki za wiersz nawiązujący. Wiele prawdy w tym, zaiste:) Ciebie zawsze pamiętam jako pierwszego, komentującego mój tekst↔ "Wybór":)) Pozdrawiam:)) -
Żebym chociaż umiał
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Rafale Marius↔Dotknąłeś słowem komentarza, istoty problemu. Trza dać coś z siebie, a nie jeno leżeć na plaży i mieć nadzieje, że piasek na plaży urośnie i ktoś za mnie, skleci wymarzone zamki z piasku. Nie piję do kogokolwiek. To jeno metafora, która też moje wady zawiera:) Pozdrawiam:)) -
skrzypi na dachu skrzypi tam wciąż kiedy skrzypiący pójdzie wnet stąd skrzypi chrobocze niczym w piekle kiedy zakończy skrzypieć wiecznie oj jakie ładne skrzypienie och! chyba posłucham zostanę o! kocie kociuniu to mysza zła zawału dostanę zjedz ją raz dwa gnaty ci skrzypią stare już są lecz proszę kotku skończ z myszą tą przepiękna piosnka słowicza jest lecz przy skrzypieniu to tylko jęk chociaż poskrzypisz na daszek wejdź przestanie skrzypieć gryzonia zjedz * miau miau zgroza miau poeta popadł w transoszał skrzypi on piórem kaczym na desce wariat nas straszy przedurnym wierszem
-
kapią gorące krople wątpliwości skwierczą niby oczywiste prawdy nie wszystkie dania dostępne dla mózgu trzeba się obyć smakiem a obiad stygnie niezrozumiały
-
1
-
łąka ukwiecona wiatr wyplata wianki z kwiatów zwiędłych nawet z nimi właśnie tańczy gwiazdy pod sklepieniem świecą mrokiem dali może chociaż jedna potrafi ocalić na zielonej między zając uszedł łowcom biegł on wszakże krzywo a nie łatwo prosto gdzieś na białej kartce wyraz myśli w kratkę żeby być początkiem zdania tego właśnie łódka wciąż dziurawa lecz jakoś nie tonę palec w dno wciśnięty powstrzymuje wodę chciałbym podziękować choć nie widzę reszty jednak mnie owiewa jakiś podmuch rześki przesypana plaża poza morza krawędź podłamane żagle i bałwany nawet a na horyzoncie dal jest mgłą spowita żebym chociaż umiał ów wierszyk odczytać
-
To taka głupota jeno. Są pytania, gdzie odpowiedź zależy od tego, co autor miał na myśli, a paskud nie doprecyzował. A zatem zawsze może powiedzieć, że odpowiedź jest błędna, jak ów rycerz. Na przykład pytanie: Przed drugą, szła pierwsza gęś. Ile szło gęsi? Możliwe odpowiedzi 1)→Banalnie oczywista↔Skoro pierwsza szła przed drugą, to szły↔dwie. 2)↔Szła jedna, bo ta druga, była kurą. 3)↔Szła jedna, bo ta druga stała. A pytanie zawiera↔ile szło? 4)↔Szła jedna, bo chodzi o godzinę: przed drugą w nocy. 5)↔... Rzecz jasna, wszystkie są prawidłowe:)
-
Inauguracja tekstu na tym Portalu:) Pomarańczowy lisek, ma właśnie hycnąć w leśne knieje, lecz wtem oniemiał od nosa, po czubek puszystego ogona. Kilka chwil przed nim, stoi tłuściutka gąska, przylepiona strachem do runa. Nęcąca okoliczność, popycha go w stronę obiadu. W tym samym momencie słyszy trzask i wycie z bólu. To starowinka sarna, zapewne łykowata, wpadła w potrzask. Patrząc zatem na gąskę, rzecze wzruszony: — Gąsko, tyś mi życie uratowała. Dzięki twoim smakowitym wdziękom, nie skręciłem. Mogłem skończyć, jak owe cierpiące zwierzątko. Odejdź o wybawczyni, bez trwogi. * Pod wieczór, lisek zagryza i wynosi z kurnika, kilka tłustych kurek. Przecież musiał sobie jakoś zrekompensować, okazanie wdzięczności.
-
Amber↔Dzięki:)↔Ja dopiero się dowiedziałem po napisaniu, co napisałem:))↔Pozdrawiam:)
-
ech chciałbym napisać dla ciebie wiersz ale sama wiesz jak jest nie zawsze wychodzi wiersz czasami banalnych słów stek obok tego co stanowi wiersz no nie powtarzam słowo wiersz lepiej zakończę ów słów bieg aczkolwiek proszę doceń chociaż to no wiesz.... że chciałem napisać dla ciebie wiersz
-
Rzeźnia Dwunożna
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Tectosmith↔Dzięki:)↔Ja też nie zawsze wszystko łapię, z tego co napisałem. Jakby pisało dwóch. a ten drugi akurat miał wolne:)↔Pozdrawiam:) -
Spotkanie
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Tectosmith↔Dzięki:)↔Skoro tak twierdzisz, to nie przeczę, bo cieszy mnie to:) Pozdrawiam:) -
Tectosmith↔Dzięki:)↔Ja też. Na coś lepszego, co w końcu kiedyś napiszę, jak dożyję owej chwili:) Pozdrawiam:)
-
– Jak śmiesz mnie pouczać, bezmózgowy durniu! Twoje wojska mają w pień rozpierdolić wszelkie zło, a szczególnie tego pojeba: A, co to dążąc do władzy, rzekę miodem i maślanką płynącą, obrzydliwymi łapskami wstrzymuje – mroczna natura władcy, jest bliska zenitu. – Chyba wiesz, że na dudniących chorągwiach, łopocze prawa i sprawiedliwa mandragora, o krwawych zębiskach i zawodzącym flecie, naszej jakże umiłowanej prawdy. Czy są jakieś inne? – O panie. Uchowaj Boże! – Ty mi tu Boga, to tego plugastwa nie mieszaj. Sami wprowadzimy ład, gdzie ładu nie ma i porządek, gdzie porządku nie ma. I miłościwe pojebanie… tfu, pojednanie ludu, też dekretem walniemy. A co! Każdy będzie musiał miłować, na psa urok! Wedle czyich reguł? – Twoich, o panie – odpowiada gówno dowodzący. * – Jak śmiesz tak do mnie mówić, bezmyślny śmieciu! Twoje wojska mają w pień rozpiździć, wszelkie zło, a szczególnie tego moczymordę: B, co to dążąc do władzy, gruszki na wierzbie parszywymi łapskami wstrzymuje i nie pozwala masie pracującej, zbierać w koszyczki utkane z chrustu – wściekłe lico władcy, przybiera barwę zgniłego buraka. – Chyba wiesz, że na grzmiących chorągwiach, łopocze lewa i sprawiedliwa mandragora, o krwawych pazurach i jerychońskim flecie, naszej jakże umiłowanej prawdy. Czy są jakieś inne? – O panie. Uchowaj Boże! – Ty mi tu Boga, to tego szkaradziejstwa nie mieszaj. Sami wprowadzimy dobrobyt, gdzie dobrobytu nie ma i sumienia, gdzie sumień nie ma. I miłosierdzie wobec bliźnich, też zarządzimy. A jakże! Każdy będzie musiał miłować, do dupy pana! Wedle czyich reguł? – Twoich, o panie – odpowiada gówno dowodzący. *** – Gdzie nasze państwo? – Zgliszcza władzy tylko. – Całkiem spoko, ta opalona kość. Rzucę nią. – To ja rzucę i przemieni się w samolot. – To moja kość! Zostaw w tej chwili. Poleci, gdzie ja chcę! – Gówno prawda. Ja nią rządzę! – Puszczaj, bo ci wyrywam! A łaj! – A masz, a masz, a masz...
-
... czujesz powiew na rozedrganych marzeniach rozwiewa stęsknione lśnienie do twojego jutra tam łąka o świcie przytula kwiaty spowite pluszową mgłą miękką wilgotną gdzie delikatnym tchnieniem tajemnic kroplami rosy zakwitają spełnienia szybujących chwil kiedyś ostatnich na początku snu pomiędzy skrzydłami białych motyli
-
4
-
Rzeźnia Dwunożna
Dekaos Dondi odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Rafael Marius↔Dzięki:)↔Przyznam, że też owe przysłowie, odwiedziło moją głowę. Jam mięsożerny, więc niestety, mogę kiedyś... przestać pisać:)↔Pozdrawiam:) * Transgenderyzm↔Dzięki:)↔Jam rad, skoro tak, z tą stylistyką i klimatem. Miło mi zatem:) Pozdrawiam:) -
ᶻᵃᶰᶤᵏ ˢʸᵐᵇᶤᵒᶻʸ Po raz kolejny wychodzę na zewnątrz. Świat nadal taki, jaki zapamiętałem. To dla wielu z nas, swego rodzaju przywilej. Nie wychodzimy zbyt często. Chociaż z drugiej strony, czy to rzeczywiście można nazwać: wyróżnieniem? Czuwamy długi czas nad tym, co wewnątrz, by większości, umożliwić korzystanie z zewnętrza. I trzeba też przyznać, że nie niszczymy otoczenia wokół. Natura pozostaje nie zagrożona, w swojej zmiennej niezmienności. Bywa jednak, że my z wnętrza, od czasu do czasu, też pragniemy zaznać chociaż trochę radości, przebywania wśród tych wszystkich ożywionych, jakże wspaniałych konstrukcji, które trudno ogarnąć naszym zrozumieniem. Zewnętrzni nazywają nas po cichu: kłopotliwymi świadkami. Śmieszna nazwa, ale wynika to chyba z tego, że jednak mają wrażenie, iż dzięki naszej w pewnym sensie pracy, mogą żyć jak żyją. Nie chodzi o to, że pragniemy w ten sposób nadwerężać ich sumienia. Taki układ obowiązuje, jak tylko sięgniemy pamięcią, gdyż nasza pojemność jest przeogromna. Są chwile, że pamiętamy za bardzo. W sumie żaden z nas nie narzeka. I właśnie dzisiaj mogę na jakiś czas, zasmakować chociaż trochę tego, co oni mają na co dzień. Niestety. Pewna sprawa zaczyna mnie niepokoić. Chyba zresztą nie tylko mnie. Świat jest piękny i nienaruszony. Żyjemy we wzajemnej symbiozie, z tym co nas otacza, chociaż zupełnie do siebie nie pasujemy. Nasze ciała są zupełnie odmienne. I jeszcze jedna sprawa nas często gnębi. Mimo potężnej pamięci, tego jednego nie pamiętamy. Skąd przybywamy i dokąd zmierzamy. A co najważniejsze, kto nas zaistniał? No ale nie o tym, aż tak chciałem rozmyślać. Pewne przesłanki skłaniają do przypuszczenia, że tylko w mojej pamięci zachowała się pewna informacja. Nie chcę jej pamiętać, jak tylko potrafię. Niby nic takiego, a jednak wciąż wywołuje we mnie, pewne oznaki niepokoju, a nawet niesprecyzowanego lęku. Jakby czegoś nieuchronnego, lub w pewnym sensie sytuacji co już jest, ale na szczęście jeszcze mało widoczna. Świadczą o tym pewne symptomy, których nie potrafimy do końca zrozumieć. Tym bardziej, że ów krótki tekst, jest dziwnie napisany. Coś w rodzaju przepowiedni, zupełnie nie pasującej do naszej psychiki pojmowania. Zawiera nazwę zupełnie nieznaną. Obyśmy się tylko nie stali, kłopotliwymi świadkami. A jednak zaglądam do pamięci, mając znowu nadzieję, że tekst zniknął. Niestety. Jest wciąż taki sam: ślady powstaną człowieka uczyni je własnym słowem popatrzy pomyśli pozmienia on swoją wersje opowie
-
1
-
hop hop pudernico to nie żadne echo tylko twój biegnie z uciechą co to co to czy rozmawiam znów z idiotą nie to ja wyję przecież kocham cię jak żadną na świecie aha mam się przed tobą rozchylić nie doczekanie twoje popapraniec tyle powiem no coś ty nie w tej chwili jesteś dla mnie diamentem bez skazy o takiej tylko pomarzyć o cholerka słucham namiętnie wzruszona taka mowa pudernico dama na słowa zważa popsujesz piękny nastrój nie uważasz i nie syp po oczach pudrem to rozrzutne i niewskazane pudernicku żartuję dla ciebie ty dla mnie ja dla ciebie niebem wiedz że nie kłamię wcale nawet mi trochę fiferek staje gdy patrzę na wdzięki ładne plecy talię cholera zmarznę niech tylko wzrokiem ogarnę to sama wiesz jurnyś nieco fest chłpoisko cholera jasna mięknie wszystko istny flak problem mam przytrzasnę wieczkiem łebek skoroś taki w potrzebie a łaj uwolnij głupia nie jest tak źle milutki tyś gdy patrzę na łopatki krzywe i rowek w bułeczce to wiesz co tobie powiem jeszcze no ba miłości to czar jak zwał tak zwał o fakt lecz pytanie mam tak wciąż od tyłu a to czemu nie marudź kochanie jeszcze nas czeka noc muzeów
-
1
-
Przepraszam, lecz zapewniam: próbuję wciąż jeszcze. Może niebawem coś sklecę, co będzie można nazwać, wierszem.