Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dekaos Dondi

Użytkownicy
  • Postów

    2 811
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Dekaos Dondi

  1. Przepraszam, lecz zapewniam: próbuję wciąż jeszcze. Może niebawem coś sklecę, co będzie można nazwać, wierszem.
  2. Dared↔Dzięki:)↔Zaiste, niewątpliwie, tak by było, gdy kiedyś tak będzie. Aczkolwiek przyszłości, nie ma jeszcze teraz, więc w sumie nic pewnego:)↔Pozdrawiam:) * Rolek↔Dzięki:)↔Hmm... przesłanie jest takie, jak kto zrozumie. Albowiem, każdy niepowtarzalny jest, w ocenie rzeczywistości:)↔Pozdrawiam:) * Aff↔Dzięki:)↔Autor już teraz, sam dokładnie nie wie, co miał na myśli. Jeno jak pisał dwa lata temu, to więcej wiedział. Aczkolwiek pewne nawiązanie do "Folwarku... wysnuć by pewnie, można:) Pozdrawiam:) * Olgierd Jaksztas↔Dzięki:)↔No tak. Też można spojrzeć w ten sposób. Chociaż kiedyś wybrzmiały słowa: "Czyńcie sobie Ziemię, poddaną"↔No ale... bez przesady i nie za wszelką cenę:) Pozdrawiam:)
  3. Ana↔Dzięki:)↔Bogata wyobraźnia, bywa też męcząca:) Coś za coś. Jak to w życiu bywa:) Niemniej, miło mi, czytać takie słowa:)↔Pozdrawiam:)
  4. Aff↔Dzięki:)↔Zatem też się cieszę, że się ucieszyłaś:)↔Pozdrawiam, też zwrotnie serdecznie:~)
  5. rzeźnia odległa za mgłą na krawędzi wzroku krowy woły świnie dwunożne wynoszą ludzkie trupy przytulają racicami wykopują groby wrzucają truchła zasypują klęczą wznoszą modły poza wielkość szlachtowania a na bramie wejściowej ukrzyżowany biały gołąbek obleczony w ciernie sączy krew przebaczenia lecz rzeźnia płonie
  6. Amber↔Dzięki:)↔Mnie powinien raczej teraz przepisać napoleonki. Smaki się zmieniają, nuczym sygnalizacja świetlna:)↔Pozdrawiam:)
  7. Rafael Marius↔Dzięki:)↔Tak mnie wtedy napadło, takie coś:)↔Pozdrawiam:)
  8. Teraz o 15.42↔6.11.22↔wrzuciłem nieco zmodyfikowaną wersję:) ------------------------------------------------------------------ Witaj Agni Zatroskanych Spojrzeń Ale Nie z Byle Przyczyny. Ośmielam się pisać do ciebie po raz trzeci, przede wszystkich z dwóch powodów. Po pierwsze o Agni Falującej Czupryny, chciałbym nawiązać do tego kawałka dechy, który Tobie przez umyślnego wraz z listem przysłałem. Uwierz proszę, iż naprawdę zabrakło mi papieru, a że myśli swych uronić nie chciałem, gryzmoliłem dalej po blacie stołu. Doceń to o Bogini Ostrych Piłek Zębatych, że aż dwa wkłady do laubzegi zmarnowałem, lecz jakoś sprawnie poszło, gdyż w czasie rżnięcia, o Tobie Agni Najmilejsza cały czas myślałem, dodając sobie otuchy, że na pewno dotrwam do końca. Osiłek ze mnie że hej, jak kiedyś raczyłaś zauważyć, gdy wziąłem byka za rogi i później leżałem dwa tygodnie w połamanym szpitalu. To znaczy ja byłem połamany, ale lubię raz po raz, nawijać głupoty, na twoje rozedrgane myśli. Miło wspominam ów czas, bo fajnie jak nie wiem co, było. Przychodziłaś wtedy z flamastrem, by za chwilę siedzieć na obrzeżu betów, kontemplując nieco, rysując jednocześnie na gipsie, małe śliczne obrazki i pisząc obok wiersze, o szpitalnych kaczkach oraz innych ptaszkach. To były owe chwile, krótko przed tym, jak się dowiedziałaś, że jesteś Boginią i nic tego zmienić nie może. Szlag by to trafił, rzekłem wtedy z niechcianą werwą do własnych uszu. Musiałem akurat trafić na Boginię. Wybacz mi och wybacz, Agni Co Wszystko Wybaczasz Jak Chcesz, ale to tylko dlatego, że zakochałem się w Tobie bez pamięci. Chociaż akurat o tym pamiętam do dziś. No dobra. To co powyżej dotyczyło kawałka dechy i sytuacji, o których dzięki temu sobie przypomniałem. A zatem, to po pierwsze. Po drugie, O Bogini Pofałdowanych Wspomnień, jeżeli pozwolisz, to chciałbym powspominać te piękne cudowne dni, kiedy byliśmy małymi szkrabami, a ty nie miałaś pojęcia, że jesteś Boginią. Proszę Agni, pozwól wrócić do tamtych czasów. Nie dostrzegam żadnego pioruna, lecącego w moją stronę, czyli rozumiem, że mam Twoje, O Agni Szalonych Myśli, przyzwolenie. To wielka szkoda, że nie możesz być moją. Miałbym Tobie tyle do powiedzenia i zaoferowania. Nawet więcej, niż w listach ośmielam się pisać. Ale cóż. Teraz jest jak jest. Co ze mnie za pożytek. Tym bardziej, że zapewne masz Boskie potrzeby, takie i różnorodne. Nie wnikam o Agni Kryształkowych Oczu, w te wszystkie szczegóły, bo przecież mylić się srodze mogę. Z tym: jest jak jest, to rzecz jasna, trochę o Bogini Ludzkich Pojednań, przesadziłem, niczym kwiaty na wiosnę. Miałem tylko na myśli, że Ty się nie starzejesz i na wieki, bez zgryzoty na wizerunku widokowym, pozostaniesz. O wybacz znowu. Co ja tu piszę. Wszak wspominać miałem, a nie wydziwiać i marudzić. Zacznę ładnie, jak tylko zdołam, żebyś była zadowolona, całą gębą. Wyobrażam sobie, jak uśmiech krąży wokół Ciebie, by po chwili przysiąść, na Twoich wilgotnych ustach. No to zaczynam. Pamiętasz, jak byliśmy dziećmi. Ty mi nagle nasikałaś na babkę z piasku, a ja Tobie za to co zrobiłaś, chciałem włożyć łopatkę w oko. Nie pozwoliłaś na to. Już wtedy byłaś zaradna, chociaż nie korzystałaś z boskich zdolności. Kiedyś powiedziałaś innym dzieciom, że skakanka to taki: okropnie zaczarowany wąż, który może straszliwie ukąsić. Mówiłaś to z takim przekonaniem, że dzieci w końcu uwierzyły, rozbiegając się na wszystkie strony. A Ty sobie skakałaś jakby nigdy nic. Wtedy się pozłościłem, mówiąc Tobie: oddaj im skakankę, głupia jesteś. A ty mi na to: „Nie oddam i mordę w kubeł’’. Już wtedy dysponowałaś takimi dziwnymi sformułowaniami. Nawet nie wiedziałem, co to znaczy. Musiałaś gdzieś usłyszeć. Słuch miałaś wyśmienity. Och… co to były za czasy. A pamiętasz, jak poszliśmy deptać świeżo wyrosły trawnik, bo się Tobie o Agni Zielonych Rozkojarzeń, jak to określiłaś, nie podobała ta: piekielna zieleń. Podszedł do nas jakiś człowiek i wrzasnął: „No dzieciaki! Zmiatać mi stąd. Niewychowane bachory”. Powiedziałem do ciebie: Agni, nie róbmy draki. Chodźmy lepiej na jabłka. Lecz ty spojrzałaś na niego przez zaciśnięte zęby i warknęłaś: „Odwal się palancie. Co tu zmiatać. Oprócz zielska, nic tu nie ma” Wybacz o Agni Najsłodsza, ale romantyczna to ty przesadnie nie byłaś. Ciebie nawet zieleń nie ruszyła i sterczące kwiatki. Poszliśmy na jabłka. Zapewne przypominasz sobie O Bogini Późniejszych Ogrodów, jak nie pozwoliłaś, żebym przełaził przez tą samą dziurę w płocie, co ty. Rzekłaś mi wtedy: „Nie życzę sobie, żebyś roztrząsał pozostawione przeze mnie ślady” Co miałem zrobić. Nie roztrząsałem. Przeszedłem przez płot, na którym zostawiłem część spodni. Ty miałaś podwiniętą spódniczkę, jako koszyczek do jabłek. Jednak musisz przyznać, że babcia ogrodowa była super. Zaczęła wrzeszczeć głośno i wyraźnie, wyzywając nas od złodziei, a nawet zbójów i morderców. Tobie z tego wszystkiego, jabłka z podwiewajki wyleciały. Wzięłaś jedno do ręki, wystawiłaś przed siebie na uroczo spoconej dłoni, niczym Hamlet czaszkę i zaczęłaś biednej babci nawijać: „O kobieto, nieznośna w zapalczywości swojej. Mówisz, że to twoje jabłka, tak? Nie przeczę. Lecz z bliźnimi należy się dzielić. Spozieraj trwożnie na kolegę mego. Lekarz mu przepisał jabłka codziennie spożywać, by w lichość członków nie popadł. A on nie z bogatej rodziny pochodzi. Proszę, spójrz w tej chwili, jaki cienki przed panią stoi. A dlaczego? Ano dlatego, że jakaś bez serca, skąpa kobieta, paru głupich jabłek, poskąpić pragnie, co mu dla zdrowia potrzebne, jako nieodzowne lekarstwo. Ja też trochę zjeść muszę, żebym siły na opiekę miała. Jak pani nam poskąpi tych jabłek i z ogrodu wygoni, to na mur beton, najpierw poszkodowany padnie. A oni biedni. Pogrzeb kosztuje. Spójrz niecna kobieto na kolegę mego. On ledwo dyszy ze słabości i truchleje nieborak. Niedługo legnie wśród jabłek, by za moment ztrupieć na amen. Ducha wyzionie. Zacznie śmierdzieć w ogrodzie, a ów duch po całym ogrodzie, gonić panią będzie, rozkładem jabłek rzucając w uciekające plecy” Och Agni, Agni. Dusiłem się wtedy, lecz ze śmiechu. Biedna babcia. Była taka skołowana, że nawet nas do mieszkania zaprosiła, na kompot z rzeczonych owoców. A poza tym, mogliśmy wziąć, ile się dało. To były piękne dni. Niestety Agni. Teraz jesteś Boginią. Niedostępną dla mnie. Mam nadzieję, że za bardzo nie uraziłem twojej Boskiej Duszy, tymi wspomnieniami. Ale co to by byli za Bogowie, bez poczucia humoru. No powiedz sama. Dla mnie na zawsze pozostaniesz, przede wszystkim, we wspomnieniach z dzieciństwa. Było ich więcej, ale zapewne dokładnie je pamiętasz. To ty masz Boską Pamięć. Ja tylko zwykłą ludzką. Do koperty wkładam mój ulubiony ogonek. Jeszcze bardziej tobie przypomni, sytuację z jabłkami i wiele, wiele innych, o których nie napisałem, zanudzać niechcący nie chcąc. Sҽɱρҽɾ oԃԃαɳყ, ɳιҽ ʂҽɱρҽɾ ρoԃԃαɳყ ԃԃ
  9. Ʋισℓℓєтα↔Dzięki:)↔A nieco zlękniony byłem, że taki nie będzie:)↔Pozdrawiam:)) ~*~ Ƙωιηтєѕєηcנα↔Dzięki:)↔To fajnie, że uroczy bardzo jednak:)↔Pozdrawiam:))
  10. Tekst powtórkowy u podnóża akapitu tam gdzie bielą błyszczy łąka literkami napisany Wyraz tęskni choć w skowronkach k marudzi o wciąż wzdycha c próbuje rzewnie śpiewać h w cichości a miłością m nieznośnik sobie ziewa u podnóża akapitu rezolutna ciutkę płocha Interpunkcja kwiatek śliczny czyta kropką słowo kocham
  11. nie słuchaj słów myśli tylko co przeminą z każdą chwilką w krainie marzeń co jak dwie gwiazdy na niebie o lata świetlne oddzielone czasu upływem wiatrem słonecznym zwiewnie
  12. Tjonka↔Chociażby siłę psychiki, ducha, jak zwał, tak zwał, co na zewnątrz dostrzec nie sposób, a co definiuje człowieka. Kruchość, może być siłą. Dla zmyłki nawet. O której "przeciwnik" nie ma pojęcia. No ale... kim jestem, by takie słowa głosić. Też nie zawsze "kruchy" :)↔Pozdrawiam:))
  13. TJO–nka↔Dzięki:)↔Za wychwyt błędu, też. Poprawiłem. To dawny tekst. Tutaj tzw: kruchość, może mieć wiele znaczeń:)↔Pozdrawiam:)
  14. Wniesiono na stół: smakowite lodowe desery, przepięknie przyozdobione torty, rury w czekoladzie, serniki nadziane serem… oraz zwyczajne kruche ciasteczko. Rozpoczęto ucztę. W mig zniknęły wszystkie smakowitości. Zostało tylko ciasteczko. Samo na stole. Nikt na nie, nie spojrzał. A nawet gdyby, to nie zauważył. Dlaczego mnie nie chcesz – zdawało się myśleć. – Dlatego, że jestem inne, nieładne, z pokruszonymi brzegami. Czy ty w ogóle wiesz, jak smakuje moje wnętrze? Błagam cię. Nie rzucaj mnie na podłogę. Dopóki leżę na stole, to jestem w grze. Mogę mieć chociaż nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone… że w końcu ktoś mnie zje. A może by tak... poturlać się komuś prosto do ust? Co to, to nie! Mam swój honor Już wolę zostać samo na stole, lub być rzucone na podłogę… zdeptane... pokruszone... albo spleśnieć nawet… niż zdradzić swoją kruchość.
  15. TylkoJestemOna↔To są zbiory opowiadań:)→Np: "Nie oglądaj się teraz"→też film jest:) No ale, gusta różne, więc niekoniecznie musi się spodobać Ci:) Fakt↔Często znamy cenę, ale nie znamy wartości. A w aktualnym awku, to kosmitek płaski jakiś, co odpoczywa podczas podróży między światami? Pozdrawiam:))
  16. Waldemar_Talar_Talar↔Dzięki za "podoba się":)↔Pozdrawiam:) ~*~ TylkoJestemOna↔Też tak sądzę, że tak jest, nawet jak jest trochę inaczej:)↔Pozdrawiam:)
  17. TylkoJestemOna↔Też tak podążam:)↔Nieważne ile lat temu książka (lub muzyka) Ważne czy zgodna z wyobraźnią mą :)) Daphne... polubiłem po przeczytaniu "Ptaków" (też film)↔Pozdrawiam:)
  18. na przezroczystości z kolorowych ziarenek piasku wysięgnikami wyobraźni układasz obrazek maciupeńkie kamienne puzzle uderzają miniaturowo ranisz dłoń skończonością tafli tej niechcianej barwy pomimo... tobie brakowało rozmazujesz w prześwitujące smugi ku wzmocnieniu przyklejasz jakby cząstki siebie tak często raniły kazały cierpieć odnaleźć sens w niezrozumianym świecie ostatnie ziarenko największym ciężarem choć dziwnie lekkie niczym piaskowy pył wnikasz w niedokończony obraz przeistacza się w pryzmat wyśniony świat który jednak ułożyłaś z zewnątrz prześwitują twoje najpiękniejsze barwy pomiędzy krawędziami odczuwasz obecność gdziekolwiek jesteś
  19. TJO→nka↔Tak. Książki papierowe, mają więcej "duszy" a jednocześnie bardziej "namacalne" Jedna z moich ulubionych, to z dawna bardzo↔"Dzień Tryfidów" oraz np: opowiadania, Daphne du Maurier→też z dalekiej przeszłości↔specyficzny klimat:))
  20. Czyżby świat, ten który znałem, przestał istnieć? Pamiętam, że wczoraj z nieba leciały piękne strzępki. Okrzyków radości nie było końca. Dzisiaj grób. Tu i tam. Nie słyszę nawet siebie. Okna na noc zostawiłem przymknięte. Nagle przeciąg. Wazon spada na podłogę Domniemam, że rani dźwiękiem ciszę. Wstaję z łóżka. Spoglądam przez okno. Zastanawia mnie jedno. Jadą samochody. Kartki fruwają. Ludzie gestykulują, lecz nie słyszę żadnych dźwięków. * Wychodzę na zewnątrz. Czytam pierwszą z brzegu. „Czy ty nie rozumiesz, co się stało. Przestaliśmy mówić i słyszeć’’ Chwytam następne: „ Zwierzęta słyszą. Mają nad nami przewagę” „Ale nie mówią’’ „A skąd wiesz?’’ * Czy wszędzie tak?
  21. TylkoJestemOna↔Dzięki:)↔Przesłuchałem. Piosnka zapewne ma coś z owego tekstu. Wokal i melodia pasuje, do klimatu przesłania:)↔Pozdrawiam:)
  22. Konrad Koper↔Dzięki:)↔Też tak sądzę, że klimat baśniowy, także :))↔Pozdrawiam:)
  23. TylkoJestemOna↔Miło czytać , co rzekłaś, ale jeno jestem jaki jestem, i takim raczej zostanę, cokolwiek to znaczy. Książki raczej nie wydam:)), a wyobraźnia ma, to nie moja zasługa. Pomysły, to jakoś tak, sam nie wiem, skąd? Kiedyś tam trafię. Jeno nie wiem gdzie:)↔Każdy jest człek oryginalny, gdyż niepowtarzalny. Już nigdy dokładnie taki sam, się na rodzi:))↔Pozdrawiam:)
  24. szelest wplątany w ciszę wypływasz na łódce z miodu rzeźbionej piołun oddechu zakłóca biel napędu kryształki skrzepłej krwi stukają o przyszłość napraw nuty zanim je wchłonie muzyka po co słyszeć fałszywe dźwięki spragnione fale unoszą samotne złudzenia nie wszystkie utoną w spełnieniu poza spojrzeniem patrzysz sercem jeszcze możesz mimo utraty słodkiego owocu w postrzępionej torebce marzeń proszę odklej się od horyzontu póki ono jest wysoko bierz wiosła płyń dalej chyba że chcesz nie wątpisz pragniesz spłonąć gdy szczyt góry owiewa wiatr z podnóża pierwszych śladów
  25. TJO-nka↔Szczerze mówiąc, ów tekst napisałem, ku przestrodze, dla samego siebie, gdyż jestem, jaki jestem i w każdej chwili, może mnie nie być. Innych nie osądzam:)↔Pozdrawiam:))
×
×
  • Dodaj nową pozycję...