Nieskończoność
Malować już nie będę na fantazji szybach
Obrazów, które blakną niczym świecy płomień,
Co w większym ogniu stale jak rozbitek tonie,
By umrzeć od koszmarów zamiast sny ożywiać.
Zaciągnę się na statek co śród marzeń pływa,
Żeglując po warkoczach światłem tkanych komet,
Bo ożył znów wędrowiec, pchnięty czynów gromem,
I począł w mgle obłoków pragnień wicher ścigać.
Zabiorę cię ze sobą, w podróż ponad światy,
Gdzie zrywa się do lotu morskich fal aksamit,
Śpiewając nocnym gwiazdom cichych wód ballady,
By nigdy boski lazur nie znał ludzkich granic.
Gdy pieśni tych melodia zacznie nas prowadzić
Wyrwiemy się na wolność skrytą pod żaglami.
---