Magiczny napój
Kiedy szaro jest na dworze,
I już na nic nie masz siły,
Tylko jedno ci pomoże;
Dzienna dawka kofeiny.
Bierzesz kubek ledwo żyjąc,
Już aromat cię dopada,
Twe neurony z głodu wyją
Zaparz kawkę, pij i siadaj.
Lecz po chwili czara pusta,
A twój umysł wciąż zaspany
Lekko diablik pieści, muska;
"Weź kubeczek swój kochany!
Idź do kuchni, nasyp kawy,
Włącz ekspresik i posłuchaj;
Kiedy umysł jeszcze słaby,
Nalej sobie pełny puchar!
Magnez, potas? Dajże spokój!
Zamiast wierzyć mitom słabym
Drżenie usuń w mętnym oku
Pijąc kubek pełen kawy!"
Słucham głosu, piję śmiało
Bezmiar szczęścia mnie ogarnia
Lecz znów słyszę, że zbyt mało,
Że zmęczenie mnie spowalnia.
Sposób na to mam jedyny,
Pewny, dobry i sprawdzony;
Gdy zażyję kofeiny
Przejdą spania me symptomy.
Mija ranek i południe,
Po fajrancie przyszedł wieczór;
Zrobię sobie kawy siódmej
By znużenia jeszcze nie czuć.
Oczy moje jak pięć złotych
Lecz powoli i nieśmiało
Czuję drzemki lekkie grzmoty;
Czyżby kawki było mało?
Na dziś dosyć, kłaść się trzeba,
Jednak czuję, że już rano
Kawę w siebie będę wlewać,
Na OIOM-ie gdzieś sypaną.
...