Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 02.03.2026 w Odpowiedzi
-
czy istnieje coś piękniejszego niż obraz kobiety w ogrodzie tak istnieje ogród w kobiecie a jeśli będziesz o niego dbać zakwitnie paletą barw i oczaruje świat żywym bukietem22 punktów
-
Stawiają przed nim szkło. Ciężkie. Zimne. „Odżyjesz. Nie była dla ciebie.” Mówią po kolei, jakby przekazywali sobie dyżur. Wyliczają jej wady, żeby było mu lżej. Każde zdanie coś przestawia. Jak mebel w ciemnym pokoju - nagle nie wiadomo, gdzie stać. On kiwa głową. To łatwiejsze niż mówić. Przypomina sobie jej pieprzyk pod lewym okiem, to jak poprawiała włosy i wymawiała jego imię, gdy nikt nie słyszał. Ktoś klepie go po ramieniu. Za długo. Jakby chciał go już podnieść. „Chodź, idziemy w miasto.” To brzmi jak polecenie. Jakby siedzenie było błędem, a cierpienie trzeba było rozchodzić w butach. Nie chce iść. Chce zostać w miejscu, gdzie jeszcze wszystko się nie skończyło - gdzie czuje jej zapach. Boli go, jak szybko przestaje być historią o miłości a zaczyna być tylko opowieścią o błędzie. Oni się śmieją. Mówią o świeżej krwi, drapieżniku, polowaniu, nowym życiu. On nie chce nowej miłości. Chce odzyskać chwilę, w której pozwolił, by nazwali jego stratę ulgą. Patrzy w telefon, sprawdza czy wciąż potrafi czekać. W końcu wstaje. Uściśnie im dłonie. Skłamie: „Teraz jest lepiej,” bo ktoś już zdążył uwierzyć za niego.22 punktów
-
czasem wygląda jak coś, co zgubiłeś, a potem znalazłeś i nawet nie wiedziałeś, że za tym tęskniłeś. Poznasz je, bo przez chwilę niczego więcej nie potrzebujesz. To nie jest blask złota ani krzyk radości, raczej cisza, która siada obok i zostaje na noc. To ukryty brak, który nagle się odnajduje. Jest jak wiatr, którego nie da się zatrzymać - ale można tańczyć, dopóki wieje. Jak powrót do domu, którego adresu nie znałeś, bezpieczny port po sztormie.22 punktów
-
Od lat utrwala pamięć na nietrwałym papierze paragonów. Żeby wiedzieć, kiedy kupił ostatnie mleko. W kuchni wciąż stróżują dwa kubki. Jeden, z pękniętą wargą. Drugi - gładki i pusty - relikwia dla gościa, który nigdy nie przyszedł, choć jego kroki wciąż słychać na schodach. Śmieci wynosi ukradkiem, o zmierzchu. Chowa przed światem dowody swojej obecności. W szklanym oknie telewizora żyją ludzie, którzy potrafią rozmawiać ze sobą dotykiem i głosem. Ścisza więc dźwięk, żeby nie przeszkadzać im w szczęściu. W szufladzie, pod stosem rachunków, trzyma list bez adresu. Złożony na czworo, jak skrzydła martwego motyla. Nauczył się, że nawet za ostatnie słowa będzie trzeba zapłacić. Wie, że kiedyś wyjdzie i nie przekręci zamka. Zostawi klucz w drzwiach - niech tkwi, dając pewność, że dom zawsze czeka, aż ktoś wreszcie wróci.21 punktów
-
Słyszałam o wyspach szczęśliwych - jak o narkotyku dla znużonych dusz. Podobno niebo nie cierpi tam na zaćmienia, nie krztusi się czarnym światłem. Mówią, że bogowie odeszli stamtąd z elegancją, w rękawiczkach milczenia, zostawiając tylko zapach kadzidła i chłód marmurowych stopni. Żadnego manifestu. Żadnej skargi. Jedynie doskonałą obojętność. Odnaleźć je - to pewnie tylko rzemiosło złudzeń, kilka metafor rzuconych na wiatr i odrobina zachwytu. A może uczyć się pływać w wodzie o barwie starego wina, nie oczekując zbawienia, nie domagając się sensu i tonąć - z nienaganną postawą. Szczęście jest mętne. Śmierć - konkretna. Reszta - to zbędne światło.20 punktów
-
Twoja obecność była niedopełnieniem światła. Jakby coś miało się załamać, lecz zabrakło powierzchni. Nie zniknąłeś - nigdy w pełni nie zaistniałeś. Jesteś jak cień bez źródła, bez ciężaru i ciepła. Między nami krążył deficyt dotyku. Pojawiał się jak błąd systemu, krótkie zwarcie receptorów, sygnał bez zwrotnego potwierdzenia - nie dowodził istnienia. Wzrok szukał krawędzi, lecz nie było konturów dla kogoś, kto nie nauczył się być. Spotkaliśmy się tylko po to, bym dotknęła granicy nieobecności. To horyzont braku. Punkt, z którego nigdy nie wraca prawdopodobieństwo, że mógłbyś być.19 punktów
-
Idę, Łąko, ku tobie, brzegiem mego szału. Ani zbrojny, ani konny. Z ramion twoich wyjdę - wonny I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału! B. Leśmian Wtuliłem się w łąkę; w jej suknię kwiecistą, srebrzoną po brzegach rosą niepamięci. W tym gorącym nadmiarze każda łodyga pragnie moich rąk; suchym szelestem sprzecza się z innymi o palce zabłąkane wśród liści pokrzyw. Świat parzy, pachnie, rozlewa się w tętnicach burzliwością kolorów. Oddycham głęboko, prędko, tak, jak zawsze chciałem. Łąko, łąko w krwawnikowych batystach, tymiankowych gazach! Ty przede mną nie zasłaniasz oczu, ja szeroko otwieram ramiona, w które wpadasz brzęczeniem pszczelich rojów, pełnością kielichów. Ty przede mną się otwierasz, ja trwam, nabieram mocy, miodu do dzbanów snu. Łąko! zdrowo mnie wykarmiłaś i nigdy nie milczysz; nie przestajesz, ze szczodrością równą mojej, tętnić wonną krwią, nektarem, rodzić krzepkich pąków. Zwielokrotniasz życie odważnie, bez odmierzania - ze słowa na kwiat, z kwiatu na dotyk, a z dotyku na mnie. Wtuliłem się w suknię kwiecistą, silny, przyjęty z radością do zielonej kołyski. Łąko, oddycham głęboko, prędko, jestem - - -17 punktów
-
Rozpoczął się pierwszy dzień Reszty mojego życia. E. Paczkowska już nie sprawdzam czy bolisz i czy wciąż mocno jak kiedyś codziennie próbując wejść do tej samej rzeki zamkniętej pod lodowatą chityną w górach huczą strumienie bystre i jasne - pieszczotliwymi kaskadami płyną po kamieniach przywierają do ich spokoju - podobnie usta uczą się kształtu i ciepła ukochanych ramion w powietrzu siarczystym od słońca i porannego wiatru czuję jak krew szybciej krąży we wszystkich moich przestrzeniach dociera za linię lasu odżywia stęsknione zakątki błękitu chcę żeby szlak piął się ostro w górę i żeby nie było zbyt łatwo wówczas każdy refleks słońca u stóp przeobrazi się w autentyczne zwycięstwo a wieczorem będę po prostu tylko zmęczony i nie wiem jeszcze gdzie przytulę głowę na jakim posłaniu wśród zielnych hal i w jakie wpatrzony gwiazdy17 punktów
-
Helena Była jedyną Babcią jaką miałam i niechby wszystkie takie były... wyciszona, troskliwa, pomocna i zawsze z uśmiechem. Życie darowało jej nie tylko róże. Kolce kaleczyły bose stopy, a butem, gdy trzeba było, mógł tupnąć tylko dziadek. Sześcioro dzieci i potrzeby utkane w marzeniach, a świat... jedna wojna zwichrzyła wczesną młodość, druga pogrzebała męża i dzieci sąsiadów. O zmierzchu ciche modlitwy kołysały strach. Obrazki jakich wiele w tamtym czasie, a jednak... gdy ją wspominam, oczy stają się mokre. Lubiłam aurę jej chatki. Pamiętam dwa kotki, których nie pozwoliła utopić, kulawego psa i motyle na ganku. Słuchałam... jak uciekali przed złem, które poturbowało już skromny ład i porządek. Gdy, jako mała dziewczynka, wchodziłam z Mamą, jej skrzące spojrzenie szeptało za każdym razem - od rana czułam, że będziecie, swędziała mnie prawa dłoń - Wtedy, jedno mnie dziwiło i któregoś dnia po prostu zapytałam... Babciu, a po co ci ten szósty palec.. zaśmiała się i... dodała - zapamiętaj... wszystko jest po coś i nic nie dzieje się tak całkiem przypadkowo. Pamiętam do dzisiaj i mam nadzieję, że dzieci także zapamiętają te słowa. marzec, 202616 punktów
-
Dobierałem dla ciebie słowa — aż stały się imionami. Monsun obiecywał tęczę. Ścieżka — coraz węższa. Morze zieleni zamykało nam usta. Wczoraj zapukałaś. Smutek trzymałaś w dłoniach jak kruche szkło. Szukasz bliskości. Ja — snu, w którym zmieścimy się oboje. Nad ranem sen oddaje ciała światu. Imiona blakną. Zostaje ślad po cieple — i wąska ścieżka, która nie prowadzi z powrotem.16 punktów
-
15 punktów
-
Urlop Na urlop zabrałam rodziców Na Maderze Wystawiam ich twarze na słońce Spis leków, maści I lekarskie terminy Przywiewa do mnie wiatr Do plecaka je chowam Niosę „Schodami do nieba” Zielenią oplątuje Studzę w zimnej wodzie Ocean bez kresu W ból kolan Wmieszany niepokój Każdego dnia Budzi mnie Szumem Wyrzutów sumienia Na wschodzącym słońcu Cichy żal patrzy na mnie Spode łba, Że nie zabrałam na urlop Siebie15 punktów
-
Każde ciepłe słowo to ukojenie. Czemu się tak wydzierasz?! Owoce i warzywa to zdrowie. I kto teraz to wszystko zje?! Chcę z tobą tutaj leżeć dziś. Sama pościel to łóżko! Hamak bym sobie pożyczyła. Zostaw to! Przeszkadza ci?! Ale przecież to tylko na chwilę? A ty zawsze musisz po swojemu! Mycie to tak nudna konieczność. Znów nie zakręciłaś pasty do zębów! Całe moje ciało należy do ciebie. Ale po co ci tyle miejsca?! I przypadkiem stłukło się, ot co. Będziesz to teraz naprawiać! Ewentualnie mogę zawołać fachowca. Inaczej już nie umiesz tego zrobić?! Było tutaj tyle nieporządku. Jak mogłaś poprzestawiać te rzeczy? Innego ciebie nie chcę. A w ogóle to wynoś się! Eskalacja na granicy nieporozumienia.15 punktów
-
Pachniało słodkim miąższem benzyny szczekającej w odwłokach motocykli rozbryzganych na spiekocie asfaltu W końskich ogonach rozczesanych pięcioliniami tłustych much które suche rżysko rozpruwały żelaznym oporem świętych żniw idących za spoconym cieniem dziadka Dla nas lato mrugało rojem sepleniącego ognia który równy gwiazdom w bezchmurnej soczewce jeziora zatrzymywał czas między kęsem chleba a łykiem milczenia Kusiło szelestem gazety z nagością w którą zawijałem młode sny tęskniące za wilgotnym pocałunkiem w miękkiej głębokości klepsydry jej skóry Gdy koc napełniony dwoma oddechami na zawsze zapamiętał to - czego więcej nie było - wśród zielonej wiary ziół w turniach kwiatów kołyszących się owadzim lotem mrużącym oczy. Jakby nas nie było. Pobudka. Lot na Dominikanę - 12.12.14 punktów
-
...to nieustanne próby odróżniania faktów od emocji Kiedy szłam na zdjęcie do świadectwa maturalnego nie wiedziałam czy to faza cyklu, w której się znalazłam czy cykl pór roku, w którym się wszyscy znajdujemy lub cykl życia, w którym znajduje się każdy z osobna? Nie czułam się, jak szłam na to zdjęcie, jak człowiek; bardziej jak burak, czy też balon albo jak brzuchata głoska "b" zawarta w obydwu14 punktów
-
Zemst(k)a do szpiku gnata zmarzły wystrychnięty na dudka zliczam gwiazdy nad głową ona z lustrem dialogi i wciąż czekam na wejście kiedy sygnał mi puści zemsty tutaj potrzeba ileż można tak wróżyć pod stopami lodowce piach znad morza zdziwony że traktory od butów plażę wniosą na schody ale wreszcie 'esemes' palce blade od mrozu - wisz mamusai est chora inym razem steniety - czytam kminię i dumam gdzieś w pobliżu przystanę chęć coś jakby umarła... a już welon i szaty... może z lekka się zdaje ale coś mi tu śmierdzi dam jej prezent gdy wyjdzie - shit - ktoś obok niestety * pudełeczkiem obraca na coś jest w niej nadzieja nagle spore zdziwienie bo to tylko chusteczka - teraz sobie dośpiewaj - ten co ma ma cztery rogi... zasmarkana i świetnie bo gdy mrozi nos siąpi marzec, 202614 punktów
-
Nie_podległa już od dawna dźga mnie pytanie jaka Ona jest - niby wolna ale ciągle więcej na niby - inaczej ze mną robię co mogę co powinnam albo nic nie robię wychodzę wtedy gdy kaprys poniesie bo lubię wdychać chłody świtów i kojącą radość gdy z krzewów wrzask wróbli o - sunie wielkocoś - urocze chwile a w domu jak to w domu pogłaszcze muzyka zagada wersami kuchnia i jeśli nawet zdarzy się bączek nikt mi nie zamarudzi coś śmierdzi tak nie wolno nie teraz bo to moja maleńka - tycia nie_zależność marzec, 202614 punktów
-
Czasem rodzą rzeczywistość jakże różne mogą być sny jedne znikają po przebudzeniu inne wybudzają środek nocy nieznośnym kołataniem krzykiem smak i woń rumianku to ulga rozkoszny uśmiech w trakcie to przyjazny sen niemowlęcia aby po latach rozbudzić w głowie żądzę dominacji i pogardę... bo głowa ma wizję na dobro nad wstęgami dróg wiośnieje cykle od lat te same - w kluczach ptaki roglądają się za swojską ziemią kiełkuje myśl - jakie to szczęście nad dachami ciągłe przyloty i odloty oby - przenigdy - naloty marzec, 202613 punktów
-
w leśnej ciszy zawarte małżeństwo z bronią z zamkiem czterotaktowym w kolorach maskujących ziemskiego przyciągania na niezidentyfikowanej szerokości wojny dzielimy się chlebem dla kurwy nędzy a sierść nasza mokra jak pierwszy listopad nad zimnym kamieniem w księżycowej pełni przebarwień i odprysków sowa na nagim drzewie prawdy odsłania w miękkich oparach zmierzchu jak miło nie być13 punktów
-
Odchodzą Szurają krzesłami Mrugają słowami Zbierają kamyki z ziemi W dziurawym swetrze Na słońcu i wietrze W oknie Dzień za dniem mija Szarość miesza się z bałaganem Godziny z lekarstwami Usta ze szklanką wody Cisza z pustką na niebie Rodzice odchodzą Powoli I bezpowrotnie13 punktów
-
Znów zachodzi słońce nad Bemowem, chmury płyną po niebie ospale. Nieustannie zachodzę w głowę, czemu do malarstwa się nie palę. # Chmury płyną po niebie ospale. Już do snu się szykują ptaki, czemu do malarstwa się nie palę, gdy mam przed oczami widok taki. # Już do snu się szykują ptaki, a mnie pomysł przyszedł do głowy: gdy mam przed oczami widok taki, zamiast pędzlem namaluję słowem. # A mnie pomysł przyszedł do głowy I tak mi się nieśmiało marzy: zamiast pędzlem namaluję słowem. W czym poeci są gorsi od malarzy? # I tak mi się nieśmiało marzy, gdy znów słońce zachodzi nad Bemowem. W czym poeci są gorsi od malarzy nieustannie zachodzę w głowę.13 punktów
-
nie ma połączeń między nami neurony dryfują osobno różne myśli różne sprawy serca biją bez synchronizacji tylko ciała się złączyły a to naprawdę za mało12 punktów
-
łączę cię z moim przybyciem bo oświetlasz mnie słońcem miłość to więź delikatnie wpleciona nićmi z sosnowej słomy wyłaniam się jaskrawofioletowym krokusem12 punktów
-
( z przymrużeniem oka 😉) Gdzieś w środku, tam, koło serca, czai się miłe uczucie i sprawia tyle szczęścia przy każdym silnym wyrzucie. Gdy tylko spojrzysz w słońce, świat wokół ciebie się zmienia, ciało otula się dreszczem, dochodzi do uwolnienia… Tych wszystkich ciężkich myśli, żalu, co grzebie w głowie, tych tęsknot, co uwierają, smutków płynących po sobie. I chociaż trwa to sekundę, wyrzuca endorfiny… A gdyby to tak zatrzymać i kichać przez godziny. Uwalniać dopaminę, zmieniać dzień bylejaki w chwile pełne euforii, zażywając tabaki. Takie myśli mnie naszły w porze wczesnego śniadania. Od dziś każdy swój poranek zaczynam od kichania.12 punktów
-
Ciemna milcząca noc i gwiazdy rozsypane sznurem pereł słonowodnych. Mleczny księżyc przyciąga, brakuje każdej nowej rany zasklepionej tobą. Dotykam siebie. Nic nie potrafi zastąpić.! pragnienia, głodu serca do królowej pereł. D&K.12 punktów
-
"Sufit, ściany i podłoga" Zagadał sufit raz do podłogi: „Doprawdy, los twój jest nader srogi! Zdeptanaś cała, poharatana, z meblami w stylu wiejska kabana”. Z góry na dół spogląda nań drwiąco: „Wyglądasz wręcz odpychająco. Wszędzie łachmany, buty rzucone, wielkie śmietnisko na każdą strone”. Zerknęła z dołu w nerwach podłoga skrzypnęła, w ripoście jak do wroga: „Zamilcz, ty blada, pusta płaszczyzno, niechaj twe słowa w gardle ci wyschną!. Lampa u ciebie ledwo się trzyma, lecz dumnie pierś swą szklaną nadyma. Gdy się nadymać będzie przesadnie, to wraz z kawałkiem ciebie odpadnie! I wtedy pęknie to twoje ego, gdy na pysk łupniesz, mój ty kolego. A to co spadnie – oknem wywalę, więc już nie mędrkuj, mój ty cymbale!”. „Ha, ha!” – tu sufit ryknął ze śmiechem. „Straszysz na wyrost, z pustym pośpiechem. Ja trwam na ścianach dumnie oparty, ściany z betonu – to nie są żarty!”. Wtem odezwały się zgodne ściany: „Obajście warci siebie, gałgany! Bo gdy my tylko się wycofamy, w gruz się zmienicie, durne pacany”. Morał z bajeczki płynie nam jasny: Nie wszczynaj zwady – choć świat jest ciasny – z tym, z kim na co dzień los twój związany przez wspólne życie i wspólne ściany. – Leszek Piotr Laskowski12 punktów
-
Gdybym miała porównać Cię do rośliny, Byłbyś przebiśniegiem, co rośnie pomimo zimy. Bo jeśli kwitniesz w tak chłodnym momencie, To dla mnie wart jesteś o niebo więcej. Namalowałam też obraz innej rośliny, Byłbyś opuncją na zboczu pustyni. Jeżeli nie schniesz pomimo suszy, Wypełniasz po brzegi głębiny duszy. -Kapirinia12 punktów
-
lato przyszło zbyt szybko asfalt po deszczu wytrącał ciepło jego zapach długo unosił się w powietrzu dałaś mi list bym otworzył go jesienią gdy nas nie było na czystej kartce napisałaś pamiętaj o oddechu12 punktów
-
rozkochał się czerwiec w dróżce zagubionej, tak wdzięcznie się wiła wśród dzikich rumianków codziennie jej znosił zamgliszczone oczy i upojną wodę w kryształowym dzbanku szeptali ze sobą siejąc ciszę wokół kwiatem usta stulał niesłyszalnym zamilcz gdy stopy całował za każdym muśnięciem zczerwieniałe ślady patrzyły makami przez zakrótkie noce pomiędzy ogniki pod dziurawym niebem by drogi nie zmylić uroczym manowcem nie wiedzieć którędy na pewno ze sobą razem spać chodzili11 punktów
-
Jak dzień zależy od niewinności, Tak świat zależy od twoich czystych oczu — Krew moja cała płynie w twoich spojrzeniach. P. Éluard Chcę być dla ciebie czystą łagodnością, taką, w której więcej się wydarza, niż w burzy zrywającej suknie z przerażonych topól. Chcę być spokojem rzeki, a nie rzeką lawy, co zostawia po sobie szramy pełne popiołu w zielonych misach dolin. I chcę być u wodopoju cieniem srebrnego daniela; nigdy nie zmącić wody, lecz się w niej odbić o zmierzchu, a później odejść w noc bezszelestnie, z mokrymi chrapami. Chcę być taką myślą, której się nie lękasz, puchatym nasionkiem dmuchawca na rzęsie w drżeniu wczesnym, odświętnym. Kimś, kto jest najbliżej, kiedy pytasz z troską - gdzie ty? gdzie? Kimś, kto się przypomni dłoniom w godzinie wilka, sercu w godzinie próby. Wówczas stanę się w tobie odpowiedzią najmocniej tęskniącą w ciszy za pytaniem nigdy nie zadanym. 09.03.2026 r.11 punktów
-
🌺 Babka płesznik — to trenerka fitness z nią po prostu kwitnę 🌺 Babka zwyczajna — pomaga w leczeniu powiedz to bliźniemu 🌺 Baba ghanoush, Babka ziemniaczana, Babka łysa i Babka bycza — zaspokajają głód spożyj i też bądź zdrów 🌺 Babka drożdżowa i Babka piaskowa — osładzają trudy i dzień jest bezchmurny 🌺 AliBaba — oświeci zuchwalca: chciwość nie popłaca 🌺 Baba Jaga — naucza czujności gdy idziemy w gości 🌺 SkuliBaba — doprowadza do łez dla zdrowia z nami jest 🌺 CiuciuBabka — celebracja losu zamknij oczy: poczuj 🌺11 punktów
-
Tonął Kursk To było ostatnie takie lato. Drewniany wóz kołysze się w zagajniku krzywych sosen, na skraju dusznego sierpnia, w piaszczystej lepkości liści, igliwia i dżdżownic — pejzażu, który już umarł. Ptaki wciąż były niespieszne, uchodząc za okno dnia, gdy malarz światła, domykając nabrzmiałe kłosy wyłuskane pozłotą z szumu traw wiecznych, jak zielone jeżyny, pozwalał się jeszcze głaskać po siwej brodzie. W radiu dźwięk syty, jak skwarki podskakujące na starej patelni, objętej palcami ognia, nie straszył przez obraz wydrapany paznokciem Boga. Ten grał letnią ulewą gromów nad lasem skąpanym rozgwiazdami drzew w ciemności deszczu. Nie było jeszcze globalnego ocieplenia, choć słońce paliło jak zawsze. Było zwykłe lato i dorastające sny.11 punktów
-
Miłość Wypełniam cię bez dotyku, płynnie, płynnym płynem, lepko, cieknąc ciekami cielesności. Wilgotna posoka w kapilarach oczu. Pod linią spojrzenia wyhaftowana rzemyczkami spęczniałych żył. Piersi jak nocne chmury, zakryte czerwienią księżyca. Rozpuszczają mnie. Płyniesz we mnie.11 punktów
-
sięgam wielkiego błękitu jak skrzydłem szaro-biały ptak napęczniałe wilgocią obłoki, najczulej otaczają przebudzonych... a tak pragnę je zatrzymać, nieuchronnie zagarnąć do siebie, chwytne palce wprawiam w ruch, przeszkadza mi tylko wiatr zatrzymam się na granitowych stopniach, zajrzę do swojej duszy, tam niebo... mam jeszcze czas, by rozbłysnąć! na lustra nie oglądam się - są w nas11 punktów
-
Pchnięciem dłoni oddech skradł Już nie musisz bać się, nie Ani pech to, ani fart Śmiech Fortuny nocą mgnie Gdzieś tam zasnął już twój wrzask Ciemność go na strzępy rwie Sine widmo twoich warg Zdobi rozżarzona krew Skończył, odbiegł w głąb alei Słyszysz, czujesz drżenie nóg Gnij wśród betonowej prerii Za co tak cię skazał ..?11 punktów
-
Z dna niklowanej studni odnalazłem Księżyc który skradł nieco blasku neonowi multipleksu Dowiedziałem się, że ktoś, za srebrnika pokaże mi prawdę o niebie nad Manhattanem Siadłem przed ekranem gotowy uwierzyć że prócz abonamentu AI posiadam Niebo Gdy zgasło światło zgasiłem ciemność by lepiej usłyszeć brzęczenie muchy11 punktów
-
szelest liści pod stopami wczoraj próbuje zmartwychwstać czas siłuje się z myślami odwrócona kartka chowa zapis jak ponaglenie do zapłaty dług zaufania zaciągnięty wspólnie bez podpisów stał się wekslem bez pokrycia 3.2026 andrew11 punktów
-
od lat co dzień niby tak samo a jednak zawsze inaczej powtarzam proszę przepraszam kocham dziękuje od lat co dzień niby tak samo a jednak inaczej po czułych miejscach ją całuje od lat tak samo a jednak inaczej patrze jej prosto w oczy mim o że owe patrzenie czasem ją droczy od lat co dzień tak samo a jednak inaczej rozmawiam z nią o miłości która od lat nie ustanie od rana do wieczora umiejętnie naszym domem rządzi11 punktów
-
błękitne niebo pełne waty cukrowej z białych chmurek majestat nieskończoności płynący w nieznane pod nimi sznur gęsi zdobi czasoprzestrzeń jak rozpięte korale mnóstwo paciorków na niebie lecą w znane sobie miejsce zwiastują ... wiosnę głośno rozmawiają o spełnionych marzeniach dotarły do celu słychać je na ziemi rozsypały się nad łąkami szukają azylu odpoczynku spełniają sen o ziemi obiecanej 3.2026 andrew11 punktów
-
Zakochałam się dziś pod paczkomatem, jak oczy otworzyła się skrytka, robiąc małe - klik! Odsłonił się tablet, wraz z nim on, chłopak z oczami niebieskimi. Ale innymi... nieznanymi. Stałam oniemiała, aż zamknęły się drzwiczki. Inny, nietutejszy, jakby sam kurier z daleka go dostarczył, wziął zawiniątko i poszedł. Złapałam się za głowę. Do mnie z niedalekiej miejscowości przyszła paczka. W niej był liścik z podpisem - To nie koniec świata! - Co? Wyrzucając pusty karton, zrozumiałam - o tobie dzisiaj nie myślałam!10 punktów
-
Stoimy na przystanku w poranku słońca mrużąc oczy chcąc zapamiętać chwile, które mogą stracić nasz sens. Okrywasz mnie ciepłym płaszczem jak do pocałunku, obiecując zetrzeć tusz z rzęs moich by osuszyć łzy. Nie wiem czy się jeszcze spotkamy.?! mówię przygryzając wargi czerwone, ty odgarniasz z mych oczu zagubiony kosmyk włosów. Trzymając się za dłonie spoglądamy, jak ucieka nasz ostatni pociąg powrotny ze stacji. D&K .10 punktów
-
Wiosna - to się nie zmienia Zielony świergot Na nagiej ziemi Oddychającej jak jej nastoletnia pierś W białej sukience Na fotografii Nic się nie zmienia Alarm przeciwlotniczy Rakiety rysują tory historii Spada deszcz ognia Na złote kopuły Ptaki rajskie wracają Do wzgardzonego gniazda Z patyków i przaśnego tlenu Drony zataczają koło Nad cmentarzami Gdzieś przełamanie Gdzieś zastój Na mapie Gdzieś wiosna Zmienia smak kawy10 punktów
-
już nie ma dzikich boisk wszystko się zświerszczyło kwieciste spódnice naszych dziewczyn na które ochoczo kładliśmy głowy w płatkach sekund szczęśliwych jedynej takiej nocy baśniowej paproci miłość definiowały najprostsze rymy a wzajemność była czymś oczywistym gdy marzenia unosiły nas jak kamień wystrzelony z procy w zapachu zieleni zamyślony i pogodny chwytam krople wody i w szeptach deszczu czasem tam wracam10 punktów
-
Obudź się, roczniku ’87 Zakwitnij na nowo. Strząśnij z siebie to, co osiadło. Powiedz nie, gdy tłum mówi tak. Roczniku ’87, czy pamiętasz swoją młodość? Smak jabłek — lepszy. Imiona sąsiadów coś znaczyły. Pachniało żniwami. Teraz nie pachnie niczym. Godzina zero. Śnię. Budzę się. Drzemka skończona. Szósta zero trzy. Tramwaj przejeżdża obok.10 punktów
-
( zazdrosny on, zazdrosna ona) - Moja Droga, ja cię kocham. Przecież zawsze było tak. Przestań patrzeć takim wzrokiem, jakbyś chciała spalić nas. - Mój Przemiły, skąd ten pomysł, że w mym oku iskra jest? Może, kiedy cię nie było, to ktoś inny kochał mnie? - Teraz, to mi sztylet w plecy! Jak żem głupi myśleć mógł, że mi wierna będziesz Miła, póki nie rozdzieli grób? - Gdzie niewierność w tej rozmowie? Nie zdradziłam przecież cię. Tak czekałam ciebie długo, że podroczyć trochę chcę.10 punktów
-
Tak dla relacji opartej na wzajemnym poszanowaniu dla melisy w kubku dla unikania cukru. Dla poezji po zmierzchu; rapującej dziewczyny z przedmieścia Dla milczenia takiego, że nie odpowiadamy na głupie pytania bo człowiek ma prawo do błędu10 punktów
-
Zielenieje trawa, łodygi pną się do słońca, wyprężają korony, przeciągają leniwie do światła. Wkoło chodzą uśmiechy, kroczą uzdrowione marzenia, przyszłością oprószone nastroje, świeżo malowane portrety. Łagodnieją twarze, w młodości znowu zaklęte. Plastyczne mózgi, spragnione nauki, czytają krzyżówki na blaszkach liści, od ciemnych pokoi wyklęte. A ja gdzie? Tam, leżę, pod spróchniałym krzewem. Tam są moje zwłoki, pod uniwersytetem. A zawiasy drzwi tańczą w jedną i w drugą, otwierając nowe możliwości. Nikogo nie zatrzymuje brzydki krzew.10 punktów
-
Leśną ścieżką poprzez knieje zmierza osioł zamyślony w sercu chaos, błyskawice chciałby zostać „nakarmiony”. Może by zamieszkać w lesie? elfie szepty, czarcie mroki gdzie zmysłowa pieśń się niesie gdzie kojących mchów widoki. Osioł zwierzę pociągowe często bywa też uparty czasem lekko dokazuje raz marudny raz rozdarty. Patrząc w krzaki nie dowierza.! jakaś małpa w abażurze drzewa ślizgiem jak po rurze spada lekko uśmiechnięta. I spogląda zdruzgotana jakby była zakochana.? długie rzęsy, usta w dzióbek cała jest wyszminkowana.!? Co wyrabia się w tym borze.!? ryczy osioł zniesmaczony chyba lepiej i bezpieczniej jest pozostać wygłodzonym. Oślica Osiołkowi :)10 punktów
-
Rozrywam ciszę twoim imieniem - cierniem, który świeci od środka gardła. Nie dotykam cię. Wydobywam cię z nicości jak ogień, który przypomina sobie kamień. Iskra po iskrze uczysz się istnieć pod moimi ustami. Jesteś mapą płynnego złota, czytaną wargami w sekundzie rozdartej na bezczas, tam, gdzie ciało znosi konstytucję formy i ogłasza własne przykazania pulsowania. Twoje biodra - przypływ, który podmywa fundamenty mojego "powinienem”. Moje dłonie - ptaki głodne wysokości, zakładają gniazda w łuku twoich kręgów. Nie ma skóry. Jest prąd. Magma pod cienką skorupą imienia. Dwa słońca zderzone zbyt blisko - światło przestaje być światłem, staje się raną jasności. Wgryzam się w twoją duszę przez mięśnie, przez drżenie, przez pot, aż każdy jęk staje się księgą ognia, którą zapisuję paznokciem powietrza, oddechem, krwią krążącą jak wspólny alfabet. To nie miłość. To piec hutniczy istnienia. Biały żar, w którym "ja” i "ty” są tylko rudą, a zostaje stop, bezimienny, nierozdzielny, cięższy od gwiazd. Piję twój oddech jak ostatni tlen przed narodzinami kosmosu. Jesteś katedrą z kości. Ja - herezją, która modli się płomieniem. Klęczę. Płonę. Rozpadam się w świetlistą winę. Każdy ruch - zniesienie granicy. Każdy dreszcz - triumf nad formą. Każde zbliżenie - dowód, że granica była tylko wspomnieniem lęku. Niech pękną niebiosa. Niech czas rozsypie się w popiół sekund. Stajemy się osobliwością - punktem, w którym grawitacja traci pamięć, a wszechświat zapada się w jeden spazm światła. Zostaje tylko litera. Naga. Oślepiająca. Jednia. Biel, która nie ma już przeciwieństwa.10 punktów
-
Czas nie płynie jednakowo. W duszy śpiewa, w głowie gra. Każdy inną ma melodię, Zagłuszają dźwięki tła. Chciałabym tym jednym słowem, Móc otworzyć szczęściu drzwi, Gdzieś zapisać na tych kartach, Melodyjnych wspomnień szyfr. Tak by móc do niego wrócić, Nie szukając w próżno słów, Szybko sprawdzić, gdzie niedosyt, W swojej ciszy stanąć znów. Gdzieś zapisać jak to było, W każdym słowie słyszeć dźwięk. Co zrobiłam, że zmieniłam Czasu pogoń w myśli śpiew. - Kapirinia9 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne