Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.07.2026 w Odpowiedzi
-
11 punktów
-
Zdarza się, że walczymy z upływem czasu. Tuszujemy zmarszczki i z przyklejonym uśmiechem chwytamy dzień. Młodość jest pociągająca, aż nadto szumi w głowie. Czas sprawia, że kwiaty przekwitają, wydając owoce. A my — jak je wydać, gdy wciąż w kwiecie wieku, z sercem ociężałym troską, stroimy śmieszne miny? Jesteśmy wtedy jak cierpki ocet — niezadowoleni z jesieni życia. Moda na odmłodzenie trwa, czasem trudno odróżnić matkę od córki. „Nie chodzi o to, by młodość uciszyć — lecz by nie pozwolić jej zagłuszyć tego, co w życiu głębsze.” – z netu9 punktów
-
bóbr i kobra na leśnej polanie sekretem niech zostanie odbywa się latem corocznie bo zimą bywa za mroźno widocznie taka niebywała zwierzęca na leśne tematy konferencja spotykają się tam wszystkie znane bardzo uważane dzikie zwierzęta futrzane toczą się wielogodzinne debaty na różne istotne tematy jednym z tematów dla ogólnego dobra było pytanie czy do węży należy kobra i czy kobry powinien bać się bóbr oraz potężny Kudłaty żubr po zjedzeniu sporej ilości czosnku cała debata doszła do wniosku że ani żubry i bobry nie muszą bać się kobry ponieważ nigdy nie dojdzie do takiej okazji bo pierwsze żyją w Europie te drugie w Afryce i Azji8 punktów
-
Sacrum i profanum Objawienia były ponad sto lat temu. Fan głośnego kwaku zagarnia jak swoje. Ale polityk posłużył się sacrum. A on mówi z zapamiętaniem, że nie. Gestem zapraszając na Brownie i kawę. Z wielką butlą bitej śmietany w sprayu. Miłośników grupowego potakiwania. Przesuwa z sacrum niepostrzeżenie. Na mieliznę przeprawia, mówiąc że wyspa. Z palmą, oazą i nadzieją, a przecież... To jest bunkier H...... na Wilczym Szańcu.6 punktów
-
istnienie żyjemy kochamy zabijamy ktoś kiedyś ... jedna śmierć dramat tysiące statystyka spalony obraz rzeźba strata ludzkości umierające dziecko problem świat władcy politycy my poddani ... warto mieć swój kawałek wolności tylko swój dla siebie 7.2026 andrew6 punktów
-
Rycerz jedzie okuty w czarną stal w świat rozwrzeszczany srodze. I jest tam wszystko: i dzień i dal i przyjaciel i wróg i bal pośród sal i maj i dziewica i las i Graal, i sam Bóg w tysiącach fal na każdej drodze. Lecz głęboko pod pancerzem ukryta, za najczarniejszym z pierścieni kucając, kuli się śmierć i wciąż pyta i pyta: Kiedy spadnie klinga uderzając i pęknie żelazna płyta, obca czyjaś klinga wyzwalając, bym przez nią wydobyta z ukrycia, gdziem długo siedziała wreszcie powstając, wyprostowana, odkryta zagrała, śpiewając. I Rainer: Reitet der Ritter in schwarzem Stahl hinaus in die rauschende Welt. Und draußen ist Alles: Der Tag und das Tal und der Freund und der Feind und das Mahl im Saal und der Mai und die Maid und der Wald und der Gral, und Gott ist selber vieltausendmal an alle Straßen gestellt. Doch in dem Panzer des Ritters drinnen, hinter den finstersten Ringen, hockt der Tod und muß sinnen und sinnen: Wann wird die Klinge springen über die Eisenhecke, die fremde befreiende Klinge, die mich aus meinem Verstecke holt, drin ich so viele gebückte Tage verbringe, daß ich mich endlich strecke und spiele und singe.5 punktów
-
pamiętasz jak bujaliśmy się w Obłoku Oorta tam gdzie martwe gwiazdy blikują w kryształkach lodu dwie rozedrgane cząsteczki wplecione w warkocz komety między obietnicą a spełnieniem wszechmogącej natury poprzez wielobarwne niebo nieznanych światów kierunek srebrzysto-niebieska Gaja i oto ja w tobie ty we mnie coś się zmaterializowało (Lifting 2026)5 punktów
-
Anioł przycupnął na drewnianej chacie. W powietrzu skrzy się niebo, ciężkie, jakby ołowiane. Nie śmiałem zapytać, co z lotu go wytrąciło. Dzień przecież spokojny, wiatru silnego nie było. Spogląda na mnie kobiecym, zawadiackim wzrokiem. Kiedy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że to anioł o bladych licach. Spogląda w mą stronę i anielski pył rozdmuchuje. Pomyślała pewnie, że ja latać próbuję, że ja jestem Ikar. Nogi opuściła i poczęła się wytwornie kiwać, prychać i cmokać, i do mnie wzdychać, jakby nie była goła i to nie ona. Poszedłbym pewnie i uciekł do chałupy. Lecz zamiast tego obok usiadłem. Spojrzałem na nią, a ona na mnie. — Jestem Ilona. Ja jej, że ja to nie Ikar. Na progu chałupy pojawiła się żona, i anielica uciekła spłoszona. Ech, na progu chałupy pojawiła się żona i anielica... uciekła spłoszona.5 punktów
-
Carmen Te same zmieszane z wódką Mam ambiwalentne powody By żyć Przestałem się łudzić na próżno Że trzeba w coś wierzyć By dalej przez życie iść Poczuć chcę Twój szelmowski uśmiech Płochą naturę za którą czaił się grzech W cieniu co okrywa duszę Gorzko przełykam Dzisiejszy lipcowy deszcz Tańczmy więc Choć już jest za późno Abym zaufał żeś z góry Pisana mi Całuj mnie nim przyjdzie jutro Będę żałował ale jeszcze nie dziś4 punkty
-
Jutro pozbieram myśli wybiorę najlepsze otworze okno i drzwi niech cieszą Jutro rano to zrobię dziś z nimi powalczę będę się starał a co wyjdzie zobaczę Jutro zrobię im święto będę do wybranych się uśmiechał powiem im prawdę Prawdę o tym że bez nich życie byłoby nudne nie byłoby sensu dalej iść4 punkty
-
Głębia Na górze wiatr. Tu już nie. Tu tylko ruch wody i to jak Twoje światło rozmywa się w moich oczach. Rozjaśnia mnie. Mimo że zimno. Im dalej od brzegu tym mniej słów. Tym więcej tego co dopowiadamy sobą. Niektórzy zostają przy piasku. Boją się, że wciągnie. Za głęboko. A ja czekam. Powoli. Jak wtedy kiedy szeptasz "Wiem, że jesteś." I wtedy tonę. W Tobie. Tam na dole nie ma odbicia. Jest tylko prawda. Naga. I ciepła. Mimo zimna. I ten moment kiedy dwa prądy znajdują się i płyną w jedną stronę. Bez pytania czy wolno. Zaciskają się. My wiemy. Wypłynąć można Lub zostać Oczy przyzwyczają się do ciemności. A ciało... do ciepła.4 punkty
-
Starożytni mówili, że nie myślą o śmierci, bo gdy ta przyjdzie, i tak nie będą już żyć. A ja późną nocą, zamiast śnić, myślę o niej, przytulam się mocniej do twojej piersi, porównując życie do funkcji która zamiast w nieskończoności ma granicę w śmierci. Starożytni wierzyli, że w snach człowiek rozmawia z bogami. A mi się dzisiaj śniło, że jesteśmy galaktykami. Zaglądaliśmy sobie w układy słoneczne, zastanawiając się, która z nas jest starsza. Okazało się, że ty pierwszy odejdziesz – ja się wtedy rozpłakałam! Przepraszam, że zrzuciłam na ziemię deszcz komet. Aż neony w sypialni zsunęły się z rolet, przesunąłeś się ku czerwieni, a pokój rozszerzył się dla nas, byśmy jako galaktyki mogli zasnąć przytuleni. Starożytni mówili, że miłość jest pragnieniem, by zawsze być razem. Nie chcę mówić, że marzę o śmierci, lecz pragnę, byś był wtedy daleko. Tak ze sto lat świetlnych od mnie! Żebym zawsze widziała cię żywego, żeby światło twojego wybuchu nigdy do mnie nie dotarło. Gdy opadnie już pył po wszystkim, co w nas umarło, spojrzę w niebo – to jedyne, za które żyć warto, nie ma nic wspólnego z bogami ani pasem Oriona – lecz świeci między neonami, gdy leżąc śmiejemy się, że po śmierci zostaniemy galaktykami.4 punkty
-
@Posem Bardzo dziękuję! Dziękuję, że podzieliłeś się swoim odczytaniem - i wcale się nie mylisz. To piękne, jak różne światła może rzucać ten sam wiersz na różnych ludzi. Twoje "światło poranka przed pracą" jest bardzo prawdziwe. Pozdrawiam serdecznie! :) @andrew Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) Jak pięknie dopisałeś dalszy ciąg... "skryte pragnienia" w świetle poranka - to piękny obraz. Skoro światło już wie, że się go nie boimy, niech wpada śmiało przez każdą szczelinę. @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) Nie czczę słońca - czczę chwilę, w której otwieram oczy i jeszcze jestem. @Benjamin Artur @APM @Sekrett @LessLove @lena2_ Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)4 punkty
-
Lewe ucho słucha Bacznie czeka na nowość Prawe ucho zasypia Oddaje swe ciało bogom Tęczowe czułki, świetlisty cień Rozległe skrzydła skrapiane złem Potężny trzepot przeklętych ćem Wysysa sens i wlewa biel Maleńkie ostrza tak miłe mi Skrapiane blaskiem słonecznych dni Niech wasza zieleń utuli tych Co własne życia ścierają w pył Lewe ucho już gaśnie Traci wigor młodości Lecz ta melodia niech pozostanie Zagłuszy szumy obojętności4 punkty
-
Zmierzch rozbiera dzień Powoli Warstwa po warstwie Najpierw zdejmuje błękit Zakłada róż Tak głęboki Jak kolor ust Chmury są ciężkie Jak biodra Osuwają się na horyzont I nie spieszą się nigdzie Morze oddycha Wdech Wydech Zabiera brzeg Oddaje brzeg Leżaki stoją w stosie Jak kości Czekają Żeby je ktoś rozłożył Na noc A wiatr Przechodzi między nami I muska Jakby pytał ... Zdjęcie z prywatnych zasobów :)3 punkty
-
bogacTWO I CHwile niebU STrącone libiDO TY Kochasz ukroP ORA ŻArliwie neologiZMY SŁYszę stęsknioNA MIĘT NOŚ CIerpliwie śpieW ICH URAczył szeptaSZ ALE JEdwabiście3 punkty
-
*** Pnę się pod górę Jak ty Panie Jarzmo moje lekkie Brzemię słodkie Ku światłu, którym Jesteś Zobaczyć choć raz to Co niewidzialnym jest Pot spływa po mnie Kalwaria jeszcze trwa Nie liczę na Weronikę Ona poszła inną drogą Niewiasty Płaczcie raczej nad sobą Barabasz opluł mi gębę Pnę się pod górę Ja, obłąkany z Gerazy W Imię Twoje...3 punkty
-
Ranek wchodzi Na palcach Żeby nie spłoszyć Słońce przecieka spod brzegu Powoli . Jak dłoń Która najpierw sprawdza Czy można dotknąć poręczy. Ławka jest chłodna. Ale już nie sama. Bije na nią światło. Ma kolor oczu Które mówią : Wiem że jesteś Woda milczy Oddaje tyle Ile sama dostała Bez filtra Tylko: biorę i daję. Daleko brzeg. blisko ten moment Kiedy nie wiadomo Czy to wschód Czy pierwszy raz Kiedy można być sobą I nie grać Dobrze, że jesteś I nie chodzi o dzień3 punkty
-
Ile jeść można pysznego torta, ile się chlapać w ciepłym basenie? ile oglądać zachody słońca? Ile dobrego przeżyć? - no nie wiem. Ref: Czy da się płynąć na pełnej fali, przez całe życie, z samą radością? Bo w końcu przyjdzie taka godzina, a może chwila, co wszystko zmienia, że co innego zwraca uwagę, i co innego spełnia marzenia. Czy da się płynąć na pełnej fali, przez całe życie, z samą radością? Może są klęski - by uczyć pokory, wdzięczność poczuć i... mądrość. Ref: Czy da się płynąć na pełnej fali, przez całe życie, z samą radością? Bo kiedy jedno cieszyć przestaje, drugie otwiera nowe przestrzenie. Tak już jest z nami, tak płynie życie... i wszystko z czasem zmienia znaczenie. https://suno.com/s/hcSME3nrsFNop3Vl3 punkty
-
biegnąc bez finiszu tylko by być dalej i bliżej podejść i uciec złożony na ściółce z jedną nadzieją dwoma zbyt młody by liczyć wystarczająco dojrzały by wiedzieć kiedy wstać dwa kolana najpierw potem oba biodra i kiedy krzyczeć mamo przyjdź bez pewności że jest z przekonaniem że patrzy mamo patrzę na nie i ono patrzy na mnie złożone na ściółce z nadziejami dwoma może jedną za młode by liczyć lub wiedzieć cokolwiek i gdy patrzę wstaje najpierw cztery kolana cztery biodra potem wiem że ona patrzy ale nie przyjdzie oboje to wiemy jakoś i tak jak ja ono woła cię mamo przyjdź3 punkty
-
Drzewo rośnie. Porasta zieleniną. Pień staje się twardszy. Następnie słabnie. Staje się siwy. Drzewo starzeje się. Drzewo obumiera. Drzewo maleje. Drzewo umiera. Nie ma drzewa. Pozostają siwe liście. Słyszałem, że są bardzo pamiętliwe.3 punkty
-
gdy człowiek smutny ciasno się czuje nie tak oddycha gwiazd nie widzi walczy z myślami lepszego nie słyszy o cień się potyka gdy człowiek smutny nie jest sobą jest wrakiem któremu trudno od dna się odbić a przecież wystarczy się uśmiechnąć i wrócić3 punkty
-
Życie poznane Myśli nieznane Czyny haniebne To wszystko na nic Jestem tylko Oddechem Wyrwanym ze snu W drodze po spokój Tylko tyle I aż tyle3 punkty
-
Dziś od ścian do ścian rozrzuca się muzyka piłka uderza w struny echo odpowiada na ramieniu cztery duchy które plotą rozmową szeroką na horyzoncie miły dzień przechodzi w noc wszystkie te rozmowy nikną piłka nie uderza muzyka nie rozrzuca cisza bo dzień już przeszedł nie wyciągnął złamanych obietnic nie zabrał mroku skończył się i trzasnęły drzwi.2 punkty
-
na batucie snucie połamane rozciągam na pięciolinii kołyszę paznokciami tańczę szyba płacze kwiatami a zimą podkową przybity sen do muru oddycham słucham przytulam kamienie w sercu mieszkają na wszystkie strony gram nawet w karty z zamkniętymi uszami w filharmonii życia tkwię zrobiona w trąbę przez altowiolistę w drugim rzędzie po lewej za balustradą zamkniętą na klucz też wiolinowy2 punkty
-
@LessLove Tak, to prawda. Ale nawet gorzka droga jest słodyczą, kiedy wie się skąd przychodzimy, dokąd idziemy, kim jesteśmy...2 punkty
-
111. Łuk bogów (narrator: operator katapulty – katapeltes) 1. Podeszła ostrożnie — jak zwierzę, które czuje ogień pod piaskiem. 2. Mówi coś po swojemu. Brzmi jak wiatr w pustych łożyskach. 3. Wskazuje na machinę. Chyba mnie pyta, czy to łuk bogów. 4. Pokazuję jej dźwignię — dotyka ją jak struny starego instrumentu. 5. Pyta wzrokiem, czy to naprawdę może zabić miasto. 6. Wyjmuje swój łuk — drewno krzywe, ale śmierć prosta. 7. Odeszła w stronę obozu. W powietrzu został zapach kurzu i żywicy. 8. Nie wiem, czy coś się zaczęło, czy tylko skończyło. cdn.2 punkty
-
Głowy Hydry w lernejskim barze kłóciły się o apanaże, aż wzięły się za łby. No cóż, tak to jest gdy profitów i głów jest w nadmiarze.2 punkty
-
2 punkty
-
@Wiechu J. K. Świetny! Bardzo lubię ten rodzaj humoru - poważna "konferencja zwierzęca" obradująca nad czymś, co rozwiązuje jedno spojrzenie na mapę świata. Z przyjemnością czytałam - lekko, płynnie i z humorem! :)))2 punkty
-
słyszysz? krople źdźbła pieszczą czule całe łąki trawy szumią wespół z deszczem łzami naprzemiennie słyszysz? czy tylko ja słyszę samiutki już zgubiony od ciebie oddalony o pola całe połacie miękkiej ziemi którą cię przykryli2 punkty
-
@Berenika97 ... nie bójmy się światła kolejny cud przywitajmy świt jakbyśmy na niego czekali podarujmy siebie może właśnie dziś ... spotkamy skryte pragnienia ... Pozdrawiam serdecznie miłego dnia2 punkty
-
Zobacz, babcia klęczy i nie wie co ze sobą zrobić, biedny pies koło drewnianej bramy, a my w samochodzie z oparami słońca w płucach czekamy na pogrzeb dnia, tak jak oni.2 punkty
-
Żar mnie dosięga, choć nie jest nawet blisko Czuje go na twarzy, ramieniu, przedramieniu Pożera i trawi wszystko na swej drodze Zaczyna padać deszcz plastiku i glinu Zamiast kropel chłodu przynosi cierpienie I choć w ręku gas sproszkowany Woda na codzień dająca życie kwiatom Jestem bezsilnym, bezradnym widzem Którego spektakl przyprawia o zgrozę Brak jest wprowadzenia, historii przedstawienia Od pierwszych sekund do finału zmierza Plan jest dość krótki, w minutach zwarty Płomyczek, Płomień, Żar, Pogorzelisko Bilety przez los sprzedawane Nabyły szybko osoby dobrze nam znane Ale również te, które pomimo małej odległości Mija się na ulicy bez większej bliskości Ich obecność dodaje otuchy Każdy na swój sposób bierze udział w przedstawieniu Po kilku minutach zjawiają się główni aktorzy Spektakl kończy się niemal tak szybko jak się zaczął Ostatnia część: “Pogorzelisko” na akty podzielona Z minut w godziny i dni zostaje przedłużona2 punkty
-
@MIROSŁAW C. Ok @MIROSŁAW C. i ja mam mieszane uczucia, że świętością posługuje się polityk, który dokleja do sacrum ciasteczka (cookies- brownies) przez swoje happeningi odbiera aureolę miejscom świętym @MIROSŁAW C. dziękuję za wpis 🌹 @Leszczym dzięki serdeczne 💋 właśnie kurier dostarczył mi brewiarz - emocje, radość! 🤩2 punkty
-
„Najdłużej gnije to, czego nikt nie pokochał.” Byłem już dorosły. Z wiekiem traciłem wiarę. W Boga, rodzinę, więzi, miłość i akceptację. Stałem się niegrzecznym chłopcem. Uciekającym z domu, pijącym podrzędne bełty w upadłych od zgnilizny suterenach. Bijącym się na gołe pięści dla zarobku a czasem jedynie dla taniej rozrywki lub wszczynania bezsensownych burd na rogach ulic, w ich ciemnych zaułkach lub na opuszczonych farmach stanowiących profesjonalne stadiony dla recydywistycznych bukmacherów ubranych w jednorzędowe, szare marynarki. Żyłem pod rozprutym występkiem i zbrodnią pledem. Moim łóżkiem były, umorusane w szczurzych odchodach, duszne, piwniczne korytarze. Pokryte czarnym zarostem ściennego grzyba. Panny upadłe wdzięcznie kuszące swymi krągłościami były mi muzami i kapłankami religii cielesnej rozpusty. Każdy chciałby kiedyś marzyć o dostaniu wyjątkowego prezentu od losu. Ja nie byłem wyjątkiem. Marzyłem wpierw o cieple matczynej opieki. O akceptacji moich dziwactw. O akceptacji mojego wyglądu i głębi bogatej duszy. O uznaniu mnie godnym słów i czynów. Bym nie musiał upijać się samotnymi godzinami w ciemnym pokoju z którego odrapanych ścian, płynęły ku mnie słowa otuchy pierwszych wierszy. Ranki nie przynosiły otrzeźwienia. Przeciwnie. Raniły mnie ludzkie spojrzenia. Szkoła nauczyła mnie jedynie tego, że ją przerastam i tego, że ludzki ekosystem jest dla mnie klatką. W domu nauczyłem się grzeszyć niepohamowaną nienawiścią. Do życia. Wiersze ginęły w ogniu kominka. Część wypuściłem na wolność. Zgniecione kartki poniósł po nocnym bruku zimowy, mokry wicher. Zdarzało się, że pisałem w imieniu innych. A potem znajdowałem tytuły swoich prac na oficynach poczytnych wydawnictw. Lecz były jak sieroty co zmuszone zostały po śmierci rodzicieli przyjąć zupełnie obce nazwisko. Wszyscy zawsze chcieli bym rysował. Słowa wierszowane uznając za bzdury. I starałem się sprostać. Lecz moje rysunki, choćby najprostsze, nosiły znamiona beztalencia. Serca były puste w środku. Kreski i linie, prowadziłem agresywnie i zawsze wyjeżdżałem poza kontur obiektu. Ludzie byli zdeformowani. Ich nogi były wątłe i łamliwe. Ręce nienaturalnie długie, zakończone chudymi dłońmi o pająkowatych szczypcach zamiast palców. Twarze nie miały ziemskich rysów. Jak gdyby gniły wewnątrz trumien od miesięcy a potem nagle zostały wystawione do światła dziennego. Najbardziej przerażające było to, że moja poezja była tak samo zdeformowana. Dlatego zakazano jej ujawniać. Gdy przychodził czas świętowania i prezentów. Jedni dostawali książki, inni zegarki lub samochodziki. Ja dostawałem lanie bądź ciszę. Ubraną w kokardę z kajdanów. Opakowaną w cztery ściany samotni. Co roku było jednak lżej. Aż wreszcie nie zauważałem już, choinki, pustego pudełka i śniegu za oknem. Bo żadna z tych rzeczy nie mogła mi pomóc. Bo jak napisać w liście do Mikołaja, że w tym roku byłem potworem ale chciałbym dostać inną przestrzeń do życia. A najlepiej solidny, konopny sznur i jakiś kącik w rogu strychu. Dlatego co roku pisałem do niego, że po prostu chciałbym go spotkać. Porozmawiać o tym co musiałbym zmienić żeby dostać prawdziwy prezent. Grudzień był w tym roku wyjątkowo ciepły. Za oknem nie było śniegu, zadymki ani ulepionych bałwanów o marchewkowych nosach. Była za to szalejącą burza z gradem, uderzającym z dziką furią o elewację, szyby i dach. Kilka lodowych kamyków wpadło do rynny i komina. Hałasowały jak ktoś próbujący przeciskać się przez jego szyb do środka. W tym roku nie zdążyłem wysłać listu. Mało tego. Napisałem go i wcisnąłem pod łóżko, wsuwając wpierw jego treść w czarną zalakowaną kopertę. Pierwszy raz od lat dołączyłem też rysunek. Mikołaja z workiem prezentów. Miał on krzywy nos, grube, niekształtne wargi, wyłupiaste oczy o barwie węgla. Krzaczaste brwi i nienaturalnie długą brodę. Była krzywa, kędzierzawa i sięgała pasa. Postać była wychudzona. Przedstawiała ledwie skórę i kości. Rozkład człowieka. Skóra miała masę ran i blizn. Bezkrwawych ran. Kości były widoczne jak grzechy przy spowiedzi. Był to mój osobisty Mikołaj, odbicie mojego ja. Te martwe, zgrubiałe wargi, powtarzały w kółko moje imię. Wreszcie odgłosy w kominie ustały a jego postać znalazła się w salonie. Wylądował na dywanie, wzbijając tonę kurzu. Stadko much zerwało się z podłogi i z głośną skargą uleciało do zamkniętego na głucho okna. Nie wstałem żeby go przywitać Nawet się nie obudziłem. Muchy dopadły do mnie, wypełniając szczelnym rojem ubytki tkanki w mojej twarzy. Oczu już nie było. Zamieniły się w krwawy śluz. Z napęczniałego ciała spływała gnilna ciecz. Podłoga przeszła na wylot cuchnącym wyziewem śmierci. Przyszedł za późno. Lecz cieszyłem się że w ogóle znalazł dla mnie czas. Pod kamienicą nie było jego sań. Broda była zadbana i śnieżnobiała. Twarz i ręce piękne jak u anioła. W dłoni trzymał worek. Nie jutowy i pełen prezentów a czarny i nieprzejrzysty. Taki do jakiego pakowano zwłoki. Podniósł mnie a raczej odkleił od łóżka. Dotknął z godnością. Nie wahając się czy jestem tego wart. Spod łóżka wychynął brzeg rysunku. Mikołaj spojrzał na siebie samego. Pięknego i silnego i na dziecko o pożółkłej od rozkładu skórze. Bez twarzy i serca. I bez nadziei na lepszy los. Nie mogę powiedzieć, że Mikołaj nie przyniósł mi prezentu. Bo przecież przyniósł worek i wyniósł na śmietnik historii moje ciało. A ja obiecałem mu że będę gnił grzecznie.2 punkty
-
2 punkty
-
@wiedźma za gapowe trzeba płacić 🙂 Dziękuję za czytanie 🙂 @LessLove na szczęście to nie moja strata Stan faktyczny w chałupie się zgadza 2dzieci jeden mąż 🙂 Dziękuję pięknie za czytanie pozdrawiam 🙂2 punkty
-
@Marek.zak1 Masz rację, młodość nie zawsze jest taka kolorowa, jak ją przedstawiają. Dużo w niej pośpiechu i prób sprostania wszystkiemu naraz...dziękuję za Twoją obecność i refleksję...pozdrawiam słonecznie*)2 punkty
-
świetny wiersz, który porusza trudne tematy i przypomina, jak ważne jest zachowanie własnej wolności, człowieczeństwa i wrażliwości w świecie pełnym chaosu...pozdrawiam serdecznie*)2 punkty
-
Dysonans w impasie. Co rano budzisz się z wielką pretensją, że cały świat nie kręci się dla ciebie. Dzień zaczynasz z krzykiem i napięciem, potem płaczesz i gniew wyrzucasz z siebie. Kiedy w spokoju mogę zbierać myśli, pytam ze smutkiem: o co tutaj chodzi? Czy to jest teatr, który mi się przyśnił, czy w tym szaleństwie nic cię nie ochłodzi? Bo przecież człowiek zwykle szuka ciszy, chce prostych dni i życia bez stresu. Tu wciąż krzyk, który nawet sąsiad słyszy, w tym domu nie ma miłości i sukcesu. Jeśli naprawdę jesteś nieszczęśliwa, spakuj swe rzeczy, odejdź w tamtą stronę. Może tam właśnie szczęście cię wzywa, nim twoje wdzięki będą zatracone. Bo nie da się żyć w ciągłym huraganie, gdzie każda drobność rodzi w tobie gniew. Mam po prostu dość. To jest moje pożegnanie. Zamiast miłości, został tylko ranny śpiew. Tadeusz KOCH2 punkty
-
@andrew dziękuję za Twoją obecność i trafny komentarz do wiersza...pozdrawiam słonecznie*)2 punkty
-
Droga do serca bywa odległa, gdy zbyt mocno mój wzrok utkwi poza strefą czasu, gdzie budzą się mrzonki o sytym szczęściu. Trudno zatrzymać się w gonitwie myśli, by żyć tym dzisiaj, jak na czystej kartce zapisywać siebie w rytmie deszczowej melodii bijących kropel o szybę. Zapatrzeć się, jak biegną jedna po drugiej, lśniące jak łzy na moim policzku. I nie wiem, czy roztrząsać przeszłość, wmawiając sobie, że dawniej piękniejsze były dni, czy w przyszłości układać pasjanse z nut, które płyną w mojej głowie. Zapominam, że teraz, jak otwarta księga, czeka, by ją czytać. W ten szary poranek zakładam kalosze i narzucam przeciwdeszczowy płaszcz. Uśmiecham się do chmur, które z wiatrem grają w berka. Aż chce się żyć i tańczyć. Może nie trzeba stale przeskakiwać siebie, tylko objąć te chwile darowane jak drogocenne perły i w nich zanurzyć ciało i duszę...2 punkty
-
nawet gdy świat się odwraca traci kolory nie jest jak tęcza nie cieszą wschody zachody gdy wstaje świt ubrany w marzenia są dwa serca które gdzieś ... biją dla siebie nie muszą się szukać w kosmosie odnajdą się nawet ... w autobusie do pracy 7.2026 andrew2 punkty
-
2 punkty
-
Mówili, że pingwin nigdy nie spotka się z niedźwiedziem polarnym, a tymczasem w ZOO... Pozdrawiam2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 Bardzo dziękuję!!! Przed Dahami jeszcze wielka przyszłość, gdy pod inną nazwą stworzą Królestwo Partów. Sami Dahowie zaś znajdą się ostatecznie także w armii macedońskiej, gdzie odznaczą się m.in. w bitwie nad Hydaspesem. Pozdrawiam serdecznie2 punkty
-
Chcę wrócić do domu. Wrócić do oglądania głębokiej pustki, Leżąc na trampolinie, Wdychając zapach trawy, Z osobą, która była mi jak brat. Chcę zachwycać się każdym dniem, Doświadczać nowego, Doświadczać świata ogromnego. Wyliczać chmury przez wiele godzin, Grać roleczki w kółko, Biegać po trawie wyższej ode mnie, I myśleć, co będziemy robić jutro. Ten dom jednak jest daleko, Gdzieś za górą. Teraz mieszkam w tym samym, Ale innym. Zupełnie innym. Zgubiłem do niego drogę, Już bardzo dawno, Jednak wiem, Że gdzieś tam jest. Muszę tam uciec, Albo zniknie na marne.2 punkty
-
dalej, w to uczucie pełne bezkresu! wszelki ruch tylko udaje, że jest pozorny, sprawia wrażenie wymuszonego. wierzgajmy biegnąc w siebie nawzajem, zachowujmy się tak, by ktoś się w nas mrowił. niech nawet filary i firmamenty pędzą na złamanie. i... siać wiatr, aby wykiełkowała burza? nie, ledwie troszeczkę powietrza trzeba by tu namotać wymachując kończynami, żeby pobyt nie groził przegrzaniem, uduszeniem się z nadmiaru. parzy, przyznaję, ale to uczucie jest dyskoteką, pod którą podjeżdżasz sportowym autem marki Feeria (lakier – wszystkokolorowy, ale ze wszystkich odcieniątek czerwień błyszczy najmocniej). a w prawdziwej statyczności– bryndza, niczym oświadczyny dopiero co napotkanego żula, co latyfundia w Arkansas, pałace Lotaryngii gotów ci oddać w prezencie zaręczynowym, gdyby tylko je miał.2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne