Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.06.2026 w Odpowiedzi
-
Ćmy kiedy się rodzą uczucia i po co na świat przychodzą? - szukają mieszkań dla siebie zamieszkać, żyć w nich niedrogo czytają w gazecie duszy sercami po ogłoszeniach czasami przylgną bezwiednie jak sen się klei do śnienia i lecą jak ćmy do światła po szczęście tam gdzie najjaśniej i parzą sobie skrzydełka zanim latarnia im zgaśnie19 punktów
-
milczenie prawdę o wrażeniach zamykam w wierszach prawdę o wspomnieniach zamykam w fotografii prawdę o kolorach zamykam w obrazach prawdę o kształtach zamykam w szkicach prawdę o miłości zamykam w spojrzeniu prawdę o tęsknocie zamykam w łkaniu prawdę o prawdach zamykam w pobłażaniu prawdę o swoim życiu zamykam w milczeniu ze względu na nasycenie prawdą17 punktów
-
Jeśli znasz słowa prawdziwe Jeśli proste, te konieczne Te z człowieka krwi dorosłe Lub dziecięce, nie dziecinne Te z miliardów serc płaczące Rozdasz życia chleb i wino Zawojujesz świat motylem Rzucisz tłumy na kolana Do modlitwy, lajkowania Nie pogardą, PET tekturą Z elegancką forniturą Wzoru, kopii, kodu, kasty Skłonisz Brata do uśmiechu Jednej myśli niepotrzebnej Która nieba mu przychyli Sens ujawni, Pierwsze Słowo Które w każdym chce się zrodzić Ja w to wierzę, Moja Siostro Znajdziesz swoją miłość pierwszą Która będzie też ostatnią Płomień w duszy, blask w źrenicach Rozdasz tym, co wiarę tracą Napisz wiersz…17 punktów
-
Zrozum Nie przesadzaj zdrowych drzew, życiodajnych: dojrzałych - korzeni, ujrzysz tylko martwy krzew, miną długie lata nim podrosną, a odrosną wśród przeszłości cieni, miną długie lata nim przerosną żywe rany - cichy gniew, ciernistych: słów - kamieni i ślepej śmierci śpiew... Łukasz Jasiński (luty 2026)13 punktów
-
niech żyją ćmy ja lubię motyle na świat przychodzą motyle by życiu nadać koloryt im słońce zawsze jest miłe obdarzać uczuciem są skore zobaczą człowieka i widzą czy smutek mu w duszy zalega na twarzy co pisze się miną więc radość mu mogą znieść z nieba lecz musisz otworzyć swą duszę i wpuścić z ochotą do wnętrza odwdzięczą się mnóstwem cud-wzruszeń potrafią darować łut szczęścia więc choć ich nie widzisz oczami łza ci się niechcący zakręci im pozwól sposobem nieznanym twe życie miłością upiększyć13 punktów
-
"Sędziwe lata" Lubię poranki i rodzący się świt, gdy dzień otwiera swe świetliste bramy, bo w każdym z nich odwieczny tętni rytm, którym ku życiu nieustannie zdążamy. W bezkresie galaktyk, pośród gwiezdnych mgławic, jakże niezmierny jest wszechświata stan! Ileż światów zdołał czas już pozostawić, ile początków skrywa wieczności plan? Cóż jest prawdą, którą przyjąć nam wypada, gdy dzieje własne próbujemy pojąć sami? Jesteśmy ledwie pyłem, co się osiada na brzegu wieczności pomiędzy światami. Codziennie, niczym Syzyf, trud podejmujemy, pchając pod górę głaz marzeń i nadzieje, i choć kres drogi przeczuć nieraz umiemy, wciąż serce ku przyszłości ufnie się śmieje. Bo żadne życie nie kończy się spełnieniem, nie ma pożegnań, które niosłyby ukojenie, gdy ciało ustępuje przed przemijaniem, a duch odchodzi w nieznane przestrzenie. Dlatego żyjmy pełnią każdej chwili, tu, gdzie los nas postawił, pod niebem i słońcem, byśmy w godzinie, gdy będziemy odchodzili, mogli rzec: „Żyłem naprawdę” — nim nadejdzie koniec. Bo czas, choć cichy, niestrudzenie naprzód kroczy, nie pytając nikogo o zgodę ni o zdanie, a sędziwe lata przychodzą jak nocą mrok głęboki, nim człowiek zdoła pojąć ich przybywanie. Leszek Piotr Laskowski13 punktów
-
nie szukam naszych śladów jeszcze nie jest pora patrzę na czas już bez makijażu zabiorę ze sobą nie tylko złudzenia wezmę uśmiechy emocje wizytówka z marzeń zostanie spojrzenie z mola zatopiło się w morzu niebo rzuca cień zaglądam do zatłoczonych myśli przystanki zbyt długie oczekiwanie poza skalą otworzę drzwi do jutra nie zostawiając śladów most na drugą stronę już nie daje azylu przeprowadza przypadkowych przechodniów może kiedyś … zapiszemy kartkę z drugiej strony 6.2026 andrew12 punktów
-
Dzisiaj rano jak co dzień przed wyjściem do pracy siedząc w kuchni przy stole raczyłem się ulubioną kawą Nagle usłyszałem głos w radiu mówiący coś na temat wiosny wówczas spojrzałem w okno i skuszony widokiem słońca otworzyłem je na oścież Wtedy doleciał do mych uszu wesoły świergot gromady wróbli a chwilę potem kukanie kukułki i pianie koguta którego próbował przeszczekać jakiś nerwowy pies wówczas uśmiechnąłem się i powiedziałem sam do siebie no stary słyszałeś to już wiosna więc przebudź się po czym zerknąwszy na zegarek wybiegłem z domu.8 punktów
-
Chciał mnie mąż dziś uwieść liryką głęboką, Lecz na listę spraw swych rzucił bystre oko: „Kran wymienię, kupię bułki, Pomidory, dwa ogórki, Leki z apteki przyniosę, I twych zmartwień chmury zniosę. Wóz naprawię, PIT rozliczę, Wezwę szybko tu montera, Kupię też kawałek sera, Na twój uśmiech dzisiaj liczę!” Czar co prawda prysł przy PIT-cie i monterze, A romantyzm ugrzązł w ogórkach i serze. Lecz po latach wiem już - to niepoetyczne: Najpiękniejsze „kocham” bywa wręcz praktyczne.7 punktów
-
miasto wypociło strupiałą skórę na wierzch - wciska nam twarze w beton który jeszcze krwawi dzisiaj jest otwartym brzuchem rozprutym nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują fetorem zaułek oddycha parą z kanałów neony tną siatkówkę na cienkie plastry świat ma tężec - wygina chodniki w łuk konwulsji każdy zaułek to zgrzytanie zębów o szkło polifon krztusi się metalem tu gdzie śmietnik rzyga krwią z ubojni a mur pamięta więcej potu niż modlitw stoimy za blisko coś między nami zaczyna trzeszczeć zamykasz oczy liczę uderzenia serca - raz dwa trzy miasto czeka beton już patrzy wierci nas od środka - bez znieczulenia twój płaszcz - skóra którą zdzieram zębami ciepła jeszcze po ubiciu jesteśmy zgliszczami w konwulsjach powietrze klinuje się między żebrami jak nóż rozsuwam cię jak szczelinę którą ktoś źle zalał i pękła moje ciało w twoim to jedyna szczelina w żelbecie puls jak kabel pod napięciem jest przebicie płoniemy na stykach skurcz wykręca palce na biodrach twoje piersi - żywe ogniska pod tkanką betonu kładę na nich pękniętą twarz pachną słońcem którego ten zaułek nigdy nie wypluł twój pocałunek na mojej szyi modlitwa która ma tylko smak kiedy wchodzę w ciebie nie szukam walki tylko ocalenia nagle pustka pod powiekami tylko krew tłucze się w uszach jak ciężki agregat w podziemiach ten zaułek to pęknięta monstrancja z której uciekł Bóg nie ma żadnego świata poza tą szczeliną łom wchodzi w ścianę bez oporu skóra o skórę zdziera naskórek z nocy pękają naczynka pod naporem krwi tłoczymy ciepło w martwy kamień nasz strach ma anatomię szkła po rozbiciu noc spija nas z kałuży jak bezpański pies łapczywie bezwstydnie tło twojego ciała lśni jasnością pieprzyk na piersi przykrywam kciukiem blizna na brzuchu drży pod moim językiem smakujesz potem i żelazem smak twojego strachu ma posmak żelbetu i wapna paruje nam z gardeł chce się wyć do betonu usta nie mówią - są rozszarpaną raną zszywaną na brudno w bramie zardzewiałym drutem tłumiona twoją śliną korozja na żywca miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy czy jeszcze drgniemy oddech wpada w oddech miasto dławi się własnym tętnem próbuje nas wypluć i nie może cegły wrzynają się w łopatki miasto chce nas żywcem wmurować w siebie pęka tynk pod twoim ciężarem ściana nie chce być świadkiem my jeszcze nie my jeszcze w sobie to nie jest czułość to odruch przetrwania panika ciała że za chwilę znów będzie samo noc trzyma nas tylko dlatego że miasto zapomniało zgasić światła świt zabierze wszystko co teraz drży nie mieścimy się we własnej skórze zostaje tylko mechanika przetrwania zwarcie bioder nasz śluz tężeje w strup zanim zdążysz krzyknąć miasto zliże nas z asfaltu chropowatym językiem jak rozlaną krew zanim przełkniemy własny strach ale tynk zapamięta tatuaż z tego jęku jak serce wżarte w żelbet7 punktów
-
7 punktów
-
Tak pięknie puszczasz oczko pończoszko nylonowa, że ta co ciebie nosi na wszystko jest gotowa Choć kiedyś byłaś częścią dandysów garderoby, to dzisiaj tylko panie noszą dla swej ozdoby Pończoszki samonośne, pończoszki nylonowe cieliste i we wzorki lub czarne koronkowe Bywają acz kapryśne gdy wtem poleci oczko to męskie serce pęka za niewinną pończoszką __ 15 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pończoch Nylonowych6 punktów
-
@.KOBIETA. Ciekawa jest Twoja wersja i zdecydowanie ostrzejsza z pazurkami💅 Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Kwiatuszek Teraz są różne formy pończoszek, ale w wersji bardzo niegrzecznej. Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @wiedźma Miło mi, że się podoba. Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Marek.zak1 Zdecydowanie tak, choć rajstopy ze szwem z tyłu też są fajne :) Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @aff A wystarczyło polakierować :] Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Waldemar_Talar_Talar Och, tak szczególnie tuż przed wyjściem ujawniały się złośliwe oczka :) Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Radosław Miło mi! Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Berenika97 Miło mi! Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Nata_Kruk Wierszyk napisałam w 2022 roku, opublikowałam na innym portalu z cudną, subtelną ilustracją, ale sprzęt mi się zmienił, a w sieci nie znalazłam już nic fajnego - powyższa jest najgrzeczniejszą formą, jaką mogłam tu przedstawić... Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Alicja_Wysocka Oczywiście, że pisać można o wszystkim! Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Wiechu J. K. Cudna piosnka! Dziękuję bardzo i pozdrawiam🙂 🌺 @Gra-Budzi-ka🙂 @Leszek Piotr Laskowski🙂 @Benjamin Artur🙂 @Posem🙂 @Poet Ka🙂 @Leszczym🙂 Dziękuję bardzo i pozdrawiam🌺6 punktów
-
Dwóch turystów w knajpie, w Sopocie Miało ochotę na pyszne łakocie Pytają więc gości Skąd takie pyszności? Oni im mówią, to resztki po kocie6 punktów
-
Płynę przez ciemny ocean tratwą Fale co dni kilka cofają mnie I tak aż znajdę chwilę martwą W oddali widzę jak się pnie Schodami na swej gargantuicznej łodzi Kolejny majtek co lepiej się urodził Ma tratwa gdy okazja, zbliża się Cel mój ani bliski ani daleki Wielkim oceanem dotrę wszędzie Choć przez fale odczuwam męki I niepokój mam na karku Czy wytrwam do poranku Ach już błyszczy do mnie ląd zielony Piasek, ziemia, drzewa, ludzie?... Znajdę schronienie by nie zjadły mnie wrony Widzę tubylców, koniec życia w brudzie Wymalowani biegną do mnie Jeden ma włócznie a drugi pochodn.....5 punktów
-
w łasce ciszy bezwietrznej nocy przy pierwszej kwadrze księżyca zamglone niewyraźne i nieostre czerwone daty w kalendarzu i światłe mroki z dwojgu oczu błękitnych chabrów tu bogowie wszystkich epok w alfabetycznym porządku nieskończoności moszczą nogi w źródłach poezji poza moją głową w pół słowa objął mnie anioł gdzieś blisko wieczności przedziwny spokój na strunach wszechświata konwalie dzwonią na jutrznię5 punktów
-
*** Kur z Kurakiem z Ameryczki, kura z krukiem, dwie perliczki, kawka - Kwaka żona, i z gawronem wrona, są na zlocie u indyczki.5 punktów
-
O musztardę w knajpie w Fuledzie prosił klient kelnerkę Edzię: „Jajka na twardo lubię z musztardą”. Ona: „Musztarda po obiedzie”.5 punktów
-
Jagodowy sen przyszedł o poranku. Zastukał kanką od mleka. Drzwi otwarłam zaspana. On usiadł na ganku, wpatrywał się we mnie i czekał. Chabrowe kalosze włożyłam pospiesznie, zrzucając wiśniowy szlafroczek. - Nie jadłaś borówek od bardzo dawna. - uśmiechał się patrząc mi w oczy. Sen jagodowy do lasu mnie zabrał. Dał mi swą kankę od mleka. A ja usiadłam w tych jagodnikach i cicho na niego czekam.5 punktów
-
Płakałem sto lat temu umierając bez powodu w świecie z tekturowych snów dzisiaj płaczę znowu dlaczego łzy na policzkach tańczyły w poprzednim płaczącym istnieniu teraz żyją wtedy żyły w obecnym i zapomnianym imieniu kto nie płakał ten nigdy się nie urodził przez wcielenia przewijają się płacze wiele razy się rodząc wiele łez spłodzisz ocierając chusteczką zasmuconą duszę5 punktów
-
przedawkowałam życie zaaplikowałam podwójną dawkę psychoanalizy dożylnie i domięśniowo stercząc z głową w sedesie i wyrzucając z siebie resztki internetowych porad zrozumiałam prostą rzecz odłączam kabel z gniazdka4 punkty
-
Za starym pubem istniał kiedyś Olimp. Nie ten z marmuru i złota, lecz z wapiennego murku, pokrzyw, błota i pustych butelek. Zasiadali na nim bogowie zapomnianego królestwa, którego jedynym bogactwem była nędza, a jedyną nieśmiertelnością — pamięć. To opowieść o dziecku, które pośród ruin codzienności odnalazło własną mitologię. "Bogowie Olimpu" Mój mały, chermetyczny, dziecięcy świat, zamknięty w nierównoległym czworoboku, starych, robotniczych uliczek. Śmierdzących rdzą, ropą, benzyną, trującymi wyziewami z kominów, nędzą, rozkładem i zamokniętym tytoniem z krajanki. Czułem się jak obcy, który wdarł się jakimś cudem do tej zapomnianej przez Boga dzielnicy a potem zapomniał w którym miejscu było przejście do świata na zewnątrz. Wszystko tutaj było tymczasowe. Domy, układy, przyjaźnie, praca i ten szczególny rodzaj ulicznej miłości. Większość rzeczy była nielegalna. Hazard, prostytucja, handel ludźmi i bronią, wszechobecne narkotyki i brudne, niedomyte, pękate butelki, ledwie przefiltrowanego bimbru. Dzieci traktowano tu jak ten bimber i butelki. Szmuglowano je nocą po suterenach. Przechodziły z rąk do rąk, z pokoju do pokoju. Między domami z dykty a kamienicami o wybitych drzwiach i oknach. Nie miały przypisanych mieszkań ani opiekunów. Wychowawcą był uliczny bruk i kodeks. Prawo pięsci. Ten szczególny rodzaj honoru, który dorastał w ciągłej degeneracji. Oko za oko byłoby okazaniem niepotrzebnej litości i słabości. Jeśli straciłeś oko miałeś obowiązek poderżnąć gardło brzytwą swemu oprawcy. Tak zdobywano szacunek, który był droższy od pieniędzy. Dzieci porzucano i bito. Kiedy i gdzie akurat popadło. Każdego ranka wychodziłeś z kamienicy z myślą, że możesz już nie wrócić żywy. Patrzyłem nieraz na kolonie szczurów, biegnących przy granicy ścieku i chodnika. Ich nikt nie bił ani nie mordował. Były poza marginesem a zarazem kastę wyżej od dzieci. Były niezauważalne. Dlatego żyły prawdziwie wolne. Postanowiłem więc pewnego dnia żyć niezauważalnie dla nikogo. A potem odkryłem, że jest na tym świecie grupa osób, którą możnaby określić jako duchy. Pojawiali się zawsze skoro świt a znikali późnym wieczorem lub nawet nocą. Zawsze w grupie. Zawsze w tym samym miejscu. Byli głośni i awanturni lecz nikt nie zwracał im uwagi. Nikt się z nimi nie witał ani nie rozmawiał. Każdy odwracał szybko wzrok gdy tylko wyczuł ich mętne spojrzenie. Wielu przechodziło na drugą stronę ulicy, bojąc się niepotrzebnej interakcji lub zaczepki. Czasami myślałem, że oprócz mnie jest jeszcze tylko jedna osoba, która cieszy się na ich widok a nawet z nimi rozmawia. Była to podstarzała właścicielka jednego z pubów, którego tylny dziedziniec, wybrali sobie na swą siedzibę i królestwo. Dziedziniec był ogołocony nawet z resztek trawy. Rosły tam jedynie pokrzywy, wystające jak zielone, strzeliste płomienie ze strert śmieci i odpadów. Błoto potrafiło uwięzić po kolana i nieraz dawało swe zimne wytchnienie tym których zmorzył tu pijacki sen. Lecz centrum stanowił tu stary, wapienny murek, pełen otarć, uszczerbień i rys. Miał około metra wysokości i ciągnął się jedynie dokładnie naprzeciw kuchennego wyjścia z pubu. Tak by wchodzący tu, mógł poczuć się jak wchodzący do sali tronowej emisariusz. Naprzeciw siedzieli na swym wapiennym tronie królowie, herosi i bogowie, królestwa którego jedynym bogactwem była nędza. Był to mityczny Olimp na którego szczycie, urządzali oni codzienne dionizję racząc się bez umiaru ambrozją w postaci wina, ciemnego piwa i bimbru. Jedynie dźwięki lutni apollińskiej zastępywały tu krzyki wszelkich przekleństw, inwektyw i pijackiej gorączki. Bogów nie zaczepiano ani nie szukano. Nikt ich nie odwiedzał i nie pragnął wejść do Olimpu. Nikt oprócz małego mnie.4 punkty
-
Kiedy nadejdzie ta chwila, Serca przestaną trzymać rytm, Obojętna będzie twoja mina, Zabraknie chęci mi żyć. Nie spróbujesz mnie prowadzić, Ale ja postaram się zatrzymać czas, Twoją dłoń już zawsze gładzić, By płomień nadziei już nigdy nie zgasł. Chciałbym trzymać twoją dłoń tej nocy, Marzę, aby to trwało dłużej niż zawsze, Wyszeptać „kocham cię” głosem drżącym, I nasze spotkania były bliższe niż dalsze. Uściśnij moją talię jakby teraz kończyło dziś, W mojej głowie twórz dotykiem namiętne sny, Hamuj tą smutną łzę zanim i tobie braknie sił, Po prostu usiądź i bądź, gdy brakuję Cię mi.4 punkty
-
Jacek z Kasią mieszkali nad nami, mieli córkę i syna Tobiasza. Jacek słuchał Pink Floydów pasjami, lecz nie musiał nas za to przepraszać. Jacek był naukowcem, fizykiem, komputer – to niczym druga żona. Kasia robić umiała kolczyki i w ogóle była trochę szalona. Potem na wieś się wyprowadzili, Kasia wiejskie klimaty lubiła. Papierosów zbyt dużo palili. Nikotyna im życie skróciła. Zdaje mi się czasem, że gdzieś z góry muzykę Pink Floydów ktoś rozgłasza. Myślę, że to pewnie Jacek z chmury, lecz nie musi nas za to przepraszać.4 punkty
-
Trochę miłości Nam trzeba I chleba Który da ojciec Który da matka Wieczorem Przy świątecznym stole A wszystkie problemy Znikną jak za dotknięciem Czarodziejskiej różdżki I mrok zamieni się w końcu W jedyną i prawdziwą światłość Zamknijmy oczy4 punkty
-
Łańcuch nazwała biżuterią, bo tylko on dotykał jej skóry. Świat na zewnątrz miał być burzą, więc została w pokoju bez okien. Nadał imiona rzeczom: "Spokój" - klatce. "Miłość" - łańcuchowi. "Dom" - zamkniętym drzwiom. Kolekcjonował jej "tak" jak trofea. Każde "nie" nazywał kaprysem. Mówił: "Nikt cię tak nie zrozumie". I miał rację. Nikt inny nie chciał. Najtrudniej uciec z więzienia, które błyszczy.3 punkty
-
Ile uderzeń serca w jednym oddechu. Tyle życia w jednym powiewie… a nadziei w jednym uśmiechu. Ile mrugnięć światła daje latarnia w jednym tylko spojrzeniu. Tyle niewiadomych — ostatnia stacja. Kiedy wiesz, że nie przyjechała… a wcześniej nie wysiadła. Stajesz się samotnym wilkiem… szukającym swojego miejsca. I modlisz się… by nie zwariować… by nie zostać kolejnym Breivikiem. Ile uderzeń serca w jednym oddechu. Tyle życia w jednym powiewie… a nadziei w jednym uśmiechu. Kiedy wiesz, że nie przyjechała… a wcześniej nie wysiadła. Stajesz się samotnym wilkiem… szukającym swojego miejsca. La… la lalala… la… lalala… La- la lalala… Ostatnia stacja…3 punkty
-
uzbierałem grosz do grosza na lokomotywę bo w gazecie byl anons Galaktyka. Bolid. I włosy Dziadka Mroza siwe! pulsary flirtują z kawazarami ma ochotę na drinka czasami.... Droga Mleczna się srebrem mieni wśród gdakań kur i kogucich pieni Logarytmy. Kwadryki. Całki. trzy zapałki kolejno zapalone w nocy... do lokomotywy chrust wrzucę i marsyjankę zanucę jak paryski Gavroche... do grosza wciąż grosz....3 punkty
-
Schizofrenik romantyk To uschły liść Uschły konar Niebo zbezczeszczone działalnością rozumu Wiek małej paprotki Leć wzrokiem za lotem czapli! Wygnij gałąź jak linę Popatrz w błękitnowłosego No zerknij i żyj! Zobacz jak blisko jest śmierć błękitnowłosego A zatem Twoja też Leży obok krwawego dziąsła krzyżem Ból bliskiego ugryzienia Kontakt i Relacja Zabierz mnie To tu jestem ledwo3 punkty
-
@Poet Ka Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) to związek romantyczny trzeźwy spętany kredytem bądźmy na zawsze! logistycznie ekonomicznie @Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) To pytanie powinno być do tego faceta, bo sam sobie spisuje "sprawy do załatwienia". :))) Ma listę spraw - jest krótka i jasna, lecz rym mu szepcze - "dla mnie zbyt ciasna". @Łukasz Wiesław Jasiński Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. Gdy sił już brakuje, a doba za krótka, Gdy życie to czasem dziurawa jest łódka, Romantyzm to przystań, nie głupia zabawa, To chwila, gdy ważna jest bliskość - nie sprawa. @Wiechu J. K. Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)3 punkty
-
3 punkty
-
Witaj - nasze życie jest wszystkim co mamy - święte słowa - dziękuje serdecznie za przeczytanie - Pzdr. Witaj - cieszy mnie Marku że się zgadzasz - miło że zajrzałeś - Pzdr. Witaj - też tak uważam że chwile zwątpienia to tylko chwile po których zakwitnie lepsze - Pzdr. Witam - dziękuję ci za to że ładnie napisane - Pzdr.uśmiechem. @andrew - @Natuskaa - @Benjamin Artur - @MIROSŁAW C. - @Leszek Piotr Laskowski @Poet Ka - dziękuję wam serdecznie -3 punkty
-
mijam siebie i samotne latarnie jeszcze długo po zachodzie kot łasi się do mojego cienia3 punkty
-
@Leszczym dziękuję Michał serdecznie:) @Alicja_Wysocka Alu:) dziękuję serdecznie za Twoje pełne ekspresji słowa:) że bardzo mi miło to wiesz:) dodatkowo się wzruszam:) niech Ci serce cieszy się słońcem:) kurde, Alu, chyba warto żyć:)3 punkty
-
3 punkty
-
@Migrena Ciekawy i ważny wiersz na temat, któremu poświęciłem opowiadanie w `93, zniewolenie natury człowieka przez cywilizację. Kiedy cywilizacja miasta osacza rozum i próbuje zawładnąć zmysłami, ucieczką jest karmienie zmysłów, a zbliżenie boskim aktem w którym pozostaje pierwotna natura człowieka i... wola Demiurga.3 punkty
-
Miłości nie ma, odeszła pół roku temu. Każdy kocha potrzebą, ażeby się nie zakochać duszą. Ale czy można kochać? Tak bez miłości?3 punkty
-
Uciekam przez pola i lasy szybuję w przestworzach wszystko utkane, zatkane, porozrzucane myśli posklejane do podniebienia przybite w oczy świdruje, kłuje, krzykiem wymachuje za kołnierz ciągnie do kąta wstawia szary, bury, niekochany zebrał się i głośno rozprawia nogi podstawia w pięty łaskocze ciągnie za warkocze przez okno, przez drzwi, przez krzywe lustro już nawet się śni uciekam w pisanie w bałaganie niech tam zostanie posprzątać nie jestem w stanie i już zwykły zwyczajny codzienny kurz i nic nie poradzę na jego władze dlatego gruszki na wierzbie sadzę z pieca ocieram umieram2 punkty
-
@Berenika97 hmmm PIT w czerwcu? to jakaś korekta musi chyba być ;) Drży romantyzm Pita ;) Wesołe, acz prawdziwie. Te wielkie rzeczy potrzebują tych małych, aby miały sens trwać :)2 punkty
-
@LessLove Słowa o "świecie zawojowanym motylem" i "chlebie i winie" - bardzo mi się podobają. Ten wiersz sam w sobie jest dowodem na to, że prawdziwe słowa wciąż mają moc uzdrawiania.2 punkty
-
@LessLove To manifest, swoista deklaracja wojny przeciw lajkowej poezji. "Zawojujesz świat motylem" to bardzo piękna definicja mocy poezji. Świat wygrywa lajkami a poeta wygrywa motylem. Słowa nie mają być naiwne a czyste i z zachwytem. Poezja jako miłość życia, da się nią nakarmić tych, którzy tracą wiarę. Świetny wiersz ! Pozdrawiam.2 punkty
-
@Alicja_Wysocka Ćmy Bolesław Leśmian Przychodzą nieustannie z tamtej strony ciszy Psy, wierzby, nagłe sady, ćmy białe, ćmy szare I próżnię zapełniają, gdzie czasem brak myszy, By zasklepić czymkolwiek w świat wyziorną szparę. Przychodzą potłumione zielenią otchłanie, I dziewczęta, co w oczach dźwigają los nieba - I obłoków nad ziemią srebrne górowanie I ta wiara, że właśnie tak trzeba, tak trzeba... I przychodzą modlitwy o większą tęsknotę, Źli bogowie, złe wiosny i mgła zagrobowa, Bzy bez jutra, bez wczoraj, ćmy czarne, ćmy złote I ty, co tak się smucisz, gdy piszesz te słowa...2 punkty
-
@piąteprzezdziesiąte Oby ci młodzi ludzie, o których piszesz na zadane w przyszłości pytanie. Czy Polska jest suwerennym krajem? Mogli bez cienia wątpliwości odpowiedź - tak. (bo ja mam z tym problem). A co do historycznych wątków, cdn. Pozdrawiam. @Nata_Kruk Jeśli tak, to nie ma problemu - wolność czytania :) Ale ja, zostanę przy swojej samogłosce . Dziękuję, pozdrawiam.2 punkty
-
@Migrena tak, różnica jest I jest różnica, tak to wybijanie l wybijanie to nie jest od I od jest nie czasu do I do czasu czasu I czasu tylko I tylko czeka jeszcze jeszcze czeka na swój czas czas swój kształt słów na kształt słów pół strzały strzały pół w górę dla na górę w rozbryzgu @Migrena 👏👍2 punkty
-
2 punkty
-
@Łukasz Wiesław Jasiński Mocna metafora ciernistych słów-kamieni i korzeni, których nie powinno się przesadzać na siłę. Wiersz zmusza do refleksji nad tym, jak przeszłość wpływa na naszą teraźniejszość. Pozdrawiam.2 punkty
-
@Migrena Masz niezwykle drapieżne, ekspresyjne pióro – obrazy zmieniają się tu z zawrotną prędkością, jakby tekst pisał się sam w jakimś transie. Genialnie pokazałeś kontrast między brutalnym, brudnym i bezdusznym miastem z żelbetu a desperacką, wręcz biologiczną potrzebą bliskości. Ten wiersz nie pyta o czułość, on krzyczy o przetrwanie. Puenta o tatuażu z jęku wżartym w żelbet zostaje w głowie na bardzo długo. Czapki z głów!2 punkty
-
"Niebo w gębie" - kantyna, Sokołów. Chce turysta zjeść obiad pospołu z klientelą bufetu. Smakołyki skąd te tu? A to resztki z pańskiego są stołu.2 punkty
-
@Berenika97 Nika. operujesz czasem jak tworzywem nie linearnie tylko jakbyś go zgniatała w dłoni. nie ma tu ciszy tylko zawieszenie porządku a dalej wszystko już się dzieje w przestrzeni zdeformowanej. sennej najmocniejsze jest napięcie między kontrolą a rozpadem "tresujesz czas" (!!!!) brzmi jak akt władzy ale zaraz potem kontrola czyli jednocześnie obsesja i autodestrukcją . napisałaś wiersz o byciu uwięzionym w czyjejś percepcji czasu i probie odzyskania własnego rytmu gęsty oniryczny i niepokojąco precyzyjny wiersz bardzo wysokiej próby!!!2 punkty
-
Nie wiem, nie wiem, nie wiem, ale wiem, bo wiem, że nie. Warszawa – Stegny, 16.06.2026r.2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne