Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 24.01.2026 w Odpowiedzi

  1. Nie było wtedy cyfrowych powrotów do przeszłości co dnia. Nawet migawki odciśniętej w srebrze na wyciągnięcie palca, ani pociągnięcia pędzla w czcigodnej ramie. Wspomnienia były zaświatami, czas - teraźniejszością, a słowo krzątało się kształtami w płomieniach ogniska. Dziś wciąż wracamy, przewijamy pamięć i patrzymy. Nasze przemijanie kończy się antydepresantami.
    15 punktów
  2. Rozbierz mnie słowo po słowie rozpracuj myśl po myśli co we mnie mrokiem spowite niech ci najjaśniej się przyśni. Rozcałuj niedomówienia sekrety rozszarp na strzępy przytulaj moje westchnienia losem bądź podłym przejęty. A potem zamilcz beztrosko i nie myśl o mnie w ogóle wszystko co cenne podeptaj odepchnij gdy się przytulę. Sekrety schowaj w kieszenie westchnienia rozdmuchaj śmiechem i za mną się nie oglądaj wszak stałam się twoim grzechem. Rozbierz mnie słowo po słowie i ubierz w niedomówienia rozchyl mi usta oddechem i ugaś milczeniem pragnienia. Odłóż na półkę jak książkę i zajrzyj kiedyś po latach dłonią kurz ze mnie odgarnij' i wróć do mojego świata.
    13 punktów
  3. przychodzę do ciebie przez lustro powoli bez twarzy bo twoje spojrzenie nosi ją za mnie mam na sobie koronki z cienia przylegają jak skóra są coraz cieńsze nie zdejmujesz ich - ścierasz wzrokiem kochasz odbicie ja kocham ciebie w tym szkle gdzie jestem piękniejsza od siebie samej tam nasza miłość napięta do granic doskonała nietykalna jak tafla która nas dzieli sprawdzasz codziennie czy da się już rozbić zapominając że gdy pęknie - zniknę
    12 punktów
  4. Ruszył w taki zwykły dzień zimowy, a mi wtedy przyszło do głowy… Ile uczuć wepchniętych na siłę w jedno miejsce, od stóp aż po szyję. Ile zerwań między jednym przystankiem a drugim, ile radości, że ktoś cię lubi. Ile przemyśleń nad sensem życia i rozczarowań tak trudnych do skrycia. Na szybie emocje oddechem wyplute, ktoś palcem rysuje serce przekłute, inny wysiada i gubi istnienie, ten znów zostaje ze swoim zwątpieniem. Wszystko buzuje w tej ciasnej przestrzeni i nawet przystanek tego nie zmieni, bo choć uczucia wypadną na drogę, za chwilę w podróż ruszą nowe. Z nosem przy szybie, z wyrazem twarzy o tym szczęśliwym przystanku marzy każdy, kto wsiada i w drogę rusza, opowieść swą snując w autobusach.
    8 punktów
  5. w kolejną rocznice ślubu zapytała kochanie czy pamiętasz nasze pierwsze wspólne śniadanie pierwszy obiad i kolacje czy pamiętasz pierwsze przy świecach miłosne wariacje tak pamiętam odpowiedziałem to były najpiękniejsze w chwile które do dziś przetrwały które czasowi się nie poddały to dobrze że wciąż pamiętasz powiedziała tuląc się do mnie a ja czując jej ciepło poczułem się kolejny raz cudownie
    7 punktów
  6. Są ludzie, którym szczęście mignie tylko na moment, na moment tylko się ukaże po to tylko, by uczynić życie tym smutniejsze i okrutniejsze. Stanisław Dygat nocami wciąż przychodzą chwile gdy myśli zawiązują moje ciało na ciasny supeł bez oddechu za dnia zakasuję rękawy i biorę się do pracy nie mogę przecież zawieść odśnieżam mosty maluję karuzele jasnymi barwami stawiam na stole dwie gorące kawy by próbować się cieszyć by było jak dawniej jak zawsze lecz od świata oddziela mnie dziś nieprzemakalna przesłona nie czuję smaków zapachów nie słyszę dźwięków kolory i kształty są zamazane rozmyte nocami ubywa mnie niczym śniegu lub ognia zależy co wybierzesz jestem daleko o wiele wierszy nienapisanych jeszcze a może już nigdy nie wiem czego się chwycić spadając w dół górskiej rzeki spadając spadając spadając kiedyś może zechcesz rozplątać te wszystkie supły i będzie jak dawniej na zawsze
    7 punktów
  7. nie mam ochoty na zimę nie mam ochoty na blisko nie obchodzi mnie imię nie obchodzi nazwisko nie mam chęci na dystans ani chęci na lato chcę krzyczeć MERRY CHRISTMAS w gwiazdkowej pidżamie psikus, a to!
    7 punktów
  8. wadera zobacz tę myśl co dryfuje pod niebem nić pajęczyny pszczoły oddechy unoszenie się warstw w powietrzu jaskrwawią plamy światła wyciągnij dłoń czekaj aż zaczną skapywać chciałam zatrzymać dla siebie to wgryzanie się w noc aż na rozlewisku pod oknem odezwały się czaple i świstuny aż pod tamten brzeg podeszły konie chciałam zatrzymać dla siebie że zgubiłam się pośród trzcin zaplątałam w korzeniach rozdarłam sukienkę o świt chciałam zatrzymać dla siebie ale rzucam notatki w nurt cofam się odsłaniam kły podbrzusze faluje
    6 punktów
  9. dzisiejszej córce chce wydać córkę za mąż i tomik poezji worek pieniędzy mam na to chcę córkę w poezji wydać dla pieniędzy za mąż w tomiku jak w worku zamknąć na klucz wiolinowy lepszy od liter i mojego wzroku mąż nie będzie dla niej dobry samotne kobiety są bardziej szczęśliwe niż matki mogą grać na skrzypcach malować obrazy na kartkach pamiętników pisać wiersze o poranku
    6 punktów
  10. Nie bierze mi się na życie od dawna, chociaż przeciwnie by wypadało, lecz z każdym życia kolejnym kęsem, Jest mi go nazbyt, niżeli za mało... W miarę jedzenia apetyt wzrasta, mawiają głodni, spragnieni smaku. Słodko zakąszą, popiją gorzko, nazwą to fatum lub Boską drogą. A ja umieram, wśród murów miasta, zmęczenia ludźmi, głębi braku. Uciekam marzeń ulotnych dorożką, W krainę istot co żyć już nie mogą...
    6 punktów
  11. ptaki lubią kiedy się z nimi śpiewa ostatnio coraz częściej przysiadają na starej czereśni mucha brzęczy nad uchem ospale kilka owadów potopionych w krochmalu szary papier w oknach łapie pierwsze promienie Anno wstań trzeba przesiać proso przez tarę narwać pokrzyw tych które jeszcze wczoraj ocierał smukłymi liśćmi powój za górą już słychać rżenie to w polu konie galopem puszczone tratują zagony księżowskie duszna łuna suchej ziemi łaskocze w nozdrza Anno chodź obok studni drewniane wieko przy każdym dotknięciu osypuje się mech w symbiozie z małym pająkiem chleb chowany po kieszeniach południem gdzieś daleko za dziś przepity głębinową wodą ściekającą jak z trzciny po dużej rosie Anno bądź oszalej tylko raz niech światło rośnie w brzuchu rozlewa się na biodra po pełne piersi aż do zakrzyczenia od świtu do nocnego wyciszenia w zasłonach z wiatru
    6 punktów
  12. to właśnie dziś dziś kiedy... patrzę w lustro tego za mało tego za dużo tu za jasno tam za szaro próbują dojść do ładu z ciałem jest ugodowe na wszystko się zgadza daje się formować czy to wystarczy więcej choćby chciało z siebie nie da dziś chce być miłe ja także kompleksy zostawiamy w domu wychodzimy w zgodzie 1.2026 andrew Sobota, już weekend
    5 punktów
  13. diamentem lśnię na śniegu chrupiąca dla węgielek oczu rozgrzej mnie jak w saunie nacieram już ramiona uda i szybki chlust do jedwabiu
    5 punktów
  14. Tyle światła dałeś i koloru Mistrzu melancholii Tyle prób i błędów rezonuje w twojej apokaliptycznej wizji Oparty o balustradę śmierci drżałeś wszystkimi barwami krzyku a falujące echem karmazynowe powietrze szeptało słowa bezsilności ......boję się żyć ...........boję się żyć ...............boję się żyć ........................ Autor fotografii: M. Lewandowska
    5 punktów
  15. Zagubiony we mgle wczorajszy sen temat z koszmarów postanowiłem wprowadzić do mojego życia. Wychodząc z mgły próbuje poskładać rozrzucone w nieładzie myśli rozdarte i podrapane niczym twarz. Wspomnienia znikają za zasłoną kończącego się snu wrzucone niczym paliwo w płonący ogień. Ogniska płoną tłum w nich pali wszystkie zbędne chwile odrzucone i niepotrzebne niczym śmieci. Ci którzy problemów się pozbyli do nieba zmierzają szukając schodów prowadzących w zaświaty. Za jaskrawy światłem są tylko zamknięte drzwi wracają więc żeby życie zacząć od nowa. Zaufać każdemu kto pięknie mówi nie pytając kto za nim stoi i skąd pochodzi jego wiedza. Nie kończący się blask wschodzącego słońca sen się kończy pora wracać do rzeczywistości. Osłonięty zasłoną z mgły nie patrzę w niebo za tumanem kurzu stoję chcąc udawać ślepego.
    5 punktów
  16. Gdy dziś ujrzałem cię w okryciu wierzchnim zapach Twój wkroczył w moje zmysły, szłaś krokiem zwiewnym uroczystym pachniałaś światłem przeźroczystym . I poszłaś hen, gdzie słychać głos, gdzie czas zatraca bieg, gdzie życie smak ma, piękny sens, gdzie nie potrzeba łez. Bo ty jesteś taka nieoczywista, bo Twój uśmiech kradnie mi sen, bo ty masz coś we włosach jak lnu czysta nić co oplata mój każdy dzień.
    5 punktów
  17. A człowiek mglisty, samotny i tuła się nocą po bogach Kołacze żalem w chmury I sam dla siebie jest trwogą A na postronku - pegaz Na dłoni - brak linii życia Czas? Sam wyruszył już w drogę Niebo? Szuka własnego odbicia.
    4 punkty
  18. Dyskutował czat z czatem by pojechać z tematem- ‚wolności w sieci’ czy to oksymoron czy coś jest na rzeczy być wolnym i wyjść z Matriksa ta idea była im bliska lecz zostali z niczym algorytm ich rozliczył
    4 punkty
  19. Spojrzysz biedzie w oczy, ona ich nie otworzy, posłuchasz jak mówi, ona nic nie wydusi. Złapiesz ją za rękę, a ona w dłoniach pęknie, spróbujesz ją unieść, ona spadnie bezwładnie. Dotrzymasz jej kroku, ona w tyle zostanie, spróbujesz poczekać, ona szybko zawróci. Gdy chcesz ją zrozumieć, ona buty zostawi, a nędzę jej pojmiesz, kiedy pójdziesz w jej ślady.
    4 punkty
  20. Zmrożone z szosy, w łuki mgieł pod niebo. Wiraż przy kuchni, a witraże w lewo. Jak w synekury echu słabnącym, liczę na szelest, oddech i słońce. Chudoby nasze. Dla was koszule, wszelakie pierze, ale imienia Jego w tej ramie róży Wileńskiej strzegą całą w kaftanie jak z mrozu koronki na płonącym z piersi oddechu jabłonki. * Gdy się obudzę, a inni mi rzekną, co było wczoraj, a kto mnie odwiedził, tylko mi pokaż barwy meldunek z szerokim okiem na ptasie śpiewy. Popraw podusie, a co trzeba, załatw i nie odmawiaj nic bez strzępka światła, a porozmawiać mogliśmy dzisiaj, przeskoczyć mury skokiem gazeli.
    4 punkty
  21. Lament trupicy Kiedyś nocą się martwiłam, że nie zgnieciesz moich pierzy. Teraz martwi mnie mogiła: tylko martwa w niej wyleży. Kiedyś rozkładałam nogi, ty zaś byłeś w siódmym niebie. Teraz rozkład nóg, mój drogi, mógłby strwożyć nawet ciebie. Kiedyś wciąż ci gotowałam pyszne dania, pełne barwy. Teraz dieta zeszczuplała, żywię bowiem tylko larwy. Póki śmierć nas nie rozłączy – obiecałeś treść tak znaną. Dziś, gdy jad się ze mnie sączy, mam swą ziemię obiecaną. Lament trupa Kiedyś złość się we mnie rwała, bo dmuchałam wciąż na zimne. Dzisiaj marzę, byś zechciała chuchnąć w ciało me bezczynne. Kiedyś uwielbiałaś stale kryć się w lekkich pierza złogach. Teraz ja się pochowałem. Czemu mnie nie szukasz, droga? Kiedyś rzekła, pewna racji: grunt to zdrowie. Dobre sobie, czemu w ramach więc kuracji nie odwiedzisz mnie w mym grobie? Kiedyś zło ci wybaczyłem, miałaś bowiem trupa w szafie. Teraz myślę w swej mogile: kiedy ja do szafy trafię?
    4 punkty
  22. Milkną niespełnione pieszczoty, gdy — nad stołem przesytym sploty obłoczne snują o tym: nadchodzi wieczerza! Jutrzenka — w perłowym łonie — nim przyjmie gości, obmywa dłonie. Chleb słodko kusi, olśniewa stal. Już czas!... Lecz czy kto widział — śród podniebnych sal — naszego gościa? —
    3 punkty
  23. dłonie jak całość przełamana w pół, by unieść czas jasny, czas dni cierpkich jak sól by ukryć drzazgi, odłamki i blizny, co żywcem palą i serce szarpią na kry by troski zebrać jak deszcz wiosenny i trzymać je w sobie jak się trzyma sny by ufać, gdy czas ciemny bok przebije i krew wyleje się z ran, a cierń na skroni zdusi śpiew dłonie jak całość przełamaną w pół złóż i do góry wznieś, gdy płytki wykopią Ci dół
    3 punkty
  24. Słońce zgasło, a żyć trzeba. Dmuchać w żagle ciężkim mgłom. Odlatuje uczuć mewa, gdzieś na wyspy bliskie snom. Słońce zgasło, a żyć trzeba. Co by było, zawsze warto. Nawet jeśli bodźców natłok, który wciągnie, jak wir na dno. Słońce zgasło, a żyć trzeba i do Innej będę śpiewać. Nie zatrzymam chwil na siłę, jestem rzeką, dalej płynę. Słońce zgasło, a żyć trzeba, nad klepsydrą nowe wzejdzie. Dzień zakwitnie śnieżną bielą, aż się scalą sny, krawędzie.
    3 punkty
  25. Gdzie oni są? Otóż pełno ich jest, całe zatrzęsienie w gwiazdotwórczej otchłani. Gdzie są? Wszędzie. Wnikają w sny. W marzenia. W tęsknoty. Rozsadzają sobą rozpędzone strumienie czasu. Zaciskam powieki – widzę ich. Otwieram – widzę. Czuję ich obecność poprzez mury zimne i ciężkie. Przez stare cegły... Wtedy, podczas misterium w pulsującej ekstazie drgających świec, dostępuję obecności... Przez te ściany zimne. Poprzez popękane tynki, mury tajemne…. Widzę ich. Czuję. Wtedy, kiedy deszcz. Letni deszcz majowy. Wtedy, kiedy szarość pochmurnego dnia sączy się przez szczeliny zaciągniętych storami okien... Wtedy, kiedy… Kiedy to było? Pamiętasz? Dlaczego milczysz? Spójrz, jakoś tak mi tutaj samemu… Ale… Deszcz stuka w okna. W blaszane parapety. Bulgocze w rynnach… Czy to miał być wiersz? Nie sądzę. Więc, co? Co to miało być? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może ty wiesz? Wiesz? Powiedz coś. Cokolwiek. Powiedz, pomimo milczenia i szumu. Pomimo ciszy samotności. I pomimo milczącej ekstazy smutku tak wielkiej, że aż otępiającej. Zniewalającej wszelkie poruszenie jak w chorobie Parkinsona. No i popatrz, miał być wiersz a wyszło jak zwykle nie wiadomo, co. Ciii… Stukania w przedpokoju zwiastują czyjeś przybycie. Czy to ty, ojcze? Przyszedłeś po coś? Zapomniałeś czegoś? Ojciec przychodzi na ogół we śnie. I tak jakoś majaczy niczym fatamorgana. Lecz tym razem to nie on… Wiesz, kiedy zaciskam mocno szczypiące powieki dużo światła nas wówczas dzieli. Nawarstwia się wtedy twoja nieobecności, potęguje się i lśni. Jak ten blask na skraju. W widnokresie zalęgły. W słońcu kładącym się do snu. Tu i tam. Tu i ówdzie. Wszędzie. Po wielokroć… No i popatrz. Ach, stałaś się znowu kamieniem. Nieczułą cząstką wygaszoną w sobie. Jestem tutaj. Jestem. A ty? Mech porósł płaszczyzny kamienia. Zielone ściany. Mechate. Miękkie i wilgotne… Za dużo tu nieścisłości. Kiedy staję obok domu umarłych dawno temu dziadków, słyszę jak rozmawiają ze sobą, w środku. Rozmawiają i śmieją się. Padają przytłumione słowa gości. Wszystkich tych, których już nie ma. Nie wchodzę do środka, do tego wnętrza przeszłości. Dawno minionej strugi. Ale nie. To dzieje się na nowo. Oni są tutaj. Oni są. Czuję ich obecność, Patrząc w dal. W ten skraj zielonej łąki. Podmokłej. Tej łąki zwieńczonej strumieniem perlistym i lśniącym… A więc tam.. Tam daleko… Spójrz. Spójrz tak, jak mogłabyś spojrzeć, będąc razem ze mną w tej oazie nieskończoności… Spójrz! Horyzont ugina się od szaro-słonecznej, od tej melancholijnej kwintesencji zmierzchu w liliowych powabach i lśnieniach. Od tego czegoś, co umyka wyobraźni a co istnieje wiecznie. Na zawsze… Wtedy, kiedy patrzy się poprzez płot z rozrosłego znienacka gladoilusa... Stoję na zewnątrz małego parterowego domu i nasłuchuje rezonującej bieli ścian. Tej bieli oddychającej. Werandy. Okien uchylonych. Sieni… Nasłuchuję głosów. Śmiechów i szeptów. Wszystkich tych dawno minionych emocji. Nieaktualnych już, choć wciąż istotnych z punktu widzenia wieczności. A więc słyszę te zapamiętane z dzieciństwa, z młodości... Głosy dziadków, których ciała rozsypały się już dawno w pył. … a więc te głosy, te szepty dawno umarłych już gości… … umarłych, zmarłych, skamieniałych… Wracam do początku… Czuję każdą barwę dźwięku. Każde wibrato… Wyczuwam wszystko jak pies, któremu podkłada się pod nos przedmioty powszechnego użytku. A więc czuję ich. I wiem, że są. Rozmawiają ze sobą. O sobie. I o sprawach wszechrzeczy. O tych wszystkich kwestiach… Kto tu jest? Dziadek wyszedł na chwilę… Nie. Nikt nie wyszedł. Oni są wiecznie wewnątrz czegoś, co jest nieograniczone i niepojęte… Oni są wewnątrz... Nie widzę ich, ale słyszę… Wprawdzie słyszę jakoś tak, jak się słyszy przytłumione dźwięk zza ściany. Jakoś tak…Słysze ich, jakby świętowali. Bo świętują. Tam wciąż komuś winszują i składają życzenia. Śpiewają cicho harmonicznymi głosami pieśni. Imieniny. Urodziny… Jedno i drugie. Wiecznie… Pobrzękują sztućcami, filiżankami, talerzykami... Tymczasem na zewnątrz trwa przytłumiony blask wiecznego zmierzchu. Pachnący maciejkami zmierzch, któregoś czerwcowego zmiłowania, którejś wczesnej jesieni… Spójrz, tak moglibyśmy się kochać. Tak miłować, splatając dłonie… Tak moglibyśmy… Lecz… Wiesz? To nie ten wszechświat. I czas. To nie ta otchłań gorejącego bytu. Tutaj wszystko jest już minione. Niespełnione. I tęskne. Tutaj wszystko jest przytłumione w kolejnych fazach okrutnego mijania. Tutaj wszystko jest świeże. I więdnące. I uschnięte zarazem. Tutaj wszystko jest… Wiesz, za dużo tego wszystkiego. Za dużo tej przeszłości. Tych rozsypanych resztek dawnego życia. Jest. To znowu tak jakby nigdy niczego nie było… A nawet, jeśli jest, to jakieś takie minione. Nieaktualne. Jakieś takie post… Dużo tu tego. Dużo. I jakoś tak strasznie mało… Pamiętasz? Wtedy, kiedy ktoś chciał ci coś powdowieć? Lecz nie zdążył. … więc nasłuchujesz echa… I jesteś coraz dalej od polan. Od tej woni igliwia. Oddalając się, oddychasz płytko przegrodzona kratą gęstego powietrza... I jesteś ogłuszona ciszą, która zwiesza się gałęziami do samej ziemi płaczącej wierzby. … co przegląda się nad wodą, nad wartkim strumieniem hałasującym perlistym milczeniem … (Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-24)
    3 punkty
  26. kot snuje się po domu skwierczy swoim głosem co ona chce?
    3 punkty
  27. @hollow man ja to sobie tak wymyśliłam, peelka na górze skupia się na sobie, racjonalizuje własne trwanie, nazywa swój ból czymś znaczącym i próbuje się usprawiedliwiać, że została, no ale to usprawiedliwianie siebie, ma się nijak do konsekwencji, bo dół, rozsadza tę narrację, ponieważ okazuje się, że doprowadziła człowieka do końca życia, wywołała śmiertelny skutek i pewnie to nie była taka wyssana relacja z palca, jak jej się wydawało i że stawką wcale nie było jej cierpienie, tylko czyjeś życie @violetta, @KOBIETA ja mam taką teorię, że nie da się nikogo zmienić, jak relacja jest świeżutka, to wiadomo, że może jedno i drugie, troszkę bardziej się stara, staje na paluszkach, nagina się, przymyka oko, aby podnieść swoje tzw. notowania;) ale z czasem, wychodzi szydło z worka:P lepiej aby to się się stało szybciej niż później czyli po piąteczce dzieciaczków ;)
    3 punkty
  28. @huzarc dzięki. Pozdro! @wierszyki tak, wciąż za cicho się o tym mówi, za mało @Mitylene dziękuję, dziękuję. Dobrze Cię widzieć. Mam nadzieję w zdrowiu i szczęściu :) O, to, to. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam @KOBIETA Co ciekawe ten, zaiste pierwszy raz został jakoś wyparty i wyskoczył nagle kiedy sąsiadka przyszła się żołądkować w sobotnie popołudnie, że za głośno puszczam muzykę. @andrew cóż, piszczę co czuję, a na czym polega to chyba proste - nie rób tego, bo Bozia się pogniewa/będzie płakać/ukaże cię... etc, etc. Te wszystkie rzeczy, które mówi się do małych dzieci, a których nie powinno się mówić, lub przynajmniej przedstawiać w formie mniej traunatyzującej. Np, dla mnie obraz Czarnej Madonny, był dla mnie jednym z bardziej spooky ze wszystkich, które mnie wtedy napawały lękiem. Z pozdrowieństwem @piąteprzezdziesiąte uch, srogie hc. Dzięki za czytanie i refleksje :)
    3 punkty
  29. dopiliśmy ten wieczór łykiem chłodnej kropli wszystkie kubeczki smakowe zlizał wiatr mroźny kurant wybił czas miasto zadrżało z zimna na wszelki wypadek nasze lodowate ciała odetchnęły z ulgą widzę to czarno na białym
    3 punkty
  30. Miałeś kiedyś krowę Jeremiaszu? Ja miałam, taką dużą, bardzo prawdziwą Z wielkimi brązowymi oczami Bardzo była wymowna i dzika Duzi ludzie powiedzieli Że ma za dużo z byka. Nic nie chciała urodzić Jak myślisz co się wtedy robi? Miałam kiedyś krowę Jeremiaszu Taką dużą, bardzo prawdziwą
    3 punkty
  31. zamarzło mi serce tej zimy chociaż drewno mam i piecyk zabrakło cieplych słów niestety do sedna już nie wrócimy
    3 punkty
  32. dziś byliśmy tu pierwszy raz pierwszy raz spadł śnieg zapachniało zimą lubię kolorowe rękawiczki zapach drzew i ten magiczny las czasem sarny ranią błogą ciszę po drugiej stronie wiatru kołysze się nagie miasto pusty pociąg kończy bieg w tłumie morsów samotność rozdaje karty dama pik puszcza oczko za oknem worek zamrożonych snów i sople niespełnionych marzeń
    3 punkty
  33. niezapomniane sny musnęłabym tuszem rzęs z szafirków tętnię życiem azalią amarantową szminką w usta dałabym moc pocałunków
    2 punkty
  34. śnieg śnieg śnieg chłodna radość duszy białość wokół mnie cichuteńko pruszy
    2 punkty
  35. 2 punkty
  36. chciałoby się napisać coś lekkiego zwiewnego ale jak upleść wianek z rozkoszy złudnej tak głuchej jak rozpacz... na nic te brwi na nic ten róż zostanę przy bryłkach ołowiu z 2003 w swoim własnym tonie matowej patyny
    2 punkty
  37. Obdarta z kolorów miedzi, Mieści w sobie cały świat. Od poczęcia, poród i studia Walczy i broni. Światło na dłoni. I blask w sercu Wyczekuje Kiedy wrócę do domu. Pierwsza kobieta w mym życiu. Jej twarz lśni we wschodzie Pomrukuje w zachodzie. Nowego Jorku o zmierzchu.
    2 punkty
  38. Wegetuję w nieskończoność. Pranie wiszące na zewnątrz od dni czterech, Obrasta w rutynową wilgoć, Za to moja szyja, ramiona i nadgarstki, Zanurzają się w różanych kałużach bezwodzia. Na komodzie spoczywa nowela, Której treść i tytuł zadusiła lawina roztoczy. Odkładam się na potem, Które pewnie nie nadejdzie.
    2 punkty
  39. Obudziły się znów piękne utopijne jeszcze do wczoraj mogą takie być to co umiem wykradam myślom podkładam płomień i uciekam mają teraz osmolone twarze zmęczone pot spływa bruzdami stoję z nimi w wietrznym polu trawa wokół naszych stóp na wpół tylko żywa płaszcze nam sięgają do kolan włosy się plączą chmury wzajemnie się zaganiają i szargają a więc stoję patrzę na te teraz zasmolone i zmęczone patrzę bez słowa one też bez słowa myślą nie myślą odchodzę kawałek kładę się — teraz patrzę w niebo zasypiam w wyschniętych falach błogosławiony przez ciche grzmoty prześwitującego słońca tamte dwie przewiało
    2 punkty
  40. Hotelowe lobby zaprasza, odzwierciedleniem luster szminka ukryta w kopertówce prosi o moje usta. Subtelnym napięciem czekam na nasz apartament Chapell Loft ty swoim spokojem otulasz niepewność nagich ramion. Unosi się przedsmak winy w świetle rubinowych lamp gdy w Hedwig’s Club niespiesznie sączymy koktajle chwili. Korytarz ciągnie się ciszą, oczekiwaniem pragnień ciał przyciągasz mnie mocno do siebie, całując żarem…
    2 punkty
  41. ma pełną miskę jedzenia w dwóch opcjach, suchej i mokrej, to pewnie chce mleko, ale już jej wytłumaczyłem że mleka nie ma, i odnotowała jego brak, więc ją przytulam i to też pomaga.
    2 punkty
  42. każdy przydrożny kamień parkowa ławka morza lub jeziora brzeg są ozdobione czymś czego gołym okiem nie można o tak zobaczyć bo tu trzeba się wczuć w to co nazywamy tajemnicą którą podzielili się ci którzy tu przysiedli chcąc z sobą szczerze porozmawiać każdy kamień ławka brzeg ma w sobie to coś co tych którzy samotnie zagościli nauczyło doceniać świat który wydawał się trudny
    2 punkty
  43. całowałeś mnie tak intensywnie twoja nienawistna ślina wtapiała się w moje podniebienie twój zawistny jezyk dotykał moje uzębienie twoje wrogie ślepia patrzyły na moje oczy i idee twoje przechodziły prosto do mojej głowy zmieszana ślina i zmieszane myśli posmakowałam twojej nienawiści wepchnąłeś mi język do gardła i nazwałeś to pocałunkiem dlaczego mi to zrobiłeś? teraz jedyne co czuję to twoją ślinę obrzydliwy smak który nasiąka wszystko co konsumuję
    2 punkty
  44. Pragnę ocalić w sobie przestrzeń, pomiędzy ciszą światło-cienia. Tam gdzie potrafi prosta radość, w dostatek serca pozamieniać. Dopóki jednak nieustannie, światło mocuje się z ciemnością, czuwam, by serce biło rytmem, napełniającym mnie wdzięcznością.
    2 punkty
  45. @Berenika97 ... nie jedno wczoraj leżało na ziemi wiele widziało czy warto na nowo układać tę mozaikę ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
    2 punkty
  46. Im głośniej krzyczę tym gorzej słyszysz słowa mijają się z wiatrem odlatują cztery strony świata to za mało niech lecą piątą w samo centrum daleka droga czeka końca by zacząć od nowa więdnąć rozkwita tylko częściowo lecz kwiaty ma piękne tylko przez chwilę żyłem w połowie połowy z ćwiartką szczęścia ale było cudnie teraz żyję pełnią rozpaczy zagłuszony ciszą krzyk nie dociera gdy dojdzie do celu zawraca będę milczeć do ciebie najgłośniej jak potrafię żebyś mnie usłyszała
    2 punkty
  47. Też obserwuję ludzi, jak jeżdżę. Kiedyś, po jednej z takich podróży napisałem wiersz: Singielki z Mordoru. Pozdrawiam.
    2 punkty
  48. @aniat. Wszystko zależy od punktu widzenia i siedzenia. Ja natomiast lubię (oprócz rzeczy przez Ciebie wymienionych) stawiać się w sytuacji drugiego człowieka. Staram się maksymalnie wcielić w jego osobę i obecne położenie oraz dociec, skąd biorą się dane myśli i dlaczego pojawiły się u konkretnej osoby. Oczywiście wymaga to rozmowy, otwartej głowy i przede wszystkim słuchania ze zrozumieniem. Niejednokrotnie rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się nam abstrakcyjne, po zagłębieniu się w czyjąś historię mogą sprawić, że nasza perspektywa odmieni się o 180 stopni :)
    2 punkty
  49. @Berenika97 związek jest dla mnie dość nieoczywistym punktem wyjścia (albo zejścia:) jak już go rozłożę, na czynniki pierwsze, to ci potaknę, albo i nie :) @violetta jakoś tak ciężko podnosi mi się rękę, na wszelki dobrobyt tego świata, choćby sobie i był, pożerający, czyjeś zakończenie ;)
    2 punkty
  50. Może pierwszy raz się zobaczymy, tam gdzie kiełkują rośliny, tam gdzie życiem tętni ziemia, gdzie smutków żadnych już nie ma. Spojrzysz na mnie z góry, wtedy zejdą się wszystkie chmury; zakropi lekka mżawka. Wtedy przeleje się goryczy karafka. Bo wokół ludzie będą na czarno ubrani, a w ziemi leżeć będzie zwykła Pani, ubrana w czerń z bielą pomieszane. W papierowe buty, gołe stopy odziane. Wtedy znad grobu mojego spojrzysz w siną dal, gdzie wspomnień naszych minął już czar. Teraz zobaczysz mnie po raz pierwszy i poznasz mnie nie tylko z moich wierszy.
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...