Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 06.01.2026 w Odpowiedzi
-
Pędzel poranka maluje strzeliste figury dachów, kłęby dymów - czarnymi arabeskami - i cienie ptaków, obranych w kontury. Rozżarzony plaster pastelowego światła krystalizuje się na rubieżach świtu, między mrokiem ziemi a ciemnością nieba. Co ujawni dzień, spalony słońcem, zadżumiony ponurością chmur, obolały starością ziemi, zagubiony wilgocią lasu?11 punktów
-
Noc. Bezszelestnie rozkładam skrzydła. Złudzeniem światła opadamy w zakrzepłe osocze rzęs. Pod powieką, w zapomnianych koronach drzew spływasz wilgotną kroplą bieli po ściankach ust. Okruszku :) nie pamiętam dokładnej daty ale to chyba już.? ( znasz mnie).! Wszystkiego najpiękniejszego z całego, kobiecego serca :) Tobie:)11 punktów
-
babcia Janina na kromce żytniego chleba tak układała plasterki zwyczajnych dni że niedostatek stał się sztuką prawdziwie liryczną niesione srebrnym światłem wilczej pełni achy i ochy dalekie i święte rozrastają się we mnie jak ciasto w piekarniku na kamiennych drożdżach11 punktów
-
odkąd tu jesteś rozpisuję cię na nuty z serca do głowy powrotu już nie ma baza czeka na odkrycie a flakon nabiera znaczenia10 punktów
-
Róża Róża – czy to kwiat, a może coś więcej? Według mnie różą jest każde ludzkie serce: delikatne i kruche jak jej płatki, lecz czemu otoczone kolcami? Może są one przez innych ludzi zadanymi ciosami, których nie wyjmiesz, nie raniąc się jednocześnie; o których nie zapomnisz tak łatwo. Więc wreszcie: róża – czy to miłość, czy cierpienie? Bo oba uczucia nas odmieniają i sprawiają, że ludzie innymi niż zwykle się stają. Może to dwóch tych uczuć połączenie? Bo tam, gdzie miłość, tam często też cierpienie. J.A9 punktów
-
Wstałem od wieczernego stołu, zrzucając na oparcie krzesła serwetę a na blat zasłany krochmalonym obrusem, odstawiłem pusty kieliszek po szampanie. Okrążyłem stół do przeciwległego końca jadalni i nachylając się z błogim uśmiechem, ucałowałem rumiany i jędrny policzek małżonki. Dziękując jej za wspaniały posiłek i oferując pomoc przy sprzątaniu ze stołu. Zawsze słyszę, że nie trzeba, więc obracam się na pięcie ku wyjściu na korytarz. Po drodze puszczam oczko do starszej córki a młodszej poprawiam rudo słomiany warkocz by nie utopiła go w talerzu. Po całym dniu pracy i obowiązków, mam czas dla siebie i rodziny. Dwa najcudowniejsze słowa. Spokój i rodzina. Elegijna utopia człowieczego celu. Niczego więcej nie pragnę. Bo te trzy boskie istoty, które zostały w jadalni, są wszystkim co mam najdroższego. I wszystkim czego zawsze pragnąłem. Więc w dobrym nastroju idę do salonu. Noce i wieczory są już wystarczająco ciepłe. Lecz ja lubię zasiadać w fotelu przy trzaskającym kominku. Jest to ten szczególny czar, ogniska domowego. Opiekuńczych duchów domu. Doglądają nas z ciemnych kątów i błogosławią nam. Mieszkają w kominie, w cieniu pod kredensem, za ramami obrazów i oczywiście pod wejściowym progiem. Wziąłem porcelanowy talerzyk z najlepszej zastawy i ułożyłem na nim kilka kruchych maślanych ciastek oraz kubek mleka. Postawiłem go na zydelku opodal progu pomiędzy starą szafą a drzwiami. Młodsza córka właśnie przez nie wbiegła wesoło kołysząc malutkimi rękoma. Nadęła policzki i wykrzyknęła piskliwie. Mamo a tata znów karmi duchy! Wziąłem ją na ręce i lekko połaskotałem. Roześmiała się słodko. Karmię Domowika, by miał na nas przychylne baczenie. Jak myślisz kto poprawia Ci kołderkę kiedy smacznie śpisz? Kto ściąga kotary w oknie by nie raził Cię księżyc? Kto sprząta zabawki, które porzucasz w całym domu? To właśnie on. Prawdziwy pan domu. Piastun starszy niż ja czy mama a nawet Twoi dziadkowie. Należy mu się szacunek i trochę strawy czy napitku. Pieniądze go drażnią. Obraziłby się i wpadł w złość a wtedy biada temu domowi. Więc nawet pojedynczą kopiejkę trzeba podnosić z podłogi bo jeśli nocą natknię się na nią Domowik to gotów jest robić na złość. A tam Domowik! Stwierdziła odstawiona na podłogę córeczka. Nocą po domu harcują myszy i szczury no i nasz kochany Grisza, który na nie poluję. A Wy tatko bierzecie te odgłosy za duchy. Nie lekceważ dziecko moje słowiańskiej magii i tradycji bo nieraz może Ci ona pomóc w czasie gdy nikt inny nie zdoła. Pokiwała główką i pobiegła po swoje lalki. Przyniosła dwie oraz grzebyki i wsuwki z toaletki mamy. Starsza córka podeszła do biblioteczki i wysunęła z niej książkę oprawioną w czarną skórę ze złotymi literami na grzbiecie. Zapewne jakieś bajki lub baśni. Ukłoniła się grzecznie na pożegnanie stwierdzając że będzie czytać u siebie w pokoju. Z życzeniem dobrej nocy, odeszła po schodach na górę. Cudownie ułożona i dobrze wychowana panna. W przeciwieństwie do młodszej siostry. Lalki szybko jej się znudziły, więc widząc to że w zupełnym odprężeniu usiadłem w fotelu by zapalić fajkę. Doskoczyła do mnie niczym mały lew i poczęła wdrapywać się na moje kolana, kwiląc przy tym radośnie bo wiedziała doskonale, że za ledwie moment będę zmuszony zareagować i wywiąże się między nami udawana a jednak zacięta bitwa zakończona zawsze wynikiem nierozstrzygniętym. Mała będzie mnie zaczepiać. Ciągnąć za ucho albo brodę. Skubać wąsy lub skacząc po mnie będzie symulować jazdę na koniu. Przyniesie lalki i będę na zmianę czesał ich włosy a potem rozplątywał jej warkocz i czesał ją do snu. Kiedy już aż nazbyt mi dokucza lub gdy mam jeszcze coś ważnego do wypełnienia w dokumentach z pracy. Wtedy udaje rozzłoszczony i władczy ton głosu i grożę jej wskazującym palcem ze słowami. Ksieżniczko Anastazjo Nataszo Pietrowna, czy aby księżna widziała kiedykolwiek inną księżniczkę która zachowywała się w sposób tak skandalicznie grubiański i plebejski? Nie przystoi to wam Anastazjo Nataszo. Czyż nie może księżna zachowywać się z równie arystokratyczną gracją jak wasza siostra Maria Antonina? Najlepiej będzie jeśli księżna pójdzie teraz do niej by odebrać naukę dobrych manier. Wiedziała, że mam dość kiedy padały z moich ust jej oba imiona i otczestwo. Ale było w tej udawanej groźbie przyzwolenie na dokuczanie starszej siostrze z którego ochoczo korzystała. Biegła na górę i już po chwili słychać było krzyki zdenerwowanej Marii i śmiech Anastazji. Osunąłem się głębiej w fotel. Zapatrzyłem się w ogień. Jakie to szczęście mieć piękny dom i cudowną rodzinę.9 punktów
-
Kiedy patrzymy sobie w oczy, to nic nie znaczy. Nic nie znaczy, kiedy się dotykamy. Gdy się całujemy, to też nic nie znaczy. Nic nie znaczy, nawet kiedy się kochamy. Żyjemy, szukając celu i sensu, kiedy dni na ziemi policzone. Porzucamy sens życia coraz bardziej i chętniej, zamieniając świat w parking przed ulubionym supermarketem. Po co pytać? Ciągle pytać? Nie lepiej być szczęśliwy, nie wiedząc, dokąd zmierzasz? Bo co, jeżeli donikąd? Popatrz mi w oczy, dotknij mnie, pocałuj. Może zarażę cię wirusem. Jeżeli nie miłości, to może rozumu. Bo Bóg moich modlitw i tak już nie słucha. La dolce vita. Nieustannie. Na zawsze.8 punktów
-
szklankę dnem o stół, niech pryska szkło i lód niech wódka pali krew, niech parzy do kości żebyś nie zobaczył jaki we mnie chłód jak mi blisko dziś zostało do nicości z powietrzem się miesza w płucach gęsty dym niech się czernią osadzi na dnie mojej duszy na chwilę spowalnia w sercu moim rytm nim się nim zachłysnę, nim się nim zaduszę i niech mnie zalewa ten mrok, mętny śluz niech chemia rozpuści resztki moich wspomnień bo wolę ten rynsztok, ten chemiczny gruz niż myśli o Tobie co palą jak ogień i nikt nie zobaczy, przysięgam na mrok na dno szklanki, na prochy, na wieczność pijaną choć chwieje się ziemia i myli się krok nie dowiesz się że jestem walką już przegraną staczam się w otchłanie, w ten najgorszy ściek gdzie cisza jest ciężka i cuchnie rozpaczą echem się odbija samotności dzwięk puste są oczy co nigdy nie płaczą kiedy przyjdzie szatan we własnej osobie zabrać to co z duszy mojej pozostało I tak się nie dowiesz że wiersz był o Tobie ze Ty w swoich rękach trzymałeś mnie całą nawet te słowa, te rymy składane piszę jedynie by zająć czymś dłonie nie szukam iskry, wszystko już przegrane dolewam goryczy, niech świat w wódce tonie8 punktów
-
Wieczorną porą przy świetle ekranu Wzrok Twój na moment odwrócić chciałem Wręczając zwitek bez słów, bez planu W sercu krwią bicia i strachem omdlałem. Spojrzałaś na mnie wątpliwym spojrzeniem Na zwitek pogięty na drżącej dłoni I wzrok odwróciłaś pogardy niechceniem Zaklęta w niebieskiej ekranu toni Z bezsilnej dłoni spadł na podłogę Wiersz o mym końcu, o niemożności O życiu bez życia, którego nie mogę kontynuować bez Twojej miłości... Milcząc wyszedłem zatem samotnie Jedynie uczuć mych zwitek zostanie By Ci przypomnieć jak prze-o-kro-pnie Me życie uszło przez niekochanie... @Papierowy Lis zainspirowane wierszem "Dałam ci wiersz" by skarpetawsosie8 punktów
-
Jesteś coraz bliżej, nie wiem jak to robisz, ale nie przestawaj, nowe w serce wstawiaj. Jesteś coraz bliżej i tak niewiele trzeba, uwagi o smaku chleba, aż do wspólnego nieba. Jesteś coraz bliżej, a ja się otwieram. Dawny żal zamiera, nic już nie uwiera. Jesteś coraz bliżej, świat mój zdobi obłoki, w kolorowe Twoje loki, a wzrok opada niżej. Jesteś coraz bliżej, mimo tylu różnic, dwie otwarte wyspy, są wyłomem próżni.8 punktów
-
-Mistrzu, mąż z wbitym nożem, co mi radzisz czynić? -Przede wszystkim nie radzę siebie za to winić, pewnie się potknął, wtedy sam nóż wbił się w ciało, na śliskiej podłodze tak zdarzyć się musiało. Ciebie przy tym nie było, znajdą się świadkowie, a małżonkowi często kręciło się w głowie, teraz wyprawić pogrzeb twoim jest zadaniem, następnie wyjść za mąż, gdy żałoba ustanie.7 punktów
-
byłam ci ja piękną liliją wonną lgnącą do dłoni pamiętasz jak plotłeś moje włosy w cienkie kłosy utykająca zielone źdźbła i powoje tam gdzie z rozchełstanej halki wystawały sutki czym że ci zawiniłam kochany że plwasz na mnie i ganisz jak psa bezpańskiego kopniakiem przeganiasz nie zasłonisz już więcej sukmaną przed wścibskim wzrokiem plebana tak niedawno jeszcze nawijałam na palce kordonki babiego lata rozmiękczałam na podniebieniu zielone pędy traw by później język w język spleść nasze losy w głośnym pożądaniu dziś gnój oślepił twarz smrodem omiótł wynędzniałą sławę gruda po grudzie spada na głowę złe słowo w strzępy porwane zapewnienia że kochasz i wszystko co twoje jest moim7 punktów
-
Staraj się tworzyć więcej niż słowa, kiedy chcesz usiąść, to wyjdź Słuchaj więc serca, gdy boli głowa Pamiętaj, kajdany to mit, w który sami się ubieramy, którym żyjemy, się tłumaczymy, że niedostępne wieże nam dali, a klucz do nich innym wręczyli Pamiętaj, bez wiary nie przejdziesz przez morze, zostanie tylko alkohol i seks Inni o kulach machają ze szczytów, a ty powtarzasz barową pieśń o szczęściarzach, cwaniakach, bogaczach, że winni wszyscy tylko nie ja, i że uczciwość twa nie popłaca, choć pragniesz złota, w szambie masz twarz Staraj się tworzyć więcej niż słowa, oddając serce, zrób kroki dwa, jesteś już trzy mile do przodu i zapomniałeś, czym śmierdział strach Staraj się tworzyć więcej niż słowa Gdy inni milczą, to krzycz Gdy wrzeszczą tłumy, ucieknij, od nowa naucz się cieszyć i żyć Staraj się tworzyć więcej niż słowa, gdyż wiele macek pokrywa Cię, które sprawiają, że trosk Twych głowa już zapomniała, czym dobro jest6 punktów
-
Fotografia Pascala Paznokcie całe w plamach zrogowaciałe od martwych kątów Doktryny świetlne zrzucane z obiektywów miażdżą nadzieję — o lepsze jutro Tkwiąc w tym stanie miesiącami prosiłem w rozmyciu Boga by wyostrzył mi wizję Ale gdy poprawił perspektywę zobaczyłem brud w każdym odcieniu Tańczyłem poza błękitem błędnik krążył przez światło telewizora Próbowałem uchwycić ten moment krusząc dłońmi odłamki soczewki — mimo wywołania zdjęcia przez pryzmat kolorystyka przypominała zakład Pascala Paznokcie pokryte bliznami uchwycone na splamionym zdjęciu — utlenionym skrzepem człowieczeństwa próbującego przejrzeć siebie w moim antytematycznym odblasku Don't ask me why I hate myself As I'm circling the drain.6 punktów
-
Taki to już los słony jakby troglodyta przesolił gdzie te pokory? Gdzie te pokłony? Gdzie te słodkie słowa? Gdzie się tu podziali ci mocarni kowale losu? I gdzie te młodzieńcze przekory? Los chwalić brzmi słusznie i cudnie ale tak nudnie, ale to takie nudne... a zatem: Los to kamieniem łupanym cios cios w skroń, cios poniżej pasa, cios w nos nie bój się i ciebie nie zniosą no a potem wyniosą potem wyniosą... Warszawa – Stegny, 05.01.2026r. Inspiracja - Poeta Tectosmith (poezja.org).5 punktów
-
muszę odbić się od siebie znaleźć podmiot do wyśpiewania tej gruźlicy i olśnienia może wyrazi wszystkie rzeczy i nic nie pasuje czasem ten bezsens daje posmak prawdy na swój albo nasz temat nie odbijamy się wprawiamy w ruch tworzymy w tej samej przestrzeni która nie mieści się w rozumieniu ani w strachu będę udawał przecież wiadomo że uciekamy z wydrążonych miejsc w potoki słów z szaleństwem obeznanych staję się źrenicą przez którą wpada światło dłoń na brzuchu pulsuje miarowo gdy próbujesz złapać oddech zostawiłem niedomknięte drzwi na wypadek gdybyś chciała wejść na wypadek gdybyś zapomniała się bać łuna zabija gwiazdy miasta płoną w rytmie stroboskopów ultrafioletowe spojrzenia widziałem cię na korytarzu nie patrzyłem uśmiechnąłem się plastikowymi wargami nie widać horyzontu nieodległych spojrzeń i śliny na wargach lepiej wysiąść tuż przed ostatnim stopniem gdy deszcz zrasza twarz nie myślisz że to obraza wynosisz moll w dur przestrzeń zamyka gardło prosi o trochę miejsca bo znów płaczesz do środka w głąb tchawicy dalej do żołądka i czakr których przecież nie rozumiesz nawet nie czujesz nieba błękitne zmieniają się w kopuły tlenowe światłoczułe muchy uciekają przed teleskopami i tak złapią je w siatki zaprzeszłych zdarzeń nie będą metaforami losów ani kaprysów który to już raz kilometr pod ziemią trzeszczące belki śpiewają jeszcze chwila jeszcze powietrze drąży żyły naturalna substancja wisi biały nerw ty i twoja wyuczona gra przewleczony wyglądasz nawet śmieszniej ale uważaj zapada się świat5 punktów
-
jesteś więc cieniem imieniem ojca ścianą do projekcji w zamkniętej przestrzeni lęk wydaje się być tłem zgodą na stratę między kontrolą a chaosem struktura tworzy opowieść ramę dla nieprzenikalnego wytapiam ostatnie krople ja drżąca pajęczyna koduje sens wbudowany w śmierć5 punktów
-
Odpowiedziałeś obroną sycylijską - ja gambitem bez pokrycia, każde z nas trzymało hetmana w tylnych szeregach, bojąc się pierwszego ruchu bez powrotu. Patrzyliśmy na zegar - czas uciekał a my graliśmy na remis. Twoje skoczki krążyły wokół mojego króla, a gońce unikały wymiany. Pat zamiast mata, dwie fortece naprzeciwko siebie. Żadne nie chciało poświęcić pionka jako szansy na zwycięstwo. To nie była szachownica dla nas, tylko lustro, w którym każde widziało własny lęk przed utratą kontroli nad grą. Odłożyliśmy figury do pudełka - partia przerwana, miłość niezagrana, bo oboje wybraliśmy bezpieczeństwo zamiast pięknego szaleństwa. xxx Tym razem nie rozpoczęliśmy gry, twoja dłoń zatrzymała zegar w połowie uderzenia, rozbijając ciszę, która nas dławiła. Zuchwałym ruchem strąciłeś wszystko ze stołu . Szachownica to teraz nasz wspólny, urywany rytm, którego nie mierzy żaden mechanizm. Nie ma już strategii, jest tylko instynkt - bezwzględny, drapieżny. Wreszcie jest mat. Szaleństwo, którego się baliśmy, gdy twoje ciało domykało ostatnią wolną przestrzeń, odbierając mi kontrolę. Krew huczała głośniej w najpiękniejszej klęsce świata - na gruzach naszej dumy. inspiracja: poeta Simon Tracy4 punkty
-
w płatkach bieli stare chaty przycupnęły w progu zimy w oślepłych oknach zapomniane niebo odmawia różaniec mroźny wiatr kołacze do drzwi śnieg zasypał ślady i nagrobki Atlantydy przeczytałem kolejny wers zapisany nad kruchym pejzażem zza nitki horyzontu dotkniętego sepią turla się kłębek wspomnień4 punkty
-
Gdy w ucho mróz cię uszczypnie, A za kołnierz wpadnie sopel lodu, Zachowaj spokój, bądź twardzielem I idź dalej, udając Greka, pogwizdując Nieświadom, że na oblodzonych schodach Własnego domu wywiniesz pięknego Orła, co w chmury się nie wzbija, lecz Pada na plecy z jękiem: ałaa, ratunku! Czeka cię dzwonienie zębami i pociąganie nosem, Póki w piecu kaflowym nie napalisz, Stóp nie zanurzysz w ciepłej wodzie, a mleko Z czosnkiem i herbata z malin uratują ci życie. Niestety, to tylko poradnik survivalowy. Świat za oknem przykrywa puchowa pierzyna, A ty, niczym badacz koła podbiegunowego, Grzebiesz w szafie za drugą parą skarpet I czapką uszanką; przeklinasz pod nosem biel, Co tak perfidnie błyszczy za szybą i drwi. Brak prądu i wody, a telefony milczą, Jak schwytany zbój na przesłuchaniu. Miasto milknie, zapada w zimowy sen, A w środku nocy, gdy mróz puka do okien I wiatr wyje: „jam zamieć stulecia!” Z zimna i strachu chwytasz za kredki I w rysunkowym bloku, przy świetle świecy, Malujesz wymarzony, słoneczny, ciepły kraj, Tak realny, że w łóżku przebierasz nogami, Jakbyś biegł na boso po piaskach Sahary…4 punkty
-
Napsociłem na lekcji geografii, Robiąc pod nosem głupie uśmieszki. Powiesiłem mapę świata do góry nogami, A za opowieści o kangurach z Alaski I pingwinach na plażach Majorki, O wielbłądach z Pustyni Błędowskiej Nie wspomnę; zostałem za uszy wytargany: „Zostaniesz, nicponiu, po lekcjach!” Ciężkie czasy nastały, nici z biegania Po blokowisku, nie zagram w indian. Jako policjant nie złapię złodzieja, Nawet z procy sobie nie postrzelam. W kałuży nie dane mi się potaplać Chlup, chlup, chlust, plum, plum. Siedzę przy biurku z kulą u nogi, Muszę napisać nudne wypracowanie: „Niedola ciemiężonego ludu” Śmiechu warte, niech będzie, napiszę o sobie: „Oj, ci ja, niewolnik ludzi bez serca, Kajdanami dzwonię, koszulę rozrywam I słowa dobywam z piersi męczennika. Tortur się nie lękam, weźcie mnie w dyby, Choćby kruk miał mi oko wydłubać, a Ulka Chciała zajumać kolekcję gangu świeżaków. Stanę wyprostowany, dumny, i krzyknę, Nim klaps okrutny, śmiertelny, zostanie mi Wymierzony w wypchane gazetami portki: Niech żyje wolność! precz z uciskiem!”4 punkty
-
błądząc gubimy marzenia które nie zdążyły się spełnić błądząc niszczymy nadzieje która nie ujrzała lepszego błądząc kaleczymy uśmiech który przegrywa ze smutkiem ale nie musi tak być wystarczy czytać drogowskaz - wedle niego iść a błądzenie odpuści pozwoli uwierzyć że warto marzyć warto śnić4 punkty
-
Urodzić się w stajni czyż władcy przystoi Trzech Króli Go wita on Panem zostaje i cokolwiek byśmy o tym nie myśleli nie ma władcy większego na naszej pięknej ziemi Trzej Królowie do niego z darami przychodzą mimo swej godności pokłon Mu składają i nam wszystkim ludziom dobry przykład dają więc i my się pokłońmy Hołd oddajmy jemu naszemu Władcy Panu Niebiańskiemu 2022/2026 andrew4 punkty
-
Przeźroczyste żabki — niebieski krab w białym piasku, co kocha się w perle w potrzasku — i gardło wędrowca spieczone. Jak znajdzie wodę — gdy tonie?4 punkty
-
Obiecujemy bajki szyte na miarę, miękki rozwój, gładkie słowa, estetyczny umysł i ciało karmione ambicją dorosłych. Algorytm wybiera historie, wie lepiej, co dziecko powinno śnić, gdy rodzic przewraca strony, jak instrukcję życia. Intelektualizacja zastąpi oddech, choć jeszcze słychać łkania słownej masturbacji, której dziecko nie rozumie. Nowy Rok w Crans-Montana skończył się ogniem i hałasem, jakby to wystarczyło, żeby uwierzyć w nowy początek. A tym czasem życie płynie, nie wymagając myślenia. alternatywnie: A tymczasem życie płynie, nie pytając, kto jeszcze potrafi myśleć poza algorytmem.3 punkty
-
poranek zagląda przez szyby okna wpuszczają nieśmiało pierwsze promienie słońca najczęściej budzi mnie drozd na komodzie w glinianym dzbanie więdną piwonie płatek po płatku opadają złudne nadzieje czekam na spacer drewniana podłoga ochrypłym rytmem oznajmia twoje przyjście jeszcze milczę obserwując drżenie powietrza otulona poszewką niczym nadrzeczna mgła wilgotnieję3 punkty
-
Samobójca Grzeszne myśli. Zbyt dużo bólu w tej grzesznej myśli i lęku trudnej chwili wpuścić nie chciałeś. Wokół gwiazdy przygasłe i ta noc nieskończona, którą w życiu raz spotkać możesz. A jednak wszedł Spojrzałeś swoim matowym wzrokiem, wszystko się zlało z bólu w pięść. Czy to już koniec, spytałeś siebie, gdzie tu sens? Ta paprotka na parapecie, co wie po co parapet jest. Mikołaj listy przynosił zimą, dawne poste-restante Muszę wystawić ciebie za okno - szepnąłeś cicho… gdy mnie już nie będzie, sąsiad, wiesz, zadba o wszystko. I odszedł demon, nie wiedzieć kiedy, zrobiło mu się żal. Jak to tak można w obce ręce powierzyć życie przyjaciela…?3 punkty
-
Po co ten dzisiejszy śnieg? Rozciągnięty między znaczeniami zanika, jak tylko opadnie. Błoto, błoto po nim. Samochody białe, niebo przygaszone. Zmrożone nagie drzewa, zaspane, przyjmą pył na chwilę czy dwie. Ulice błyszczą, mokre. Po co te chwile zbyt krótkie? Nawleczone na lodowe kryształy, płatki, nigdy takie same. Umierają na dłoni. Zimne powietrze smakuje sadzą. Szare postaci rozmyte opadem przenoszą ten dzień. Błoto, błoto po nich. Wiersz powstał przy tej piosence. Gdyby ktoś zdecydował się słuchać to proszę zignorować tekst piosenki - cała reszta gra, jak trzeba:3 punkty
-
pamiętasz jak przed maturą poszliśmy wykrzyczeć falom naszą młodość uśmiechasz się może to banalne sporo umarłem przyjacielu tak długo z ironiczną mądrością wyświetlasz każdy mój fałsz nigdy zbyt wiele nie mówiłeś stawiając ciszę ponad gwar lecz krążą we mnie twoje słowa sprzed trzydziestu lat dawno cię nie było przyjacielu tylko ty mnie jeszcze poznajesz zrzucam ostatnią skórę posiedź chwilę nie chcę dzisiaj być sam3 punkty
-
@Leszczym Dziękuję, miło bardzo. :) @Amber Tak, ślimak ma ważną funkcję. Dziękuję :) @Berenika97 Twój słowa są idealnym dopełnieniem moich ucieczek. Dziękuję bardzo. :)3 punkty
-
są takie minuty sekundy w których warzą się myśli i ostatecznie dotąd Zło przyczajone wylewa się szeroko tamy klecone prowizorycznie z resztek kultury zabiera zło wrogo bulgocząc i już nie ma odwrotu do tego co było słowa już dawno ze znaczeń wytarte czyny zastępują okrutne pierwotne skaczą sobie do gardeł kto z sił opada zapada się w czeluść bez oparcia i dna potępiony jest deptany walczy tylko zło ze złem choć to gdy trwa wydaje się nieosiągalne — ma swój koniec bo wszystko ma swój koniec koniec nadejdzie wówczas gdy z oczu spłynie krew zabraknie kłów i sensu ktoś przetrwa kręcąc głową w zdumieniu że doszło do tego po zgliszczach rozpocznie tułaczkę oblizując rany pustymi oczami widząc wciąż to co było co stracił a co zmieniło wciąż będzie do zobaczenia dla tych którzy niepostrzeżenie na świat przyjdą3 punkty
-
2 punkty
-
Prowadzisz mnie gładko przez rozświetlone miasto. Ty i ja na tylnym siedzeniu w szampańskiej czerwieni opalizujący brokat twoich ust. Dzisiaj tankujemy do pełna.! Wyczuwam podniecającą nieśmiałość, oddaję kluczyki dwa tysiące porywających koni pod maską. Na drodze dwadzieścia sześć, prosto przed siebie.! ;) Szczęśliwego Nowego Roku.!2 punkty
-
Wszystkie myśli zgubione znalazłam. Wszystkie drzwi zamknięte otworzyłam. Wszystkie marzenia ukryte skradłam, słowom milczącym uwierzyłam. I trzymałam to kurczowo w objęciach, zajęte miałam dłonie i serce. W intymności ułożyłam też Ciebie, nie potrzebowałam nic więcej. Dłonią w dłoni chciałam zaistnieć, przez palce miłość poprzeplatać, w ciepłym objęciu trwać jak w rękawiczce i kochać Cię przez wszystkie lata. Dziś, kiedy zimno, chucham w ręce, by trochę ogrzać moje kochanie, bo wszystko inne jak ziarnka piasku zostało przez ciebie rozsypane.2 punkty
-
2 punkty
-
były żonkile tulipany krokusy kalina bzy konwalie piwonie dziś pozostały po nich tylko zapachy i żal tamtych dni dziś tylko chryzantemy astry i samotna ostatnia z róż w moim ogrodzie zasypia mówiąc do widzenia kończy się mój czas ale nie martw się mój miły kalendarz szybko mknie nim się obejrzysz znowu zakwitną twoje marzenia w ogrodzie barwnym jak sny2 punkty
-
człowiek goni za niebem zawsze od urodzenia dąży wzwyż zawsze gdzieś dąży albo usiłuje trwać tego chyba nie da się zapomnieć to kwintesencja istnienia trwałość i nietrwałość skupienie kto wymyślił modę...? jak tu sobie poradzić?2 punkty
-
Boso w otoczeniu gwiezdnych iskier rozsypanych lodem po rzece, by nie pozwolić wodzie istnieć. Dotykam polakierowanym paznokciem tam, gdzie zza drzew świadkami sarny na czerwono rozdartej zimy. W pośpiechu minorowy nastrój śmiałków gubiących oddechy na potrzeby ciepłych gejzerów.2 punkty
-
2 punkty
-
@Charismafilos Trafnie napisałeś. Wiesz, pojechałem w temat autobiograficznie. Chciałem wielce, ale dziewczyna mi uciekła bo nie byłem gotowy. Z założenia lubię rozgraniczać, wszędzie widzę smugę paralaksy. @Berenika97 Pracuję nad tym, zobaczymy czy małe pąki kiedyś zakwitną. PS. Taką jak Ty asystentkę? To bankowo warto ;) Pozdrawiam!2 punkty
-
TO JEST CHOINKA OZDOBIONA ŚWIATEŁKAMI PIĘKNYMI BOMBKAMI KOLOROWYMI ŁAŃCUCHAMI I BOŻONARODZENIOWYMI KOLĘDAMI2 punkty
-
Dłonie artysty, lekkie jak piórka, Płyną klawiszami, kiedy mówią. Dźwięki brylanty, w przestrzeń rzucane, Z rękawów muzyka, światłość przenika. Głosy zgrane, na sali cisza, Kaszel jednej pani, deszczu kropelką. Chmurnie wybiega, drzwi są zamknięte, Oczy ciekawe, lecz ona — zgięta. Być albo nie być, z cichości wynika, Ustąpić miejsca — w artyście muzyka.2 punkty
-
Ładnych parę lat temu paliło się mieszkanie w bloku; zapadł już wieczór wyły syreny i ten jęk tłumu – słychać było aż o dwa kilometry wyrzucono z balkonu becik z dzieckiem... ktoś złapał2 punkty
-
@Magdalena fajnie :) dzięki. @andrew :) i ta różnorodność:) dziękuję andrew :) @hollow man ;)))) No….idealizm ;) dziękuję hollow man:) @huzarc ;) Tak trochę samoistnie się udało;) dziękuję huzarc :) @Charismafilos Bez wysiłku ;) dziękuję:) @violetta nie mogę powiedzieć Violetta:) ale bardzo słodki ;) tylko chyba się pospieszyłam z życzeniami:))))2 punkty
-
O wadze marchewki w kieracie, Nie równej dwóm kijom, rzecz czy znacie? – Był sobie gospodarz-reformator, Który zabrał marchewkę i batom Powierzył naukę swego osła. Bez nadziei marchewki poniosła Oślinę hen w dal szybka noga…– Tak skąpca reforma bywa droga. Ilustrował „Grok”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego.2 punkty
-
Nie ma przeszłości i przyszłości, tylko zapis i kanał dla wektorów. Nie ma przemijania. Jesteśmy my, uwikłani w linie, kształty i proporcje, we wrażenie przepływu. Czas jest obok - inny. Dziś sadzę ziarno na skwerze pod blokiem. Obrodzi wysoko w noc mego życia. I spłonie tkanką kolejnych wcieleń, fioletowym listowiem w umierającej czerwieni gasnącego Słońca. Gdy po człowieku zostaną tylko niezrozumiane napisy, wytrawione laserem rozpaczy odwiecznego pytania, pozostanie światło rozpadu, ono rozszczepi i rozsieje kwantowy wzorzec wśród splątań, których nigdy nie nazwiemy. Wieczność okaże się być bez znaczenia.2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 Śmielaka kryminały są przecudnej urody ja że swojej strony polecam również Gorzkę i Chmielarza 😉 Wiersz jak zawsze w punkt tym razem zimny jak jasna cholera 🙂2 punkty
-
a pani w szkole mówiła kochać to czasownik choć różnie wychodzi dokładam starań by był osobowy2 punkty
-
@Natuskaa Pięknie o potrzebie wyciszenia myśli i jednocześnie niemożność jej całkowitego zatrzymania. Szczególnie poruszający jest ten obraz czarnych koni - negatywów, które pędzą, by potem stanąć w bezruchu i bezradnie oglądać księżyc, nie wiedząc po co tu są. Lubię, jak prowadzisz myśl przez różne przestrzenie - od powietrza w kuchni, przez balkon, aż do muzyki. To ładnie oddaje ten chaotyczny, ale jednocześnie świadomy proces „odpoczywania" umysłu. I to zakończenie - "dzieje się coś i zarazem nie dzieje się nic" - idealne podsumowanie tych stanów, kiedy próbujemy po prostu... odsapnąć. Pozdrawiam2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne