Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 24.07.2025 w Odpowiedzi
-
Wieczór. Jezioro zapina horyzont ostatnim promieniem światła. Słońce – spóźniony kochanek – tonie w jedwabnej, szepczącej trzcinie. Cisza. Nie pusta. To język pragnienia natury. W niej każde ich tchnienie. Woda milczy Ale to milczenie drży – jak skóra świata przed pieszczotą dłoni. Oni. Bez imion. Miłość nie potrzebuje dźwięku. Spleceni, jakby czas tkany był z ich oddechów, jakby każdy gest, każda ścieżka - prowadziła do tej chwili, czekał zapisany w niebie. A jednak – w ich spojrzeniach cień. Dotyk losu. Świat szepcze kruchą pieśń przemijania. Ich pocałunki – ciepło ciał i drżenie warg, symfonia żywiołów: ogień i wilgoć, wieczny alfabet istnienia. Nie całują się. Oni się stwarzają. Jezioro patrzy: nieme. Wierne. Rozświetlone – bez końca Brzeg milczy, lecz to milczenie kłania się Przedwieczności – ciszą bezmierną.12 punktów
-
Szorstkie już było to życie w trudzie, dzisiaj chcę chodzić tylko w jedwabiu. Jedwabne myśli w codzienność wplatać, wstążki we włosach lekkością wabią. Mów do mnie miękko, ciepło i czule, tak, by jedwabne promyki słońca znów oświetlały mą mroczną duszę. Jedwabnym szlakiem serce podąża. Wystaw na słońce – rozpieść mnie, świecie, lekki wiaterek niech ciało owiewa. Weź mnie na ręce – jak swoje dziecię, chcę znów odkrywać przyjemność życia.10 punktów
-
Dzień budzi się pozorną ciszą Tylko wybrani ją usłyszą Ci którzy duszą wtulają się w powietrze Zieleń trawy dźwiga się pierwsza Zaszeleści skrzydłami świerszcza I obmyje rosą stopy wychodzących Tafla jeziora pluskiem pęka Niemrawo snuje się w piosenkach Fali co zaplątała się w tataraku Głos wilgi przebił liście klonu I ukołysał serce komuś Kto o poranku chciał wyciszyć myśli7 punktów
-
nie słyszysz ciszy choć na nią popatrz na niemą drwinę sytego świata o ustach pełnych jadła i Boga lecz pustym wzroku który odwraca od tych maleńkich niewinnych istnień co tysiącami w niebyt odchodzą bez skargi choćby cichej najcichszej w głodnych mirażach by ryż i proso i zapach mleka w niepamięć włożyć gdzie śmiech beztroski fałszywą frazą a zapadnięte dorosłe oczy martwe i suche bo już nie płaczą i to milczenie takie nieznośne że chciałbyś stłamsić sumienie wyciem jak tylko możesz głośno najgłośniej by tego krzyku ciszy nie słyszeć7 punktów
-
zetnę dla ciebie bez zmiłowania róże dla ulgi nie dla piękna bo mam w sobie kolce nieposłuszeństwa a żadna z nich nie będzie twoją ozdobą będą cierpiały gdy usłyszą trywialne "sto lat" jakby jeszcze miało coś między nami trwać podaruję ci również uśmiech w celofanie i już nie będę ładna nie będę spokojna miła wyrozumiała wyjdę bez makijażu nie schowam gniewu w koronkach sumienia zrobię siebie po swojemu7 punktów
-
Miałam turkusową spódniczkę na szelkach, które krzyżowały się na plecach i zapinały na guziki. Była rozkloszowana, z ciemnego turkusu – a gdy się obracałam, unosiła się jak parasolka. Mama z babcią uszyły mi ją razem. Była niezwykła – miękka i przytulna jak brzoskwinia. Wtedy mówiłam, że „z meszkiem”, dziś już wiem, że to był aksamit. Dzieci lubią takie rzeczy. Może i dorośli. Do dziś nie znoszę materiałów, które gryzą. Ta spódniczka nie była na co dzień, nie do biegania po podwórku. Ale czasem udawało mi się uprosić mamę – jak tamtego letniego dnia. Sąsiedzi smołowali dach. Dla dziecka to było prawdziwe widowisko – ogień na dachu, dziwny, nowy zapach... Na dach nie wejdę, wiadomo, ale na podwórko sąsiadów? Już prędzej. Ciekawość zwyciężyła. I stało się nieszczęście. Chyba jakiś podmuch wiatru przyniósł ze sobą kroplę gorącej smoły. Spadła prosto na moją spódniczkę. – Ach! – Mama mówiła: „Nie kręć się tam, to niebezpieczne”… Pobiegłam do łazienki, zamknęłam drzwi na zasuwkę i rzuciłam się do ratowania mojej ukochanej spódnicy. Próbowałam mydłem, szamponem, płynem do kąpieli – nic. Plama nie znikała, tylko się rozmazywała. Ale się nie poddawałam. Pomyślałam: ten materiał ma takie jakby malutkie włoski... Może da się to wyskubać? Wyskubię – i będzie jak nowa. Skubałam więc. Palce mnie bolały, ale nic. Wtedy zauważyłam pumeks. Może tym? Siedziałam tam długo, coraz bardziej spanikowana. W końcu zaczęli się dobijać do drzwi. – Co robisz tak długo? – zawołała mama. – Nic. – Jak to nic? To wyjdź! – Nie… nie mogę! – Otwieraj natychmiast. Co się stało? Stałam bezradna. Chciało mi się płakać – już nie cicho, tylko głośno. W końcu otworzyłam. – Co się dzieje? Dlaczego…? Wystarczyło spojrzenie – wszystko stało się jasne. – Dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie? Coś byśmy poradziły. – Jakie „poradziły”…? Nic nie pomaga, próbowałam wszystkiego. Została dziura. – Och, dziecko. Trzeba było przyjść. Ja bym sobie poradziła. – Ale jak? Czym? – Masłem. Tłuszcz rozpuszcza się tłuszczem. – Masłem?! – Tak. Ale teraz… już po wszystkim. Do wyrzucenia. – Nieee! – Chyba że chcesz w takiej dziurawej chodzić. Jeśli ci pasuje – proszę bardzo. I tak musiałam pożegnać się z moją najładniejszą i najmilszą spódniczką. Lata później jechaliśmy samochodem do Austrii. Upalny dzień, asfalt się topił i zostawiał na aucie smoliste kropki. Ale ja już wiedziałam, co robić. Masło, oczywiście. Po powrocie było trochę paprania, ale wszystko zeszło bez śladu. Wiem nawet, że jak zabraknie zmywacza do paznokci, to świeży lakier rozpuści stary. Już znam kilka sposobów na pozornie niemożliwe rzeczy. Ale... Jak się zakochasz, a ten ktoś odejdzie w siną dal – to co? Trzeba od razu zakochać się w kimś innym? No, jakoś nie działa. Dziura zostaje.6 punktów
-
tam gdzie wonny kamyk nad rwącym ruczajem dziewannę zaprasza do tańca tam się nie śnią baśnie fantazją spowite ale rodzi bajka6 punktów
-
Kołyszę pytania do snu, niech zasną troski serdeczne, a czas je zapewni, że nic na świecie tym, nie trwa wiecznie. I cicho zanucę im pieśń, niech miękko utulą głowę, wierząc, że często odpowiedź, jest prawdą, tylko w połowie.5 punktów
-
jak zwykle obrazy - ciekawe ale miłość dźwięków potrzebuje słów i wyznań i czułosći seks namiętność fizys czuje bo ulega swej "wolności" pozdrawiam4 punkty
-
Pod_uszka To co mamy, znów ucieka, lekko skapryszone, a ja lubię aurę lata, gdy naburmuszone. Złotodajną kulę niesie nad zmarszczką jeziora, dodam swoje - cóż po jednej - kiedy tafla woła. Biorę kajak - przecież znasz mnie - złego licho nie zje i nieważne, że pagaje, dobry mały dreszczyk. Gdy po rejsie wyczerpana, do twej klaty przylgnę, czule szepniesz - a pod uszka, węża boa przyjmiesz ? lipiec, 20253 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Nade mną skier płomienie, Wśród nieba nocnej toni, Spoczywam w zielenie, Z rosą na mej skroni, Biją Miesiąca snopy, Światła przez liście gruszy, Bije przez żeber stropy, W sercu echo głuszy, Żywota mego weno, Z gwiazdy hen nad gajem, Choć pragnę Cię to jeno, Patrzymy na się wzajem, Na ziemskim tym padole, Dech więźnie w tchawicy, Gdy marzę przyjąć dolę, Żeglarza wśród mgławicy.3 punkty
-
2 punkty
-
rozbiłeś mnie tym wierszem (dobrze napisany), tak to prawda, a na ustach demokracja walcząca, i głupoty rozwalające państwo - żurkowcy tą ciszę zewsząd dziś słychać Ukraina Syria i Iran bo tam są surowce do licha pazerność świata i tyle kto wspomni państwa Afryki zakonnik i tylko w kościele kwestują walczą o życie kilka złotych daj - niewiele a tu się wydaje miliardy by zbroić państwa na lata chciwość i kasa jest głowie wojna co zniszczy pół świata pozdrawiam2 punkty
-
choć krążą nad nami słowa uśmiechy od ucha do ucha tak często brakuje drugiego by tylko zwyczajnie wysłuchał2 punkty
-
Jeżdżę na rowerze Bo rower to mój świat I uczucie wolności Bo zwiedzanie wielu zakątków Na dwóch kółkach To uczta dla ciała I samo zdrowie Aż dusza się cieszy Na te widoki A w sercu radość I lipcowy wiatr Który lekko wieje Na wszystkie strony Więc jadę pod wiatr...2 punkty
-
2 punkty
-
@Alicja_WysockaZ perspektywy czasu, takie wydarzenia "zatrzymują" dzieciństwo, zakowiczają się w pamięci. A Twoja refleksja na końcu - super! Moją najładnieszą sukienkę zniszczyła w podstawówce koleżanka z klasy. Przyszłyśmy na zabawę andrzejkową w takich samych kreacjach, ja się uśmiechałam a ona wzięła sok pomarańczowy i mnie oblała. Pamiętam, jak wówczas przeleciała mi myśl przez głowę: normalnie jak w amerykańskich filmach! Miałam na myśli oczywiście te filmy dla nastolatków. :)))2 punkty
-
Q domu w którym są małe dzieci jak jest za cicho to nie jest dobrze Wiadomo że coś broją albo broić będą tylko an obmyślają Jeszcze gorzej jest w przedszkolu Jak w sali jest za cicho to znaczy że ospa pół gr wytępiła ewentualnie ściana kredkami ubabrana Pół biedy jak kredki tylko w ruch pójdą Ot takie przemyślenia matki i nauczyciela w jednej osobie 😉2 punkty
-
@Łukasz Jasiński teoretycznie tak, ale liczba sylab w wersie i melodia determinuje mój wybór: "we trudzie". We włosach - zmieniam. Bb @Gosława mam podobnie. :D@Migrena na ból głowy nie pomoże, ale może na przebodźcowanie (duszy? ;) Dzięki mili za słówka, dobrego dnia, bb2 punkty
-
@beta_b ja mnóstwo rzeczy z jedwabiu i oni na lato znalazłam w ciuchach Uwielbiam grzebać w starych szmatach i wynajdywać różne różniste ubrania Ostatnio noszę tylko takie Żadne szansy i inne Temu Skóra musi oddychać a poza tym ja się wyróżniam na tle takich samych sieciówkowych modniś Ja jestem baba że wsi ale przynajmniej otulona jedwabiem 😉2 punkty
-
Mieli po dziewiętnaście lat i zero pytań. Ich ciała świeciły jak płonące ikony, nadzy prorocy w jeansowych kurtkach, wnukowie Dionizosa, którzy zapomnieli, że śmierć istnieje. Wyjechali – na wschód snu, na południe ciała, na zachód rozsądku, na północ wszystkiego, co można rozebrać z logiki. Motel był ich świątynią, moskitiera – niebem, które drżało pod ich oddechem. Miłość? Miłość była psem bez smyczy, kąsała ich za kostki, przewracała na trawie, śmiała się z ich jęków. Ale czasem nie była psem. Była kaskadą ognistych kruków wypuszczoną z klatki mostu mózgowego. Była zębami wbitymi w noc. Jej włosy – czarne wodorosty dryfujące w jego łonie. Na jego ramieniu – blizna, pamięć innej burzy. Jej uda pachniały mandragorą, jego plecy niosły ślady świętej wojny. Ich języki znały alfabet szaleństwa. Ich pot był ewangelią wypisaną na prześcieradłach. Ich genitalia były ambasadorami innej rzeczywistości, gdzie nie istnieją granice, gdzie Bóg trzyma się za głowę i mówi: ja tego nie stworzyłem. Ich dusze wyskakiwały przez okno jak ćmy wprost w ogień – i wracały. Zawsze wracały, rozświetlone. Każdy pocałunek – jak łyk z kielicha napełnionego LSD. Każda noc – jak przyjęcie u proroków, gdzie Jezus grał na basie, a Kali tańczyła na stole, i wszyscy krzyczeli: kochajcie się teraz, teraz, TERAZ! bo jutro to tylko fatamorgana dla głupców. Nie było ich. A potem cisza – tylko ich oddechy, jak fale na brzegu zapomnianego morza, gdzie świat na moment przestał istnieć. Nie było ich. Była tylko miłość, która miała skórę jak alabaster i zęby z pereł. Był tylko seks, który szarpał jak rockowa gitara w rękach anioła. Było tylko ciało, które płonęło i nie chciało gaśnięcia. Pili siebie jak wino bez dna. Palili siebie jak święte zioła Majów. Wciągali się nawzajem jak kreskę z lustra. Każdy orgazm był wejściem do świątyni, gdzie kapłani krzyczeli: Jeszcze! Jeszcze! To jest życie! A potem jeszcze raz – jak koniec kalendarza Majów. Byli młodzi, i to znaczyło: nieśmiertelni. Byli bezgłowymi końmi pędzącymi przez trumnę zachodu słońca. Byli gorączką. Ich dusze wyskakiwały przez okno jak ćmy wprost w ogień – i wracały. Zawsze wracały, rozświetlone. Lecz w każdym powrocie, cień drobny drżał, jakby szeptem jutra czas ich nękał. Kochali się tak, jakby świat miał się skończyć jutro, a może już się skończył, i oni byli ostatnimi, którzy jeszcze pamiętają smak miłości zrobionej z dymu i krwi. Ich serca były granatami. Ich dusze – tłukły się o siebie jak dwa kryształy w wódce. Za oknem liście drżały w bladym świetle, jakby chciały zapamiętać ich imiona, zanim wiatr poniesie je w niepamięć. Ich wspomnienia – nie do opowiedzenia nikomu, bo nie ma języka, który wytrzyma taką intensywność. Wakacje były snem, który przekroczył sny. Były jedynym miejscem, gdzie Bóg i Diabeł zgodzili się na toast. Oni – dzieci światła, dzieci nocy, dzieci, które pożarły czas i nie umarły od tego. Jeśli ktoś pyta, kim byli – byli ewangelią spisaną spermą i łzami. I gdy noc gasła, ich spojrzenia się spotkały, ciche, jak dwa ptaki na gałęzi, co wiedzą, że świt jest blisko, a lot daleki. I w ciszy nocy, gdy wiatr ustawał, słychać było tylko szelest traw, a świat na zewnątrz, daleki i obcy, czekał na powrót, którego nie chcieli. Byli ogniem w płucach. Byli czymś, co się zdarza tylko raz. I zostaje na zawsze. Jak tatuaż pod skórą duszy.2 punkty
-
Karolina zobaczyła łzy cieknące po twarzy. Nie mogła pojąć „zwykłego” okrucieństwa tłumu wobec tych niewinnych i zabiedzonych istot. Wkrótce wrócił pastor z żoną. Pani Irena przyniosła kilka pudełek mleka w proszku i torbę wypełnioną innymi dobrami ze Szwajcarii. - Wyjdzie pani normalnie, drzwiami frontowymi - stanowczo powiedział duchowny. - Zapowiedziałem, że jeżeli będą panią traktować bez szacunku, to zrezygnuję z przyjmowania jakiejkolwiek pomocy zza granicy - dodał. - Odprowadzę panią i dziewczynki - pocieszała pastorowa - proszę się nie bać. Kobiety wyszły a Edward Kocki ciężko usiadł na krześle i zamyślił się. Karolina cicho i delikatnie spakowała wszystko, co dziś otrzymała na plebanii: materiały źródłowe, luźne kartki maszynopisu pracy doktorskiej i swój prezent. - Zobaczyła pani, jak chrześcijanie traktują chrześcijaństwo - zwrócił się do niej pastor - serce mnie boli, jak to widzę. Ludzie, którzy tam stoją i żądają teraz dóbr materialnych, jeszcze niedawno wyzywali nas od Niemców lub heretyków. A ja walczyłem o wolną Polskę w dywizji pancernej pod dowództwem gen. Stanisława Maczka. Ech, życie ciągle nas zaskakuje. - To prawda, dziś się o tym przekonałam - potwierdziła dziewczyna. Pożegnała pastorostwo, podziękowała za niezwykłą pomoc i udała się na dworzec. Tam już w pociągu zastanawiała się nad lekcją, jaką dziś otrzymała. Rozważała, czy wyniesione tego dnia doświadczenie nie było przypadkiem najważniejszym w jej dotychczasowym życiu?1 punkt
-
Efekt motyla. Niekoniecznie! Efekt jaskółki. Lata za górami. Zwiastuje szczęście. Daje nadzieję… Jednakże ptak ma duszę motyla. Czasami też znika.1 punkt
-
dróżki nieuczęszczane zielone kwiaty zółto-głowe i słońce gwiezdny pyłek na skroniach w oczach jakiś blask odbity przekorne są codzienności utkane z samych tylko tęsknot człowiek się łapie na czekaniu kolejnego księżyca i słów piosenek snów objęć dłoni bo porusza się w tej strefie gdzie fletnie bez ustanku grają więc śpiewa pod te nuty bez ciebie umrę z bólu jakiego nie zna zwykły człowiek z tobą umrę ze szczęścia jakiego zwykle człowiek nie zna1 punkt
-
zakochany w lecie jestem choć lata już nie takie same rok w rok jednak płodzę zdanie że je kocham zakochani utknęli w szczęściu to ich szczęście1 punkt
-
Łzy zostaną Miłość odejdzie I zostanie tylko Serce rozdarte na pół A potem wstanie Nowy dzień I wiara uleczy Ból i pustkę I jeszcze parę Innych rzeczy...1 punkt
-
1 punkt
-
@andreas To nie jest tylko wiersz. To świadectwo cierpienia, o którym świat woli nie pamiętać. I właśnie dlatego trzeba takie wiersze pisać. I czytać. Trudny, bolesny, potrzebny.1 punkt
-
@Migrena Rozumiem, taka troszkę rogata dusza z Ciebie. Nic mi nie wiadomo - Ale Piotra Wysockiego mam w rodzinie, to nazwisko w Polsce nosi 31 489 osób.1 punkt
-
@MIROSŁAW C., dziękuję :) @Migrena, raczej rozbawiłeś. Z Twojego pisania można sporo wyczytać. Umówmy się, jak komu pasuje, ok? Nonkonformista nie przeprasza, więc chyba nie całkiem...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Alicja_Wysocka psotna byłaś ! I ten extra temperament w Tobie pozostał. I niech tak trwa !!! Jesteś świetna.1 punkt
-
@andreas A ładnie to tak, znęcać się? Żartuję, mam pod dostatkiem, ale fajnie, że to potrafisz. Zaraz kolejeczka dziewczyn się ustawi do Ciebie, bo wiesz, jest ponoć taka droga - przez żołądek też. :)1 punkt
-
@StraconyDzięki, ale chyba nic nie da się zrobić w tej materii. A politycy tylko pięknie mówią. Pozdro.1 punkt
-
1 punkt
-
@StraconyI to większość z nich. Bywa,że chciałbym swoją seksualność zmienić z hetero na homo i to właśnie z tego względu, ale jakoś nie mogę... Pozdrowionka.1 punkt
-
@FaLcorN Ciekawa wersja, a co zabawne to w mojej pierwszej wersji tekstu czwarta strofa brzmiała: "Na ziemskim tym padole, Dech trzymam w tchawicy, Gdy pragnę przywdziać rolę, Żeglarza wśród mgławicy."1 punkt
-
@Ridziu Ja nie liczę i nigdy tego nie robiłem. Ilość to detal. Ważne by nie było tąpnięć, które gaszą urok, jak światło.1 punkt
-
@Migrena No i co my z Tobą zrobimy, jak Ty każdą z nas rozbroisz jednym wersikiem? Otumanione, niezdolne wykrztusić choćby przecinka. Ty się chyba z mgły urwałeś - takiej, co zna wszystkie wersy, których jeszcze nie napisałyśmy.1 punkt
-
@Berenika97 Też nie lubię bycia 'ciepłą kluchą' Miewam kolce i pazurki kiedy trzeba, ale potrafię też schować kiedy chcę.1 punkt
-
@Jacek_Suchowicz... wdzięczna, jak zawsze, za Twoje wierszowane komentarze... odpowiadam, jn. słowo słówku niejednakie wyobraźnia pląsa myszka - że to ser szwajcarski za dziurką podąża prosto jednak sens pochwycić gdy klatka nieczysta co dzień ludzie śmieci znoszą - lepiej je omijać a że czas się znów rozpędził - zatrzymać wprost trzeba to co kroczy często w ciszy - oczy do patrzenia - i choć nie chcę pomysł jakiś wiąże słów wiązankę a ołówek wnet spisuje kilka zdań - na bakier ... ;) Pozdrawiam.1 punkt
-
Za piosenkę bardzo dziękuję, już ją w sieci wyszperałam.. pięknie się słucha tych słów przy takiej muzyce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo wierszy naszych poetów... jeśli to AI... nie sprawdzam.. ale do słuchania super. Dzięki Sylwek.1 punkt
-
Historia wdzięczna a puenta znakomita. Podkreślona flamastrem. Z przyjemnością Alu. I jesteśmy zgodne w kwestii miłych materiałów. Bb PS zniszczyłam w dzieciństwie mamie ulubioną bluzkę. Nałożylam lalce jako sukienkę i obcięłam nożycami rękawy, bo były za długie. Słabe wspomnienie (nie robiłam na złość, tyle że nikt mi nie powiedział, że tak nie można).1 punkt
-
oj ucieka to co mamy wraz ze swoją aurą czas też czmycha z promieniami dokąd trudno zgadnąć dzień ma godzin tak jak dawniej szybciej pędzi jednak kilka chwil przebiegło prawie już godzina pełna gdy zamyślisz się co nieco chcąc rozkminiać życie pół dnia zleci tobie lekko a sensów nie chwytasz do tej klaty chętnie przylgnij lecz tam nigdy nie właź bo zatrzaśnie nie na niby heca będzie niezła :)))1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Chcę krzyczeć. Krzyczeć tak, żeby cała Ziemia na chwilę zamarła. Żeby choć przez moment cały świat ucichł. Krzyczeć krzykiem, który zedrze mi gardło — tak, by żaden szloch nie miał już siły się z niego wydobyć. Żeby wszyscy zamilkli. Żeby woda przestała szumieć, wiatr stanął w bezruchu, a cisza… …przestała być tak nieznośnie głośna. Choćby na chwilę. Jedna chwila wystarczy. Dałaby mi nadzieję i powód, żeby po raz setny wtoczyć kamień na górę, nawet jeśli i tak znów się stoczy. Bo wtedy wiedziałabym, że istnieje taki moment w życiu, w którym wszystko milknie. Nawet cisza. I ta cisza daje wytchnienie. Choćby krótkie — wystarczy, by wziąć głęboki oddech i znów zanurzyć głowę w szumie wody, znów biec, jakby ścigał mnie sam wiatr, …aż cisza znowu zacznie krzyczeć.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne