Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.07.2023 w Odpowiedzi
-
rząd pustych krzeseł echo niedawnych szeptów - gęstnieje w powietrzu stygnie czas wylany wartkim strumieniem... zastygam z ulgą słucham - milknie niedawny zgiełk w kinie wciąż siedzę oglądałam siebie jakby z góry z korony drzew rząd pustych krzeseł zdławiony szept jestem tu patrzę na siebie nadal... jak w filmie jest6 punktów
-
dom pachnie domem teraz to skrajnie zapadnięte miejsce w szczelinach czerwone mrówki człowiecza wędrówka jest krótka niespełna klika tysięcy lat w tak młodym świecie materia nadal wykrzywia czas i przestrzeń dając pierwszeństwo śmierci syn bogatego furmana minister zdrowia ostatniego carewicza podarował złoty zegarek swojemu kucharzowi to przepuściło jego wnuka do życia* nienaturalny mistrz świata bogaty smutny samotny może zabawa białej wojny słonecznej go rozerwie wjechali czołgiem pobierz odległość celuj albo odpal i zapomnij widzimy to samo z odwrotnej strony rzeczy *Użyłam historię złotego zegarka, podarowanego przez G.Rasputina swojemu kucharzowi, dziadkowi W. Putina.4 punkty
-
wychylać się z okna wypaść i nie wstać? wolę tańczyć od ściany do ściany wybiec za drzwi z miłości (tekst zainspirowany wierszem "Okno" napisanym przez Stary_Kredens. Dziekuję Ci :))3 punkty
-
co się stało? nie zaglądasz już do mnie jak kiedyś... mała różo bez kolców - w oczach mi więdniesz ożywić cię nie umiem z jedwabiu różo - nie z uczuć lecz z gorąca czerwona zaczekaj deszczu - ma przyjść później choć nie wiem kiedy... a ty i tak zerwana nie więdnij! jeszcze nie... nie teraz3 punkty
-
nie przepełniaj mnie sobą w tej świątyni po każdej nocy rodzi się nowy dzień coraz jaśniejszy3 punkty
-
Robił wszystko tak jak lubiła Każda z pieszczot na miejscu była To tylko chwile Mocne i miłe Męskie dłonie na jej nadgarstki Jak miód dla ciała, słychać jęki Boli i miło Jakby się śniło Przez chwilę brakowało tlenu Spodobało się to tez jemu Gdzie są uczucia Jak chęć głęboka Niech się nie kończy, wszystko dobre Uściski za biodra swobodne Tak pojebani Sobie oddani Wchodzi głęboko i stanowczo Co sprawia, ze jest bardziej mokro Chwila orgazmu Co dalej, o brzasku?2 punkty
-
Z plecakiem pełnym marzeń i nadziei wyruszył w świat zabrał ze sobą swój cień który jego myśli znał Będzie częstował nimi tych których niesprawiedliwie potraktował los niech poczują ich smak Bo marzenia i nadzieja to czysta poezja to coś co ma cieszyć tak jak echo tęcza i ciepły wiatr2 punkty
-
Mieszkał naprzeciwko Marzyłam o nim Miał śnieżnobiałe koszule I nieograniczone możliwości Podróżował i wtedy go nie było Tęskniłam za swoją miłością A on coraz bardziej znikał Ten drugi mieszkał obok Był chętny Lecz uważałam że to nieuczciwe Więc unikałam go W końcu znalazł sobie Inną (Mają już dwoje dzieci Chyba są szczęśliwi ) Gdy wrócił Kochałam się dalej W jego wąskiej talii Skórzanym pasku tuż nad Biodrami Boskim profilu i rasowych pośladkach Ona też takie miała Widziałam Szczupłe i jędrne Okrągłe jak jabłka Nic tylko schrupać Więc chrupał je W te noce Gdy był Wiedziałam Patrzyłam Smutno mi2 punkty
-
V. Oboje mieli ten niebywały komfort, że jeszcze ciekawiły i interesowały ich te wszystkie reklamy, banery, ogłoszenia, hasła reklamowe, rysunki, te czy inne przerywniki i tym podobne. Oni jeszcze nie widzieli w zatrzęsieniu powyższych kolokwialnie mówiąc śmieci i bałaganiarstwa i jednej wielkiej matni ideologicznej i światopoglądowej i każdej innej. Co i rusz zatrzymywali się pod jakimś banerem, śmiejąc się bezbrzeżnie i strojąc sobie żarty wymieniali się najróżniejszymi spostrzeżeniami. Jeszcze nie czuli przesytu przekazem, ani naiwności, wylgarności, goryczy, czy krótko mówić topornej nieprawdy wielu z tych ogłoszeń. Mieli ten niebywały komfort nie zdawania sobie sprawy, co właśnie było tak bardzo w nich urzekające. Nie zmienia to faktu, że ona influencerka miała całkiem nieźle już wyrobiony zmysł plastyczny i internetowy dlatego co i rusz obsypywała go jakimiś spostrzeżeniami na temat tej, czy innej reklamy. Jako że oboje nie byli przemęczeni stać ich było na ciekawą i żartobliwą wymianę zdań w tym zakresie. I gdzieś pod banerem hasła „Rozkwitaj”, zresztą o ile się nie mylę również tytułu całkiem niezłego tomiku poetyckiego polskiej poetki Violetty Andrzejczak przystanęli i zrobili sobie zdjęcie. Dokładnie rzecz biorąc poprosili jakiegoś przechodnia, aby cyknął im zdjęcie przedniej marki telefonem komórkowym z fantastycznie rozbudowanym aparatem cyfrowym. Ich twarze promieniały radością. Oboje całkiem fajnie wyszli na tym zdjęciu, a jak wspomniałem byli nieźle dobrze i starannie ubrani i uczesani, no piękni po prostu, że gdy kiedyś – dużo później – ona wrzuciła to zdjęcie w media społecznościowe szereg jej obserwatorów pozazdrościło jej w sposób absolutnie nie zakłamany. Nikt nie miał pretensji, że nie pasują do siebie, że są źle dobrani, że on nie odpowiada wysokim wymaganiom dla partnera niebywałej urody influencerki i że jej nie sprosta. Pewnie działo się tak też dlatego, że ona wcale nie była influencerką na topie i nie miała najwyższych, ogólnopolskich aspiracji. Ilość hejterów była doprawdy znikoma, bo ci zainteresowani byli znacznie bardziej problemami osób na topie, czy najróżniejszymi kwestiami politycznymi, których co jak co, ale nie brakuje, a wręcz przybywa w zastraszającym tempie i nie ma w tym wcale a wcale przesady. Było dla niej czymś w pełni wygodnym, że on odpowiadał oczekiwaniom osób śledzących jej profil, co zresztą okazało się dopiero po ładnych kilku miesiącach ich znajomości, bowiem całkiem długo zwlekała z wrzuceniem tego zdjęcia do socialmediów. Zdjęcie mówiło, hej, oto właśnie jest para, która świetnie do siebie pasuje. Zdjęcie mówiło, hej, oto jest para, która darzy się zaufaniem i oto jest para, która wręcz musi się dobrze rozumieć. Zdjęcie mówiło, oto jest para, która niezmiernie się cieszy z bycia razem. To właśnie to, z pozoru niewinne zdjęcie, przekonało ładnych kilka osób, żeby mocniej zainteresować się jej działalnością. Skoczyła w górę sprzedaż któregoś z towarów, a kwestia ich związku przełożyła się wymiernie na jej zyski z działalności influencerskiej. Znów wygrał komfort, który po raz kolejny umocnił tę parę w postanowieniu bycia razem. Nie mieli żadnych racjonalnych powodów, aby tej znajomości się nie przytrzymać na dłużej, więc się jej przytrzymali. Drobne sprzeczki o na ogól niedorzeczne sprawy nie były w stanie im przeszkodzić, a więc nie przeszkodziły. Proste? Jednym słowem oni wcale niespecjalnie musieli wychodzić z własnej strefy komfortu, co umacniało ich w tu i teraz, a nawet całkiem mocno cementowało ich związek. Narrator powyższego trochę im zazdrościł, bo opisując te, czy inne zdarzenia z ich barwnego i kolorowego życia niestety niejednokrotnie musiał z tej strefy wychodzić, no ale i on lubił obserwować i opisywać tę nieprzeciętną parę, dlatego czasem czynił większość akapitów raczej z niekłamaną i szczerą intencjonalnie przyjemnością. Jednym słowem wszyscy byli zadowoleni, czyli sprawy zmierzały w jak najlepszym kierunku, bowiem dlaczego miałyby tak nie zmierzać?2 punkty
-
Choć noc bezwietrzna, pióra me w tany Poszły westchnieniem twoim gonione, I myśl zawisła w ażur supłana - O tym, jak splotem sycą się dłonie. Ciężar dwóch powiek uwalnia oko Trzecie - magiczne. W jego źrenicę Wpisany, czekam wolności w mrokach, Skąd snem misternie porosnę nici. Nim świt nastanie, będę kompletny - Taki, jak zechcesz. Szczelnie wypełnię Senny talizman. Świat na nas ślepy Wydrwimy, kiedy w jawę mnie zdejmiesz.2 punkty
-
Wymyślamy dalszy ciąg świata na bierząco i nie w biegu zwyczajnie i cudownie w rozmowie opcji zmysły i zamierzony sens jak narysować swoje projekty i je przemyśleć albo zachować różne dziedziny mają różne wymagania2 punkty
-
strugasz na korze wszechświata donos miedzygalaktycznie niejedostajnie - miotamy się w miejscu sufitu - fundament ... rozbryzga farbą różaniec - selfiecierniemukoronowanie byle oszczędzić widoku dzieciom o wsi spokojna o miasto wezbrane słów z kapelusza popłynął wianek dziś zgiełk już gaśnie by jutro z kurantem zamienić się w nowy widziałeś to , słyszałeś tamto zabrakło czasu na poezję - amen2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
*** Kiedy przyjmuję dobro, znów uśmiech mam na twarzy, a gdy podaję dalej, to cieszę się dwa razy. *** Dobro ciche, łagodne, nieskore do oklasków, poznaję nie po słowach, lecz po wewnętrznym blasku.2 punkty
-
.. i (wbrew pozorom?) wymaga ono pewnej odwagi :) Dziękuję Ci za miłe słowa i plusiki :) Ładnie to brzmi :) Dziekuję! @Dragaz@Rafael Marius Miło mi :) Pozdrawiam!2 punkty
-
Zakwitnąć jak kwiatek pragnęłabym latem, rozwinąć znów płatki swoje. Wykąpać się w rosie i wszystko mieć w nosie rozpocząć lipiec we dwoje. Drobinę zapachu rozpylić nad lasem, zwabić motyla na kawę. I zalśnić mu w słońcu, by dojrzał mnie w końcu, że nie jestem snem lecz jawą. Zakwitnąć jak kwiatek, czasem, pod lasem dobrze by przecież było. Szkoda, bo motyl mruknął pod nosem, że mnie się to wszystko śniło.1 punkt
-
Świat cały utracił swe żywe kolory, Podobnym się stając do martwej natury, Gdy zagubiły się gdzieś całej ludzkości, Pielęgnowane od wieków pokłady wrażliwości, Wszędzie tam gdzie padają puste słowa, Ukazuje nam swe oblicze martwa natura, Tam gdzie puste gesty bez znaczenia, Tam międzyludzkich relacji zanika głębia, Świat cały w swym pędzie codziennym, Sam w sobie się jakby zatracił, Gdy człowiek przeciwko człowiekowi się obrócił, Na zarobek na drugim wyłącznie liczył, Wszyscyśmy jak ta martwa natura, Na tle pędzącego na oślep świata, Gdy zabieganej ludzkości nowoczesna dusza, W codziennym pędzie swą wrażliwość zgubiła, Wszędzie tylko martwa natura, Gdziekolwiek oczami swymi spojrzy moja dusza, Wszędzie tylko martwa natura, Gdziekolwiek tylko moja myśl się błąka, Uosabiają martwą naturę nawet kobiet twarze, Upojonych sukcesem gwiazd z pierwszych stron gazet, Które sukcesu śniąc sen na jawie, Zapomniały z dzieciństwa sny swe prawdziwe, Gdy ciała dam przedwojennych przykryły mogiły, Zapomniały młode dziewczęta swych prababek tradycji, Gdy w pogoni za sławą i pieniędzmi, To co najważniejsze niepostrzeżenie zgubiły, Wszędzie tylko martwa natura, Gdzie kiełkuje postmodernizmu i nowoczesności ułuda, Wszędzie tylko martwa natura, Gdzie błąka się zagubiona ludzkości dusza, Odzyska ludzkość swe dawne szczere emocje, Gdy w sercach swych roznieci czar z dzieciństwa wspomnień, Tlące się w pamięci wspomnienia tak rzewne, Przez lata dorosłości do szczętu zapomniane… Odzyska ludzkość swą dawną życia radość, Gdy w sercach odrodzi się dawna wrażliwość, Gdy na całym świecie prawda i miłość, Wyrzucą w niepamięć pustkę i nicość…1 punkt
-
Przez otwarte okno wyciągam wciąż ręce. Pragnę ciebie bardzo, codziennie chcę więcej. Ciało tak gorące, dusza w środku płonie, twojego dotyku tak tęsknią me dłonie. Pieszczenia nadgarstków delikatnym chłodem, muśnięcia opuszków drżących palców z głodu. Zwilżę nimi usta na wpół już wyschnięte, w przemoczonych włosach i w mokrej sukience. Każdą twoją kroplę wypiję łapczywie. Tak kocham cię, deszczu! Łaknę coraz chciwiej!1 punkt
-
Sołtys wsi stolarz Franciszek miał dwoje dzieci. Pięcioletnią córeczkę i ośmioletniego syna. Dzieci, jak to dzieci przepadały za różnymi zabawami. Pomimo zakazów rodziców rozmawiały z obcymi i chodziły w miejsca, których nie powinny odwiedzać. Nie zdawały sobie one sprawy z niebezpieczeństw, które na nie czyhają. Nie wiedziały też, że las, do którego lubiły chodzić zamieszkany był przez potwory. Mały Marcel chodził do pierwszej klasy w szkole oddalonej od domu o kilka kilometrów. Codziennie wracał z niej około godziny 15. Tego dnia jednak nie pojawił się w domu. O godzinie 16, gdy jeszcze go nie było, rodzice zaczęli się niepokoić. Jednak nie chcieli panikować z tego powodu, ponieważ chłopiec mógł po prostu gdzieś się zagapić i przystanąć na dłuższą chwilę. Kiedy o 18 syna nadal nie było, postanowili zacząć poszukiwania. Zapadał już zmrok, za chwilę miało zrobić się całkowicie ciemno i mały łatwo mógł się zgubić lub zbłądzić. Zupełnie nie wiedzieli jak się do tego zabrać. Zwołali mieszkańców wioski i poprosili o pomoc w szukaniu. Wszyscy zebrali się na polanie, aby omówić szczegóły akcji. Potwór Horacy siedząc akurat w krzakach nieopodal i rozmawiając z wiewiórkami, usłyszał rozmowy ludzi i dowiedział się, że zgubiło się dziecko. Pobiegł szybko do groty i powiedział o tym swoim kolegom. c.d.n...1 punkt
-
Jak załatwić przeciwnika? Podnieść peta wprost z chodnika, gdy się znajdzie tam, gdzie trzeba wątpliwości to rozwiewa. DNA nam prawdę powie, niepotrzebni są świadkowie. że ją w ciemne miejsce zwabił, pobił zgwałcił, potem zabił. Morał prosty, jak dla dzieci, nie należy nigdy śmiecić. *Powszechny sposób badania DNA w przypadku, gdy nie ma zgody dawcy na pobranie próbki DNA.1 punkt
-
1 punkt
-
@Corleone 11 Tutaj piszę coś mam nadzieję ciut innego. Na bazie historii, która jest ładna i od samego początku dobrze zmierza i rokuje, omawiam szereg niedomagań reala. W intencji autora ta para jest przykrywką do pewnych, mam nadzieję głębszych, wypowiedzi. To mój pomysł i ode mnie zależy jak go poprowadzę. I naprawdę nie wiem gdzie mnie to pisanie zaprowadzi i wbrew tytułowi, roboczemu skądinąd, mam nadzieję, że to nie jest moje ostatnie opowiadanie :) Na razie intensywnie, ale przyjdzie czas gdy i temu opowiadaniu dam odpocząć :) No ale chyba wolność także ten tego mam chyba niezbywalne prawo tak pisać, zresztą cokolwiek by to nie było :)) I chyba mam prawo w tekście się zatracić, choć na mój gust to akurat nie jest najwyższych lotów literatura :)1 punkt
-
@Rafael Marius ludzie zapomnieli, że stanowią jedno z innymi narodami, budujemy ogrodzenia, nie wpuszczamy imigrantów itd za daleko ludzie się od siebie odsunęli, widać to we Francji, praktycznie na całym świecie. Wszystko przyspiesza.1 punkt
-
Zanim się obudzę, przyśnij mi się ten jedyny raz, kiedy płoną gwiazdy, kiedy myśl przemija bez echa. Dopóki trwa we mnie czysta noc, moje zmysły pozostaną szeroko otwarte. Odkąd zakochałam się w twoim westchnieniu, miłość przybrała prostsze imię. Mroczny Mesjaszu, powrócę do raju, jeśli samotność stanie się jedynym pretekstem, aby zasnąć dobrowolnie. Odnajdę twoją bujną pustkę, odszukam pozbawione żalu łzy. W naszych sercach, złączonych jak do modlitwy, guzdra się światło, dla jakiego mogłabym zginąć na miejscu. W moim dzisiejszym świecie płonie bolesny uśmiech, tak bezkresny, że ciało odmawia posłuszeństwa. Mroczny Mesjaszu, dzielimy się dziś tym samym smutkiem, tą samą krwią, która spala się w naszych tęsknych słowach. Odnalazłam pośród niewypełnionych stuleci krztynę wiary, odrobinę ufności, że to, co nagłe, zazwyczaj jest przepełnione nostalgią i nienasyconym błąkaniem się od drzwi do okna, od okna do drzwi... Trwa długi, zimowy wieczór. Radosny płomień hasa na palenisku, dając uśmierzające ciepło. W palcach trzymamy kieliszki z winem, wznosząc toast za to, co stało się odległym, lecz niedokończonym wstępem do niezbyt naiwnej bajki. W naszych żyłach płynie alkohol, przynosząc ulgę dla przerysowanych myśli, dla jątrzących się ran po pocałunku. Mroczny Mesjaszu, jesteś tak bliski, że przez moją duszę przetacza się spazm namiętności. Opieram policzek o twoje masywne ramię; jest tak cudownie cicho, że słyszę spokojne, ostrożne kroki twojego snu. Przymykam powieki, twój szept wypełnia kąty mojej głowy. Delektuję się zapachem cynamonu i pomarańczy... Wiem, że pewnego razu zabraknie nam powietrza, aby dalej żyć. Zachłyśniemy się haustem nieba, towarzyszącego nam tego bezkresnego wieczora. Chciałabym nauczyć się języka ludzi, ale zdaje się, że tylko ty mnie rozumiesz. Jedynie ty pojmujesz, co miałam na myśli w kolejnym liście. W naszych skroniach buzuje wino, coraz odważniej spoglądam w twoją pogodną twarz. Tobie też udzielił się spokój i szeroki uśmiech. Purpurowe oczy lśnią z radości, przepastny kaptur zsunął się z wysokiego czoła. Ubywa wina, ale wypiliśmy dostatecznie dużo, żeby zasnąć pośród wyczerpanych fantazji, między słowami, którym nikt nie nadał myśli. Nabieram pewności siebie, chcę zdjąć z twojej głowy tej paskudny kaptur... Lecz ty chwytasz w ostatniej chwili mój nadgarstek. Czynisz to łagodnie, ale zdecydowanie. Zaglądasz mi w oczy, rozumiem wszystko z wyrazu twojej twarzy. Nie wypowiadasz ani jednego słowa, milczenie jest zbyt upojne, aby je dobrowolnie zburzyć. I kiedy tak patrzę w te zachwycające oczy, dociera do mnie, jak wiele snów zaprzepaściłam, zanim ciebie spotkałam. Pojęłam, że znalazłam się tak blisko twojego serca, że światło pękło na pół, cień zgubił właściciela... Tak... Rozumiemy się bez zbędnych słów, wystarcza ballada, która płonie w naszych sercach. W pewnej chwili pragnę otworzyć usta, ale przykładasz do nich swój smukły, chłodny palec. Kręcisz przy tym nieznacznie głową, jakbyś odpowiadał moim myślom... I wszystko wraca do równowagi, znów skupiamy się na swojej bliskości. Jesteś dostatecznie niedaleko, żebym mogła słuchać twojego oddechu, jak sentymentalnej ballady... W pewnym momencie zaczynam mówić. Pierwsze wypowiedziane przeze mnie słowa dotyczą ziemi i nieba, miłości i samotności, kobiety i mężczyzny, człowieka i Boga... Mówię odważnie o namiętności, na którą oboje zasłużyliśmy, jakiej się spodziewaliśmy. W pewnym momencie łza przecina mój blady policzek; zgarniasz tę życiodajną perłę swoim palcem... Czekam, aż przestanę szlochać, po czym mówię dalej. Wspominam wieczność, która dziś nie należy do nikogo. Ubieram w słowa myśli o samotności i piękniejszej przyszłości. Nic, co obce i znikome, dziś mnie nie dotyczy. Odnajduję pośród skał tę trawę, tak niewinną w porównaniu z rozłożystymi kamieniami... Opowiadam ci spokojnie historię mojego życia, wspominam lukę, która w niej zieje. Mówiąc, śledzę mowę twojego ciała. Widzę, jak boisz się tego, co słyszysz. Miętosisz w palcach rąbek czarnej szaty. Nieprzytomny wzrok masz utkwiony w pustce. Wiem jednak, że słuchasz mnie uważnie, że spijasz z moich ust każdą nazwaną myśl... Kiedy kończę szeptać, przez chwilę nie reagujesz. W końcu jednak otwierasz na oścież serce. Zaczynasz przydługi monolog o tym, co ludzkie, a tak nam wszystkim odległe i nieogarnięte. Usiłujesz naiwnie odszukać człowieczeństwa na tym ubogim, usychającym świecie. Mówisz, że życie nie zawsze musi być pustą zagadką, której rozwiązania nie znamy nawet my. Nawet najlichsze wspomnienia sprawiają, że człowiek zaczyna marzyć o powrocie do przyszłości... Milkniesz. Odstawiamy na stolik puste kieliszki. Zwracasz się w moją stronę i przykładasz dłoń do miejsca, w którym bredzi moje serce. Stwierdzasz, że twój cały wszechświat ma dom właśnie tutaj. Wszystkie twoje myśli są skupione na świetle wypełniającym moją duszę. Przyznajesz się bez bicia, że jedynym zwierciadłem, w którym się przeglądasz, są moje oczy. Oczy pełne serdecznych łez. Po chwili milczenia kontynuujesz. Nawiązujesz do naszych marzeń, które przybywają wtedy, gdy ich już nie potrzebujemy. Masz na myśli pragnienia, z jakimi nie warto walczyć, którym warto czasem się poddać. Kiedy mówisz tak pięknie, że słucha cię z uwagą całe moje życie, spod twojej powieki uwalnia się szkarłatna łza. Ocieram ją. W ramach wdzięczności ujmujesz mnie za nadgarstek i całujesz grzbiet mojej dłoni. Szepcę, że jestem tutaj tylko po to, aby zasnęła nasza wspólna teraźniejszość. Wszystko, co ulega złudzeniom, jest smutną wyprawą w te strony, których nie zdążyliśmy jeszcze poznać, jakie wciąż pozostają nieznajome i dalekie. Wiem, że nie kłamiesz. Wiem, że jesteś objawieniem, które powierzył mi sam Demiurg. Słucham, gdy szepcesz o samotnych snach, w których nikt już nie mieszka, w których roi się od bezbolesnych przewinień. Spijam z twoich warg każde słowo, nawet to najdrobniejsze, najmilsze... Kiedy przestajesz mówić o wiośnie w ludzkich duszach, otwieram nieznacznie drzwi do mojego zmyślonego świata. Przykładam dłoń do twojej klatki piersiowej i słyszę ten dobrotliwy stukot serca... Mówię, że tutaj zamieszkała cała moja przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Mówię, że brakuje mi takich łez, które udźwignęłyby całą radość mojej powszedniości. Płaczę. Zaczynam płakać, wtulając twarz w twój tors. Głaskasz mnie czule po głowie i usiłujesz uspokoić łagodnym szeptem. Moje łkanie stopniowo przemienia się w kojący spokój. W materiał twojej szaty wsiąka ostatnia łza. W końcu przełykam ostatni smutek i wracam na miejsce u twojego boku. Ujmujesz moją dłoń i składasz na swoim kościstym kolanie. Wybija znienacka północ, ale my się tym nie martwimy. Ani ty, ani ja nie uciekamy przed bezgwiezdną nocą. Na czarnej płachcie nie ma choćby nadgryzionego księżyca. Wino się skończyło, ale nie brakuje nam odwagi, aby mówić o Bogu i miłości. Dzisiejszej nocy popłynęło jeszcze wiele łez. Bardzo, bardzo smutnych i zimnych. Nienasycona ustawicznym żalem i melancholią, co rusz sprawdzam, czy jesteś tuż obok. Tak jakbym się bała, czy nikt mi cię znienacka nie odbierze... Na moich wargach wciąż trwa piętno twoich urodziwych pocałunków. Na skórze błąka się burzliwy dotyk. Nie istnieje taka moc, taka rzeczywistość, która mogłaby nas dziś rozdzielić. Mijają kolejne niezaspokojone godziny, następne uśmiechy prosto w twarz. I choć zaczyna się pomału nowy dzień, my się tego nie boimy. Wciąż siedzimy przed kominkiem, na którym już nie bryka radosny płomień. Nieśmiała jutrzenka puka spokojnie do okna, jakby wstydziła się swojej obecności. Na ściany pokoju wpełza powolutku pierworodne światło. I wiem... Powrócą takie dni, kiedy człowiek marzył o lepszym świecie. Powrócą sny, w których nie boimy się rodzić. Z naszych zespolonych serc umyka ostatni podryg bólu. Nasze myśli przepełnia cisza i urodzajna radość. Spokojne są dziś nasze łzy. Choć nie ma ratunku dla melancholii, to szczęście napełnia naszą przyszłość. Przyszłość z reguły bezbolesną i niecierpliwą. Kołyszemy w ramionach nowo narodzony świt. Od niechcenia siorbiemy sobie gorącą czekoladę z kubków. I choć wiemy doskonale, że prawdomówność do niczego dobrego nie prowadzi, wciąż tłamsimy w sobie zalążek spełnienia, odrobinkę wiecznej jasności... Nie pozostanie w nas ani trochę przestrzeni czy wolności - Bóg obiecał nam ciekawszy los... Tak. Bogu oddajemy nasze życie, Jemu powierzamy naszą wiarę. I choć modlitwa nie zdobi naszych warg, nie rozjaśnia serca - zrozumiemy dzisiejszą jawę, dzisiejszy sens dalszej egzystencji. Z uśmiechem wtargniemy do kolejnego dnia. I rozumiemy dobrze: światło powróci, dopóki w naszych sercach tkwią urodzajne cienie, pozbawione blasku łzy.1 punkt
-
@Somalija Każda wojna kiedyś się skończy, gdy ludzie staną po tej samej stronie rzeczy.1 punkt
-
@Corleone 11 nad tym, czy innym słowem jeszcze popracuję, ale gonię na razie za całością ;) Interpunkcja natomiast mnie niekiedy przerasta i od dawna tak miewam ;))1 punkt
-
gorszą mnie trywialne mury zawieszone w rozkwicie arbitralne usta flegm chód oczy im mydlący próżno szukać zalotności zachowawczość lawiranta kująca od podszewki1 punkt
-
Co to znaczy kochać? Kręcę się wzdłuż własnej osi Bo jestem tylko dzieckiem Któremu przybyło już kilka lat. Chcę wiecej, Chcę mniej. Imię nadano mi przy porodzie A ty wołasz mnie innym Kochanie. I kręcę się I kręcę cię. Piruety i ukłony. Kurtyna.1 punkt
-
@Corleone 11 @Corleone 11 Dzięki Szanowny Kolego Michale :)) Zdaję sobie sprawę, że tu i tam technicznie tekst urąga, ale nie przejmuję się tym aż tak, bo mam nadzieję, że trafi do redaktora tekstu, a w ogóle moim zamiarem jest coś w rodzaju scenariusza filmowego :)) I zdaje się frazę "wysokich lotów" wykorzystam, bo i wokół niej można by zbudować fragment opowieści, podobnie jak frazę "strefy komfortu" :)) Również bardzo serdecznie Cię pozdrawiam :)) @violetta W nostalgii naprawdę nie ma nic złego :)) Ale faktycznie jest tu niekiedy opis chwil, które do autora opowiadania zupełnie nie mają jak "wrócić" ;))1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć super bohaterko :) reality show = zamieniłaś ekran na rzeczywistość takoż fiction (confabulation) show - stał się rzeczywistością. Pomysł nie nowy, za to wykonanie oryginalne :) A tu filmowa fantazja :)1 punkt
-
@Kamil Olszówka dziękuję, nie omieszkam zaglądnąć @poezja.tanczy ba! potrzebny reset tak jak w Matrix :) @Jacek_Suchowiczach ta mamona, dobrze się kojarzy z mamieniem, mam znajomka twierdzącego, że wszystko to jest zaplanowane na Wall Street, i jak tu nie wierzyć skoro mniejsza anomalia niż pandemia wywołała wielki krach, a do tego jeszcze wojna ( na tej to akurat zarabiają) i nic takiego się nie stało, ktoś pompuje niezłą kasę w ten biznes. POzdr. i dziękuję :)1 punkt
-
@Ewelina Za młodego tak potrafiłem się zanurzyć w filmie, że bywałem Maćkiem Chełmickim ale i nawet Johnem Travoltą w filmie Grease czy jakoś tam... Mam nadzieję, że nie napisałem nic głupiego. Pozdrawiam1 punkt
-
*** Gdy się nadmiernie spalasz i rzadko robisz przerwy, to sprawdź czy w tym natłoku, nie czerpiesz już z rezerwy. *** Kiedy za sobą staniesz, to przestrzeń się zawęża, lecz łatwiej z tamtej strony zdjąć z własnych pleców ciężar. *** Niby mam spory zasób wiedzy, lata doświadczeń, wspomnień zwoje, a jednak znowu mówię - nie wiem, gdy na rozdrożu pytań stoję.1 punkt
-
historia jest tylko historią czy ktoś wyciąga z niej wnioski znów idzie wojna za wojną a świat o kasę się troszczy :)1 punkt
-
Bez ciebie jestem zagubiony Jak dziecko we mgle I ginę tak szybko W niewyraźnym tle Nie mogąc doznać Uczucia spełnienia Bo umieram tak jak ty I wszystkie marzenia Uchwycone na pętli czasu1 punkt
-
Witaj Deo:) Gdzie byłaś jak Cię nie było? ;) Bardzo miło znów Cię gościć. Cieszę się, że wiersz się spodobał i że w taki sposób go odebrałaś. Zawsze miałaś nosa:) Serdeczności.1 punkt
-
Trzeba wierzyć, by przeżyć, że spotkamy się znów. Nie w świat ze snu, Gdzie myśl zakłamana, Gdzie ktoś oszukać Cię chce. Trzeba pójść na koniec świata I na chwilę się zatrzymać, Jak lód topnieć, by dłużej wytrzymać, Gdzie oczy, są jak ogień Usta jak purpura, Gdzie ciernie już nie ranią, Nie ważna jest kultura.1 punkt
-
Wpadłeś do rzeczki Kochany Świeżo upieczony Pan I zabrał Cię nurt Zagapiła się na chwilę Na wesołe żabki Rozmarzona nimfa Bajeczna jej woń Pod prąd nie popłyniesz Chociaż byś chciał Będzie Cię gonił Jej jaśminowy czar I dokąd dopłyniesz? Słodki Twój smak Rozpuści się, zniknie Przeminiesz jak wiatr Zrobiło się zimno Wieczorny już mrok Wpatrzony wciąż w rzeczkę Bajeczny jej wzrok Przymyka już oczy Oddaje się snom Bo w sennej krainie Od zawsze jej dom1 punkt
-
Poranki jakże różne Te letnie wczesne Te zimowe późne Cóż mało to odkrywcze lecz właśnie przeżywam znowu ranki letnie i różnie w nich bywa Od dawna już nie czuję porannej radości Ach rymów do tego słowa znalazłabym wiele Jak chociażby młodości a także i mdłości gdy ktoś inny zagościł w moim ciele Lecz to wszystko minęło Gdyż wszystko wszak mija prawda to oczywista znana nie od wczoraj ale musi minąć czasu bardzo wiele zanim stwierdzisz że to także prawda twoja No cóż przyznaję że forma i treść trochę przegadana Ale tak mi się chciało napisać Od samego rana1 punkt
-
Projekt Takamoya, chwila 57 W puszystej pianie nie ma nic prócz Ciebie. Tabula rasa i spokojne serce Piszą epilog rozterce. Na spienionych obłoków niebie Żadnych wyblakłych udręczeń. Falujące ciepło dłonie Jak albatrosy czeszące fale. Tybetański flet z oddali Migotliwą ciszą płonie, Snując sennych mgieł szalik. Czas pęka jak bańki mydlane. Zabawnie szeleszczący finał. Dwudziesty siódmy czerwca trzymam W wannie zakochanej, Gdzie zegar się zatrzymał I nic już nie rani.1 punkt
-
Życie jest jak gra komputerowa, której nie można zacząć od nowa. Dostępny jest mały limit żyć, bo tylko raz na planszy można być.1 punkt
-
Zakochaliśmy się w sobie na nowo. Tyś moim królem, ja Twoją królową. Nie masz już berła, ja bez korony. Cóż z tego jeśliś we mnie zapatrzony? Na cóż nam były złota, diamenty? Teraz przynajmniej mamy spokój święty. Władać możemy naszym małym światem -miłością ... Choć życie już niebogate... Błysk w Twoim oku rozpala me żądze i niepotrzebne mi wcale pieniądze. Królestwo małe, biedne, lecz nasze. Odbudujemy je wspólnie - z czasem.1 punkt
-
Wyszłam z domu po piątej, było całkiem jasno. Przydrożne latarnie powolutku gasły. Słychać było traktor. Ktoś już w polu orał. Nim słońce wzejdzie - to najlepsza pora. Ptaki powstawały chyba już przed czwartą. Przebudziłam się wtedy, szczerze - było warto! Wypełniły mą duszę swoim boskim śpiewem. Jak długo to trwało, tak dokładnie nie wiem. Pamiętam jedynie, że zadzwonił budzik, a potem już witałam znanych w pracy ludzi.1 punkt
-
Uśmiechnięte buzie, oczka roześmiane, szczęśliwe są dzieci, choć jeszcze zaspane. Pędzą prosto z łóżek poszukać koszyczków, co Zajączek chował, trzymając je w pyszczku. W piżamach, po trawie, w samych tylko kapciach... W niebieskim szlafroku wybiegła też babcia. Nawet kot Milanek i Azor bez smyczy, wszyscy szukają świątecznych słodyczy. W stodole przy sianie, pełniuśko marchewek. Tam ukrył koszyczki - Antoś jest już pewien! Wskoczyli więc w stertę gwarnie i wesoło. Nie muszą się spieszyć - nie idą do szkoły. Pozjadają teraz jajka z czekolady. Babcia swoje wzięła. Zje później - " do kawy".1 punkt
-
Panie, kelnerze najdroższy, jak pan się o mnie troszczy! Pan dba o moje spełnienie, sytość i zadowolenie! Przynosi na srebrnej tacy, nowości i rarytasy! Chciałby pan uwieść moje podniebienie? To jakiś absurd, nieporozumienie! Kalmary, małże i kawior - tych dań ja wogóle nie trawię! Czarne trufle, udka żabie - mam konwulsji się nabawić? Może ślimak jest pożywny, jednak widok jego dziwny. Panie kelnerze, ja bardzo proszę o zmianę menu - tego nie znoszę. Bigos zamawiam z drewnianą łyżką i może pan ze mną już planować przyszłość.1 punkt
-
Kręta droga, wciąż pod górę, kamienisty widać szczyt. Wątpisz, że tam dotrzesz kiedyś, wszak nie dotarł jeszcze nikt. Serce wali z podniecenia, przez minutę albo dwie, oddech tracisz ze zmęczenia. To nie uda nigdy się. I znajdujesz inną drogę. Ryzykowną, bo przez las. Ktoś, kto zboczy z tego szlaku przecież jest bez żadnych szans. Czy różnica będzie wielka? Skonasz prędzej tu czy tam? Do stracenia nie masz wiele, w końcu idziesz całkiem sam. Gdy z bukłaka już wyssałeś ten ostatni wody łyk, nagle oczy twe zmęczone zobaczyły sławny szczyt. I odeszło gdzieś zmęczenie... Dobrą drogą była ta, która, choć jej nie widzimy, każdy w swoim sercu ma.1 punkt
-
Usiądę na ławce w parku, omszałej myślami ludzi. Słońce mi zalśni w zegarku i coś się we mnie obudzi. Forsycja zechce wypuścić z gałązek swych nowe życie. Ptak mi przypomni o jutrzni, śpiewem radosnym z ukrycia. " Dzień dobry" powiem z uśmiechem każdemu, kto przejdzie obok. Tym co przebiegną w pośpiechu i tym, co nie są już sobą. Gdy on lub ona odpowie iskierką w oku nadziei, myśl zrodzi się nowa w głowie, że słowem można coś zmienić.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne