Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.06.2023 w Odpowiedzi
-
"on nie żyje" nic nie mów - zwyczajnie umarł.. oddech zgubił - wysoko pod niebem ciiii... nic nie mów - na zawsze usnął jest teraz gdzieś - gdzie bezpieczniej niż tutaj... "on nie żyje" po co to wszystko w słowach poruszać "on nie żyje" tak... nas też to kiedyś spotka tymczasem wypatrujmy jutra6 punktów
-
nie mogę tęsknić tęsknota mnie męczy - zakleszcza w wyobrażeniu o świecie do którego gnam wiecznie nie mogę tęsknić mój umysł tworzy lęk nie zdążę do ciebie mimo chęci - nie spotkamy się wiem nie mogę tęsknić4 punkty
-
A ja siedzę Siedzę i czekam Co mnie podniesie Zabierze daleko Obrosłem apatią Obrosłem tłuszczem Na stałe w ziemi Puściłem bluszcze A ja siedzę Siedzę i czekam Patrzę bezmyślnie Jak płynie rzeka Toczy się życie Pływają kaczki Płyną kajaki Ktoś wpadł do wody Wrzeszczą dzieciaki A ja siedzę Probuję ruszyć Zdrętwiałe ciało Potworna boleść Gdzie były nogi Widzę stalowe Do ziemi wrosłe Srebrne ostrogi Siedzę i patrzę Coraz mniej widzę Wpadają dźwięki Ptaszki do izby Siedzę i czekam Na jej odejście Mijają wieki Kiedy to będzie Kiedy się stanie Czy będę zdolny Znów iść na spacer Z moją gitarą4 punkty
-
Pod firmamentami gwiazd noc zapachem zmysłów czerwone zapala lampiony gra cieni na ścianie spleciona szeptów oddechami wygięte w łuk ciało uwerturą pod przymkniętymi powiekami to opada to wznosi się odwiecznym tańcem miłości jego dłonie na jej piersiach gestem drapieżnej czułości z chwilą każdą zmysłów niebios coraz szybsze wirowania oddech tracąc w sobie toną by doświadczyć zmartwychwstania zrodzony z ciał dusz i namiętności najwspanialszy dar - dar spełnionej miłości4 punkty
-
Moja dusza jest duszą poległych Historią zapomnianych Składam się ze wszystkiego Jestem każdym liściem spadającym z drzewa Każdym podmuchem wiatru i śpiewem słowika W tej wielkiej spirali niekończącego się czasu Tańczę chodź kroków nie znam Ale wiem, że taniec mój choćby i był najbrzydszym Ważnym jest elementem tej tajemniczej układanki Co mi zostało w tej boskiej piaskownicy Kreślić w kółko patykiem znaki nieskończoności4 punkty
-
Ma swoje drzewo swój dom dwóch synów To wszystko od lat uśmiechem ozdabia kochana dziewczyna Z nimi codziennie rozmawia o miłości nie używając słów Bo słowa to nic w porównanie z gestami które plotą wśród nich szczerą nić3 punkty
-
nigdy nie zobaczę czekolady która nie tuczy i można zjeść bezkarnie trzecią tabliczkę tego samego wieczoru, a następnego dnia z uśmiechem zbiec ze schodów niosąc pokój dla świata i dobrą nowinę; orgii fińskich karłów na łodzi podwodnej pomalowanej w paski łowickie; nagrody Nobla za wiersz "czego nie zobaczę wyliczanka niesynkopowana" wręczonej przez oślinionego króla Szwecji; czarnej dziury od środka, widzianej przez inną czarną dziurę na dnie kieszeni; Moskwy; wojny na śnieżki między Antarktydą i Afryką na środku Sahary; kolegi który pożyczył trzydzieści lat temu dzisieć złotych na rozrywki w wesołym miasteczku ale spadł z karuzeli i się zabił dwadzieścia lat później gdy żona uciekła z jednym bileterem z wesołego miasteczka; nicości bo sama przez się coś ma w sobie; ciebie jak nie marudzisz na skarpetki pod łóżkiem, ale przysięgam że one tam mieszkają od dawna i same wychodzą z szafy; dwumetrowego Chińczyka który studiuje filologię polską i zachwyca się polską literaturą i Świetlickim ale na razie myli mu się z pijanym Miłoszem i nauczył się mówić "a to chuj"; telewizora zapachowego i trzeciej części filmu Emmuelle; tabletki na nieśmiertelność po terminie przydatności do użycia; dietyloamidu kwasu lizergowego w bezalkoholowej gumie balonowej z pobliskiego kiosku ;problemów z kokainą i dostępnego bez recepty dobrego szamponu przeciwłupieżowego; Salvadora Dahli u zegarmistrza i końca remontu centrum w Poznaniu; końca świata bo coś tam, coś tam …ach, tego kurwamać nie jestem do końca pewny3 punkty
-
Lekcja czwarta: Święto, w planach najdłuższy weekend, wszystko i wszystcy zamknięci na głucho. W okolicznych parkach wiatr wertuje notatki. O ptakach nie warto wspominać, Mistrz zgodnie z planem wypił eliksir. Ma przed sobą wieczności, a przynajmniej do kolejnego skurczu tak zwanego wszechświata. Nawet sprzątacz się zawieruszył, pozostawiając na pastwę losu i gr abie, i miotłę.3 punkty
-
A gdy moja droga wyhipisiejesz całkiem inny atrament wypłynie spod twej dłoni na boki kolor będzie miał nie do końca taki i nie będzie dopominać się odznaki polubi stokrotki polubi maki obtańcują znaczenie postrzelone znaki popłyną łąki i zawiruje pejzaż karimata stanie się lżejsza niż materac. Warszawa – Stegny, 04.06.2023r.2 punkty
-
Gniewny, głęboki pomruk z niedźwiedziej gardzieli, wyostrza słuch, spojrzenie i wstrząsa horyzontem. Cichnie śpiewna symfonia, świat zastyga w ruchu, złowrogi cień zalega, pełznie, zdobywa teren. Pomruk i ciężki łomot, jak odgłos tarabanu, budzi niepokój serca w każdej żywej duszy. Zakrada się z wolna efektowny drapieżca,,, już nie horyzont tylko, opanował pół świata. Nagle warkot ponury, karzący batog trzaska, chłoszcze wściekłością wichru, siecze wodospadem, błyskiem oczu przeraża:złotym, srebrnym i sinym, wyje wysokim głosem, dziwna ciemność zapada. Przytuliska, barłogi, norki, domy, czy budy, nigdzie się nie ukryje przyczyna tego gniewu. Nadal pogoń zawzięta domostwa, drogi mija... lżejszy oddech, rzeźwieje, blade oblicze słońca. Dzielny, złocisty promień, wydusza radość, kolor, rozprasza mroki obawy. Śpiewa wdzięcznym głosikiem, wznosi łuk triumfalny, daje drogę zwycięzcy. Życie wraca do normy, dziś skłębione sążniście.2 punkty
-
Letum non omnia finit Przechadzka... i dalej, dalej – jak modlitwa, po (i na) moim, Starym cmentarzu – On mówi do mnie z płyt nagrobnych, językiem którego w obszarze umysłu, ty już nie masz – a na grobie antenata wieczne światło świecisz... Wielkie graby i dęby, tuje – pochylone ramionami nad mogiłami, szepczą opadającymi liśćmi – mors certa, hora incerta Może i pojmujesz, najprostsze – Fiat voluntas tua! Uśmiechasz się do FIAT-a bo jest taki samochód... Wielkie graby i dęby, tuje – pochylone ramionami nad mogiłami, szepczą tego dnia opadającymi liśćmi – mors certa, hora incerta Vita mutatur, non tollitur – bo stoisz teraz, przy moich kościach a ja jakąś częścią żyję w tobie, mój następco – mors ianua vita...2 punkty
-
Znów przepychają swoje slogany, a każdy w temacie konkursowym - - „wolność” panie i panowie - układają w pozycji obejściowej. Jeden przedziera się do niej ze śliną, drugi z jakimś smętnym kawałkiem, co mu się przypomniał w wannie. Naraz wszyscy na nią nacierają, chcąc ją posiąść ot tylko, bo tylko dla egoistycznej swej przyjemności: poużywać, pokrzyczeć, zepsuć, tak jak kiedyś się przystawiając - - bandyci od rudego z kreskówki chodzący hordami po ulicach miast. Chcieliby zbiorowo ją rozbierać obietnicami bez żadnego pokrycia, a potem dołożyć jej nowych siniaków do tamtego smutnego wejrzenia. Więc od progu wymachują pięściami przypominając stare, puste zdania którymi wypełniali ubytki szczęki, najpierw wolności zęby wybijając.2 punkty
-
Od koleżanki, uczeń z Elbląga otrzymał ściągę z wiedzy o ciągach. Pewnie w ramach rewanżu, na co drugim melanżu, ciąga ją w krzaki i ciuchy ściąga.2 punkty
-
umarli przechodzą obok od czasów Melquiadesa stoję na styku światów u kresu nocy bez deszczu żółtych kwiatów w ciszy przemknęło magnetyczne zwierzę sceny wiatr przynosi na próg oddech komory grobowej z Doliny Królów zapach czarnej żywicy morze gwiazd lapońskiego nieba życie i śmierć2 punkty
-
@tomass77 To chyba objaw "wyłączonego silnika"... Kluczyki i niewielki ruch dłoni mógłby może pomóc "ruszyć" :) Sugestywnie przekazałeś ten stan. Pozdrawiam.2 punkty
-
@Ewelina tęsknota - przeogromna a tu - próba jej wyparcia, przekreślenia, i przekonania samej siebie, że to uczucie i tak niczego nie zmieni tylko "ufiksuje" w świecie ułudy i własnych marzeń2 punkty
-
@Ewelina " niemoc" to słowo budzi koje skojarzenia z tym wierszem. Tęsknota obezwładnia i nie daje normalnie funkcjonować. Słowa powtarzane jak mantra dosadnie akcentują ten stan w wierszu...Pozdrawiam.2 punkty
-
nie... nie poczekam w suknie zieloną przebrana nie... nie zwiedziesz mnie padając do stóp na kolana ... nadzieja wciąż jest a jakże mięsista nadzieja - ognista matka paląca moje wnętrza od środka i czynom bliska więc nie czekając wciąż czekam lat... kilka2 punkty
-
- Czy ty mnie na pewno kochasz? - zapytała Zazdrość. - Tak, kocham cię - odpowiedziała Miłość. - Ale czy kochasz tylko mnie? - Kocham ciebie tak samo, jak całe stworzenie, ludzi, zwierzęta, rośliny, świat nieożywiony... - Ale czy mnie kochasz bardziej od innych? - przerwała Miłości Zazdrość. - Kocham cię tak, jak całą resztę. -Ja tak nie chcę - poirytowała się Zazdrość - Myślę, że mnie po prostu wcale nie kochasz! - Kocham cię. - To przestań kochać innych! - Nie mogę. Jestem Miłością. - To chociaż kochaj mnie bardziej od innych. - Wtedy nie byłabym prawdziwą Miłością. - Ona cię nie kocha - wtrąciła się Zawiść. - Powiedziała, że mnie kocha, tak samo, jak całe stworzenie - odpowiedziała jej Zazdrość. - Tak - potwierdziła Miłość - gdybym nie kochała wszystkich ludzi i całego stworzenia, łatwo byłoby mi również ciebie przestać kochać. - A mnie też kochasz? - zapytała Zawiść z ironicznym uśmiechem. - Nie, ciebie nie kocham - odpowiedziała szczerze Miłość - Tak, jak nie kocham Zła, Nienawiści, Zdrady i wielu innych. - Widzisz! Ona kłamie! - wykrzyknęła Zawiść do Zazdrości - Wcale nie kocha wszystkich i wszystkiego! - I co ja mam teraz zrobić? - dopytywała się zrozpaczona Zazdrość. - Zabij ją! - podszepnęła Nienawiść, która przysłuchiwała się z uwagą całej rozmowie. Zazdrości nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Wbiła Miłości w plecy swoje żądło i wstrzyknęła w jej ciało destrukcyjną truciznę. Po chwili Miłość konała w okropnych męczarniach. Gdy odeszła, wspólnie poćwiartowały zwłoki i zakopały szczątki ma wysypisku śmieci. Było z nimi Zło. Rozeszły się potem na cztery strony świata, by zgodnie rozpowiadać, że żadnej Miłości nigdy nie było i nigdy nie będzie. Tymczasem z poćwiartowanego ciała zaczęły wyrastać nowe, małe Miłości. Część pożarły na miejscu gawrony i kawki, ale jedną przygarnął bezdomny, drugą, dozorca wysypiska. Pierwszy zabrał swoją do schroniska, drugi do swojego domu. Obie wkrótce zaczęły rosnąć i dojrzewać.1 punkt
-
Przelotem tu byłem będę i jestem Przelotem myśl bystra i włosy gęste Z furkotem jak strzała pędem niesiona Chciałbym zawrócić choć wiem że nie zdołam Wrócić do chwili gdy coś mnie trzymało Gdy z duchem lepiej wiązało się ciało Słowo z melodią odwaga z przyszłością Me sny naiwne ze szczerą ufnością Jak strużka wody cieknącej przez palce Jak wątły płomyk na mokrej zapałce Jak przy ognisku przedporanna rosa Tak smak lat tamtych uleciał w niebiosa Przelotem suną kolejne tygodnie Potem miesiące odchodzą łagodnie Milczenie złotem bo złoto jest tanie Więc słucham ciszy. To ona zostanie1 punkt
-
po tygodniu w którym Dalajlama prosił chłopca by possał mu język a rosyjscy sołdaci zdekapitowali obrońcę wolności powiedziałam ziemi że jeszcze trochę musi wytrzymać przyjąć nasiona nasycone krwią i łzami obrodzić w plony że teraz nie pora tracić grunt pod nogami1 punkt
-
trzydzieści gorzkich pigułek na blistr na miesiąc dwanaście blistrów na rok dawkować zgodnie z zaleceniami przełykam popijając rozcieńczoną jak wódka miłością od-do ludzi i nie ludzi zwierzątek i kwiatuszków dzieci i nie dzieci nie męża nie siebie nieswojo nie swoje zażywam życie1 punkt
-
uszyjcie mi uśmiech bym uraczył szczęśliwością spragnione normy i formy oczęta postronnych mojego wyścigu z masą uszyjcie mi grymas bym równie oburzoną minką podparł mur współ-irytacji − stosownej reakcji na nieobyczajności wstrętne i niecne występki pojedynczych uszyjcie mi klapkę na oczy bym nie musiał spoglądać na rzeczy których nie pragnę zrozumieć łamiące ramy rozbójnicze idee sytuacje ludzie uszyjcie mi również wdzianko by się nadto nie wyróżniać − może coś z mody najnowszej konformistyczny mundur czy ksenofobiczny gorset zapłacę duszą reszty nie trzeba bo i z pustego Salomon nie naleje 3 VI 20231 punkt
-
1 punkt
-
Machają szabelką z warszawskiej kanapy aż świszcze powietrze i pierze roznoszą historii przeciągi zamkowe na leże. Podgłówki zrosili skroniowym upotem i lepią się ręce w kabłąku. Poduchy za duchy ukośnym tną szotem w twarz błyszczą komórki na słońcu. Sprężyny im trzeszczą unosi się brzusiec zastawa a później w łeb piórem poniecha oponent swych ponęt i buzie ze wstydem uciszy i bólem. - U-Saki, Prusaki sadzają swe kicie: nie będziem ich głaskać po sierści! Za dużo kosztuje z arrasów obicie by pazur po meblu nam chrzęścił. - Izrael? Izrael naskoczyć nam może ustawa to sprawa jest nasza! Niech siedzą w gorącach miast w stolec się wtrącać – pot czoło perliście okrasza: - Wycofać? Ni kroku! - podbija na boku tapicer gwoździkiem staweczkę. Popuszczą – nie wpuszczą choć bywa na ogół ku nowej jest lepiej iść sprzeczce. Struktury kanapy gąbczasto-piankowe co prują na forum się chętnie chcą zeszyć ją z innym warszawskowym tworem nitkami białymi – bo piękne. Lecz cóż to? Z kanapy się zrywa – on jeden! – i wskazać to chce jednoznacznie że: - to już przesada więc ja się przesiadam! - lecz miejsce wybiera niebacznie. Na podłokietniku co może podnóżkiem w konfigu-tej-racji być łacno więc wraca zgrzytając kolczugą zębami choć ciasno choć ciasno choć ciasno… Machają szabelką z warszawskiej kanapy aż świszcze powietrze i pierze roznoszą historii przeciągi zamkowe na leże.1 punkt
-
Przenoszenie Z wcześniejszego haju wspominam pewne frazy. Na przedprożu lata moje myśli zwykle buzują pod prąd. Dźwigam się z łóżka. W lustrze przez chwilę obserwuję ból osuwającej się twarzy, błękit blaknących oczu albo morską pianę gryzącą piach plaż. Kawę piję duszkiem, myśląc o tym jak cię to odrzuca. Zęby robię nad socjal mediami, bo trzeba się zbierać tam, gdzie dzieci noszą kości w kieszeniach, gdzie anioły mają poroże mózgowe i ssie się zdania jak cukierki. Ciebie chowam w kieszeni na piersi - to światy które powinnaś zobaczyć. Bez tego jest tylko biały szum, niebieskie światło1 punkt
-
Tym razem coś z zupełnie innej bajki. Na prośbę, coś z hinduizmu. Kłąb wielorakich myśli, najdrobniejszy owad, i historia rodziny... i życie planety. Każdą cząstkę stworzenia, kosmiczny porządek, trzyma boska energia: osnowa wszechświata. Czas poznać wieczne prawo; pisze rzeczywistość. Mniej lub bardziej świadomy winien go przestrzegać. Zrozumie wnet naturę, pojmie świat materii, oswoi własną duszę, chwyci za ster władzy. Opanuje porywy wnętrza i zewnętrza, odkryje źródło wiedzy, nasączone mity. Czas jak koło cykliczny, tam głęboka wiedza o zdolnościach człowieka i zobowiązaniach.1 punkt
-
,, Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu,, jest jeden jedyny Bóg w trzech osobach Bóg Ojciec jest istotą niewidzialną stworzył nas na swój obraz i podobieństwo dla lepszego kontaktu aby być bliżej przysłał Syna który jest istotny Jemu przez Niego przekazał swoje nauki i Ducha Świętego aby prowadził pokazanymi drogami wszystko możemy przyjąć lub nie mamy dar wolnej woli różnie patrzymy na Boga nikt jednak nie może powiedzieć że kiedykolwiek uczynił zło jest tylko dobrem i od nas nic więcej nie oczekuje za dar życia chce byśmy byli wdzięczni za nie i dobrzy zwłaszcza względem siebie tylko tyle 5.2023 andrew Niedziela, dzień Pański Uroczystość Trójcy Świętej1 punkt
-
Zimne widma samotności stoją w szeregu, przygotowane, jakby do odmarszu. Kiedy indziej zawsze były niebieskie, względnie błękitne. Tym razem przybrały odcień, gdzieś pomiędzy ultramaryną a kobaltem. Intensywne i wyraziste. Ostre w swoistości przekazu. To niebywałe, że znowu piszę o tej pustce, o tych lodowatych otchłaniach opuszczonych dawno miejsc. To niebywałe, ale byłaś tam, niemalże od początku do samego końca. Pojawiłaś się olśniona blaskiem, to znowu w niewidzeniu. Paradoksy wykluczających się nawzajem zdarzeń mżyły na krawędziach promieniowaniem czasu, jakimś wewnętrznym pulsowaniem, jakby rozgrzanej do czerwoności stali. Przepływały chronologicznie albo zdecydowanie nie po kolei te zmiennokształtne zmory niedopowiedzeń… Tak oto wiatr porusza skrzypiącą furtką do dusznego ogrodu, kiedy idę wzdłuż skrzywionego płotu, na którym wiesza się wieloziele bez woni, pędy, liście, poskręcane korzenie… Ach, i znowu ta liryka niepotrzebna nikomu. Bo i na cóż ona, kiedy nie ma ciebie. Dla, kogo? Jest. Nie jest. Znowu nic nie ma. Na podłodze stare gazety, plakaty, zdjęcia… Obłoki kurzu. Pokrywający wszystko szary pył zapomnienia… Trzeszczenie drewnianej podłogi, stropowych desek, gdzieś nade mną, obok… Od czyich kroków? Na pewno nie moich. Więc, twoich? Wiem, jesteś tutaj, nie będąc wcale. Przemykasz cieniem na ścianie, spopielana blaskiem gwiazdy albo nikniesz księżycowo, srebrnie w potędze nadciągającej jutrzni. Z korytarza chłód idzie jesienny, w przeciągu kamiennych schodów. Skąd ta jesień? Przecież dopiero było upalne lato… Skwar dusznego sadu, łąki upstrzonej kunsztownie kwiatami… Plączą się i snują imaginacje chorego umysłu. W epileptycznej ekstazie dostępują wniebowstąpienia, w czerwonych błyskach stroboskopu. Pełne udziwnień i wiary w pozazmysłowe postrzeganie rzeczy. Pełno ich a najpełniej we wspomnieniach z dzieciństwa, gdzieś w przebrzmiałej epoce, w której słychać stuknięcie w blaszanej konewce, brzęczenie pszczoły. I czuć zapachy ognisk, co idą z dymem od szczerego pola dalekim śpiewem, w popiele. Między glinianymi garnkami na żerdziach drewnianego płotu, rozwieszonymi płótnami słońce prześwieca jaskrawą pomarańczą zachodu. Na szybie otwartego okna, na ganku błysk światła padający z ukosa. Zamknięte w krysztale wspomnienie uśmiechniętych twarzy moich dziadków, których już dawno pochowała ziemia… To znowu jezioro przede mną rozwarte szeroko, szkliste. W nostalgii nadciągającego cicho zmierzchu. W migocie blasku, w pomarańczy… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-06-02)1 punkt
-
- dla Belli - "(...) Czasem myślę, co przegrałam, ile (...)" - przewróciwszy tu oczami, Aldonka taktownie pominęła nazwę istot nie pasujących do niebieskich energii i przestrzeni, chociaż z nich - czy też od nich - pochodzących, przecież aniołce nie wypada używać tego słowa - po czym dokończyła - "(...) wzięli." * - Powtarzam po tobie, Kruszynko, zasłyszaną przez ciebie ostatnio piosenkę - wyjaśniła, śmiejąc się radośnie. - Widzę jej tekst i melodię w twoim umyśle, niedawno ją śpiewałaś, lecąc międzychmurnie i podchmurnie - dodała. - Miłe wspomnienie - znów uśmiechnęła się do przyjaciółki. - Tak, w rzeczy samej - potwierdziła Kruszynka z uśmiechem, przesyłając Aldonce całus. - Miłe. Podobnie jak i nasze wspólne... - wolnym ruchem sięgnęła do dłoni Aldonki. - Jak czuję - odezwała się ta ostatnia po chwili milczenia - ludzkie uczucia są wciąż ci bliskie. Przyznam, że mi także, zresztą nie może być inaczej. Jak mielibyśmy chronić ludzi od nich samych i bronić ich przed nimi samymi - oprócz, oczywiście, od i przed istotami Mroku - gdybyśmy ich nie rozumieli, zapomniawszy, jak było z nami samymi? I nie mając wglądu do ich myśli i do serc? - Dobrze czujesz - przytaknęła Kruszynka. - Przecież mimo anielskiej natury mam mamusię i tatusia. O, zobacz - uśmiechnęła się dumna z rodziców, otwierając umysł przed przyjaciółką. - Wow! - Aldonka też się uśmiechnęła. - Masz powody do dumy i radości... Szczególnie z mamusi. - Wiem, że tatuś jako człowiek jest trochę duchowo za mamusią... trochę bardziej przyziemny, że tak go nazwę. Ale też jest dobrą istotą. Ma swój urok. Inaczej mamusia nie kochałaby go tak... Nie z taką wspólną przeszłością. - Widzę, jaki jest - Aldonka uspokajająco uścisnęła dłoń przyjaciółki. - Cieszę się z tobą z twoich rodziców. Bardzo. Ja, jak wiesz, mam ich oboje aniołów... - uniosła szklankę z nektarem. - Moja droga, za spotkanie! - po raz kolejny uśmiechnęła się radośnie. - Żeby było pierwszym z całej nieskończoności następnych! - A myślałam, że wzniesiemy i spełnimy toast za za naszych rodziców? - Kruszynka spojrzała pytająco. - To będzie drugi - odpowiedziała jej Aldonka - za moich i duchowy rozwój twoich. - Zaraz, zaraz - z łagodnym sprzeciwem zaoponowała Kruszynka. - Niech moi rodzice nacieszą się sobą i swoją miłością. Także seksualnie. Przecież wiesz, jak to z nimi było. - Wiem dokładnie - teraz Aldonce wypadło przytaknąć. - Masz rację... * * * - Coś trochę długo jej nie ma... - Mil spojrzał na Bellę zastanawiając się, czy już pora zacząć się martwić, po czym uznał, że jeszcze nie czas na to. - Pewnie medytuje w locie - spróbował zgadnąć, przymknąwszy oczy i próbując nawiązać telepatyczne połączenie z myślami córki. - Niezupełnie - Bella zrobiła to samo, tyle że jej samej, przy półanielskiej naturze, udało się to znacznie szybciej. - Jest w innym wymiarze, wspomina z inną aniołką dawne wspólne dzieje... Sam zobacz - uśmiechnęła się do męża. - Prześlę ci obraz, będzie to wyglądało jak króciutki film. Spójrz, jak cieszą się sobą. - Wygląda - odpowiedział - że i aniołki mają swoje dawne, ludzkie losy... - Bywa tak wcale często - Bella potwierdziła z uśmiechem, biorąc Mila za rękę i całując go namiętnie. - Jestem tego najbliższym ci przykładem. * Przytaczam dalsze słowa piosenki, którą rozpocząłem poprzedni rozdział, a którą zainteresowany Czytelnik może znaleźć w YouTube. Cdn. Voorhout, 4. Czerwca 2023.1 punkt
-
@Corleone 11 Jeszcze mogę pisać 😅😅😅 Może nie dostanę kary, wyjęłam tylko mały toporek i tylko do asekuracji...🤪1 punkt
-
.... on... już nie tutaj, ale ty, ona, ono... ja/ także Autorka treści .... wypatrujmy jutra, tak trzeba. Oby spokojnego. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Mitylene tak, niemoc to istotnie trafne skojarzenie. Czy tęsknota nie daje funkcjonować? Wydaje mi się, że każdy za kimś lub za czymś w swoim życiu od czasu do czasu tęskni i nadal funkcjonuje. Pozdrawiam :) @Nata_Kruk a tak, dałam się namówić :) Dziękuję za podpowiedź. Pozdrawiam :)1 punkt
-
Czy tak bardzo się lękasz wdowich łez, Żeś samotnemu życiu oddany? Ach! Jeśli bezdzietny czeka cię kres, Dla świata będziesz nieodżałowany; Świat będzie twoją wdową w rozpaczy Bo ślad po tobie całkiem uleci, Gdy zwykła wdowa łatwo zobaczy męża wspomnienie w oczach swych dzieci: Spójrz, co roztrwoni utracjusz zmienia tylko miejsce, na świecie zostając; Lecz piękno nie zostawi nawet cienia, wzgardzone zniszczeniu ulegając. Nie ma w sercu miłości do innych kto na sobie takiej zbrodni winny. I William: Is it for fear to wet a widow’s eye, That thou consum’st thy self in single life? Ah! if thou issueless shalt hap to die, The world will wail thee like a makeless wife; The world will be thy widow and still weep That thou no form of thee hast left behind, When every private widow well may keep By children’s eyes, her husband’s shape in mind: Look what an unthrift in the world doth spend Shifts but his place, for still the world enjoys it; But beauty’s waste hath in the world an end, And kept unused the user so destroys it. No love toward others in that bosom sits That on himself such murd’rous shame commits.1 punkt
-
1 punkt
-
zatrzymać Cię muszę złapać w pułapkę myśli nim świt mi Ciebie zabierze z pierwszym e-mailem i hasłem na przeciwnych biegunach łączy nas dziwny magnetyzm choć usta tak mało mówią o tym że nic nie jest na zawsze filmy pod powiekami dzisiaj odwiedzą festiwal pan nikt zasiądzie w jury iwybierze co dla niego najgorsze jak kartograf nakreśli granice na mapie ciała i uczuć zapnie koszulę i pójdzie zamieniać oddechy w pieniądze1 punkt
-
Nie mów, że trzymasz z chłopakami 😅😅😅. Niedziela sobie płynie, była na przejażdżce, zrobiłam dzieciom grilla a teraz kawa na trasie i wycieczka na plac zabaw...1 punkt
-
@Coretanima Tak, zgadzam się z Tobą. Chyba jeszcze nie napisałam wiersza - antidotum. Dużo bardziej inspiruje mnie problem, który trzeba rozwiązać niż rozwiązanie. Tak już mam :) Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknej niedzieli :)1 punkt
-
@Corleone 11 Hahaha 😅😅😅, wiadomo że się upomnę, ale 12 czerwca, bo w międzyczasie zapomni... eh... chłopaki...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Gdy się połączy lekarstwo ze zdrowym sposobem życia to można czasem nawet zobaczyć umiarkowane efekty.1 punkt
-
fragmentaryczne powierzchowne wejrzenie powiem niedosłowne oddane w słowach spektrum roli wbrew rozdrapana rana boli wypowiadane nieopatrznie z punktu widzenia wnet się zacznie wersy składają się w szalone bez sensu raniąc nad spełnione zagrana scenka bez znaczenia urozmaica toń spojrzenia złe oko godzi na spacerze mierząc niedbale i nieszczerze a tamten pan i tamta pani chwilą zainteresowani czy się opamiętają zanim nową sensację język wznieci (?) d o r o ś l i grają skecz... poeci1 punkt
-
kiedy wchodzę do ogrodu moje zmysły wyostrzone każdy centymetr ciała przyciągnięty pięknem które otwierasz przede mną słodkim zapachem glicynii odurzona przebijająca przez kołyszące płatki w łuku delikatne brzęczenie pszczół zbierających nam nektar1 punkt
-
I. Mój maleńki saksofonisto, Będący jedynie małą, plastikową figurką, Szpulce nici rozmiarami ledwo co dorównującą, Bym mógł cię objąć niewielką swą rączką. Przy łóżku stojąc na nocnej szafce, Na swym maleńkim złotym saksofonie, Wygrywałeś mi niesłyszalną kołysankę, Rozniecając po zmroku mą senną wyobraźnię… Kołysanka ta choć ludzkim uchem niesłyszalna, Ku tajemnicom przeszłości wyobraźnię mą unosiła, I niosła się ma senna imaginacja, Czarodziejską melodią zaklęta… Zaczarowałeś dźwiękami swej niesłyszalnej kołysanki, Uśmiech najwspanialszej nauczycielki życia Historii, By w snach moich nocą się objawił, Dziecięcymi emocjami dnia codziennego przywołany… Zaś długimi nocami tajemnicza Historia, W snach mi uchylała swych niezliczonych tajemnic rąbka, Szepcząc do ucha o sekretach średniowiecza, Zaklętych w prastarych małopolskich legendach… Niczym moja pierwsza w życiu nauczycielka, Nie z namacalnej rzeczywistości lecz wyśniona, Opowiadała mi o sekretach starożytnego świata, Oprowadzając po rozmaitych dziejów bezdrożach… Śpiąc otulony puchową pierzyną, Wraz z strzegącą mnie maleńką saksofonisty figurką, Ofiarowywałem mą wyobraźnię niezliczonym snom, Nawiedzającym mnie każdą szczęśliwego dzieciństwa nocą, Wędrując przez niewysłowienie piękne sny, Po tajemniczych światach nieznanych, Dla rozbudzania dziecięcej mej ciekawości, Za rękę przez troskliwą Historię oprowadzany… II. Przez tysiące niezwykłych małopolskich nocy, Wtulając w dzieciństwie głowę w wypchane pierzem poduszki, Wędrowałem w snach do świata legend i baśni, Snutych niegdyś wieczorami przez starych gawędziarzy, Ochoczo przeze mnie wówczas zasłyszanych, W pamięci kilkulatka dobrze wyrytych, Zaś długimi nocami przy księżyca pełni, Odmalowujących się pędzlem sennej wyobraźni… Niegdyś w dzieciństwie zawędrowałem w mych snach, Przed dumne oblicze legendarnego króla Kraka, By legendarnemu władcy lechitów uniżony pokłon oddać, Z nieporadnością a pociesznością rezolutnego kilkulatka. Widząc mój pokłon oddany Krakowi nieporadnie, Jasnowłosa Wanda roześmiała się serdecznie, Nagradzając dziewczęcym uśmiechem, Me poczynienia hołdu staremu Krakowi staranie… Zaś wzruszony Krak stary, Dobrotliwie się uśmiechając brwi zmarszczył, Kładąc dłoń pomarszczoną na ramieniu moim, Wyszeptał mi do ucha sekret przedziwny… A była to jego wielka tajemnica, Na kartach kronik nigdy nie odnotowana, Przez średniowiecznych kronikarzy szyderczo wyśmiewana, Gdy z ust ludu w bajaniach starców padała… Było bowiem tajemnicą pradziejów niepamięcią zasnutych, Co we śnie tylko mnie zdradził, Iż smoka wawelskiego sam niegdyś oswoił, Niczym wiernego rumaka bez trwogi dosiadłszy… I dosiadając go niczym narowistego konia, Pędził na nim przez rozległe przestworza, Przecinając smoczymi skrzydłami ogromnych chmur kłębiska, Śnieżnobiałych niczym niegdyś Wandy i Waleski lica… III. Z dziecięcą ciekawością kilkulatka, W snach stukałem piąstką w czoło kamiennego Sfinksa, Ciekawym wielce będąc jak zareaguje rzeźba, Stworzona ludzką ręką z martwego kamienia. Czy mająca ludzkie rysy kamienna statua, W śnie mym na mnie się nie pogniewa, Za próbę odwiecznego jej spokoju naruszenia, Prostoduszną dziecięcą ciekawością świata… Wtem w sennym koszmarze Sfinks nagle ożył, W pogoń za mną natychmiast się rzucił, Rzeźbionymi łapami oderwawszy się od ziemi, Począł czynić susy wzdłuż schodów kamiennych… I miałem w dzieciństwie jeden straszny sen, W którym kamienny Sfinks nocą gonił mnie, Po wijącym się nadkruszonych schodów labiryncie, Z którego z koszmaru przebudzenie było jedynym wyjściem… Przebierając w mym śnie krótkimi kilkulatka nóżkami, Z płaczem pędem zbiegałem kamiennymi schodami, Srogiego Sfinksa mając wciąż za plecami, Nie zaprzestałem ku przebudzeniu panicznej ucieczki. Bacząc by na stromych stopniach, Biegnących w sennego koszmaru przepaść, W razie niefortunnego w zapamiętałej rejteradzie potknięcia, Nie paść łupem bezdusznego Sfinksa… Dopiero szeroko otwarte w środku nocy powieki, Od pogoni strasznego Sfinksa mnie uwolniły, Gdy w środku nocy cichutkim płaczem zakwiliłem, Na pierwsze koszmaru po przebudzeniu wspomnienie… I przyjazna czerń matki nocy, Wybawieniem bywała w dzieciństwie od koszmarów sennych, Na wyobraźnię kilkulatka po zmroku czyhających, Niczym na zbłąkane w lesie jagnię drapieżnik… IV. Wyśniłem w dzieciństwie lot mitycznego Ikara, O anielskiej twarzy nastoletniego chłopca, Którą ma senna wyobraźnia tak odmalowała, By przypominała tę z antycznych posągów Hermesa… Lecz Ikar w mym śnie był zwykłym chłopcem, Biegającym po łąkach z samodzielnie zbudowanym latawcem, Unoszonym przez przesiąknięte dziecięcymi emocjami powietrze, Ku kiełkującej w duszy młodego konstruktora uciesze… Zbudował go w starej szopie z deseczek cieniutkich, Kolorową bibułą misternie powleczonych, W budowę prostego latawca serce swe włożył, Wieńcząc pracę sukcesem niezmiernie się ucieszył… I biegnąc rozpromienionym przez skrzącą zielenią łąkę, Wypuścił ku niebu mieniący się kolorami latawiec, Z długim udekorowanym wielobarwnymi wstążkami ogonem, Łaskoczącym łąk rozległych wysoką bujną trawę… Wtem zbudowany przez niego latawiec, Niezrozumiałym ludziom snu prawem, Począł nagle unosić go w powietrze, Zapachem lata tak cudownie przesiąknięte… Widząc oddalającą się pod stopami ziemię, Okrasił twarz dziecięcą najserdeczniejszym uśmiechem, Wznosząc ku niebu tym tęskniejsze spojrzenie, By otuliło go swym skrzącym błękitem… Niesiony wiatrem uśmiechając się szeroko, Przeleciał w mym śnie nad moją głową, Serdecznie przy tym machając mi ręką, Poddając się ochoczo powietrznym prądom. Ku nieznanej przygodzie wciąż się unosząc, Radosnymi emocjami porwany ku niebiosom, Rozpromieniony wzbił się ku śnieżnobiałym chmurom, Z oczu mych wkrótce całkiem zanikając… V. Zdążając we śnie do wiejskiego kościoła, Ceglaną jego wieżę dostrzegając z daleka, Śniąc nie mogłem się spodziewać, Iż ukryty w jej cieniu Anioł na mnie czeka. Z daleka obserwując mnie bacznie, Zza wieży wyłaniając się niepostrzeżenie, By niezrozumiałym ludziom snu prawem, Powitać mnie u drzwi kościoła tajemniczym uśmiechem… I sen miałem, w którym wielki Anioł, Uniósł mnie ku niebu niewidzialną ręką, Łagodnie przy tym się uśmiechając, Anielskim uśmiechem twarz rozpromieniając. W śnie tym tajemniczym świetlisty Anioł wielki, Uniósł mnie wysoko ku chmurom śnieżnobiałym, Majestatycznie po błękitnym niebie płynącym, Na skrzącą zielenią ziemię cienie rzucającym… Ku słońca promieni tysiącom, Uniesiony zostałem mą senną wyobraźnią, Która to odmalowała w mej głowie ciemną nocą, Porywającą mnie świetlistą dłoń anielską… Bym mógł wieżę wiejskiego ceglanego kościółka, Zobaczyć we śnie z lotu ptaka, Która dotąd z ziemi jedynie podziwiana, Wyobraźnię kilkulatka zawsze rozbudzała… Bym mógł krzyża na kościelnej wieży, Z czcią dotykać swymi dziecięcymi rączkami, Dając upust dziecięcej swej ciekawości, Podziwiając krzyż w blasku słońca skrzący… Bym krzyż żelazny ucałował, Szepcząc we śnie dziecięcej modlitwy słowa, Która choć niedojrzała i prostoduszna, Nikomu przede mną nie była znana… VI. Gdy księżyca blask srebrzysty, W maleńkim twym saksofonie zatopiony, Zmuszonym był nieśpiesznie go opuścić, Spływając z wolna po blacie drewnianej szafki… Gdy z winy ustępującej przed świtem nocy, Zmuszony byłem żegnać me senne obrazy, Pośród w żyznej glebie budzącej się świadomości, Kiełkującej z wolna za nimi tęsknoty… Próbując jeszcze wyobraźnią się uchwycić, Odpływających z wolna obrazów sennych, Niczym powiew wiosennego wiatru ulotnych, Niczym łamliwe pieczywo kruchych, By niczym najdrogocenniejsze klejnoty, Zamknąć je w szkatule wspomnień dziecięcych, Ukrytej chciwie w najskrytszych zakamarkach pamięci, Wydobywanej niekiedy pośród dorosłego życia refleksji… Zmuszony byłem mych płonnych starań zaniechać, Odrywany od tajemnic nocy blaskiem słońca, Za horyzontem nowych wyzwań wschodzącego z wolna, By dniu nowemu niepodzielnie zakrólować… Lecz zaraz po przebudzeniu, Po pierwszym sklejonych powiek rozwarciu, W pierwszych promieni słońca blasku, Witałem zamglonym wzrokiem strażnika mych snów… Który to podczas trwającej w dorosłe życie przeprowadzki, Z przytulnego pokoiku dziecięcej beztroski, Z czasem gdzieś mi się zawieruszył, Zabierając wraz z sobą mych snów sekrety… Lecz zapewne gdzieś na starym strychu, Pośród zasnutych pajęczyną kątów, Niesie się niesłyszalny dźwięk jego saksofonu, Wyczarowujący niegdyś magię mych snów… - Wierszem tym chciałem oddać hołd kilku moim najbardziej niezwykłym snom z okresu przedszkolnego dzieciństwa.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne