Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.04.2023 w Odpowiedzi
-
Piję kawę, żadnych rozmów i odwiedzin. Piję kawę bez pytań i bez odpowiedzi. Czarny napój, który kubki moje łechce. Piję kawę, robię tylko to co zechcę. Ona strąca resztki snu z mych rzęs. Sprawia, że poranek łapie sens. Do pionu stawia moje myśli. Nowe marzenia w głowie kreśli. Piję kawę, w czerwonym ulubionym kubku. Mieszam cukier, rozpuszczam senność tak do skutku. Czarny napój, który ustami lekko pieszczę. Piję kawę, po każdym łyku pragnę jeszcze. Bo… Ona strąca resztki snu z mych rzęs. Sprawia, że poranek łapie sens. Do pionu stawia moje myśli. Nowe marzenia w głowie kreśli.6 punktów
-
Tekst satyryczny... o czasami... przesadnym użytkowaniu :~) kocham ciebie mój smartfonie bez twych funkcji byłby koniec pragnę chodzić po ulicach wielbić ciebie w ekran pikać matka z wózkiem dusi smartfon ten na drzewie też bo warto nawet w czasie prokreacji mój paluszek ekran znaczy wciąż przed sobą trzymam w ręce jesteś bogiem albo więcej modły wznoszę ja ku tobie wspomóż proszę mój smartfonie jesteś naszym czułym władcą może nawet ciut zanadto jednak miłość przezwycięży żeby nie czuć aż tak więzy pośród drzewek gdzieś na kłodzie zerkam pikam tak jak co dzień pięknem myśli wnet zaprzątam lasem w kształcie prostokąta nawet w kniejach krasnoludek coś tam w telefonie dłubie nie w tej bajce ty zaklęty ale krasnal nowoczesny dziadek babci wciska ekran przerobiona tyś ładniejsza lecz babunia rezolutna czy doczeka biedak jutra kiedy jadę brym brym autkiem to na drogę tak nie zawsze bo na ekran znowu patrzę no chyba że gdzieś zahaczę dziś kosmita był w rozterce aż mu czułek zwisał rzewnie kto tu rządzi szło mu o to ten co trzyma czy prostokąt dzięki tobie świat otwarty oraz ludzie tyś przydatny kochać ciebie warto owszem nie przesadnie też jest dobrze nagrzeszyłem ja porządnie mój smartfonie wspomnij o mnie jeszcze dzisiaj taki ci rzeknę w aplikacji ze mną będziesz w mą godzinę tę ostatnią nie gromnicę dajcie smartfon obcałuję szczęście wszędzie a zaś pikać wiecznie będę6 punktów
-
wschód okazał się milcząco słodki od południa nadciągały chmury wzdłuż północy szedł ocean ludzi zachód rdzawą tajemnicą kusił6 punktów
-
Głową w słup walnął potem go przeprosił po chwili się ocknął i głośno zaklął Kurka wodna tego już za wiele nawet na chodniku wiatr w oczy mi wieje A słup jak to słup stał nie wzruszony na jego czubku siedziały wrony Które głośno krakały chyb się z niego śmiały lecz mu było nie do śmiechu udał że nic się nie stało i odszedł w pośpiechu5 punktów
-
Nerwica natręctw Nie umiem się wyciszyć, będąc poza domem, A przecież dziś wyjeżdżam, by odpocząć wreszcie; Wychodzę już na klatkę, ale czy zamknąłem? To wszystko się nasila zawsze gdy wieczorem Położę się do łóżka. Nie wyszedłem jeszcze, Bo siedzę i rozmyślam, co mam zrobić z domem. Przemogłem się, bo przecież mam już załatwione W przytulnym pensjonacie całkiem niezłe miejsce. Już stoję na przystanku, ale czy zamknąłem? Jedziemy, ruszyliśmy, z ciekawości płonę, Lecz moja wyobraźnia zmartwień szuka wszędzie; Oglądam się za siebie, wciąż się martwiąc domem. Aż w końcu dotarliśmy. Szczęście uwięzione, Wydostać się próbuje, walcząc ciągle z lękiem; Wnet wyszło, dojechało, ale czy zamknąłem? Spodziewam się już tego, co nieuniknione, Bo siebie znam na wylot, wiem już jak to będzie; Wciąż myślę co się dzieje z moim biednym domem, Więc może jednak wrócę, sprawdzić czy zamknąłem? ---4 punkty
-
z tobą jestem taka samotna wychodzę zawsze naprzeciw twym myślom i pocałunkom co świat w sobie nie mieści podchodzę na palcach blisko i drżeniem dotyk rozcinam ciężki jak okruch niedoszłej nocy bez ciebie o tobie bez wieści powyginałam dłonie w gałęzie paznokcie to maleńkie pąki - nierozwinięte choć powietrze już letnie i oddech z piersi jak puch wątły to moja prawda i wyrok śmierci do końca będę myśleć o dawnych bliskościach z różą w ręce z wbitymi kolcami a w sercu niepewnym zwiotczały mętlik4 punkty
-
-Tato, powiedz, czy zające te najmniejsze, tu na łące, mają sposób, żeby któraś do nich chciała się przytulać? -Mały zając łatwiej może gdzieś się ukryć w naszym borze, bo te większe , to w sekrecie, już schowały się w pasztecie.4 punkty
-
tak bardzo kocham że nawet wiersze wplątane jak papiloty we włosy nie zabijają już mego serca twój uśmiech jasny młody i wolny koloruje czerń zdjęcia4 punkty
-
rozpołowił palcem cytrynę wilgoć językiem pogłębił siła mięśni ciężar oczekiwań zniosła... była cicha i spokojna zgasła lampka nocna zmierzch do świtu został3 punkty
-
Ciut wyleniale, niezbyt wspaniale i na wskroś nierychliwie tęsknię za trampkami na trampolinie. Seranon, 30.04.2023r.3 punkty
-
W mieście stoi krzywa wieża, na niej wisi zegar. Obok niej przystanął gołąb, niżej rosną kwiaty. Podchodzę bliżej – widzę i prostuję : rośliny są sztuczne, a ptak jest kukłą. Czaru dodaje zbliżający się cień. Przypomina człowieka.3 punkty
-
słodkim kwiatem wypełniasz mnie kocham placki ziemniaczane te z gulaszem lepsze jogurt też ok i wolne soboty niedziele bo rzadkie w sumie hmm nie wiem co bardziej czasem wystarczy trawa na balkonie3 punkty
-
Czy to już maj? A Ty piękna swoje ciało mi daj! Bo ten miesiąc Uderza kościelnymi dzwonami A my jesteśmy całkiem sami Pośród zielonych Pięknych pól Ty królowa a ja król I nic więcej Nam nie trzeba Tylko trochę Własnego nieba3 punkty
-
W dzień wiosenny i ciepły, usiadła obok na ławce pani leciwa już bardzo w fikuśnej jasnej czapce. Pewnie już tylko krok mały od schodów nieba ją dzielił, a mimo to w oku iskra i włos beztroską się mienił. Wysypała z ust swoich że mąż, że wnuki, że dzieci, że zawsze wszystko w biegu, że człowiek wiecznie się spieszył. Mówiła o dniach ciemnych, które dźwigała w dłoniach. O życiu, które pędziło a w nim na końcu ona. - „ A teraz, proszę pani mi się nigdzie nie spieszy. Dzisiaj mam dłonie lekkie, dzisiaj wszystko mnie cieszy. Jestem sama dla siebie ostoją i przyjacielem, życie przegryzam radością i cały czas się śmieję. Nie rzucam nerwami w tramwaj, który właśnie odjechał. Mam teraz dużo czasu, spokojnie sobie poczekam.” Potem odeszła powoli, kładąc uśmiech na ławce. Starość nie musi być smutna, gdy chodzi w fikuśnej czapce.2 punkty
-
Noc pachnąca rozgwieżdżoną skórą i cukrem pudrem Świst motocykli I prawie że jesteśmy wieczni Gdybyśmy tylko nie umierali razem ... w swoich osobnych ramionach ...2 punkty
-
U Kusz rozkwitu w chwale i potędze krajem król władał i królowa matka. Amaniszakete miano Pani było, kartusz przechował imię dla potomnych. Włoski temperament i wojskowa nuda, skutkować mogły dość niespodziewanie. Pchnęły amatora do ziemnego rycia, zapał zaniósł go do Bedżarawiji. Prawie się zniechęcił upałem i pyłem, klął własny pomysł i chwilę przybycia. Ostatnie podejście sobie obiecywał, ryzyko podjął od innej już strony. Piramidka mała, od góry napoczął dawna królowa nagrodziła trudy. Najbogatszy skarb pośród zieleni Nilu w pazernych rękach poszukiwacza. Tak dla orientacji: wiersz dotyczy pewnego sensacyjnego w swoim czasie odkrycia dokonanego w Dolinie Nilu. Znaleziono wówczas największy skarb, do momentu znalezienia grobu Tutanchamona. W 1840 roku połowę kolekcji zakupiła Glyptoteka w Monachium, a w 1844 roku po wielu perypetiach, druga połowa trafiła do Muzeum Berlińskiego.2 punkty
-
A siadam samotnie w kuchni na taborecie, ćmię papierosa do kawy, spoglądam na wiosenny świat za oknem i nachodzi mnie myśl dużego kalibru, a mianowicie czy to wszystko wokoło jest przez ciebie, czy dzięki tobie? I patrzę w ten sposób nawet na tę kartkę i nawet na tamten długopis... Seranon, 26.04.2023r.2 punkty
-
Jestem wielbłądem fenomenem ewolucji cudem natury choć mało atrakcyjnym idealnie przystosowanym tłusty garb rozdeptane kopyta stwardniały pysk wielkie atuty jestem wielbłądem od wielu pokoleń żyjącym w ogrodzie zoologicznym2 punkty
-
Godzina już późna Spać dziś nie mogę Wybiorę się na spacer Krótką trasę obiorę sobie Noc taka piękna Cicha i spokojna Pójdę do lasu Tam spokojnie czuję się Latarkę wyjąłem Strach wygnałem precz Wydeptaną ścieżką Przespaceruję się Głos czyjś usłyszałem Lub mi się zdawało Lepiej przyspieszę kroku Za siebie się nie oglądając Umysł płata mi figle? Słyszę jakieś kroki Z oddali czyjeś wołania Co to może być? Nie wiem czy zawrócić Strach mnie obleciał Niegdyś zwykły spacer Teraz walka o przetrwanie Na całe szczęście Wszystko nagle ucichło Teraz znaleźć wyjście Z tej piekielnej dziczy Widzę światła już Droga jest niedaleko Biegnę dalej przed siebie Nie zatrzymując się Bezpiecznie się oddaliłem Odetchnąłem z ulgą wielką Już na pewno nigdy Tak późno tam nie wejdę Do mojego domu Wróciłem po godzinie Czas tak bardzo zleciał Nawet nie wiem kiedy Położyłem się do łóżka Zmoknięty i zmarznięty Przestraszony i skołowany Zasnąć już nie mogłem...2 punkty
-
Ale zanim o tym, to zobacz Twój ukochany bez już zaczyna kwitnąć. Co do budowy mózgu to nie wiem dokładnie. To już raczej zajęcie dla neurologów i pasjonatów tego tematu. Ciekawe w tym jest to, iż do niedawna sądzono, iż jest to jakieś zaburzenie i nadal tak może być, ale nie musi. Zupełnie zdrowa osoba może mieć takie odczucia. A co do typologii osobowości to jeszcze im daleko do doskonałości. Żadna z nich nie jest potwierdzona przez naukę.2 punkty
-
@Tectosmith Tak, niestety to temat obcy niejednej osobie. Można by rzec, że to klasyka... choć zdecydowanie tak być nie powinno. Ludzie są skazywani na taką samotność ale i sami niejednokrotnie na nią skazują innych. Wyłażą tu jak grzyby po deszczu problemy na poziomie komunikacji. To one często są przyczyną tejże samotności, choć pewnie nie jedyną. Pozdrawiam nieustannie :) @Rafael Marius a ja chętnie bym czegoś więcej się o tym wątku dowiedziała. To dla mnie bardzo ciekawe, tj. ta teza, że to zależy od typu osobowości.2 punkty
-
@Marek.zak1 Ja jestem weganinem, a zajęcy faktycznie coraz mniej. To się wiąże głównie ze zmianami w gospodarce rolnej, zmianie struktury agrarnej . Coraz mniej miedz i zalesień śródpolnych.2 punkty
-
2 punkty
-
Tylko ci bardzo nośni są władni uczynić z tego przenośnię. Budują nośnik. Przegrywam donośnie. Wy wierszem, a ja noszę towary. Seranon, 29.04.2023r.2 punkty
-
:)! To chyba najtrudniejsze powroty... Dzięki Dzięki za docenienie moich miniaturek :) Pewnie introwertykom łatwiej skierować się do wnętrza, jednak i tak musimy tego i owego doznać w świecie zewnętrznym. Ale potem... to już praca z wnętrzem. Też bywa niełatwa, bo we wnętrzu też bywa rozmaicie ;) Co do masek, to rzeczywiście, nie zawsze wynikają z tchórzostwa czy lenistwa czy też innych przywar - a z konieczności po prostu. Ale to każdy musi sam przed sobą rozsądzić.2 punkty
-
nie potrafię napisać wiersza w słowach zawrzeć to co czuję wszystkich sił nie umiem zjednać by się światem cieszyć dłużej za późno na wszystko za późno w bębnach rozdrażnionych łkań nie odpocznę i nie usnę nie dotrę do ścieżki nietrudnej nie potrafię dziś opisać co mi pługiem przeorało duszę może to był Boży palec a może to byłeś ty mój drogi nie potrafię napisać wiersza gdy żal boli zbyt mocno rozwijam się i zwijam po wersach a wszystko to wszystko na próżno2 punkty
-
chwytam świat w żelazny kaganiec że niby ziemia lekką mi będzie gdy już zmęczona calutka zamrę i będę samotna w sztywnym ramieniu trzymam się kurczowo wielkiego dębu co swoją siłę mi w liściach podaje pieści mnie korą w każdy poranek oczyszcza ciało z cichego lęku rozpinam barki na szerokość słońca w jego gorącej energii zastygam miłością i drzewem zasypiam pachnąca do końca samego w mej duszy cichosza2 punkty
-
1 punkt
-
@Natuskaa ja robiłam z młodych, dodaję jedną cebulkę, sól, pieprz i to wszystko:) woda wyparuje:)1 punkt
-
1 punkt
-
Kochałem, tak po prostu. Kochałem pięknie. Lecz zapadłem się znowu, wessany w odmęt czarnej dziury. Rozerwany na strzępy wraz ze swoim własnym cieniem. Nadchodzi maj. Maj mój jedyny. To będzie najpiękniejszy maj przełomu i śmierci.. To wtedy przyszedłem na świat, już wiesz. Pamiętasz o mnie, choć tak niewiele, ale pamiętasz, cokolwiek. To dobrze. Zostanie po mnie jakiś ślad. Padał deszcz i ciężkie krople uderzały o blaszane parapety okien wysokich jak witraże. W rynnach bulgotała woda. Drzewa szumiały, jakby oklaskiwały liśćmi czyjeś przybycie. Drzewa szumiały, szeleściły, nucąc melancholijną pieśń. I słuchałem w tej pustej sali szeptów ciszy i bicia swojego serca. Przez otwarte szeroko drzwi weszła melancholia w białym rozpiętym kitlu i z czarnymi włosami rozwianymi jak wiatr. Nachyliła się nade mną i wzięła w swoje chłodne ramiona, przytulając do piersi. I poniosła w dal. W szary półmrok korytarza. W te zimne obszary. I poniosła, niosąc czule i tęsknię gładząc po głowie. I wszędzie był wiatr w tej szarości świtu. I wszędzie odgłosy kroków, niczyich. Takich powolnych, opuszczonych, pustych, jakby kogoś, kogo już nie ma, ale jeszcze istnieje w jakiejś dziwnej substancji skamieniałego czasu. Gdzieś pomiędzy. Gdzieś tam, co daremnie błądzi w tej ciszy wiatrem otchłani zbudzonej. W tej nicości opuszczenia, wlokąc ostatnią nadzieję kolczastą jak kwiat czerwonej róży. Zatrzaśnięte drzwi z zatartymi numerami na mosiężnych tabliczkach. Długi korytarz. Ciągnące się donikąd rury. Cała plątanina zardzewiałych rur z wyciekającą z nich czarną, cuchnącą mazią. Zatrzaśnięte drzwi, zamknięte. Otwarte na oścież… Za nimi pokoje w półmroku i kurzu. I ta jego powolność opadania. To wirowanie i mżenie w wysokich oknach, za którymi rozkołysana szła lśniąca od deszczu zieleń kasztanów. Jakieś ustawione w rzędzie popiersia okryte zakurzoną folią. Porzucone w nieładzie dłuta, młotki… Pracownia martwego artysty. Ciemnozielone tablice zapisane białą kredą. Wykresy, wzory, tabele… I poobijane gabloty z powybijanymi szybami, wysuniętymi, połamanymi szufladami… Radiole, drewniane skrzynie czarno-białych telewizorów, talerze z perforowaną taśmą, magnetofonowe szpule… Pod skrwawionymi stopami gruz, chrzęst potłuczonego szkła, zwoje jakichś kabli... Żałosne eksponaty, ofiary straszliwej radiacji szczerzyły pokrzywione, żółte zęby, niby w diabelskim uśmiechu. Straszydła, potwory. Nosiciele okropnych, śmiertelnych chorób. Ktoś z syndromem proteusza machał na powitanie, nie machał… To zatopiony w formalinie witał się ze mną. Za szkłem w słojach płody z mózgami na wierzchu. Cyklopy z jednym ogromnym okiem. Stwory z dwiema, z trzema głowami i dłońmi o dziesięciu, powyginanych, długich niczym cienkie patyki palcach. To wykrzywiona dłoń pod nienaturalnym kątem, to szara twarz podobna do niczego… Sina śmierć. Królestwo śmierci i smrodu chemicznych odczynników zjełczałych dawno minioną przeszłością. Sfermentowanych płynów, fekaliów, odpadającej całymi płatami olejnej ze ścian farby. Łózek na kółkach z przegniłymi, cuchnącymi moczem materacami…I gazety… Stosy pożółkłych ze starości gazet, zdjęć, fotosów, plakatów… Uchwycone pod różnymi kątami twarze. Uśmiechnięte, smutne, obojętne… Gdzieś tam, daleko na Pacyfiku nuklearne kratery, ogołocone ze wszystkiego pacyficzne atole. Betonowe bunkry, zardzewiałe resztki… Rozsypujące się truchła manekinów. Kłujące w oczy nagłówki z tłustej czcionki: Abandoned places. Radioactive zone… Cancer… Przechodzę obok tego wszystkiego w mżącej poświacie czasu, jak w starym filmie zapisanym na celuloidowej, zleżałej taśmie… Oglądam szare odbitki, klisze… Samotny dom na stepie. Idę ku niemu, w którymś gorącym dniu lipca. Zresztą, nie pamiętam. Dotykam oddychającej ściany. Dotykam pęknięć, które poszerzają się i kurczą. Małe okna niczym oczy. Ciemna gardziel otwartych drzwi… Porośnięte wszystko wątłymi łodygami, korzeniami liśćmi… Zachwaszczone plątaniną wieloziela bez woni. Wyłażą w absolutnym milczeniu z każdej szczeliny napromieniowane widma umarłych o nieostrych obliczach, pozostałości. Resztki dawnego życia… Chociaż wizja to ostra jak brzytwa. Tak jak ostre są widzenia chorego, rozgorączkowanego maligną snu. Głębokie, kobaltowe niebo z pojedynczymi żaglami białych obłoków, które płyną, które suną aż po kres widzenia… Słońce odbija się pomarańczą od szyby poruszanego niczyją ręką okna. Skąd to nagłe poruszenie? Od niczego i nikogo. To od wewnętrznego drżenia elementarnych cząstek, które wezbrało na skutek przeskoku czasu. Z powodu echa dawnej eksplozji. Jesteś tutaj. Widzę cię. Jesteś blisko. Daleko. Na wyciągnięcie ręki… Zbliżasz się to znowu oddalasz. Kładę się z cichym skrzypieniem w pustym pokoju na podłodze z sosnowych desek, w którym tylko jedno drewniane krzesło. I tonę w jaskrawej smudze światła, w której tkwi jakaś tajemnica zachodzącego słońca. Jakieś nieokreślenie, jakaś enigmatyczność… Jesteś tutaj, wiem. Lecz ciebie nie widzę, ale czuję twoją obecność. W jasnym snopie wirującego kurzu i w obliczu nadciągającego zmierzchu… Jesteś tutaj. Dostrzegam, gdzieś w kącie nikłe poruszenie, drżenie opadającego powoli wirującego pyłku. Słyszę jak do mnie szepczesz, omiatając skronie nikłym powiewem albo raczej tchnieniem spoza ogromnego czasu, z wieczności. Jak szepczesz mi czule do ucha, z pogłosem niknącego gdzieś echa. — Włodku, nie odeszłam. Jestem przy tobie z miłości. Pamiętaj… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-30)1 punkt
-
@Ewelina Nasza, męska strona może powiedzieć dokładnie to samo o naturze kobiecej. Wielokroć myślę, że to pewnie ta inność natur spaja ze sobą oba tak różne światy.1 punkt
-
@Wędrowiec.1984 Męska natura zawsze pozostanie dla mnie zjawiskiem samym w sobie. Jest tak inna niż kobieca i dlatego tak interesująca.1 punkt
-
@Rafael Marius ach piękny i zapewne pięknie pachnie :) A co do tematu, uczucie bycia wyobcowanym, chyba może być całkiem naturalne, choć zapewne niezbyt przyjemne i niekoniecznie pożądane jako stan docelowy.1 punkt
-
Warszawa nie znudziła mi się jeszcze:) jeżeli miałam gdzieś mieszkać, to tutaj gdzie mieszkam :)1 punkt
-
1 punkt
-
@any woll z tymi sylabami to ja na bakier 😊 Oczywiście zerknę i policzę. Dziękuję serdecznie i pozdrawiam :)1 punkt
-
Ruda Kryśka z Warszawy Orzeka nie dla zabawy. Choć kręci nosem Naczelnik, Bo wie, że z Kryśki 'piekielnik', Ale potrzebny 'dla sprawy'.1 punkt
-
Wzięliśmy koszyk pełen ciasteczek z solą, chlebem… Jest przystrojony czterolistną koniczyną. Kosz oplata żywy promień. Na dnie leżą nasze serca.1 punkt
-
,, Pan moim pasterzem, nie brak mi niczego,, Psalm 23 obudził cię kolejny ranek w lustrze odbija się wczorajszy dzień zawsze jesteś pełen niepokoju JA ci ten dzień podarowałem martwisz się zbytnio słabo MI ufasz rozwiązuj trudne sprawy ze MNĄ nie zawiodę cię nigdy nie zawodzę niczego ci nie braknie JESTEM twoim PASTERZEM ZAUFAJ MI NAPRAWDĘ 4.2023 andrew Niedziela, dzień Pański1 punkt
-
Jaki tu spokój. Ta cisza brzydko pachnie, co najmniej spiskiem, masońskim, a jakże. Udając niewiedzę spokojnie zginam aluminiowe łyżki, spojrzeniem. Zajęcie dobre jak każde inne, w czasach upadku, ze szczególnym uwzględnieniem zagłady. Jednak patrząc z drugiej strony medalu widmo krążące nad Europą jest bardziej swojskie niż spodziewana wizyta intergalaktycznych piratów. O czym świadczą szumy podprogowe, ze szczególnym uwzględnieniem podpodłogowych, chociaż głupcy twierdzą, że to myszy. Białe jak wiosenne śniegi zalegające na półkach. Te nie topnieją, mimo wciąż wyświetlanych w telewizji płomieni. Pewnie dlatego pora wstawać, tylko po to by z rezygnacją stwierdzić: Jaki tu spokój.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Bywa tak, że zwykłe deszcze Zmywają strupy z ran, brud z dłoni, A chmur szarawy smak zasłoni Ognie wzbudzające chore dreszcze. Bywa, że ból, zamiast załamać i zabić, Okrywa pledem spokój duszy. Uciekać wtedy już nie musisz. Tak było i wciąż tak jest między nami. Bywa i dzikość snem karmiona, Jak dziki koń klękając pomaga Jeźdźcowi wsiąść na grzbiet swój nagi, Kiedy troskliwe pozna ramiona. Pies damasceński radośnie śmiga Goniąc zające strachów i kruki burz. Bywa tak dobrze, że już W słońcu wygrał z cieniem szczęśliwy duch, Bo lekiem staje się cierpliwości puch.1 punkt
-
@Elephant Motyle są niesamowitymi stworzeniami i zdaje mi się zasługują na subtelność ;) Dzięki i również pozdrawiam.1 punkt
-
@Rafael Marius Chyba jest, ale głowy nie dam ;) Dzięki za wsparcie, robisz tutaj Panie Rafale cenne rzeczy ;)1 punkt
-
@Nefretete Ciekawy tekst jak zawsze u Ciebie, ale dość trudny, przynajmniej jak dla mnie. Co do sztucznej inteligencji. To nie cierpię robotów. Dzwoni człowiek do banku, a tam zamiast drugiego człowieka po drugiej stronie robot. I do tego jeszcze taki, co nic nie rozumie. Ja takiego świata nie chcę. Wolę siedzieć pod drzewem życia.1 punkt
-
@Nefretete Ciekawie i ładnie. Można interpretować na wiele sposobów. Pozdrawiam serdecznie :-)1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne