Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 31.12.2022 w Odpowiedzi

  1. może nie uwierzysz kiedyś potulnie upadłeś sto razy nim stanąłeś stabilnie na dwie nogi a jeszcze przedtem przeczołgałeś się po swym całym świecie z uśmiechem na ustach trochę dalej w życie i pamięć mięśniowa bierze wolne dopiero gdy krab pustelnik opuszcza oswojoną muszlę by urosnąć zaczynasz sobie coś przypominać
    9 punktów
  2. Stary rok był jaki był dziś się pakuje żal w nim się tli Stary rok nowy wita uśmiechem nie wstydzą go łzy Stary rok to życia kawał drogi to radość a czasem i grzech Stary rok nowemu się kłania życzy mu pomyślności i udanych chwil Ja też wszystkim wam życzę by ten nowy rok nie był na nie
    9 punktów
  3. tego ciągłego dyrygowania rusz się, wstań, idź, zrób coś usiądź, patrz, słuchaj, pomyśl stare ciało ma dosyć tego ciągłego dyktatu leży bezwładnie rozkłada się i czeka na nowe
    8 punktów
  4. To miasto tak piękne w noc nowych przełomów Neony w tym mroku stapiają się w miazgę Roztopy, więc chodnik pokrywa się miałem Śniegowym, w nim brodzę po kostki w amoku Ulice niezmiennie natłokiem swym żyją Krajobraz w tym miejscu już nieco obdarty Ach, proszę wybaczyć Pokryty patyną Życzę Wszystkim prawdziwie Szczęśliwego Nowego Roku, który wniesie do życia wiele dobra i spokoju!
    7 punktów
  5. A gdy czuję widzę i słyszę prawdziwe moce sztucznych ogni tą sylwestrową prawie nocą coś mi się przypomni żałość tuli się w ramionach smutek zawisł w powietrzu że właśnie wtedy między nami gdy chcieliśmy dla siebie naj nie było wcale a wcale fajerwerków dzisiaj mam już przeszłość w domu brykają dwa koty zaduma drzemie po kościach słowem mnie nie stać na fajerwerki pójdę zatem na bal i popatrzę jak innym się tutaj kolorowo strzela w rozpromienione przestworza Warszawa – Stegny, 31.12.2022r.
    7 punktów
  6. Przepraszam wszystkich, ale mały brak czasu na razie nie pozwolił mi na napisanie czegoś całkiem nowego –ale myślę,że nie wszyscy znają ten wiersz i dlatego zamieszczam go po ,,remoncie’ *** Na początku przyjechało pogotowie ratunkowe bo teściowa dostała korkiem szampana w głowę teścia dopadło chyba ostre zapalenia wyrostka zaś babuni w przełyku utknęła kurczaka kostka dziadunio struł się zepsutym starym żurkiem w dodatku wodą popił ze skisłym ogórkiem i wnuczków na razie nikt teraz nie zabawia pod choinką się bawiły w puszczanie pawia najadły się batonów czekolady i cukierków nikt im nie odwinął ze sreberka i papierków mamusia miała w gipsie przecież obie ręce gdyż się wywróciła na posadzkę w łazience prawnuczek z drugim bawią się w Sulejmana i tak jeden drugiego dusi sznurkiem od rana najmłodszy znów płacze bo narobił w pieluchy i latają teraz mu koło kojca upierdliwe muchy tatuś zaabsorbowany nowym smartfonem pomylił drzwi po czym wypadł… balkonem prosto na wujka a ten się tak nań obraził że wrócił do domu a tam go prąd poraził ciocia coś tam mu rzekła: kabel byś skrócił… i straciła wnet przytomność i nikt jej nie ocucił z kolei szwagier się pokaleczył bo szwagierka potłukła mopem wszystkie lustra i lusterka wypaliła wtedy z nerwów całą paczkę papierosów bowiem pomyliła Domestos z lakierem do włosów stryjenka prosto w twarz dostała od stryja kiedy ten chciał zabić karpia za pomocą kija w końcu kiedy martwa ryba była już w durszlaku zabrakło wtedy wody również w zlewozmywaku a z kranu poleciała jakaś brunatno czarna breja tymczasem teść wyzwał zięcia za coś od złodzieja piesek i kotek uciekły z domu całe w lęku i strachu Pikuś trafił do piwnicy Mruczek lądował na dachu nawet żółw opuścił pośpiesznie swoje terrarium a ktoś podpity wypuścił całą wodę z akwarium pogotowie zatem udzieliło wnet pierwszej pomocy potem usiedli wszyscy przy stole o samej północy tylko kuzyn w kącie sączył ciecz podobną do soku I gdy wreszcie sobie pożyczyli do Siego Roku ocalała na choince żarówka rozjaśniła mrok przecież taki huczny Sylwester to tylko… raz na rok *** DROGIE POETKI I DRODZY POECI Z POEZJI .0RG NIECH WAS NIGDY NIE OPUŚCI NADZIEJA NA TO, ŻE LEPSZY CZAS TERAZ NASTAJE BO ZAWSZE NOWY ROK COŚ TAM DAJE... SZCZĘŚLIWSZEGO NOWEGO ROKU 2023 !!
    6 punktów
  7. zamiast zdrowia hibernacji świadomości przeniesienia innej draki bądźmy jak niesporczaki w kosmosie tygodniami bywają zamrożone i latami ze stopiędziesiąt na plusie upału barów z tysiąc - wciąż bez zawału to fakt na ściance raczej bez wyjściowego glamu szanel - kokoczui nie pomoże byle nie skończyć w roztworze długowieczność bezcenna daje nowe pola możliwości być może to najlepsze panaceum na plagę narcystycznych skłonności
    6 punktów
  8. Szanowni Państwo po Piórze, Szczęścia Zdrowia Satysfakcji i ciekawych Publikacji żeby nie było gorzej żeby po prostu było SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2023!!! Serdecznie Wszystkich pozdrawiam🤗 ais
    5 punktów
  9. Są noce, kiedy wilki milczą i tylko księżyc wyje. George Carlin rozciąga się, pęcznieje. we mnie światło - szczelna nieskończoność osi czasu - ofiarowanie ciała i pokarmu. to wciąż za mało; nienasycenie wykracza poza pełnię księżycowych krawędzi i płonie. w atmosferze czerni siekam niebieskie migdały, dopieszczam obcych bogów. nocne niebo jest wolne od podatków i barwnych parasolek, gdzie anioły leżą do góry nogami. to czas jednorękich bandytów, pachnących prostytutek. to czas, żeby zawrócić; stąd aż do świtu - rwące niebo rozwija skrzydła nietoperza. wyję! jakkolwiek zwodniczo to brzmi.
    4 punkty
  10. martwisz się o mnie — całkiem niesłusznie zobacz jak wreszcie wszystko mi jedno nikt mnie nie krzywdzi — nic mnie nie wzrusza zamieniam drżenie na obojętność drogi którymi mogło coś dotrzeć w pola minowe — stawiam zasadzki na każdą z przyczyn która mnie dotknie w dziurę po sercu wsadzam zapalnik za podłe wnętrze skąd łzy klarowne nie mogą uciec dniem ani nocą — więcej nie musisz martwić się o mnie tyle mnie we mnie że nie masz o co
    4 punkty
  11. trwałam dzięki kilku spojrzeniom w noc gdzie ciemność była tylko przechodniem sny wywróciły się do góry nogami oddając rzeczywistość która zadziwia świat pędzący znów w innym kierunku niosący nieznane słowa i obce twarze one okazują się być czymś istotnym czego wciąż nie rozumie człowiek zagubiony między gwiazdami tam drzemie kilka chwil wymalowanych przez przyszłość a łzy i tęsknota to tylko droga którą wciąż trzeba iść
    3 punkty
  12. amnezja kiedy byłem dzieckiem najbardziej na świecie chciałem stać się dorosły wtedy będę mógł wszystko myślałem teraz po latach dorosłości o której tak bardzo marzyłem za nic kurwa nie pamiętam dlaczego
    3 punkty
  13. Odurzające noce kiedy potwory nie wydostają się z zatęchłej szafy czujesz satysfakcję zapach zmielonego pieprzu czasem wydaję mi się nic nie jest prawdziwe oprócz tych bazyliowych nocy rozpieszczających błogością do wschodu słońca w wenecji zasypiam zaciągając się miętą nie boję się zbudzić noc nie była prawdziwa zapach zanikł
    3 punkty
  14. Pamiętam twoje usta. Miały smak rosy o poranku... Wypełniałam nimi swój nieśmiały zachwyt. Teraz, gdy dotykiem cię tracę, patrząc na ciebie z bardzo daleka, z błękitnych zaświatów, przypominam sobie ich kształt... Twoje usta miały smak letniego deszczu i łodygi rozgryzionej, pełnej wilgotnej słodyczy. Twoje usta czuły więcej niźli moje. Były takie mięsiste, krwiste kolorem. Twoje usta miały w sobie bezmiar głębokiego jeziora, a ja już po drugiej stronie tego jeziora -bezwładna tonę. Twoje usta są nadal żywe, czerwone... A moje w podziemiach już dawno złożone. Twoje usta pamiętam. Twoje usta - moich na zawsze spragnione.
    3 punkty
  15. Na Ukrainie błoto pośniegowe jest zbyt płytkie, nawet na dziecięce ciała, przykrywamy je świerkiem, ułożone obok siebie. Niektóre mają otwarte oczy, w nich błękitne niebo, bezchmurne, zbyt niebieskie — jakby nic się nie stało, tylko czyste, błękitne niebo, szokująco nieodwracalnie błękitne. Gdy w polu wilcy mają krwawy zjazd wszystkich wilczych kast. a Krukowatych nad nimi nie sposób policzyć. Rozrywają boki, wydziobują oczy z twarzy, więc czy się odważysz, wszystkie martwe części zebrać i łzy nie uronić, w Chrystusie chowając wrażliwość, tam, gdzie wieczne kwatery rządowe, przy których obojętni widzowie, w milczeniu owijając się w futra, patrzą jak Olga osobiście dotknięta obrączką rzucając w księdza, całuje zimne usta trupa I mało kto już wierzy, że Don wylał z miłości do kozackich stepów. Ps. Według nowych danych wywiadowczych, to jest wojna propagandowa z bandytami po obu stronach, pod której jesteś wpływem, w której bierzesz udział. Nie ma Ukraińców, nie ma też Rosjan, są tylko rozkazujący możni i motłoch, który jest gotowy oddać życie wykonując ich rozkazy.
    3 punkty
  16. zwykłe to białe myśli układają się w marzenia że jakiś przypadkowy ty przedziera ostre słowa jak kartkę papieru przyjmując za pewnik podnajęty gdzieś strych kwiaty na parapecie i dwa gruchające gołębie przysuwam się wtedy do skośnych dachówek utrwalając przyzwyczajenie oglądania tętna miasta które zanim ucichnie długo mruga światełkami spóźnionych kierowców aż poczuję się bezpieczna śpiąc od strony okna gwiazdy są okrutne myślę kreśląc księżyc w ciasnych spódniczkach tańczą tak namiętnie aż trudno się oprzeć a od brzegu jest przepaść kiedy robi się zimno można wpaść do piwnicy choć to taki ładny pokój i mógłby być intymny
    3 punkty
  17. biedni którzy nie potrafią kochać zakleszczeni w skorupie wsłuchują się w pusty grzechot własnego serca
    3 punkty
  18. Kiedy Nowy Rok nastanie i popłynie życzeń moc huczne będzie powitanie w sylwestrową jasną noc Gama świateł kolorowych ziemia niebu pośle blask marzeń starych może nowych na spełnienie przyjdzie czas Pragnę złożyć Wam życzenia na ten wkrótce Nowy Rok to co złe niech Was omija słońce niech rozjaśnia mrok Życzę wszelkiej pomyślności miłość niechaj w sercu tkwi dużo zdrowia i radości poprzez wszystkie w roku dni
    3 punkty
  19. dla większości motyli kończy się czas wznoszone pożądaniem gasną w ciszy swoje życie przeżywają tylko raz przestają latać gdy serce milczy wymagają troski te kruche skrzydła objęcia ciepłego pośród zimnej nocy gdy intensywność lotu łzą przestyga ich oddech w pamięci nabiera mocy by wznosić nas wyżej na przypływach tętniąc pod bladą skórą razem z krwią wtem detal nostalgią je znów podrywa one cichym trzaskiem nocą życia się tlą fot. archiwum własne (bieszczady '21)
    3 punkty
  20. Nowy Rok 2023 spójrzmy uśmiecha się do nas Nowy Rok młodziutki milutki zrzućmy bagaż złych przyzwyczajeń rozstańmy się z troskami złem zabierzmy Wiarę Nadzieję i Miłość marzenia przebaczenie i zrozumienie a droga w przyszłość stanie się lekka będziemy szli z radością niosąc dobro tym których spotkamy a sobie zapewnimy spokój i zadowolenie będziemy szczęśliwi 12.22 andrew Niech Dobry Pan Bóg ma nas w swojej opiece, a Jezus prowadzi prostymi ścieżkami
    3 punkty
  21. Gdy słońca ostrze spadnie o brzasku, By koszmar wszelki wrócić do mogił, Uwierz - nim dzień mnie zamknie w potrzasku: Nie było gniewu w kąsaniu moim. Kły nie sączyły furii zwierzęcej, Jedynie zazdrość o skóry ciepło. Gdybym raz jeden chwycił ją w ręce, szyję by zdobił ślad warg - nie wściekłość. Nie o krew samą chodzi w tym wszystkim, Ale by w duszy mej kazamaty Schwytać choć wątłe nadziei błyski I umrzeć wreszcie - nie tęskniąc za tym.
    2 punkty
  22. bądź jak rama obrazu w którą oprawię dobry czas
    2 punkty
  23. Gdybym napisała że nie czekam To bym skłamała Czekam Czekam na twoje czekanie Wciąż na nie czekam
    2 punkty
  24. Koniec trasy, wysiadamy! Zielony pociąg, niebieska dusza, pękate bagaże, a na ramieniu czerwony gołąb.... Perłowa macica zimowego nieba... Niektórzy lubią spacerować wyłącznie po trasach własnych myśli, na gapę i tylko w jedną stronę Pomijam zaplute bramy, ołowiane kule obłoków wczesnego ranka Śniadanie? Szklanka soku ze świeżo wyciśniętych łez... TriBeCa, sam środek Broadwayu - jednak nie gram: brak, szaleństwo - wypijamy się wzajem do dna ... rozdygotanym od planet wodospadem...
    2 punkty
  25. @Starzec Ot pooglądam sobie jak inni odpalają te wszystkie race :) Przepraszam petardy :) Wzajemnie :) @Rafael Marius A ja lubię i mam kolejny argument za - takie sprawy są tylko raz do roku. A przecież dni jest aż 365. @sam Wiesz ktoś kiedyś mi opowiadał historie ze sporu Palestyny w Izraelu. Tam podobno zdarzają się czasem zamachy bombowe. I Izraelczycy na złość zamachowcom udają, że ich to w ogóle nie rusza. Zachowują pełen spokój nawet w pobliżu takiego nieszczęścia. Podobno nauczeni są nie panikować. Podobno dalej siedzą w restauracjach i popijają wino czy piwo. I idąc tym tropem my Polacy w tych trudnych czasach chyba powinniśmy próbować przynajmniej się tak zachowywać. I również cieszyć się i żartować i próbować żyć pełnią życia. Tak mi się wydaje :)
    2 punkty
  26. Niedosyt Wróciłaś, jak się cieszę, nie wstydź się kochanie; Och, przestań się rumienić, usiądź przy mnie, proszę, Nie gryzę, wręcz przeciwnie. Wdzięczę się i droczę, Bo wiem już po co przyszłaś, wiem już, że zostaniesz. To prawda, jestem twoja, wtedy mnie przejrzałeś, Tak szybko zapragnęłam - powiedz, że już mogę! Ach, jakże tu gorąco… Zechciej jednym słowem, Tym dłoniom podarować nieba choć kawałek. Pończochy… Pamiętałaś, wyglądają świetnie; Chodź, popatrz, mam tu lustro, kotku mój, nalegam! Pomiędzy oddechami myślisz sobie pewnie, Że lubię grać rozkoszą, ze spełnieniem zwlekać. Masz rację, dziś znów rozkosz woli mej ulegnie; Już późno, zaczynajmy, nieskończoność czeka. ---
    2 punkty
  27. Cieszmy się Że nowy rok nadchodzi On nam wszystkie Złe chwile wynagrodzi I w sylwestrową noc Z mrożonym szampanem Pani będzie tańczyła z panem Szampańskiej zabawy sylwestrowej i wszystkiego co najlepsze w 2023 roku!
    2 punkty
  28. tak już jest że umierają kwiaty choć kwitnienia przytulić płatkami szary popiół zniewala źrenice każde spojrzenie kłuje i rani w zaułkach co łzami zroszone nieraz trudno rozbicie w kształt pozbierać lecz skowronek śpiewem specjalnie dla ciebie kiedyś pobiegniesz łąką zapachem kolorów ścieżką czystą gdzie z czasem nie zwiędną tobą zakwitną
    2 punkty
  29. Ważne, że po fazie czołgania, a potem - upadków, stanął na nogi... I dobrze, że opuścił "muszlę:", że zaczął czuć... To początek życia Boli, ale i smakuje Pozdrawiam serdecznie - i dołączam najlepsze życzenia noworoczne!:-)
    2 punkty
  30. beztroska noc powraca spływa rurami żółty żal dla odmiany nad wanną modlitwa sąsiad pociesza śmiechem chowam się pod kołdrą tylko jak spojrzeć w oczy żonie gdy czarna plamka na sumieniu mdli nie zmyje zimny prysznic po obiedzie @marta 50 @marta 50Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Zabawy z umiarem. Pozdrawiam serdecznie :)
    2 punkty
  31. z pewnych myśli choćby całym złotem okupionych za nic ale to za nic nie wolno ci się zwierzać nawet przed miłością czy następną miłostką księdzem psychoterapeutą astrologowróżbitowróżką masz siebie sobie nie na darmo większość umrze w tobie zrozumiesz z czasem to dobrze i znacznie lepiej mieć na wyłączność drugą stronę księżyca
    2 punkty
  32. Dzień dobry. Od niedawna zacząłem pisać wiersze, to moje początki. Sam za bardzo nie znam się, nie jestem też aktywnym odbiorcą poezji. Dlatego jestem ciekaw opinii i konstruktywnej krytyki Was, Szanowni - zakładam że w przeciwieństwie do mnie się nieco znacie :) Miłego odczytu i pozdrawiam serdecznie Grudniowy Przez dziurę w moim suficie przebija słońce I co, że tak mało rozumiem, dziwię się gubię I pilnuje zazdrośnie półmroku ten ciepły punkt na podłodze ogrzewa moje stopy i serce, Czasem nakłonił żebym odsłonił okno łypnął niechętnie na beton tam dom mój, gdzie moja dziura Która nie wzgardza Ciemnością i dusznym pokojem Nie lubię widzieć tak świadomie ale przez dziurę Mogłem parę razy popatrzeć na niebo
    2 punkty
  33. Rzekł ekolog aktywista: - O aniele mój zielony, wojna, to jest rzecz okropna i skażanie środowiska! Zniszcz złych ludzi, strzeż od wojny!
    2 punkty
  34. Jak z bicza trzasnął rok przeminął, Jeszcze tamten Sylwester pamiętam. Jak? Kiedy? Dlaczego tak szybko? Minął rok mija życie - od święta do święta. Były w nim smutek i łzy, Radość też nie raz się przeplatała. Lecz przed siebie wciąż trzeba iść, Bo nie dla mnie jest sława i chwała. Moje życie przeważnie ma kolor szary, Bez blasku fleszy, po cichu dzień po dniu. Zwykłe pytanie znowu się nasuwa , Jaki będzie ten Rok i czy zaufać mu?
    2 punkty
  35. Pytam się kim wczoraj byłem Zmuszony rozdzielić serce na dwoje Udało mi się zostawić Cię w tyle Żelazne zasady z rdzą na złomie Tkwią tam tuląc się do mojej przeszłości Próbują mnie nadal straszyć po nocach W ciszy chowam się w cieniu; wątpliwości i strach robią przeklętej siły pokaz To wszystko zwidy - te potwory pod łóżkiem te duchy w oknach, ta miłość w tych oczach Poznałem wreszcie odpowiedź wiem kim jestem dzisiaj Dane mi było przepłukać wątrobę i przepłakać swoje do misia Nastąpił upragniony porządek A nie czyszczę pajęczyn z okien to dalszy ciąg, żaden początek Miałem tyle planów, i wszystkie mi wyszły bokiem
    2 punkty
  36. Boże Narodzenie to krótki okres radości i spokoju, przynajmniej tego sobie nawzajem życzymy, jednak najmocniej utkwiły mi w pamięci święta, które omal nie zakończyły się katastrofą. Miało to miejsce dawno temu, ale z drugiej strony wierzę, że to wydarzenie nadal gdzieś istnieje, unosi się w przestrzeni na spirali czasu, trzeba tylko odnaleźć właściwy fragment spirali: zmrok przedwcześnie zapadający nad miastem, światła latarni skrzące się na mrozie nieco inaczej niż normalnie, śnieg otulający drzewa i ziemię delikatną, niebieską mgiełką, zwłaszcza kiedy się patrzy przez zmrużone oczy… Ojciec tego dnia wrócił wcześniej z pracy. Rozległ się dzwonek u drzwi, za którymi stała choinka: cudowny, rozłożysty świerk, o prostych gałęziach i strzelistym szpicu. Choinka wjechała drzwiami, skręciła w kiszkowaty przedpokój, by następnie wykonać równie ostry zakręt w drugą stroną i po krótkich manewrach zaparkować w jedynym pokoju: bliżej balkonowych drzwi, aniżeli wersalki stojącej pod ścianą naprzeciwko. Za choinką kroczył ojciec, ale był on postacią uboczną, gdyż całą uwagę pochłaniało w tej chwili drzewko. Widziałem setki takich choinek podczas jazdy pociągiem do dziadków, lecz tego dnia las przywędrował do mnie: z całą świeżością i zapachem żywicy, szumem wiatru i śpiewem ptaków. Pokój i przylegająca do niego kuchnia-wnęka przestały pełnić funkcję mieszkania — zamieniły się w leśną polanę. Z nadmiaru wrażeń długo nie mogłem zasnąć. Leżałem na wirtualnym tapczanie, który nocą pełnił rolę całkiem wygodnego łóżka, a za dnia można było złożyć tapczan w elegancką półkę, zastawioną ulubionymi zabawkami. Rodzice spali na wersalce — był to rzadki widok, bo ojciec wolał spędzać większość czasu w swojej kawalerce, kilka ulic dalej, dokąd można było dojść w dwadzieścia minut. Lubiłem go tam odwiedzać, chociaż mieszkanie ojca nie było tak przytulne, ani wypucowane jak mamy. Ojciec nie trzymał żadnych zabawek, ale za to posiadał skarb, jakim mało kto mógł się poszczycić: pianino — czarne, lśniące politurą, które kupił od sąsiadki z górnego piętra. Ojciec wspominał, że sąsiadka musiała niezwłocznie spakować swoje rzeczy i opuścić mieszkanie w trybie pilnym przed wyjazdem do Izraela, dlatego sprzedała pianino za pół darmo. Oprócz słuchania ojca grającego raz po raz te same kawałki nie było czym się zająć, dlatego graliśmy w szachy, lecz nigdy nie udało mi się go pokonać. Wizyty ustały po tym, jak nakryłem ojca z jakąś obcą kobietą. Ojciec zachowywał się przy niej dziwnie, jakby mnie nie poznawał, ona się uśmiechała i częstowała landrynkami, o które wcale nie prosiłem. Na wzmiankę o tej kobiecie, matka dostała spazmów i odtąd zabroniła mi tam zaglądać. Następnego dnia śnieg padał całą noc i cały ranek. Ojciec nie poszedł do pracy, bo to była niedziela. Czytał gazety, które kupiłem w kiosku, a później słuchał radia, chociaż od samego rana nalegałem, żeby zabrał mnie na sanki. „Pójdziemy po obiedzie” — odpowiadał, ale tak mu ten obiad smakował, że nie mógł sobie odmówić dokładki, a zanim przestał jeść, zaczęło się ściemniać. Bałem się, że śnieg przestanie padać; już i tak nie mogłem rozpoznać płatków w ciemności za oknem, dopiero w żółtej poświacie ulicznej lampy ujrzałem chmarę śnieżynek tańczących na wietrze i ten widok bardzo mnie ucieszył. Ojciec pociągnął mnie sankami wzdłuż Belwederskiej. Po przeciwnej stronie ulicy stała kamienica, a w istocie pół kamienicy, bo drugą połówkę zburzyła bomba. Musiała to być ciężka bomba zrzucona z dużego samolotu, bo od wybuchu runęło w gruzy kilka pięter, a to co było niegdyś zaciszem czyjegoś mieszkania stanowiło teraz ścianę zewnętrzną — gładką i kolorową, ze śladami po tapecie, meblach i obrazach wiszących kiedyś na niej. Mama opowiadała, że w piwnicach tej kamienicy zgwałcono i zamordowano uczennicę podstawówki; tej samej podstawówki do której chodziłem, tylko ona się uczyła w starszej klasie. Nie miałem pojęcia co znaczy być zgwałconą, a mama nie kwapiła się wyjaśnić, ale skoro wskutek tego dziewczyna zginęła, gwałt musi być czymś równie strasznym co morderstwo. Wbiłem sobie na wszelki wypadek to słowo dobrze do głowy i postanowiłem nie dać się nikomu zgwałcić. Gdy tylko zostawiliśmy nieszczęsną kamienicę z tyłu po prawej stronie, ojciec zboczył w ledwie przetartą dróżkę wzdłuż stawu, prowadzącą dalej do parku Morskie Oko. Na brzegu stawu rosły stare wierzby, zwieszające smutnie gałęzie nad wodą, którą mróz zdążył ściąć w kilkucentymetrową taflę lodu. Zdawało mi się, że wierzby to drzewa odmiennego rodzaju: używają giętkich witek do łowienia ryb, stanowiących ich pożywienie, dlatego mają takie pękate pnie. „Czemu wierzby nie chudną zimą, kiedy ryby unoszą się uśpione głęboko pod lodem?” — chciałem zapytać o to ojca, lecz na widok jego pochylonych pleców, pracujących ciężko ramion, rozmyśliłem się. Ojciec podwoił wysiłek, szliśmy pod górę, sanki skrzypiały płozami po śniegu, który coraz grubszą warstwą pokrywał ścieżkę i tak dotarliśmy do toru saneczkowego na Morskim Oku. Właściwie nie był to żaden tor, tylko zwykły chodnik zasypany śniegiem, mocno ubitym i stwardniałym w lód. W tym miejscu stroma skarpa wiślana przechodzi w dość łagodne zbocze, którym można zjeżdżać na sankach lub nartach, choć narciarzy nigdy tam nie widziałem. Gdyby wysiąść z tramwaju jadącego Puławską i poślizgać się na butach w dół promenady, to ten sam tramwaj można by złapać kilka minut później na przystanku przy Gagarina. Ojciec ciągnący sanie zachwiał się nagle na nogach i ten widok natychmiast mnie zaalarmował, bo tracący równowagę ojciec to zapowiedź najgorszej rzeczy, jaka może się wydarzyć. Wszystko dookoła może się chwiać: drzewa, domy, ludzie, tylko nie mój ojciec. Mój ojciec stąpa dzielnie, a jeśli stoi w miejscu to trzyma się gruntu niczym dąb, którego nic nie powali. Jest olbrzymi i silny, najsilniejszy w świecie, a do tego najmądrzejszy: zna odpowiedź na każde pytanie. Ojciec zamachał w powietrzu rękami, postąpił jeszcze jeden krok, lecz nogi mu się rozjechały i upadł wtedy na lód. Chciałem skoczyć mu na pomoc, ale sanki straciły siłę uciągu i kręciły się po lodzie równie bezradnie co mój ojciec, tyle że on zjeżdżał na plecach, jak przewrócony chrabąszcz, co nadaremnie przebiera odnóżami. Obok ojca turlała się baranica, rodzaj futrzanej czapki jaką niegdyś nosili gazdowie, która spadła mu z głowy. Pomyślałem, że gdyby udało się schwycić tę czapkę i włożyć mu na głowę, odzyskałby moc i prędko podniósłby się na nogi. Ojciec trzymał się ręką za czoło, po którym wąską strużką spod przerzedzających się włosów spływała krew. Widok krwi na czole ojca był bardziej szokujący niż jego upadek, bo dotychczas widziałem krew tylko u siebie bądź kolegów: na obtartych łokciach, stłuczonych kolanach, rzadziej lecącą komuś z nosa, ale żeby krwawił mój ojciec? Nie myślałem będąc dzieckiem o takich rzeczach intensywnie, ani wnikliwie, a jednak ten wieczór zmienił coś na zawsze. Zrozumiałem, że nawet ojciec jest kruchy i można go zranić. Potężny jest tylko świat: ze swoją zimą, mrozem, soplami lodu, a ja muszę uważać na siebie i również ojcu pomagać. Całe szczęście Wigilia wypadała w środę i do tego czasu ojciec odzyskał siły, choć na głowie wciąż nosił opatrunek, który założyli mu w szpitalu. Wyglądałby bardziej świątecznie gdyby przykrył bandaż czapką Mikołaja, ale był zbyt poważnym człowiekiem, żeby stroić sobie głupie żarty. Ubierał choinkę w rozmaite drobiazgi, o których zapomniała mama: zawieszał obok bombek i łańcuchów jakieś laseczki owinięte błyszczącym papierem, orzechy, waflowe rożki, pierniczki, suszone owoce — wszystko co można zjeść. Nie podobał mi się pomysł przerabiania choinki w kram z bakaliami, bo mama rozpieszczała mnie smakołykami, aż stałem się niejadkiem, lecz rodzice nie mieli tyle szczęścia i dorastali w biedzie: mama zbierała niejadalne grzyby, które później babka gotowała, przecedzała kilka razy, żeby mogli zjeść to co zostało na dnie, choć miało to niewiele wartości odżywczych. Mama często opowiadała, że pierwszego cukierka dostała od rumuńskich żołnierzy, którzy stacjonowali w jej wiosce, gdy miała niecałe dwa lata. Po ozdobach jadalnych przyszła kolej na zimne ognie: ojciec zużył zawartość dwóch opakowań, poskręcał na każdej gałęzi po kilka drutów pokrytych szarą, mało dekoracyjną substancją, a ostatnim zaczął zapalać te, które wisiały. Choinka zabłysła mnóstwem ogników, snopy iskier leciały jak na pokazie fajerwerków, zrobiło się jasno, jakby słońce zaświeciło w okno. Patrzyłem na to oniemiały: to były najpiękniejsze święta, chciałbym, żeby tak było zawsze, żeby ognie na choince nigdy nie gasły, lecz jednocześnie nawiedziła mnie niespokojna myśl: choinka to przecież drzewo, a zimny ogień to zwyczajny ogień i choć nie wiadomo czemu się tak nazywa, to jednak potrafi zapalić cokolwiek tylko dotknie. Gdy tylko o tym pomyślałem, ujrzałem dym unoszący się nad choinką, coraz gęstszy dym, kłęby dymu, snujące się między igiełkami i wypełniające pokój duszącym swądem spalenizny. Zimne ognie się dopalały i gasły jeden po drugim, za to gorący ogień zaczął konsumować dekoracje, a wkrótce przerzucił się na drzewko: poczynając od końca gałązek, którymi wędrował do wewnątrz, by wystrzelić w mgnieniu oka syczącym słupem aż pod sufit. Ojciec pobiegł do łazienki i po chwili wrócił stamtąd niosąc miednicę pełną wody. Wylał zawartość miednicy na choinkę, lecz ogień tylko się rozsierdził i pożerał niefortunnego świerka coraz dłuższymi jęzorami. Wówczas ojciec złapał gołymi rękami za żelazny krzyżak, podniósł choinkę i niosąc wysoko niczym pochodnię, wyrzucił ją na balkon, żeby mogła tam spłonąć bezpiecznie do końca. Nie miałem czasu myśleć, czy była to słuszna decyzja, bo w tej samej chwili przeraził mnie widok palącej się firanki, od której momentalnie zajęła się zasłona w różowe kwiaty. Ojciec nie tracąc zimnej krwi zerwał kilkoma szarpnięciami zasłonę i wyrzucił ją za okno. Płonący kształt szybował z drugiego piętra, zataczając kręgi na oczach gapiów z bloku naprzeciwko, ale ktoś szybko zagasił leżącą żagiew śniegiem i nikomu nic złego się nie stało. Nazajutrz zaniosłem choinkę, a raczej spalony kikut, który został po niej, do śmietnika. Tam spędziła resztę świąt. Odwiedzałem ją wynosząc kubeł ze śmieciami i za każdym razem robiło mi się jej żal. Dopiero po Nowym Roku dołączyły do mojej choinki inne kikuty, wyschnięte pozostałości po symbolu świąt w domach sąsiadów. Kikut po ucięciu bocznych gałęzi służył nam za muszkiet z bagnetem: można było z niego strzelać, albo się fechtować podczas walki wręcz. Każdy chciał być Cyprianem Godebskim, natomiast nie było ochotników do korpusu arcyksięcia Ferdynanda, dlatego długie dni na podwórku toczyły się wojny domowe, dopóki nam się nie znudziły, dopóki nie nadeszły cieplejsze dni, zwiastujące wiosnę. Wszyscy czekaliśmy na ferie wielkanocne. Wszyscy, z wyjątkiem mojej mamy, która uważała wiosnę za najgorszą porę roku, bo była to pora rozstania, płaczu, wyczekiwania: ojciec zostawiał nas i szukał szczęścia gdzie indziej. Wyruszał wiosną, wracał na jesieni, kiedy mu się uprzykrzyło życie podrywacza; kiedy zatęsknił za ciepłą pierzyną, dobrym jedzeniem i muzyką z radia.
    1 punkt
  37. Gniotą grzbiet stroje szyte na miarę (Z butów wymyka się ździebko słomy) Tkwi w butonierce jedwabny wianek Aż w skroniach dzwoni chylą się głowy Fason spod igły, brak marginesów (Lub choć prześwitu na głębszy oddech) Rad się zagnieździć tyran w człowieku Czuwać troskliwie nad każdym krokiem
    1 punkt
  38. Romeo z miasta Verona, chciał się naocznie przekonać, czy z Murzynką tak samo jest w miłości jak z białą. i czy ma wszystko jak żona.
    1 punkt
  39. co każdą książkę kończy? nie szczęśliwa miłość ani list gończy nie wieniec weselny, nie podpis nagrobka każdą historię kończy kropka każde opowiadanie i ostatnie słowo nie ma, że zaczniemy na nowo nie ma nadziei że coś jest potem super chłopak, dwójka dzieci bawiąca się z kotem nie można żyć pod znakiem zapytania w niepewnościach odchodzenia i ciągłego wracania to koniec historii, nie będzie inaczej nie będzie spacerów i puszczania kaczek nie będzie przytulania i ciepłych pocałunków nie będzie czułości, miłosnych podarunków czemu? bo tak chciał autor powieści albo nie chciał a wiedział, że się nie poszczęści wszystko sie kończy, choć nie koniecznie cmentarzem najgorsze jest to że tutaj ja jestem pisarzem
    1 punkt
  40. @Wędrowiec.1984 można być dumnym z tego :)
    1 punkt
  41. W głowie mam słowa, zaciśnięte żalem. W kręgu szarości są szczelnie zamknięte. Te słowa jak złowrogie cienie, nie koją jak aloes, a od zaduchu są mętne. W oczach promienie dwa choć smutne - w genezie nierozpoznane jeszcze. Promienie a może ognie gniewu... W oczach niebieskich mam, ognie w przestrzeni rozległe. Wciąż patrzę na ludzi milczących, co w czerni idą przez świat. I krzyczą coś do mnie tam z góry i kroczą jakby w orszaku anielskim przez tyle tak długich lat. W głowie mam słowa smutne, zaległe, niewypowiedziane. I słowa otuchy, co w gardle więzną. I miażdżą usta, ściśnięte w żelazną pięść. W głowie mam słowa - a może to lament. Gdy śmierć niezjednana wokół wciąż trawi tyle niewinnych, bijących serc.
    1 punkt
  42. Szkoda...ale rzeczywistość nie zawsze spełnia nasze oczekiwania. Pozdrawiam serdecznie
    1 punkt
  43. @Dragaz Dzięki i wzajemnie :)
    1 punkt
  44. @GrumpyElf Dziękuję również;-) @sam Poprawiona wersja też całkiem pasuje a ja za to serdecznie dziękuję! Pozdrawiam:-)
    1 punkt
  45. @Kwiatuszek Ładny i subtelny tekst :)
    1 punkt
  46. 🕷️ Odkąd pamiętam, żyję z potworami. Jedne są większe, drugie mniejsze. Niektóre latają, inne pełzają, poruszają się ospale pod swoim ciężarem. Mają rogi, kły, pazury albo są tylko cieniem, szybkim podmuchem powietrza z nikąd. Czasem je widzę. W szafie, komodzie, pod łóżkiem. Czasem tylko czuję jak mnie obserwują, siedzą na moim ramieniu albo jako gorący oddech na plecach. Zwykle jakoś sobie żyjemy. Traktuję je jak niechciane stado kotów. I tylko czasem atakują. Tak było wczoraj. Pierwszy zaczepił mnie ten z pleców. Syknął jadowity komentarz. Zamachnęłam się z wściekłością. Dwutonowy Kolczasty, który sypiał na balkonie, już na mnie czekał. Nabiłam sobie dłoń na jego kolec. Wpadłam w furię. Im dłużej się szamotałam, próbując walczyć, tym więcej ich nadciągało. Było nawet kilka takich, które pierwszy raz widziałam. Biegałam po pokoju, szukając schronienia i sposobu na nie. Ale to co pomagało na jedne, na drugie nie działało. Byłam już mocno poturbowana i słaba, gdy udało mi się wybiec z pokoju. Wpadłam zdyszana do łazienki. Zakluczyłam drzwi i oparłam się o nie. Byłam bezpieczna maksymalnie kilka minut. Po niecałych dwóch oddechach, usłyszałam tętent na korytarzu. Aby szybciej dojść do siebie, podeszłam do umywalki i obmyłam twarz. Spojrzałam w lustro i czas się zatrzymał. Wyparowały wszystkie myśli, a ciało zastygło i tylko serce waliło oszalałe. Moją twarz pokrywały łuski i wrzody, zamiast włosów wiły się macki, długie kły, małe, świdrujące oczy o żółtych tęczówkach i szerokie nozdrza wyrzucające kłęby pary. I wtedy rumor ucichł, a gdy otworzyłam drzwi, nikogo już nie było.
    1 punkt
  47. @koralinek Nie jestem do końca pewny, o czym jest ten wiersz. Jednak mimo wszystko mi się podoba. Pozdrawiam
    1 punkt
  48. Nie wiem ,czy był szczęśliwy, chociaż miał na imię Feliks. Nigdy go o to nie zapytałam. Kiedy umarł byłam nastolatką i doprawdy nastolatki nie interesują się takimi sprawami jak te, czy ich dziadkowie dostąpili szczęścia na tym łez padole. Już w tym określeniu miejsca, w którym przyszło nam żyć dopatrywać by się mogło odpowiedzi, ale czy ja wiem? Moja teściowa, która naprawdę miala ciężkie życie i umieranie zresztą też (jakie życie taka śmierć?)na moje pytanie , gdy leżała na łożu śmierci, czy jest zadowolona ze swojego życia i tu , spodziewałam, że się skrzywi w jakimś grymasie smutku, może zgorzknienia, przeciwnie jej twarz się rozjaśniła i odpowiedziała mi, że tak. W sumie dobrze mi wyszło. Dziadka nie zapytałam, ale mimo tego ciężkiego życia, bo przecież było to pokolenie i przedwojennych kryzysów i wojny jak również oboje pochodzili z nizin społecznych, czyli ludzi najbardziej tymi nieszczęściami dotkniętych, może i on odpowiedziałby mi podobnie. Była w nim wielka pokora, skromność i pogoda ducha. Razu pewnego po Wigili Bożego Narodzenia roku pańskiego, któregoś tam,szliśmy z dziadkiem na Pasterkę. Dziadek trzymał w ręce ogromny czarny parasol. Tak dla fasonu, bo śnieg zaledwie prószył, jakby się dobrze przyjrzeć w świetle ulicznych latarni. Naprzeciwko szła grupa wyrostków ( pewnie teraz to już stare chłopy )i śmiali się z dziadka pokazując go sobie i mówiąc, a co ten? patrzcie. Dziadek śmiał się razem z nimi. Wysoki rozłożysty w barach, z dużym brzuchem wypiętym do przodu szedł dumnie ze swoim parasolem w tę szczególną noc. Potem brzuch mu gwałtownie opadł. Marskość watroby, brzmiała diagnoza i długo już nie pożył. Miałam wtedy szesnaście lat. Piękny wiek.
    1 punkt
  49. czasami chwila jest jak krzew wypuszcza wciąż nowe liście potem pieści ich zielenie aż te nabierają błysku całymi dniami dogląda niczego nie obiecując a jednak dając im wszystko czego tylko potrzebują rozwijają się pięknieją pewne swojego istnienia rosną szersze i mocniejsze coraz więcej chłonąc słońca wypuszczają się do głębi w stare zapomniane kolce jakby chciały ją obsypać kielichami obfitości powielić różowym kwieciem
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...