Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 10.02.2022 w Odpowiedzi

  1. odkąd pamiętam nie przepraszasz wracasz i klęcząc składasz w całość pogruchotane ciszą serce w przypływie uczuć mówisz mała ty jesteś moje dopełnienie atramentowa noc za oknem wietrznym podszeptem przypomina zdradliwy płomień skrzydła w popiół zmieni sto razy zanim miłość urodzi wyczekany spokój dla blasku topazowych spojrzeń jak nocny motyl mogę ginąć z brzaskiem ożywać w chłodnych dłoniach gdy wszystko mi wyznajesz milcząc
    8 punktów
  2. czy warto zerkać w tył bać się tego co było czy może lepiej iść do przodu nie dokuczać swym myślom czy warto jest przegrywać z minionym kłaniać się mu mimo tego że było trudne patrzyło nie tam gdzie my czy warto bać się cieni przecież w nich nie ma nic są tylko byłe chwile które śmieją się czy warto być człowiekiem skoro na końcu i tak ktoś lub coś zamknie nam ostatnie drzwi czy warto tak rozmyślać przecież świat i tak zrobi tak jak będzie chciał czyli nic
    5 punktów
  3. W życiu było ich aż nadto matka, siostra, koleżanki lecz nie dzisiaj piszę dla nich moje słodkie rymowanki. One miały już swe święta był Dzień Kobiet, Święto Matki dostawały, więc ode mnie z laurkami także kwiatki. Dzisiaj skupiam się na jednej więc treść wiersza wyważona bo odbiorcą owej treści nie, kto inny tylko żona. Ta jedyna, która ze mną dzieli los wspólnego bytu i bez której by nie było w naszym życiu dobrobytu. Walentynki rzecz wiadoma z wiedzy i rad posiadanych okrzyknięte już przed laty, jako Święto Zakochanych. W naszym stadle już od ślubu i niezmiennie swój prym wiedzie miłość, która nas jednoczy i w sukcesach jak i w biedzie. Z tej okazji niech mi wolno będzie to ogłosić światu, że prócz serca i prezentu dam mej żonie bukiet kwiatów. Ona na to zasługuje a ja nie chcę mieć dublerki więc dorzucę do prezentu czekoladki i cukierki. Wrzucam wcześniej bo może ktoś będzie chciał go wykorzystać do własnych celów. Autor wyraża zgodę.
    4 punkty
  4. Odwracam głowę kiedy mijam niepowtarzalny urok ma raz jest brunetką raz blondyną szyję wykręca już od lat gdy włosy grają jej na wietrze marzę o tańcu aż po świt ale by podejść i powiedzieć chciałbym ci ukraść kilka chwil to już niestety nie potrafię strach że usłyszę słowo nie paraliżuje mnie od dawna i dalej solo pląsam w mgle
    4 punkty
  5. Tragedia ruin pobojowisko jest w tobie Nie masz męża a usta spieczone pragnienie Chłód kamiennej studni obok białego miasta Pustynia przejdź ostre ostatnie wzniesienie Ja czekam cierpliwie kochana córko moja Wiem że to miejsce gdzie miłość i wiara ginie Wyschłe badyle kaleczą stopy niewieście A Legiony demonów trzeba wpędzać w świnie Wy Aniołowie ukojenie jej przynieście Gdy Ja ci dam pić pragnienie całkiem przeminie Nie musisz wołać ani kołatać Ja ci dam pić Nie szukałabyś gdyby Mnie tutaj nie było Bo ten świat fałszywie karmił pragnienia twoje Nawet zło ci nie będzie się już nigdy śniło Zaprawdę Ja ci dam pić grafika: https://studnia-rekolekcje.pl/diecezja/rozmownica/attachment/jezus-i-samarytanka-chadashim-e1449931575849/?v=9b7d173b068d
    3 punkty
  6. Wstawanie śniadanie zakładam protezy rehabilitacja tyle czasu uczyłem się chodzić chodzę mięśnie zapomniały o lataniu to potrwa dłużej na razie nawet świeczki skrzydłem nie zdmuchnę
    3 punkty
  7. Święta idą, te pierwsze, Bez Ciebie Kochanie. Święta pełne bólu, Miast pełne radości. Bo gdzie radości szukać? Jak Ci prezent zrobić? By wywołać przepiękny uśmiech Na Twej cudnej twarzy. Nie wiem jak to zrobić. To moje przekleństwo. Ja nie jestem godzien Miłości, przyjaźni, świąt i rocznic wszelkich. Bo jak można być godnym, Gdy do swojej Żony, Mówisz takie słowa na Jej łożu śmierci: „Walcz, Walcz, Walcz Kochanie Lecz jak już nie możesz to idź w stronę światła. My sobie tu poradzimy.” Posłuchałaś. Odeszłaś. A słowa te ciążą mi na sercu, Jak kamienna zbroja, już prawie od roku. Bo gdybym inaczej to Tobie powiedział, To byśmy byli razem do dnia dzisiejszego. Cieszyli się życiem i dziećmi naszymi. Lecz jedno Ci mogę obiecać Kochanie: Będę trwać w tym świecie, W tej życia nicości, Do ostatnich dni moich. I kiedy nadejdzie ma chwila ostatnia, I trafię gdzieś tam, ponad tęczę piękną, I Ciebie zobaczę. To znów się rozpłaczę. Tym razem z radości. Andrzej Pawłowski, Warszawa 16.12.2020
    3 punkty
  8. każda pszczoła robotnica potrzebuje porządnego bolca... utwierdza samiec samca rozsmakowując się w kolejnym porno klubie porno filmiku porno mózgu ... inaczej wymyśla chodzi struta marudzi narzeka patrzy z pogardą śmierdzi nieseksem na kilometr a chcica przewraca jej świat do góry nogami a tam zamiast bram nieba ku chwale mężczyzny wielkie kurewskie NIE! czerwone z wykrzyknikiem podkreślone i oprawione w ramkę ... mężczyzno wspaniały już dziś wszystkie swoje samcze myśli spakuj wrzuć do rogu i gwałć je sobie tam w nieskonczoność
    3 punkty
  9. czas nie służy nikomu on rządzi i dzieli tu dorzuci tam skubnie ale mieli sprawiedliwy dla wszystkich on panem i władcą oczko puści lub zamknie nie jest kłamcą trzyma wodze w galopie nie uciekniesz nie zostaniesz w tyle gdy opuści już się tobą znudził ale byłeś
    3 punkty
  10. Ballada masochistyczna Rozbierz mnie ze wszystkiego co się składa na mnie jak się zdanie rozbiera ty ze mnie dopełnień ściągnij: skórę która twój oddech oddycha by stawał się jej oddechem i opuszek palców dotyk pije jak ziemia deszcz pije w upale Do którego tak często przywierałeś ciałem obojczyka doliny cień scałowywując zedrzyj pleców płaskowyż i zabierz ode mnie czarne fale w których twarz chłodziłeś codziennie wyrwij skrzydła brzemienne naszym umieraniem i dojrzałe ust żagle spal jak liść języka który z ciebie z płomieniem zwątpienie zlizywał otoczaki zdrap dreszczy ukryj pod paznokcie kwiaty piersi kwitnące pod słońcami twoich dłoni zerwij i podrzyj aż do klatki z kości Jestem zdaniem którego ty jesteś podmiotem rozbierz mnie a pod spodem odnajdziesz też serce które szumem orzeczeń twoje imię szepcze.
    2 punkty
  11. Ciemny krajobraz się wyłania, tysiące poległych w imię Boga na polu leży. Święta wojna dogasa którzy to słudzy Boga a którzy wrogowie? Bóg swoich nie rozpoznał. Dostojnicy ludowi propagandę fundują, o królestwie opowiadają. Szaty religijne i togi prawnicze psychopaci ubierają, którzy tylko szacunek dla mamony mają. Pieśń pochwalna mamonie śpiewają i wierność przysięgają.
    2 punkty
  12. nie wiem do kogo należał scyzoryk pachnący tanim dymem tytoniowym znaleziony na ławce gdy siedziałem w krótkich spodenkach i przesuwałem patykiem leniwe chmury na niebie walczyły tak samo dzielnie jak dywizja żołnierzyków z połamanymi rękoma i kręgosłupami w papierowej torbie pod tapczanem czyje są te obłoki dzisiaj i czy któryś różniłby się w tej chwili chociaż trochę gdybym tamtego dnia nie stopił szkłem powiększającym kilku okruchów smoły zostawionych przez dekarzy który już dawno umarli na raka tak jak metaliczny chrząszcz który wspinał się po mojej nodze licząc na spotkanie ze swoją dziewczyną która odpoczywała w kieszeni zawinięta w pomiętej chusteczce parę myśli w głowie nie wiadomo czyich może są moje a może wcale nie i tylko czekały w kolejce by stworzyć kilka zdań o obłokach które nigdy już nie powtórzą swojej kompozycji i żuku zapatrzonym w niebo podróżnik mknący nie wiadomo gdzie na kawałku bezdomnej skały oklejonej insketami o które nie troszczy się żadna chmura zajęta swoimi sprawami rzucony między sklepem nabiałowym a kioskiem z cygaretkami z każdym łykiem słodkiego dymu bliżej gołych ciał niebieskich
    2 punkty
  13. Pedro, mieszkaniec Barcelony, dowiedział się od swojej żony, że zarabia za mało i ma szlaban na ciało. Westchnął - już jestem udupiony.
    2 punkty
  14. Zawojować świat pragnąłeś marzył ci się wieniec złoty lecz twe ręce, obie lewe nie przywykły do roboty. Lecz bez pracy i tak dalej raczej są prognozy marne wizje, które roztaczałeś od początku były czarne. Próbowałeś różnych sztuczek i wierzyłeś w moc zaklęcia choć ci prosto w twarz mówiono - megaloman od poczęcia. Dochodziło i do tego, że w korzeniach swych szperałeś bo w swych przodkach z dawnych czasów Jaśnie Państwo znaleźć chciałeś. Wciąż na oczach nosisz łuski i nadzieją karmisz siebie lecz nie stąpasz po dywanach ale po błotnistej glebie. Takich jak ty są tysiące beznadziejni mitomani, którzy tkają złudne myśli i są w sobie zadufani.
    2 punkty
  15. Znosi i znosi i znosi Ktoś zatem się nie zanosi, nie zanosi, nie zanosi na nieznośny przechył na osi zawieszonej nad Wysokim Miastem. Tyczka u rąk osik w kieszeni linoskoczek nie Janosik. Po obu stronach stronnicze ustronie.
    2 punkty
  16. – Przez sen mówisz ? – Maja… ! Widzę morze, czerwone ptaki, żelazne gąsienice. Wszędzie latają zapisane strony… - Twoje wizje to : los, fikcja, historia, poematy ? Wiersz właśnie powstaje. ( Utrwalam.)
    2 punkty
  17. po szczęście chodziłaś na przeceny do życiorysu nie chciałaś korekty ale ty jedna przedłużałaś o dwa dni życie ciętym różom
    1 punkt
  18. słowo, które ożywia - kocham! lubię, szanuję... słowo, które uśmierca - nienawidzę? nie lubię, nie szanuję... nie, o to mniejsza z tym sobie poradzę przeżyję uśmierca słowo kłamliwe niby ożywia a jednak gnije
    1 punkt
  19. Kierowca Zdzisław, gdzieś w mieście Będzin, wciąż podejrzanie zbyt szybko pędził. Gdy go pytano: -Zdzichu, gdzie ty pędzisz? -Na strychu. Tam księżycówkę pędzę z żołędzi.
    1 punkt
  20. może jestem tu a może po chwili do mnie dociera brzęk chwili zastygłej wykutej z kamienia zapada się pod nią brunatna ziemia to przeszłość ramiona otwiera by spijać to co zasiano czuję jak mnie wchłania żyję z tego co pulsuje pod moimi stopami żyję z tego co pulsuje pod powiekami walutą w tym świecie nie są srebrniki gdy za oknem cień spływa po nadgryzionym budynku zatapiam się w objęciach fasadowego bluszczu wśród zielonych liści tlą się wspomnienia słońce przecina niebo swym krzykiem patrzę w źrenice spadającego sklepienia gdy przechadzam się po miękkiej trawie myśli przeszłych z jaką lekkością mogę iść dalej
    1 punkt
  21. Rek i psi laptop, pot, pal i spiker.
    1 punkt
  22. @Henryk_Jakowiec Żeby tylko na rozjazdy, lecz w głębokie ciągnie błota, wtedy nawet z prawem jazdy mija szybko mu ochota:)
    1 punkt
  23. @Marek.zak1 Nieraz jest to zwykły zabieg autor wpuszcza na rozjazdy a czytelnik głośno woła boże daj mi prawo jazdy to pojadę w tą i w tamtą stronę dążąc za autorem jak zrozumie, chociaż trochę oddam prawko przed wieczorem chyba, że mnie autor zmyli droga będzie zagmatwana i wprowadzi na wertepy wtedy prawko oddam z rana. Pozdrawiam ;)))
    1 punkt
  24. Właśnie :) Dla niektórych 'sam' to samotność a dla drugich - Wszystko :) (Czasem lepiej być drugim ;))
    1 punkt
  25. Słowa mają moc, wydaje się że przebrzmią, pójdą w zapomnienie, ale nie - często zostają w nas na całe życie.
    1 punkt
  26. Takie wiersze czyta się z ogromną przyjemnością :)
    1 punkt
  27. Choć osobno jesteśmy pojedynczymi kartkami To razem tworzymy całą księgę.
    1 punkt
  28. Słowa krążą, pojęcia mieszają się. Braknie filozofom czasem punktu podparcia. Świat szaleje. Nasz duch ulatuje. Czasy są srebrne. Nie będę jednak jej chwalił : nasza karuzela ma coś z jarmarku…
    1 punkt
  29. @Annuszka dzięki @zatorzak1dzięki
    1 punkt
  30. Skorygowałem, dzięki za czujność. m
    1 punkt
  31. Brakuje słów które by mogły opisać co czuję.... może tylko WOW
    1 punkt
  32. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Poezją też można nakarmić duszę, przypomnieć, wskazać drogę albo pozwolić się zatrzymać...
    1 punkt
  33. Świetny wiersz, lekko podana celna ironia dająca do myślenia...
    1 punkt
  34. Zanosi się na wiosnę... Stąd takie nastroje
    1 punkt
  35. @iwonaromaFajne!
    1 punkt
  36. Znakomita poezja... Bardzo ekspresyjnie ujęte emocje
    1 punkt
  37. @Dawid Rzeszutek W tej materii rzekłby krawiec to, co było już skrojone nie należy przeinaczać po to, aby mieć zasłonę zamiast spodni lub żakietu albo przykład od kowala stal spożyta na parkany ma być teraz przekuwana? Mnie reformy nie dotyczą do nauki brak zapału bowiem już na drugą stronę ja sposobię się pomału jednak młodzi proszę bardzo ich zachęcać się należy bowiem nasza wspólna przyszłość jest zależna od młodzieży. Pozdrawiam ;)))
    1 punkt
  38. @Dawid Rzeszutek Autor pisze często o poważnych sprawach w lekkiej formie, z humorem i dystansem, podobnie jak to robili choćby wybitni bajkopisarze. Dzięki temu jego teksty są czytane i lubiane. Jeśli ktoś lubi poezje kontemplacyjną i metafizyczną, nie są to teksty dla niego,
    1 punkt
  39. Garść wspomnień nieporęcznych po mnie wrzuć do ogniska niech w nim spłoną W mig się spopielą wiem do czysta wszystkie wytarte pewną dłonią Dla mnie wystarczy j e d n a i s k r a .... ......... . ..... .......
    1 punkt
  40. I dobrze,że tak masz, ale poezja winna jest intrygować, dać jakaś myśl, udekorowaną obrazowymi metaforami. Mimo tego że nie jesteś wieszczem a amatorem myślę że fajnie jest się rozwijać. Sam osiągnąłem wiele cennych kroków we własnej poezji. Też nie jestem wieszczem a amatorem jednak serwuje teksty trudne,kontemplacyjne,obrazowe, metafizyczne na ile oczywiście pozwala mi głowa i talent. Mój tomik poezji który wydałem dziś wydaje się raczkowaniem a każdy tekst zbliza do perfekcji przez rozwój. Daje ludziom bajkę tragiczna i szarą ubrana w woal obrazów charakterystycznych, dekadenckich, turpistycznych, które grobową atmosfera zmuszają do myślenia o przemijaniu. Też do ideału mi brakuje wiele,ale Idę ta drogą i widoczny jest postęp, co sobie chwalę i tobie również polecam. Kto wie może za jakiś czas doznam zaskoczenia i zachwytu podczas odczytu twojego tekstu. Tego życzę tobie. Pozdrawiam Dawid Rzeszutek vel Marionel Moriel
    1 punkt
  41. Garść wspomnień nieporęcznych po mnie wrzuć do ogniska niech w nim spłoną w mig się spopielą wiem do czysta wszystkie wytarte pewną dłonią Dla mnie wystarczy jedna iskra .... ........ . ..... .......
    1 punkt
  42. I NA PANA PSA ZA LAS ANO I MY. DA ZOJA JAJO? ZADYMIONA SALA, ZASPANA PANI. I BO RAZ NA JEŻA GAŻE JAN ZAROBI? A TA ŁAZI. KULTUROWA ŁAWO! RUT LUKI ZAŁATA.
    1 punkt
  43. 1 punkt
  44. Niewierna modlitwa kruków Rozbiłem białe tabernakulum modlitwą Długo leżałem potem jak gdyby martwy Zajęty za liściem jesiennym moją gonitwą Szukałem drogi do rzecznej małej tratwy Kościół solą ziemi, wiecznym tu kuszeniem Groby pobielane zatajają majątki i grzechy Są latarni niby napotykanym zniszczeniem Dla piekielnej winowajców krwistej uciechy Cmentarz zapłonął złem, podpalono niebyt Trupy piją dzisiaj krwawą Mery odbytami Czeka nas upragniony koniec, to ten świt Kiedy będę stał za nieśmiertelności kratami Modliłem się o smutek i chwilę najcichszą By kontemplować nieistnienie śmiertelności Zajadając się cmentarną ów wdową - wszą Nie było w witrażach kościelnych wieczności Uchodźcą jestem z portalu piekieł odprawy Bez bagażu i bez modlitewnika idę tu bosy Wśród modlitw tu czystych zielonej uprawy Szukam zardzewiałej śmiertelnie małej kosy Róża złożona jedna jedyna prawdziwie zła Odprawia egzorcyzmy zdjęta Chrystusowi Pole kukurydzy pełne kruków dopełnia tła Chyba oddam się finalnemu wiary ciosowi Boga nie ma, bo spłonęło perpetum mobile Wysiadł zegar wieczny pilnujący wieczności Aniołki matka całuje w policzek bardzo czule Tylko brak mi mołotowa i też szatana czelności Bo modlę się do sił nieżywych i nieświętych I już ciśnienie rozwala czaszkę skroń i oczy Wciąż leżę wśród pism całkiem przeklętych A szatana strażnik przy mnie wciąż kroczy Autor: Dawid Rzeszutek
    1 punkt
  45. A, ŻE JANA ? PODYMIONO, I MY DO PANA JEŻA?? JAKA KULTURA - RUT LUKA, KAJ.
    1 punkt
  46. Szedł po równinie ― porośniętej niewielkimi kaktusami i rzadkimi kępami wysuszonych, ostrych traw. Słońce paliło niemiłosiernie. Miał ogromne pragnienie… Wypiwszy parę łyków wody z blaszanego bidonu ― jął lustrować nieskończoną monotonię krajobrazu, przesłaniając dłonią oczy od nadmiaru światła… Majaczyły dokoła szaro-fioletowe, dalekie wzgórza… Drżało gorące powietrze… Nic nie pamiętał… Nie wiedział, co to za miejsce, skąd przybył oraz jakie jest jego imię, ani ile ma lat… Odniósł wrażenie, jakby został ogłuszony i dopiero, co odzyskał świadomość… A może majaczy? Dotknął ostrożnie potylicy, ale nie wyczuł bolesnego obrzęku… Obejrzał dokładnie swoje ubranie. Nic specjalnego: kraciasta, flanelowa koszula, dżinsy, wiązane powyżej kostek traperskie buty… Opróżniony do połowy bidon zaczepił o pasek spodni… Nie miał niczego więcej, żadnego dowodu tożsamości, nawet zegarka… Musiało jednak minąć południe, ponieważ rośliny zaczęły już rzucać cienie… Usiadł zrezygnowany na ziemi, opierając wyprostowane poziomo ręce o zgięte pod brodą kolana. Opuściwszy między ramionami głowę ― słuchał uważnie owadzich pobrzmień… Nie było najmniejszego przewiewu…. Otarł rękawem zroszone potem czoło… Spojrzał wyżej… Kobaltowy błękit nieba przekreślało kilka kondensacyjnych smug, upodobnionych do białych, pierzastych węży... Gdy tak rozmyślał, nawiedził go nagle ― zapamiętany skądś sen: „Ma może 12 lat. Jedzie z matką pociągiem. Poza nimi ― nie ma nikogo. Matka wpatruje się smutno w rozmyte pędem, piaszczyste wydmy… Jest mu jej bardzo żal… Jadą przez pustynię, nie wiadomo jak długo, po zasypanych częściowo torach… Wokół, tylko pochmurna szarość… Mżą mikroskopijne piksele samotności… ― Nagle ― pod dalekim wzniesieniem ― eksploduje głowica nuklearna … Oślepiający blask momentalnie zalewa wszystko trupią poświatą… Powietrze rozdziera przeraźliwy krzyk… Zakrywa dłońmi twarz, dostrzegając ze zdumieniem kości ― prześwietlanego promieniami Roentgena ciała…” Wstrząsnął nim huk przelatującego nisko wojskowego odrzutowca. Słońce powoli zachodziło czerwonawą łuną nadciągającego zmierzchu. Przesycone chłodem powietrze już nie falowało i mógł przez to dostrzec więcej szczegółów… Nieopodal stał samotny dom… Frontowe ściany miał osmalone od niewyobrażalnego żaru... Zamiast okien i drzwi ― ziały puste, ciemne prostokąty… Obszedł go… Nie wiadomo, jakim cudem ― przetrwał potężną, destrukcyjną siłę… Wszedł do środka… Kanapę, dwa fotele, stół oraz przewróconą „podłogową” lampę z potłuczoną żarówką bez klosza ― powlekał biały pył… Chrzęściły mu pod butami kawałki rozbitego szkła… Za następnymi drzwiami ― piwniczne schody… Stąpając ostrożnie po pełnych gruzu betonowych stopniach, czuł narastający coraz bardziej odór rozkładu… Zdeformowane manekiny ― wyciągały z zatęchłego półmroku, jakby błagalnie ręce, patrząc na niego beznamiętnym wzrokiem... Pierwszy ― ubrany w czarny garnitur, białą koszulę, krawat… Drugi ― w kolorową, częściowo spaloną sukienkę… Nagi manekin dziecka ― miał stopioną, bezkształtną twarz… Zagradzała mu drogę plątanina powyciąganych skądś kabli, stara, drewniana radiola z milczącym od dawna, pociętym głośnikiem… W pękniętym kineskopie czarno-białego telewizora przemknęło odbicie pokrzywionej groteskowo postaci… Uśmiechnięty ― Ray Charles ― wodził za nią niewidzącymi oczami z wielkiego, pożółkłego ze starości plakatu, spoza ciemnych, niby spawalniczych okularów… Odsłaniał przy tym swoje białe zęby… ― Coś zapiszczało… ― Między sprzętami mignął długi, szczurzy ogon… Wyszedł szybko na zewnątrz… Przekroczywszy ledwo próg upadł i zwymiotował… Nie mógł znieść ohydnego smrodu śmierci! Podniósł się… Zaczął biec… ― Upadł drugi raz… Jego głowę opasywała boleśnie gorąca, pulsująca obręcz… Usiłował wstać… Kilkadziesiąt metrów dalej wyrastały betonowe filary wiaduktu... Dwa filary ― podpierające fragment żelaznej konstrukcji… Tory ― prowadzące znikąd ― donikąd… Poskręcane od piekielnego żaru, zardzewiałe resztki… (Włodzimierz Zastawniak, styczeń 2016)
    1 punkt
  47. Po obu stronach stronnicze Ustronie A na tym gównie wyrosną jabłonie Pod nimi siądzie poeta wielki Podłubie w nosie, poprawi szelki Zsunie bieliznę chwyci za prącie Przesunie po nim pisarską dłonią Nie raniąc nikogo spuści się szybko Aż skapnie trochę by w końcu ktoś pojął By nie być wiecznie taką pipką
    1 punkt
  48. Idzie tak głupio, że sowa się schowa.
    1 punkt
  49. Oj, nie jednemu sceptykowi, czy też takiemu co to po prostu ludzi nie lubi się udało.
    1 punkt
  50. Érotique II Jesteś tutaj znowu, Tak jak przewidziałem. Przyszłaś zrozpaczona Prosić mnie o rozkosz. Rozum ci odbiorę, Zmysły pozostawię. Będziesz dzisiaj moja, Tylko ładnie poproś. Staniesz się jałowa, Naga, niespełniona. Sprawę, że spełnienia Długo nie doświadczysz. Czekasz tylko na to, Pragniesz i pożądasz. Chcesz bym z pożądania Mocno dzisiaj zadrwił. Usiądź więc na krześle, Usiądź tu, przede mną. Weź głęboki oddech, Zamknij szybko oczy. Poczuj jak się budzi Twoje przeznaczenie. Poczuj jak układa Bujne, rude włosy. Poczuj jak opuszki Drażnią twoje zmysły, Drażnią, by zakwitły Jak wiosenne kwiaty. Chcesz bym nie przestawał, Bym cię wciąż rozbudzał. Zmusza mnie twój oddech, By poprzestać na tym. Jakże jesteś dzielna, Jakże protestujesz! Zapach pożądania Wszędzie się unosi. Pragniesz być waleczna, Będziesz więc bezbronna I o każdy dotyk Głośno będziesz prosić. ---
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...