Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 31.07.2021 w Odpowiedzi

  1. Ile może wiersz kosztować? zapisany na chusteczce: jeden nic a drugi tysiąc. To zależy kto go zechce. Bywa także, że i płacą by ktoś wiersze ich przeczytał (twórczość taka bywa słaba, choć i bywa wyśmienita). Sami w książki inwestują by zobaczyć się z nazwiska, ta intencja też jest ważna, szczera, nawet oczywista. Ì rzecz jasna, inną cenę sięgnie wiersz Pani Osieckiej, bo nazwisko gwarantuje, że wiersz dotrze nawet szerzej. Jak wycenić myśl - bo przecież łyk energia też zużywa. Czym wymienić się w poezji? bo transakcja jest prawdziwa.
    6 punktów
  2. Pamiętasz, jak płonęły wtedy gwiazdy? Szedł z oddali omdlewający zapach łąk, poprzez wieczorną rosę… … księżycowy, srebrny blask… Oddychaliśmy sobą, przekazując swoje oddechy z ust do ust… ― zaskakiwani zawsze bladą projekcją świtu… … okryci nagością, jakże wrażliwą… ― czułą… Jedyną w swoim rodzaju ― szatą kochanków… Wiesz… … stanęło kiedyś (prawie) ― moje słabe serce, tak, jak serce ― mojej śpiącej już na wieki mamy… Czułem narastający sen i straszliwą niemoc… Wystarczyło, żebym zażył ― jeszcze jedną tabletkę, abym mógł dostąpić krainy wiecznego lata… Wybacz mi, że ciebie wciąż kocham… … wybacz mi ― za moją ― do ciebie ― miłość… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-07-30)
    6 punktów
  3. Widok na podwórze cedzi przez firankę. Z pokoiku na ostatecznym piętrze tak dobrze oglądać. A nogi stare, takie pogniewane, gdy gnie je po schodach, to w dół, to w dół. Kołyszą się fotele bujane, skrzypią jej kołysankę do snu. A tak wytrwałe w tej robocie, że ukołyszą ją wkrótce na amen. Śpij babciu, śpij, mąż ci się przyśni, narwie ci wiśni, gdzie dawno spłonął sad.
    4 punkty
  4. Pogrubiłem czcionkę, a ona wciąż chuda, podśmiewa się ze mnie tenorem Skołuba. Raz cienko, zaś przaśnie... pokrętło i zgaśnie, a słowo bemolem, wynuca rubasznie. Dyskiem rzuca w pole półśpiewny Martyniuk, czy rekord pobije - kwiaty pąki zwiną. Kogo lepiej słuchać, a może Gomułki, trele robią odsłuch ze "Sową" do spółki. Radio brzdąka latem - butelkę odkorkuj, liczę i podziwiam, pstre plamy na słońcu. A że pali w skórę śle czerniaki drwiąco, wlazłem pod pazuchę Dyziowym obłokom. Cóż mi przyjdzie zrobić - posłuchać Madonny, pyry nie obrane - pysk nieogolony. Tępawa skrobaczka... słuchawki na uszy, śpiewu gdzieś tam w kuchni, Cleo nie zagłuszy. A Excellent HB... temperówki pragnie, służy linią cienką, wybiera co ważne. Papier z wypiekami od kartki głaskania, wstydzi się autora, patrzy jakby nawiać. Co w sumie powstanie, podsiane nutami, pisz na pięciolinii, sam siebie ubawisz. Ołówek zaskrzypiał i kropkę przywalił, cóż z tego, że wierszyk wspomagam ariami.
    4 punkty
  5. ja bardzo kocham żyć przeżywać noce i dni podziwiać gwiazdy drzewa i sny ja bardzo kocham być tu i tam - śmiać się rozumieć wiatr burze i łzy ja bardzo sobie cenie marzenia - w ogrodzie i sadzie co dzień szukać mgły ja lubię mówić o życiu czuć jego drogi nie podstawiać mu nóg być gotowy do gry bo życie to przygoda warta przeżycia bo ma w sobie coś co ciągle się tli
    3 punkty
  6. Życie jest magicznym momentem bez względu na porę. Najbardziej rozkrzyczane odbicie - tafla prawdy To lustro, od którego wszystko odbija się rykoszetem Furkoczą plisy akordeonów, a lato zwija swą przędzę Usiądź obok mnie na ławce Bądź sobą lub nie sobą Świat będzie lub nie będzie Zależy, jak sobie to wymyślisz. Żyję w pokoju Prometeusz co świt sam gasi światło. Wojna! Złowrogie kormorany lęków w dziobach przynoszą kolibry nadziei Historie ludzi, którym los, ta podstępna fala odpływu, zabrał wszystko Życie to często wesele, na którym pojawiają się wszyscy goście, z wyjątkiem państwa młodych Co drugi mijany mur to ściana czyjegoś płaczu Nie trzeba być Żydem, by czuć na języku gorzki cymes niechcianego boga Lunatycy? Ci zawsze poszukują centralnego biura adresowego. Nicość, smutek, śmierć .... Nie, nie o to chodzi - znają doskonale ich miejsce zamieszkania. Chcą się jedynie dodzwonić do właściwego komornika ...
    3 punkty
  7. ostatni będą pierwszymi a pierwsi ostatnimi co tam że wystrzelili cię w kosmos jak z procy a trafić do celu nie było łatwo słowo Boże ma wszak pierwszeństwo zesrałeś się w imię Pana nie raz ale misja trwa dopóki On czuwa twoje dziecko w łonie twojej ukochanej żony poczeka będąc na misji wdychałeś to co oni piłeś i jadłeś jak oni mówiłeś ich językiem wybuchy wesołości biorąc za dobra monetę by dać pozór braterstwa pracowałeś ramię w ramię doprawdy dałbyś się przypiec a może nawet ukrzyżować żałowałeś że są tacy mili ty samolubny dupku o włos od zdrady zdradą na wskroś przeżarty chciałeś zostać miłośnikiem Pana w kosmosie pierwszym niestety przed tobą byli tu inni z większym ego
    3 punkty
  8. gdy czas obiera wizję inności. Obcości. A wszystko potwierdza się w pojęciu- Wiesz. Może nie wszystko. Ale wiesz. Czujesz to. Myślisz- powracasz myślami ... Tyle się dzieje Wokół. Dostrzegasz. Dzień i ludzie sprawiają ból Noc i "samotność" zrozumienie A jednak wszystko pomieszane Trudne, niesprawiedliwe, złe. I znów wnikasz w sens Deszczu Wiatru nagłego Skrzydlatych stworzeń nieboskłonu W dzień i w noc w jawę i w sen W życie i w prawdę Wiesz. Boli więcej niż ból A jednak zwyciężasz Obecnością wśród katów. Zostawiasz świadectwo słowem żartem piosenką Wiesz. Już tyle historii Przeszłych pokoleń Wiesz. Sens nadziei. I punkt widzenia, nieśmiertelni Idź. Tańcz Wstań. Wiesz to nie jest łatwe. Wiesz nie jesteś sam. Wiesz nic nie wiesz. Wnikasz w ciemności Światło Kosmosy czarodziejów. Czas, tylko czas ....*
    3 punkty
  9. Zimowa aura panuje nad ziemią, wiatr przenikliwy chłoszcze gałęziami, słońce srebrzy teren i dachy, drzewa, a senna cisza zalega pod glebą. Mróz nie jest straszny ukrytemu głęboko grubemu kłączu cierpliwego kwiatu. Zanika puchaty płaszcz, lśniący bielą i pęd nieśmiały wyrusza na zwiady. Grubo ubrany w srebrne futerko, badawczo zerka wokół, woła inne. Wśród nich wyrasta pąk opatulony, jeszcze niemowlę kwiatu, wkrótce śliczny. Tuż po nim listki powoli wychodzą, zielono-szare od filcu, pierzaste, krzepnie roślinka, spogląda ku słońcu, listki wyciąga po więcej promieni. Skromny pąk wreszcie rozkwita fioletem, dźwięczy dzwoneczek prześliczną muzyką, na zewnątrz puszek płatki mu okrywa, woń wiosny budzi urocza melodia. Koncert skończony, więc rozkłada płatki, uśmiech posyła do podniebnej tarczy. Słońce odpowiada ciepłym muśnięciem, kusi miodnice aksamitny fiolet. Wielkie, puchate są później owoce, gdy fiolet zmarnieje i żółć osypie, imponujące i piękne dla oka, zanim natura, wiatr kulę rozwieje, Promienna tarcza grzeje coraz mocniej, kwiat zrzuca szary, puchowy kubraczek, gładki, błyszczący, pyszni się zielenią kępy liści, wśród traw i innych sąsiadów. Jesienią suszy sprawnie bujną zieleń, koleją rzeczy szykując do zimy. Zanika, woli sen zimowy raczej, ciche podziemie. Czeka znów na wiosnę.
    2 punkty
  10. on jak wędrowny ptak zawsze
    2 punkty
  11. góry lasy rzeki jeziora doliny łąki i sady wiatr oraz echo kwiat i ptactwo letnie mgły para starszych w alejce parkowej uśmiech dziecka ostatni dnia motyl pierwsza gwiazda wigilijnego niebie miłość ozdobiona strzałą amora łzy szczęścia to wszystko to poezja która sobą raczy
    2 punkty
  12. smutne są drzewa w listopadzie smutny jest grób gdy znicz gaśnie smutne są twarze płacz widzące smutny zachód gdy pada deszcz smutne matki widzące ból smutne echo gdy cicha dal smutnie jest gdy obok samotność gdy wiatr do oka nam zagląda te wszystkie smutki są horyzontami za którymi tylko lepsze czeka
    2 punkty
  13. trójmózg na każdym poziomie domyka puszka uciekam przez skórę pod spłoszone duchy niechcianych drzew dałeś poczucie z nikim tak nie byłam prosto w ciepło drobinki potu wewnątrz dłoni i spod zmrużonych oczu normalna nie jesteś źle rozoogniona na długu każdy jeden smakuje tobą po wódce zaskrońcami pocałunków bezcieleśnie szukam choćby drobnego lśnienia nagryzam podejźrzon po sok
    2 punkty
  14. I. Wstęp. Był taki jeden dzień, że moja praca nie przynosiła żadnych spodziewanych efektów prostą drogą zmierzając w kierunku bezproduktywności i zbyteczności, a w czteropokojowym mieszkaniu na siódmym piętrze zadbanego wieżowca z wielkiej płyty zupełnie nie było co robić. W radiu nie grała żadna ciekawa audycja na żadnym ze znanych mi kanałów, telewizja i jej kilkadziesiąt programów chwilowo nie miała mi nic do zaproponowania, przeczytałem od rana wszystkie zwyczajowo używane przeze mnie informacje internetowe, co spowodowało, że popadłem w lekki marazm, ba nawet bezczynność. W takich momentach samotność potrafi doskwierać, oj potrafi, a umysł i ciało z całą mocą chcą się wyrwać z tego stanu i znaleźć jakąś rozrywkę, zwłaszcza wtedy gdy człowiek zdaje sobie sprawę z faktu, że jeszcze jego młodość nie odeszła bezpowrotnie. Zwłaszcza wtedy gdy człowiek widzi jeszcze przed sobą jakieś szanse, nawet jeżeli de facto tych szans jest tak naprawdę coraz mniej albo są one całkiem iluzoryczne. Człowiek wtedy pomyśli, jeszcze jestem młody, jeszcze życie przede mną, jeszcze mogę, jeszcze świat może się odmienić, jeszcze można spotkać na drodze szansę niejedną i tak kołaczą się człowiekowi te jeszcze i szanse po zbolałej i zapracowanej głowie, która najchętniej w tu i teraz znalazła by sobie jakieś komfortowe i bezpieczne miejsce, co ostatnio jest wręcz niemożliwe. Człowiek idzie wtedy do pokoju numer dwa i z szafy numer trzy wyciąga najlepsze łachy na jakie go jeszcze stać i założy je na kark, po czym idzie do łazienki niespiesznym krokiem zadbać o higienę osobistą, a w każdym razie przynajmniej o zarost twarzy i zachęcające - jego zdaniem, a przecież może się mylić - uczesanie. Człowiek, a przynajmniej ten już niemodny, w takiej chwili wyciągnie portfel i przeliczy setki się w nim znajdujące, co mu wcale przecież ujmy nie przynosi, bo przecież je uczciwie zarobił ciężką pracą nad najróżniejszymi projektami, po czym popsika się najlepszą perfumą na jaką go aktualnie stać, a przecież stać go naprawdę na dużo, zamknie drzwi wejściowe koniecznie na dwa, a nawet trzy zamki, nie licząc drzwi domofonowych, postoi w windzie z sąsiadem mówiąc mu niezmiennie dzień dobry i do widzenia oraz pójdzie na miasto najprawdopodobniej coś zjeść, bo przecież zrobił się głodny i burczy mu w brzuchu od dwóch godzin. Knajpę odwiedzi ulubioną, rzuci kilka obojętnych obyczajowo zdań do kelnerki, wrzucając jej do świnki dwa, trzy lub nawet dziesięć złotych w podzięce za miłą obsługę i usiądzie w kącie lokalu, licząc na smaczny posiłek z obowiązkowym piwem, popielniczką i papierosem oraz zbytnio nie licząc na coś więcej. Człowiek pomyśli sobie wtedy o czymś nieistotnym, a najchętniej o niebieskich migdałach, bo przecież myślenie o takich migdałach jest bardzo modne i na czasie. Weźmie sztućce do ręki prawidłowo, jak przecież uczyli go niegdyś rodzice i zatopi je najczęściej w ziemniaczkach, kotlecie schabowym i buraczkach, bo przecież człowiek najbardziej lubi takie właśnie potrawy. Dosoli obiad, przyprawi, popatrzy gdzieś nie wiadomo gdzie i zamyśli się znów, doceniając zresztą niewątpliwy i bezdyskusyjny smak posiłku. Wcale nie zatęskni jakoś specjalnie za towarzystwem, ponieważ do nietęsknienia za ludźmi zdążył się już przyzwyczaić, a przecież takie jest życie, że znajdują się tutaj osoby tęskniące tylko i wyłącznie za świętym spokojem i niczym więcej. Człowiek nie wsłucha się w opowieści dobiegające zza sąsiednich stolików, bo przecież aktualnie poza nim w lokalu nikogo nie ma, bo pora niewłaściwa, bo zwykły dzień tygodnia, bo nieuczęszczany lokal, bo koronawirus daje się jeszcze we znaki restauratorom i tak dalej i tak dalej. Człowiek pomyśli, że inflacja, a co za tym idzie wszystko podrożało, ale przecież zostaje mu jeszcze te kilka lub kilkanaście luźnych stów, a trudności przy odpowiedniej sile i twardości i determinacji da się przecież jakoś przetrzymać, choć zapewne tylko do czasu, o czym rzesze dziwnych ludzi naokoło bez przerwy i bez wytchnienia raczą zapominać. Tego dnia, tego roku i o tej i o tej godzinie tak właśnie miałem i tak właśnie zasiadłem w barze, który odwiedzam kilka razy w miesiącu, ostatnio zresztą częściej, bo przecież przycichł koronawirus oraz mi, a także nie tylko mnie zwyczajnie więcej wolno z czego się cieszę, co doceniam, a nawet kontempluję, co czynię na swój oryginalny sposób, bo przecież mam prawo do życia na własny sposób i według własnego widzimisię. Są zresztą tutaj tacy, którzy w najróżniejszy i wymyślny sposób próbują mi tego zabronić, ale przyznam się bez bicia, że w gruncie rzeczy ich olewam, bo zwyczajnie nie mam już sił denerwować się na nich, a już na pewno nie mam najmniejszych zamiarów toczyć z nimi zażartych dyskusji, które i tak do niczego konkretnego nie zmierzają, bo każda ze stron sporu jest absolutnie nieugięta i nieprzejednana w poglądach. Jesteśmy okopani w tych własnych okowach niezgody jak mało kto, co powoduje, że rezygnujemy z podejmowania trudu przekonywań i argumentacji własnych racji, nawet wtedy gdy rzeczywiście i obiektywnie mamy rację, o ile faktycznie istnieje coś takiego w przyrodzie jak obiektywna racja, w co niekiedy śmiem doprawdy wątpić. I tak bym sobie jadł i jadł, aż zjem, i tak bym sobie pił i pił, aż wypiję i tak bym sobie myślał i myślał, aż coś niekoniecznie sensownego wymyślę, gdyby do lokalu nie wkroczyła żwawym i zdecydowanym krokiem ona. Ładna, zadbana dziewczyna w mniej więcej moim wieku stanęła jakieś trzy stoliki przede mną, znacząco i zachęcająco, a nawet zdecydowanie spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczami spod zadbanej grzywki długich blond włosów. Miała na sobie wyjściową sukienkę, pod ręką trzymała ładną i chyba modną, bo tego nie jestem wcale taki pewny, torebkę. Ładny dekolt, ładne nogi, ręce i tego typu sprawy, co lekko wybiło mnie z rytmu. Ona chyba faktycznie chciała żebym zwrócił na nią uwagę i rzeczywiście jej się to udało, bo przecież jestem jeszcze w miarę młody i bywam nieobojętny w kwestii urody kobiet spotykanych na swojej niekiedy osobliwej drodze. Usiadła te trzy stoliki ode mnie, podeszła kelnerka, zamówiła danie, a ja od czasu do czasu na nią zerkałem i postanowiłem nie wiedzieć czemu zwolnić z konsumowaniem obiadu, bo zazwyczaj bardzo szybko i łapczywie to robię, co jest zapewne nieeleganckie, a nawet niekulturalne, ale przecież elegancja i kultura nie są jedynym i bezdyskusyjnym wyznacznikiem naszych działań i poczynań. I nigdy tak nie było, z czego warto zdawać sobie sprawę. Poza tym takie są czasy. Wystarczy tutaj wspomnieć, że licząc nie wiadomo zresztą na co postanowiłem jeść oraz popijać piwo na tyle wolno, aby skończyć w tym samym momencie co ona. I to mi się udało i nie było w tym przypadku, bo na szczęście zamówiła tylko jakąś lekką sałatkę, ale nie uprzedzajmy zanadto wypadków. Zdążyłem zauważyć, że i ona na mnie od czasu do czasu zerkała wcale się z tym nie kryjąc, a nawet sympatycznie się do mnie uśmiechając, z czym doprawdy nie wiedziałem co mam zrobić, bo przecież wątpię niekiedy w resztki własnej urody i bywam nieśmiały, choć jak byś pewnie dokładniej mnie przejrzał to charakter mam raczej maczyzujący, a przynajmniej różne sytuacje spotykały mnie w przeszłości, od której i tak chętnie bym chciał uciec, ale tego nie potrafię i nie umiem sobie z tym poradzić, a poza tym naprawdę nie wiem jak mam to uczynić. Myślę, że w terapeutycznym celu poradzenia sobie z trudną przeszłością zacznę może pisać jakąś poezję, ale się z tym ociągam, a poza tym nigdy tego nie robiłem i nie wiem jak mam się zabrać za tę żmudną oraz wyczerpującą serce i duszę, a nawet ciało i pełną życiowego skomplikowania robotę.
    2 punkty
  15. dziś odrzucam puste słowa formy łatwe i wygodne pogubione w metaforach będę pisał tylko dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze dobrze... *błąd w tytule celowy
    2 punkty
  16. Leży dokument kościelny boję się go podnieść prymitywne, odrażające terminy jak robaki mam ochotę strącić je ze swego serca Terminologia nieprzystosowana do mojej wrażliwości mimo tego wiem że nie można było inaczej Zbyt wiele trzeba teologii precyzji zbyt mało osób rozumie konieczność zarzuca nieuwspółcześnienie a przecież zmiana jednego słowa rodzi świętą wojnę Rozszyfrowuję z kościelnego na nasze sens wypływa wąskim strumieniem mało Każde zło niesie skutki automatycznie niesłusznie posądza się o to Boga nawet jeśli Semici posądzali go o wszystko świat zachodni nie rozumie Żydów Jesteśmy połączeni nadprzyrodzoną więzią mój grzech szkodzi nie tylko mnie nie domyślał się tego mityczny Adam to złe podobno tak jest a świętość uświęca grzesznych nie muszą mnie znać niesamowite Nie wiem jak zweryfikować coś co opiera się na kościelnej licencji na Prawdę Czyściec stanomiejscem egzystują tam ludzie pewnie pewni stan duchowy nie pozwala na zjednoczenie z Absolutem cierpią na fotofobię Chrystus lśni zbyt mocno trzeba przyzwyczajać oczy Nie było tak zawsze lecz będzie jeszcze długo biskup miejsca wysili wyobraźnię wymyśli akt całkiem pobożny i twierdzi, że on ratunkiem dla tych co nie widzą Boga przez światłowstręt uważa, że wystarcza postawa czas, miejsce ewentualnie złożone równo ręce i już? anihilacji dostępuje kara po części lub w całości liczona kiedyś co do minuty? Czy Piotr był świadom otrzymanej władzy nie wiem nic o tym nie pisał czy wie, że otrzymał skarbiec powiększany przez zasługi świętych jakby zasług Jezusa zbyt mało było odpust owocem jego odkupienia czy było niepełne że potrzebna jest jeszcze Maria i inni zbawieni? jakich argumentów użyje episkopat tłumacząc się? Idea odpustów przyniosła wiele szkód nadużyć finansowych szafarze kupczyli rozumiem to niczego jeszcze nie przekreśla Odpusty tak pomocne a limitowane dzielone na części ograniczane nie zawsze dostępne nienajtańsze dlaczego? przecież cenę ustala biskup żadnej zniżki dla parafian? szacunek dla odpustów czy dobra to decyzja nie wiem Odpusty tak ważne podobno katecheza o nich milczy zapomina lub się krępuje a przecież odpust rzekomo zupełny rzekomo ratować ma człowieka z czyśćca Nauczyciel poświęcał dwa tysiące świń nauczyciele tylko kilka minut Pozostał odpust cząstkowy mierzony siłą miłości dziękuje Pawle szósty chciałbym jeszcze porozmawiać z twoim następcą o sensie modlitwy za zmarłych
    2 punkty
  17. przegrał z wiatrem że smutkiem i łzą przegrał z nadzieją oszukał go czas przegrał z prawdą dokuczyła cisza wyśmiał go las zakpiła dal obraziło się niebo tak samo piekło obraziło drzewo echo i kwiat pytam więc was kim on jest że po dupie kopie go świat
    2 punkty
  18. Ludzie często sobie marzą więc ja także sobie marzę że się kiedyś siłą woli w koliberka przeobrażę. Ptaszek ten, choć taki mały żadnych wyzwań się nie boi kiedy spija słodki nektar frunąc jednak w miejscu stoi. W locie cofa się do tyłu a gdy trzeba to do przodu mój malutki koliberku chciałbym być z twojego rodu. Ty w powietrzu wisząc stoisz i trzepoczesz skrzydełkami żaden kwiat ci się nie oprze a ja biję się z myślami. Ktoś już kiedyś to powiedział a ja za nim dziś powtórzę, że sposobem i techniką można wiele wbrew naturze.
    2 punkty
  19. nisko latający święci pańscy ustalili że "table vodka" robi się z tabletek produkowanych w barakach w dzikiej Afryce gdzie czarny żyje o kromce chleba bez kiełbasy żywieckiej z musztardą i że trawniki można już deptać do woli a nawet uprawiać seks z przygodnym nieznajomym bez żadnego istotnego zabezpieczenia bo w telewizji są lekarstwa na wszystko tylko trzeba uważać bo lek niewłaściwie używany zagraża zdrowiu i życiu teściowej nowy sakrament będzie się nazywać napojeniem chorych gdy łeb zakręca całą ziemię z zimnym kosmosem włącznie bez ciepłych zakąsek w dodatku pełnym ufoludków którzy muszą mieć zjazdy po czymś nieznanym ludzkiemu gatunkowi bo kto by chciał lecieć na planetę gdzie trzeba tyrać pół dnia na litr dobrej berbeluchy bez zagrychy i że małżeństwa kończą się w bólu egzystencjalnym kotle wypalania dwóch ciał ciał więc warto się nawadniać przedtem potem i w trakcie stosując jeden prosty trik bilokacji czyli jestem tu i tam nigdzie mnie nie ma a kto nie je i pije to siedzi i żyje gdy mrok już zbliża się między gazony pośród ptaków malujących ostatnie litery dnia na niebie zamyślonym nad nocą niech miedziaki lecą w niebo a świat zatańczy niech zły demiurg niech siedzi w domu sakrament pokuty odwołamy jutro jak zwykle o tej samej porze
    2 punkty
  20. ostatnia kropla krwi zraniła ziemie a mucha usiadła na gównie ostatnie łzy odwiedziły oczy zaś kłamstwo otworzyło szeroko drzwi ostatnie mgły ozdobiły sady pola łąki a wschody i zachody horyzont ostatni raz dziekuje obudziło echo zaś uśmiech twarz odwiedził ostatni raz ktoś powiedział kocham od jutra nie będzie nic prócz czarnej ciszy
    1 punkt
  21. Zamiast wino pić, mędrzec z Pekinu bardzo długo przyglądał się winu. Pytał syn: "Czemu, tato?" Mędrzec odrzekł mu na to: "Piękny bukiet ma wino, mój synu. "
    1 punkt
  22. litowe złącze połączy złotym brokatem obsypie nas miedziowe lowe drucikogwoździkiem ten chromowany szał śniedzieje erozją ciał opiłki z piłki ostrzą srebrne zęby w tysiącach stopni wolframowy żar magnetyzujesz minusem przylegam tak przewodzisz uczucie uziemiam ja rtęciowo-miedziowy ogarnia nas metalicznie płynnie połysk skwar uderza młot skrzypi zawiasu płot wahadło zegara mosiężny lot brązem odkształca się każdy ślad platynowe popiersie cynkowany kwiat iryd ci dam żelazem zabrzęczy niebo za rod
    1 punkt
  23. Teraz wypada nam chwilę pomilczeć. Zapalić mokrego od rosy papierosa i wetrzeć w suchą skórę kilka kropel deszczu. Zapatrzeć się w słońce jak płonący Rzym. Zapatrzeć, by uniknąć spojrzeń. Opanować drżenie rozbieganych palców. Wypić łyk letniej kawy z szarej szklanki. Teraz wypada przez moment nie mówić. Rzucić kilka nałogów wraz z ostatnim niedopałkiem, wraz z niedopowiedzeniem wtartym w glebę obszarpanym butem. Teraz, gdy jest lato oddychamy ciężej. Oddychamy jakby każdy łyk powietrza przypominał koktajl ze startych na pył igieł. Teraz należy wstać i iść. Iść i przeżyć mimo opasek, które oplatają zawilgocone źrenice. Teraz, gdy odleciały ptaki, nie zostało tu nic oprócz nas. Nas zawieszonych. Błądzących. Nas i naszych przerażonych myśli. Idźmy zatem, życząc sobie szeptem wesołych świąt, tych zimowych i tych letnich. Wspólnych, a jednak osobnych. Rozgrywających się w zupełnie innych galaktykach. Teraz wypada nam chwilę pomilczeć i spróbować. Przynajmniej starać się nie wpaść pod kolejny samochód. Przeprosić tego co trąbi i przeklina pod nosem. Uśmiechnąć się. Co innego nam bowiem pozostało, oprócz tego skrytego uśmiechu? Babcia mówiła, że taki uśmiech to może raka wyleczyć. Oddalamy się. Oddalamy, nie pamiętając że przecież nie umiemy pływać. Dryfujemy przez ocean miesięcy. Zapalamy ostatniego. On zawsze jest ostatni. W ten sposób dopieszczamy nadzieję. Ona bardzo lubi być na pierwszym planie. Ona jest matką.
    1 punkt
  24. @[email protected] Ślad będzie wieczny, a Bóg bezpieczny .
    1 punkt
  25. @[email protected] Przeklętą nie jest ,tylko takie jej przeznaczenie. Na cóż się ma zdać nasze łudzenie?
    1 punkt
  26. @Petronella Niektóre spadają, walą w czarną dziurę, jak giną w uśpieniu, aż dreszcze poczujesz.
    1 punkt
  27. @[email protected] Potem nie będzie, bo liczy się teraz. ,,Carpe diem",powiadam w mym życiu nieraz.
    1 punkt
  28. @Somalija czasem wyobrażenia robią więcej krzywdy, niż przemoc...
    1 punkt
  29. Gdy jechałem na twój pogrzeb Wszystko we mnie drżało Od grzesznych korzeni po wolne w obłokach jaskółki I ten świst… To lawina czy huragan? A może słodki śpiew cykad? Obraz tamtego wybrzeża Byłeś w każdej łzie radości każdej kropli krwi, oczyszczenia W pianie nienawiści w pocie zaciśniętej pięści przynosiłeś w darze bezcenny sen dawałeś przekleństwo poranka a teraz leżysz w tej trumnie patrzysz, nie patrzysz? Dyszysz jeszcze... Chyba coś szepczesz, a może wołasz? Wiem, chciałbyś znowu być jednością Nie skoczę z tego klifu do jeziora smoły woła mnie ocean Poczułem ciepły podmuch gdzieś z błękitu fal rozbijających się o szmaragdowe skały czas już iść
    1 punkt
  30. Fajny mix. Ja tez słucham muzyki, jak tworzę, ale słowa mi interferują z tym, co pisze, więc wolę instrumentalną. Pozdrawiam.
    1 punkt
  31. Witam - jest jak jest ale sumując podoba sie - Pozdr.wakacyjnie.
    1 punkt
  32. Dotykałem cię wzrokiem na przystanku między tramwajami stałem nieruchomo, jak dąb na polanie chciałem zobaczyć twoje oczy ty na mnie nawet nie spojrzałaś twoje białe gładkie dłonie tak blisko, a tak daleko usta, tak czerwone jak księżyc zwiastujący apokalipsę twoje nogi… zamknąłem oczy próbowałem jeszcze raz ogarnąć cię wzrokiem nie mogłem byłaś tak piękna jak perła skąpana w krwawej pianie tak niedostępna… twojego ciała dotykali inni nic nie mówiłaś otulili cię w czarny worek i zabrali... @Igor Osterberg aliceD ten cover nie jest o tym co piszę, ale ma coś wspólnego...
    1 punkt
  33. Plisy akordeonów... śliczne :) Wiele złotych myśli, którymi można by obdzielić kilka wierszy.
    1 punkt
  34. Ładne, jako zaczyn na balladę.
    1 punkt
  35. Jesteśmy kilkorgiem Spośród Wybrańców Nadal dziećmi Stojącymi nad grobami Swoich wielkich Przodków Jako niewolnicy Szatana
    1 punkt
  36. Aaaa, kapewu! Japońce to wogle dziwni ludzie. Geniusze!
    1 punkt
  37. na mole kup kuleczki pamiętaj cytrynowe albo lawendowe na złamane serce kropelkę jajka zaś weź na zaś kosmiczny jesteś mówiąc że kiedy odejdę wymrą wszystkie zimorodki a dekarz u sąsiadów poprosi o igłę z czarną nitką będzie się wiła w jego grubych palcach przez kolejne moje ty niedoczekanie odkąd przestałam pisać wiersze a było to ćwierć ulicy stąd mogę ci wyznać że nie przestałam cię kochać 210728
    1 punkt
  38. Do muru przybite krwawiące stygmaty W jedności wściekli niczym falanga Wolę stać w opozycji niż tą siłę karmić Slash kolektyw persona non grata W wilczym chaosie łatwo jest zwariować Nie wiem co u sąsiadów na wieży Babel Nie lubisz mnie a chciałbym to sprostować Z grzeczności nie powiem co na to kładę
    1 punkt
  39. Mnie osobiście ruszyły emocjonalnie wiersze Tadeusza Dąbrowskiego - tomik: Te Deum ; oraz Bogumiła Staszka - tomik: Wszystko o moim ojcu.
    1 punkt
  40. Deklarują że Bóg jeden choć osoby trzy pobożność zdaje się przeczyć półbogini odbiera swą część kilka kroków od ołtarza Wchodzi ktoś pierwszy raz komu kłaniać się ma? Nabożeństwo do bóstw opiekuńczych minutę krótsze od Eucharystii zgubił rzecz Bóg — nie Antoni pomoże a w czasie podróży doradzi Krzysztof
    1 punkt
  41. @Doomed Chyba chodzi ci o Marcina Świetlickiego, prawda?
    1 punkt
  42. Nie wiem czy nadal tworzy, jednak zdecydowanie lubię i trafia do mnie twórczość Macieja Świetlickiego. Dostałem od niego nawet zbiór poezji różnych poetów (w tym jego) z dedykacją. Natomiast zabawnie wspominam nasze pierwsze spotkanie przy stoliku w krakowskim Pięknym Psie - gdy mój ojciec, odszedł od stolika, padło szybkie i konkretne pytanie: "a ty jesteś normalny czy jak twój ojciec?" (chodziło o homoseksualizm mojego taty^^).
    1 punkt
  43. Nie wiem od jakich słów zaczyna się wiersz Ile minut gotuje się ziemniaki Jak nie potknąć się o własne myśli Nie wiem co znaczą twoje słowa gdy milczysz Czy ci dziś ciepło Czy wierzysz że śmierć nie istnieje Bo nawet w kałuży odbija się Niebo
    1 punkt
  44. jestem kobietą ręce mam słabsze los jednak był łaskawy usypał z jednej góry kilka mniejszych i głaz rozłupał na kamienie przystosowane wielkością i wagą wtaczając mogę robić sobie przerwy na kawę i ulubiony serial
    1 punkt
  45. wspomnienia.... cienie na ścianie jaskini ogień każe im poruszać się ożywia wciąż na nowo tańczą zadowolone miałam nadzieję... usną pogrzebane warstwami popiołu czy to ja jestem ideą?
    1 punkt
  46. Zgasły latarnie, żarówki… Giną aleje i skwery. A także wieże, świątynie… Potykam się o człowieka. Ciemność zabrała nadzieję. Los nawet nie dał mi świecy.
    1 punkt
  47. Umieram... Zaczynam nową wspaniałą przygodę. Idę krok dalej niż ci którzy nadal żyją. Stopa za stopą, po cienkiej linii, Między egzystencją, a nieistnieniem. Odchodzę od życia, ale nie zapominam. Oddaję ci na własność wszystko co Pozostanie po mnie. Zapierające dech w piersiach wschody słońca Nad wiejskim krajobrazem. Zachody oglądane ze szczytu miasta. Wzburzone wody oceanów, które w jednej chwili Stają się spokojne, niewzruszone jak powierzchnia Lustra. Zostawiam ci miłości, przyjaźnie i smutki. Wszystkie tęsknoty i pragnienia. Zmartwienia i zgryzoty. Zostawiam ci życie, całą jego pełnię. Ze wszystkimi wymiarami. Rozciągnięte niczym struna przez wszystkie możliwe Wariacje ziemskiej egzystencji. Zostawiam ci moje myśli i podziw. Bo nadal żyjesz! Bo walczysz! Bo pragniesz!
    1 punkt
  48. cichym śpiewem dotykasz niczym ognik moich kobiecych kształtów pełgające światełko wokół cieni tańczy jak pomarańczowe motyle emanuję uczuciami
    1 punkt
  49. Zamień Zeusa na Świętowita, Herę natomiast na Rodzanicę. Swą mitologię pragnę usłyszeć, przez chrześcijaństwo jak pies obitą. Komu wadziła i przeszkadzała, dawała wiarę wzrokiem ku niebu. Patrzą w relikwie... a stare skremuj, dąb hen na skraju i mszalna skała. Weles da księżyc a Perun słońce, Chors świeci pełnią, zaś Nyja mrokiem. Przyjdę z południa i wszytko stopię, niecny poganin niech się nie plącze. Siwa na wiosnę, Kostroma w lato, przystroją pola kwieciem i żytem. Dola na jesień - liście uchwyci, Morenę zimą... Marzanną strącą. Jarovit w marcu, a w czerwcu Lado, zakręcą ziemią na pół obrotu. We wrześniu Krodo, dorzuci znowu, Radegast w grudniu jak desparado. Można by dalej skwapliwie chwalić, boginie, bogów, słowiańskiej schedy. Historię nacji trzeba odrdzewić, masz żercę, wołchwa w roli ofiary. Gdzie te korzenie co wrosły w ugór? Wybili zęby... więzy puściły, buki upadły, a wokół pyły, choć znasz odpowiedź... prawdy poszukaj. "Jeżeli nie uczą dziś o słowiańskich bogach w szkole, to przynajmniej niech nasze dzieci dowiedzą się o nich w rodzinnych domach. Kto wie, czy dzięki temu nie odżyją oni na nowo. Pamiętajmy o tym, że drzewo bez korzeni to drewno." - Tomasz J. Kosiński, Kielce, sierpień 2019 r.
    1 punkt
  50. A miłość przetrwa wszystko i sięgnie wysoko do gwiazd bo kiedy będziesz znów blisko już nie rozdzieli nas czas W sercu wciąż rzeźbię twe imię twój obraz ukryłam w pamięci wspominam te dni szczęśliwe a mogło być przecież ich więcej Dziś płynę samotnie bez steru i chociaż rozłąka tak rani to kiedyś dopłynę do brzegu gdzie cała wieczność przed nami
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...