Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.10.2020 w Odpowiedzi
-
graphics CC0 O górach wysokich o morzach szerokich marzymy Na szczytach pozory w dnie mórz potwory wierzymy Że wszystko jest nasze i nic nie jest ważne prócz zysku Znów ciała niepokój marzenia do lochów to wszystko Zarazki – kartele tu biali tam erem za dużo Już nie chce cię budzić kitary swej trudzić twa Muza A po co się wspinać? i grać manekina to nonsens Znów w duszy prostocie roztropnej tęsknocie was proszę O litość nad światem zwierzęciem i kwiatem potokiem Dziś nie gaś sumienia choć twierdzą że nie ma chciej z Bogiem Ty górę – w dolinę ocean w pustynie chcesz zmienić Wciąż pragniesz fasolko swą normę zaborczą rozplenić Pozostań uroczo dostojną istotą rozumną I pilnuj prawd – granic ceń normy i pamięć choć trudno Idź z chmurą – z kamratem myślami leć z ptakiem ceń ludzi Niech słońce z malatur i trel młodych ptaków cię budzi -- *bez umoralnień, nostalgicznie11 punktów
-
ruda mówi że mam ładne oczy szkliste widać w nich gwiazdy odpowiadam że ten kto pierwszy porównał oczy do gwiazd był poetą reszta to szmirusy śmieje się no dobra całowałyśmy się namiętnie dotykając swoich piersi ale to było dawno i nieprawda mieszka w zawierciu z mężem trojgiem dzieci teściową i psem publikuje na portalach poetyckich pikantne erotyki z życia muchówek albo innych piszą o niej głupia krowa ryczy potem do rana i dzwoni błagam zabierz mnie stąd na koniec świata albo gdzieś na drugą stronę ulicy czasami zastyga jak zimorodek 2210209 punktów
-
i znów jesteśmy w lesie wokół jedynie drzewa wiadomości dobrego i złego nikt nie przyniesie chociaż proroków zbyt wielu również ostatniego jabłka podstępnie zostało zjedzone a sprawca pozostaje nieznany ciągle szukając wyjścia przemierzamy wydeptane ścieżki i tunel w gęstwinie który może jednak doprowadzić nas nie do nieba7 punktów
-
życie to nie tylko echo tęcza piękne kwiaty ptasi śpiew poranna kawa uśmiech i daleki gniew życie to nie tylko miłość to poważny test pełen niespodzianek smutków pokrzywionych dróg życie to niewiadoma zmienną ma twarz na niej znajdziesz nie jeden kram w którym raz lepsze kupisz a raz chwile która gorzki ma smak5 punktów
-
5 punktów
-
Sen Wybacz mi dniu, nadchodzisz tak cicho Że nie zauważyłem, jak wypiękniała ta miłość Podróżowałem nocą, bo wtedy szepczą gwiazdy Słuchałem uważnie, bym potem mógł zobaczyć I tak się zatraciłem, zabłądziłem w światłach mroku Że wypuściłem z dłoni kosmyk twoich włosów Tym bardziej się dziwię, bo czas nieugięty Przysparzał przyczyn, choć szukałem wszędzie O wybacz mi dniu, to był tylko sen4 punkty
-
piorun piorun uciekaj a on biegł pośród traw wysokich aż po pas biegł nieznużony jakby chciał biec do końca świata na skraj na schwał na radość i chęć kręcone włosy miał jak cherubinek w oko wpadł dziewczynie o krukoczarnych oczach pierścionek pierścionek daj a on się zgodził pośród traw wysokich aż po pas rumienił się nie raz nie dwa jakby chciał rzec do końca świata kochać chcę na skraj na schwał ................................ kosmate myśli ma jak psotnik do oka wpadnie dziewczyna mu o anielskich włosach4 punkty
-
Bajarką dzisiaj zostałam, więc bajkę opowiem. Zdziwicie się mili, kto mieszka w mojej głowie. Taki mały krasnalek, o wielkich marzeniach, poszukujący wytrwale, klucza do spełnienia. Ono sobie poszło, drogami przeznaczenia, on zaś polną ścieżką, jest to już bez znaczenia. Pytacie mnie i słusznie, gdzie morał tej bajki? powinniście go usłyszeć, od zdolnej bajarki. Mały krasnal bał się, nawet swojego cienia, z tego strachu niewiele, miał do powiedzenia. Morał mimo wszystko, nasunął mi się taki, trzeba w siebie wierzyć! kochane dzieciaki.4 punkty
-
Z daleka wrócę pod dach rodzinny być może szczęście odnajdę znów tu nie spotkałam go przecież nigdy choć padło o nim tysiące słów Z daleka wrócę być może wiosną kiedy się kwieciem pokryje sad powróci szczęście falą radosną i znowu będzie tak jak sprzed lat Zostawię wszystko wrócę do domu na cóż mi obcy i zimny kąt teraz mi ciężko tak jak nikomu zostawię wszystko powrócę stąd autor4 punkty
-
Czas ukradł moje marzenia wydarł z zakamarków duszy moich objęć snów rozpędził po rozstajnych drogach rozwiał po górach ... a przecież ukryłam je przed nim w pudle ze skrzypcami kołysce na strychu zasuszonym bukiecie traw zeszycie z wierszami snach na jawie... otuliłam suknem utkanym z miłości wiary nadziei wspomnień tęsknoty... czas ukradł moje marzenia wydarł z zakamarków duszy moich objęć snów...4 punkty
-
już srebrną nitkę czas w włosy zaplątał i zmarszczkę dorzucił choć z nią nie do twarzy niby podobni lecz nie ci sami wczorajsza miłość z trudem nas rozpoznaje3 punkty
-
,,Zaszarzyło się" Za oknem niebo błękitne tak samo Jak letnim rankiem-tylko chwilę temu. Więc to nie w niebie jest źródło problemu, Że wokół wszystko jesienią skąpano. Zniknęły liście, a wypełzły koce Z ich ciemnych jaskiń gdzie spały z makatą. Zgroza! Dno widać w pudełku z herbatą I znów przy książkach przepędzamy noce. I znów leniwie mijają tygodnie. Z deszczu kroplówką do żyły przypiętą Włóczą się niemal dziś wszyscy przechodnie. I nihil novi, i mori memento. Jeden pies tylko się szczerzył pogodnie Prosto do słońca- tego wiersza puentą.2 punkty
-
autorka j.w. Promień słońca zabłądził w alejce, wiatr o złotej jesieni coś szepcze. Lśni paleta kolorów na drzewach, cyraneczki przysiadły przy brzegu. Czują jesień przybrzeżne szuwary, pogubiły kwiaty nenufary... Na wieszakach jesienne sukienki - wsiąkły w mig - wyprzedane od ręki. A na ławce plotkują kumoszki, lecz im tego nie pozazdrościsz. Byle plotką dziś nikt nie poruszy; po co być manekinem bez duszy? Może w puencie słów kilka dopowiem; okulary się nosi na głowie, snując się w kolorowych maseczkach, omijając o półtora - dwa - metra2 punkty
-
Niesione wiatrem tną tafle wody poprzez jeziora i poprzez rzeki akweny, morza i oceany kontynuują podróż przez wieki a my stoimy na ich pokładach my załoganci, kapitanowie ruszamy szukać nowej przygody my wilki morskie, my Kolumbowie.2 punkty
-
2 punkty
-
jesień przygląda mi się uważniej licząc kolejne przebarwienia i pękniecia pod jej bacznym spojrzeniem gęstnieją we mnie słowa2 punkty
-
postaraj się zrozumieć fruwać nie umiem wyrwałem skrzydełka tobie skruszony we krwi klękam wybaczysz mi prawda powiedz znośniejsza każda chwila gdy widzę że i ty się nie wzbijasz2 punkty
-
życie zaczyna się od poczęcia nic tutaj nie ma do dodania rodzicielstwo to nie zabawa nie masz w sobie dość miłości? - nie szkodzi na złych ludzi mamy sposoby - naprawimy zmusimy - do miłości wyroki nasze potwierdzają tylko wyroki boskie to oczywista oczywistość2 punkty
-
Witam i dziekuje za czytanie jest miłe. Pozd. Witam - też tak myślę - dzięki za odwiedziny. Pozd.wieczorowo. Witaj - miło cię widzieć za co dziekuje i pozdrawiam. Witam - cieszy mnie twoje podobanie - za które dziekuje. Pozd. @Tomasz Kucina - miło że czytałeś - dziekuje i pozdrawiam. @Ewa Witek - dziekuje.2 punkty
-
ulecz mnie proszę balsamem twoich słów wiem że potrafisz czy muszę jeszcze coś mówić ocal mnie przed bagnem które wciąga niepostrzeżenie czyha na nieostrożnych nadwrażliwych jak my uczuciowe sieroty bez szans na adopcję2 punkty
-
naprawdę piękne chociaż sztuczne w pewien zakulisowy sposób trochę prawdziwe dlatego lubią je dziewczynki a i chłopcy nie pozostają obojętni2 punkty
-
Będąc dzieciakiem drewniane statki puszczałem pragnąłem być marynarzem ale nim nie zostałem. Staw wielkim morzem fale niosły je od brzegu od brzegu miały porty swe. Będąc dziewczynką szmacianą laleczkę miałaś mówiłaś na nią córeczka która bardzo kochałaś. Szmacianki nie ma moich stateczków też za to my jesteśmy nowe marzenia również Dobrze że nim nie jestem ponieważ po morzach nie pływam dlatego ciebie widzę że kocham - nie ukrywam.2 punkty
-
@Ruth Mallory @opal @Dag @birb28 @M.A.R.G.O.T bardzo Wam wszystkim dziękuję!!!! @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję Waldemarze, pozdrawiam! @duszka dziękuję za szczerą opinię:) @Nata_Kruk życie nas nie rozpieszcza...2 punkty
-
za każdym razem gdy zamykam oczy jest jak w mrocznym raju boje się o ciebie czekasz po drugiej stronie nie ma leku na wspomnienia nikt cię nie zastąpi twoja twarz jak zapomniana melodia pojednam się z moimi snami by nie budzić się dzisiejszej nocy2 punkty
-
@Tomasz Kucina Brzmi w tym wierszu echo Przesłania Pana Cogito i nie piszę tego żeby wytykać brak oryginalności ;) Jak już wspominałem bardzo lubię twoje rytmiczno-liryczne utwory, a ten zdecydowanie nie zawodzi. Gołym okiem widać ile włożono w niego pracy i serca, toteż uważam, że na serduszko zasługuje :) Pozdrawiam serdecznie2 punkty
-
upadam książką chwytasz mnie otwierasz na dowolnej stronie składasz literki czytasz myślą przenosisz nas w nieznane rewiry tam nawet czas łaskawy jest a rozkosz trwa i nie ma końca wyciągam ostrożnie z półeczki nabożnie piękny mój kruk biały oprawa twarda niemały nie chudy nie za gruby w sam raz nie czytam patrzę i z nim się witam kartkuje gdzie mam zaznaczone ulubione fragmenty czytając na głos widzę jak mrużysz powieki ................................................... cudownie mieć jest jakieś hobby1 punkt
-
Jakiś cholerny Chińczyk Nad ranem gdzieś w Wuhan, Z fabryki wyszedł głodny Złorzecząc wszystkim nam. Więc nietoperza pożarł, Lecz nie ma co tu kryć, Wołając - Zemsta ! Umarł, Zmieniając nam życie w żyć. YouTube - wersja dla leniuchów1 punkt
-
@w kropki bordo Czytając wiersz widziałam BLkę żyjącą - pozornie, w takim - pozornie - bezpiecznym kokonie, ogrodzoną "żywopłotem" od własnych pragnień. Zapamiętywalny wiersz. Pozdrawiam. ☺️1 punkt
-
@Franek K "Czuje się, jak ryba w wodzie" Dla mnie też się spodobała rymowanka o jesiotrze. Choć to żywiołowa rybka, nigdy raczej tu nie dotrze. Jadam dorsza i makrele, coś z łososia i sandacze, a jesiotra... nie za wiele... bo ta gibka rybka skacze. I na koniec krótka puenta, skoro nas tu rymy bawią; kiedy jesiotr już odpłynie, może nam zostawi kawior?1 punkt
-
1 punkt
-
Kap kap Na mej sukience powstała plama Podobno tak wielka jest z pani dama Chodzi z uniesioną głową, nie czuje już nic Jest dumna i piękna Cudowna, przeklęta Niczym z pudełka wypakowana Śliczna, wysoka, zadbana dama Lecz co to? Słychać głosy Słychać szmer i jęk Słychać smutek i lęk W powietrzu czuć już opary żalu, Czuć jak ktoś mówi o jakimś panu, O jakimś łotrze Zaraz To dama? Czy ona mówi o Piotrze? Ach, no tak Kolejny człowiek jej serce podrze 2810181 punkt
-
Z premedytacją rozgniatasz krokusy Nocnych historii, które wcale nie dziwią Też mnie ktoś gonił, też z czegoś spadłam, też nie widziałam sensu przez chwilę Stół i tabaka, karciana dwójka Jak to rozegrać? Nie mam pojęcia. Świat dał nam szaty, cięciwy, zaklęcia, mocne kajdany, podróże z sójką ... Jak tu wybierać? Co da nam senność? Spokojną błogą, bo chleb i rześka przyszłość Jak tu osądzać? Jak tu rozstrzygać? Gdy niesprawiedliwość ma niezawisłość ...? Idę. Ulice. Kręte. Po prostu. Gdzieś znaleźć muszę zalążek czasu, co będzie dla mnie i nie przeminie, co da mi rzemyk z nieba atłasu i złoty rożek - z bogactwem chwili Nie, nie unikam pustości skwerów, kiedy zmęczenia toną w pościelach Gdzieś tam Hiszpania, gdzieś - Kostaryka Zarys sylwetki, co onieśmiela ... ... Widziałam Boga już kilka razy We mgle, w kapturze, na dzikim koniu Myślałam sobie: ''ten mnie wyminie'' A On się rozsiadł, mówi: ''chcę domu'' Oj, to nie u mnie. Mnie eksmitują. Braki w rachunkach, podaniach, stażu Zawsze nieznane telefony W porze, gdy zwykle medytuję: ''Gdzie znajdę Boga?,'' ''Czy jest konieczny?,'' ''Czy winien być ucieleśniony?'' .... Dzwoni, przerywa, że pora seksu, że dziś nie rurki, bo lepsze dzwony Ten mój ... Mefisto - odziany w skóry, tiule, lateksy, dziwne pompony Pcham się na wybieg ... Wściekła jak osa Widzę, że dzień dziś bez bałałajki Zgniatam przylaszczkę O! Ktoś mnie goni! Czy aby człowiek? Nie jest z tej bajki ...1 punkt
-
@duszka Dziękuję :) Interesuje mnie samotność w tłumie, ale opisana w prosty, czasami banalny sposób....niejednoznaczność zdarzeń i bohaterów... cieszę się, że ten tekst trafił do ciebie :) miłego :) dziękuję za ❤️ ale to się nie kłóci z tym, co napisałam, chodzi o rodzaj zapory, muru przed...od...nie wchodzę, czy to pomyłka i czy truje.....nie w tym rzecz.... dziękuję za komentarz, pozdrawiam serdecznie :)1 punkt
-
Koło drogi chodzi baba koło drogi ma telefon długie nogi trzeba babę poratować chleba z masłem podarować! ........................................... a tu baba powiada że ona chlebka nie jada... no kur... mać! co jej miałem szynki dać?1 punkt
-
Zgadzam się z konkluzją. Ten fragment o zwierzętach – które uważasz za najedzone – nie dotyczy niestety ich wszystkich. Natomiast niewątpliwie priorytetem zawsze powinien być człowiek. Tu w treści opowiadam o człowieku poszukującym równowagi, a nie mówię o → tych z pełnymi szafami. Nie mam nic przeciwko producentom mebli i szafom i strojom, ciuchom, bo w dzisiejszych czasach priorytetem jak sobie wyobrażam → jest gospodarka. Lecz wiersz o gospodarce na szczęście nie opowiada, mówi → o społecznym pojednaniu, o naturalnej potrzebie życia bez fałszu, i bez merkantylnych celów - i tylko to. Są przecież definicje moralne i wyższe potrzeby --> wokół których ludzie naturalnie się integrują, przynajmniej powinni. Zgadzam się z tobą Marku, że świat bywa taki jakim go opisałeś. Niestety ja nie mam na to żadnego wpływu, nie mamy – bo ty też. Dlatego jestem tutaj, i wolę poczytać sobie o „twoim mistrzu” → który zawsze dobrze doradzi, albo celnie zripostuje przywary społeczne --> niż szukać uzysków, zwad i histerii między ludźmi. Osobiście - świat wartościuje bardziej konserwatywnie, i to nie przeszkadza mi w byciu solidarnym z ludźmi którzy mają podobne potrzeby a inne poglądy, z wyjątkiem obłudnych nihilistów. Pozdrawiam Marku.1 punkt
-
1 punkt
-
rozsennieni czarem wrzecionami skłuci wśród przetarć blaknięć zwężeń i szarzenia nici węzłów gordyjskich świeżo przeciętych kołowrotkiem czasu co zgrzyta i kręci Poplątana z Poplątanym wspólnie i z mozołem w zapętleniu gubią wątek i osnowę motek życia przędąc w supełki pętelki te krzywe i większe i całkiem maleńkie niezdarnie się wiążą na całe swoje szczęście1 punkt
-
nie znam się na datach rocznicach pamięć też już nie ta drapię się po głowie coś mi świta kiedyś na Woli był kilkudniowy wirus organizmowy SS-MAN 01 nie patrzył czy zdrowy stary czy młody kobieta czy dziecko stawiał równo strzelał równo bez wyjątku eliminował szybko i tylko kul mu było szkoda tyle naboi na marne na szczęście zmutował i poszedł po rozum do głowy z pomocą przyszedł mu gaz bojowy ach jak pięknie tanio przyszło mu eksterminować nie bój się wirusa znasz go od podszewki1 punkt
-
@Ewa Witek Ewciu czas nie kradnie... tylko zabiera, nie patrz za Siebie, nie bądź bezimienna. Wszystkiego Dobrego, miłego czwartku.1 punkt
-
1 punkt
-
nostalgicznie i bez umoralnień - i wszyscy się tu spotkamy, usiądziemy przy ognisku słowa, ogrzejemy się nim, pokontemplujemy gdzieniegdzie z medytacją. Brawo! Dołączam się do wszystkich peenów! Pozdrawiam Pan Ropuch1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
" Szumią jodły na gór szczycie" gdzieś daleko płynie pieśń ranek budzi się o świcie a w mych oczach tyle łez Jedna miłość jest na ziemi nie umarła ale trwa wspomnieniami żyć będziemy Bóg jedynie prawdę zna Kiedyś zerwiesz polne kwiaty u rozstaju staniesz dróg bukiet będzie przebogaty sam je będziesz wręczyć mógł Przypomnimy sobie lato inny zapach białych róż kwiat pomiędzy paprociami a przed domem biały gruz Teraz to wszystko przed nami bo nie nadszedł jeszcze czas kiedyś znów będziemy sami uśmiech Twą ozdobi twarz1 punkt
-
1 punkt
-
...a starszy ma zawsze racje? ...kiedyś to była rzeczywiście prawda, ale wtedy wiedza brała się z doświadczenia ;)1 punkt
-
Ale tytuł, dłuuugi... nic to. Treść inna, 'świeża', z pomysłem, choć końcówka troszkę słabsza, wg mnie. Mogę się mylić oczywiście, co do tej 'słabości końcówki. Pozdrawiam.1 punkt
-
Dzisiaj ubiorę w słowa najpiękniejszą istotę życia Ta ulotność jej uniesień jej głos lekki jak podmuch wskazujący przeszłość. Odważę się oddać wszystko czego pragnęło wnętrze Napiszę bajkę cudowną jak cisza dla utraty sił która otula powieki. Największe szczęście będzie zaledwie zdarzeniem pierwszą podróżą do snu O wieczornym fuego napiszę dziś wiersz. Na płonących powiekach od łez namaluję granat kosmosu Choć zaledwie gwiazdeczką jest jedyną w centrum to ona wskazała mi drogę. Wiersz o miłości napiszę kwiecisty jak bezchmurne niebo i będziesz mnie słyszeć w melodii zamiast ciszy nad smutkiem gdy wszystko spłonęło.1 punkt
-
W niedzielę, ubrany w odświętną koszulę, szedłem do kościoła, drogą przecinającą szerokie pola, na których żółte morze rzepaku szeptało łagodne pieśni. Czasem, trzymając dłoń w wąskiej dłoni matki, patrzyłem w niebo, jakbym chciał wypatrzeć gdzieś tam wysoko, niebieskookie anioły, przezroczyste i nieuchwytne jak bańki mydlane. Potykałem się wówczas na nierównej, polnej drodze, czasem zdzierając czubki odświętnych butów, czym doprowadzałem do szewskiej pasji ojca, który krzyczał, płosząc stada ptaków: - Patrz jak leziesz, gówniarzu. W kościele, siedząc w bocznej nawie, z głowami umeblowanymi problemami dnia codziennego, zbyt zmęczeni by się modlić, z dłońmi wypełnionymi marzeniami, w rachunku sumienia wszystkie swoje grzechy zmywali garstką ciężkich westchnień, jeszcze wierząc w lepsze jutro, choćby tylko dla swoich dzieci. Spoglądałem na Matkę Boską, odzianą w niebieską pelerynę, z twarzą tak tajemną, jakby wszystkie tajemnice świata kryły się w tym obliczu. Ojciec, wyrwany z długich dni rozmyślań nad swym nędznym losem, uderzał zaciśniętą pięścią w zapadłą pierś i mówił drżącym głosem, aż echo tych słów, grzmiało jak odgłos lawiny, sunącej w dół zbocza: - Moja wina, moją wina, moja bardzo wielka wina. Potem wracaliśmy, jacyś tacy odmienieni, jakby zaczarowani. Ojciec milczał, zapewne przeżuwając ostatnie niepowodzenia, dni zbyt suchych, kiedy to z nieba lał się rozgrzany ołów, paląc wszystko dookoła, nie oszczędzając niczego ani ludzi, ani zwierząt. Matka starając się dorównać mu kroku, prawie biegnąc u jego boku, co rusz podrzucała moje wątłe ciało i milcząc, zapewne analizowała w swojej biednej głowie, słowo Boże, rzucane jak siew między kąkąl przez księdza wikarego. Ponad trzydzieści lat przewagi ojca nade mną, nauczyły mnie słuchać w milczenie jego, jakże rzadkich wywodów nad niesprawiedliwością tego świata. Stawał się wtedy Wielką Katedrą a z ust jego padały słowa, które chciwie chwytałem, chowając w przepastnych szufladach pamięci. Jego szare oczy czujne jak u myśliwego, studiowały moją twarz. Siedzieliśmy tak przy starym, odrapanym stole, pamiętającym jeszcze czasy, kiedy to ojciec opierając o niego swoje wątłe łokcie, machając w powietrzu nogami, słuchał bajań sąsiadów zimową późną porą. Matka, krzątając się przy rozgrzanym kuchennym blacie, ocierając pot z czoła przedramieniem, przesuwała ciężkie garnczki, pokrywki podskakiwały wesoło i zapach kapuśniaku unosił się jak mgła nad naszymi głowami. Za oknem chmury ślizgały się po niebie, ciemnymi kolorami próbując zastraszyć świat. Niedziela, dzień święty który należało święcić, dla matki był kolejnym roboczym dniem. Ojciec wstał i wyszedł. Głucho zadudniły zamykane drzwi i jego wąskie plecy znikły w mroku chłodnej sieni. Potem matka, zniecierpliwiona jego długą nieobecnością, znalazła go wiszącego w stodole. Sznur, który nie tak dawno kupił w mieście, przerzucił przez grubą belę przeszywającą stodołę, jak igła rozdarte ramię koszuli. Skrzyp sznura i matki krzyk zlały się w jedno. Byłem zbyt mały by pochwycić jej ciało, które jak drzewo złamane naporem wiatru, runęło wprost pod moje nogi. Gdyby żył ojciec, wszystko potoczyłoby się inaczej. Znów palcami czesałby swoją złość jak psa na łańcuchu, próbującego bronić domu. Nerwowo kręciłby się po domu, we wszystkich szufladach szukając kluczy, których nigdy tam nie było. Jaskółki nie odfrunęłyby znad okien, z dziką rozpaczą nie wyłby pies a matka zgnieciona samotnością nie stałaby się staruszką w jeden straszny dzień, rozmawiając z własnym cieniem jak z ojcem. Nigdy nie używałem czułych słów, po prostu nikt mnie tego nie nauczył. Jedyne co mogłem, to śpiewać jej cienkim dziecięcym głosem. Stawała się wtedy spokojniejsza, zamyślona, jakby wykuta z kamienia. Nieobecna jeszcze za życia. Gorzkie jak piołun jest rozstanie z bliską osobą, dlatego żegnam się z Tobą mój Niebieski Boże.1 punkt
-
Na migotliwej nitce pajęczyny posypanej srebrnym lukrem księżycowej poświaty, delikatnym niczym confetti ze słodkiego wiatru, idzie zmęczony Pajączek. Tycie nóżki ślizgają się niebezpiecznie po drgającej drodze, zostawiając malusienkie ślady. Te ledwo widoczne wgniecenia, oderwane od niestabilnej płaszczyzny, szybują w nieznane na odrobinach zapomnianych marzeń, niesionych przez nowo narodzone echa, bez wypowiedzianych słów. Wiele obrazów kształtujących krainę, niedostępnych w całości dla niechcianych oczu, kreuje w tym miejscu jakąś szczególną rzeczywistość. Reszta, zamknięta w wirujących szkatułkach czasu, pozostaje w niezbadanym zasięgu niedalekiej przyszłości. Pajączek odczuwa drgania. Wstrząsają ciałem oraz ledwo widoczną kołyską, na której końcu zauważa ciemny punkt. Odrobina kurzu, ląduje miękko, chwilę drogi przed nim. Z niej wyłania się jeszcze mniejsza, szybując kawałek do przodu, jakby wskazując właściwy kierunek. Pod spodem przepaść bez końca, nie daje żadnej nadziei na jakikolwiek ratunek, gdyby zaczął w nią spadać. Stare konary ciemnych drzew wiszące nad nim, są dla niego za duże, żeby mógł ogarnąć wzrokiem, cały, rozłożysto-szumiący lęk, który także tworzy. Na szczęście dostrzega jedynie niewielkie części ich ciał. Nie wie na co patrzy. Przesadnie nie musi się bać z tego powodu. Ale z innego tak. Tajemniczy kształt na dalekim horyzoncie drga nieustanie. Zakłóca promień zachodzącego słońca, nieustannym jasno-ciemnym migotaniem. Nie wie co to jest, ale zmysły które dźwiga ze sobą, szepcą najbardziej logiczne wytłumaczenie. A zatem idzie dalej, chociaż przeczuwa, że coś się wydarzy. Złotawo-czerwone płatki światła, jak rybki w akwarium, ślizgają się po niewielkich, miękkich liściach, niczym nutki muzyki po klawiaturze przyrody. Między ściankami echa, dźwięki czekają uśpione, by kiedyś opuścić to miejsce w wielu powtórzeniach. Mała Muszka spostrzegła już dawno zbliżający się kształt. Macha mocno skrzydełkami na ile potrafi. Wkłada w to całą swoją energię, by wzlecieć, uciec, poczuć się bezpieczną. Niestety, to ponad jej siły. Nie może oderwać nóg od podłoża. Jest przyklejona strachem. Życzy w myślach, by wreszcie groźne przeznaczenie, które widzi coraz wyraźniej, gdyż jest coraz bliżej, spadło do przepaści. Wyobraża sobie jego roztrzaskane ciało. To ją napawa radością. Dodaje potrzebnych sił. Ale z drugiej strony jak bokser, bije się z myślami. Pajączek po raz ostatni zostawia tycie wgłębienia. Odpada od drogi, po której tyle czasu szedł. Jego ślady szybują bezpiecznie, lecz on leci w objęcia nieuchronnej śmierci, która go za chwilę przytuli, uściska, może nawet pogłaska, ale już nigdy nie puści. Myślenie małej muszki zmienia się radykalnie i zupełnie nagle. Jakby coś w nią wstąpiło. Aż drzewa wyciskają z liści zdziwienie i niedowierzanie, niczym pastę do zębów z roślinnej tubki. Musi go uratować. Swojego prześladowcę. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Nowa siła w nią wstępuję. Jeszcze kilka machnięć skrzydeł, wspomaganych krótkimi myślami: przecież potrafię... i nagle odczuwa nieznośny ból. Zaczyna szybować w kierunku spadającego, lecz nogi ma wyrwane. Zostały tam gdzie są. Przyklejone, czarne i sterczące jak połamane zwęglone kości. Droga puściła tylko to, co istotne dla udzielenia ratunku. Resztę zatrzymała. Podlatuje pod niego. Pajączek spada na nią. Piekielnie trudno dźwigać taki ciężar. Słyszy wewnętrzny głos, który mówi, że słusznie czyni, bo to wszystko ma jakiś sens. Czy aby na pewno? Są już niedaleko. Nie ma zamiaru lądować na kleistej drodze. Tylko gdzie indziej. By nie spocząć jako przyklejona, brzuchem do podłoża. Wtem, zupełnie nagle, Pajączek zaczyna ją podgryzać. Wie, że to nierozsądne zjadać na obiad swój ratunek. Słyszy głos swojej wybawicielki: – Co ty robisz, głupi? Zjedz mnie wtedy, kiedy już będziesz bezpieczny. Tylko nie puszczaj, bo skorzystam z okazji i ucieknę. A zresztą, po co mi żyć skoro nie mam nóg. – Przepraszam, ale taka jest moja natura. Głodny jestem. A poza tym jakiś głos mi podpowiada, że słusznie czynię. A swoją drogą, niepotrzebnie wyrwałaś nogi. Miałbym więcej. – Gdybym nie wyrwała, to byś nie miał wcale. Byłbyś trupem na dnie przepaści. Życie ci ratuję. Doceń to. – Właśnie to robię. Nie zjem cię całą zanim nie będę bezpieczny. A jak już będę, to podziękuję... – ... obiadowi, którego będziesz miał wewnątrz. – Właśnie. Niestety. Nie panuje nad swoim głodem. Nie tylko nad głodem. Wie, że tak musi. Zwiększyć sens całokształtu. Nie wie tylko, o co w tym wszystkim chodzi. Pochłania ratunek. Najedzony, syty i tłusty, znowu spada na same dno. Nadlatuje ptaszek. Nie miał nic w dziobie od kilku dni, ale za bardzo głodny nie jest. Jednak połyka kąsek, pytając się samego siebie: dlaczego to zrobiłem? Włochate wystające nóżki, haczą jego gardło. Krztusi się, brakuje mu powietrza. Po chwili jego truchło leci w dół. Na skraju przepaści stoi młody kozioł. Ma szczęście złapać pyskiem przelatującą strawę, chociaż zazwyczaj mięsa nie je. Nie trwa długo jego radość, bo nie może przeżuć jak trzeba. Kościsty ptak staje mu w przełyku. Nie da rady przełknąć dalej. Zwierzak dusi się, dostaje przedśmiertnych konwulsji. Smyka się po krawędzi i leci w otchłań. Potrąca przy okazji inne koziołki, które mogły nie stać przy brzegu, lecz jednak stoją. Strąca je ze skalnej półki. Cała ich stado szybuje pionowo ku przeznaczeniu. Wirujące szkatułki czasu przestają wirować. Echa pustoszeją. Wszystko jest widoczne. Na samym dnie, lud wioski, dziękuje Swojemu Bogu za wysłuchaną prośbę. Dłuższy czas nie będą musieli głodować.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne