Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.06.2020 w Odpowiedzi

  1. Dawniej z szablą był w galopie teraz kłusem mknie na mopie. Ceni równouprawnienie, lecz czy ona ma go w cenie? Jednak czekać nie chce dłużej bo zwyciężyć musi kurze co przyległy do podłogi, do nich zmierza rycerz srogi. Nie ma dla nich dziś litości, z wielką siłą, choć bez złości celnie mopem je traktuje i zwycięstwo odnotuje. Lecz to triumf pyrrusowy nie zawróci jej nim głowy, nie zdobędzie jej uznania, tym, że z mopem się ugania. Ona bowiem za rycerzem dzikim, lecz kochanym zwierzem, tęskni od samego rana chce być w takim zakochana. Jest to rozwinięcie fraszki "Mężczyzna dawniej i dziś".
    5 punktów
  2. To jedynie drżenie szyby i jęczenie wiatru - - wyjaśnia racjonalista pierwszego kontaktu. Skrzypi krzesło i podłoga? - Taka w drzewie skłonność. W śnie przynoszą ci wiadomość? - Twoja podświadomość. Ruch złowiłeś kątem oka? - wiatr muska firany. Znowu obraz spadł ze ściany? - źle przymocowany. Coś huknęło lecz nie spadło? - pewnie u sąsiada. Jakieś szepty słychać wokół? - deszcz za oknem pada. Pies coś widzi, na coś warczy? - tak już bywa z psami. Przestań wreszcie w bajki wierzyć, uwierz żeśmy sami. Dzwoni dzwonek a za drzwiami nie ma żywej duszy? - to popsuta elektryka albo zbadaj uszy, lub zwyczajnie ktoś dla beki zrobił tobie kawał, usiądź, ochłoń i uspokój nim umrzesz na zawał. Nie przewracaj w domu krzeseł, nie zasłaniaj luster, bo nie będzie na czym siedzieć- zabobony puste. To są najzwyklejsze sprawy, nie ma po co gmatwać. Tylko cisza po umarłym jakaś bardziej martwa, i porządek drobnych rzeczy jeszcze jego dłoni ma na sobie ślad ostatni, że aż w uszach dzwoni.
    5 punktów
  3. Rozwijam słońcu skrzydła, jak języki poezji. Zobacz jak wena tańczy, gorąca Madame crazy. Każdy oddech z chmur białych, krąży jak baletnice. Amor też chce zatańczyć, strzałą zrywa spódnicę. Promienie zwijają krzyk, muzyka nie w tym tonie. Dżentelmen pomylił rytm, Madame w pąku swym płonie. Puls żaru ulatuje i dym z wulkanu już grzmi. Gdzie Twoja mucha i frak, w walcu krążyła ta myśl.
    4 punkty
  4. Zanurzam się cała w chwilach upojenia, zmysłów myślami powoli Cię rozbieram. Całując z czułością spełniam pragnienia, pieszczoty moje z wyczuciem wybieram. Tańczymy wtuleni w rytmie przyzwolenia, rośnie pożądanie coraz większej bliskości. W wyobraźni kreacji spełniamy marzenia, oboje pragniemy odwzajemnionej miłości. Chcielibyśmy, aby taniec trwał wiecznie, erotycznej rozkoszy doświadczały ciała. Ze sobą chcemy być blisko koniecznie, bo życie, to chwila zbyt krótka, za mała.
    4 punkty
  5. wezbrane rzeki rozpaczy nie baczą na tamy które wyznacza czas przez jedną chwilę sięgałam nieba a teraz płynie wino i żal
    3 punkty
  6. Błędne koło się toczy błędne koło się toczy, znów mam zawroty głowy, znowu zamykam oczy... Błędne koło wiruje, błędne koło wiruje; kalejdoskop pamięci szkiełka dni przesypuje... Turla się błędne koło, turla się błędne koło; czy to trans, upojenie, czy to młyn, czy to zioło? Błędne koło wciąż krąży, błędne koło wciąż krąży: czy je zdążę rozerwać, czy opętać mnie zdąży?
    2 punkty
  7. Nawet podwójnie albowiem dziadek skromny, bo skromny, lecz zjadł obiadek wyszedł przed chatkę, siadł na ławeczkę i przez godzinę pykał fajeczkę z sąsiada żoną wdał się w dysputę czy lepiej mak siać czy może rutę więc uradzono, że i to i to a na dokładkę pszenicę, żyto. Słonko zaczęło kryć się za chmurki dziadek poczłapał do swej komórki naręcze drewna zaniósł do domu i nie zwierzając się już nikomu rozpalił w piecu, usiadł w fotelu trzymając w ręce swój napój z chmielu spojrzał w kierunku babci swej żony i nagle poczuł się wypalony.
    2 punkty
  8. Wszystkie - bez wyjątku - nowe stare i te zdziczałe przy których stoją kikuty drogowskazów nazw zapomnianych porośnięte nie jedną trawą , dokądś prowadzą. Więc gdy poczujesz się zagubiony ... wędrując jedną z nich przypomnij sobie ten wiersz . A potem dalej śmiało idź przed siebie , bo może właśnie ta ... ta droga zaprowadzi cię dziś jutro albo po ... tam gdzie odnajdziesz to coś ... coś co nazwiesz swym szczęściem.
    2 punkty
  9. Jako wszystek historyji przedtym się odbywały Azaż prawo by to się komu ludy frasowały? Historyja jak mokradło głęboka. Co jest, już było, k’ czemu sromota? Twa zgryzota od zamierzchłych czasiech znana. Wszego tesknica liczna jak morska piana. Duchy nieżywych zawżdy czują. Przeczże się ludzie potenczas wojują? Dokąd jest człowiek na ziemyjej ino te same są dzieje. Nie płaczże, gdy chata twa goreje. Od zarajadziejów ni lepiej ni źlej. Takoż k’ rozkoszy kuglij czyli wina lej.
    2 punkty
  10. niech zostanie po mnie kropla natchnienia która poi umysły spragnione tworzenia
    2 punkty
  11. Kilogram ziemniaków I dwa bochenki chleba, żelki. I jakieś słodsze owoce, I chipsy orzechowe, których Nikt nie lubi, na przecenie. ... To stara lista zakupów Skitrana jeszcze w prawej Kieszeni pamiątkowej marynarki. Aktualna tuż przed oddelegowaniem Mnie jako reprezentanta ludzkości W gwiazdy. Może dlatego zapomniałem wyrzucić... ... "Potrzeby duchowe, Wyższe ideały, Poezja, Honor..." Chipsy i żelki podjadam Z lewej, ukrytej, zapinanej Na suwak kieszeni. Dopiero niedawno ją odkryłem.
    2 punkty
  12. @Marek.zak1 he he fajny :) A może tak do mopa doczepić drewnianą białą głowę konia ;) Pozdrawiam :)
    2 punkty
  13. nie czas biegać od sznura do sznura między przegniłymi tarcicami bezmiar nędz tego świata a w sercach dzwonów pomruki wojny przypominają nic czystego nie ma na tym świecie ech gdzie te nasze słodkie gruchanie miłosne i bezwstyd w oczach z najwyższego wierzchołka wieży utkwiwszy spojrzenie czułe i tkliwe w błękicie układam litanię do...
    2 punkty
  14. domniemany późny barok polepiony betonem pokruszonym w koronie czerwonousta żaba mruga zalotnie do obsranego bociana również z plastiku przewróconego kopnięciem uwalonego w trzy dupy gospodarza półdziobu w wodzie jak żur i śmierdzi - a tak regularnie topią się tu jeże spragnione po brzegu z folii budowlanej zjeżdżają do perfekcyjnej pułapki za pięć koła od rządu
    2 punkty
  15. @jan_komułzykant ARA WINO PORTO TROP, ONI WARA
    2 punkty
  16. @M.A.R.G.O.T W moim otoczeniu brak takiego dziadka ja choć jeszcze żyję, ale nie te latka a kiedy chcę strzelić chociażby po secie nie biegnę do sklepu, lecz zlecam kobiecie by w ramach codziennych typowych zakupów kupiła mi... małpkę? Bez takich wygłupów to więcej z butelki wytrąbi dziecina choć ona dopiera pić przecież zaczyna. Z natury nie jestem pazerny, dlatego do żonki się zwracam kup mi coś większego ćwiarteczkę powiadasz? Takiego litrażu użyję, gdy będę chciał pić dla kurażu dziś jednak od rana coś we mnie buzuje żoneczko, pół basa, to może poczuję że piłem, lecz żonka celowo mnie głodzi a przecież litr mleka i jej nie zaszkodzi. pozdrawiam :)))
    2 punkty
  17. czas jesienny przysiadł z boku obserwuje kto odejdzie kto zostanie babka wróży mówią ponoć że jest w gwiazdach zapisane kto zapisał kto wymazał ot bajdurzysz ja tam byłam wino piłam w międzyczasie ta kawiarnia się nazywa pod ukradkiem w filiżance księżyc kąpał się z łyżeczką do godziny nie wiem której przedostatniej tak mi cudnie patrzył w oczy chyba wierszem byłam śniłam czy marzyłam nie powtórzę coś ścisnęło jakby w sercu zabolało przytulałam ciut za mocno białe róże
    1 punkt
  18. Kiedy za siebie dziś rzucam spojrzenia, widzę promienne, świetliste marzenia; lecz gdy rękami je chwytam obiema - tego już nie ma. Gdy spojrzę w przeszłość, widzę drzew aleję i lekko po niej biegnącą nadzieję; lecz wkrótce na nią lęk jakiś cień rzuci - to już nie wróci. Gdy się obejrzę, zalśni czasem w oku wysoka postać o magicznym wzroku; lecz cóż - utkane z mgieł i świateł ciało już się rozwiało. Gdy się obrócę, wciąż jeszcze w oddali tajemny płomień niezmiennie się pali; lecz gdy krok jeden zrobię – wtedy właśnie niknie i gaśnie.
    1 punkt
  19. I naprawiaj - i ja - i war pani. A naprawiano; tona i war pana. I naprawiono, i war pani.
    1 punkt
  20. okrutne, ponure i głupie podgryzają mi sklepienie skąd się tam wzięły... z dołów... z boków... język zawiązuję mocno na supeł a w sercu rozpalam wielki wielki ogień
    1 punkt
  21. w niezmierzonej głębi dusz w każdej obcej twarzy w bezkresie wspomnień i smutku utraty
    1 punkt
  22. @[email protected] Tylko najgłębsze głębie mnie interesują... Pozdrawiam serdecznie ?
    1 punkt
  23. @[email protected] Coś w tym jest, naprawdę. Ta specyficzna nuta melancholii często jest inspiracją, przebłyskiem.
    1 punkt
  24. @[email protected] Dziękuję za pozytywy i również życzę miłego wieczoru ?
    1 punkt
  25. @Paulina Murias Wredny czas, bo zawsze upływa, minuta, godzina i na wietrze grzywa. Miłego wieczora, z czasem nie ma żartów jest bezkompromisowy.
    1 punkt
  26. @Paulina Murias Kropla natchnienia - Paulino wystarczy, tylko jaka łza goryczy Ci jej dostarczy. Pozdrawiam, mówią że smutek poety jest źródłem prawdziwej poezji.
    1 punkt
  27. @Paulina Murias Głębokość dusz kto nam pomierzy? tak się wydaje, że to serca język. Pozdrawiam Paulino, krótko ale na temat.
    1 punkt
  28. ...i jeszcze raz. :) __________________ Ponownie dziękuję. Dodam jeszcze, że stan uczuciowy Peelki jest mi bliski... Pozdrawiam
    1 punkt
  29. @[email protected] dziękuję Grzesiu i pozdrawiam milutko :-)
    1 punkt
  30. @Wiesława Wiesiu bardzo zgrabnie napisane, jestem pełen podziwu, ale mam tylko jedno serducho - oddaje Ci je. Pozdrawiam najmilej jak mogę.
    1 punkt
  31. @M.A.R.G.O.T Witam Cię cieplutko i dziękuję za miły komentarz i serducho :-)*
    1 punkt
  32. @Wiesława Śliczny taniec pragnień...Pozdrawiam.
    1 punkt
  33. @WarszawiAnka Wow, piękny! ❤️ Zachwycam się Pani talentem?
    1 punkt
  34. Dziękuję :)
    1 punkt
  35. Krótki wiersz, ale wiele w nim treści. Z alkoholem - ostrożnie! :) Z żalem też... W drugim wersie napisałabym raczej: "nie baczą na tamy". Pozdrawiam
    1 punkt
  36. @Jan Paweł D. (Krakelura) Wstałem dziś lewą nogą i co czuję się niewymownie
    1 punkt
  37. @Jan Paweł D. (Krakelura) ach...śliczny...
    1 punkt
  38. Dziewczynka obudziła się cała zapłakana. Śniła o matce, która opuściła ją niespodziewanie, bez słowa pożegnania i jakichkolwiek wyjaśnień. Dlaczego tak nagle? – rozmyślała leżąc nadal w łóżku. – Czyżby była aż tak niegrzeczną, że matka miała jej po prostu dość.To przecież niemożliwe, zawsze starła się być kochającą córką, chociaż nie zawsze robiła wszystko jak trzeba. Od tych wszystkich rozmyślań, znowu zasypia i znowu jest z nią. Siedzą na łące, na zielonym kocu w kratkę, jedząc dużo różnych pyszności, przyniesionych z domu. Nagle obraz znika i widzi zupełnie inny. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że powtórnie się obudziła. Na brzegu łóżka, siedzi dziwna postać w białej sukni, przyozdobionej stokrotkami. Dziewczynka zaczyna się nawet trochę bać. Kto to może być i czego może chcieć, gdyż przypuszcza, że przyszła tu w jakimś określonym celu. – Wiem, że tęsknisz za swoją matką – mówi kobieta, spoglądając na leżącą. – Powiem ci jak to było, a ty zdecydujesz, jak postąpić – dodaje po chwili, jakby zamyślona. – Możesz ją odzyskać, jeżeli z całego serca tego pragniesz. – Przecież, wiesz, że pragnę – powiedziała ze łzami w oczach. – Jak mogła mnie zostawić samą. Powiedz proszę, co się stało i co mam zrobić, by do mnie powróciła – Twoja matka wyszła na chwilę do ogrodu. Trochę wcześniej musiała tam być ta straszna wiedźma... – Wiedźma? Ta o której wszyscy mówią? – zatrwożyła się dziewczynka. – Niestety, właśnie ta. Zapewne niektóre rośliny zatruła tymi swoimi niecnymi myślami, pełnymi najgorszego zła. Twoja matka musiała je zjeść i stała się bardzo złą kobietą. Nie chciała cię znać. Słyszałam też, jak mówi sama do siebie, że z takim bachorem, nie chce mieć nic wspólnego. Nie mogłam nic na to poradzić. Nie wtedy, gdy czar był świeży. – Jak chleb? To straszne co mówisz. – Jest jednak pewna nadzieja. W tym samym ogrodzie, znalazła złote naczynie. Podejrzewam, że to sprawka tej samej wiedźmy. Zachwyciła się tym blaskiem tak bardzo, że ciągle trzyma przy sobie. Wiem jednak, że gdyby ktoś sprawił, że mu to naczynie odda, to wtedy czar przestanie działać. – Czy wiesz, gdzie teraz moja matka? Daleko ode mnie? – No cóż. Może nie tak daleko, jak jej serce od ciebie, ale blisko też nie. Teraz przesiaduje blisko przepaści. Na dnie płonie wieczny ogień. Ona bardzo lubi tam spoglądać. To jeszcze bardziej wzmaga zło. Jeżeli chcesz ją odzyskać, to musisz tam się udać. – Tak, wiem, ale jestem tylko małą dziewczynką. Bardzo bym chciała, ale strasznie się boję, takiej samotnej wędrówki. – Niestety, to jedyny sposób. Musisz sprawić, by tobie to naczynie dobrowolnie oddała. Wtedy wrzucisz do przepaści, by spłonęło. Odzyskasz w ten sposób matkę. – A wiesz chociaż, w którą stronę mam pójść – zapytała, chociaż było jej smutno, po tym wszystkim co usłyszała. – Tak. Wiem. Wskażę ci drogę. Wędrowała dość długo wśród wielu przeciwności, które musiała pokonać. Odczuwała jednak pewną niewidzialną opiekę nad sobą. Owa kobieta ją zapewniła, że nie zostawi jej samej, chociaż nie może z nią pójść. Zadanie musi wykonać sama. Wiele nocy nie spała, słysząc różne odgłosy, a niektóre były bardzo blisko, lecz po ciemku nie widziała, do jakich zwierząt należą. Nie rezygnowała jednak z wędrówki, gdyż trzymała ją na drodze wiara w to, że wszystko zakończy się pomyślnie. Wtem dostrzegła białą wiewiórkę, siedzącą wśród różnorodnych kwiatów. Nie zdziwił ją nawet kolor, ale za to przyszedł jej do głowy dziwny pomysł, żeby tych kwiatów nazbierać. Wiewiórka biegała przy niej gdy je zbierała, jakby ją to tego zachęcając. Gdy już miała tyle, że ledwo mogła unieść, wyruszyła w dalszą drogę. Miała wrażenie, że białe zwierzątko kiwa do niej jasną łapką na pożegnanie. Na miejsce przybyła zupełnie niespodziewanie, jakby nagle obudziła się ze snu. Po prawej stronie zobaczyła krawędź przepaści i dziwną łunę unoszącą się dość nisko. Słońce właśnie zaczęło zachodzić, ciesząc wzrok pięknym widokiem, lecz ona nie bardzo to piękno dostrzegała, gdyż miała oczy pełne łez, w których, jakby na przekór, wirowały nieliczne iskierki nadziei. Myślała intensywnie, co by tu zrobić, gdy wreszcie ujrzy matkę. Przecież tego naczynia dobrowolnie nie odda. Wtem jakby coś ją tknęło, gdy tuliła kwiaty, które nadal trzymała. Spojrzała przed siebie. Zobaczyła matkę, którą w pierwszej chwili nie poznała. Zło odcisnęło piętno na jej twarzy. – Czego chcesz wstrętny bachorze? Przyszłaś przeszkadzać? Nie widzisz, jaka jestem piękna. Naczynie nie kłamie. Jest złote. Widzę w nim swoją twarz. Nie chce przestawać patrzeć, ciesząc się swoim pięknem. Idź stąd, bo tak cię stłukę, że własna matka ciebie nie pozna. A teraz zejdź mi z oczu, przebrzydła dziewucho. Moje piękne oczy patrzą gdzie indziej. Przybłędy w postrzępionej sukience nie chcą oglądać. – Jesteś moją matką – musiała to wreszcie wykrztusić z siebie.. – Co? Kim jestem? Jak śmiesz tak do mnie mówić. Mam być matką takiej chodzącej szmaty, jaką ty jesteś. Do prawdy moja cierpliwość się kończy. Odejdź pókim dobra. – Proszę, najpierw spójrz na te kwiaty. Musisz przyznać, że są piękne. Czyżbyś ich nie widziała? – Kwiaty? No faktycznie, są piękne. Ty coś kombinujesz. Przyznaj się łajzo jedna. – Nic nie kombinuję. Przysięgam. Pomyślałam tylko, że gdybyś się tymi kwiatami cała ozdobiła, to byłabyś o niebo piękniejsza. Przecież ci na tym zależy, żeby taką być. – Cholera. Dawaj. Przyozdobię się w nie.Chyba masz pokrako racje. Tylko naczynie nie położę na ziemi, bo się zapaskudzi. – Chętnie potrzymam. Przysięgam, że ręce mam czyste. Jak widzisz kwiatów nie pobrudziłam. – No dobrze. Widzę. Zabieram kwiaty, a ty trzymaj. Tylko uważaj, bo jak ci wyleci z rąk, to będziesz je miała połamane na drobne kosteczki. – Będę uważać. Kobieta zaczyna zdobić swoje śliczne ciało. Nie zauważa, że dziewczynka biegnie w kierunku przepaści. Nagle kobiecie coś podpadło. Ozdobiona kwiatami, zaczyna ją gonić. Uciekinierka, czuje za sobą woń kwiatów. Teraz wstrętną i obrzydliwą. Jest coraz bliżej krawędzi. Paskudny zapach się nasila. Jakby chłonął w siebie, całe zło. Wie, że matka ją prawie dogania. W ostatniej chwili rzuca naczynie, na dno przepaści, prosto w ogień. W tym samym momencie, czuje za plecami intensywny zapach kwiatów. Teraz zupełnie inny. Nieziemsko cudowny, dla spoconego nosa. Wie już, że nie przyszła w to miejsce na próżno. Obraca się w kierunku odzyskanej miłości. Nie odczuwa lęku. Matka ślicznie wygląda taka przyozdobiona. Jak dobra wróżka. Przytula swoją córkę, a ta słyszy tylko trzy słowa, ale jakże wspaniałe; – Wracajmy do domu.
    1 punkt
  39. @AnDante Można to sprawdzić, bowiem z ukrycia służby specjalne to nagrywały lecz żeby zdobyć te cenne taśmy to będzie kłopot i to nie mały. pozdrawiam :)))
    1 punkt
  40. Na pewno o tym rozmawiali? Gdyby dysputy ich wziąć próbkę, wyjdzie, że raczej omawiali kto dzisiaj jaką zrobił kupkę ;)
    1 punkt
  41. @tomass77 Jeden z lepszych tekstów na tej stronie ostatnio. Pozdrawiam
    1 punkt
  42. @Henryk_Jakowiec "bo wena po świecie gdzieś hasa" a forma nie goni - przygasa ;)
    1 punkt
  43. @M.A.R.G.O.T Jak w temacie odpowiedzieć kiedy temat nie jest znany a he he:) - co ma oznaczać wiersz czy temat roześmiany? Wobec takiej sytuacji żebym nie trwał w niepewności kończę oraz wyczekuję choć na szczyptę wiadomości. pozdrawiam :)))
    1 punkt
  44. @Henryk_Jakowiec no wiesz...słyszałam o pewnym dziadku, który w wieku 80 lat codziennie biegał i nie tylko ;) Przeszedł do historii w moich rejonach ;)
    1 punkt
  45. Tomku :) Twoje słowa miód na moje serce :) A co do połówki ( a tym gorzej ćwiartki ;) ...) to nie ma nic lepszego, niż ... Całość :)
    1 punkt
  46. Za siedmioma dolinami i połową wyschniętej rzeki, Królestwo na łonie prześlicznej natury spoczywa. Król Miłościwy zawiaduje tą pokaźną krainą, a że robi to mądrze i roztropnie, poddani żadnych większych uwag do niego nie mają. Nawet bardzo go lubią, bo ów władca, chociaż poczucie humoru ma dość dziwne, szkody wybrykami swymi komukolwiek nie czyni. Teraz właśnie przed pałacem, tłum nieprzebrany się zjawiwszy, na dalszy ciąg wypadków niecierpliwie drepcząc, oczekuje. A całe zamieszanie z tej to przyczyny, że pocieszny władca konkurs ogłosił, umyślnych z radosną nowiną do wszystkich domostw posyłając. A zatem poddani stoją i czekają, coraz bardziej dobrotliwie wkurzeni, bo jak długo można swoje członki, oczekiwaniem tarmosić. Wtem na balkon nisko z muru wystający, władca wychodzi, by zgromadzonym zasady konkursu ogłosić. Po wiwatach wszelakich i okrzykach wielbiących, Król wreszcie przemówić może, radując się tym niezmiernie. W powstałej ciszy, królewska literatura piękna, do nastawionych ciekawskich uszu, z góry dobiega: – Kochani moi. Będę się streszczać, bo żeście zapewne zgłodnieć zdążyli, na moje słowa czekając. Otóż chce wam ogłosić, co następuje. Fala zaciekawiona po głowach wpatrzonych przebiegła, by dalej pobiec do pobliskich lasów, obijając się o niewinne drzewa, strącając nieco liści. – Otóż ogłaszam konkurs… Do góry poleciały: czapki, szale, kwiatki i różne inne przyniesione na tę okoliczność, rzeczy. – … polegający na wspaniałego Królestwa obiegnięciu. Dotyczy to jedynie dorosłych mężczyzn, to znaczy: kawalerów na fleku. Zamiast wiwatów zapada cisza, zjadając wszelkie odgłosy. – Powiem krótko: ten, który obiegnie całe Królestwo, będzie musiał bardzo się przytulić do mojej Córki, wycałować ją namiętnie… i tego tam… a później otrzyma: niespodziankę. Kto nie wycałuje, rozkoszy przytulania unikając, ścięty na gwałt toporem będzie, którego żeśmy w spadku otrzymali od nieżyjącego kata. – Tego tam – powtórzył tłum, aż echo guza sobie nabiło o mury pałacu. – Kto by nie chciał? – zaśmiali się przyszli uczestnicy biegu. – Ścięty? – dobre sobie! ~ – Jam wasz Król. Co wy na to? – My na to, jak na lato – zaczęli skandować zgromadzeni a szczególnie kawalerowie, myśląc o niespodziance… i dalej myśląc… i jeszcze dalej... – No to kochani moi – rzekł Król. – Jutro impreza. Baj! Po tych słowach władca powraca do wnętrzności komnaty, drzwi za sobą zamykając, w międzyczasie dławiąc się ze śmiechu, ale nie na śmierć. Albowiem usposobienie figlarne pod długim berłem, nieprzerwanie nosi. * Wszyscy kawalerowie, a nawet samotne bezzębne starsze dziadki, bieg ukończyli, bo trzeba przyznać, że królestwo w obwodzie obszerne nie jest. Uciechy było co niemiara. Takie łatwe zadanie… phi… a przytulanie i całusy będą… albo nawet… tego tam… ojejku Król przywołuje całe stado niecierpliwych, spoconych zwycięzców. Oczy, kolorowymi szmatkami nakazuje im zakryć, po czym grzecznie daje do zrozumienia, by podążali za jego czcigodną osobą. Oczywiście, asysta władcy im towarzyszy, ażeby jegomoście po odbiór nagrody krocząc, za bardzo nie poobijali członków swoich, o wystające tu i ówdzie korzenie. I stało się. Stoją bez opasek na oczach, ale jakoś żaden nie ma ochoty na królewską Córkę. Ale cóż. Musi, żeby ściętej głowy swej nie oglądać zza światów. Maszeruje każdy, raz po raz się cofając, jakby uciec pragnął. Tylko żaden mimo wszystko do rozkosznego celu nie dochodzi. No jakoś nie może. Coś go powstrzymuje. Król zaczyna się niecierpliwić, groźnie popatrując. Chociaż tak naprawdę nie wiadomo, czy w głębi ducha swego, nie jest mu wesoło. Bo przecież wiadomo, jaki to władca jest. Aczkolwiek widzieli, jak ją z dołu wyciągano. Co to za Król, który o jej śmierci, swoich poddanych nie powiadomił. Może dlatego, że nikt nie wiedział, że w ogóle ją ma. Wszyscy na cmentarzu stoją, a zgroza swoją miotłą, ich dusze złowrogo omiata. Otwarta trumna na ojczystej ziemi spoczywa, wyciągnięta na wierzch. A w środku leży: Królewska Córka. Nie wygląda ponętnie, chociaż kolory jakieś tam ma. Chociaż właściwie, w ogóle nie ma wyglądu. Wygrani są w szoku. Nie tylko widokiem, lecz przede wszystkim tym, co Król obiecał… za niewykonanie przytulania. A zatem pomału, swoją niechęć przełamując, postanawiają zadaniu sprostać, by jako żyw stąd odejść, mając to już za sobą. Wtem słyszą za sobą cienki głosik: – Witam was. Miło mi, że widzieć was mogę. Nie dziwię się wcale, że takiego tortu urodzinowego, co mój ojciec dla mnie przygotował, żeście nie zechcieli spróbować. Aczkolwiek, myślałam, że chociaż jeden z was mnie przytuli, bo z tego, co widzę, przystojni z was młodzieńcy. Ale cóż… żaden z was niespodzianki nie dostanie. Chyba wiecie jakiej? Niedoczekanie wasze. Trzeba było trupa całować… tchórze jedne:) – Wieemmy – rzekli smutno i zrezygnowani. – Kochani moi, mam zdolnych cukierników. Musicie przyznać. Wygląda jak żywa. Zwołajcie wielu innych, żeby się urodzinowym tortem poczęstowali. Ale najpierw, przed pałac go przenieśmy. Ciastko tylko źle wygląda, ale będzie smakować znakomicie. Nie powiedziałem poddanym, że mam Córkę, bo nie wiedziałem, co z niej wyrośnie. No przecież biegała wśród was. – Ojcze:)) – Bierzcie poczęstunek i idziemy. ~~~//~~~ Przed pałacem rozlegają się przerażone słowa: – Królu! Wybacz! Przez pomyłkę, nie z tego grobu, żeśmy wyciągnęli.
    1 punkt
  47. @jan_komułzykant Jest mi miło A ŁAWA? DUKAT ETAT PYTA A TYP TATE. TAK UDAWAŁA.
    1 punkt
  48. zaczyn począłem od początku zacząłem wyczyn w naczyniu odczyn przyczyną zaczynam
    1 punkt
  49. Czeka na ścieżce. Dzień Wigilii. Las przykryty delikatnym całunem mroku. Ośnieżone świerki po obu stronach drogi, oświetlone poświatą księżyca, tworzą swoisty szpaler. Niczym wyciosane ze śniegu roślinne posągi. Minął już jakiś czas od tego wydarzenia, ale im więcej go upływa, tym jest mu trudnej. Kocha nadal ludzi, lecz jednocześnie denerwuje go ich obecność. Jakby nie cały film widział... jakby istotnych scen brakowało... tego najważniejszego aktora. Nie odczuwa fizycznego chłodu. W ogóle mało co odczuwa. Wie tylko, że po coś tu przyszedł. Tylko nie wie po co, tak dokładnie. W tym szczególnym dniu, jakiś wewnętrzny głos podpowiada, że wydarzy się coś, czego nie zrozumie. Chociaż to tylko zwykły kawałek lasu. Nawet zwierząt nie widać. Podobno dzisiaj mówią ludzkim głosem. Może mu coś wytłumaczą. O dziwo, nie odczuwa wielkiego smutku. Widocznie zamarzł w sercu na tyle, żeby za bardzo nie ranić. Zamrożony śnieg lśni na igliwiu srebrną poświatą. Nagle świerki po obu stronach, zaczynają się lekko poruszać, chociaż nie odczuwa żadnego wiatru. Jakby coś nieokreślonego, weszło między drzewa. Z gałązki, widocznej na tle księżyca, spada trochę śniegu. Na końcu drogi dostrzega nieruchomą postać. Z takiej odległości, nie może widzieć dokładnie, by rozpoznać twarz. Lęku nie ma w nim wcale. Dziwi go tylko, że pojawiła się nagle, nie wiadomo skąd. Biegnące myśli w umyśle, natrafiają na różne przeszkody. Postanawia iść w tamtym kierunku. Podejść bliżej, by rozpoznać. Gdzieś w podświadomości, rodzi się przypuszczenie, kto to może być. Nie wie jednak, jak ma na imię. Zapomniał. Nawet wyglądu za bardzo nie pamięta. Lecz idzie dalej. Księżyc nadal jasno świeci, a śnieg trzeszczy pod stopami. Wtem zdaje sobie sprawę, że im dystans się zmniejsza, to widzi ją coraz mniej wyraźnie. Nie zraża się tym. Chce być bardzo blisko. Żeby dotknąć, spojrzeć, wiedzieć na pewno. Niestety, im jest bliżej, postać coraz bardziej znika. Robi się przezroczysta. Jakby już nie należała do miejsca, w którym ją widzi. Nie chce uwierzyć w tę prawdę. Gdy zaczynał wędrówkę, dostrzegł przed nią leżącą gałąź. Teraz, gdy przekroczył granicę, nikogo już nie ma. Próba nawiązania rozmowy, nie przynosi żadnego rezultatu. A miałby przecież tyle pytań i tyle chciałby powiedzieć. Za tak wiele przeprosić. Postanawia iść do tyłu. Wszystko się powtarza. Im jest dalej od tajemnicy, tym postać jest bardziej widoczna. Gdy wreszcie wraca, do punktu wyjścia, widzi ją o wiele wyraźniej, niż za pierwszym razem, ale nie na tyle, żeby mieć pewność. Na drugi dzień, przychodzi w to samo miejsce, o tym samym czasie. Wszystko się powtarza, dokładnie tak samo. Im jest bliżej, tym bardziej prześwituje przez nią las. Mimo wszystko nie chce się poddać. Wierzy, że w końcu poczeka na niego. Chociaż trochę z nim pobędzie. Nawet gdyby mieli wspólnie intensywnie milczeć. Aż pewnego razu, odczuwa w tym miejscu, tak silną czyjąś obecność, że nawet poświata księżyca wydaje się piękniejsza, a mróz mniej doskwiera. Do umysłu, wpływają wspomnienia. Ma wrażenie, że słyszy ulubioną kolędę: ''Cicha noc''. Tę najbardziej ulubioną. Dźwięki dobiegają zewsząd. Mieszają się z padającym śniegiem i niczym małe śnieżynki w kształcie nut, lecą na ziemię. Teraz wie. Dostrzega ślady stóp. Inne od swoich. A może tylko, tak naprawdę, bardzo chce... zobaczyć, usłyszeć, uwierzyć? Kiedy następnego razu wraca w to miejsce, nie widzi żadnej postaci. Już nigdy się nie pojawia. Nawet niewidoczną obecnością. Zostaje tylko zwykła ścieżka. Cieszy się, że było mu dane odczuć tak mało, a jednocześnie tak wiele, mimo tego, że wcale na to nie zasługiwał. Solidna gałąź ugina się pod ciężarem lodu.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...