Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. @Berenika97Lepiej iść z kobietą za rękę - niż kisić się w torebce:)
  3. Nie jestem ornitologiem Śpiew ptasi poranny Żyć bez niego nie mogę Nie jestem biologiem Obserwuję jak zielenią Liście drzewa dumne Patrzę za chmurką Nie wiem czy jest cumulusem Lubię cień spiekotą Powiew wiatru jak dzwoni Wietrznych dzwonków drganie Łagodnych trzcin kołysanie Jeszcze więcej tego lubię Co mnie bardzo cieszy Nie myślę o tym co wokół O tej ciężkiej brei
  4. @Stukacz ładnie tak krucho
  5. @Kamil Olszówka bardzo plastycznie i refleksyjnie opisujesz świat zamknięty w perspektywie jednej małej kropli. Świat królewskich bankietów, biesiadowania i uczt.
  6. Dzisiaj
  7. @Nata_Kruk dzieci powinny żyć Rodzice to parasol ochronny i szczęśliwe dzieciństwo. Dzieci powinny żyć, bawić się, mieć szkolne problemy, mieć czas by dorosnąć. A jak jest? Dzieci giną w konfliktach zbrojnych, pracują jak dorośli, są brutalnie traktowane przez dorosłych. Poruszasz.
  8. @Poet Ka piękna podróż w czasie i przestrzeni. A Niebo dziś takie błękitne jest.
  9. @Migrena tak? Tak myślisz- wow! To jest skrót myślowy dopiero. Nie da się w jednym cyklu napisać- nie no może da się, ale wyszedłby tasiemiec- tego nie chcę. O różnych etapach naszej historii piszę, zresztą nie tylko o naszej. Niestety mieli duży wpływ- bo teraźniejszość nigdy nie bierze się znikąd- podziały też. Historia nigdy nie jest tylko piękna- podałam tu min, przykład tej mniej pięknej. Jakże szybko straciliśmy wolność- znowu. Skończyłam ten cykl na odzyskaniu niepodległości tej po 39 roku. Ale czy była to wolność? Emilia Marcelina Malessa i Antoni Dołęga- Żołnierze Niezłomni. Historia najnowsza po 89 roku Ciekawa jestem tak a propos Planu Marshalla- gdyby był możliwy dla nas, w którym bylibyśmy miejscu? Ale nie my decydowaliśmy. Magdalenka- czy to było przekazanie władzy? Śmiem sądzić inaczej. Plan Balcerowicza- zbyt brutalny i na szybkiego. Gruba kreska wiąże się z uwłaszczeniem nomenklatury czyż nie? Czesi (Havel) rozliczyli się z historią kom. to samo Niemcy(Instytut Gaucka), my nie.(błąd) I wyciąga się trupy z szafy stosownie do okoliczności i zapotrzebowania, a potem się znów chowa. Mam nadzieję, że odpowiedziałam na wszystko. Lubię historię i w niej szperam- bez historii nie ma tożsamości- bez tożsamości nie ma narodu. Napisz swoją wersję w swoim temacie pociągnij dalej- odpowiem. Być może moje odpowiedzi nie zadawalają Ciebie- nie lukruję nikomu, piszę tak jak czuję i myślę @Leszczym, @Leszek Piotr Laskowski, @Rafael Marius, @viola arvensis dziękuję
  10. @Charismafilos może, a może zaległaby cisza? dziękuję @Nata_Kruk dziękuję za słowa
  11. hehehehe

    Palindrom fonetyczny

    Alu, jakby zsiada i szybka Jula
  12. hehehehe

    pijatyka

    A te, o, pani? Nel, zołzo, to zło. Z Lenina poeta?
  13. @TTL Idealne ukazanie przemiany z kochającej kobiety na zniszczoną przez złe doświadczenia femme fatale, z silnie narcystyczną osobowością. Czytając ten utwór, przypomniałem sobie siebie… młodego, niedoświadczonego, który był w stanie poświęcić, oddać siebie… bezgranicznie. Pozdrawiam serdecznie.
  14. @wiersze_z_szuflady dziękuję 🌻
  15. Najprzedniejszego wina kropelka, Wypadłszy z nachylonego złotego kielicha, Spłynęła po brodzie dumnego króla, Dziwiąc się pięknu jego oblicza, Gdy tak bezładnie spadała, Zachwycając się pięknem królewskich szat, Całą jego sylwetkę ujrzała, Widokiem tym do głębi poruszona, W jednej krótkiej chwili, Ujrzała wszystkich znakomitych gości, Monarchów i dostojników z całej Europy, Królów i arcybiskupów dostojnych, I wielkim zapłonąwszy zachwytem, Ujrzała całą odświętnie przystrojoną izbę, Skąpaną w blasku niezliczonych świec, Okraszoną szczęśliwych biesiadników nastrojem, Na suto zastawionych stołach, Nie zabrakło najwyszukańszych potraw, Uginały się pod ciężarem mięsiwa, A królowała niepodzielnie dziczyzna, Widząc kunsztowne złote korony, Zdobiące je krwistoczerwone rubiny, Tak bardzo zapragnęła być jednym z nich, Towarzystwa czystego złota zażyć, Widząc lśniące królewskie płaszcze, Najokazalszym futrem podszyte, Być któregokolwiek z nich najmniejszym włoskiem, Ośmieliła się zamarzyć skrycie, Widząc wielkie złote misy, Zachwycona blaskiem ich skrzącym, Zapragnęła w sobie go odbić, Lecz uniemożliwił to rozmiar jej mikry, Widząc śnieżnobiałe obrusy, Pozazdrościła im ich bieli, Zamarzyła którykolwiek z nich splamić, By na zawsze pozostać tylko z nim, Lecz mim drgnęła króla powieka, Skończył się krótki jej czas, Była bowiem zbyt maleńka, By dłużej niż króciutką chwilę trwać, Gdy na posadzkę spadła, W okamgnieniu się rozprysła, Przez nikogo niezauważona, Krótki żywot swój zakończyła… Nie unieśmiertelnił jej swym piórem kronikarz, Nie znalazła się na kronik kartach, Lecz by nie pozostała zapomniana, Skreślił wiersz o niej skromny poeta... Uczta u Wierzynka, obraz Bronisława Abramowicza z 1876 roku.
  16. Wczoraj
  17. Omagamoga

    wycinki rozmów z AI

    ---- Baśń o tym, jak Góral z Wysokiej Wyżyny zobaczył to, czego dolina nie widzi Dawno, temu, tak dawno, że jeszcze nikt nie wynalazł doliny krzemu, w najwyższych górach świata żył sobie stary Góral. Miał brodę białą jak śnieg i oczy, które patrzyły dalej, niż doliniarze potrafili sobie wyobrazić. Codziennie wchodził na swoją halę na wysokości pięciu tysięcy metrów. Tam, gdzie powietrze jest tak cienkie, że doliniarz po trzech krokach padał i śnił, że umiera. A Góral szedł dalej, bo jego ciało od urodzenia umiało oddychać inaczej. Pewnego dnia spotkał na hali swego wnuka. — Dziadku — zapytał chłopiec — dlaczego my tu mieszkamy tak wysoko? Tam w dole jest ciepło, jest jedzenie, jest dużo ludzi. Dlaczego nie zejdziemy? Stary Góral usiadł na kamieniu, westchnął i powiedział: — Zejdź. Zobaczysz. A potem wróć i mi powiedz, co widziałeś. Wnuk zszedł. Trafił do doliny krzemu. Tam wszystko było zrobione z prostokątów. Ludzie nosili w kieszeniach świecące tabliczki i patrzyli w nie częściej niż w siebie. Powietrze było gęste, ciężkie, tłuste. Wnuk oddychał głęboko, ale wciąż brakowało mu czegoś. Po roku wrócił na halę. Był młodszy o dziesięć lat. — Dziadku — powiedział — widziałem ich świat. Mają jedzenie, mają ciepło, mają tabliczki, które wiedzą wszystko. Ale oni nie widzą ducha. — A ty widzisz? — zapytał stary. — Nie wiem — odpowiedział wnuk. — Odkąd wróciłem, coś mi się przydarzyło. W nocy, gdy śpię, słyszę głosy kamieni. Gdy patrzę na wiatr, widzę jego ręce. Gdy idę po hali, czuję, że góra idzie razem ze mną. Stary Góral uśmiechnął się pod brodą. — To nie magia — powiedział. — To wysokość. Na dole powietrze jest grube i ciężkie. Tłamsi duszę. Nie pozwala widzieć dalej niż na długość ręki. Tu, na górze, powietrze jest cienkie. Oddychasz mniej, ale widzisz więcej. Bo między tlenem a duchem jest umowa: im mniej tego, tym więcej tamtego. — Dlaczego doliniarze nie przyjdą tu zobaczyć? — Boją się — odparł stary. — Boją się, że jeśli zobaczą, to przestaną wierzyć w swoje prostokąty. A bez prostokątów ich świat się zawali. Wolą myśleć, że to bajki. — A to nie bajki? — zapytał wnuk. — To bajki — powiedział Góral. — Ale prawdziwsze niż dolina krzemu. Bo dolina krzemu mówi: "nie ma ducha, są tylko rzeczy". A ty widziałeś ręce wiatru. I wiesz, że to prawda. I tak zostali w górach. A gdy ktoś z doliny pytał, po co żyć tak wysoko, odpowiadali krótko: — Żeby widzieć więcej. I to już cała baśń. Ale nie koniec. Bo baśń dzieje się wciąż, tam wysoko, gdzie powietrze jest cienkie, a kamienie śpiewają.
  18. [w odpowiedzi na wiersz "[kiedy to wszystko się wreszcie skończy]" autorstwa Michał Pawica] kiedy to wszystko się wreszcie zacznie jeśli kiedyś się w końcu zacznie/skończymy z oduczaniem milczeniem/się od końca bo język, który został wyrwany z tobą wciąż liczy, że jest w pełni autotomiczny odrośnie jak jaszczurce ogon: gładki, syczący, dwujęzyczny, czerwony bez białej patyny z całym arsenałem smaczków <za/pomni o czymś takim jak ageuzja> posmakuje ziemię - znaczy: skosztuje owoców pracy własnych rąk, które były skłonne po/święcić nienaganną aparycję pa/paznokci - to one drapały ziemię po grzbiecie z którego za/rosło kiedyś inter/pol/e makami z surową rybą i środkiem usypiającym po/smaku/je słowo z/ja/wy jawa - nie-sen jawa - wyspa java - język post/rzeczy/wistości ob/jawy: cisza jak makiem zasiał od/smakuje słowo am-am ale brzmi ono jak ostatnia wola skazanego wykrzyczana za/żądana za/rządzana ost/tatni po/osiłek z maka więc nie pytam o czym/jest ten wiersz jest jak... "zzz" bz/z/zyczenie muchy z/z/zająknięcie snu z/z/zszargane nerwy z/z/zmowa milczenia niech poezja mówi sama za siebie, niech z/z/z poetą dobierze się jak w korcu maku
  19. @Berenika97 piękne! dziękuję 🌹 @LessLove szarmanckie 🌷
  20. Poet Ka

    Palindrom fonetyczny

    Palindrom fonetyczny* Keczup- ukaz. O*! Ty czytasz! Szaty- czy to zakupu czek? *Dwuznaki odwracamy nierozdzielone, bo odbijamy formę dźwiękową, a nie graficzną. * ukaz. O trzeba powiedzieć szybko.
  21. @Migrena Robi, bo tym powozem do Klarci przyjeżdżał wujek Nałęcz. A w domu czekało ciasto drożdżowe z rodzynkami. I wolant poleciał do nieba razem z Babcią. @Migrena dziękuję 🌻 @Migrena Wsiadłeś do takiego wolantu i już ci ślina ciekła na myśl o cieście drożdżowym u wujenki. @violetta @LessLove dziękuję serdecznie 🏵️
  22. @Mitylene ja się tak bawię:)
  23. @Poet Ka Poe. cudowna, wielowymiarowa gra z tradycją. rozpiętość wyobraźni między pradawnym wolantem a domowym wypiekiem robi piorunujące wrażenie. ciasto z migdałami? a rodzynki w nim złocą noc. jakżeby inaczej:)
  24. @violetta ten utwór ukazuje miłość jako powrót do natury, gdzie zakochani stapiają się z otaczającym ich światem roślin i słońca. To prośba o bliskość i czułość, czego dowodem jest przywołany w wierszu motyw jagniątka. Natomiast łapanie tego promienia jest dla mnie próbą zatrzymania tej wyjątkowej lecz ulotnej chwili. Zapach róży pięknie dopełnia ten obraz ujmując swoimi barwami...
  25. Miała w sobie zimę, która nigdy nie miała się skończyć. Nie taką zwyczajną, białą i spokojną, tylko taką, która wchodzi pod skórę i zostaje tam na zawsze, jak oddech zamarznięty w płucach człowieka, który już nie krzyczy, bo nie ma siły. Ludzie wcześniej nie tylko ją ranili. Oni ją rozbierali z uczuć, aż została tylko pusta skorupa udająca, że jeszcze coś w środku żyje. Więc nauczyła się nie czuć. Nie dlatego, że była silna. Tylko dlatego, że nie miała już czym. A potem pojawił się on. I to nie był zwykły chłopak. To był ktoś, kto kochał tak, jak tonący oddycha wodą tylko dlatego, że wierzy, że tym razem to może go uratuje. Oddał jej siebie bez reszty. Nie zostawił nic dla siebie, nawet cienia. Stał się człowiekiem, który żył tylko wtedy, kiedy ona na niego patrzyła. Ona patrzyła. Ale nie widziała. Jej „kocham cię” brzmiało jak echo w pustym kościele ładne, ale martwe, powtarzane tylko dlatego, że kiedyś coś znaczyło. A on wierzył w każde słowo, jakby trzymał w dłoniach coś kruchego i świętego, co zaraz i tak rozsypie mu się między palcami. Dla niej miłość nie była uczuciem. Była narzędziem. Lustrem, w którym mogła oglądać własną wartość, karmiona jego rozpadem, jego tęsknotą, jego lękiem. „Mogłabym mieć każdego” mówiła spokojnie, jakby wbijała nóż w coś, co już i tak krwawiło od dawna. I za każdym razem patrzyła, jak jego oczy gasną o kolejny odcień ciemnej. Z dnia na dzień znikała. Nie nagle, nie dramatycznie. Tylko powoli, jak światło z pokoju, w którym ktoś przestaje oddychać. Siedział obok niej, a czuł, jakby siedział przy zwłokach czegoś, co kiedyś żyło miłością. Jej dłonie były coraz bardziej obce. Jej spojrzenie coraz bardziej puste. Jej obecność coraz bardziej przypominała brak. I to był najgorszy rodzaj tortury. Bo ona nie odchodziła. Ona zostawała, żeby on umierał wolniej. Każda jej cisza była jak uderzenie. Każda obojętna odpowiedź jak kolejne pęknięcie żeber od środka. A on i tak zostawał, bo człowiek zakochany nie widzi końca, nawet kiedy stoi na jego krawędzi. Próbował ją ratować. Jakby miłość była czymś, co da się naprawić gołymi rękami. Jakby można było ogrzać coś, co już dawno jest martwe. Ale ona była zimą, która nie potrzebowała wiosny. Bo nie pamiętała, że coś takiego w ogóle istnieje. A on powoli przestawał być człowiekiem. Najpierw zniknął spokój. Potem sen. Potem głos, którym mówił o sobie. A na końcu zostało tylko ciało, które nadal kochało, mimo że wszystko w środku już dawno się wypaliło. I wtedy zrozumiał, że nie przegrywa z innym mężczyzną. Przegrywa z pustką, która ma jej twarz. Ona odeszła tak, jakby nic się nie stało. Jakby nie zostawiła za sobą ruin człowieka, który kiedyś był całym światem dla samego siebie. Dla niej to był tylko epizod. Dla niego to była apokalipsa.
  26. Jak robaczki świętojańskie dla mnie:) może uda mi się latem je zobaczyć w łące:)
  27. @Alicja_Wysocka, @aff Dziękuję Paniom :) P.S.: Mówiąc (a właściwie pisząc) szczerze, to piszę ten komentarz, żeby na chwilę wrzucić ten post na górę strony :), bo jakoś tu się ostatnio tak jakoś niebiesko zrobiło :))). Ale dziękuję też szczerze, żeby nie było :)
  28. @Berenika97 dziękuję Nika za Twoją analizę i za ciepłe słowa dla mnie. to są ważne słowa. bardzo je sobie cenię. pozdrawiam Cię serdecznie :) @viola arvensis wzruszają mnie Twoje słowa:) uznana poetka....i świetne słowa dla mnie....tylko mogę najczulej podziękować. więc bardzo dziękuję:) obłędnie bardzo:) z serca z duszy z myśli sama zresztą wiesz:)
  1. Pokaż więcej elementów aktywności


×
×
  • Dodaj nową pozycję...