Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Ej, Jula ma jaja. Maluj je!
-
Odrobina spokoju nadejdzie z nowym dniem
andrew odpowiedział(a) na Adam Zębala utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Adam Zębala Miło i sympatycznie ... łąka ona z naręczem polnych kwiatów i liści rozwiane włosy uśmiech na ustach wydaje się snem ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia -
Idyllęta
Florian Konrad odpowiedział(a) na Florian Konrad utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Proszalny Rozumiem. -
kula to się brudek na skórze kiedy ją pocierasz ciut dłużej a tutaj kulane jest jaje czy to Trzaskowskiego w Warszawie czy może to jajo z kamienia nie pęka i nie do jedzenia a Twoje to niczym osoba chce szczęścia i życia od nowa :)))
-
@Jacek_Suchowicz 🌻
-
Prosto
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na Poezja to życie utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
i na tym jego koniec ma całe życie spieprzone -
Zmartwychwstanie
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na andrew utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@andrew właściwie tyle na ten temat napisano, że aż strach coś pisać tylko tyle "błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" Pozdrawiam -
Anatomia
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na Proszalny utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Proszalny anatomia szczęściem, że nie w prosektorium to anatomiczny erotyk nagie ramiona świtu dotyk jeszcze powietrze barwią oczy wzmożony puls jak cień nocy :)) -
Niby błahe ale zacne
Waldemar_Talar_Talar opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
małymi krokami budujemy ten duży skromnością otwieramy inne serca jednym uśmiechem kolejny szczerymi łzami ulgę tak tak moi drodzy te niby błahe z pozoru sytuacje malują obrazy o lepszym życiu nie tylko naszym lecz także innych - Dzisiaj
-
pokrzykują wrony a co ma być to będzie dni co raz dłuższe :))
-
Przypomnij mi…
[email protected] odpowiedział(a) na KOBIETA utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@KOBIETA Pod Sowią Górą mam ulubiony potok, przy którym czasami siadam i wsłuchuje się w jego mowę, czy mówi ciągle to samo? Jak myślisz? Wesołych Świąt. -
W świetle księżyca
[email protected] odpowiedział(a) na Poet Ka utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Poet Ka Przed domem też, kwiaty lubi zwierz. pozdrawiam w środku Świąt trzeba pisać najpiękniejsze wiersze, dlatego nie piszę. -
Chrzest kapłanki
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey Mógłbym rozciągnąć niektóre opisy ale odbiłoby się to na grozie. Opis urody kobiet to opis moich ideałów piękna. Stąd też nie tylko są to kapłanki Santa Muerte ale i Angelisy No i jeszcze to Jak każdy zbzikowany autor mam swoje muzy. U mnie to wysokie, szczupłe brunetki o prostych i jak najdłuższych włosach i bladej cerze. Ewentualnie wysokie, rude, szczupłe i piegowate piękności o kręconych puklach. Blondynki grają u mnie marginalne role i tylko złe charaktery :) -
@Lenore Grey dziękuję 🙂pozdrawiam Ciebie cieplutko!
-
Przypomnij mi…
Lenore Grey odpowiedział(a) na KOBIETA utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@KOBIETA pięknie! -
Chrzest kapłanki
Lenore Grey odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dla mnie to sedno utworu :^) Cudowny! A opis matki dziecka niezwykle piękny -
Na Podkarpaciu, gdzie wioska mała, W smutku rodzina dziadka chowała. Byli znajomi i oficjele, Proboszcz z kuzynką i ludu wiele. Gdy organista pieśń intonował, Czoło zmarszczyła po dziadku wdowa. No bo, tak jakby od trumny strony, Dało się słyszeć stukot stłumiony. Uszy nastawia sędziwa ciotka. - Słychać wyraźnie, jakby od środka. Babcia zdziwiona, więc pyta wnuka. - Tak, babciu, słyszę, to w trumnie stuka. Sołtys kulawy, krzyczy z oddali. - Głuchy nie jestem. Ktoś w wieko wali! Szeptem na ucho, szewc do kowala. - W trumnie od środka, ktoś napierdala! Cała rodzina i wielu gości, Słyszy ten łomot, bez wątpliwości. Ksiądz do grabarza: - Otwórz jełopie, Przecież ktoś w wieko od środka kopie! Grabarz podważył wieko ostrożnie, Zamki puściły, odpadły sworznie. W końcu dziadunia krzyk usłyszeli: - Wyście mnie razem z muchą zamknęli!
-
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) IX
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 , nie przeczę, że jest tu satyra. Skoro ją odkryłaś, to pewno jest. Nie znaczy to jednak, że naśmiewam się z przedstawionej tu wizji przyszłej Polski. Nie odrzucam tej wizji Polski, ani jej nie popieram. Są w tej wizji rozwiązania, za które nie mógłbym przejąć odpowiedzialności. Dlatego postawiłem się w wygodnej pozycji pisarza, który pisze powieść, a nie program polityczny.- 4 odpowiedzi
-
- kobieta
- zakład karny
-
(i 8 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jakbyś?.
hollow man odpowiedział(a) na Leszek Piotr Laskowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszek Piotr Laskowski Cenię taką religijność. Pozbawioną buty lecz zadającą pytania, czasem wątpiącą, lecz pełną oddania... Taką jak u ks. Twardowskiego - nie przyszedłem pana nawracać. -
Jakbyś?.
Poet Ka odpowiedział(a) na Leszek Piotr Laskowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszek Piotr Laskowski sugestywne. -
@Stukacz nie mogę się doczekać każdego kolejnego.
-
Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy przekroczyłem próg świątyni, do której jako dziecko zaglądałem co niedziela i święta a teraz odwiedzałem ją, jedynie przy okazji pogrzebów i jednego ślubu. I teraz właśnie miał to być czas przeznaczony na mszę pogrzebową. Przed kościołem nie stał jednak zaparkowany karawan ani nie było w jego pobliżu żadnych grabarzy. Żałobników również. Nie było łez, wspomnień i kwiatów. Już od kruchty, poczułem, nie drażniący swąd cmentarnego kadzidła i zapach tlących się parafinowych świec a świeży i ciepły przeciąg. Za ciężkimi, dębowymi drzwiami prowadzącymi do głównej nawy, powitała mnie zupełna pustka i osamotnienie. Ani jedna postać nie siedziała lub stała w ławkach ciągnących się w dwóch długich rzędach aż do stóp ołtarza. Pod nim nie ujrzałem również katafalku ani trumny i to już zadało mi ostateczny cios, uświadamiając mnie w tym, że zwyczajnie pomyliłem jeśli nie dzień to godzinę pogrzebu. Pomylić dzień byłoby wykluczonym. Czwartek. Dziewiętnasty sierpnia. Godzina jedenasta. Tak było bezsprzecznie zapisane w nekrologu. Godzina jedenasta. Pociągnąłem za dewizkę i uchwyciłem wystający z kieszeni czarnej kamizelki zegarek. Wskazywał dziesięć minut na jedenastą. A więc niecały kwadrans do uroczystości. Dzieje się tu coś absolutnie dziwnego. Warto byłoby zapytać u źródła, czyli księdza lub choć kościelnego czy ministranta. Ich jednak też próżno było szukać wzrokiem. Szedłem powoli wzdłuż ściany zachodniego skrzydła. Co jakiś czas zerkałem w stronę ołtarza i przeciwległego skrzydła świątyni. Byłem w niej sam. Zaglądałem do konfesjonałów, licząc na to, że w ich mroku odnajdę jakiegoś pogrążonego w zadumie rozważań lub modlitwy księdza, który wyjaśni mi to wszystko. Konfesjonały były puste. Patrząc na te drewniane, pokutne klatki, uświadomiłem sobie, że ostatni raz klęczałem w takiej przed dwudziestoma pięcioma laty. Były proboszcz, który mnie wtedy spowiadał, był teraz starym, niedołężnym emerytem z prawie setką lat na karku. A ja z chłopca bogobojnego i ułożonego, wyrosłem na pozbawionego uczuć, empatii i sumienia. Zimnego psychopatę. Widać i tacy są potrzebni na tym świecie by wypełniać wolę Pana. Miałem zamiar udać się do kancelarii na zachrystii. Tam też byłem już kiedyś. Jakieś dziesięć lat wstecz. By przynieść druk apostazji. Pytano mnie wtedy o powód. Wróciłem do wiary prawdziwych przodków. Wolę prawdziwy, rodzimy kult słońca niż syjonistyczną sektę narodzoną gdzieś na izraelskiej pustyni. Podpisali bez słowa i wahania. Postawiłem stopę na pierwszym marmurowym schodku prowadzącym do drzwi na zachrystię, gdy te rozwarły się szeroko i zanim jeszcze próg przekroczyła jakakolwiek osoba, dało się słyszeć przeciągły i niesamowicie głośny płacz niemowlęcia. Widać płakało już długo. Chrypło i spazmatycznie łapało zbawczy oddech. Przez drzwi wszedł ksiądz w o dziwo czarnej szacie, jakiej jeszcze nigdy w kościele nie widziałem. U jego boku jak mały, wierny pies kroczył ministrant ubrany tożsamo w czarną komżę, haftowaną w jakieś dziwne litery i wzory, których znaczenia nie znałem. Za nimi wyszli do nawy rodzice dziecka. Ojciec, brunet o dość ciemnej karnacji, niski i chuderlawy, trzymał w dłoniach zawiniątko z dzieckiem. Małżonka jego była aniołem i to nie tym z nieba a z piekła męskiego pożądania. Wyższa nawet ode mnie. Jej błyszczące, niebieskawymi refleksami, krucze włosy, ciągnęły się za linie, kuszących, pełnych bioder. Oczy z turmalinową głębią wbite były daleko w przestrzeń przed sobą, jak gdyby oglądały piękno oddalonych o millenia galaktyk. Suknia była prosta i sięgająca ziemi. Tren ciągnął się za nią jak mój wzrok. Blade, odsłonięte plecy z mocno zaznaczonym pod skórą kręgosłupem a pod nimi zapięcie sukni. Zamek schodzący w dół, prowadzący na zatracenie zmysły. Był bramą do niewysłowionych rozkoszy jej ciała. Jeden raz tylko odwróciła wzrok by spojrzeć właśnie na mnie. Blado się uśmiechnęła. Przez potok łez. Bo właśnie przedziwne było to, że podobnie do dziecka, ona też zalewała się łzami. Była załamana i dojmująco smutna. Załamana ale i złamana. Pogodzona z losem. Widać trafiłem na chrzest a czułem się tak jakbym oglądał pogrzeb. Za nimi weszła ostatnia postać. Kobieta wyglądająca jak siostra matki dziecka Równie wysoka, piękna ale zimna. Jak głaz. Dało się to wyczuć natychmiast. Znałem ten grymas. Znałem ten wzrok. Bezlitosny i pogardliwy. Ja używałem go na codzień i ona widać też. Omiotaliśmy się nim nawzajem, jak dwa nadrzędne drapieżniki. Zabrakło jedynie warkotu i szczerzenia kłów. Demon zawsze wyczuję drugiego demona. Wcześniej umknęło mi to, że co prawda przed ołtarzem nie było wyczekiwanej przeze mnie trumny, lecz zamiast niej stała tam kamienna, obszerna, owalna chrzcielnica. A więc faktycznie trafiłem na chrzest. Dziwny chrzest. Postaci zebrały się wokół chrzcielnicy. Woda w niej z pewnością nie była święconą. Była lepka, gęsta i zupełnie nieprzejrzysta. Czarna jak polarna noc. Ksiądz nachylił się do ucha matki i zadał widać jakieś krótkie pytanie. Ta pokiwała głową i… wskazała na mnie. Wszyscy wbili wzrok w moją nieruchomą postać na schodku. Wreszcie ksiądz przerwał niezręczną ciszę. Czyli pan jest chrzestnym? Proszę podejść bliżej. Zaczynamy. Jego słowa były chyba ponurym żartem. Ja chrzestnym!? Wykluczone proszę księdza. Ponad dziesięć lat temu składałem apostazję, zresztą wcześniej i tak nie miałem bierzmowania. To nieistotne teraz drogi Panie. Dziecko musi mieć ojca chrzestnego. Ziemskiego opiekuna swych praw. Błogosławię Pana do tej roli. Proszę podejść. Ja przyszedłem tu na pogrzeb! Kiedy odbędzie się pogrzeb zaplanowany tu na godzinę jedenastą? Chcę wiedzieć tylko tyle i już mnie tu nie ma. Ksiądz nie dał się zbić z tropu. Ta świątynia nie prowadzi mszy pogrzebowych, tylko chrzty i komunie święte. Został Pan wybrany na ojca chrzestnego, chyba Pan teraz nie odmówi dziecku? Jak to nie prowadzicie pogrzebów?! Od kiedy?! Byłem tu wielokrotnie na pogrzebach, na ślubie też, ledwie w zeszłe lato. Teraz powołujemy jedynie nowych wiernych, chrzcząc ich i nadając im imię. Niech Pan nie robi scen w domu Bożym i stanie w swej roli dla dobra tej dzieciny. Chyba ksiądz mnie nie zrozumiał. Nie jestem katolikiem ani nawet chrześcijaninem. Przyszedłem na pogrzeb bo tak trzeba, ale nie mogę brać udziału w żadnym chrzcie ani w liturgii. Z szacunku do Was wiernych jak i swoich przekonań i wiary. Jestem rodzimowiercą. Wierzę w duchy, demony i magię. Tą najczarniejszą również. Praktykuję ją na codzień. Modlę się do swojej patronki. Przenajświętszej Śmierci. Nie o łaski dla mnie a o zemstę, sprawiedliwość i śmierć dla moich wrogów. Więc przepraszam ale będzie ze mnie kiepski chrzestny. Idealny. To jedno słowo rozcięło ciszę jak nóż. A padło z ust chrzestnej matki. Dalej patrzyła na mnie drapieżnie i dziko. Jest Pan idealny dla mnie jako Pana chrzestnej partnerki i dla rodziców małej. Proszę się zgodzić. Wyciągnęła ku mnie dłoń w zapraszającym geście. Oszalałem widać, lecz dałem za wygraną. Przeszedłem w ich stronę i złapałem jej dłoń. O dziwo była ciepła a wręcz lekko spocona i gorąca. Ale gdy ścisnąłem ją troszkę mocniej, nie wyczułem pulsu tam gdzie zwyczajnie powinien odbijać się echem serca w żyłach. Spojrzałem na nią z bliska. Teraz już uśmiechała się szczerze ale nadal zimno. Z profilu przypominała kapłanki Świętej Śmierci a może sama nią była. Jeśli nawet tak było, to już nie bałem się. Bezbronnemu nie grozi kara. Ksiądz spojrzał na mnie i zwrócił się tymi słowami. Na chrzcie świętym nadano Ci imię skały na której miałeś zbudować kościół. Ty zbudowałeś go a potem doszczętnie zrujnowałeś a na końcu spaliłeś. Przyjąłeś demona do swego serca i nadałeś mu imię tego, który pomagał dźwigać krzyż na Golgotę. Bo on pomaga Ci dźwigać ciężar żywota. Wyniosłeś go ponad wszelkie stworzenie i uczucie byś już nigdy nie wrócił do postawy człowieka. Wezwałeś święte oblicze Śmierci do swego życia aby oddawać jej hołd i uciec pod Jej protekcję. Ona chroni Cię od wrogów i zadaje im krwawą sprawiedliwość. Stałeś się ambasadorem Jej praw. Piewcą Jej chwały. Jej wilczym omenem, który wykonuje Jej nieomylne wyroki. Godnym jesteś kapłanem by nadać imię temu dziecku. A wtedy mechanicznie wręcz wyrzekłem A więc niech przyjmie imiona. Angelisa Angela Luna Sol de Muerte. Dzwonnica rozgorzała potęgą spiżowych dzwonów. Ksiądz zanurzył dziewczynkę we krwi. Już nie płakała. Miała zimne, czarne oczy śmierci. Wyrośnie na piękna kapłankę. Ministrant trzymał w dłoniach złoty pucharek z komunią w środku. Były to szczątki ciała wrogów umoczone we krwi. Rozdał je pośród zebranych. Każdy dopełnił ofiary. Wiążąc zaklęte w nich dusze Na wieki w potępieniu.
-
@Proszalny ... lubię patrzeć wychodząc do pracy na sukienkę wiszącą na krześle myśli blisko anatomii rozgrzewają... ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
-
@brt ciekawe opowiadanie o cieniu napisał H.C.Andersen. Takie mroczne.
-
@Natuskaa sam wiersz wyjaśnia tytuł- bo "kulane" brzmi jak słowo z obcego języka- to ciekawy pomysł...
-
Tematy
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne