Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Lobo

przedjesiennie

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • Dni krótkie, jak przystanki między snami.
    W nich pijemy kawę, dzielimy się chlebem,
    żujemy ciszę. Nocą śnimy rzeczywistość,
    rozmawiamy z tymi, co odeszli. Dzieci
    rodzą się starsze od nas, zadają pytania,
    na które nie znamy odpowiedzi.

    Miasto jest tak obce,
    że zaczynamy traktować je jak swoje.
    Najważniejsze słowa kończą się w krtani,
    milcząc czekamy na zerwanie więzów,
    których nigdy nie było.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Na razie myśli wraziły sie jak szpile do głowy i nie zbiore się na rzeczowy komentarz. Powalił mnie ten wiersz - czyli ma pan stałego czytelnika.
    Pozdrawiam.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Wiersz jest dla mnie mało zrozumiały :)

    1. żuć ciszę -> co to ma oznaczać? że cisza ciągnię się w nieskończoność?

    potem mamy 5 paradoksów:
    1. Nocą śnimy rzeczywistość
    2. rozmawiamy z tymi, co odeszli
    3. Dzieci rodzą się starsze od nas
    4. tak obce, że zaczynamy traktować je jak swoje
    5. Najważniejsze słowa (...) których nigdy nie było

    Raczej jest dokładnie odwrotnie: nocą śnimy fantazje, to co nierealne. Rozmawiamy z tymi, którzy są, tych którzy odeszli zazwyczaj zostawiamy w spokoju. Trzeciego paradoksu rozwijać nie trzeba :), itd.

    Tylko co to wszystko ma nam powiedzieć? Dziwny jest ten świat, zwłaszcza jesienią?
    Nie przekonuje mnie to zupełnie, a nagrodzenie paradoksów nie wydaję się być uzasadnione.

    Pozdrawiam ciepło
    Coolt

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • ))..Pznie Coolt, trafił Pan do działu dla "wprawnych poetów", co oznacza także (jak mniemam) dział dla "wprawnych odbiorców i komentatorów". Chyba przede wszystkim dla takich odbiorców. Osobiście jest dla mnie mało zrozumiałe Pańskie niezrozumienie tekstu. Tym nie mniej chętnie odzielę szerszych wyjaśnień na Pański brak zrozumienia, ale może prywatnie, nie zaśmiecajmy tutaj miejsca. Mój adres mailowy jest dostępny, proszę pisać bezpośrednio lub w fiszce "prywatne wiedomości". Dziekując za uwagę i komentarz

    pozdrawiam.;-))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Po to jest ten portal, żeby dyskutować o wierszach na forum, nieprawdaż? :)

    Zawsze byłem skłonny twierdzić że z interpretacją tekstów nie stoję najgorzej (96% z rozszerzonej matury z polskiego, która polegała na analizie i interpretacji porównawczej, studiuję polonistykę, gdzie jest specjalny przedmiot zajmujący się odbieraniem tekstów), no ale może moje IQ na ten tekst jest niewystarczające :)

    Dlatego z niecierpliwością oczekuję na wyjaśnienia konceptu wiersza.

    Pozdrawiam ciepło
    Coolt

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Panie Coolt, podpieranie się dobrze zdaną maturą oraz studiami na polonistyce jest, wybaczy Pan, nieco śmieszne. Cóż z tego?...) Równie dobrze mógłby Pan mieć skończoną ZSZ budowlaną. To nic nie znaczy i niczego nie dowodzi, poza może tym, że jakoś z interpretacją tego tekstu nie radzi Pan sobie, mimo swych niewątpliwych osiągnięć. Na marginesie dodam, że mnie samemu po zdaniu matury wydawało się, że świat należy do mnie...) Życie werfyfikuje taki osądy, dośc szybko. Co do odautorskiej interpretacji - proszę bardzo (postaram się po kolei odpowiadać na Pańskie wątpliwości):

    1. Nocą śnimy rzeczywistość - skoro (takie jest założenie tekstu) w dniach jedynie "przejeżdżamy" są jak przystanki, "żujemy w nich ciszę", czyli, jeśli już cokolwiek mówimy do siebie, to i tak jest to nieistotne tzn interakcje nie nastepują, żyjemy w swoim świecie, to swoją własną rzeczywistość śnimy i...
    2. rozmawiamy z tymi, co odeszli - to chyba, w kontekście wcześniejszego wywodu nie wymaga już tłumaczenia, ale niech będzie - (również w tym kontekście) rozmawiamy z tymi co odeszli, bo są nam bliźsi (przez naszą własną polaryzację snów i rzeczywistości), niż ci, którzy żyją, bo ich (takie jest założenie tekstu) nie rozumiemy
    3. Dzieci rodzą się starsze od nas... - czyli z innymi od urodzenia doświadczeniami, przeżyciami, odniesieniami do rzeczywistości itd. Ja np mam 47 lat i w moim dzieciństwie nie marzyło się nikomu o komputerach i innych zabawkach, właściwych dla "dzisiaj". Jednym słowem skrót myślowy, sądziłem że zrozumiały, jak widać niekoniecznie, nawet przy 96% trafnych odpowiedzi na maturze. Bywa.
    4. tak obce, że zaczynamy traktować je jak swoje (miasto)- a tu jest dalszy ciąg rozważań dotyczących tego, że jesteśmy (wszyscy dla wszystkich) obcy i niezrozumiali do końca. No i to miasto, w związku z tym...Wystarczy? chyba tak.
    5. Najważniejsze słowa (...) których nigdy nie było - tu z kolei Pański, zbyt duży skrót - tam są dwie myśli: pierwsza - "Najważniejsze słowa kończą się w krtani" - sądzę, że to proste, no ale ok - nigdy nie zdarzyło się Panu, że zamiast powiedzieć proste "kocham" (np), czy oddać w równie prosty sposób to, co Pan czuje, zasypuje Pan swojego rozmówcę mnogością słów nie znaczących nic w sumie? (może byc rozmówczyni, oczywiście)..) No i
    drugi wątek, czyli: "milcząc czekamy na zerwanie więzów, których nigdy nie było." - Wobec braku porozumienia często odchodzimy od siebie (od ludzi, od człowieka) w milczeniu w zasadzie, bo nie potrafiliśmy nazwać tego, co ważne, lub biernie przeczekujemy, stwierdzając że różnego typu łączące nas więzy (np małżeństwo) tak na prawdę są tylko formalnościowymi zasadami, szafarzem, za którym nie stoi nic. Ufff, rozpisałem się nieco, oczywiście nie do końca, bo jest tam jeszcze trochę możliwych rozwinięć, więc mimo wszystko skrótowo. Żywiąc nadzieję, że przynajmniej w stopniu podstawowym zdołałem podnieść Pański stopień zrozumienia takstu

    pozdrawiam.;-))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Bardzo dziękuję za rzeczowy komentarz.

    Źle mnie Pan zrozumiał. Nie czuję potrzeby chwalenia się maturą czy studiami, ale czytając:
    trafił Pan do działu dla "wprawnych poetów", co oznacza także (jak mniemam) dział dla "wprawnych odbiorców i komentatorów" , chciałem zwrócić uwagę że trafiłem tu już jakieś 3-4 lata temu i mam pewne pojęcie o odbieraniu i komentowaniu tekstów, w co miałem wrażenie czytając przytoczoną wypowiedź Pan raczył wątpić :) Ale zostawmy to.

    1.żucie ciszy=mówienie do siebie cokolwiek.
    Myślę że nie ja jeden nie zadążyłem za tą metaforą :) żucie słów byłoby całkiem na miejscu, logiczne, zrozumiałe. Dlaczego więc żuje się ciszę?
    2. Nocą śnimy rzeczywistość= żyjemy w swoim świecie, to swoją własną rzeczywistość śnimy
    To dlaczego nocą? Śnić nocą a śnić rzeczywistość, to zupełnie 2 różne rzeczy. Gdyby było śnimy (własną) rzeczywistość, znowu nie byłoby niepotrzebnych wątpliwości
    3. rozmowa o tych co odeszli. Ok, kupuję wyjaśnienie
    4. starsze= z innymi od urodzenia doświadczeniami, przeżyciami, odniesieniami do rzeczywistości.
    I to tak prosto na to wpaść? :) pierwszy raz widzę wykorzystania przymiotnika starszy w kontekście INNY. Zawsze wydawało mi się że starszy doświadczeniem a posiadający inne doświadczenie (bardziej współczesne) to dwie odmienne rzeczy.
    5. chyba nie :) wszyscy jesteśmy dla siebie obcy, ale też w pewnym sensie bliscy, bo mamy jakieś wspólne przeżycia. No świetnie. Ale dlaczego nagle zaczynamy traktować miasto jak swoje? Jeśli odpowiedzią ma być bo jest takie obce, to jest to średnio czytelna odpowiedź
    5. ok, tutaj rzeczywiście posłużyłem się zbyt dużym skrótem.

    Na koniec chciałbym powiedzieć że odbieram dziwne wrażenie, jakby traktował Pan lekceważonco mój komentarz czy mnie bezpośrednio:
    ' nie zaśmiecajmy tutaj miejsca'
    'jest dla mnie mało zrozumiałe Pańskie niezrozumienie tekstu'
    ' nawet przy 96% trafnych odpowiedzi na maturze'
    'sądzę, że to proste, no ale'

    Ma Pan prawo stosować skróty myślowe. Chciałem zwrócić Panu uwagę że wiele z nich wcale nie jest oczywiste, a niektóre są dla mnie wręcz chybione. Wnikliwie przeanalizowałem ten tekst czepiając się nie tyle sensu, co użytych słów. Nie jestem zwolennikiem mówienia w poezji wprost, jestem raczej na przeciwnym biegunie. Czym innym jest jednak zrozumiałość i odpowiednie komunikowanie swoich myśli, same intencje nie wystarczą.
    Naprawdę nie szukam konfrontacji z Panem, tylko starałem się rzeczowo podejść do tego tekstu. Cieszyłbym się niezmiernie gdyby inni z podobną dociekliwością komentowali moje teksty i starali się je rozumieć.
    Dlatego bardzo prosiłbym o zejście z tonu doświadczonego człowieka, pouczającego młokosa, który nic o życiu nie wie, bo tak to z mojej perspektywy wyglądało :)

    Pozdrawiam autora serdecznie
    Coolt

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • ))...I ja się cieszę, że wyjaśnilismy sobie przynajmniej niektóre z wątpliwości..) Nie do końca, widzę, ale chyba wystarczy? Nie? Dobrze - "żucie ciszy" jest dla mnie bardziej na mniejscu, bo skoro słowa nie mówią nic (permanentny brak zrozumienia), milczymy. Czyli...Ta noc - myślę, że jednak wyjaśniłem do dośc dogłębnie, proszę raz jeszcze przeczytać. "Starsze" - hmm... Ma Pan dzieci? To może nienaukowy argument, ale dość życiowy za to...) Tu nie ma nic do rzeczy kontakst "inny". One nie są inne (oczywiście są, ale nie o to chodzi), one są "starsze", dojrzalsze, można by było napisać, ale nie inne..) Pisze Pan: Wnikliwie przeanalizowałem ten tekst czepiając się nie tyle sensu, co użytych słów. Jednym słowem (wynika to z Pańskiej wypowiedzi), sens jest zrozumiały, tak? A przecież "sens tekstu" robią (tworzą) użyte w nim słowa. Wybaczy Pan, teraz ja nie rozumiem, ale mniejsza z tym, przeżyję..) Nie, nie traktuję Pana lekceważąco. Dziękuję za wnikliwe czytanie i uwagi, nawet się cieszę, bo często piszemy teksty "empatycznie" (nie wiem czy Pan tak ma - ja tak mam) i dopiero dociekliwe pytania zmuszają nas do ponownej analizy, choćby po to aby stwierdzić, że wszystko jest ok...) Jeszcze raz dziękuję i

    pozdrawiam.;-))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    No i świetnie że udało się nam porozumieć :)
    Kończąc wątek (ponieważ czas rozpocząć naukę na kololwium):
    treść wiersza od początku była dosyć jasna, jego wymowa również.
    Niezrozumiałe było dla mnie użycie poszczególnych słów: dlaczego takie, skoro można inaczej, bardziej czytelnie, zrozumiale.
    Różewicz napisał:słowa zostały zużyte przeżute jak guma. W tym kontekście świetle nazwanie mówienia frazezów przeżuniem słów byłoby w pełni uzasadnione. Przeżuwanie ciszy nie przekonuje, bo jeśli cisza to brak dźwięków, a nie brak ISTOTNYCH dźwięków.

    Tak samo dzieci rodzą się starsze. Nie mam dzieci, sam jeszcze troche jestem jednym z nich, natomiast wiem na pewno, że dzieci nie RODZĄ się bardziej doświadczone czy lepiej rozeznane we współczesnych sprawach. Tą wiedze dopiero nabywają, w czas jakiś po narodzeniu.

    Dlatego też zachęcam do poszukiwania słów bardziej właściwych, zrozumiałych.
    Z retorycznego doświadczenia wiem, że funkcja fatyczna (kontakt z odbiorcą) jest szalenie ważna. Jeśli nie będę zrozumiały, nawet z największej mądrości jaką wypowiem nie będzie pożytku.

    Dobranoc.
    Coolt

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • )))...No proszę a ja juz poszedłem spać...)) No, słów kilka na koniec (mniemam). "Pański" Różewicz, to nieprzystający argument wobec tego co napisałem, a mianowicie: "Dobrze - "żucie ciszy" jest dla mnie bardziej na mniejscu, bo skoro słowa nie mówią nic (permanentny brak zrozumienia), milczymy. "...Jedna z najbardziej znanych metafor w historii poezji brzmi: "Czarne mleko pijemy" i, przy Pańskim sposobie interpretacji jest absolutnie alogiczna. A, jak sam Pan przyzna, ma się zupełnie dobrze...)) No, dobra, czas kończyć, widzę bowiem, że gdzieś rozmijają się percepcje - Pańskie argumenty dla mnie (a moje dla Pana) są nieprzekonywujące. Jedna uwaga końcowa jeszcze - na przyszłość proszę się nie chwalić tą maturą, ani studiami polonistycznymi (to rada - dobra rada). To faktycznie nic nie znaczy - znam całe zastępy osób, które po tego rodzaju osiągnięciach, w rezultacie zakończyły swój związek z poezją na wierszykach w klasach I-III, gdzie zostały nauczycielami j. polskiego. Pozdrawiam serdecznie i dzień dobry..)))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Dostalem od pana tegie baty za swoj wiersz i z zaciekawieniem przeczytalem pana wiersz.
    Nie powalil mnie, ale byc moze gdybym byl w innym nastroju, odnalazlbym jakas czesc, ktora sprawilaby, ze uznalbym go za bardzo wartosciowy.
    Ale po przeczytaniu komentarzy nasunela mi sie pewna refleksja. Skad w panu tyle jadu.
    Ja juz dzieki panu wiem, ze nie moge pisac w rubryce dla "wprawnych poetow", teraz pan Coolt dowiaduje sie, ze nie nie jest " wprawnym odbiorca i komentatorem".
    Prosze uwazac, bo moze zdarzyc sie tak, ze zostanie pana jako jedyny " WPRAWNY".
    pozdrawiam
    "niewprawny"

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • )..Panie RB, osobiste żale i pretensje do mnie proszę kierować na mój prywatny adres. Tutaj oceniamy wiersze. Zauważam dziwne pomieszanie pojęc, pisze Pan bowiem: "Dostalem od pana tegie baty za swoj wiersz..." Nie, Panie RB - tęgie baty dostał Pański tekst, nie Pan. Przecież nie znamy się, jak mógłbym cokolwiek złego powiedzieć o Panu? Pisze Pan dalej: "Nie powalil mnie, ale byc moze gdybym byl w innym nastroju, odnalazlbym jakas czesc, ktora sprawilaby, ze uznalbym go za bardzo wartosciowy." Rozumiem, że Pański "inny nastrój" wynika właśnie z mojej negatywnej oceny Pańskiego wiersza. Cóż, bywa. Tym nie mniej, wydaje mi się, że właśnie po to wklejamy tutaj cokolwiek, aby wysłuchać opinni czytelników (i to, z założenia, bardziej wyrobionych niż przeciętny Kowalski), więc Pański "nastrój" w trakcie czytania mojego tekstu jest cokolwiek niezrozumiały. Oczywiście, może się nie podobać, to już indywidualna, Pańska sprawa...)

    pozdrawiam.;-))

    P.S. A, tak na marginesie, jesli juz czyta Pan dyskusję pod tekstem (co chwalebne jest), proszę ją doczytać do końca. Wynika z niej wyraźnie, że w całości dogadaliśmy sie z P. Cooltem w tzw kwestiach osobistych...)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Wiersz jest piękny: smutny, zamyślony, może z nutką rozczarowania?... Naprawdę zrobił na mnie wrażenie i dodałam go do "Ulubionych" jako pierwszy w tym Forum. Ja też jestem "przedjesienna" i czuję dokładnie to samo - wiersz mówi tzw. "prawdę o człowieku", nie jest czczym zlepkiem wyrazów domorosłego poeciny silącego się na oryginalność, jest prosty, jasny, po polsku, trafiający do serca i wyobraźni.
    Jedno tylko jest dla mnie odrobinę niejasne: ten oksymoron z tak obcym miastem, że traktujemy je jak własne. Czy to znaczy, że im bardziej czujemy się obco, tym bardziej wydaje nam się to naturalne? Inaczej mówiąc: im bardziej ludzie są sobie obcy, im więcej jest takich odosobnionych (wyalienowanych) osobników w naszym otoczeniu, tym bardziej wydaje się nam, że to normalne, że to nasza wrodzona, genetycznie ludzka cecha? Może po prostu im powszechniejsza jest samotność i wyizolowanie, tym bardziej przyzwyczajamy się do tego? Czy tak należy to rozumieć?

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Tak, to co Pani pisze, to jest mniej-więcej to, co mówi ten fragment. Dodam jeszcze, że bezkrytyczna wiara w wagę słów, przyjaźń i możliwość pełnej bliskości i zrozumienia między dwojgiem (czy większą ilością) ludzi właściwa jest wiekowi młodemu. Z "postępem wiekowym" zauważamy, że właściwie każdy z osobna rozgrywa swoje własne życie/karty i jest z nami dopóty, dopóki mu po drodze (to oczywiście daleko idące uproszczenie, ale nie chcę się rozpisywać). W sumie więc żyjemy wśród obcych sobie ludzi, słowa są nieprecyzyjne, niewiele mówią o naturze związków. Z tymi "obcymi" ludźmi żyjemy jednak, z niektórymi bardzo blisko. W tym kontekście miasto (jako spersonifikowany twór) również jest "swoje", mimo ewidentnej obcości. Jedynym wyjściem jest chyba tolerowanie swojej inności, odrębności i różnego postrzegania zdarzeń, rzeczywistości. Dopóki miasto (człowiek) mnie w jakis sposób akceptuje (nie robi mi krzywdy), traktuję go jak kogoś, mniej lub więcej, bliskiego...) Dużo słów na temat dwóch wersów, a jednego zdania...)) Dziękuję za poczytanie, cieszę się, że się podobało

    pozdrawiam.;-)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @AOU  I aż słodko mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego opowiadania :) Ale tak na wszelki wypadek pójdę "odwiedzić" ciasto, które mam w lodówce... ;)  Pozdrawiam :)
      • Mamy to, Filipie. Kanta bar i rabat. Na kei pili, foty mam.
      • @Deonix_ Dziękuję :)
      • Matule i Word. A i Wjola panika. Podróba - zabór, do paki, na pal. Oj wiadro wielu tam. To kuma ze szmat, a tam z sezamu kot.   Ot, na masce laptop, pot, palec - Samanto. Jad, a brudy? Ty dur badaj.
      • Za siedmioma ziarenkami cukru, za ośmioma szczyptami cynamonu, za krupczatkowymi górami i maślanymi rzeczkami rozciągało się pyszne królestwo Ciasteczkowo. Rdzennymi mieszkańcami były łagodne i smakowite cookies. Królestwem zaś władał suchy i dumny lecz o chrupiącym serduszku Król Krakers z żoną, Królową Szarlotką. Królestwo nie było wielką krainą ale za to niezwykle słodką. W centrum mieścił się Główny Urząd ds. Wypiekania, dalej park z pudrowymi drzewkami i czekoladowa fontanna. Za parkiem było przedszkole a obok szkoła, w której przyszli adepci pobierali nauki antygnieciuchowe. Na południowych obrzeżach owej krainy stał zamek królewski czyli piernikowa chatka, do której prowadziła jedyna droga.   Odkąd Ku Kluski Klan zostało wygnane z królestwa za przypiekanie biednego murzynka, każdemu wypiekało się spokojnie w umiarkowanej temperaturze pana Ciastecjusza. Wielu przyczyniło się do tego by w Ciasteczkowie zapanował spokój. Najbardziej oddanymi w tej sprawie byli: hrabia Pączek, któremu udało się skolonizować wszystkie zagraniczne podniebienia w jednym tylko czwartkowym dniu; dzielna księżniczka Wuzetka, promotorka trasy łączącej piernikową chatkę króla z pozostałą częścią królestwa; oraz wierna służąca Bajaderka, znaleziona przypadkiem w zardzewiałej foremce, którą porzucili nie wiadomego pochodzenia rodzice.   Oni to właśnie doprowadzili do ekspatriacji klanu.   W królewskiej, piernikowej chatce mieszkały damy dworu panny Kokosanki, pułkownik Wafel z nieustraszoną armią Herbatników, z którymi pokonał generała Napoleonkę w bitwie pod Wedeloo oraz stajenny Rurka z kremem, narzeczony Bajaderki.   Wszyscy kochali Ciasteczkowo i króla, bo był sprawiedliwy i dobry, chociaż czasem łamał się i wpadał w depresję. Wtedy na pomoc przychodziła królowa, matka króla – Babka Drożdżowa, moczyła swojego suchego syna w kozim serku i głaskała czule po ukochanych lekko zaokrąglonych kantach. Po kilku dniach król zgarniał swoje depresyjne okruchy, i na nowo gotów był rządzić swoim słodkim królestwem.   I wszyscy żyliby długo i smacznie, gdyby nie wiedźma Galareta, która pomimo zesłania na Bitą Śmietanę ponownie zjawiła się w królestwie by szerzyć niesmak i zakalcowatość. Ciemne bezy zawisły nad Ciasteczkowem. Wszyscy pochowali się do swoich foremek, by przypadkiem niezjadliwa, trzęsąca Galareta nie rzuciła na kogoś uroku, jak onegdaj na królową Szarlotkę, by ta nie mogła mieć potomstwa.   Załamany Król przechadzał się po piernikowych komnatach krusząc się ze zmartwienia o przyszłość swojego narodu. Królowa ze zgryzoty zaś całkiem skwaśniała. Nikt nie wiedział co robić, i jak pozbyć się wiedźmy.   W tym czasie stajenny Rurka z kremem, doglądał królewskich koni. O świcie wyprowadził zwierzęta na pole karmelizowanych marchwi, a sam usiadł przy maleńkim lukrowym strumyczku nie mając pojęcia o wiedźmie Galarecie. Kiedy upajał się błogim spokojem, nie zauważył zbliżającej się sylwetki.   – Witaj młodzieńcze – usłyszał i zerwał się na równe nogi.   Oszołomiony przyjrzał się stojącej przed nim postaci i nie był do końca pewny, czy to na pewno jest osoba, którą miał na myśli.   – Witaj wróżko Karpatko – odrzekł niepewnym głosem.   – Skąd wiedziałeś, że ja to ja – zapytała zaciekawiona wróżka.   – Tylko ty w całym królestwie masz (po)parzone lico – nieśmiało wycedził młodzian.   – No...tak, więc co tu robisz tak daleko, samotnie rozkoszując się naturalnymi składnikami, kiedy królestwo potrzebuje pomocy każdego, kto mógłby pomóc?   – Pomocy? Co się stało? Wczoraj wyruszając na pola marchwi panował słodki pokój.   – W nocy zjawiła się wiedźma Galareta z chęcią zemsty.   Stajenny Rurka z kremem stał oniemiały a myśli kłębiące się w jego głowie spowodowały przegrzanie się kremu – gdzie jest Bajaderka? co robi? czy jest bezpieczna?   – Gotujesz się do walki? – zapytała wróżka widząc bulgoczącego młodzieńca.   – Muszę natychmiast wracać do królestwa, potrzebują mnie! – krzyknął chłopak wskakując na królewskiego rumaka.   – Poczekaj znam lepszy sposób, by ekspresowo dostać się do królestwa, konno będziesz gnał cały dzień i jedną trzecią nocy, nie wiadomo, co Galareta wytrzęsie do tego czasu – odrzekła Karpatka.   – Co proponujesz?   – Nie wiem, w końcu jestem wróżką, może coś zaczaruję? O, już wiem! – krzyknęła uradowana Karpatka. – Hokus pokus czary mary niech się zjawią wielkie gary – wyszeptała trzy razy wróżka.   Zabulgotało, zaparowało, i nagle ich oczom ukazał się Szybkowar, znany ze swojej bajecznej szybkości w czasoprzestrzeni według profesora Ciasteina. Wszyscy na świecie myślą, że to ufo, gdyby tylko znali prawdę…   Prędko wskoczyli do latadełka i ruszyli by zgnieść okrutną wiedźmę Galaretę.
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności