Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Waldemar_Talar_Talar

Czemu kapłanem się wysługuje

Rekomendowane odpowiedzi

czemu Bóg sam

nie powie że nas

kocha rozumie

smutki uśmiech

oraz łzy

 

czemu milczy

czy się wstydzi

świata który

nie taki jakby 

chciał

 

czy Bóg na pewno

nas widzi czemu

sam nie pochwali

lub skarci tej lub

tamtej myśli

 

czemu kapłanem 

się wysługuje

karze siebie 

chwalić czy go

to nie nudzi

 

czemu Bóg ciągle

milczy  - jaka w tym

tkwi tajemnica

czemu nie chce

się ujawnić

 

jeżeli jest prawdą

niech to zrobi

sobie tym nie

zaszkodzi a nie

wiernych obudzi

 

 

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @AOU -  witam i dziękuje za przeczytanie  wiem że to trudny wiersz 

    i takim niech zostanie...

                                                                                                                                    Pozd.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Akt III

        Rozmowy w kaplicy

         

         

        Po wyjściu Przeory  z Biskupem dziewczęta rozsiadają się swawolnie w ławkach, tworząc grupkę dyskusyjną.

         

         Jedna zagaja radośnie:

         

        - Rany boskie, hej, dziewczyny

        Dzisiaj ziele zapalimy!

         

        Zwraca się do Lony, chwytając ją za rękę:

         

        - A ty, młódko nieruchana,

        Dzisiaj poznasz swego Pana!

        Myślę, że dla kardynała

        Matka dzisiaj cię wybrała

        Więc poczujesz jak zasadzi

        Jak ci mocno w cipkę wsadzi

        Swego chuja wielebnego

        Przez Ducha nawiedzonego!

         

        Lona wyrywa się, wygląda na wstrząśniętą i przerażoną. Inna uspakaja Lonę:

         

        - Nie słuchaj, nowa, tych bredni

        Nie ma takiej przepowiedni!

        One tylko ci zazdroszczą,

        Bo od roku tutaj poszczą!

        Każda z nich by dzisiaj chciała

        Wielebnego kardynała

        Pieścić w łożu, i bez grzechu

        Bez zadyszki, bez pośpiechu

        Ciało swoje mu oddawać

        I samej się z nim zabawiać.

         

        Stańczyk:

         

        -I tak dalej służce prawi

        W nadziei, że ją rozbawi

        Że odwróci myśli czarne

        Straszne. Wraże. I koszmarne.

         

        Narrator :

         

        - Lecz ta pierwsza znów dokucza

        Niby słodko, tak poucza:

         

        -Żebyś ty nie zapomniała

        Że jak już mu stanie pała

        Masz rozłożyć swe nóżęta

        Tak szeroko, by ta święta

        Ekscelencja nie musiała

        Użyć siły, byś mu dała!

        I to jeszcze, że zbawienie

        Przychodzi przez wycierpienie!

        Na dodatek, w oczach Pana

        Żadna z nas nie jest ruchana!

        Jeno obowiązki boże

        Spełnia cicho. I w pokorze!

         

        Stańczyk:

         

        - Podśmiewają się dziewczyny

        Na jej takie oświadczyny

        Przecież każda wie, że plecie

        Że ją zazdrość straszna gniecie

        I dlatego nowej prawi

        By się lękiem jej pobawić.

                       

        Głos Figlarza:

         

        Naraz jedna, co siedziała

        Cicho i nic nie gadała

        Tak odezwie się, znękana:

         

        - Ech, ruchana, czy zbrukana

        Jakaż w tym ma być różnica

        Gdy rozdarta jest dziewica

        Kiedy błona poszarpana

        Choćby przez świętego pana?

        Zawsze brudną czuć się będziesz

        I się tego nie pozbędziesz

        Choćbyś wieki się modliła

        Toć już tylko twa mogiła

        Przykryje twoje zbrukanie

        Na nic takie jest gadanie!

         

        Chórem, wszystkie zakonnice:

         

        Żeś naiwna? Cóż zrobimy?

        Dnia nie znamy! Ni godziny!

         

        Wtrąca się inna, zwracając się do poprzedniej:

         

        - Przestań straszyć! Jesteś głupia!

        Czy nie widzisz? Twarz jej trupia

        Od twojego narzekania!

        Jesteś nie do wytrzymania!

        Jak się prędko nie poprawisz

        To cię nic tu już nie zbawi!

        W piekle się gotować będziesz

        Szczęścia nigdy nie posiędziesz!

        Które w niebie na nas czeka!

        Pana miłość! I opieka!

         

        Inna, też zwracając się w stronę narzekającej :

         

        - Ciebie chyba szatan kusi!

        Wyznać kiedyś to Mamusi

        Któraś z nas będzie musiała

        Bo ucierpi grupa cała!

         

        Inna, podobnie jak wyżej:

         

        - A co więcej grzechem będzie

        Pomagać  ci w tym obłędzie!

         

        Inna, rwąc sobie włosy:

         

        - I przepadnie nam zbawienie!

        Przez tej rzeczy zatajenie!

         

        Figlarz podbiega z boku do Lony i wskazuje na nią palcem:

         

        - Skromnie pyta i nieśmiało:

         

        Lona:

        - Czy bardzo będzie bolało?

         

        Figlarz, śmiejąc się: -

         

        - Ona płacze, wręcz rozpacza

        Bo nie chciała mieć kutasa

        Nigdy w siebie wsadzonego

        Gdyż to dla niej coś strasznego

        By ten węgorz, długi śliski

        Był przeniknął w ciało czyste

        Które ślubowała Bogu

        Czyste trzymać. Aż do grobu

        Złożą jej doczesne szczątki

        W pożegnalnym dusz obrządku.

         

        Zakonnica 1 – łagodnie i przyjaźnie, obejmuje ją ramieniem:

         

        - Ejże! Nie drżyj moja Mała!

        Czegoś ty się spodziewała?

        Kiedyś  tutaj wstępowała?

        Kiedy śluby już złożyłaś?

        Że kaganiec założyłaś?

        Na swą pupę, metalowy?

        Że stalowe te okowy

        Już na zawsze tam zamknięte?

        Nigdy nie zostaną zdjęte??!

         

        Inna, wskazując palcem na podbrzusze Lony, kontynuuje:

         

        - Że ta cipka twa, malutka

        Ciepła, gładka i milutka

        Ciasna, bo jeszcze nietknięta

        I jak małża, wciąż zamknięta -

        Taką zawsze już zostanie?!

        Że nie pozna, czym ruchanie

        Jest przez wielebnego męża?

        Co pod kiecką nosi węża?

         

        Inna, drwiąco śmieje się:

         

        - Przez węża Pan wygnał z raju!

        A żyło się tam na haju!

         

        Inna, zwraca się do widowni:

         

        - I grzech wielki! Pierworodny!

        Na ludzi spuścił! Niegodnych!

         

         

        Zakonnice chórem:

         

        - Żeś naiwna? Cóż zrobimy?

        Dnia nie znamy! Ni godziny!

         

        Następna zakonnica pociesza Lonę:

         

        W Watykanie on waruje

        Przy papieżu. Obdaruje

        Cię zapewne obrazkami

        Ze świętymi osobami

        Które stamtąd nam przywozi

        Gdy nawiedza zgromadzenie…

         

        Inna, wtrąca:

         

        - Są podobno w wielkiej cenie!

        O ich cudach rozpowiada

        I rodzinom każe dawać

        Aby po wsiach i miasteczkach

        Ich postacie na nich czcili

        I żarliwie się modlili!

         

        Inna, zwracając się do Lony:

         

        - Biskup, Duchem nawiedzony

        I przez Ducha prowadzony

        Zrobi to, co na pustyni

        Pannie naszej był uczynił

        Duch Prześwięty, dnia owego,

        By poczęła z Ducha jego!!

         

        …. Głaszcze ją cały czas, przytulając się jednocześnie do jej ciała:

         

        - A czy boli? Musi boleć!

        Ale przecie to nie kolec

        Co ci wsadzą już na wieki

        Jak wsadzają w beczki ćwieki!

         

        Zakonnice chórem:

         

        - Żeś naiwna? Cóż zrobimy?

        Dnia nie znamy! Ni godziny!

         

        Inna, delikatnie:

         

        - Będziesz tylko rankę miała

        Tam niewielką. Rzecz to mała!

         

        Inna, do widowni:

         

        -Czas ucieka, rany leczy

        I ta także się zaleczy!

         

        Zakonnice chórem :

         

        Żeś naiwna? Cóż zrobimy?

        Dnia nie znamy! Ni godziny!

         

        Inna, woła śmiejąc się histerycznie:

         

        - Biskup pono pięknie rucha!

        Gdy dziewczynę już przygrucha.

         

        Inna,wcina się radośnie:

         

        - A ten biskup, proszę pana

        Ma kutasa po kolana

        A gdy stanie to mu sięga

        Czubka głowy! To potęga!

         

        Stańczyk:

         

        - Lona przerażona słucha

        i czuje, że traci ducha.

        Lecz gromada potakuje:

         

        Zakonnice chórem:

         

        - Księża mają piękne chuje!

        Młode, zdrowe, wypasione

        Żadną pracą nie zmęczone!

         

        Kolejna, woła:

         

        - Jest tu jakiś sługa boży

        Co mi go do pizdy włoży?

        Bo ten biskup, proszę pana  - wskazuje na postać z obrazu na suficie-

        Ma kutasa po kolana

        A gdy stanie to mu sięga

        Czubka głowy! Toć potęga!

         

        Lona podnosi się gwałtownie, wybiega z kaplicy i biegnie do swojej celi.

        Tam pada przed krzyżem na zimną, kamienną posadzkę.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności