Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


bronmus45

L I B E R A T U R A

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • - a ja się cieszę, że temat - w którym osobiście mam niewiele do powiedzenia - znalazł jednak swoich czytelników i komentatorów.

    Pozdrawiam - dziękuję - i proszę o jeszcze ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach


    8 godzin temu, Pi_ napisał:

    kierunek - w stronę przesadnie dopracowanej grafiki - nie.

     

    Nie jestem pewien czy coś może być przesadnie dopracowane, przesadnie ładne, przesadnie pożyteczne. Albo ludzie, przesadnie wykształceni, przesadnie zdrowi, przesadnie kulturalni.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    1 godzinę temu, Witold Szwedkowski napisał:

    przesadnie dopracowane

     może "przeestetyzowane" ;)

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    W dniu 27.06.2019 o 12:17, Pi_ napisał:

    Natomiast sam kierunek - w stronę przesadnie dopracowanej grafiki - nie. Dla mnie to przeciw właśnie wolności, bo wg. mnie książka powinna być dostępna także ze względów finansowych. 

     

    16 godzin temu, Witold Szwedkowski napisał:

    Nie jestem pewien czy coś może być przesadnie dopracowane, przesadnie ładne, przesadnie pożyteczne. Albo ludzie, przesadnie wykształceni, przesadnie zdrowi, przesadnie kulturalni.

     

    Witam. Tak tam pisało, jak wyżej, w całości;) A wiesz, czasem mogą być też i tacy przesadnie-cholernie-doskonale-nie-do-wytrzymania.

     

    Chodziło mi głównie o koszty wydania książki, że to działa de facto przeciw wolności autora, że w dzisiejszym świecie nie wystarczy już sama książka-treść i to mnie akurat boli. 

     

    Co do jasności - chodzi mi np. o taką książkę:

    Zenon Fajfer, Katarzyna Bazarnik „Oka-leczenie” (2000)

     

    Niby to najzwyklejsza rzecz, że zależy każdemu na dopracowaniu, estetyce, pożyteczności. Zawsze jednak co do skrajności, można mieć różne odczucia. Co do wytworów liberatury, tak patrząc okiem zwykłego człowieka jakim jestem, dla mnie to nadmierne udziwnianie po prostu, to taka zabawa ludzi, którzy na siłę próbują niby-czegoś-nowego aby zaistnieć. To pewnie kwestia gustu, a jak wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. Kto ma rację? - złe pytanie po prostu.

     

    To, że książka może mieć dodatkową wartość ze względu na wygląd, nie jest niczym nowym.

    Moim zdaniem warto przystanąć nad prawdziwymi unikatami, takimi nie do podrobienia i nie do skopiowania, gdzie czas i historia są autorami tej wartości dodanej (nie da się ich na przykład już dodrukować). 

    Starałam się wyszukać coś w nawiązaniu do wątku "Szykujemy się na fale upałów?".

     

    okl.thumb.jpg.005476f0e6de6893c36fa1ab5f83e47f.jpgciechanowski.thumb.jpg.7457e996d26318b17134f880b0a278fe.jpg

    To z książki, odzyskanej z makulatury.

    O i tyle mnie na ten temat, co złego to nie ja;)) Pozdrawiam.

    Edytowane przez Pi_
    Zenon Fajfer, Katarzyna Bazarnik „Oka-leczenie” (2000)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Pi_ 

    - jak widzę książkę z datą wydania tak odległego w czasie, to po prostu czuję w sercu / duszy coś, czego nie potrafię wyrazić słowami. Podobnie ze starymi drzewami, które mam okazję objąć, dotknąć, mając świadomość, że tu przede mną już ktoś to czynił - może akurat mój, dawno zmarły przodek. 

    Dziękuję zatem za dostarczenie mi podobnych emocji, chociaż brakuje tutaj namacalnego środka ..

    Pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    5 minut temu, bronmus45 napisał:

    Dziękuję zatem za dostarczenie mi podobnych emocji, chociaż brakuje tutaj namacalnego środka ..

    Namacalny środek się prawie już sypie... Co do przeżyć - takie też i właśnie, czy aby na pewno chcesz czytać, bo dotknięcie niszczy. Pozdrawiam;))

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Godzinę temu, Pi_ napisał:

    Namacalny środek się prawie już sypie... Co do przeżyć - takie też i właśnie, czy aby na pewno chcesz czytać, bo dotknięcie niszczy. Pozdrawiam;))

     

    Teraz dopiero skojarzyły mi się bliskie powiązania - drzewo .. papier .. książki. Żeby tak jeszcze można odczytywać "pamięć" drzew ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    2 godziny temu, Pi_ napisał:

    dla mnie to nadmierne udziwnianie po prostu, to taka zabawa ludzi, którzy na siłę próbują niby-czegoś-nowego aby zaistnieć.

     

    Trzeba by spytać autorów jaka jest ich motywacja. Własne projekcje i domysły nie pomagają w porozumieniu. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Myślę, że cała kontrowersja zasadza się na drugorzędnym, moim zdaniem, zagadnieniu, jakim jest nośnik przekazu treści. Dla przeciwników nic, co nie spisane, nie jest, w tym wypadku, poezją. Był zresztą jakiś czas temu na tym forum huczek, że tak powiem, gdy pan Witold zaczął publikować dzieła z zakresu poezji haptycznej i padające wówczas pytanie: "Gdzie tu jest wiersz?" Otóż nie wdając się tu w roztrząsanie zasadności lub bez tej kwestii, mam bowiem o owej poezji, wstyd się przyznać,  zgoła nikłe pojęcie, uważam że podobne wątpliwości stanowią znak czasów. Nie idzie mi tyle o rozpatrywanie istnienia poezji haptycznej w kategorii progresu czy regresu, a zatem w gruncie rzeczy jej subiektywizowanie przy użyciu różnorodnych kwalifikatorów, ile o pojmowanie jej jako wypadkowej pewnego procesu, który był udziałem czasów poprzednich. Wydaje mi się, że podobne antagonizmy rodziłyby się, gdyby pytać w XVI wieku pisarzy, czy poezją są utwory pisywane na papierze czy te drukowane bez papierowego rękopisu. Dzisiaj z kolei można by dodać prace powstające na komputerze i publikowane w sieci. Chodzi więc tylko o formę, która dla kontestatorów owego nieliterackiego, w sensie stricte formalnym, nurtu poezji winna być zastana, znajoma i tym samym bezpieczna, bo zrozumiała na pierwszy rzut oka, przynajmniej graficznie, dla ogółu. Nie trzeba dokonywać wysiłku intelektualnego, polegającego na łączeniu pozornie absurdalnych elementów w spójną kompozycję, skoro zawiera już się ona a priori w tekście napisanym w odpowiednim gatunku literackim i zachowującym jego prawidła. Czy należy zżymać się na taki stan rzeczy i ubolewać, że ludzie zamykają się na wszystko, co zaburza ich ogląd, przejęty z "kraju lat dziecinnych"? Niekoniecznie. Jak w każdej dziedzinie twórczej działalności człowieka, tak w literaturze nie istnieje egalitaryzm, a co za tym idzie - dostępność intelektualna pewnych utworów dla każdego. Wiedząc o tym, nie należy z kolei oburzać się na tych, którzy poszukują nowych dróg i świadomie wychodzą poza mainstream, zwłaszcza że wedle mojej wiedzy nikt nie przymusza ogółu populacji do zgłębiania arkanów poezji haptycznej, pasywnej czy jakiejkolwiek innej, przeto odmawiania jej miana poezji jedynie dlatego, że nie operuje znanymi środkami poetyckimi i nie rozumie się jej, jest godne pożałowania. Starożytni mawiali: "Audiatur et altera pars" - "Niech będzie wysłuchana i druga strona". Uważam, że chociaż tyle byłoby zasadnie.

    Poza tym warto zwrócić jeszcze uwagę na jeden aspekt wszelkiej twórczości, mianowicie jej przeznaczenie. Nie rozumiem na przykład, gdy ludzie wyśmiewają Disco Polo i odmawiają temu nurtowi prawa do bycia nazywanym muzyką, zapominając chyba, jaki jest jego docelowy "target", czyli różnego rodzaju imprezy, wesela, grille, itp. Jest to po prostu muzyka typowo rozrywkowa, przeznaczona do tańca i zabawy, ale w kwestii bycia muzyką nie różni się niczym od utworów Beethovena czy Straussa. Inna publiczność, inne środki wyrazu, inne przeznaczenie. Tak też poezja haptyczna czy jakakolwiek inna, nieliteracka bądź balansująca na granicy literatury, także ma pełne prawo być tak nazywana.    

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Porównywać popularność i przez to wagę disco polo z poezją haptyczną lub liberaturą - no .. no .. chyba nazbyt odważny głos w dyskusji. To tak, jakby porównywać jedną z głównych religii świata - obojętnie którą - do jakiejś niszowej sekty. Także zapewne ważnej dla tych kilkudziesięciu osób.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Nie uważam, żeby był nazbyt odważny. Po pierwsze, jak wynika z Twojej wypowiedzi, uważasz za wypadkową wagi, czyli jakości popularność  - "[...] popularność i przez to wagę [...]", na co nie może być zgody. W warstwie semantycznej popularność zakłada powszechność, co kłóci się z wagą danego zagadnienia czy zjawiska, trudno bowiem zakładać, żeby w dużym zbiorze osądów, punktów widzenia i niejednorodnym intelektualnie cieszyło się ono zgodną opinią ważnego i doniosłego. Jeśli tak jest, wówczas mówimy o czymś klasycznym, ale podobne sytuacje nie są z kolei tak powszechne i koło zamyka się.

    Po wtóre, owa "niszowość" nie wskazuje bynajmniej na pewną ułomność danego zjawiska lub zgoła jego niebyt, pomimo nieobecności w oficjalnych rejestrach. Podam prosty przykład. Otóż w historiografii do dziś roi się od pojęć nieprecyzyjnych czy błędnych, podtrzymywanych zapewne dla jasności wywodu. Proszę zwrócić uwagę na termin "ciemne wieki". Pojawia się on dwukrotnie, raz dla okresu od XII do VIII wieku przed Chr., o którym nie mamy wiele danych, stąd owa "ciemność" denotująca niewiedzę; po raz drugi obejmuje czasy od V do X wieku po Chr., przy czym w tym wypadku pojawia się kwalifikator: "ciemność" oznacza tu mianowicie całościowy upadek kultury, czemu przeczy tak zwany "renesans karoliński". 

    Poprzez powyższe przykłady chcę wykazać, że ani brak informacji, ani niewielka liczba entuzjastów nie świadczą żadną miarą, że jedne zagadnienia, prądy czy procesy są gorsze, inne zaś lepsze. W ogóle subiektywne traktowanie wszelkich przemian, w tym wypadku kulturowych, choć bardzo atrakcyjne, jest również niebezpieczne, gdyż niweczy ich wynikanie z siebie, przecina nić powiązań i zależności, prowadząc do błędnych założeń, że funkcjonują jako niezależne byty. 

    Przedstawiam tylko swoje zdanie w dyskusji, proszę go nie interpretować jako atak czy dezawuację.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 4 minuty temu, Stanisław Prewecki napisał:

    Nie uważam, żeby był nazbyt odważny. Po pierwsze, jak wynika z Twojej wypowiedzi, uważasz za wypadkową wagi, czyli jakości popularność  - "[...] popularność i przez to wagę [...]", na co nie może być zgody. W warstwie semantycznej popularność zakłada powszechność, co kłóci się z wagą danego zagadnienia czy zjawiska, trudno bowiem zakładać, żeby w dużym zbiorze osądów, punktów widzenia i niejednorodnym intelektualnie cieszyło się ono zgodną opinią ważnego i doniosłego. Jeśli tak jest, wówczas mówimy o czymś klasycznym, ale podobne sytuacje nie są z kolei tak powszechne i koło zamyka się.

    Po wtóre, owa "niszowość" nie wskazuje bynajmniej na pewną ułomność danego zjawiska lub zgoła jego niebyt, pomimo nieobecności w oficjalnych rejestrach. Podam prosty przykład. Otóż w historiografii do dziś roi się od pojęć nieprecyzyjnych czy błędnych, podtrzymywanych zapewne dla jasności wywodu. Proszę zwrócić uwagę na termin "ciemne wieki". Pojawia się on dwukrotnie, raz dla okresu od XII do VIII wieku przed Chr., o którym nie mamy wiele danych, stąd owa "ciemność" denotująca niewiedzę; po raz drugi obejmuje czasy od V do X wieku po Chr., przy czym w tym wypadku pojawia się kwalifikator: "ciemność" oznacza tu mianowicie całościowy upadek kultury, czemu przeczy tak zwany "renesans karoliński". 

    Poprzez powyższe przykłady chcę wykazać, że ani brak informacji, ani niewielka liczba entuzjastów nie świadczą żadną miarą, że jedne zagadnienia, prądy czy procesy są gorsze, inne zaś lepsze. W ogóle subiektywne traktowanie wszelkich przemian, w tym wypadku kulturowych, choć bardzo atrakcyjne, jest również niebezpieczne, gdyż niweczy ich wynikanie z siebie, przecina nić powiązań i zależności, prowadząc do błędnych założeń, że funkcjonują jako niezależne byty. 

    Przedstawiam tylko swoje zdanie w dyskusji, proszę go nie interpretować jako atak czy dezawuację.

    cytuję - "... uważasz za wypadkową wagi, czyli jakości popularność  - "[...] popularność i przez to wagę [...]", na co nie może być zgody. W warstwie semantycznej popularność zakłada powszechność, co kłóci się z wagą danego zagadnienia czy zjawiska, trudno bowiem zakładać, żeby w dużym zbiorze osądów, punktów widzenia i niejednorodnym intelektualnie cieszyło się ono zgodną opinią ważnego i doniosłego ..." - koniec cytatu

    z tej wypowiedzi wynika wprost, że:

    - popularność Kościoła powszechnego (czytaj chrześcijaństwa) kłóci się z jego wagą, ważnością i doniosłością ... dobre sobie

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Rozumiem, że to tylko dygresja dotycząca roli Kościoła powszechnego, odpowiem więc tylko na Twój komentarz, żeby nie pisać nie na temat wątku głównego. 

    Kościół to bardzo dobry przykład i stanowi doskonałą ilustrację dla moich słów, oczywiście ten rozumiany instytucjonalnie, a nie duchowo czy religijnie. Trudno o lepszy paradygmat nieprzystawalności powszechnie głoszonego zbioru idei, przykazań, zaleceń i drogowskazów z ich podzielaniem, przestrzeganiem, spełnianiem i podążaniem za nimi. Proponuję ująć całość zagadnienia historycznie. Żadna instytucja na świecie nie padła ofiarą tylu schizm, rozłamów, sprzeniewierzeń, odstąpień, jawnej pogardy i wrogości, co, jak uważam, nie świadczy dobrze o jej uniwersalnej doniosłości i ważności. Kościół nigdy nie był i nie jest do dzisiaj monolitem, gdzie wszyscy zgodnie zaświadczają, że nie wyobrażają sobie życia bez jego w nim obecności. Jest tak dlatego, że Kościół jako instytucja rozpoczął się od człowieka i zasadza się na człowieku, który dzięki wolnej woli myśli i czuje, co mu się podoba, niekoniecznie w zgodzie z wytycznymi kościelnymi. Oczywiście więc, że popularność Kościoła kłóci się z jego wagą i doniosłością, skoro są one tak łatwo i bezpośrednio podważane. Puste gesty nie mają tu większego znaczenia.

    Dziękuję za ten celny przykład, ale jak napisałem wcześniej, nie chciałbym go kontynuować, bo tematem wątku jest literatura.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - przecież ja w poprzednim komentarzu / ostatnim zdaniu drwię sobie z twojej, wcześniejszej wypowiedzi ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności