Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

L I B E R A T U R A


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pi_ 

- jak widzę książkę z datą wydania tak odległego w czasie, to po prostu czuję w sercu / duszy coś, czego nie potrafię wyrazić słowami. Podobnie ze starymi drzewami, które mam okazję objąć, dotknąć, mając świadomość, że tu przede mną już ktoś to czynił - może akurat mój, dawno zmarły przodek. 

Dziękuję zatem za dostarczenie mi podobnych emocji, chociaż brakuje tutaj namacalnego środka ..

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Teraz dopiero skojarzyły mi się bliskie powiązania - drzewo .. papier .. książki. Żeby tak jeszcze można odczytywać "pamięć" drzew ..

Opublikowano

Myślę, że cała kontrowersja zasadza się na drugorzędnym, moim zdaniem, zagadnieniu, jakim jest nośnik przekazu treści. Dla przeciwników nic, co nie spisane, nie jest, w tym wypadku, poezją. Był zresztą jakiś czas temu na tym forum huczek, że tak powiem, gdy pan Witold zaczął publikować dzieła z zakresu poezji haptycznej i padające wówczas pytanie: "Gdzie tu jest wiersz?" Otóż nie wdając się tu w roztrząsanie zasadności lub bez tej kwestii, mam bowiem o owej poezji, wstyd się przyznać,  zgoła nikłe pojęcie, uważam że podobne wątpliwości stanowią znak czasów. Nie idzie mi tyle o rozpatrywanie istnienia poezji haptycznej w kategorii progresu czy regresu, a zatem w gruncie rzeczy jej subiektywizowanie przy użyciu różnorodnych kwalifikatorów, ile o pojmowanie jej jako wypadkowej pewnego procesu, który był udziałem czasów poprzednich. Wydaje mi się, że podobne antagonizmy rodziłyby się, gdyby pytać w XVI wieku pisarzy, czy poezją są utwory pisywane na papierze czy te drukowane bez papierowego rękopisu. Dzisiaj z kolei można by dodać prace powstające na komputerze i publikowane w sieci. Chodzi więc tylko o formę, która dla kontestatorów owego nieliterackiego, w sensie stricte formalnym, nurtu poezji winna być zastana, znajoma i tym samym bezpieczna, bo zrozumiała na pierwszy rzut oka, przynajmniej graficznie, dla ogółu. Nie trzeba dokonywać wysiłku intelektualnego, polegającego na łączeniu pozornie absurdalnych elementów w spójną kompozycję, skoro zawiera już się ona a priori w tekście napisanym w odpowiednim gatunku literackim i zachowującym jego prawidła. Czy należy zżymać się na taki stan rzeczy i ubolewać, że ludzie zamykają się na wszystko, co zaburza ich ogląd, przejęty z "kraju lat dziecinnych"? Niekoniecznie. Jak w każdej dziedzinie twórczej działalności człowieka, tak w literaturze nie istnieje egalitaryzm, a co za tym idzie - dostępność intelektualna pewnych utworów dla każdego. Wiedząc o tym, nie należy z kolei oburzać się na tych, którzy poszukują nowych dróg i świadomie wychodzą poza mainstream, zwłaszcza że wedle mojej wiedzy nikt nie przymusza ogółu populacji do zgłębiania arkanów poezji haptycznej, pasywnej czy jakiejkolwiek innej, przeto odmawiania jej miana poezji jedynie dlatego, że nie operuje znanymi środkami poetyckimi i nie rozumie się jej, jest godne pożałowania. Starożytni mawiali: "Audiatur et altera pars" - "Niech będzie wysłuchana i druga strona". Uważam, że chociaż tyle byłoby zasadnie.

Poza tym warto zwrócić jeszcze uwagę na jeden aspekt wszelkiej twórczości, mianowicie jej przeznaczenie. Nie rozumiem na przykład, gdy ludzie wyśmiewają Disco Polo i odmawiają temu nurtowi prawa do bycia nazywanym muzyką, zapominając chyba, jaki jest jego docelowy "target", czyli różnego rodzaju imprezy, wesela, grille, itp. Jest to po prostu muzyka typowo rozrywkowa, przeznaczona do tańca i zabawy, ale w kwestii bycia muzyką nie różni się niczym od utworów Beethovena czy Straussa. Inna publiczność, inne środki wyrazu, inne przeznaczenie. Tak też poezja haptyczna czy jakakolwiek inna, nieliteracka bądź balansująca na granicy literatury, także ma pełne prawo być tak nazywana.    

Opublikowano

Porównywać popularność i przez to wagę disco polo z poezją haptyczną lub liberaturą - no .. no .. chyba nazbyt odważny głos w dyskusji. To tak, jakby porównywać jedną z głównych religii świata - obojętnie którą - do jakiejś niszowej sekty. Także zapewne ważnej dla tych kilkudziesięciu osób.

Opublikowano

Nie uważam, żeby był nazbyt odważny. Po pierwsze, jak wynika z Twojej wypowiedzi, uważasz za wypadkową wagi, czyli jakości popularność  - "[...] popularność i przez to wagę [...]", na co nie może być zgody. W warstwie semantycznej popularność zakłada powszechność, co kłóci się z wagą danego zagadnienia czy zjawiska, trudno bowiem zakładać, żeby w dużym zbiorze osądów, punktów widzenia i niejednorodnym intelektualnie cieszyło się ono zgodną opinią ważnego i doniosłego. Jeśli tak jest, wówczas mówimy o czymś klasycznym, ale podobne sytuacje nie są z kolei tak powszechne i koło zamyka się.

Po wtóre, owa "niszowość" nie wskazuje bynajmniej na pewną ułomność danego zjawiska lub zgoła jego niebyt, pomimo nieobecności w oficjalnych rejestrach. Podam prosty przykład. Otóż w historiografii do dziś roi się od pojęć nieprecyzyjnych czy błędnych, podtrzymywanych zapewne dla jasności wywodu. Proszę zwrócić uwagę na termin "ciemne wieki". Pojawia się on dwukrotnie, raz dla okresu od XII do VIII wieku przed Chr., o którym nie mamy wiele danych, stąd owa "ciemność" denotująca niewiedzę; po raz drugi obejmuje czasy od V do X wieku po Chr., przy czym w tym wypadku pojawia się kwalifikator: "ciemność" oznacza tu mianowicie całościowy upadek kultury, czemu przeczy tak zwany "renesans karoliński". 

Poprzez powyższe przykłady chcę wykazać, że ani brak informacji, ani niewielka liczba entuzjastów nie świadczą żadną miarą, że jedne zagadnienia, prądy czy procesy są gorsze, inne zaś lepsze. W ogóle subiektywne traktowanie wszelkich przemian, w tym wypadku kulturowych, choć bardzo atrakcyjne, jest również niebezpieczne, gdyż niweczy ich wynikanie z siebie, przecina nić powiązań i zależności, prowadząc do błędnych założeń, że funkcjonują jako niezależne byty. 

Przedstawiam tylko swoje zdanie w dyskusji, proszę go nie interpretować jako atak czy dezawuację.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

cytuję - "... uważasz za wypadkową wagi, czyli jakości popularność  - "[...] popularność i przez to wagę [...]", na co nie może być zgody. W warstwie semantycznej popularność zakłada powszechność, co kłóci się z wagą danego zagadnienia czy zjawiska, trudno bowiem zakładać, żeby w dużym zbiorze osądów, punktów widzenia i niejednorodnym intelektualnie cieszyło się ono zgodną opinią ważnego i doniosłego ..." - koniec cytatu

z tej wypowiedzi wynika wprost, że:

- popularność Kościoła powszechnego (czytaj chrześcijaństwa) kłóci się z jego wagą, ważnością i doniosłością ... dobre sobie

Opublikowano

Rozumiem, że to tylko dygresja dotycząca roli Kościoła powszechnego, odpowiem więc tylko na Twój komentarz, żeby nie pisać nie na temat wątku głównego. 

Kościół to bardzo dobry przykład i stanowi doskonałą ilustrację dla moich słów, oczywiście ten rozumiany instytucjonalnie, a nie duchowo czy religijnie. Trudno o lepszy paradygmat nieprzystawalności powszechnie głoszonego zbioru idei, przykazań, zaleceń i drogowskazów z ich podzielaniem, przestrzeganiem, spełnianiem i podążaniem za nimi. Proponuję ująć całość zagadnienia historycznie. Żadna instytucja na świecie nie padła ofiarą tylu schizm, rozłamów, sprzeniewierzeń, odstąpień, jawnej pogardy i wrogości, co, jak uważam, nie świadczy dobrze o jej uniwersalnej doniosłości i ważności. Kościół nigdy nie był i nie jest do dzisiaj monolitem, gdzie wszyscy zgodnie zaświadczają, że nie wyobrażają sobie życia bez jego w nim obecności. Jest tak dlatego, że Kościół jako instytucja rozpoczął się od człowieka i zasadza się na człowieku, który dzięki wolnej woli myśli i czuje, co mu się podoba, niekoniecznie w zgodzie z wytycznymi kościelnymi. Oczywiście więc, że popularność Kościoła kłóci się z jego wagą i doniosłością, skoro są one tak łatwo i bezpośrednio podważane. Puste gesty nie mają tu większego znaczenia.

Dziękuję za ten celny przykład, ale jak napisałem wcześniej, nie chciałbym go kontynuować, bo tematem wątku jest literatura.

Opublikowano

- przecież ja w poprzednim komentarzu / ostatnim zdaniu drwię sobie z twojej, wcześniejszej wypowiedzi ..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton dzisiaj jest otwartym brzuchem rozprutym nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują jak świeże mięso na haku zaułek oddycha parą z kanałów neony tną siatkówkę na plasterki świat ma atak padaczki pieni się na chodnikach każdy zaułek to zgrzytanie zębów o szkło tu gdzie śmietnik rzyga krwią z ubojni a mur pamięta więcej potu niż modlitw stoimy blisko za blisko – aż trzeszczy między nami brakuje miejsca na oddech zamykasz oczy liczę twoje uderzenia serca raz dwa trzy miasto czeka powietrze ma smak zużytej waty szklanej dławi, osiada na dnie płuc jej płaszcz to skóra którą zdzieram zębami jak z padliny nasze ciała płoną jak trupy jest zimno moje dłonie nie pytają wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół moje ciało w twoim to jedyna szczelina w żelbecie której jeszcze nie zdążyli zalać między nami zwarcie goły kabel pod napięciem skurcz wykręca palce na biodrach twoje piersi - dwa ciepłe wzgórza kładę na nich zmęczoną twarz pachną słońcem którego ten zaułek nigdy nie widział twój pocałunek na mojej szyi jedyna modlitwa jaką pamiętam kiedy wchodzę w ciebie nie szukam walki szukam ocalenie stajemy się jednym rzeźbionym z czystego światła ogniwem w łańcuchu który trzyma ten świat by nie runął nam na głowy twoje ciało lśni młodością mały pieprzyk na piersi blizna na brzuchu zapach twoich perfum to chemiczny atak słodki gaz bojowy w środku rzeźni kręci się w głowie chce się wyć do betonu usta nie mówią usta to rozszarpana rana zszywana na brudno w bramie zardzewiałym drutem tłumiona twoją śliną bez znieczulenia na żywca miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy czy jeszcze drgniemy jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale które przeoczyło odkażanie oddech wpada w oddech miasto dławi się własnym tętnem próbuje nas wypluć - i nie może cegły wrzynają się w łopatki miasto chce nas żywcem wmurować w siebie pęka tynk pod twoim ciężarem ściana nie chce być świadkiem czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych co zdążyli nas przeżyć my jeszcze nie my jeszcze w sobie to nie jest czułość to odruch przetrwania panika ciała że za chwilę znów będzie samo noc trzyma nas tylko dlatego że miasto zapomniało zgasić światła świt zabierze wszystko co teraz drży dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta gdzie miłość nie ma imienia ma tylko puls temperaturę i ślady miasto zliże nas z asfaltu zanim przełkniemy własny strach ale ciało zapamięta tatuaż z twojego jęku          
    • Dwa cienie przeszły obok
    • Śnieg to jest taka gumka myszka. Pęcznieje zieleń w zwartych listkach. Cały świat z okien znów malutki i zobacz, pierwszy raz się zmaga pączuszek drzewa, z planetą ziewa.    
    • @Marek.zak1 Marek, oberwie mi się za ten wierszyk :)
    • Więc często cię muli, ale nie przy Uli:). 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...