Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Dojosan

(haiku)

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • Potężny wicher
    Przywitał drzewa w lesie
    Spadły korony

    I kropla deszczu
    I płynący ruczaj, gra
    Swoją muzykę
    (j.m)

    To nie moje haiku==ale myślę , że autor się nie obrazi--dostałem je jako ilustracje technik pisania haiku. Najwyżej dostanę po uszach.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • jest w Kasztance jakaś siła, która się w nas kiedyś tliła lecz niektórych mdli lub się ledwie tly
      • Marszałek wąsa wam zakręci i na Kasztance z ptakiem swym odleci
      • I rzekł do nich - Nie to co wchodzi do ust jest nieczyste, ale to co z nich wychodzi. - Tak! Tak… rozumiemy to, chwała ci Nauczycielu – krzyczał tłum. - No to na dzisiaj było by tyle, rozejdźcie się i odpocznijcie. Jutro będę kontynuował moje rozważania. - Synu Dionizosa, pozwolisz nam spragnionym tak sobie odejść – krzyczeli, trzymając w dłoniach tykwy i bukłaki. Nauczyciel bardzo się zdenerwował słysząc te słowa. Przywołał do siebie swego ucznia. - Słyszysz co oni mówią? - Oni cię nie rozumieją, mówią „tak” za każdym razem mając nadzieję, że napełnisz ich tykwy winem. Oni cię cenią za to, że w tych trudnych czasach, pozwalasz na chwile zapomnieć o ich niedoli i poprawiasz humor. - Ja im pokażę, opoje wstrętni, dzisiaj nic z tego, najwyżej mogę nakarmić ich chlebem. - O tylko nie to, Panie! Ostatnio zaczęli się nim rzucać i wykrzykiwać przekleństwa, mieliśmy ogrom sprzątania po nich. - Hm… - chwilę się zastanowił, po czym przemówił do tłumu. - Nie! Dzisiaj trzeba pościć, gdyż nie tylko chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem pochodzącym z ust… - Wiemy, wiemy, nie musisz kończyć, z imprezy nic nie będzie – odrzekł tłum i w mgnieniu oka wszyscy się rozeszli. Nauczyciel odetchnął z ulgą i przywołał do siebie uczniów. - Słyszeliście za kogo oni mnie uważają?! – powiedział z oburzeniem. – Skąd oni wiedzą o Dionizosie? Ci wstrętni Grecy wszędzie ich pełno. Przypływają, tworzą kolonie i mącą w głowach. - To prości ludzie, oni nie rozumieją, że świat trzeba zbawić.  Im się wydaje, że wystarczy napić się wina i jest cudownie, a ci Grecy to fakt, wszędzie szukają dziury w całym - powiedział jeden z jego uczniów. Nauczyciel wzruszył ramionami i pokiwał głową. - Mam nadzieję, że chociaż wy to rozumiecie? - Tak, ale masz jakiś konkretny plan, jak zbawisz świat? - Nie, ale skoro po to się narodziłem, to zbawienie na pewno nastąpi. Nastanie ten czas i… - Mistrzu! Twoja matka z braćmi idą w naszą stronę – przerwał mu jeden z uczniów. - No nie, znowu to wino… - Skąd wiesz Nauczycielu? - Gotuje tu niedaleko na weselu, sto procent, że się skończyło. A mogłem jej nie posłuchać. - Nie rozumiem? - Stara sprawa, nieważne, ale teraz nie mam na to ochoty. Idę do gospody, a wy ją zatrzymajcie i powiedzcie: Ten jest moją rodziną, kto jest ze mną i słucha mego głosu, a nie szpanuje przed innymi, że zna kogoś kto zmienia wodę w wino. Tak też się stało, matka z braćmi odeszła zawiedziona, a on w gospodzie rozmnożył trochę chleba i podzielił się ze swymi uczniami. Co nie spodobało się karczmarzowi. Potem postanowił trochę pospacerować po okolicy. Mijał przeróżne kramy, ludziska coś do siebie wrzeszczeli, panował harmider, od którego mogła rozboleć głowa. W pewnym momencie zauważył jakąś postać siedzącą w ogromnym dzbanie. Podszedł bliżej zaciekawiony tym niecodziennym widokiem. - Dlaczego zasłaniasz mi światło? – odezwał się mężczyzna mówiący dziwnym akcentem. - Dlaczego siedzisz w dzbanie? - Mieszkam w nim. - Nie jesteś stąd? - Nie, jestem Grekiem, podróżuję po świecie i szukam prawdy. - O! to dobrze trafiłeś. - Chyba nie – powiedział wychodząc z dzbana. - Dobrze, bo ja… - Nie mów mi kaznodziejo, że ty jesteś prawdą. - Skąd wiesz, że… - Bo tutaj, co drugi to prawda objawiona, co trzeci, dokonana, co czwarty umiera za świat. - No, ale… - Żadne, ale, ja szukam czegoś takiego, co to wszystko spaja w jedną całość i trzyma za jaja. Z obserwacji wywnioskowałem, że to siła grawitacji, a w istotach żywych tworzy się kwas, który mówi co i jak. - Co!? – krzyknął przerażony Nauczyciel. - Tak mój drogi, jeżeli poznam zasadę jego działania, stanę się panem świata. - To mój Ojciec, a nie jakiś tam kwas czy grawitacja! – odpowiedział nie mogąc pojąć, jak ktoś taki mógł do tego dojść. - Dobra, dobra, jestem niewierzący, jak słyszę o bogach to czuję, że mi dupa zaraz odpadnie. - Jesteś okropny, a poza tym taki brudny i nie dajesz mi skończyć… - Spadaj, każdy tu źle kończy – stwierdził i splunął na ziemię. Potem zabrał tobół z dzbana i poszedł przed siebie. - Co za typ, tacy swoim myśleniem mogą wszystko zniszczyć i żaden zbawca nic nie pomoże. Trzeba działać! – powiedział do siebie przerażony tym co usłyszał Nauczyciel.     Na drugi dzień znów zebrał się tłum. Tym razem Nauczyciel przed kazaniem kazał im napełnić wodą tykwy i bukłaki, a potem po raz kolejny dokonał cudu, zmieniając ją w wino. - Przyszedłem po to by zbawić świat i tym samym uczynić go szczęśliwym. - Super! Rób swoje nie przejmuj się nami – krzyczeli zgromadzeni. Nauczyciel mówił o miłości do bliźniego, przestrzeganiu przykazań, nastawianiu policzka. Potem zaczął mówić o Królestwie Niebieskim i wiecznym szczęściu. I wtedy tłum się wytłumił i zaczął z przejęciem słuchać. W pewnym momencie podszedł do niego wzruszony jego słowami młodzieniec i ze łzami w oczach zapytał. - Panie, przestrzegam przykazań, pomagam bliźnim, czy znajdę się w niebie? Wtedy Nauczyciel spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim. Młodzieniec ukłonił się w geście szacunku, po czym odszedł.   Na drugi dzień uczynił jak mu powiedział.  W kraju zapanowała euforia. Wszyscy pili wino, cudownie wyprodukowane przez Nauczyciela i rozdawali swoje dobra biednym, tamci jeszcze biedniejszym, a ci ostatni rzucali to wszystko w cholerę i szli za głosem prawdy wyzwolonej.  Po kilku miesiącach chodząc po wodzie i unosząc w powietrzu opanowali cały świat. Któregoś dnia nauczyciel powiedział: dokonało się. Następnego dnia zniknął.   Ludzkość została bez środków do życia. Nie była już w stanie czynić sobie ziemi poddanej. Część z czasem wyginęła, pozostali wrócili na drzewa i znowu zaczęli żyć zgodnie z naturą.  Tak Wielki Nauczyciel, stał się zbawcą świata. W przyszłości nie nastąpi gwałtowne ocieplenie. Na biegunach lodowce będą trwały, wiejąc wiecznym chłodem, a plastyk w ogóle nie powstanie. Ziemia nie ma już czego się obawiać.  Tylko drzewa w Puszczy Białowieskiej zrzucają szyszki, pogrążając się w żałobie. Dotarło do nich, że nikt ich nie wybawi, przed okrutnym kornikiem drukarzem.  
      • ale nie granica... hej hej ułani, malowane dzie... o nie jeszcze nie :)
      • A wśród profesorów  krąży taka gadka że da ci to studentka czego nie da sąsiadka   Też dzięki:)
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności