Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Lato. Zapach drzew i trawy, blask słońca, radosny stukot pociągu. Kolei Mazowieckich. Wszystko to nie tylko w naturze, ale i na zielonych wagonikach ze słoneczkami. Sama radość i smak wakacji.
Małgośka jedzie do przyjaciółki na działkę, bo nie stać jej na dalsze podróże. Ale będzie fajnie: z Aśką rozumieją się jak bliźniaczki, zawsze jest im razem wesoło i ciepło jak w rodzinie. Jej rodzice też lubią Gośkę i nigdy nie są skrępowani jej obecnością w małym działkowym domku.
- Proszę bilety do kontroli - rozlega się tubalny głos w tłumie pasażerów przy drzwiach.
Dziewczyna podaje swój bilet konduktorowi, uśmiechając się do niego wesoło.
- Poproszę legitymację - słyszy.
- Legitymację? - pyta zdziwiona - Ja nie jestem studentką, chodzę do prywatnej szkoły policealnej, więc moja legitymacja nie uprawnia mnie do zniżki. Nie mam jej ze sobą.
- Jak to pani nie ma legitymacji? To jakim prawem jedzie pani na bilet szkolny?
- Nie na szkolny. To jest ulgowy dla młodzieży do dwudziestego szóstego roku życia - odpowiada uprzejmie coraz bardziej zdziwione dziewczę.
- Co mi pani chce wmówić? Co pani myśli, że ja się nie znam na biletach?! To jest zniżka szkolna, o, tutaj ma pani napisany procent zniżki, czarno na białym!
- Ja… ja się nie znam na procentach… Prosiłam w kasie o zniżkę do dwudziestego szóstego roku życia…
- Ja nie wiem, o co pani prosiła, ale tu ma pani procent szkolny, a nie do dwudziestego szóstego. Poproszę dowód.
- No ale przecież mam bilet… Czy to taka duża różnica?
- Nie mam czasu na dyskusje! Pani nie posiada ważnego biletu, uprawniającego panią do przejazdu, i koniec. Proszę dowód, piszemy mandat.
Nieśmiałe, przerażone dziewczę podaje konduktorowi dowód, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przecież nigdy nigdzie nie jeździła bez biletu! Nigdy nie próbowała nikogo oszukać! Co się tu dzieje? Dlaczego? Za co?
I najgorsze: jak to powiedzieć mamie? Zarabia tak niewiele, ciągle muszą ściubić, oszczędzać, wszystkiego sobie odmawiać, żyć półgębkiem - a tutaj ten idiotyczny mandat! Ile? Sześćdziesiąt siedem złotych?! Boziu!
- Wypisałem mandat promocyjny. Jeśli pani zapłaci do końca tego tygodnia, to będzie tylko tyle. Może się pani odwoływać, oczywiście, ale w przyszłym tygodniu już będzie kosztowało ponad dziewięćdziesiąt złotych. Miłego dnia życzę.
Gdzie jest telefon? Trzeba zadzwonić do matki. Czego on życzy?!... O, jest. Co robić? Wracać i się gdzieś odwoływać? Jechać do Asi mimo wszystko? Co ro…
- Mama? Posłuchaj, ja… Konduktor… wypisał mi mandat za jazdę bez ważnego biletu. Ale ja mam bilet! Tylko że kasjerka sprzedała mi nie taki, jak trzeba! Ale jego to nic nie obchodzi! Co ja mam robić?! Mam wracać? Składać reklamację? Ja nie wiedziałam!... Tu nie jest napisane, co to za zniżka i komu przysługuje, tylko są procenty!... Same procenty!
- Spokojnie, jesteś na wakacjach, odpoczywasz. Wyluzuj, kochanie. Reklamację ja też mogę napisać i wysłać za ciebie. Tylko opowiedz mi dokładnie, co się stało.
Po kilku minutach rozmowy Małgosia niemal spokojnie wkracza na teren działki swej przyjaciółki, myśląc, że gdyby nie mama, nie miałaby w tym roku żadnych wakacji.
Tymczasem matka dziewczyny opisuje w reklamacji dokładnie przebieg wydarzenia z pociągu, prosząc o anulowanie kary, która jest wynikiem oczywistej pomyłki kasjerki.
Po dwóch tygodniach nadchodzi odpowiedź Działu Reklamacji Kolei Mazowieckich, że kara jest jak najbardziej uzasadniona, gdyż pasażerka podróżowała bez ważnego biletu, zaś kasjerka w czasie przesłuchania stwierdziła, iż sprzedała pasażerce taki bilet, o jaki ona prosiła; nie ma więc podstaw do anulowania mandatu.
Wobec takiego argumentu wymiękają nawet najtwardsi, bo tu już naprawdę nie ma co odpowiedzieć. Toteż nie pozostało nic innego, jak po powrocie z wakacji iść do Kolei Mazowieckich i zapłacić prawie stówę mandatu za to, że przez pomyłkę (nieważne, czyją) jechało się na bilet o dwanaście groszy tańszy niż należało.
W budynku Kolei tłok i tumult - liczni pasażerowie stoją w kolejce do płacenia mandatów, klnąc i pomstując gromko. Można by pomyśleć: naród oszustów, włóczęgów jeżdżących „na gapę”, niczym w awanturniczych powieściach Jacka Londona!
- Miałem ważny bilet, taki jak trzeba! - kulturalnie, inteligentnie wyglądający jegomość pokazuje bilet Kolei Mazowieckich - Tylko skasowałem go nie w tym kasowniku! Przed wejściem na perony są kasowniki, obok siebie są takie na bilety MZK i takie na bilety MK. Ja skasowałam w kasowniku MZK, dla pasażerów Szybkiej Kolei Miejskiej, a nie Kolei Mazowieckiej. Rozumie pani? Pomyliłem się. I za to kazali mi zapłacić mandat! Nikogo nie obchodzi, że mam bilet! Nie przyjęli reklamacji! Nic ich nie obchodzi! Ja od dziesięciu lat nie jeździłem pociągiem, tylko samochodem, ale ponieważ tak bardzo się reklamuje PKP i Kolej Mazowiecka, to pomyślałem sobie: co będę zatruwał środowisko i męczył się za kierownicą, pojadę na piknik pociągiem. Ależ się dałem nabrać! Te kasowniki obok siebie… Już nigdy więcej noga moja w polskim pociągu nie postanie! Nigdy więcej!
- Ja też miałem bilet - zaczyna swoją opowieść starszy pan w okularach, wyjmując zmięty nieco świstek z kieszeni.
Ale tego już nie będziemy opowiadać. Szkoda papieru. W kolejce stoi jeszcze dużo podobnych opowiadaczy. Każdy pasażer ma swoją historię.

Opublikowano

E tam, przenoszę się tutaj - także na Prozie - do Petki, bo tu u Was jest jednak najfajniej. :-))) Tam w Zetce nikt nie komentuje, nie czyta, nie ma życia, nul. A tutaj - życie towarzyskie kwitnie! I w to nam graj! Bomba! :-)))

I znowu historia całkowicie prawdziwa, nic nie jest tu zmyślone.
Spotkało Was coś takiego? Jeśli tak, to opowiedzcie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/.
Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi?
- Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce!
Opublikowano

przeżyłem podobną historię, jadąc za czasów studenckich na obóz letni gdzieś w zachodniopomorskie, a że studentem byłem może nie wiecznym, ale że się tak wyrażę ze stażem kupiłem bilet ulgowy studencki. pani konduktor sprawdzając bilet powiedziała że jest nieważny. Na pytanie dlaczego?, odpowiedział że pasażer czyli ja ma powyżej 26 lat. Więc co będzie? - spytałem. Dopłata - kulturalnie odpowiedział konduktorka. Na szczęście nie mandat koło stuwy tylko jakieś piętnaście z czymś.
pozdrowienia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/.
Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi?
- Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce!
Ha ha ha!!! Świetne!
Marcin, ej, Ty zbereźniku! ;-DDD
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie. Normalnie tak się robi, że jeżeli człowiek nie ma dobrego biletu, ale ma jakoś zbliżony i widać, że nie próbuje nikogo nabrać, to każe mu się dopłacić - i basta. Ale ten kanar, który czepnął sie mojej Małgośki, był zwykłą świnią. Przecież jasne, że ona nie chciała oszukać PKP na kilka (słownie: KILKA) groszy!
Dzięki za opowieść, Panie Biały. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/.
Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi?
- Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce!
Ha ha ha!!! Świetne!
Marcin, ej, Ty zbereźniku! ;-DDD
Ach tak? No to specjalnie dla Ciebie kolejna, chyba, że nie chcesz to mi powiedz, ale za późno, bo jak się dopuszczę do głosu to klękajcie narody.
A więc:
Mam kolegę, a ten ma znajomego, którego kuzyn ze strony matki pracował jako zawiadowca na dużej stacji PKP w mieście wojewódzkim, ale stacja była na dworcu podrzędnym, ale ważnym ze względu na harmonogram PKP, który przewidywał, że po cholerę pociągi mają jeździć na główny, jak mogą przesiadać się tutaj. No i ten koleś z lizakiem wypełzał na peron za każdym razem, jak wjeżdżał skład z Polski. Wtedy z wagonów najczęściej wysypywało się mnóstwo zziajanych, zmęczonych z bagażami stworków, którzy z lękiem starali odszukać się właściwy peron do przesiadki, a czasu mieli 23 sekundy albo mniej do odjazdu, albo doba na walizkach pod chmurkami. I oni, podbiegali zdyszani ciągnąc te toboły, z jęzorami do płyt chodnikowych do tego zawiadowcy i pytali: eeee, panie, do Świnoujścia to z którego? albo - na Kraków panie, który peron? Koleś rzucał bez zastanowienia: trzeci, czwarty, pierwszy, już odjechał, odwołany, spokojnie opóźniony dwie godziny i lud mu wierzył. Ale haczyk był taki, ze nikomu prawdy nie powiedział i ktoś pojechał pod Wawel zamiast nad morze. Inny spokojnie czekał w dworcowej restauracji i poatrzył jak mu pociąg odjeżdża ale zawiadowca powiedział, że opóźniony przecież. Kończąc powiem, że ten kolega znajomego, którego kuzyn ze strony matki był zawiadowcą twierdził, że przperacował w zawodzie trzydzieści siedem godzin, dwadzieścia pięć minut i jedenaście sekund zanim go o mało podróżni nie zlinczowali. Wyleciał na zbity pysk, ale nie podupadł na duchu i najął się na infolinię Lotu.....
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witaj, Magda!
O, już wiem, że nie żałuję, że jestem tutaj! :-)))

No widzisz, ZTM to też rabunkowa firma. Tuż przed wakacjami orżnęli mnie na 150,- zł. Mam wykupioną kartę miejską, i to strefową. Ale na stacji metra zatrzymał mnie kanar, obejrzał kartę i powiada: "Dowód proszę". Podaję mu dowód, a ten: "Ma pani inny numer dowodu niż wpisany na karcie". Wtedy przypomniałam sobie, że przecież była wymiana obowiązkowa dowodów, i powiedziałam mu to. A ten już mi pisze mandat na bloczku. I mówi, żebym się zgłosiła z nowym i starym dowodem do Biura Obsługi, to może mi anulują.
Ale tam trzeba było złożyć odwołanie w ciągu 7 dni (tj. 5 dni roboczych). Pracuję w Piasecznie między 11 a 18, wychodzę przed otwarciem Biura Obsługi, a wracam po zamknięciu. Zwolnić się nie mogłam, bo to zakończenie roku, rady pedagogiczne, pisanie sprawozdań, rozliczenia itd. - dom wariatów w szkole i mowy nie ma o wyjściach. Więc się spóźniłam. Do ZTM, nie do szkoły. I nikt nie rozpatrzył mojego odwołania, na którym wszystko napisałam dokładnie, tak jak teraz Tobie. Co to kogo obchodzi?
W dodatku kiedy "wpadłam", już w tym czasie ZTM wyrabiało mi nową kartę, bo kilka tygodni wcześniej złożyłam wniosek o to. A zaraz po tej przygodzie i po rozpoczęciu wakacji odebrałam tę nową kartę, gdzie - jak się okazało - już wcale się nie pisze żadnego pieprzonego numeru dowodu.
Także, Magda, nie jesteś sama, jestem z Tobą. :-)
Bywaj! :-)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słuchaj, bez kitu to sama prawda jest. Tak samo jak ta:\
W Przemyślu na rynku, zaraz przy dworcu głównym była jadłodajnia. Ponieważ nie wylewało mi się za kołnierz, koledze też zwęszyliśmy okazję" grochówka z makronem - pięćdziesiąt złotych za talerz. Do pociagu mieliśmy pół godziny, przed nami dziesięć godzin jazdy, Wars drogi, w sklepach też tanio nie jest, to za cztery zeta mało nie pękłem tak się nafutrowałem, bo pieczywo było gratis z koszyczka w tym przybytku smakowej rozkoszy. Nikt z nas się nie zastanawiał jak grochówka może być z makaronem, bo tego chyba najstarsi bacowie nie pamietają, ale zjedlim i na peron. Ostatnie metry biegliśmy, ale wcale nie dlatego, że pociąg odjeżdżał. Do Poznania jechaliśmy w przewiległych sobie kiblach. Mnie osobiście w Krakowie na dworcu głównym skończył się papier toaletowy, chusteczki i prasa, więc przemilczę dalszą podróż. Tak w opolu wysiadło mi gardło od ciągłego krzyku " zajęte" i innych pyskówek, typu " co tam się dzieje do cholery, otwierać, bo pójdę po konduktora". Od trzymania niepewnie zamknietych drzwi nadwyrężyłem sobie mięśnie rak, padły mi kolana. Całą uwagę skupiłem na odliczniu minut po odjeździe z Poznania, żeby nie przegapić naszej stacji.Nie widziałem kolegi przez cały czas, ale na dworcu za Poznaniem, padłem ze zmęczenia i śmiechu na peron, a nasz dowódca, który był odpowiedzialny za przewóz przesyłki jak nas zobaczył to spytał tylko o jedno: Jak wy szeregowi idziecie? Na oklep jechaliście czy co? teraz jestem bogatszy o jedno: nie ma prawdziwej grochówki z makaronem
Opublikowano

Aaaaaaaaaaaaaahahahahahahaha!!!
Oj, współczuję Wam! Taaa, no właśnie... grochówka z makaronem na dworcu za 50 groszy! (Chyba, choć napisałeś, że za 50 zeta). :-D
No, ale cel został osiągnięty, bo przecie chodziło o to, żebyście nie jechali głodni, co nie?

Opublikowano

o kurczę, a ja zawsze wpadam do pociągu bez biletu i cieszę się, że na stopień trafiłam przed odjazdem.. :) a potem szukam przystojniaka w mundurku ;)

Oxy, ale masz historyjki... nowa?

Opublikowano

A, rozumiem! ;-P
Dość nowa. Tzn. z ubiegłego roku, z wakacji.
Świat się niewiele zmienił.
Ale moją karę - tę, o której pisałam w komentach do Magdy - właśnie anulowano; po trzech miesiącach od złożenia odwołania! Te niesłuszne kary nieźle im procentują. :-) Bo płacić trzeba każy mandat w ciągu 7 dni, inaczej mogą być jeszcze większe kłopoty. A dopiero po zapłaceniu można składać ewentualne odwołanie.

Opublikowano

Znam ten system chroniący interesy korporacji a nie użykowników. Mnie zwykle brak cierpliwoci wolę dopłacić i nie tracić nerwów, szkoda życia. Zawartość czasu w czasie z czasem dziwnie się kurczy :) to jakiś efekt uboczny Einsteinowskiej dylatacji chyba ;)

beatuski :)

Opublikowano

Rozumiem Cię doskonale. Jednak uważam, że trzeba się "kłócić" o należne nam prawa. Dla zasady. Po to, żeby nie dać się zgnoić i coraz bardziej spychać w coraz to nowe totalitaryzmy. Po to, żeby nie wygrywali wiecznie ci, którzy nas robią w rybkę i wciąż nasze prawo omijają. Nie można się dawać wszędzie i na każdym kroku. Nie dawanie się kosztuje czas i nerwy, owszem, ale oszuści liczą właśnie na tych, którzy nie będą dochodzić swego, bo im szkoda nerwów i czasu. I na tym wygrywają ostatecznie. A nie powinno tak być.
Wygrywajmy swoje, choćby drobiazgi, choćby dla naszych dzieci. Zresztą życie składa się właśnie z drobiazgów.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wszechświat

       

      Nikt nie wie czy istnieje jeden wielki wszechświat, czy może też istnieją jakieś wszechświaty równoległe. Ten widzialny wszechświat jest jeden: miliardy galaktyk, tryliony gwiazd... . A wiele gwiazd ma własne układy planet. Czy zatem jest możliwe to, iż jeszcze gdzieś istnieje życie podobne w formie do tego, jakie znamy? Jeden z pierwszych badaczy wszechświata już w okresie renesansu rzucił oficjalnie taką myśl, że Bóg mógł stworzyć życie w innym układzie gwiezdno – planetarnym, a był głównie filozofem religii. Obserwował słońce i planety naszego układu gwiezdnego. Był wnikliwym badaczem „nieba”, nieboskłonu czy firmamentu. Od tego wydarzenia upłynęło już sporo czasu i doszło do znacznej ilości odkryć astronomicznych, a jednak wciąż czekamy na „wiadomość” od istniejącego gdzieś tam w kosmosie życia. Jak dotąd nie pojawiły się żadne dane na ten temat, a jedynie niejasne intuicje, domysły, hipotezy oparte o naszą nieokiełznaną fantazję.

       

      Liczące się grono naukowców wysuwa hipotezę, że wszechświat powstał około 13,5 miliarda lat temu skutkiem „wielkiego wybuchu” materii. Podobno od tego momentu stale się rozszerza, aby później się kurczyć. Jeszcze inna hipoteza głosi, iż wszechświat wcale się nie rozszerza i nie kurczy tylko jest stabilny choć w swojej postaci stale zmienny, zmienny pozornie. Alternatywną teorią jest ta mówiąca, że wszechświat powstał na pewnej przestrzeni czasu wynoszącej nie miliardy, nie miliony ale tysiące lat. Może świadczyć o tym nasza planeta, ziemia i inteligentne życie, które na niej powstało. Wszechświat nic o sobie nie wie, natomiast my, ludzie, zamieszkujący planetę wiemy o wszechświecie więcej niż on sam o sobie. Gdyby nie „zasada antropiczna” w ogóle nie byłoby mowy o wszechświecie. Istniałby sobie nie ujęty w żadną dyscyplinę naukową. Zatem gdyby nie istniała stała grawitacja, stała prędkość światła w próżni i tzw. „stała Plancka”, wszechświat by nie istniał, czyli nie istniałaby świadomość o wszechświecie we wszechświecie. I w ten oto sposób myślenia mamy wszechświat godny podziwu, ogromny, wspaniały. Prawdopodobnie dzieło „inteligentnego projektanta”. Warto spojrzeć jeszcze na układ planetarny naszej gwiazdy, słońca i na krążące wokół niego planety różnych rozmiarów i rozmaitej materii. Choć tak bardzo różniące się od siebie planety, każda odgrywa ważką rolę w układzie planetarnym.

       

      Na przykład Jowisz, który pełni m. in. rolę „pochłaniacza” wszelkich, kosmicznych „śmieci” jest największą kulą gazową i to z tego powodu jego siła przyciągania jest tak wielka. Ma liczne księżyce; na jednym z nich podobno jest woda. Czy to przypadek, że pełni on rolę takiego „odkurzacza” i pozwala ziemi na spokojne trwanie, nie niepokojone przez komety, planetoidy i inne „śmieci” kosmiczne. Ziemia... jedyna planeta pełna życia, położona niezbyt blisko słońca i nie za daleko: czyżby też przypadkiem? Czy można policzyć ile gwiazd ma własne układy planetarne, a ile ich nie ma w ogóle? W galaktyce są tryliony gwiazd, a galaktyk mamy trudną do policzenia ilość. Naukowcy skonstruowali nawet specjalne urządzenia emitujące sygnały informacyjne w kosmos, w nadziei, że jakaś inteligentna, obca cywilizacja odpowie na nasze sygnały wysyłane z ziemi. Jak dotąd panuje „grobowa cisza”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jesteśmy sami w tym ogromnym wszechświecie: żadnych kosmitów ni widu ni słychu. Niektórzy spekulanci popularnonaukowi wysnuwali teorie na temat piramid egipskich czy Płaskowyżu Nasca, tajemniczych „kręgów w zbożu”. I co? I nic... . Nadal ziemia krąży po orbicie samotnie. Jednak wszystko wydaje się mieć jakiś cel, cel ukryty, nieoczywisty, nasuwający się człowiekowi myślącemu. Człowiek, skoro został obdarzony rozumem musi mieć jakiś cel swojej egzystencji we wszechświecie, musi znaleźć odpowiedź na dręczące jego pytanie: po co istnieje? Gdyby życie na ziemi było bezcelowe nie posiadałoby przecież umysłu tak uporczywie domagającego się odpowiedzi na to pytanie.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Mały Książę”   Jestem sobie mały Książę wciąż wytrwale do gwiazd dążę   Mam też swoją wierną Muzę której jako mąż wciąż służę   Róża to mój ulubiony kwiat widzę w nim przez pryzmat świat   W niej jest miłość co wciąż płonie Składam ją w ofierze Żonie   Marzeń moc fantazji snuję Żona mnie w tym dopinguje   Tak też sobie pomagamy i wzajemnie się wspieramy    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Jacek_Suchowicz   Niechaj każdy zapamięta, Żeś spełniony chwalipięta ... ;) 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Już kwitną i cieszą

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97Oczywiście przekażę mojej Babci pozdrowienia i informację, że młodzi ludzie są teraz w dobrych rękach - właśnie m.in. Twoich Bereniko97. Bardzo Ci za to dziękuję. Pozdrawiam serdecznie! Jan Jarosław Zieleziński
    • @Berenika97  Bereniko97, jeśli pracujesz z dziećmi i nauczasz je to moje wiersze (wszystkie) możesz używać jak chcesz, przekształcać, uczyć na nich (o ile można w ogóle na nich uczyć - nie mam odpowiednich kompetencji pedagogicznych żeby to oceniać), przekształcać (żeby sami się uczyli jak takie sprawy z sylab konstruować) itd. Ja gdzieś tam przy opisie swojego avatara mam taki wierszyk odnośnie praw autorskich i co i jak z wierszykami gdyby ktoś je chciał wykorzystać, ale uważam że prawo autorskie nie do końca jest dobrze sformułowane. Tzn. moje podejście do tego jest takie (podkreślam, że chodzi tu o moje utwory choć fajnie by było, żeby po prostu tak ono działało), że każdy twórca poczuje się miło kiedy wspomni się o nim wykorzystując całe jego dzieło czy jego część - ja także. Natomiast wierzę w to, że ewolucja (w tym w poezji, w muzyce i ogólnie w działach artystycznych) następuje m.in. lub nawet przede wszystkich przez naśladowanie, a więc... POWIELANIE wzorców od tych co robią to jako tako dobrze, albo i są mistrzami. Zmierzam do tego, że nie powinno się karać młodych twórców tylko za to, że użyją wersu czy dwóch w swoich dziełach i "zapomną" dodać informacji skąd to wzięli (o ile to nie ich autorskie dzieło). Tak kiedyś było i w poezji i w muzyce, że wielokrotnie powielano dobre wzorce i nie zawsze wykonawcy byli na tyle uczciwi i mili, żeby o tym wspomnieć. To już świadczy o ich uczciwości, ew. o okolicznościach w jakich nastąpiła ta sprawa (być może pośpiech, a później to skorygowali). Moim zdaniem najważniejsze jest, żeby młodzi czerpali dobre wzorce i żeby ROZWIJALI SIĘ TWÓRCZO, a resztę jakoś tam się ogarnie. ;) W każdym razie wymowny wierszyk o którym mowa (ale który należy DLA UCZNIÓW TRAKTOWAĆ "Z PRZYMRÓŻENIEM OKA" ) leci tak:

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Osobiście będę zaszczycony jeśli dzieci kiedykolwiek by tam w szkole czy na innych uroczystościach deklamowały moje wierszyki, a jeszcze bardziej gdyby któreś z nich powiedziało:"(...) a bo taki jeden J.J.Zielezinski mnie natchnął i dzięki niemu coś tam się nauczyłem (...)" - myślę, że po cichu każdy z nas tutaj poetów o czymś podobnym marzy... ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...