Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Lato. Zapach drzew i trawy, blask słońca, radosny stukot pociągu. Kolei Mazowieckich. Wszystko to nie tylko w naturze, ale i na zielonych wagonikach ze słoneczkami. Sama radość i smak wakacji.
Małgośka jedzie do przyjaciółki na działkę, bo nie stać jej na dalsze podróże. Ale będzie fajnie: z Aśką rozumieją się jak bliźniaczki, zawsze jest im razem wesoło i ciepło jak w rodzinie. Jej rodzice też lubią Gośkę i nigdy nie są skrępowani jej obecnością w małym działkowym domku.
- Proszę bilety do kontroli - rozlega się tubalny głos w tłumie pasażerów przy drzwiach.
Dziewczyna podaje swój bilet konduktorowi, uśmiechając się do niego wesoło.
- Poproszę legitymację - słyszy.
- Legitymację? - pyta zdziwiona - Ja nie jestem studentką, chodzę do prywatnej szkoły policealnej, więc moja legitymacja nie uprawnia mnie do zniżki. Nie mam jej ze sobą.
- Jak to pani nie ma legitymacji? To jakim prawem jedzie pani na bilet szkolny?
- Nie na szkolny. To jest ulgowy dla młodzieży do dwudziestego szóstego roku życia - odpowiada uprzejmie coraz bardziej zdziwione dziewczę.
- Co mi pani chce wmówić? Co pani myśli, że ja się nie znam na biletach?! To jest zniżka szkolna, o, tutaj ma pani napisany procent zniżki, czarno na białym!
- Ja… ja się nie znam na procentach… Prosiłam w kasie o zniżkę do dwudziestego szóstego roku życia…
- Ja nie wiem, o co pani prosiła, ale tu ma pani procent szkolny, a nie do dwudziestego szóstego. Poproszę dowód.
- No ale przecież mam bilet… Czy to taka duża różnica?
- Nie mam czasu na dyskusje! Pani nie posiada ważnego biletu, uprawniającego panią do przejazdu, i koniec. Proszę dowód, piszemy mandat.
Nieśmiałe, przerażone dziewczę podaje konduktorowi dowód, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przecież nigdy nigdzie nie jeździła bez biletu! Nigdy nie próbowała nikogo oszukać! Co się tu dzieje? Dlaczego? Za co?
I najgorsze: jak to powiedzieć mamie? Zarabia tak niewiele, ciągle muszą ściubić, oszczędzać, wszystkiego sobie odmawiać, żyć półgębkiem - a tutaj ten idiotyczny mandat! Ile? Sześćdziesiąt siedem złotych?! Boziu!
- Wypisałem mandat promocyjny. Jeśli pani zapłaci do końca tego tygodnia, to będzie tylko tyle. Może się pani odwoływać, oczywiście, ale w przyszłym tygodniu już będzie kosztowało ponad dziewięćdziesiąt złotych. Miłego dnia życzę.
Gdzie jest telefon? Trzeba zadzwonić do matki. Czego on życzy?!... O, jest. Co robić? Wracać i się gdzieś odwoływać? Jechać do Asi mimo wszystko? Co ro…
- Mama? Posłuchaj, ja… Konduktor… wypisał mi mandat za jazdę bez ważnego biletu. Ale ja mam bilet! Tylko że kasjerka sprzedała mi nie taki, jak trzeba! Ale jego to nic nie obchodzi! Co ja mam robić?! Mam wracać? Składać reklamację? Ja nie wiedziałam!... Tu nie jest napisane, co to za zniżka i komu przysługuje, tylko są procenty!... Same procenty!
- Spokojnie, jesteś na wakacjach, odpoczywasz. Wyluzuj, kochanie. Reklamację ja też mogę napisać i wysłać za ciebie. Tylko opowiedz mi dokładnie, co się stało.
Po kilku minutach rozmowy Małgosia niemal spokojnie wkracza na teren działki swej przyjaciółki, myśląc, że gdyby nie mama, nie miałaby w tym roku żadnych wakacji.
Tymczasem matka dziewczyny opisuje w reklamacji dokładnie przebieg wydarzenia z pociągu, prosząc o anulowanie kary, która jest wynikiem oczywistej pomyłki kasjerki.
Po dwóch tygodniach nadchodzi odpowiedź Działu Reklamacji Kolei Mazowieckich, że kara jest jak najbardziej uzasadniona, gdyż pasażerka podróżowała bez ważnego biletu, zaś kasjerka w czasie przesłuchania stwierdziła, iż sprzedała pasażerce taki bilet, o jaki ona prosiła; nie ma więc podstaw do anulowania mandatu.
Wobec takiego argumentu wymiękają nawet najtwardsi, bo tu już naprawdę nie ma co odpowiedzieć. Toteż nie pozostało nic innego, jak po powrocie z wakacji iść do Kolei Mazowieckich i zapłacić prawie stówę mandatu za to, że przez pomyłkę (nieważne, czyją) jechało się na bilet o dwanaście groszy tańszy niż należało.
W budynku Kolei tłok i tumult - liczni pasażerowie stoją w kolejce do płacenia mandatów, klnąc i pomstując gromko. Można by pomyśleć: naród oszustów, włóczęgów jeżdżących „na gapę”, niczym w awanturniczych powieściach Jacka Londona!
- Miałem ważny bilet, taki jak trzeba! - kulturalnie, inteligentnie wyglądający jegomość pokazuje bilet Kolei Mazowieckich - Tylko skasowałem go nie w tym kasowniku! Przed wejściem na perony są kasowniki, obok siebie są takie na bilety MZK i takie na bilety MK. Ja skasowałam w kasowniku MZK, dla pasażerów Szybkiej Kolei Miejskiej, a nie Kolei Mazowieckiej. Rozumie pani? Pomyliłem się. I za to kazali mi zapłacić mandat! Nikogo nie obchodzi, że mam bilet! Nie przyjęli reklamacji! Nic ich nie obchodzi! Ja od dziesięciu lat nie jeździłem pociągiem, tylko samochodem, ale ponieważ tak bardzo się reklamuje PKP i Kolej Mazowiecka, to pomyślałem sobie: co będę zatruwał środowisko i męczył się za kierownicą, pojadę na piknik pociągiem. Ależ się dałem nabrać! Te kasowniki obok siebie… Już nigdy więcej noga moja w polskim pociągu nie postanie! Nigdy więcej!
- Ja też miałem bilet - zaczyna swoją opowieść starszy pan w okularach, wyjmując zmięty nieco świstek z kieszeni.
Ale tego już nie będziemy opowiadać. Szkoda papieru. W kolejce stoi jeszcze dużo podobnych opowiadaczy. Każdy pasażer ma swoją historię.

Opublikowano

E tam, przenoszę się tutaj - także na Prozie - do Petki, bo tu u Was jest jednak najfajniej. :-))) Tam w Zetce nikt nie komentuje, nie czyta, nie ma życia, nul. A tutaj - życie towarzyskie kwitnie! I w to nam graj! Bomba! :-)))

I znowu historia całkowicie prawdziwa, nic nie jest tu zmyślone.
Spotkało Was coś takiego? Jeśli tak, to opowiedzcie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/.
Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi?
- Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce!
Opublikowano

przeżyłem podobną historię, jadąc za czasów studenckich na obóz letni gdzieś w zachodniopomorskie, a że studentem byłem może nie wiecznym, ale że się tak wyrażę ze stażem kupiłem bilet ulgowy studencki. pani konduktor sprawdzając bilet powiedziała że jest nieważny. Na pytanie dlaczego?, odpowiedział że pasażer czyli ja ma powyżej 26 lat. Więc co będzie? - spytałem. Dopłata - kulturalnie odpowiedział konduktorka. Na szczęście nie mandat koło stuwy tylko jakieś piętnaście z czymś.
pozdrowienia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/.
Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi?
- Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce!
Ha ha ha!!! Świetne!
Marcin, ej, Ty zbereźniku! ;-DDD
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie. Normalnie tak się robi, że jeżeli człowiek nie ma dobrego biletu, ale ma jakoś zbliżony i widać, że nie próbuje nikogo nabrać, to każe mu się dopłacić - i basta. Ale ten kanar, który czepnął sie mojej Małgośki, był zwykłą świnią. Przecież jasne, że ona nie chciała oszukać PKP na kilka (słownie: KILKA) groszy!
Dzięki za opowieść, Panie Biały. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ta jest! Kwitnie, a ja się zwijam jak w ukropie. Państwo przy stoliku pod oknem - dwie lampki wina, tamci przy kiblu kawa i wuzetka, przy wejściu śledzik i zestaw czystej / a to koledzy/.
Tekst miodzio, sobie coś przypomniałem. Ostatnio na dworcu w Poznaniu/ pociąg relacji Szczecin - daleko, daleko/ miałem przyjemność stać na korytarzu, tak w rejonach kibelka, bo od Szczecina były tylko dwa wagony drugiej klasy, reszta sypialne. A w Poznaniu, po koncercie do naszych obu wagonów wlazło jeszcze z trzysta luda. Miałem przyjemność podróżować z nosem wtopionym w kruczoczarne, kręcone, długie włosy seniority, obróconej do mnie tyłem, więc im niżej mnie, tym było bardziej niebiańsko. jakoś tak po dwudziestu minutach, coś " mojej" muzie się nie spodobało i odwraca się z grymasem i się pyta - co Pan robi?
- Stoję - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem PKP, MZK, KKL, PTM, PTTK, ZHP, szczególnie autobusu podmiejskiego linii 65 z przesiadką na 66 albo 75 oraz linii pośpiesznych A i E w godzinach szczytowych. Zazdroszczę fanom madonny powrotu z koncertu! Takie rzeczy to tylko w Polsce!
Ha ha ha!!! Świetne!
Marcin, ej, Ty zbereźniku! ;-DDD
Ach tak? No to specjalnie dla Ciebie kolejna, chyba, że nie chcesz to mi powiedz, ale za późno, bo jak się dopuszczę do głosu to klękajcie narody.
A więc:
Mam kolegę, a ten ma znajomego, którego kuzyn ze strony matki pracował jako zawiadowca na dużej stacji PKP w mieście wojewódzkim, ale stacja była na dworcu podrzędnym, ale ważnym ze względu na harmonogram PKP, który przewidywał, że po cholerę pociągi mają jeździć na główny, jak mogą przesiadać się tutaj. No i ten koleś z lizakiem wypełzał na peron za każdym razem, jak wjeżdżał skład z Polski. Wtedy z wagonów najczęściej wysypywało się mnóstwo zziajanych, zmęczonych z bagażami stworków, którzy z lękiem starali odszukać się właściwy peron do przesiadki, a czasu mieli 23 sekundy albo mniej do odjazdu, albo doba na walizkach pod chmurkami. I oni, podbiegali zdyszani ciągnąc te toboły, z jęzorami do płyt chodnikowych do tego zawiadowcy i pytali: eeee, panie, do Świnoujścia to z którego? albo - na Kraków panie, który peron? Koleś rzucał bez zastanowienia: trzeci, czwarty, pierwszy, już odjechał, odwołany, spokojnie opóźniony dwie godziny i lud mu wierzył. Ale haczyk był taki, ze nikomu prawdy nie powiedział i ktoś pojechał pod Wawel zamiast nad morze. Inny spokojnie czekał w dworcowej restauracji i poatrzył jak mu pociąg odjeżdża ale zawiadowca powiedział, że opóźniony przecież. Kończąc powiem, że ten kolega znajomego, którego kuzyn ze strony matki był zawiadowcą twierdził, że przperacował w zawodzie trzydzieści siedem godzin, dwadzieścia pięć minut i jedenaście sekund zanim go o mało podróżni nie zlinczowali. Wyleciał na zbity pysk, ale nie podupadł na duchu i najął się na infolinię Lotu.....
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witaj, Magda!
O, już wiem, że nie żałuję, że jestem tutaj! :-)))

No widzisz, ZTM to też rabunkowa firma. Tuż przed wakacjami orżnęli mnie na 150,- zł. Mam wykupioną kartę miejską, i to strefową. Ale na stacji metra zatrzymał mnie kanar, obejrzał kartę i powiada: "Dowód proszę". Podaję mu dowód, a ten: "Ma pani inny numer dowodu niż wpisany na karcie". Wtedy przypomniałam sobie, że przecież była wymiana obowiązkowa dowodów, i powiedziałam mu to. A ten już mi pisze mandat na bloczku. I mówi, żebym się zgłosiła z nowym i starym dowodem do Biura Obsługi, to może mi anulują.
Ale tam trzeba było złożyć odwołanie w ciągu 7 dni (tj. 5 dni roboczych). Pracuję w Piasecznie między 11 a 18, wychodzę przed otwarciem Biura Obsługi, a wracam po zamknięciu. Zwolnić się nie mogłam, bo to zakończenie roku, rady pedagogiczne, pisanie sprawozdań, rozliczenia itd. - dom wariatów w szkole i mowy nie ma o wyjściach. Więc się spóźniłam. Do ZTM, nie do szkoły. I nikt nie rozpatrzył mojego odwołania, na którym wszystko napisałam dokładnie, tak jak teraz Tobie. Co to kogo obchodzi?
W dodatku kiedy "wpadłam", już w tym czasie ZTM wyrabiało mi nową kartę, bo kilka tygodni wcześniej złożyłam wniosek o to. A zaraz po tej przygodzie i po rozpoczęciu wakacji odebrałam tę nową kartę, gdzie - jak się okazało - już wcale się nie pisze żadnego pieprzonego numeru dowodu.
Także, Magda, nie jesteś sama, jestem z Tobą. :-)
Bywaj! :-)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słuchaj, bez kitu to sama prawda jest. Tak samo jak ta:\
W Przemyślu na rynku, zaraz przy dworcu głównym była jadłodajnia. Ponieważ nie wylewało mi się za kołnierz, koledze też zwęszyliśmy okazję" grochówka z makronem - pięćdziesiąt złotych za talerz. Do pociagu mieliśmy pół godziny, przed nami dziesięć godzin jazdy, Wars drogi, w sklepach też tanio nie jest, to za cztery zeta mało nie pękłem tak się nafutrowałem, bo pieczywo było gratis z koszyczka w tym przybytku smakowej rozkoszy. Nikt z nas się nie zastanawiał jak grochówka może być z makaronem, bo tego chyba najstarsi bacowie nie pamietają, ale zjedlim i na peron. Ostatnie metry biegliśmy, ale wcale nie dlatego, że pociąg odjeżdżał. Do Poznania jechaliśmy w przewiległych sobie kiblach. Mnie osobiście w Krakowie na dworcu głównym skończył się papier toaletowy, chusteczki i prasa, więc przemilczę dalszą podróż. Tak w opolu wysiadło mi gardło od ciągłego krzyku " zajęte" i innych pyskówek, typu " co tam się dzieje do cholery, otwierać, bo pójdę po konduktora". Od trzymania niepewnie zamknietych drzwi nadwyrężyłem sobie mięśnie rak, padły mi kolana. Całą uwagę skupiłem na odliczniu minut po odjeździe z Poznania, żeby nie przegapić naszej stacji.Nie widziałem kolegi przez cały czas, ale na dworcu za Poznaniem, padłem ze zmęczenia i śmiechu na peron, a nasz dowódca, który był odpowiedzialny za przewóz przesyłki jak nas zobaczył to spytał tylko o jedno: Jak wy szeregowi idziecie? Na oklep jechaliście czy co? teraz jestem bogatszy o jedno: nie ma prawdziwej grochówki z makaronem
Opublikowano

Aaaaaaaaaaaaaahahahahahahaha!!!
Oj, współczuję Wam! Taaa, no właśnie... grochówka z makaronem na dworcu za 50 groszy! (Chyba, choć napisałeś, że za 50 zeta). :-D
No, ale cel został osiągnięty, bo przecie chodziło o to, żebyście nie jechali głodni, co nie?

Opublikowano

o kurczę, a ja zawsze wpadam do pociągu bez biletu i cieszę się, że na stopień trafiłam przed odjazdem.. :) a potem szukam przystojniaka w mundurku ;)

Oxy, ale masz historyjki... nowa?

Opublikowano

A, rozumiem! ;-P
Dość nowa. Tzn. z ubiegłego roku, z wakacji.
Świat się niewiele zmienił.
Ale moją karę - tę, o której pisałam w komentach do Magdy - właśnie anulowano; po trzech miesiącach od złożenia odwołania! Te niesłuszne kary nieźle im procentują. :-) Bo płacić trzeba każy mandat w ciągu 7 dni, inaczej mogą być jeszcze większe kłopoty. A dopiero po zapłaceniu można składać ewentualne odwołanie.

Opublikowano

Znam ten system chroniący interesy korporacji a nie użykowników. Mnie zwykle brak cierpliwoci wolę dopłacić i nie tracić nerwów, szkoda życia. Zawartość czasu w czasie z czasem dziwnie się kurczy :) to jakiś efekt uboczny Einsteinowskiej dylatacji chyba ;)

beatuski :)

Opublikowano

Rozumiem Cię doskonale. Jednak uważam, że trzeba się "kłócić" o należne nam prawa. Dla zasady. Po to, żeby nie dać się zgnoić i coraz bardziej spychać w coraz to nowe totalitaryzmy. Po to, żeby nie wygrywali wiecznie ci, którzy nas robią w rybkę i wciąż nasze prawo omijają. Nie można się dawać wszędzie i na każdym kroku. Nie dawanie się kosztuje czas i nerwy, owszem, ale oszuści liczą właśnie na tych, którzy nie będą dochodzić swego, bo im szkoda nerwów i czasu. I na tym wygrywają ostatecznie. A nie powinno tak być.
Wygrywajmy swoje, choćby drobiazgi, choćby dla naszych dzieci. Zresztą życie składa się właśnie z drobiazgów.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • CZARNE ŚWIATŁO

       

      Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście.

      Miejsc parkingowych 450

      Miejsc wolnych 0.

      Idą święta!

       

      Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia.

      Bo być to kupić!

       

      W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.

       

      Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.

       

      Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.

       

      Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl:

      Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.

       

      A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.

       

      Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania.

      A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?

       

       Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni.

      Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.

       

      Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.

       

      Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.

       

      Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej
      a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.

       

      Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.

       

      Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.

       

      W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.

       

      Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.

       

      Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @DawidMotyka Super  Nie wiem dlaczego nie lubimy pokoju i wybieramy Hitlera, Putina i innych...   Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia  ... gdyby tak ktoś  zwyczajnie przytulił  uśmiechnął się  bez powodu  kotu otworzył  drzwi na wybieg    wojna szukająca łupu by posmutniała    pomyślała  lepiej rozruby szukać  w innym wymiarze nie na ziemi  ...  
    • A Maja jeno z siksą! woła i białowąs. Kiszone jaja ma
    • CZARNE ŚWIATŁO   Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście. Miejsc parkingowych 450 Miejsc wolnych 0. Idą święta!   Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia. Bo być to kupić!   W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.   Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.   Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.   Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl: Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.   A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.   Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania. A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?    Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni. Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.   Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.   Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.   Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.   Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.   Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.   W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.   Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.   Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.  
    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...