Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zamknął za sobą drzwi i schodząc po krętej klatce schodowej poprawiał pospiesznie zawiązany krawat. Dzień powoli się rodził. Ulice były puste, tak jak pusta stawała się jego dusza. Gdzieniegdzie można było zobaczyć wolno sunące auta. Idąc chodnikiem mijał zaspanych przechodniów, skrytych za kołnierzami prochowców. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Odpalając kolejnego zatrzymał się, tuż przy budynku z czerwonej cegły, poranny wiatr natrętnie gasił zapałkę. Wystawy sklepowe nie przyciągały wzroku wlepionego w nieistotny punkt przed sobą.
Przed oczami wciąż miał jej twarz. Zawsze ją miał, gdy wychodził bez do widzenia. Oczy, jej brązowe oczy, mówiły wszystko, była zakochana. Włosy lśniące i nienagannie związane w warkocz, rozpuszczała, kiedy on ją o to poprosił. Uwielbiał bawić się nimi, owijać wkoło palców. Makijaż nosiła wyraźny aczkolwiek nie wyzywający, podkreślający jej delikatne rysy. Na małe usta starannie nakładała pomadkę, tak aby je optycznie powiększyć. On kochał je takimi jakie były i nigdy nie dał jej do zrozumienia, że jest inaczej. Dziś jednak twarz, którą znał była inna.
Zamglone miasto nie pozwalało chwycić świeżego powietrza. Skręcił do parku i usiadł na pierwszej napotkanej ławce. Nie mógł uwolnić myśli od ostatniej nocy. Starał się sobie przypomnieć, odtworzyć ostatnią noc, obejrzeć ją, jak w starym kinie, tak aby móc zrozumieć, zaakceptować i żyć dalej.
Po otwarciu drzwi nie była taka, jak zawsze. Była obca, wzrok uciekał na przedmioty poupychane po mieszkaniu, a najczęściej opadał na wykładzinę dywanową.
Rozpinając płaszcz spytał:
- Widziałaś ostatnio tego małego spod czwórki. Zawsze bawił się na schodach przed domem, a od kilku dni go nie widzę.
- On nie żyje – odpowiedziała, uciekając wzrokiem.
- Jak to nie żyje!? Co ty wygadujesz!? Przecież jeszcze kilka dni temu ...
Przerwała mu podnosząc upadły wzrok.
- Już ci mówiłam on nie żyje – powiedziała to spokojnie, jakby bez serca, emocje zostawiając na później.
- Nie miał tyle szczęścia, co inne dzieci. Nie doczekał się swojego pierwszego piórnika, pierwszej komunii świętej, pierwszego pocałunku, zauroczenia, miłości. On nie żyje – kontynuowała.
Odwróciła się w stronę okna i wyjrzała na dziedziniec.
Podciągając rękawy od śnieżnobiałej koszuli, usiadł przy stole nie mogąc uwierzyć, w to co słyszy.
- Był taki pogodny, zawsze mówił tym swoim dziecinnym głosem „Dzień dobry , Panu!”. Machał do mnie rączką, jak tylko mnie widział. Dawałem mu cukierki. Jak to się stało? – spytał kręcąc głową.
- Wbiegł na ulicę za piłką. Dalej możesz się domyślić – odpowiedziała stojąc do niego tyłem.- Dziś jest pogrzeb, czytałam klepsydrę, żal mi rodziców.
Wstał od stołu. Podszedł do niej i przytulił się do jej pleców łapiąc ją za piersi.
- Przestań! – powiedziała odsuwając się od niego.
- Mnie też jest szkoda tego małego, był sympatycznym smarkaczem ...
- To nie o to chodzi! – krzyknęła.
Zatykając usta, skryła twarz w dłoniach. Złapał ją za biodra i odwrócił w swoją stronę.
- Uspokój się, już dobrze – położył jej głowę na swoim ramieniu.
Skryta i wtulona w niego, powtórzyła już spokojnie.
- To nie o to chodzi
- Kocham Cię, zawsze będziemy ... – szepnął jej do ucha
Przerwała mu ponownie. Łapiąc oddech chwyciła go za ręce.
- Tego małego już nie ma. Tak jak nas. Nie rozumiesz, nigdy nie rozumiałeś. Miłość zgasła jak życie tego chłopca. Przydarzyło się to jemu i nam. Koniec jest początkiem czegoś nowego ... – mówiła spokojnie, patrząc mu prosto w oczy, jakby przed ołtarzem składał przysięgę.
Czuł jak drętwieje. Nogi, ręce, twarz zgniatają słowa, które wypowiadane przez nią, jedno po drugim staje się gwoździem do trumny. Nie rozumiał tych słów. Patrzył na jej usta, które zdawałoby się, że się poruszają nie wydając głosu. Otępiony słuch nie dostarczał informacji z rozmowy. Kiedy organizm zaczął się bronić i funkcje życiowe wracały do normy usłyszał.
- Jest ktoś inny. Przy nim czuję, że żyję. Nie zadawaj pytań, tak będzie łatwiej. I wyjdź. Klucze zostaw na komodzie.
Położyła mu rękę na ramieniu, a następnie wyszła do sypialni.
Wszystkie rany Chrystusa przekuwały jego ciało. Musiał się pozbierać, wziąć w garść i wyjść, tak jak chciała. Z kieszeni spodni wyjął klucze i odłożył na wskazane miejsce. Rozejrzał się ostatni raz po pokoju. Zawiązał krawat i włożył płaszcz. Zamknął za sobą drzwi.

Opublikowano

Gdzieniegdzie można było zobaczyć wolno sunące się auta. - bez "się"?
Uwielbił - uwielbiał?
jak w stary kinie - starym?
To nie o to chodzi - kropka?
szepną jej do ucha - szepnął?
spodni wyją - wyjął?
Udało Ci się autorze, mimo oklepanego tematu, mnie zainteresować. Zakończenie, dla mnie, bardzo, bardzo na miejscu, powiedziałbym świetne! Ten spokój, pogodzenie i szacunek dla decyzji kobiety, mówi, że bardzo ją kocha i tak dalej będzie. Żadnej pyskówki, szukania kart kredytowych, walizek. Krawat, płaszcz - ma klasę. Zamyka drzwi za sobą, nie wychodzi z futrynami, przy czym wcześniej położył klucze tam, gdzie wskazała kobieta - taka miłość zdarza się bardzo rzadko. A, że Go ukrzyżowała? Takie są, te kobiety.........

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Proszę bardzo. Jestem Marcin, po prostu Marcin, bez Pan, dla znajomych, wiejski głupek. Trema niepotrzebna, wyczuwam zdolności, drzemiący potencjał i chęci, po to jest ten portal:)
Opublikowano

Temat - oklepany. Ujęcie - ładne.
Zainteresowało, przeżuło, smakowało.
Pan, zdaje się, w wierszach siedzi? W takim razie debiut prozatorski ładny.
Pozdrawiam
Z.

Ps. Marcinie! I znowu? Znowu, że kobiety są straszne? Eh...;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Ale w gruncie rzeczy stanęła przed wyborem: moje szczęście, albo jego. Egoistka, można powiedzieć. Ale szczera egoistka. Powiedziała: "Miłość zgasła jak życie tego chłopca." - widać pierwotnie myślała, że to, co on do niej czuje też juz nie jest płomiennym uczuciem. Miała przygotowaną mówkę, skoro mówiła jak na przysiędze.
To było okrutne. Ale kto jeszcze niedawno się opowiadał za szczerością?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Ale w gruncie rzeczy stanęła przed wyborem: moje szczęście, albo jego. Egoistka, można powiedzieć. Ale szczera egoistka. Powiedziała: "Miłość zgasła jak życie tego chłopca." - widać pierwotnie myślała, że to, co on do niej czuje też juz nie jest płomiennym uczuciem. Miała przygotowaną mówkę, skoro mówiła jak na przysiędze.
To było okrutne. Ale kto jeszcze niedawno się opowiadał za szczerością?
To nie było szczere:"Tego małego już nie ma. Tak jak nas. Nie rozumiesz, nigdy nie rozumiałeś."
Szczerze to by było tak:Tego małego już nie ma. Tak jak nas. Nie rozumiesz, a ja nie potrafię ci tego wytłumaczyć, kocham innego, to wszystko przeze mnie, nie ma w tym krzty twojej winy. Starałeś się, wiem. Wybacz. A teraz out!
Ale nie, po co, najlepiej zwalić wszystko na chłopa debila, nic nie rozumiejącą włochatą małpę i przybić go żywcem, niech się męczy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A nie będzie się bardziej męczył słysząc wskazane przez Ciebie słowa? Oh, biedactwo, była nieszczęśliwa, mówi, że wszystko to jej wina, żebym nie czuł się źle. Tak źle jej się żyło i teraz tylko po to, żebym nie zamęczał się zwala wszystko na siebie. A przecież kiedy miłość gaśnie i przysypia wina nie może leżeć po jednej stronie.
Nie, tak przynajmniej daje mu powód do nienawiści. Jest suką. On może tak o niej myśleć.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A nie będzie się bardziej męczył słysząc wskazane przez Ciebie słowa? Oh, biedactwo, była nieszczęśliwa, mówi, że wszystko to jej wina, żebym nie czuł się źle. Tak źle jej się żyło i teraz tylko po to, żebym nie zamęczał się zwala wszystko na siebie. A przecież kiedy miłość gaśnie i przysypia wina nie może leżeć po jednej stronie.
Nie, tak przynajmniej daje mu powód do nienawiści. Jest suką. On może tak o niej myśleć.
Moim zdaniem nie powinien się bardziej męczyć. Słowa bowiem nie było o męczeniu się i nieszczęściu. Jak każda kobieta, Zuziu nadinerpretujesz/ cholera wie, czy jest takie słowo/. Kobieto! Miłość nigdy nie gaśnie, ani przysypia, Dlatego On, mimo, że ukrzyżowany dalej nas kocha, a nie śle armagedonu, dlatego my, mężczyźni prawdziwi tak kochamy kobiety, nawet jak nas kopną w cztery litery. Nikt nie jest winny tego. Nikt. " Wszystko przeze mnie" nie oznacza przyznania się do winy, bo przecież żadnego przestępstwa tutaj nie popełniono / kłania się Zbrodnia i kara, oj kłania./ "wszystko przeze mnie" oznacza w tym przypadku " wybacz mi nie jestem doskonała" i on, ten z opowiadania Pana Białego to zrozumiał, dlatego dał się ukrzyżować, pozwolił jej dalej szukać........
Opublikowano

Wyszło zupełnie przyzwoicie. Z czasem przyjdzie większa naturalność w słowach, bo momentami trochę przedawkowane intencje wymaganej czytelności, jak np. "Kiedy organizm zaczął się bronić i funkcje życiowe wracały do normy usłyszał."
Bogaty wachlarz słów i prawidłowo dawkowana akcja.
I malutka korekta. Nienagannie powinno być razem i z podwójnym "n".
A tak poza tym okej. Pozdrowienia :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miłość nie gaśnie i nie przysypia? Być może PRAWDZIWA MIŁOŚĆ. Ale co to jest ta "prawdziwa miłość" i jak ją rozpoznać? Czy w ogóle istnieje coś takiego? Czy to, co czujemy, nie jest zasługą kilku hormonów wydzielanych przez nasz otumaniony mózg? Ale to już temat na dłuższą dyskusję. Załóżmy, że prawdziwa miłość istnieje (każdy chyba słyszał o miłość aż po grób, która wydarzyła się u kolegi koleżanki znajomego babci bratanicy siostry). Ale skąd mam, do cholery wiedzieć, czy to co jest między dwójką ludzi przetrwa próbę czasu? Czy hormony w mózgu się nie wyczerpią? Czy trafiłam na swoją drugą połówkę czy jakieś tam innego coś? Nie pamiętam kto, ale ktoś powiedział kiedyś: "Miłość jest okrutną sztuczką biologiczną mającą na celu podtrzymanie gatunku".

Tak, nadinterpretuję (też mi podkreśla na czerwono;)) i to okropnie. Ale to chyba kwestia wiary w ukrzyżowanie tego mężczyzny. Mówisz: "dalej kocha". Ale to są wielkie słowa. Słowa mają okrutnie dużą moc, tak samo jak subtelna różnica w wypowiedzi tej kobiety, być może spowodowana strachem, roztrzęsieniem, nerwami - ma tak kluczowe znaczenie.
Został ukrzyżowany? Zawalił mu się świat? Świat można odbudować, cegiełka po cegielce, tylko się trzeba wziąć do pracy. Wybacz, ale nad "Cierpieniami młodego Wertera" nie płakałam. A nad artykułem o globalnym ociepleniu tak.

A teraz pytanie: czy kluczowe znaczenie słów tej kobiety rzeczywiście jest takie kluczowe? Skoro naprawdę będzie dalej kochał, świat tak czy siak będzie dla niego udręką. Ona w tej chwili daje mu powód do nienawiści. To chyba lepsze niż słowa: "zostańmy przyjaciółmi".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miłość nie gaśnie i nie przysypia? Być może PRAWDZIWA MIŁOŚĆ. Ale co to jest ta "prawdziwa miłość" i jak ją rozpoznać? Czy w ogóle istnieje coś takiego? Czy to, co czujemy, nie jest zasługą kilku hormonów wydzielanych przez nasz otumaniony mózg? Ale to już temat na dłuższą dyskusję. Załóżmy, że prawdziwa miłość istnieje (każdy chyba słyszał o miłość aż po grób, która wydarzyła się u kolegi koleżanki znajomego babci bratanicy siostry). Ale skąd mam, do cholery wiedzieć, czy to co jest między dwójką ludzi przetrwa próbę czasu? Czy hormony w mózgu się nie wyczerpią? Czy trafiłam na swoją drugą połówkę czy jakieś tam innego coś? Nie pamiętam kto, ale ktoś powiedział kiedyś: "Miłość jest okrutną sztuczką biologiczną mającą na celu podtrzymanie gatunku".

Tak, nadinterpretuję (też mi podkreśla na czerwono;)) i to okropnie. Ale to chyba kwestia wiary w ukrzyżowanie tego mężczyzny. Mówisz: "dalej kocha". Ale to są wielkie słowa. Słowa mają okrutnie dużą moc, tak samo jak subtelna różnica w wypowiedzi tej kobiety, być może spowodowana strachem, roztrzęsieniem, nerwami - ma tak kluczowe znaczenie.
Został ukrzyżowany? Zawalił mu się świat? Świat można odbudować, cegiełka po cegielce, tylko się trzeba wziąć do pracy. Wybacz, ale nad "Cierpieniami młodego Wertera" nie płakałam. A nad artykułem o globalnym ociepleniu tak.

A teraz pytanie: czy kluczowe znaczenie słów tej kobiety rzeczywiście jest takie kluczowe? Skoro naprawdę będzie dalej kochał, świat tak czy siak będzie dla niego udręką. Ona w tej chwili daje mu powód do nienawiści. To chyba lepsze niż słowa: "zostańmy przyjaciółmi".
Zuziu, jak wiesz, jestem prawdziwym mężczyzną i tylko za siebie mogę ręczyć. Nie wiem, jak rozpoznać miłość. Na pewno coś takiego istnieje, w innym przypadku nie byłoby mnie, między innymi, więc jestem namacalnym dowodem, echochach! / Białe zęby w uśmiechu, poprawka fryzury......./. Nie sądzę, żeby to ktokolwiek wiedział, czy przetrwa próbę czasu, czy nie. Tak samo, jak nie wiadomo ile jest gwiazd na niebie i gdzie ja do cholery podziałem swoje klucze do domu, po ostatniej wizycie gdzieś tam. Się musiałem włamywać! Ale nie było przestępstwa, to mi się upiekło. Jeśli chodzi o to, co ktoś kiedyś powiedział, to osobiście najbardziej przypadł mi cytat takiego jednego: " jabadabadu" i jakoś nie spotkałem żadnego innego, jak do tej pory, który by go wyparł. " dalej kocha" to nie są wielkie słowa. " zdradziłem/am Cię, wybaczysz?" to są wielkie słowa. Mnie tam się wydaje, że ukrzyżowanie nie oznacza " zawalenia się świata" tylko poświęcenia dla kogoś czy w imię czegoś. Ja tam nie płakałem ani nad jednym ani nad drugim, ale jak mi chuligany moją odstrzeloną gablotę w nocy porysowały w szlaczki na karoserii, to ryczałem jak bóbr, co ja gadam jak całe stado bobrów, aż jedna babcia podeszła i się mnie spytała " Co panu jest?", no to jej powiedziałem, a ona na to " Młody człowieku/ bo ja młody jestem i cholernie przystojny jestem/ przecież to tylko samochód", a ja na to " Ale pani nie rozumie, co łączy młodego, prawdziwego mężczyznę z jego koniem....", a ona " Ty zboczeńcu!" i bum mnie torebką w łeb.... i zaczęła krzyczeć, takie tam, ratunku ludzie, a to była niedziela rano, bo z reguły jak mają ci ukraść, uszkodzić albo zniszczyć wózek albo zabrać cnotę albo zdradzić, to robią to z soboty na niedzielę, żeby rano przepraszać i prosić o odpuszczenie win. Do tego, jak na zawołanie zjawił się patrol, bo też kręcili się koło pobliskiej świątyni, i ludzie się zlecieli.... się działo, krótko mówiąc zanim z tego wybrnąłem, ale co tam, nie żałuję, otóż to jest miłość, nigdy się nie żałuje,nawet jakby mnie tak ukamieniowali. Odmalowałem gablotę, wypicowałem, mam teraz sportowy wydech, taki wiesz z czterema wylotami, a nie jakieś badziewie z jedną dziurą i robi mi na zawołanie, wrym! Zuziu, ja się chyba nie nadaję do takich rozmów, bo mógłbym tak godzinami.....
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam znajomych, którzy się bawią elektroniką (głośniki, te pierdoły) i jak zaczynają rozmawiać ze sobą, to nie znam połowy słów, których używają. Ale kocham ich słuchać i obserwować. Takie fajne zafascynowanie na twarzy, pełne skupienie. Jest w tym swoista walka o wspólną sprawę ;)).
I chociaż nie mam pojęcia, po jaką cholerę samochód ma robić na zawołanie "wrym!", to cieszę się Twoim szczęściem. A słuchać najbardziej lubię o rzeczach, o których nie mam pojęcia ;)

A co do tekstu, to (jak to powiedział jedenastoletni chłopiec - którym się opiekowałam na obozie - pocieszając swojego kumpla z drużyny, który był właśnie po zawodzie miłosnym tuż przed ślubami obozowymi): "baby to pizdy". Ja już nie bronię kobiet. Ostatnio zbyt często rozmawiam z facetami, a później mam wyrzuty sumienia że powstałam z dwóch komórek o chromosomie x. Tak, wiem i wpełni się zgadzam, że kobiety są straszne, okrutne i w ogóle idę się pociąć.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam znajomych, którzy się bawią elektroniką (głośniki, te pierdoły) i jak zaczynają rozmawiać ze sobą, to nie znam połowy słów, których używają. Ale kocham ich słuchać i obserwować. Takie fajne zafascynowanie na twarzy, pełne skupienie. Jest w tym swoista walka o wspólną sprawę ;)).
I chociaż nie mam pojęcia, po jaką cholerę samochód ma robić na zawołanie "wrym!", to cieszę się Twoim szczęściem. A słuchać najbardziej lubię o rzeczach, o których nie mam pojęcia ;)

A co do tekstu, to (jak to powiedział jedenastoletni chłopiec - którym się opiekowałam na obozie - pocieszając swojego kumpla z drużyny, który był właśnie po zawodzie miłosnym tuż przed ślubami obozowymi): "baby to pizdy". Ja już nie bronię kobiet. Ostatnio zbyt często rozmawiam z facetami, a później mam wyrzuty sumienia że powstałam z dwóch komórek o chromosomie x. Tak, wiem i wpełni się zgadzam, że kobiety są straszne, okrutne i w ogóle idę się pociąć.
Stój! Nie idź! Mnie oddaj żyletkę, bo nie mam się czym golić i się niekomfortowo czuję. Wiesz ile kosztuje markowa maszynka do golenia? Oni chyba ochu.........

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97 , nie przeczę, że jest tu satyra. Skoro ją odkryłaś, to pewno jest. Nie znaczy to jednak, że naśmiewam się z przedstawionej tu wizji przyszłej Polski. Nie odrzucam tej wizji Polski, ani jej nie popieram. Są w tej wizji rozwiązania, za które nie mógłbym przejąć odpowiedzialności. Dlatego postawiłem się w wygodnej pozycji pisarza, który pisze powieść, a nie program polityczny.
    • @Leszek Piotr Laskowski Cenię taką religijność. Pozbawioną buty lecz zadającą pytania, czasem wątpiącą lecz pełną oddania...
    • @Leszek Piotr Laskowski sugestywne.
    • @Stukacz nie mogę się doczekać każdego kolejnego.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy przekroczyłem próg świątyni, do której jako dziecko zaglądałem co niedziela i święta  a teraz odwiedzałem ją, jedynie przy okazji  pogrzebów i jednego ślubu. I teraz właśnie  miał to być czas  przeznaczony na mszę pogrzebową. Przed kościołem  nie stał jednak zaparkowany karawan  ani nie było w jego pobliżu żadnych grabarzy. Żałobników również. Nie było łez, wspomnień i kwiatów.     Już od kruchty,  poczułem, nie drażniący swąd  cmentarnego kadzidła  i zapach tlących się parafinowych świec  a świeży i ciepły przeciąg. Za ciężkimi, dębowymi drzwiami prowadzącymi do głównej nawy, powitała mnie zupełna pustka i osamotnienie. Ani jedna postać  nie siedziała lub stała w ławkach  ciągnących się w dwóch długich rzędach  aż do stóp ołtarza. Pod nim nie ujrzałem również  katafalku ani trumny i to już zadało mi ostateczny cios, uświadamiając mnie w tym, że zwyczajnie pomyliłem  jeśli nie dzień to godzinę pogrzebu.     Pomylić dzień byłoby wykluczonym. Czwartek. Dziewiętnasty sierpnia.  Godzina jedenasta. Tak było  bezsprzecznie zapisane w nekrologu. Godzina jedenasta. Pociągnąłem za dewizkę  i uchwyciłem wystający z kieszeni  czarnej kamizelki zegarek. Wskazywał dziesięć minut na jedenastą. A więc niecały kwadrans do uroczystości.     Dzieje się tu coś absolutnie dziwnego. Warto byłoby zapytać u źródła, czyli księdza  lub choć kościelnego czy ministranta. Ich jednak też próżno było szukać wzrokiem. Szedłem powoli  wzdłuż ściany zachodniego skrzydła. Co jakiś czas zerkałem w stronę ołtarza  i przeciwległego skrzydła świątyni. Byłem w niej sam. Zaglądałem do konfesjonałów, licząc na to, że w ich mroku  odnajdę jakiegoś  pogrążonego w zadumie  rozważań lub modlitwy księdza,  który wyjaśni mi to wszystko.     Konfesjonały były puste. Patrząc na te drewniane, pokutne klatki, uświadomiłem sobie, że ostatni raz klęczałem w takiej  przed dwudziestoma pięcioma laty. Były proboszcz, który mnie wtedy spowiadał, był teraz starym, niedołężnym emerytem  z prawie setką lat na karku. A ja z chłopca bogobojnego i ułożonego, wyrosłem na  pozbawionego uczuć, empatii i sumienia. Zimnego psychopatę. Widać i tacy są potrzebni na tym świecie  by wypełniać wolę Pana.     Miałem zamiar udać się  do kancelarii na zachrystii. Tam też byłem już kiedyś. Jakieś dziesięć lat wstecz. By przynieść druk apostazji. Pytano mnie wtedy o powód. Wróciłem do wiary prawdziwych przodków. Wolę prawdziwy, rodzimy kult słońca niż syjonistyczną sektę  narodzoną gdzieś na izraelskiej pustyni. Podpisali bez słowa i wahania.     Postawiłem stopę  na pierwszym marmurowym schodku  prowadzącym do drzwi na zachrystię, gdy te rozwarły się szeroko  i zanim jeszcze  próg przekroczyła jakakolwiek osoba, dało się słyszeć przeciągły  i niesamowicie głośny płacz niemowlęcia. Widać płakało już długo. Chrypło i spazmatycznie łapało  zbawczy oddech.     Przez drzwi wszedł ksiądz  w o dziwo czarnej szacie, jakiej jeszcze nigdy w kościele nie widziałem. U jego boku jak mały, wierny pies kroczył ministrant ubrany tożsamo w czarną komżę, haftowaną  w jakieś dziwne litery i wzory, których znaczenia nie znałem. Za nimi wyszli do nawy rodzice dziecka. Ojciec, brunet o dość ciemnej karnacji, niski i chuderlawy,  trzymał w dłoniach zawiniątko z dzieckiem.     Małżonka jego była aniołem  i to nie tym z nieba a z piekła męskiego pożądania. Wyższa nawet ode mnie. Jej błyszczące, niebieskawymi refleksami, krucze włosy, ciągnęły się za linie, kuszących, pełnych bioder. Oczy z turmalinową głębią  wbite były daleko w przestrzeń przed sobą,  jak gdyby oglądały piękno  oddalonych o millenia galaktyk. Suknia była prosta i sięgająca ziemi. Tren ciągnął się za nią jak mój wzrok. Blade, odsłonięte plecy  z mocno zaznaczonym  pod skórą kręgosłupem  a pod nimi zapięcie sukni. Zamek schodzący w dół, prowadzący na zatracenie zmysły. Był bramą do  niewysłowionych rozkoszy jej ciała.     Jeden raz tylko odwróciła wzrok  by spojrzeć właśnie na mnie. Blado się uśmiechnęła. Przez potok łez. Bo właśnie przedziwne było to, że podobnie do dziecka, ona też zalewała się łzami. Była załamana i dojmująco smutna. Załamana ale i złamana. Pogodzona z losem. Widać trafiłem na chrzest  a czułem się tak jakbym oglądał pogrzeb.     Za nimi weszła ostatnia postać. Kobieta wyglądająca jak siostra matki dziecka Równie wysoka, piękna ale zimna. Jak głaz. Dało się to wyczuć natychmiast. Znałem ten grymas. Znałem ten wzrok. Bezlitosny i pogardliwy. Ja używałem go na codzień i ona widać też. Omiotaliśmy się nim nawzajem, jak dwa nadrzędne drapieżniki. Zabrakło jedynie warkotu i szczerzenia kłów. Demon zawsze wyczuję drugiego demona.   Wcześniej umknęło mi to, że co prawda przed ołtarzem nie było wyczekiwanej przeze mnie trumny, lecz zamiast niej stała tam kamienna, obszerna, owalna chrzcielnica. A więc faktycznie trafiłem na chrzest. Dziwny chrzest.     Postaci zebrały się wokół chrzcielnicy. Woda w niej z pewnością nie była święconą. Była lepka, gęsta i zupełnie nieprzejrzysta. Czarna jak polarna noc.     Ksiądz nachylił się do ucha matki  i zadał widać jakieś krótkie pytanie. Ta pokiwała głową i… wskazała na mnie.     Wszyscy wbili wzrok  w moją nieruchomą postać na schodku. Wreszcie ksiądz przerwał niezręczną ciszę. Czyli pan jest chrzestnym? Proszę podejść bliżej. Zaczynamy.     Jego słowa były chyba ponurym żartem. Ja chrzestnym!? Wykluczone proszę księdza. Ponad dziesięć lat temu składałem apostazję, zresztą wcześniej  i tak nie miałem bierzmowania. To nieistotne teraz drogi Panie. Dziecko musi mieć ojca chrzestnego. Ziemskiego opiekuna swych praw. Błogosławię Pana do tej roli. Proszę podejść.     Ja przyszedłem tu na pogrzeb! Kiedy odbędzie się pogrzeb  zaplanowany tu na godzinę jedenastą? Chcę wiedzieć tylko tyle i już mnie tu nie ma. Ksiądz nie dał się zbić z tropu. Ta świątynia nie prowadzi  mszy pogrzebowych,  tylko chrzty i komunie święte. Został Pan wybrany na ojca chrzestnego, chyba Pan teraz nie odmówi dziecku?     Jak to nie prowadzicie pogrzebów?! Od kiedy?! Byłem tu wielokrotnie na pogrzebach, na ślubie też,  ledwie w zeszłe lato. Teraz powołujemy jedynie nowych wiernych, chrzcząc ich i nadając im imię. Niech Pan nie robi scen w domu Bożym i stanie w swej roli dla dobra tej dzieciny.     Chyba ksiądz mnie nie zrozumiał. Nie jestem katolikiem  ani nawet chrześcijaninem. Przyszedłem na pogrzeb bo tak trzeba, ale nie mogę brać udziału  w żadnym chrzcie ani w liturgii. Z szacunku do Was wiernych  jak i swoich przekonań i wiary. Jestem rodzimowiercą. Wierzę w duchy, demony i magię. Tą najczarniejszą również. Praktykuję ją na codzień. Modlę się do swojej patronki. Przenajświętszej Śmierci. Nie o łaski dla mnie  a o zemstę, sprawiedliwość  i śmierć dla moich wrogów. Więc przepraszam  ale będzie ze mnie kiepski chrzestny. Idealny.     To jedno słowo rozcięło ciszę jak nóż. A padło z ust chrzestnej matki. Dalej patrzyła na mnie drapieżnie i dziko. Jest Pan idealny dla mnie  jako Pana chrzestnej partnerki  i dla rodziców małej. Proszę się zgodzić. Wyciągnęła ku mnie dłoń  w zapraszającym geście.     Oszalałem widać, lecz dałem za wygraną. Przeszedłem w ich stronę i złapałem jej dłoń. O dziwo była ciepła  a wręcz lekko spocona i gorąca. Ale gdy ścisnąłem ją troszkę mocniej, nie wyczułem pulsu tam gdzie zwyczajnie powinien odbijać się echem serca w żyłach. Spojrzałem na nią z bliska. Teraz już uśmiechała się szczerze  ale nadal zimno. Z profilu przypominała  kapłanki Świętej Śmierci a może sama nią była. Jeśli nawet tak było, to już nie bałem się. Bezbronnemu nie grozi kara.     Ksiądz spojrzał na mnie  i zwrócił się tymi słowami. Na chrzcie świętym nadano Ci imię skały  na której miałeś zbudować kościół. Ty zbudowałeś go  a potem doszczętnie zrujnowałeś  a na końcu spaliłeś. Przyjąłeś demona do swego serca  i nadałeś mu imię tego,  który pomagał dźwigać krzyż na Golgotę. Bo on pomaga Ci dźwigać ciężar żywota. Wyniosłeś go  ponad wszelkie stworzenie i uczucie  byś już nigdy nie wrócił  do postawy człowieka. Wezwałeś święte oblicze Śmierci  do swego życia  aby oddawać jej hołd  i uciec pod Jej protekcję. Ona chroni Cię od wrogów  i zadaje im krwawą sprawiedliwość. Stałeś się ambasadorem Jej praw. Piewcą Jej chwały. Jej wilczym omenem,  który wykonuje Jej nieomylne wyroki. Godnym jesteś kapłanem  by nadać imię temu dziecku. A wtedy mechanicznie wręcz wyrzekłem A więc niech przyjmie imiona. Angelisa Angela Luna Sol de Muerte.     Dzwonnica rozgorzała  potęgą spiżowych dzwonów. Ksiądz zanurzył dziewczynkę we krwi. Już nie płakała. Miała zimne, czarne oczy śmierci. Wyrośnie na piękna kapłankę. Ministrant trzymał w dłoniach złoty pucharek  z komunią w środku. Były to szczątki ciała wrogów  umoczone we krwi. Rozdał je pośród zebranych. Każdy dopełnił ofiary. Wiążąc zaklęte w nich dusze Na wieki w potępieniu.                          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...