Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy kobieta to puch marny
taki słodki i kochany,
czy wojownik, który walczy
w sposób wyrafinowany?

Jej orężem jest uroda,
chytrość, upór i paznokcie
a gdy rzucą coś do sklepu
wie do czego służą łokcie.

Nie ustąpi w drobnej sprzeczce,
w kłótni wielkie toczy działa
a jak trzeba się poświęć
nie żałuje nawet ciała.

Na pomoście dźwiga sztangę,
w boksie może nos rozwalić,
rzuca dyskiem, ciska kulą
i nie po to by ją chwalić.

Ona, znaczy się kobieta
od natury ma to w genach
by brylować nad mężczyzną
stąd i walki na arenach.

Czas obalić więc ten banał
i pomyśleć o obronie
zanim słabosilne panie
wezmą wszystko w swoje dłonie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wszak kobieta to enigma i suwenir
bywa droga próba jej zdefiniowania
jednak jako dar od Boga - cudem jest
nawet w przekleństwie i na wojnie
i w pokoju z baldachimem czy bez niego
nie da nigdy Ci spokoju a i o to chodzi
chyba żeby luzu nie dawała bo jak woda
letnia tylko to z kąpieli będzie chała.



pozdrówki serdeczne dla piewcy i kolekcjonera
owoców kobiecych atrybutów - fajowy wierszyk
taki z tarczą, nie na tarczy ;))

pozdrawiam
kasia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wszak kobieta to enigma i suwenir
bywa droga próba jej zdefiniowania
jednak jako dar od Boga - cudem jest
nawet w przekleństwie i na wojnie
i w pokoju z baldachimem czy bez niego
nie da nigdy Ci spokoju a i o to chodzi
chyba żeby luzu nie dawała bo jak woda
letnia tylko to z kąpieli będzie chała.



pozdrówki serdeczne dla piewcy i kolekcjonera
owoców kobiecych atrybutów - fajowy wierszyk
taki z tarczą, nie na tarczy ;))

pozdrawiam
kasia :)



Wiem bo często leżę w warze
ze szklanicą gdyż w browarze,
który sączę wena pluska
niczym rybka złotołuska

a gdy grzecznie ją poproszę
wtedy on mi trzy grosze
darmo w strofy wiersza wstawi
i morałów mi nie prawi,

że należy pisać składnie
a gdy jakiś błąd się wkradnie
do Erato z tym nie leci
tylko sama zdanie skleci

a ja nadal leżę w wannie
i przyglądam się tej pannie
jak uwija się wśród piany
cicho szepcząc mi kochany

odpoczywaj w tym ukropie
- więc ja dalej piwko żłopię
leżąc w wannie niczym w loży
bowiem za mnie wena tworzy

a ja leżę i na luzie
patrzę na mej weny buzię
i czasami wołam – mała
może piwka byś dolała

i tak płyną dni w dostatku
bo w tej wannie jak na statku
pełnię funkcję kapitana
a mym majtkiem rozebrana

do rosołu czyli goła
pot perlisty ściera z czoła
ta co za mnie wiersze pisze
kiedy ja odpływam w ciszę.



Ten wiersz także o kobiecie
uczuciowej i pogodnej
romantycznej i uległej
i do tego bardzo płodnej.

Serdecznie pozdrawiam
Opublikowano

fajne te twoje rymowania,
lubię czytać, ale czepnę się inerpunkcji,
bo nie jesteś konsekwentny

np. tu

Ona, znaczy się kobieta od natury ma to w genach by brylować nad mężczyzną stąd i walki na arenach.

no i masz babo placek,
jeszcze jedna czepliwa
jak nie przymierzając
(...)

serdecznie pozdrawiam :))))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Nie ty pierwsza zauważasz
w wykształceniu moim lukę
lecz już jednak tak zostanie
bo za późno na naukę

gdyż dźwigając sześć krzyżyków
nie zasiądę w szkolną ławkę,
będę raczej strugał siódmy
zanim trafię na odstawkę.

Nie ma we mnie już tej woli
żeby zgłębiać podręczniki
a jeżeli już to biorę
i przeglądam eks „świerszczyki”

bo choć nie ma tam co czytać
jest zawiesić na czym oko
- lecz czy to jest edukacja
tych co mierzą „niewysoko”?

Pamięć u mnie też nie tęga
więc nie szukam w mej przeszłości
jak to było z tą nauką
choć wiadomo, że w młodości

człowiek chodził na wagary,
z lekcji wylatywał z hukiem,
potem wracał i nadrabiał
a i tak jest niedoukiem.



Och, gdyby tak można spamiętać te rady
i tym moim wierszom nadać ciut ogłady
pewnie by zyskały choć ciut na wartości
a tak ciągle mają statut przeciętności.


Dziękuję za pokazanie moich niedociągnięć lecz nie wiem czy je spamiętam? Chciałbym.
Serdecznie pozdrawiam imienniczkę mojej żony.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Przecież wy kobiety, same tego chcecie
bo wam mało ziemi więc i we wszechświecie
robicie zakusy aby i nim władać,
uwodzić tam samców, rodziny zakładać,

no bo niby po co panią Walentynę
(Walę Tiereszkową) wsadzono w maszynę
ciągle ukrywając te niecne zabiegi
a przecież wiadomo, że ją na przeszpiegi

wypuszczono w kosmos by go zlustrowała
po czym po powrocie relację wam zdała
czy jest jakaś gwiazda lub inne planety
gdzie samiec nie leżał pod butem kobiety.


Serdecznie pozdrawiam.
Opublikowano

Ciekawe przemyslenie w tym wierszu Podoba się heh powiem tak- kobieta- przerost ambicji nad możliwościami. Jednak 1 wers bym zmienił, gdyż już to powiedział Mickiewicz, albo wstawiłbym w cudzysłów

serdecznie pozdrawiam

bestia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Czy kobieta to istota
krucha, słodka i kochana
czy też raczej wojowniczka,
harda, wyrafinowana




Zmieniam wedle Twojej woli
zachowując sens pytania
choć nie zgadzam się ze wszystkim
bo wiadomo od zarania,

że gdzie diabeł nic nie wskóra
a to bestia jest przebiegła
delegację się posyła
do kobiety z prośbą z piekła

i usilnie się ją prosi,
obiecuje góry złota
bo wiadomo, że kobiecie
w rękach pali się robota

ona, choćby i z pod ziemi,
i z kosmosu, z oceanu
wpierw wyśledzi i usidli
no a potem według planu

zniszczy, spodli i zniweczy
lub zagłaszcze karesami
a więc jeszcze raz przestrzegam
- nie walcz bestio z kobietami.

Serdecznie pozdrawiam
Opublikowano

Ja kobiety kocham nie walcze z nimi ale jednak jeszcze nie znalazłem godnej przeciwniczki i z tego powodu jestem ponury, gdyż chciałbym taką znaleźć, która mnie pokona, gdyż to by mnie ucieszyło i byłbym pokonany ale szczęśliwy

serdecznie pozdrawiam---masz dar przekazu

bestia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Palcem nie wskażę, sam je odszukaj
gdyż tu na ORG-u całe zastępy
tych bojowniczek gotowych walczyć
i przeciwnika roznieść na strzępy,

takiej nadepnąć spróbuj na odcisk
albo do boju stań w słusznej sprawie
i jak zwycięsko wyjdziesz z tej walki
to ja Ci pomnik Mistrzu postawię.


Serdecznie pozdrawiam
Opublikowano

hahhahahahhhhahahahhahah dobre to jest. Tutaj trwa nierówna walka Ja nie należę do Donkiszotów, a szkoda, że nie ma ogólnego forum wtedy mogę stawać w szranki z każdą bez ceregieli. Nie mają szans i ja to wiem wszystkie dziedziny nauki.

Ładnie składasz te litery , a to kunszt wierszami rozmawiać i to najwyższej klasy i w tym tkwi lekkość pisarskiego pióra.

,,Amazonka"

W boju niczego się nie bała,
lecz przed porodem drżała.

bestia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Owszem drżała jak osika
by otrząsnąć się z owsika,
co to po powierzchni skóry
pomyliwszy pewnie dziury

lazł niecnota bez skrupułu
tam gdzie przecież dla ogółu
zawsze szlaban jest zamknięty
a on lazł bo był „szurnięty”


Serdecznie pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Mnie też często go brakuje
bowiem obowiązki inne
są ważniejsze od zabawy
gdyż prowadzę życie czynne

a tu tylko dla relaksu
gdy ogarnia mnie znużenie,
siadam, piszę, odpowiadam
bowiem zawsze sobie cenię

taki kontakt międzyludzki
chociaż jest on wirtualny
ale zawsze rześki, świeży
nie skostniały, niebanalny.


Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Przecież wy kobiety, same tego chcecie
bo wam mało ziemi więc i we wszechświecie
robicie zakusy aby i nim władać,
uwodzić tam samców, rodziny zakładać,

no bo niby po co panią Walentynę
(Walę Tiereszkową) wsadzono w maszynę
ciągle ukrywając te niecne zabiegi
a przecież wiadomo, że ją na przeszpiegi

wypuszczono w kosmos by go zlustrowała
po czym po powrocie relację wam zdała
czy jest jakaś gwiazda lub inne planety
gdzie samiec nie leżał pod butem kobiety.


Serdecznie pozdrawiam.

ale jeśli są słabosilne tzn. że mężczyzna jest
kobiecie potrzebny i na odwrót te buty,
a rodziny- zakładają te płcie zdaje się- obupulnie,
przynajmniej tak powinno być;wzajemnie(: J.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Przecież wy kobiety, same tego chcecie
bo wam mało ziemi więc i we wszechświecie
robicie zakusy aby i nim władać,
uwodzić tam samców, rodziny zakładać,

no bo niby po co panią Walentynę
(Walę Tiereszkową) wsadzono w maszynę
ciągle ukrywając te niecne zabiegi
a przecież wiadomo, że ją na przeszpiegi

wypuszczono w kosmos by go zlustrowała
po czym po powrocie relację wam zdała
czy jest jakaś gwiazda lub inne planety
gdzie samiec nie leżał pod butem kobiety.


Serdecznie pozdrawiam.

ale jeśli są słabosilne tzn. że mężczyzna jest
kobiecie potrzebny i na odwrót te buty,
a rodziny- zakładają te płcie zdaje się- obupulnie,
przynajmniej tak powinno być;wzajemnie(: J.



Lecz nim zaczną się wzajemnie
potrzebować do rozrodu
to niestety lecz kobieta
choć o pierś lecz zawsze z przodu,

to kobieta się przystraja
w modne ciuszki, makijaże
a chłop zerknie na swe spodnie
- no i cóż, że ja w nich łażę

cztery lata skoro jeszcze
nie przetarły mi się w kroku
a kobieta to po jednym
pewnie była by już w szoku,

a dlaczego do solarium
gania, oraz do fryzjera?
- bowiem cel uświęca środki
gdy uskrzydlić chce frajera.


Pozdrawiam serdecznioe
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ale jeśli są słabosilne tzn. że mężczyzna jest
kobiecie potrzebny i na odwrót te buty,
a rodziny- zakładają te płcie zdaje się- obupulnie,
przynajmniej tak powinno być;wzajemnie(: J.



Lecz nim zaczną się wzajemnie
potrzebować do rozrodu
to niestety lecz kobieta
choć o pierś lecz zawsze z przodu,

to kobieta się przystraja
w modne ciuszki, makijaże
a chłop zerknie na swe spodnie
- no i cóż, że ja w nich łażę

cztery lata skoro jeszcze
nie przetarły mi się w kroku
a kobieta to po jednym
pewnie była by już w szoku,

a dlaczego do solarium
gania, oraz do fryzjera?
- bowiem cel uświęca środki
gdy uskrzydlić chce frajera.


Pozdrawiam serdecznioe

rymem mogę odczytolić zabawność,
no i odpooowiem znów:

nie w tym sęk aby
obie przystarajały
jak choinki

nie te święta idą
razem duchem
raczej

no bo co i z tego
drogi kolego
więcej

czasu na maseczke
na rozgrzewke
strój nie krój

serdecznie zarówno;J.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Lecz nim zaczną się wzajemnie
potrzebować do rozrodu
to niestety lecz kobieta
choć o pierś lecz zawsze z przodu,

to kobieta się przystraja
w modne ciuszki, makijaże
a chłop zerknie na swe spodnie
- no i cóż, że ja w nich łażę

cztery lata skoro jeszcze
nie przetarły mi się w kroku
a kobieta to po jednym
pewnie była by już w szoku,

a dlaczego do solarium
gania, oraz do fryzjera?
- bowiem cel uświęca środki
gdy uskrzydlić chce frajera.


Pozdrawiam serdecznioe

rymem mogę odczytolić zabawność,
no i odpooowiem znów:

nie w tym sęk aby
obie przystarajały
jak choinki

nie te święta idą
razem duchem
raczej

no bo co i z tego
drogi kolego
więcej

czasu na maseczke
na rozgrzewke
strój nie krój

serdecznie zarówno;J.



Zbliża się Wielkanoc, rejwach więc w kurniku
gdyż dostojne nioski dążą do wyniku,
który im pozwoli (gdy ustąpi bessa)
złotymi zgłoskami do Księgi Ginesa
wpisać się i sławić kurzy ród prastary
a więc każda szuka koguta do pary
i do tego z parą a także z jajami
żeby móc się szczycić swymi wynikami.


pozdrawiam serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • [] Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać.  — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła. Rozejrzał się powoli. — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę. Zapadła cisza. [] Ciemność przylegała do skóry. Okowy były brudne i oślizgłe. Chłód stali palił boleśnie. Było gorąco, a potem zimno. Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty. [] — Zaczynam być ciekawa. — Oszukiwali? Śmiech przeciął ciszę. [] — Witamy, chłopczyku. — To i tak stosunkowo wysoki tytuł. Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład? Głos był wszędzie. — Twój widok. Mlasnął z niesmakiem. — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje. Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy. — Cóż mógłby nam zaproponować? — Ja…  Wyszeptał z trudem. — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj. — Bezpański. — Bezpański… ładnie powiedziane. — Trafnie, przede wszystkim. Uderzył talią o stół. [] — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był? — Za chwi…  — Czego chciały Diabły? Barman przeciął odpowiedź. [] Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak.  — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność. Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się. Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się. — Ryzykować czy nie ryzykować? — Ryzykować? — odezwał się środkowy. — Państwo gotowi? Poprosimy o karty. Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama. — Panowie. Bez tradycji? Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie. Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg. Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę.  — Tradycji stała się zadość. — Powiem. Wykrztusił mężczyzna. — Powiem. Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk. Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał. Zrobiło się goręcej, a potem zimniej. — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii…  — może… — …miłosnej? Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole. Powietrze reagowało na ich głos. — Bo ja… — Bo ty. — Cisza! Powietrze zatrzasnęło się. — Jestem tchórzem. [] — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa. Dziewczyna zmarszczyła brwi. — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana? Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło. — Nie musiało. [] Mężczyzna podniósł głowę. — Panowie pozwolą. Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu. — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać. Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo. Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech. Środkowy głaskał maskę. — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty. Elegancki z trudem powstrzymał chichot. — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same. Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował. — Myślałem, że wszystko ułoży się samo. Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć. — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła. Na stole pojawiła się kolejna z kart. — Dosyć — uciął Środkowy. Głowa opadła w dół. Nie skończył. … [] Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę. — Cholera. Teraz? Barman porwał zmiotkę i szufelkę. Starszy siedział z zaciśniętymi ustami. Młodszy kręcił guzikiem koszuli. Dziewczyna oparła głowę na dłoniach. W barze zrobiło się cieplej. — Co było dalej? Młodszy podniósł gwałtownie głowę. — To nie koniec, prawda? — Nie… nie koniec. []   Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja. — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność. Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie. — Twój ruch. Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął. — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu. Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę. — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka? Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział. Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie. — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej. Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole. — Sprawdzę. Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę. — Pas. Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą. — Skoro pas, to pas. Cisza. — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki. Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy. … Leżał na ziemi. Skulił się. — Nie powiedziałem jej. [] Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło. Zimno wchodziło pod skórę. Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno.  [] Diabły rozkoszowały się oceną. Maski leżały na stole. — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność. Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy. — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste. Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół. — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione.  — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka. Krupier uśmiechnął się. — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić. Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki. []  Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne. Przez chwilę pomyślał, że to… Cylinder nie pozostawiał wątpliwości.  Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię. Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać. — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie. Prychnął. Mężczyzna drżał. Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią. — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy. Podciągnął rękaw. Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej. Opuścił rękaw. — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz? Klęknął. Odłożył cylinder. Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku. Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się. Ramiona opadły. … — Dlaczego? — Nawet my potrafimy mieć nadzieję. Jego oczy błysnęły. — Ty też? — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec. — To nie koniec. — Pomóżmy sobie. Odczuł ciepło słów na skórze. — Czego chcesz? Diabeł uniósł głowę. Patrzył długo. Nie odezwał się. [] Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę. — Przepraszam. Potrzeba. Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro. Wrócił. Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę. — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza. Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę. — Za historię. [] Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił.  Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie. — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę. Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty. — To obelga. Psy przy stole. Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko. — Mam nadzieję, że będzie ostrzej. — Oby. Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera. Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem. — Czekamy… z niecierpliwością. Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta. — Mam mówić dalej? Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast. Wanilia. [] Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość. Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco. Uśmiechnęli się pod nosem. — Nie… Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się. [] — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból.  Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza. —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca. — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja. Wycedził elegancki Diabeł i wstał. Chwycił wieszak i przycisnął do siebie. Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę. Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko. Jego kształt falował. Czas zastygł. Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce. — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna. — …że to było miłe? — Tylko na chwilę. Na stole pojawiła się karta. Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło. Zrobiło się zimniej. Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły. Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu. — Va banque.  Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty. — To nie koniec historii? Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu. W gardle pojawiła się suchość. Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł. Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki…  Nie zrobił tego. — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie. []  Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt.  — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły? Młodszy potarł brodę. — Lepiej nie. — Nie napił się ze szklanki? — On nie, ale ja chętnie to zrobię. Zrobiło się późno.  [] — Moja kolej. Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią. Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku. Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku. — Chodź… przejdziemy się. Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą. [] Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny. — Zamknięte! Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć. — Ale przecież… Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły. [] Znajdował się teraz na peronie. Związany i niemy.  Mógł jedynie obserwować. Ciężar osiadł w piersi. Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki. Oddzielały ich tory. — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole? Warknął, kręcąc przy tym głową. — Klasyka. Nieśmiertelna. Zawył głośno. Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki. Nagle z jednej strony peronu wyszła para. Mężczyzny nie rozpoznał. Ją — od razu. Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę.  Szli blisko, trzymając się za ręce. Szeptali sobie do ucha. W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim. Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg. Ona wsiadła.  W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna.  Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się. Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż. Odeszli w drugą stronę. — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi. Odezwał się w końcu Diabeł. Kolejna para. Kolejny pociąg. [] — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę. Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste… Czy psy zaczną w końcu szczekać? Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób. Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu. — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i… — Pas. — Ja również. Kart nie rozdano. Siedział na krześle. Oddech przyspieszył. — Tym razem, łatwo nie będzie. Zimny głos uderzył go. Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami. Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć. Brakowało mu tchu. Pstryk. Mężczyzna siedział teraz przed lustrem.  Było zakurzone. Milczało. []              
    • @AgnieszkaJakiel , ale dlaczego "Wojenka"?
    • @violetta   :)  fajnie, ja za bardzo nie jestem zmysłowa ;) ale nawet trochę podobna do Hilary :) chociaż bardziej do Scarlett Johansson :) a Ty do kogo? :)   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...